Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 31 lipca 2017, 15:00

autor: Draug

Gracz, fantasta, bibliotekarz. Entuzjasta dobrych opowieści, intensywnych strzelanin i samochodówek.

Recenzja gry Redeemer – Rosjanie mają swoje Hatred

Mało jest gier, które łączą walkę wręcz ze strzelaniem z taką gracją jak Redeemer rosyjskiego Sobaka Studio – a już zupełnie rzadkie są tytuły robiące to w rzucie izometrycznym. Czujecie się zachęceni? Powinniście. Ale uwaga: to tytuł tylko dla orłów.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. bardzo dobry system walki – rozbudowany, brutalny i dopracowany;
  2. estetyczna grafika;
  3. przez kilka pierwszych godzin oferuje satysfakcjonującą i soczystą zabawę...
MINUSY:
  1. ...ale na dłuższą metę nudzi – lokacje stają się monotonne, a w rozgrywce brakuje urozmaiceń;
  2. przydałoby się coś oprócz areny wśród dodatkowych trybów gry (zwłaszcza co-op);
  3. trochę do życzenia pozostawia system zapisywania gry, detekcja trafień, SI przeciwników i optymalizacja.

Doom, Shadow Warrior, Wolfenstein: The New Order. Gdy grałem w Redeemera nasuwały mi się skojarzenia z tymi właśnie tytułami – mimo że mowa o produkcjach z całkiem różnych parafii, które są FPS-ami, natomiast omawiana pozycja pokazuje świat w rzucie izometrycznym (no i jest „indykiem” rodem z Rosji, a nie wysokobudżetowym przebojem). Niemniej we wszystkich tych grach bierzemy udział w pełnym gracji tańcu śmierci, podczas którego klasyczny, bezpardonowy styl krwawej jatki harmonijnie łączy się z przystępnością na miarę dzisiejszych czasów.

Natomiast jeszcze częściej podczas obcowania z Redeemerem miałem przed oczami nasze niesławne Hatred. Tu i tu akcję oglądamy z lotu ptaka, w obu przypadkach krew leje się hektolitrami, no i żaden z tych tytułów nie jest skierowany do niedzielnego gracza. A który jest lepszy? Przez pierwsze trzy godziny zabawy byłem przekonany, że produkcja naszych rodaków z Destructive Creations nie ma szans w konfrontacji z dziełem rosyjskiego Sobaka Studio (po rosyjsku sobaka to pies; pocieszna nazwa, nieprawdaż?). Potem jednak mina coraz bardziej mi rzedła, a pewność co do wyniku owego starcia malała. Na czym stanęło? O tym za moment.

Rosyjska masakra... czym popadnie

Jeśli nie słyszeliście wcześniej o Redeemerze, a doczytaliście do tego miejsca, pewnie w Waszych głowach powstało wyobrażenie izometrycznej strzelanki, jakich wiele na rynku. Czas wyprowadzić Was z błędu. W Redeemerze strzela się bowiem tak na dobrą sprawę niewiele – znacznie ważniejsza jest walka w zwarciu, zarówno na pięści (i nogi), jak i z użyciem broni białej, a nawet elementów otoczenia. Skojarzenia z serią Dead Rising czy stareńką grą Fighting Force są tu całkiem na miejscu.

W porównaniu z tym, do czego przyzwyczaiły nas gry z widokiem „z góry”, Redeemer ma niesamowicie rozbudowany system walki. Ataki lekkie i ciężkie, które łączą się w proste combosy, uniki, bloki czy kontry stwarzają wiele możliwości, a przy tym działają sprawnie i sprawiają nielichą frajdę. A to nie koniec listy opcji bojowych, jakimi dysponuje Vasily, główny bohater gry. Jeszcze bardziej miodnie robi się, gdy zaczynamy pozbywać się przeciwników po cichu, ciskać w nich leżącymi wokół przedmiotami albo... rzucać ich na te przedmioty – nadziewając na drzewa, krojąc piłami przymocowanymi do stołów itd. Zgadza się, Redeemer nie jest propozycją skierowaną do młodocianych... nawet jeśli nie urządzamy tu rzezi niewiniątek jak we wspomnianym Hatredzie.

