Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 5 listopada 2019, 10:00

autor: Marcin Strzyżewski

Gracz od czasów pierwszego Prince of Persia. Niemal zawalił szkołę przez Settlersy II.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra?

Doskonała, fascynująca i satysfakcjonująca… praca. Granie w Planet Zoo jest jak chodzenie do roboty. Nie chce ci się, męczysz się, ale na koniec jesteś zadowolony z tego, co zrobiłeś.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. niesamowita swoboda tworzenia;
  2. pięknie animowane zwierzęta;
  3. estetyczna oprawa graficzna;
  4. rozbudowany system hodowlany;
  5. wsparcie dla Steam Workshop.
MINUSY:
  1. nieidealny interfejs;
  2. brak zwierząt wodnych, nocnych, latających, ptaków i minizoo;
  3. słaby stan techniczny wersji recenzenckiej.

Czekaliśmy na ten moment długi czas. Pierwsi goście wchodzą do naszego zoo. Chyba jest nieźle, idą od zwierzaka do zwierzaka. Zaraz, dlaczego oni mają transparenty? Dlaczego krzyczą przed wybiegiem pandki rudej? Jest piękna, popatrzcie, jak ślicznie leży sobie na sianie… Zaraz, czemu ona jest taka smutna?

Tak skończyło moje pierwsze zoo w Planet Zoo. Istniało może 10 minut, zanim ugiąłem się przed protestującymi i zacząłem od początku. I nie było wcale lepiej. Tym razem niedźwiedź uciekł. Ludzie się trochę wystraszyli… Próbowałem stworzyć fosę wokół jego wybiegu, ale to kosztowało za dużo, wziąłem kredyt, a niedźwiedź i tak znalazł sposób. Koszty łapania go, procenty od pożyczki i budowa zabezpieczeń wydrenowały mi budżet.

Trzecie zoo po prostu zbankrutowało. Przyznaję się, kupiłem pandę. Wielką pandę, była piękna. Wyposażyłem jej wybieg we wszystko. Bambusy, karmniki, słupki do wspinania. Dopiero kiedy uciekła, zrozumiałem, że powinienem obudować jej wybieg szybą, a nie kratą (nigdy za to nie używajcie szyb u słonia, sprawdziłem to za Was). Tak czy inaczej, panda na tym etapie kosztowała mnie zbyt wiele.

Potem chwilę pograłem w trybie piaskownicy. Tutaj nauczyłem się w końcu co nieco o budowie ogrodzeń i założyłem kolejny park.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #1
Mój pierwszy park upadł pod naporem protestujących.

TRYBY

Jak możemy grać w Planet Zoo? Możemy wybrać tryb kariery z gotowymi misjami i określonymi zadaniami. Możemy założyć własny park z włączoną ekonomią, albo zdecydować się na piaskownicę, w której Planet Zoo daje nam nielimitowane pieniądze i dostęp do wszystkich obiektów. Jest jeszcze tryb Franczyza, która pozwala nam handlować zwierzakami online.

Tym razem zacząłem skromnie. Jeden żółw olbrzymi i jeden guziec afrykański. Do tego wielkie niby-wiadro na datki i zaplecze dla pracowników. Oczywiście otoczone cyprysami. Goście nie lubią oglądać oczyszczalni wody, czy kliniki weterynaryjnej.

Nie śpieszyłem się. Zamiast niedźwiedzi i żyraf, kupiłem karalucha nosorożca (to taki owad) i postawiłem obok niego tabliczkę edukacyjną oraz ławeczkę. Ludzie chętnie go oglądali, więc obok postawiłem drugą gablotę, tym razem z pająkiem.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #2
Mój ostatni park, jaki zbudowałem w trybie wyzwań upadł, ale nie wiem tak naprawdę, dlaczego.

Moje zoo rozwijało się powoli. Pojawiały się w nim kolejne wybiegi i kolejne zwierzęta. Często sprawdzałem, co goście mówią i dopasowywałem ceny wstępu do tego, co o nich uważali. Dodatkowo handlowałem zwierzętami. Nie, nie bizonami i nie guźcami. Za nie dostawałem śmieszne pieniądze, a ich rozmnażanie trwało. Ratunkiem był… karaluch. To robactwo mnoży się jak szalone, a za osobnika z dobrymi genami mogłem bez problemu kupić nowy bankomat. Jeszcze lepiej wychodziłem na skolopendrach.

To zoo jednak także zbankrutowało. I nie wiem dlaczego. Kiedy się poddałem, byłem 50 tysięcy dolarów na minusie i nie wiedziałem, jak się z tego wygrzebać. A przecież miałem już bizony, niedźwiedzie, makaki. Prawdę mówiąc, po całym weekendzie z Planet Zoo, a mówię tu o ponad 20 godzinach gry, nie odniosłem sukcesu. Ciekawe, biorąc pod uwagę, że poprzednim grom studia zarzucano brak ekonomicznego wyzwania.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #3
Zwierzaki uwielbiają uciekać z klatek.

HODOWLA

Planet Zoo bardzo poważnie podchodzi do tematu rozmnażania zwierząt. Każdy egzemplarz jest opisany szeregiem wskaźników, co ma wpływ na „jakość” potomstwa. Jeśli ktoś ma ochotę, może poświecić się w pełni hodowli i osiąganiu jak najlepszych wyników. Zwłaszcza, że istnieje tu system handlu zwierzętami online, w którym możemy wymieniać się okazami z innymi graczami.

To gra czy praca?

Zabawa z Planet Zoo nie przypomina tego, co przywykliśmy uważać za grę. To raczej coś pomiędzy symulatorem i programem do wizualizacji architektonicznej. Podobnie jak w Planet Coaster, możliwości projektowania są tutaj absolutne. Jeśli popatrzymy na mapy w kampanii, zobaczymy, że przy użyciu dostępnych środków da się w tej grze stworzyć cuda. Dosłownie nie umiem sobie nawet wyobrazić, jak się za to zabrać, ale Planet Zoo pozwala tworzyć rzeczy niesamowite. Założę się, że po premierze Steam Workshop dosłownie eksploduje projektami tworzonymi przez graczy.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #4
A na wybiegu zebra (tak, w tej grze możesz trollować zwiedzających).

Zabawa jest jednak dość… nudna. Można nawet powiedzieć, że żmudna. Nad każdym wybiegiem trzeba się pochylić. Zwierzęta mają swoje wymagania. Nie chodzi tylko o rozmiar wybiegu czy obecność oczka wodnego. Lemur potrafi być smutny, bo ma za mało miejsc do wspinaczki, słoń chce mieć krótką trawę i glebę, a makak śnieg (na większości map oznacza to konieczność chłodzenia wybiegu). Niektóre zwierzęta lubią towarzystwo, a inne nie. Część gatunków walczy o przewodnictwo w stadzie i musimy pilnować, żeby nie zamknąć np. dwóch dorosłych samców wilka w jednym wybiegu. A ile jest zabawy z doborem roślinności…

Jakby tego było mało, musimy myśleć o bezpieczeństwie, bo nasze zwierzęta, jak pisałem wcześniej, rwą się do wielkiej ucieczki. Nie możemy jednak obudować zagród wielkimi murami, bo musimy pamiętać o widoczności. Co z tego, że zwierzę jest szczęśliwe na wybiegu, jeśli ludzie nie mogą go obserwować (a co za tym idzie, nie zostawią swoich pieniędzy). Z drugiej strony zwierzę, które nie ma gdzie ukryć się przed wzrokiem, nie jest szczególnie szczęśliwe.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #5
Sprawdziłem to dla Was, tygrys i antylopa na jednym wybiegu to zły pomysł.

Normalnie, kiedy gram w grę, po prostu się cieszę. Lubię to. W Planet Zoo się tak nie czuję. To raczej jak praca. Większość procesu jest trudna i wcale nie cieszy. Gra wymaga przeklikiwania się przez okienka i układania pojedynczych elementów w skomplikowane systemy. W między czasie ciągle rozwiązujemy problemy, zatrudniamy ludzi, doglądamy zwierząt i pilnujemy, czy się nie nudzą, nie stresują i czy nie jest im zimno. To uciążliwe zwłaszcza dlatego, że gra nie działa szybko i płynnie. Teoretycznie mój Ryzen 5 1600 powinien sobie poradzić, ale wcale nie było idealnie. Grze zdarzyło się także wiele razy wyrzucić mnie do pulpitu.

Patch na premierę gry

Na premierę gry twórcy przygotowali patch, który ma poprawiać wiele błędów – w tym również usprawnić samo działanie gry. Wasza wersja, przynajmniej w założeniu, powinna działać znacznie lepiej.

Ostatecznie jednak, tak jak w pracy, mogłem popatrzeć na efekt i poczuć satysfakcję. Obserwowanie ludzi kłębiących się przed wybiegiem tygrysa, słonia bawiącego się piłką, pandki wspinającej się po słupku, daje dużo radości. I w zasadzie tylko na tym polega sens tej gry.

Recenzja gry Planet Zoo – czy to na pewno jest gra? - ilustracja #6
Ogrody, stworzone przez twóców pokazują, jak piękna może być ta gra.

JAK ŻYWE?

Zwierzęta w Planet Zoo wyglądają świetnie. Może nie jak żywe, bo grafika jest odrobinę kreskówkowa, ale i tak na zwierzaki patrzy się przyjemnością. Widać ogrom pracy włożony w to, żeby każde z nich zachowywało się naturalnie. Zwierzęta bawią się, defekują, chowają przed ludźmi. Jeśli wyjdzie z nas sadysta-eksperymentator, to możemy nawet zobaczyć, jak drapieżnik atakuje ofiarę. Jeszcze nie udało mi się trafić na animację kopulacji, ale może to dlatego, że byłem zbyt zajęty unikaniem bankructwa? Jeśli zwierzak jest stary, po prostu umiera i leży na wybiegu, dopóki ktoś go nie zabierze. Raz widziałem, jak mała zebra podeszła do zwłok dorosłej zebry i patrzyła na nie smutno, dopóki nie wystraszyła ją gwałtowna przemiana ciała w wielką skrzynię.

Recenzja gry Desperados 3 – strzał w dziewiątkę!
Recenzja gry Desperados 3 – strzał w dziewiątkę!

Recenzja gry

Dzięki ekipie Mimimi Games do łask wrócił gatunek gier kojarzonych przede wszystkim z niezapomnianą serią Commandos. W drugim podejściu do tematu, niemieckie studio zabrało się za przywrócenie do życia marki Desperados.

Recenzja Gears Tactics - gra taktyczna dla tych, którzy boją się gier taktycznych
Recenzja Gears Tactics - gra taktyczna dla tych, którzy boją się gier taktycznych

Recenzja gry

Seria Gears of War doczekała się kolejnej odsłony, ale tym razem nie naciskamy na spust, a mówimy innym, kiedy i do kogo mają strzelać. Czy transformacja strzelanki w strategię miała sens?

XCOM: Chimera Squad – nowy XCOM jest tani, ale nie jest biedny
XCOM: Chimera Squad – nowy XCOM jest tani, ale nie jest biedny

Recenzja gry

Zapowiedź XCOM: Chimera Squad uderzyła w graczy niczym latający spodek w wieżę radiową. Nim zdążyliśmy się dobrze otrząsnąć i wygrzebać z gruzów, gra wylądowała na Steamie.