Recenzja gry Redeemer – Rosjanie mają swoje Hatred - ilustracja #1
Do wyboru są tylko dwa poziomy trudności – Normal i Hardcore – i nawet na tym niższym gra potrafi dać graczowi mocno w kość.

Przy czym cała ta rozróba nie byłaby tak zabawna, gdyby nie dwa czynniki. Po pierwsze, grafika – satysfakcja rośnie, kiedy zdzieleni piąchą przeciwnicy odlatują kilkanaście metrów do tyłu niczym w kreskówce, a z eksterminowanych wrogów przy byle okazji malowniczo bryzga krew. Również gustownie wymodelowane lokacje i postacie cieszą oko (nawet jeśli nie są mocno szczegółowe).

Po drugie, znacznie ważniejsze – poziom trudności. Redeemer nie jest łatwą grą. Ponieważ chwila nieuwagi może kosztować Vasily’ego utratę znacznej porcji punktów życia, a zasób narzędzi do walki rozrzuconych po arenach jest mocno limitowany, starcia trzeba toczyć z głową. Zanim wparujesz do pokoju pełnego wrogów, zaopatrz się w sprawny oręż (po paru ciosach czy pociągnięciach za spust każda broń staje się bezużyteczna), rozejrzyj za interaktywnymi elementami otoczenia i poczekaj, aż najbliższy strażnik odwróci się do Ciebie plecami. Od takiego przygotowania zależy Twoje być albo nie być w nadchodzącym starciu.

Recenzja gry Redeemer – Rosjanie mają swoje Hatred - ilustracja #2
Sobaka Studio nie wycisnęło wszystkich soków z Unreal Engine 4, niemniej i tak udało mu się stworzyć grę miłą dla oka, a przy tym spójną stylistycznie.

No i obowiązuje tu jeszcze jedna arcyważna zasada – zabijanie wrogów to jedyny sposób na odnawianie paska życia, przy czym stopień regeneracji zależy od sposobu, w jaki rozprawiamy się z adwersarzami. Jeden dobrze wymierzony wystrzał ze strzelby to łatwa metoda na pozbycie się nawet kilku przeciwników naraz, ale znacznie bardziej „ekonomicznie” jest eliminować ich jednego po drugim ciosami pięści – nie mówiąc już o wykańczaniu oponentów skrytobójczo bądź z użyciem elementów otoczenia. Innymi słowy, należy tu myśleć taktycznie – i ma się z tego dużo radości. Przynajmniej przez pierwsze godziny zabawy.

Recenzja gry Redeemer – Rosjanie mają swoje Hatred - ilustracja #3

System walki wręcz to nie jedyna ważna cecha, która odróżnia Redeemera od Hatreda. Rosjanie wyposażyli bowiem swoje dzieło również w warstwę fabularną. Niestety, najlepsze, co można o niej powiedzieć, to to, że... jest. Cóż, nie sądzę, by kogoś porwała ta osadzona w nieodległej przyszłości opowieść o byłym najemniku Vasilym, który po latach krycia się wśród mnichów zostaje zmuszony do krucjaty przeciwko złej cybernetycznej korporacji, by raz na zawsze uporządkować swoją mroczną przeszłość. Przynajmniej twórcy za bardzo nie narzucają się graczowi z tą historyjką – jest przekazywana jedynie za pośrednictwem statycznych cut-scenek z rysunkami, wyświetlanych co kilka poziomów, i paru wpisów w glosariuszu dostępnym w menu.

Recenzja gry Playerunknown’s Battlegrounds – PUBG to fenomen roku, ale nie gra roku
Recenzja gry Playerunknown’s Battlegrounds – PUBG to fenomen roku, ale nie gra roku

Recenzja gry

Zgodnie z obietnicą, Playerunknown’s Battlegrounds wyszło z fazy wczesnego dostępu jako niewątpliwie bardziej dopracowany i lepszy produkt niż parę miesięcy temu. Nie oznacza to jednak, że to już ukończona i bogata w zawartość gra.

Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności
Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności

Recenzja gry

Klątwa Ozyrysa to przykład, jak nie należy robić dodatków do gier. Wszechobecny recykling, niewykorzystany potencjał i bardzo mało nowości – trudno znaleźć jasne strony pierwszego dodatku do Destiny 2.

Recenzja gry Star Wars: Battlefront II – blasterem w stopę
Recenzja gry Star Wars: Battlefront II – blasterem w stopę

Recenzja gry

Star Wars: Battlefront II miał naprawić słabości „jedynki” z dzielącą społeczność przepustką sezonową na czele. Niestety, frajdę ze strzelania psuje miałka kampania dla jednego gracza i żerujący na portfelach graczy system mikropłatności.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
01.08.2017 16:05
mastarops
59
Konsul

wyzwanie w grach jest OK, ale nie lubię jak trzeba dany etap powtarza kilkanaście razy i uczyć się wszystkiego na pamięć. Podobne ze stopniowaniem trudności granic absurdu - nienawidzę tego - grasz sobie, jest ok, i nagle ściana, zamiast przyjemnosci - frustracja.
Mam pytanko, czy grałeś może w Hyper Liht Drifter? Jeśli tak to jak ją oceniasz?
Trochę może oftop ale co stało się z recenzjami do gier (są 2-3 miesięcznie?

01.08.2017 16:41
odpowiedz
1 odpowiedź
Draugnimir
55
Konsul

GRYOnline.plTeam

mastarops - Niestety, nie miałem okazji przetestować Hyper Light Driftera. Ale chyba posiadam go na Steamie, może kiedyś ogram ;)

01.08.2017 18:28
mastarops
59
Konsul

Ciekaw jestem po prostu jak oceniasz poziom trudności w tej grze.

01.08.2017 16:42
odpowiedz
6 odpowiedzi
WildCamel
49
gry-online.pl

GRYOnline.plRedakcja

@mastarops – Masz mylne wrażenie. W lipcu mieliśmy 9 recenzji – tyle co w lipcu roku poprzedniego. W czerwcu mieliśmy 7 recenzji, jedną mniej niż w czerwcu roku poprzedniego. W maju 2016 i 2017 mieliśmy też tyle samo – po 12 recenzji. Nic się nie zmieniło, choć faktycznie wychodzi mniej głośnych tytułów, ale to już nie nasza wina :)

01.08.2017 18:17
mastarops
59
Konsul

Naprawdę? Musiałem przegapić. Ciężko znaleźć na waszej stronie zestawienie recenzji w chronologicznej kolejności :) Klikam recenzje i na 3 miejscu Fifa 17...

02.08.2017 09:31
WildCamel
49
gry-online.pl

GRYOnline.plRedakcja

Tutaj jest lista recenzji w chronologicznej kolejności: https://www.gry-online.pl/recenzje-gier.asp

02.08.2017 10:41
el.kocyk
110
Legend

ale I tak szkoda tej ilosci
7-9 recenzji dla tak duzego portal wydaje sie byc bardzo mala iloscia, moze I gier glosnych jest malo, ale jest mnostwo mniejszych perelek

02.08.2017 14:16
mastarops
59
Konsul

Ok, ale tam się pojawiają w lipcu "recenzje" GTA V i World of Tanks, to raczej felietony są jakieś.

02.08.2017 14:46
Draugnimir
55
Konsul

GRYOnline.plTeam

Pojawiają się, owszem, ale zwróć uwagę, że te teksty mają etykietkę "gramy dalej", a nie "recenzja" ;)

03.08.2017 14:03
WildCamel
49
gry-online.pl

GRYOnline.plRedakcja

@mastarops – tekstów z cyklu gramy dalej nie wliczałem do liczby recenzji. Po prostu się tam pojawiają, bo do tego działu bardziej pasują niż do publicystyki czy zapowiedzi.

@el.kocyk – sprawa jest prosta: dopóki mało kto czyta recenzje mniejszych perełek, dopóty po prostu brakuje nam środków, żeby się nimi zajmować. Ubolewam nad tym, ale często jest to sztuka dla sztuki.

15.08.2017 12:58
odpowiedz
Nolifer
101
The Highest

I ta gra hula na unreal engine 4? O rany, w życiu bym nie pomyślał. :P

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze