Czy tylko ja mam odczucie, że to mega słaby (growo) rok mija? Mam problem, by wybrać grę roku, a dawno tak nie miałem.
W story mode tak, na najwyższym poziomie trudności jednak trzeba było sobie jednak zbroje i miecze rozwijać, podobnie jak samą postać, plus cała masa dodatkowych rzeczy, eliksiry, smary, petardy. Ogólnie sporo tego i fajna immersja. A jak się tego nie zrobiło to się gry nie przeszło.
Porównanie do RDR2 jak kulą w płot, w RDR2 nie trzeba robić kompletnie nic pod kątem ekwipunku i rozwoju postaci, a gra i tak się sama przejdzie.
A przeszedłeś W3 na najwyższym poziomie trudności i zrobiłeś 100%? Bo widzisz, dopiero wtedy gra nabiera rumieńców, nagle okazuje się, że jest w niej tona mechanik, których normalnie nawet nie używasz, co dodaje masę immersji, a każdy quest warto zrobić, bo nie tylko jest dobry fabularnie, ale może da też coś co ułatwi dalej grę. Szczególnie jeśli ktoś jest mniej zręcznym technicznie graczem. Żeby nie było - W3 to nie jest przykład idealnej gry pod tym kątem, daleko mu do tego, sama walka w porównaniu do np. soulsów jest drewaniana. Ale nadal jest to nieźle zrobione, co w połączeniu z całą pozostałą resztą gry daje świetny efekt. Dlatego ja co do zasady jestem przeciwnikiem nie tylko skalowalności poziomów postaci, ale nawet wyboru poziomu trudności w menu. Bo to co do zasady psuje gry - gra powinna być zrobiona pod jeden poziom trudności, jak coś jest robione pod 3-5 poziomów to niestety traci na jakości, bo nie da się gry zrobić tak by była satysfakcjonująca i wymagająca, twórcy idą na skróty, pojawiają się uproszczenia, błędy, niesprawiedliwe czy wręcz oszukańcze rozwiązania. No ale wiadomo, $$$.
Przeszedłem W3 z dodatkami 4 czy 5 razy, mam dwie platyny, a nawet nie widziałem że jest opcja skalowania poziomu postaci :) I całe szczęście, bo taka opcja to jeden z dramatów współczesnych gier, zabiający nawet najlepsze marki i tytuły, vide Diablo 4.
Dla mnie też rozwój postaci i ekwipunek to jedna z najważniejszych rzeczy w cRPG. Nie najważniejsza, ale bardzo ważna. Z tego powodu ekstremalnie ciężko mi się gra w gry gdzie niby mamy otwarty świat, gdzie niby są elementy cRPG, ale rozwoju postaci w zasadzie nie ma lub jest pseudo rozwój, a ekwipunek niby jest, ale nie ma znaczenia tak naprawdę. Szczytowym przykładem jest np. RDR2, gra która gdyby była bardziej cRPG to by była genialna. A tak jest długoterminowo jednak nudna jak flaki z olejem, bo kompletnie niewymagająca, walki można nawet skipować (huh) i lecieć dalej z progresem.

Jakikolwiek "dobry" system strzelania w tej grze jest kompletnie zbędny, bo każdy fan cRPG używa VATS i mózgu i gra w tę grę jak w rpga a nie strzelankę.
To co koniecznie musiałoby się w remasterze znaleźć to wszystkie dodatki, bez DLC ta gra będzie mocno wykastrowana.
I jak najdalej trzymać się od chybionych pomysłów z F4 (np. systemu dialogowego).
A tak w ogóle to ->
Ale co ty gadasz :)
W W3 zwiedzając / robiąc pytajniki:
- zdobywasz expa dla postaci, czyli możesz levelować szybciej przez co masz później łatwiej;
- zdobywasz masę przedmiotów do craftingu;
- często odblokowujesz dodatkowe miejsca, z których potem możesz korzystać (kupcy, kowale, osoby do gry w gwinta itd.) - wszystko to bardzo pomaga w main queście;
- często odblokowujesz questy poboczne, które nie są inaczej dostępne;
- często znajdujesz rzeczy budujące klimat i lore, szczególnie jeśli wczytasz się w opisy przedmiotów czy czytasz znalezione książki, notatki, itp,
- możesz znaleźć elementy ekwipunku wiedźmińskiego pod inne buildy/szkoły, co zmienia twój sposób walki o ile się zdecydujesz na zmiany.
Jasne, walka to nie Dark Souls, a jazda na Płotce to nie Elden Ring, ale i tak jest "rozsądnie". Oczywiście mówię o graniu na najwyższym poziomie trudności, bo wtedy dopiero pojawia się immersja odpowiednia.
A teraz RDR2:
- nic co zwiedzisz nie wpłynie na twoją postać w żaden istotny sposób;
- nic co zwiedzisz nie wpłynie na twój gameplay;
- walka jest przez cały czas taka sama, nie ma buildów, po prostu skradasz się lub celujesz i strzelasz;
- co gorsze czy grasz dobrze czy źle i tak przejdziesz grę, bo możesz skipować wszystkie walki, poziom trudności zero.
Mając to na względzie po prostu NIE CHCE SIĘ zwiedzać w RDR2, no chyba że dla widoczków i smaczków, ale to też mamy w W3. Łykasz tej aktywności pobocznej 5% i lecisz z main questami, które są przegadanymi cutscenkami w większości. Świat i gra z ogromnym potencjałem zabitym przez twórców niestety.
RDR2 jest przede wszystkim za nudne gameplayowo.
Brakuje rozwoju postaci / odczuwalnego progressu - co nie zrobisz jesteś taki sam.
Brakuje też wyzwania jakiegokolwiek - nawet kluczowe walki można skipować, trzy śmierci, skip i lecisz dalej.
Ja od lat mam 70% ukończone i nie mogę się zebrać, by to dokończyć. Mimo że świat przepięknie odwzorowany.
Chciałem pograć na wersji z GamePass, ale gra podczas ładowania prologu freezuje na ekranie ładowania.
Zmieniłem W10 na W11, bez zmian. Zmieniłem GPU, bez zmian. Wszystkie aktualizacje, uprawnienia, bez zmian.
Ten problem mam od 3 miesięcy, co jakiś czas sprawdzam, czy śmiga z nadzieją, że kolejny patch coś poprawi, ale niestety nic.
Reinstall systemu też nic nie dał.
Reinstall gry oczywiście też nie.
W sieci setki poradników, żadna porada nic nie wniosła, może coś pominąłem, ale już sam nie wiem co.
Czy jestem jedynym, któremu ta gra nie działa? :O
"jedyne, co Bethesda zrobiła w miarę dobrze"
Nie przesadzajmy. W F3 było czuć klimat Fallouta bardzo mocno, gra była płytka fabularnie (wątek główny) i zabugowana, ale jednak falloutowy Waszyngton w wykonaniu Bethesdy to mistrzostwo świata.
Nie ma co ukrywać, rozwiązanie jest typowo debilne i charakterystyczne dla kogoś, kto nic innego w życiu nie robi tylko w Excelu siedzi i myśli, że wszyscy tak mają.
ALE
Z polskim wałem nie ma to nic wspólnego - polski wał powstał po to by okraść ludzi, głównie przedsiębiorców - realnie dołożył im od 4,9 do 9 punktu procentowego podatku z dnia na dzień nie dając nic w zamian.
Zatem nie, sorry ale nie.
fantastyczna gierka, przechodzę regularnie co 2-3 lata dla klimatu, polecam wersję CD (jest lepsze audio i dubbing postaci)
dziś film jest na topie, ale pamiętać trzeba, że wszystko zaczął Herbert i warto sięgnąć też po książkę, jedna z nielicznych cegieł, które łyknąłem na raz mają te naście lat
"No, grubo. Pasujesz do Lordpilotow i Swirków jak nic. Potem płacz że Polska to państwo z kartonu"
Nie misiu, po prostu kasa to nie wszystko, jest ważna, ale są ważniejsze rzeczy w życiu, jedną z nich jest wolność czyli życie tak jak się chce, a nie jak wiatr powieje, konformizm nigdy nie był w mojej naturze, czas obajtków i zer minął.
Tusku ma się wywiązać z powrotu do składki zdrowotnej do tego co było przed polskim wałem - miliony przedsiębiorców czekają na to o wiele bardziej niż na ustawę liberalizującą aborcję.
Jest kasa na to by społeczeństwo utrzymywało rolników (krus), którzy i tak od tygodni protestują, jest w końcu ogromna kasa z KPO, to nie ma pieprzenia, że nie ma kasy by cofnąć złe reformy pisu w zakresie podatków i składek.
Najpierw cofka, a potem nowa reforma, po szerokich konsultacjach społecznych, tak to powinny wyglądać.
Nie trawię TD za ich konserwatyzm światopoglądowy, nie trawię pslu jako całej formacji, ale twarde stanowisko w sprawie podatków i składek doceniam o wiele bardziej niż pierdzenie lewicy.
"życzę powiedzenia TD i KO w wyborach, jeśli samorozwiązanie sejmu miałoby nastąpić z ich winy LOL"
Znaczy, że jak się nie dogadają i będą wybory to mam z powrotem oddać się w ręce kaczorka? Stary, nawet jakby mi lewica podniosła podatek na 50% to będę płakał i płacił, ale kaczorek już nigdy nie porządzi, to se ne vrati.
typowe pierdololo
"powinniśmy w końcu zadbać przede wszystkim o siebie i własne bezpieczeństwo, bo nie mamy żadnego pożytku z poświęcania się dla Ukrainy"
w jednym zdaniu dwa sprzeczne stanowiska
ukraina walczy m.in. dla i za ciebie
jak jej nie pomożesz, jak padnie, to następny w kolejce jesteś ty na front
i wiesz co, ja tam wolę nie sprawdzać w ten sposób czy masz wywalone na swój kraj
naród wspaniały ale ludzie .....
ze dwa pokolenia muszą wymrzeć by te zryte banie odeszły niepamięć i nastała jako taka normalność
ukraińczycy, fińczycy, japoniki, beldzy i holendrowie - jedna wielka banda wykorzystywaczy Prawdziwych Polaków!
to niestety jest prawdziwa sekta, która wyprała ludziom mózgi
moja ciotka od kiedy pamiętam do rany przyłóż kobieta, oddała by każdemu ostatni pieniądz i chleb byle pomóc, niestety ciężko potraktowana przez los, pierwszy mąż alkoholik zmarł młodo, potem ucieczka w radykalizm, kościół, ale poznała fajnego faceta, byli razem wiele lat, jednak bez ślubu i on nagle odszedł w zaświaty, znowu została z niczym, wróciła do kościoła, ale tego mega radykalnego
obecnie lat 75, od 10 ogląda tylko rydzyka i potem tvpis a teraz tvrepublika
póki rządził pis było w miarę cicho, ale od czasu wyborów jest masakra z jej zdrowiem psychicznym
parę dni temu powiedziała własnej siostrze na spacerze cyt. "jak lubisz tuska to spierdalaj do niemiec"
na urodzinach innej siostry odwaliła szopkę taką, że dopiero potrójny xanax pomógł
pisowcy i pochodni (rydze) żerują na emocjach takich ludzi, cynicznie to wykorzystują i nic z tym nie da się zrobić :|
Grałem w trybie local co-op z żoną we wszystko z listy, grałem też w drugie tyle gier, których na liście nie ma, plus grałem też w Haven. I cóż mogę powiedzieć, Haven to takie nijakie doświadczenie. Fajne przez 2h, a potem wieje nudną, że cholera. Gameplay słabiutki. A historyjka dosyć infantylna i taka bardziej dla nastolatków może. Pewnie dlatego nie ma tu na liście, bo jednak wypadałoby by gra miała chociaż jeden element świetny.
To nie jest kwestia wyboru - by chociaż zachować pozory obiektywizmu trzeba pokazać wszystkie punkty widzenia. To robi DER ONET czy TVNiemcy mimo obcego kapitału.
TVPiS nawet się nie starało zachować tych pozorów mimo polskiego kapitału i samych prawdziwych polaków w reżyserce.

Wszyscy pseudo symetryści z Aleksem na czele, zobaczcie na czym polegają niezależne, albo chociaż starające się być obiektywnymi media - główna strona onetu teraz ->
O czym jest artykuł? O tym, że to co się wydarzyło w TVP wg konstytucjonalisty nie ma podstaw prawnych. Czyli DER ONET dissuje Tuska.
Teraz wyobraźcie sobie coś takiego na "niezaleznej".pl czy innej wpolityce, albo wsieci, albo w tvrepublika, albo w starej tvpis, w stosunku do Morawieckiego, Kaczyńskiego czy Dudy. Wyobraziliście sobie? No to gratuluję wyobraźni albo towaru.
Zero symetrii. Zero. To co zostało zaorane, to gówno pierwszej klasy było, Urban i gebels razem w teamie nie byliby tego w stanie wysrać. Zatem nie ośmieszajcie się panowie i nie żałujcie tego smrodu.
Nie rządzą piąty dzień, tylko właśnie zaczął się trzeci - zaczęli w środę po zaprzysiężeniu.
Z tych dwóch dni + dziś dopiero zaczęty trzeci SZEF jest poza Polską, bo załatwia w te 3 dni sprawy, których poprzedni szef swoim nieudolstwem nie potrafił załatwić w 6 lat...
A ci co są w kraju zaczęli od konfiguracji kompów, bo PiS wszystko zaorał, nawet IT w ministerstwach.
Pewnie trzeba też pluskiew poszukać i zamurowanego gówna w ścianie najpierw, dla bezpieczeństwa i by zbędnego smrodu po poprzednikach nie było.
Jak to jest, że najgłośniej zawsze szczekają te najmniej ogarnięte pieski...
Niestety brak wersji konsolowych i local co-op dyskwalifikuje takie gry dla bardzo wielu osób - twórcy powinni skumać, że gracze 30-50 lat to w dużej części pary w związkach i nie będą siedzieć każdy w swoim pokoju tylko chcą wspólnie wygodnie przed dużym TV na wygodnej kanapie mogąc ze sobą bezpośrednio rozmawiać i piwko czy winko pić. Cóż, życie :) To jedno D3 i D4 akurat zrobiły dobrze.
System odpoczynku to była największa upierdliwość już w czasach BG1 i BG2. Taki urok DnD.
Do dziś nie skończyłem, progress ok. 70% i tak wieje nudą, że nie mam ochoty siadać, zresztą już mało pamiętam, trzeba by było zacząć od nowa.
Świat przepiękny, klimat świetny, tylko co z tego, skoro gra liniowa, zero immersji crpgowej, walka nijaka i totalnie skipowalna, a historia co najwyżej poprawna, nawet jak na standard growy.

Alex, zaprzestań proszę, bo to żenujące, CIG to się kupowało po złotówkę z hakiem i realizowało zyski jak było przed premierą LOTF, podniecanie się wzrostem o 10% po spadku o 50% i jeszcze korelowanie tego z wyborami... może ktoś kto nigdy noska poza gry nie wyściubił to łyknie, tylko po co klawiaturę męczyć? Podobnie z bankami itd., fajnie że wzrosło o 5% czy 10%, ale to nie ma znaczenia w perspektywie miesięcy i lat - zobacz jak mi dobrze "robił pis", też miałem śmiech przez łzy, czymś trzeba w końcu je z twarzy wycierać. Ale znając oba uczucia wybieram jednak to gdy u władzy nie jest "ten zły obóz" i pewnie też byś to wybrał zamiast tych wzrostów, prawda? :D
A co do nauczycieli - tak, wyobraź sobie, że dla nich 1500 złotych miesięcznie na rękę to masa pieniędzy, tak wygląda życie nauczyciela pod rządami pisu niestety. Od czegoś trzeba zacząć, ja jestem za +15% ponad inflację co rok, za 4 lata będzie to już sensownie wyglądało.
Pograłem w betę, preseason i season 1 łącznie kilkaset godzin w local co-opie co w przeliczeniu na złotówki wychodzi super jak za tego typu rozrywkę.
Niemniej już w s1 dobiliśmy łącznie do lvl 50 i się mega znudziło.
Grę zabija głównie właśnie brak sensownej itemizacji połączony ze skalowaniem poziomów.
KAŻDA poprzednia odsłona Diabełka robiła to lepiej, zatem mamy tu ogromny regres.
Trzeba to gruntownie przebudować jeśli ludzie mają wrócić do tej gry. Wszystko inne to pudrowanie, nie pomoże.
W D3 się jako tak udało po paru latach więc i tu jest jakaś szansa. Szkoda zmarnować taki potencjał, bo graficznie i klimatycznie i pod kątem "miodności pękania potworków" ta gra dostarcza.
Gra w Quake'a (na wysokim poziomie) poza refleksem wymaga ogromnej precyzji. Do tego trzeba dołożyć inteligencję. Możesz nie mieć refleksu topowego, ale mieć precyzję i inteligencję i będziesz w topce, szczególnie w teamplayu. Możesz mieć refleks i precyzję, też będziesz w topce, szczególnie w duelach. Możesz mieć refleks i inteligencję, będziesz niezłym graczem ogólnie. A jak masz wszystkie trzy to jesteś bogiem. W soulsach, jakkolwiek je kocham, liczy się build, potem długo długo nic, potem trochę refleksu i znajomość ruchów/ataków przeciwnika plus opanowanie. Opanowanie to podstawa. I nie ma znaczenia czy single player czy multi.
Są kraje, nawet w EU, gdzie można mieć pół promila i nadal być uznawanym za trzeźwego / legalnie jeździć. Raz spróbowałem i różnica jest kolosalna.
Generalnie postawmy sprawę jasno - nikt kto nie jest pojebany nie jeździ pod wpływem alkoholu. Niestety, statystyka jest nieubłagana.
Takie porty to oczywiście żenada, co nie zmienia faktów. A fakty są takie, drogie koleżanki i koledzy, że 50 usd dla tych kilku milionów potencjalnych nabywców tej kupy to kwota dziesięciokrotnie i więcej niższa niż wydają na dzień na pozostałą część swojego życia. Pomijalna. Więc czy zgubią czy oddadzą bezdomnemu czy wydadzą na kawkę na mieście czy pomylą z papierem toaletowym i kupią stare/nowe RDR1 - żadna różnica w ich życiu. I na tym bazują firmy tworzące takie rzeczy, po co mają wkładać 10x więcej wysiłku, by zarobić 2x więcej kasy. Optymalizacja.
"Świeżak" nie będzie grał solo w Divinity, bo nie ogarnie tej gry na żadnej platformie. A jak nie jest "świeżakiem" to sterowanie padem czy MK w tej grze nie robi różnicy żadnej, gra jest powolna, walka turowa, poziom trudności w nauce sterowania podobny - oczywiście jeśli ktoś całe życie grał MK to pad będzie na początku wkurzający, ale i vice versa. Moja żona przeszła ze mną pierwsze Divinity w local coopie na PS, jest w crpgach świeżynką, ze sterowaniem sobie poradziła, oczywiście momentu wkurfu były, czasem poszedł czar na mnie zamiast na wroga, no ale to samo by były na MK :) Zatem ten argument jest inwalidą. Nieczytelny tekst/hud - ok, to jest pewien problem czasem, ale dzisiaj już naprawdę rzadko przy multiplatformach, może w jednej na dziesięć gier, potrafię całe trzy gry z pamięci wymienić gdzie mnie to wkurzało.
Mnie najbardziej w nowszych grach RPG denerwuje skalowanie świata do poziomu gracza.
Ototo. Gry dla carebearów, snowflake'ów, jak zwał tak zwał. Dzięki wszechświatowi za to, że jest jeszcze parę normalny gier na rynku.
Kup konsolę, pograj rok-dwa-trzy w exy i te nowości, które na konsolach wyglądają identycznie jak na PC (80% gier), w tym czasie dozbieraj na PC i miej obie opcje :) Nie ma co się ograniczać, żyje się raz. PC to must have do rtsów i większości strategii oraz 1st person shooterów czy gier pokroju CP77. Na konsoli zdecydowanie lepiej ogrywa się z kolei o dziwo dużą część a/crpgów (W3, rpgi Lariana, wszelkie soulsy, Diablo 3 i 4, nowe Fallouty) oraz oczywiście wszelkiej maści ścigałki, fify, itd., to pewnie zasługa wygodnej kanapy i dużego ekranu. Oczywiście PC można pod TV podpiąć, ale to nie to samo. Plus część gier na konsolach ma świetny tryb local coop, którego ze świecą szukać na pecetach (vide wspomniane D3 i D4).
Fajnie, że będzie rolka jak w soulsach, ale najważniejszej informacji brak - czy będzie local co-op na konsolach, jak w D3 i D4?
Jeśli nie to masa potencjalnych graczy odpadnie - gracze w tego typu gry w większości dziś już nie mają po 15 lat żeby ciotować samemu w ciemnym pokoiku na swoim pececiku, tylko chcą grać ze swoimi żonami, mężami, dziećmi, domownikami, na dużym 65"+ ekranie w świetnej jakości, bo to a) zupełnie inne doznanie; b) czasem jedyna możliwość by wspólnie spędzić czas w grach. Gra która wymaga 100 czy 200 czy 500 godzin gry musi to ułatwiać, this is the way.
Jedyne aktywności multiplayerowe z randomami jakich doświadczyłem przez ponad 150h gry to world bossy, legiony i okazjonalnie kogoś spotkam na mapie głównie w helltides (pvp pomijam). Zero wspólnych questów, dungów, itd. - nawet jakbym chciał to nie ma do tego opcji a i gra sama niczego nie proponuje. Ani mi z tym źle, ani dobrze, Diablo zawsze było dla mnie grą solo/znajomi/klan, niemniej z tak szumnie zapowiadanego mmoerpegizowania została kupa.
Normalny człowiek pracuje 2 czy tam 4 godziny, zarabia CZYSTA, kupuje grę, gra sobie te 25 czy 50 czy nawet 100h, dobrze się przy tym bawiąc, wie też, że 1:25 to dobry deal w przeliczeniu praca:rozrywka, po czym idzie grać w coś innego. A resztę kasy wydaje na życie, może tez na BMW, jak ma ochotę czy inną potrzebę.
Zresztą, co ty możesz wiedzieć o BMW misiek pysiek, widziałeś je co najwyżej na obrazku z gumy turbo lub w tefałen turbo. Kiedyś wyjdziesz z bunkra, w którym KAŻĄ ci kupować skiny do diaboloCZTERY to zobaczysz jak to naprawdę jest jak chcesz zmienić lakier po wyjeździe auta z fabryki. Pełny pakiet to możesz sobie kupić w upc, a i tak się za gołe panie będziesz musiał dopłacić, ot prawdziwe życie :(, wszystko przed tobą.
Wszystkich komentujących, że D4 to CZYSTA peelenów kosztuje, więc nie wypada by miało dodatkowo płatne skiny w środku, chciałbym uświadomić, że BMW kosztuje CZYSTA ale TYSIENCY(!!!) peelenów, a mimo to jak chcesz innego skina do niego to też musisz dopłacić i za w zasadzie wszystko inne też, a "karnetu" w ogóle nie ma.
Welcome to the real world.
PS Nie trzeba tego kupować. Naprawdę. Gra się z tym i bez tego dokładnie tak samo.
O nie, patch naprawił bugi i zmienił balans, nie da się już tak szybko levelować by potem móc krzyczeć, że wylevelowałem w 100h i nie ma już co robić w grze za CZYSTA kurła ZUOTYCH, która miała mi dostarczać rozryki do końca życia, co teraz, jak żyć?!
gracze co zachwalali śmieciowy dodatek ROS do Diablo 3 i wersje konsolowe co wprowadził właśnie skalowanie poziomów i inne problemy
Co ty pitolisz, na konsolach w D3 nigdy nie było żadnego skalowania poziomów, gra po dodatku na PS4 była praktycznie identyczna jak na PC, jedyne co było fajniejszego to local coop (genialny) i możliwość turlania się postacią (pierdoła). Sam dodatek był świetny, mocno rozbudował przeciętną podstawkę, dodał nową postać, wprowadził nowe mechaniki, ogólnie D3 na premierę a D3 pod koniec żywota to dwie różne gry, na premierę przez pierwszy miesiąc było OK, bo było wyzwanie by przejść inferno, potem nuda jak baalruny w D2, dopiero ROS to zmienił do formy jaką ma to teraz - można nie lubić, można lubić, D4 to póki co 1/4 tego co było w końcowej fazie D3.
No jak na 60 lvlu to pograliście 50-80 godzin. Za 300 zł to całkiem niezły deal. W czym problem?
Typowe F2P?
W sensie musisz zapłacić real money żeby nie dziadować i mieć dodatkowe zakładki na walutę, mapę, upgrade'y, w skrzynce, itd.?
Chyba ci się gry syneczku pomyliły.
A za 30 zł dzisiaj możesz co najwyżej kebaba, i to wątpliwej jakości, kupić. Czas się obudzić, 30 zł to zaraz będzie godzina pracy na minimalnej pensji czy dla 16. latka bez kwalifikacji za roznoszenie ulotek czy mycie podłogi.
Zdefiniuj "dobry w gry".
Zdefiniuj też gry. Bo co innego single, co innego multi, co innego multi kompetytywne, a co innego kooperacyjne, itd.
Ja dzieciństwo spędziłem w czasach gier Atari, Amigi i wczesnego PC - wtedy gry singlowe były stosunkowo krótkie, przez to trudne i wymagające, błędów nie wybaczające, by sprawiały wrażenie długich, a gry multi były bezwzględne dla słabych, czy to Quake czy to Ultima Online, mocny miażdżył słabego do minusa w każdym aspekcie.
Czym skorupka za młodu nasiąknie... to pewnie dlatego to podejście zostało ze mną do dzisiaj.
Dzisiaj w singlu raczej stawiam na najwyższy poziom trudności, ale musi on mieć uzasadnienie - przykładowo Wiedźmin 3 tylko najwyższy poziom trudności, bo wtedy poznajesz 100% gry, musisz używać eliksirów, olejów, ogólnie te fajne i mniej fajne mechaniki gry, a nie tylko bashować przysłowiowy 'x', jest wówczas odpowiedni klimat. Z tego samego powodu lubię soulsy czy inne bloodborneldenringi - poza ruszeniem czerepem trzeba jeszcze jakąś zręczność mieć i ogarniać, a to daje satysfakcję. W rpgach czy strategiach podobnie, nie może to być uwłaczająco umysłowo rozrywka. Nie cierpię z kolei sztucznego podnoszenia poziomu trudności, przykładowo Uncharted na easy i hard nie różni się kompletnie niczym poza ilością wrogów, nic nie dodaje do gameplayu, podobnie wysławiane RDR2 nie ma sensu pod tym kątem, ba, w tej grze to wystarczy 3x zginąć i jest skip walki (lol).
A multi? Cóż, tutaj większość współczesnych produkcji jest miałka, za bardzo wyrównująca szanse, handicapująca i prowadząca za rączkę, autoaim i inne wynalazki zabijają wymóg zręczności, a te nieliczne produkcje, które mają inaczej, zazwyczaj nie są z mojej bajki lub wymagają zainwestowania takiej ilości czasu, której nie posiadam, więc w nie nie gram. Może kiedyś.
Wracając do postawionego pytania - lubię dawać radę we wszystko czego się podejmę, zatem i w gry. Z drugiej strony wolę gry nie przejść niż marnować czas na coś uwłaczającego rigczowi. Z trzeciej strony jak czasem odpalę youtube i popatrzę jak to robią ludzie, którzy niczego innego w życiu nie robią lub po prostu mają talent x10, to wtedy samoocena spada :)
Problemem są nierealnie wyśrubowane oczekiwania współczesnych graczy w stosunku do realnej wartości produktu.
To że ktoś komuś zrobił dobrze za darmo lub za ekwiwalent dwóch swoich godzin pracy nie znaczy, że można żądać tego od każdej spotkanej na ulicy osoby.
Większość współczesnych gier to produkcje na 10 czy 20 h grania typu Uncharted interaktywny film, gameplay mocne 2/10 bez krztyny replayability i też kosztują 300 zł i ludzie pieją z zachwytu nad tymi dziełami.
Zatem jak się trafia gierka, która za te same pieniądze starcza na 150 godzin dla dwóch osób jednocześnie (za co dodatkowa pochwała się należy) to wypadałoby podziękować twórcom za znaczne przekroczenie growej średniej, a nie ich gnoić za to, że raczyli nie zrobić gry na 1000 godzin.
Można Blizza jechać za wiele, ale nie za to, że radzi graczom odpoczynek po setce godzin grania, pora wyjść z mentalnej growej jaskini.
Gra jest slaba jak nieszczescie, ale nie mam absolutnie zadnych wymagan co do poziomu mojej rozrywki wiec w sumie nie zaluje 300 PLN.
Faktycznie, wymagania miałem absolutnie żadne co do warstwy fabularno-narracyjnej, przecież od drugiej części fabuła to takie tam głupotki bez ładu i składu. Zatem totalnie zero rozczarowań w tym względzie, bez wpływu na czerpaną radość z rozgrywki. Podobnie jak w Quake'u czy Mortal Kombatach czy Gran Turismo czy w Fifie czy setkach innych gier nakierunkowanych na konkretny gameplay. Wbijasz, zlewasz fabułę, robisz to co się fajnie robi, osiągasz mistrzostwo i robisz przerwę do kolejnej wersji czy dodatku, no chyba że ci się chce dalej orać zamiast poznawać inne gry - bo większość płaczów to właśnie typki, które kupują 2 gry na rok więc w każdą muszą grać minimum pół roku inaczej posucha.
Za grę dałem 300 zł z hakiem.
W coopie z żoną przeszliśmy fabułę z większością aktywności pobocznej, wbiliśmy na T3, potem pograliśmy trochę online, world bossy, pvp, helltides, dungeony różnej maści, pozostałe sidequesty, wbiliśmy sensowny sprzęt i buildy by przejść na T4, ani moment się nie nudziliśmy. Po wbiciu na T4 jeszcze trochę pogralismy i póki co fajrant, bo poza uber Lilith nic nie zostało.
Zajęło nam to 150 godzin.
Sto pięćdziesiąt godzin wspólnie świetnie spędzonego czasu.
Za 300 zł.
Tyle samo bez dwóch złotych wydaliśmy na obiad w restauracji wczoraj spędzając ze sobą 3 godziny.
Zatem - nawet gdybym już nigdy w życiu D4 nie odpalił to i tak już obecna proporcja value / money była dla nas genialna.
Życzyłbym sobie by inne gry AAA oferowały chociaż namiastkę tego, bo niestety większość z nich to szroty z singlem na kilkanaście godzin i gejmplejem nudnym do bólu, że o braku coopa nie wspomnę. A kosztują niewiele mniej. Perełek jest naprawdę mało.
Jak czytam zatem, że ktoś się czuje oszukany, bo dał CZYSTA ZUOTYCH i nie ma co robić w grze po 100 czy 200 godzinach, to dla mnie to zwykłe pierdololo :)
PS Samo D4 cudem nie jest, gejmplej wtórny, fabuła miałka, słabo rozróżnialne akty zlewają się w jedno. Ale potworki dobrze pękają i z tych 150 godzin nie żałuję ani jednej.
Film był przede wszystkim o 1,5h za krótki, pominięto masę wątków, uproszczono tematy, no i jest efekt. Powinny być dwa filmy po 3h i by było ok.
Podobny problem jest z nową Diuną, graficznie bosko, klimat jest, ale wyprane z fabuły. Może druga część coś nadrobi, ale mam ogromne obawy.
I w Grze Endera i w Diunie fabuła i świat przedstawiony (tło) to 90% sukcesu.
LOTR był świetny, bo m.in, idealnie wyważył elementy fabularne vs. czas trwania filmu.
Hobbit tego samego reżysera już mocno przesadził, w efekcie dodane sceny, cukierkowe CGI i już sporo gorsze kino.
PS Mówca umarłych czyli kontynuacja Gry Endera to powieść jeszcze o klasę wyżej niż oryginał. Dopiero potem robi się dziwniej i nudniej. Ale Gra + Mówca to absolutny majstersztyk, opus magnum Orsona, nic lepszego nie napisał.
Co mają wykształcenie i zarobki do tematu?
Czarnek zarabia ponad 20k i jest dr hab oraz profesorem KUL.
Zostawiłbyś mu pod opieką własne dzieci gdybyś musiał wyjechać na parę lat?
Na premierę to pierwsze Diablo które ma jakikolwiek endgame sensowny, nie miało go ani D1, ani D2, ani D3.
Przypomnę, że w D3 na premierę były 4 poziomy trudności i w każdym graliśmy fabułę od nowa i to koniec aktywności był. Można było na inferno zostać i tam młócić mobki w akcie 3 i 4 (bo w 1 i 2 były za słabe i nie leciały wszystkie pożądane itemy), that's all.
Miało to swój urok w czasach D2 co przypomniało niedawno świetne D2R, ale już w czasach D3 trąciło myszką dlatego w D3 w ostatnich latach było już zupełnie inną grą niż na premierę, a w obecnych czasach Blizz zostałby zrównany z ziemią za coś takiego, zatem cieszmy się z tego co jest i że będzie ulepszane.
ALE
Zdecydowanie powinien być wybór czy chcemy grać ze scalingiem mobów czy bez, tak jak czy chcemy softcore czy hardcore - scaling jest niestety dla wielu graczy w tym dla mnie słabym rozwiązaniem, właśnie przez brak poczucia progresu innego rodzaju niż "all gear". Głównie odczuwamy to podczas levelowania postaci i przechodzenia fabuły, czyli ile, raz czy dwa per postać max? Nie widzę tutaj problemu zatem by bylo to opcjonalne, duża część graczy wtedy by sobie zrobił bez scalingu, dane lokacje byłyby trudniejsze, inne łatwiejsze, jak w początkowym D3 czy jak w D2, co w tym złego?
A w endgame scaling i tak nie ma znaczenia, bo max lvl postaci to 100, a mobki lecą w górę bez ograniczeń gdy gra się na T4, zatem wtedy już tylko build + gear + umiejętności + fart się liczą. Ale chodzi o ten etap przed 50., a nawet przed setnym levelem czy tam przed T4 po prostu.
Serio ktoś się boi, że rozmiękczą w przyszłości fabułę Diablo? Przecież ona już została rozmiękczona i rozmieniona na drobne w D3 tak, że bardziej się nie da. I co z tego? W D4 jest znowu trochę lepiej, więc może po prostu musi być sinusoida? I bądźmy szczerzy - w tę grę dla fabuły gra się raz, potem już tylko pękanie potworków. Czy fabuła będzie fajna czy nie długoterminowo nie ma znaczenia.
Miliony testów za miliony dolarów i dalej nie działa kiedy miało działać. 2023 rok. Brawo Blizzard, brawo Sony.
Rozumiem, że w ramach refundu za to, że nie możemy grać w grę, za którą zapłaciliśmy więcej, by w nią móc grać wcześniej, dostaniemy miliardy platyny do wydania w tym ich śmiesznym sklepiku z dziełami krawców-pikselarzy?
Wait for it... not.
Jak wyżej napisano - inwestuj w siebie.
Nie potrzebujesz do tego kasy - nigdy wcześniej w historii ludzkości wartościowa wiedza nie była tak łatwo dostępna za darmo.
Rok nauki czegoś wartościowego, zainwestowanego czasu, spłaci ci się wielokrotnie w przyszłości.
Na odcinanie kuponów przyjdzie czas.
Opcja z zarysami postaci to najbardziej debilny pomysł jaki widziałem w grach od dłuższego czasu.
Po pierwsze - kompletnie nic nie daje, bo gra ma nawalone miliard kolorów z efektów skilli, które skutecznie wszystko zasłaniają.
Po drugie - jak się nic nie dzieje to postać wygląda jak wyjęta z kreskówki, co psuje całą immersję.
Ten kto to wymyślił powinien grać z tą opcją w local coopa przez rok za karę.
Na cholerę mi te 50 opcji skoro póki co to w interfejsie brakuje podstawowych funkcji, które były czy to w D2 czy w D3.
Duża pół przeźroczysta mapa - pierwsze z brzegu. Albo - świetna sprawa z D3, której w becie mega brakowało - flara do nieba na żądanie nad głową gracza, który wcisnął odpowiedni przycisk - po co? Do local coopa oczywiście, bo jak jest rozpierducha to łatwo swoją postać zgubić w tłumie (szczególnie jak mobek losowo teleportował postać) i często to jako jedyne ratowało życie.
8 lat, a ja właśnie się świetnie bawię na PS5 w 60 fps/HDR - gra nadal daje radę pod każdym względem.
Kurczę, ale to też oznacza, że kultowy W1 to już naście lat temu. Pamiętam jak dziś jak żyłowałem GTX 260 by sensownie to chodziło.
A to wtedy tam i tak było wieki po zagrywaniu się w Baldur's Gate czy inne Fallouty, że o Monkey Island nie wspomnę.
Huh.
To będzie chyba pierwsze Diabolo, które będę ogrywał po polsku.
Nie dlatego, że jest tak dobre, tylko dlatego, że angielskie jest dla odmiany jakimś koszmarkiem, dubbing na poziomie wokalnym jakiejś hybrydy prezydenta z ministrem (nie)sprawiedliwości.
Jaka dyscyplinarka, ludzie. Rotacja pracowników jest taka, że jak chodzisz tam rzadziej niż raz na miesiąc to ciężko spotkać znajomą twarz. Jakby mieli zwalniać i to jeszcze dyscyplinarnie za pomyłki przy zamówieniach to by już nikogo tam w pracy nie było. To raz.
A dwa, że reklamacja w takiej sieci to totalna norma, przecież tam w co drugim zamówieniu jest coś nie tak, nie wiem czy specjalnie czy nie, może na tym dodatkową kasę robią, że tylko co któryś klient zauważy problem, a jeszcze mniej go zgłosi? Ja zawsze zgłaszam, chyba że się baaardzo spieszę, bo czas > $. Ale jeśli mi się nie spieszy to czemu mam się dawać oszukiwać (nawet jeśli to faktycznie zwykła pomyłka)? Szanujmy się.
Jedynie zmarnowanego żarcia czasem żal.
Nie da się wybrać jednej gry :) Ale nie ukrywam, że 90% frajdy z gier miałem w latach dziś już uznawanych za prehistoryczne.
Another World - gra którą nabyłem przez przypadek, a zostanie mi w głowie na zawsze, przepięknie narysowana i przedstawiona przygodowo zręcznościowa historia o przyjaźni w brutalnym świecie, kurde to brzmi jak opis ze spisu gier na giełdzie, no ale co mogę tu więcej napisać, Uncharted lat ''90, tylko 10x lepsze.
The Secret of Monkey Island 1 & 2 plus masa innych przygodówek "z tamtych lat" - mimo znikomej znajomości języka ang mogłem ogrywać w nieskończoność i nigdy już chyba nie poczuję tej frajdy i magii co wtedy, wirtualne pikselowe światy pobudzały wyobraźnię niesamowicie i na zawsze ukształtowały moje growe gusta, to było 120% frajdy.
HoMM 2 i 3 - podobnie jw, plus ten hot seat z kumplami, nie da rady by to wróciło kiedykolwiek w żadnej, nawet zbliżonej formie, dorzuciłbym tu jeszcze Settlersów.
Duke Nukem 3D i Quake - kabelek COM czy LPT i jazda, później sieć lokalna, turnieje lokalne i na takie gdzie jechało się pociągiem przez pół Polski - coś wspaniałego, kompletnie nieporównywalnego z dzisiejszym graniem po necie, to był prawdziwy e-sport, poza graniem trzeba było jeszcze umieć ten 20kg monitor do kumpla zatargać, a na turnieju dobrze kulkę w myszce wyczyścić i walczyć ze przeciwnościami niedouczonych organizatorów i losowości plug''n''pray :).
Warcraft 1 i 2 - podobnie jw, do dziś nie zapomnę, jak w W2 "szczylami będąc" nagrywaliśmy z kumplem jakimś nie-pamiętam-skąd-wziętym mikrofonem własne głosy do postaci, więc jak łatwo sobie wyobrazić wieśniacy biegali z tekstami z Psów, mówionymi naszymi łamiącymi się od mutacji głosami, mina matki kumpla, która weszła do pokoju podczas wielkiej bitwy (trup co sekundę) wrzeszczących tekstem "w imię zasad.... synu" bezcenna, za resztę zapłacić można dowolną kartą :). Dorzuciłbym tu jeszcze Starcrafta.
Diablo 1 i 2 - niedawna beta Diablo 4 mimo jakiejś tam dozy przyjemności, którą mi sprawiła, przypomniała mi jak bardzo jest to różne doświadczenie pod kątem frajdy od pierwszego Diablo, które mimo dzisiejszej archaiczności, wówczas było po prostu genialną produkcją, dla której zarywało się nocki. Singlowo ograne na każdy sposób, a w multi znowu z kumplami po pokojowej sieci, tydzień kompa trzymać u kolegi i go nie wyłączać "bo złoto i itemy leżą na ziemi a w inventory brak miejsca" - szacun dla rodziców, że nam na to pozwalali, ja nie wiem czy dziś bym dzieciom pozwolił :). A dwójka to dwójka - w formie odnowionej dała mi po latach niedawno znowu frajdę jak mało co.
Fallout 1 i 2 - postapo, moja miłość od wczesnego madmaksa, zatem te gry to było ziszczenie marzeń, niedościgniony wzór crpg na lata, to wręcz nieprzyzwoite że można było tak dobre gry zrobić; do worka dorzuciłbym Baldur''s Gate, ale jednak Fallouty to level wyżej.
Ultima Online - nie jest to najlepsza gra mmorpg w którą grałem, ale zdecydowanie dała mi tyle frajdy, ile chyba w sumie nie dały pozostałe mmorpgi - pewnie dlatego, że była pierwsza. Zarwane nocki, możliwość grania z ludźmi z całego świata, horrendalny rachunek telefoniczny po którym musiałem sprzedać modem. No i przede wszystkim faktycznie pełna otwartość świata, PVE i open PVP w jednym, coś dziś w czasach carebearostwa niepojętego.
Mógłbym tak jeszcze ze 20 jak nie więcej wymienić, ale tl;dr, wiadomo.
A później? Później też było wiele fajnych gier. Wieśka Trzeciego właśnie drugi raz platynuję, tym razem w HDR 60fps na PS5 i bawię się świetnie. Ale to takie 30% frajdy w porównaniu do wyżej opisanych.
Chciałbym, by kiedyś któraś z gier mi dała chociaż takie 90% frajdy jak te wyżej opisane. Będzie ciężko, ale nie tracę nadziei :)
Bardzo blisko w ostatnich latach były produkcje soulsowe - Demon''s Souls i pierwsze Dark Souls to genialne gry, platynki na każdej platformie z wersjami remake/remaster i setkami godzin w multi tylko o tym świadczą. Ale, to nadal jeszcze nie to.
Może po prostu wspomnienia i sentymenty zakłamują. Albo im człowiek starszy tym bardziej odporny na growe doświadczenia i potrzebuje innych bodźców. Może wirtualna lub rozszerzona rzeczywistość coś tu dadzą, póki co jednak raczej w powijakach jeszcze są. Nie załamuję się, czekam, byle przed kometą ;).
Często mamy podobny gust, ale akurat mnie RDR2 tak wymęczyła, że nie skończyłem do dziś (siedzę na tej wyspie gdzieśtam i nie mogę się zdobyć by włączyć grę ponownie), zatem podziwiam pod kątem wyboru gry sprawiającej największą frajdę :) Jedynkę skończyłem (też bez zachwytów), dziki zachód uwielbiam, ale RDR2 mnie zwyczajnie męczy, każdy jej element po trochu. Najgorsze jest chyba to strzelanie, nudne i powtarzalne, plus wystarczy zginąć dwa czy trzy razy i gra daje opcję skipa. Gdzie tu challenge? No i ten brak poczucia rozwoju / progresu, jedynie story idzie do przodu. Plusy z świat przedstawiony i dbałość o detale oraz piaskownicę, ale to zdecydowanie za mało.
A Horde miazga - jeden z moich topów z lat ''90. Aż mi się zachciało w to pograć, trzeba będzie na SD odpalić, tam te gierki z dawnych lat dobrze na małym ekraniku wyglądają %)
W płatnej nie urywa, ale nadal nie potrafi napisać prostego skryptu np. bashowego mimo wskazówek i podpowiedzi, 20 iteracji i dalej gónwo za przeproszeniem.
Szybciej sam ten skrypt napisałem niż te prompty pisałem. Ewentualnie jestem słaby w prompty :)
Dwa dni to chyba bez piwa.
Bez wody rekord świata to 18 dni, a norma to 4-7 dni. Jak nie wierzysz zapytaj wujka gogle albo czata giepete.
105% to uśredniona inflacja roczna (czytaj 5%, 100% to brak inflacji) od 2012 roku do 2023.
Nie ma nic wspólnego ze wzrostem pensji o 105%. Aczkolwiek pensja minimalna w 2012 to 1500 brutto, a w 2023 to 3490 brutto, wzrost o 132%.
Nie, inflacja nie napędza inflacji.
Nie, 350 zł to absolutnie normalna cena za grę, której odpowiednik w 2012 roku kosztował 200 zł.
Jak z dziećmi z podstawówki :( Czarnek w.......j.

Za każdym razem jak widzę te magiczne "350 drogooo" -> tyle jest warte te 350 obecnie względem 2012 roku. Gra kosztuje generalnie tyle samo co D3 na premierę.
Z ciekawostek można też wspomnieć, że liczba zweryfikowanych i grywalnych gier na Steamie już lada moment osiągnie 10 tysięcy.
Chyba jednak 2023 rokiem Linuksa w końcu :E
Nie ma to jak wprowadzać nowe tematy w odcinku trwającym 43 minuty, z czego 2 minuty to czołówka, 3 minuty napisy końcowe, i jeszcze 3 minuty na murku siedzieli - realnie zatem do 35. minutowego odcinka :)
Szansa że padnie bank (dowolny który masz w Polsce) to szansa mniej więcej taka że jutro zginiesz od ugryzienia kobry królewskiej w Polsce.
Dlatego, patrząc na ostatnie tylko 2 lata, nie ma na rynku z nami już Idea Banku i Getin Banku - czy czas się rozglądać za kobrą królewską? :D
A akcjonariusze i obligatariusze tych banków to już w ogóle powinni się w te kobry zamienić, bo nic innego im nie pozostało.
Generalnie - mając 2,5 mln jeśli chcemy trzymać to w banku to ZDECYDOWANIE LEPSZYM pomysłem jest rozłożenie tego na kilka banków w kilku krajach plus idealnie część trzymać w USD i EUR. Wtedy zabezpieczymy się i przed upadkiem banku i przed upadkiem kraju i przed głupimi pomysłami rządów (np. podatek od depozytów) i przed ewentualnymi represjami politycznymi i przed dewaluacją waluty. Plus jak się uda można w każdym banku dostać promocję na depozyt/lokatę oraz inne profity wynikające z trzymania określonej sumy w danym podmiocie, nawet taki concierge jest czasem przydatny, że o różnej maści ubezpieczeniach nie wspomnę. Dzisiaj założenie konta w banku poza Polską to chwila pracy i z domu nie trzeba wychodzić. Plus nawet lokaty można otworzyć w bankach zagranicznych. One mają swoje gwarancje krajowe (odpowiedniki polskiego BFG).
Nie trzyma się jajek w jednym koszyku, nawet jeśli to koszyk z tytanu.
To wszystko zależy jaki masz kredyt.
Jak masz kredyt hipoteczny oprocentowany poniżej 8% obecnie (marża + wibor), a są takie, i masz kasę na nadpłatę, to bardziej opłaca się tę kasę wpakować na lokatę 10% - z każdej stówki na takiej lokacie otrzymasz 8,1 zł po odjęciu belki, a odsetki kredytu narosną ci tylko o 8 zł w tym czasie. Różnica niewielka, ALE:
- jednak jesteś na plus;
- masz poduszkę finansową dostępną od ręki w razie czego.
Co gorsza, duża część kredytów sprzed lat generuje koszty przy nadpłatach lub spłatach całkowitych, np. rzędu 2%. To oznacza, że już w ogóle się nie opłaca tego robić, no chyba że musisz się danego kredytu pozbyć, bo ci blokuje zdolność.
Z niczym mnie nie poniosło, w pierwszym roku 30k -> odsetki 10% minus belka to masz rocznie 32,43k pasywnie, pozostałe 7,5k zarobisz na sprawnym operowaniu promocjami bankowymi, szczególnie jeśli cię w żadnym banku do tej pory nie było to w każdym da się wyciągnąć kilka stówek. Masz 40k, 10k dokładasz z oszczędności (pisałem wyżej), masz 50k, w drugim roku 50k z odsetek masz już 4k więc do 60k dużo mniej trzeba "dorobić" by było, kolejny raz dokładasz 10k z oszczędności, masz 70k, w trzecim roku z odsetek masz już ponad 5,5k, więc dokładasz do 80k relatywnie niewiele, z oszczędności dyszka i masz 90k, w czwartym roku 100k zrobi się samo z odsetek, dołożysz jakieś grosze. Systematyczność + procent składany + minimalny wysiłek intelektualny. Oczywiście jak procenty lokat spadną to będzie gorzej szło, ale po to są też obligacje skarbowe i odpowiednie planowanie by temu zaradzić na tyle na ile się da.
Tak, BFG to 100k euro czyli obecnie 470k PLN, do tego liczy się osobno per bank, więc warto mieć nie więcej niż 100k euro w każdym banku - zresztą lokaty czy konta oszczędnościowe też często są ograniczane do 200-400k właśnie z tego powodu. Generalnie jak się ma już taką kasę to wchodzi mocna dywersyfikacja plus inwestowanie w inne instrumenty. Wcześniej (IMO tak do 100k PLN) ma to mocno ograniczony sens, tutaj powinny się liczyć głównie bezpieczne i pewne pod kątem procentu instrumenty (lokaty, konta oszczędnościowe, obligacje skarbowe), tak by szybko, w ciągu 3-5 lat, dojść do tych 100k.
Niestety inflacja zjada tak czy siak tę kasę, więc 100k za 5 lat będzie warte w dobrach wszelakich tyle co dzisiaj 80k albo nawet 60k, zależy co tam Naczelny Jastrząb IV RP wymyśli z kolegami z rządu. Pod tym kątem warto rozważyć rezerwę walutową.
Chciałem tylko zapytać, czy już jesteś milionerem?
Nominalnie od bardzo dawna, tylko co to ma do rzeczy? Dzisiaj starczy że masz mieszkanie 100mkw w Warszawie i już praktycznie jesteś milionerem złotówkowym, jednocześnie możesz mieć minus na koncie i problem z utrzymaniem tego mieszkania. To jesteś wtedy milionerem czy nie?
Generalnie ważniejsze od tego co masz jest to co robisz, to co wiesz i to jakie masz perspektywy. Lepiej być mentalnym milionerem niż faktycznym np. po wygranej w Lotto czy odziedziczeniu majątku - tacy tracą majątek bardzo szybko, bo nie wiedzą ile tak naprawdę wart jest milion złotych (a jest dużo i jednocześnie gówno wart). Jak masz 30k na koncie i jesteś mentalnym milionerem, chcesz oszczędzać, inwestować i pomnażać, pracujesz i zarabiasz, nie wydajesz więcej niż musisz, masz dobry work/life balans, to bardzo szybko dojdziesz do realnej kasy i jej nie stracisz, bo będziesz wiedział co robić i ile jest warta.
W dzisiejszych czasach trzymanie gotówki na kontach w ilościach większych niż gwarancje bankowe i/lub kwocie potrzebnej do przeżycia bez dochodu przez rok/dwa nie ma sensu, nominalnie tracisz na tym nawet jeśli kasa leży na 8 czy 10% kontach oszczędnościowych. Ale od czegoś trzeba zacząć.
Chłopak oszczędził trochę drobnych i nie chce ich wydawać tylko pomnażać - chwała mu za to. Wyrobienie sobie nawyków i korzystanie z zalet i luk systemu to podstawa. Dla takich małych kwot kasa leży na ulicy, z jednej promocji bankowej można wyciągnąć kilka stówek, robisz takich 10 rocznie i masz kilka tysięcy, do tego odsetki plus dokładanie do oszczędności - grosz do grosza. Sam tak zaczynałem ponad 25 lat temu, do dzisiaj mi się zdarza to robić dla sportu, więc wiem, że to działa i daje dobrą wprawkę.
A wszystkie rady typu kupuj złoto, waluty, kryptowaluty, można sobie zawinąć w rulonik i w otwór wiadomy wsadzić wsadzić - to są rady dla kogoś kto ma 300k a nie 30k i chciałby zdywersyfikować swój portfel, wtedy faktycznie można 10-20% w złoto dać jako długoterminową inwestycję plus zabezpieczenie na wypadek wojny czy kataklizmu, 10-20% w waluty jako zabezpieczenie przed deprecjacją wartości waluty krajowej, 5% pohazardować w bitcoina czy inne kryptoshity, plus wejść na giełdę, zbudować portfel etfowy plus wytypować jakieś 2-3 spółeczki. Wiadomo - większa kasa większe możliwości, ale też większe ryzyko trzeba podejmować by się dalej bogacić. Plus pokusa korzystania i wydawania rośnie.
Złoto nie może tracić na wartości - aha. Sami inwestorzy na forum :E
Jak masz 30k i to jest cała twoja kasa, której nie chcesz ryzykować (czyt. nie akceptujesz sytuacji, w której całą mógłbyś stracić) to obecnie wyłącznie opłaca się iść w te wspomniane konta lub lokaty - dostaniesz 8-10% w skali roku przez 3mc, a potem zmieniasz bank i tak w kółko, dobrze by też było byś przy zakładaniu konta w danym banku zgarnął premię, poczytaj np. livesmarter, z 30k w ten sposób jesteś w stanie poświęcając 10 godzin ROCZNIE zrobić 40k luzem, jeśli w większości banków do tej pory cię nie było. Do tego dołożysz kolejne 10k oszczędności i masz 50k. Jak masz 50k to schemat powtarzasz i tak robisz aż masz 100k. Oczywiście trzeba pilnować zamykania rachunków od razu po wykorzystaniu danego banku, tak by karencja na kolejny bonus była jak najkrótsza.
Jeśli wiesz już dzisiaj, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie będziesz potrzebował części tej kwoty przez 4 lata to kupujesz obligacje skarbowe 4 letnie, obecnie dają 7% w pierwszym roku, a od drugiego 1% + inflacja r/r z dwóch miesięcy poprzedzających datę twoich obligacji (czyli jak kupisz w marcu 2023 to od marca 2024 masz 1% + inflacja r/r podana w styczniu 2024). Z tego powodu kwotę zakupu tutaj warto rozłożył w czasie, np. kupić obligacji za 5k w marcu, potem 5k w kwietniu, 5k w maju, w ten sposób uśredniasz sobie inflacyjny bonus. Te obligacje płacą odsetki co roku na konto, więc co roku wpada ci kwota, którą dalej reinwestujesz jak chcesz.
I oczywiście trzeba też pilnować kiedy oprocentowania kont/lokat zaczną spadać ORAZ kiedy zaczną spadać oprocentowania obligacji skarbowych państwowych - te są podawane zazwyczaj pod koniec danego miesiąca na miesiąc kolejny. Gdyby się okazało, że obligacje w kolejnym miesiącu będą gorzej oprocentowane to to będzie sygnał, że planowane są obniżki stóp (lub już nastąpiły) i warto rozważyć "zapakowanie się" większą kwotą w obligacje lub lokatę np. roczną, o ile jest dobra oferta.
Odkładając 10k rocznie plus reinwestując po tych 4 latach masz 100k luzem, oczywiście nominalnie warte 70k (resztę zje inflacja), ale jednak jest to 1 i pięć zer, fajnie na koncie wygląda.
Złoto - absolutnie nie jako inwestycja, chyba że w perspektywie 30 lat. Raczej jako coś co zabezpiecza wartość posiadanych pieniędzy, ale z marginesem +/- 30% i to liczonym raczej w USD niż PLN.
Bitcoin - spekulacja. Można włożyć coś licząc na wystrzał, ale raczej nie wkładałbym tu więcej niż 5% majątku.
Akcje/giełda - poczytaj o ETFach, bo to jedyna sensowna opcja jak się nie znasz.
Nieruchomości - z 30k nie ma sensu podchodzić.
Odradzam też wszelkiego rodzaju firmy typu "pożyczka pod weksel" i inne super okazje, gdzie dają 12-15% rocznie - można stracić cały kapitał wejściowy.
Co ja czytam.
2023 rok, bajka dla dzieci napisana prostym językiem angielskim na poziomie szkoły podstawowej, a tu płacze, że nie ma dubbingu.
Nie, dubbing w HP nie był dobry, był żenująco słaby, jak większość dubbingów filmów.
Do tego niemożność usłyszenia oryginalnych głosów aktorów i ich emocji odbiera 50% wartości filmu. To już lektor jest lepszy, bo coś tam w tle jednak słychać.
Wybór dubbingu to wybór wyłącznie podyktowany własnym lenistwem.
Generalnie im więcej gier nie będzie lokalizowanych tym lepiej - nie będzie po nie sięgać gównażeria. A jak będzie to przynajmniej trochę języka liźnie, więc czas przed ekranem nie będzie do końca stracony.
Yellowstone, 1923, 1889 - dla tych 3 seriali warto dać te 12,49 zł
Plus jest parę bardzo dobrych starszaków, np. Battlestar Galactica (od 20 lat nadal najlepszy serial s-f, co jest niestety smutne, ale takie mamy czasy).
Znajdź sobie firmę, która cię zatrudni na dowolną część etatu za minimalną krajową - zapłacą zus za ciebie, a ty z tytułu łączenia uop z jdg w jdg nie zapłacisz zusu, tylko składkę zdrowotną. A z firmą się dogadaj co z zusem zrobić.
Ci najsłabsi skoczkowie skakali, jakby pierwszy raz w życiu skocznię widzieli. W dodatku brak punktów za wiatr,
Właśnie dlatego tak skakali najsłabsi, bo całość zawodów była ustawiona pod najlepszych wg treningów.
Jak najlepszy skakał 140m z 10 belki przy kiepskim wietrze to na zawody dla bezpieczeństwa dawali 2-8 belkę w zależności od wiatru.
Wtedy ten najlepszy skakał 130-140, czasem 150 i pobijał rekord skoczni, a jak jakiś słabszy skoczył 130 to obniżali belkę i zaczynali zawody od nowa, bo to znaczyło, że źle ocenili. Podobnie jeśli wiatr zaczynał szaleć.
Miało to swój niezaprzeczalny urok i było poniekąd bardziej uczciwe, bo przeliczniki za wiatr to tylko aproksymacja, bardzo słaba często, a zmiany belek to zagrywki trenerów, również bardzo słaby temat.
W czasach gdy Małysz wygrywał skoki wydawały się futurystyczne, w porównaniu do w sumie nieodległych czasów gdy skakano jeszcze stylem równoległym :)
nic się nie bój, świat nie lubi pustki, zatem pewnie powstanie jakaś prawacka wersja tegoż, na wzór prawackich wersji social mediów
będziesz wtedy mógł nadal zapytać o co chcesz, co najwyżej uchyli się od odpowiedzi zasłaniając klauzulą sumienia
tydzież jakimś bytem przedwiecznym
Mam od dwóch lat i w sumie używam do gotowania jajek - daje radę niezależnie od ustawienia poziomu gotowania.
Do innych rzeczy używa go żona - też daje radę, wszystko ładne i smaczne.
Ale jeśli ktoś myśli, że mu to oszczędzi krojenia czy burdelu to się grubo myli - mam wrażenie, że tego ostatniego jest czasami nawet więcej niż wcześniej.
Gry na konsole kupujesz, przechodzisz i sprzedajesz w tej samej cenie lub 10 zł taniej.
Mam Ryzenka 5950X i RTX 3090, a więcej gram na PS5 i SD niż PC. I nie mam z tym problemu.
Wiesiek 3 nextgen na PS5 z hdrem i 60 fpsami wygląda bardzo dobrze na oledzie 65", po co miałbym się bawić w podłączanie i konfigurowanie PC tutaj?
Oczywiście CP77 to już PC, no ale to poniekąd wynika z rodzaju rozgrywki - fpsy na padzie ssą (chociaż nadal jest grywalnie).
Ale takich gier jak CP77, gdzie warto jednak grać na PC z przyczyn obiektywnych, to jest max. 5%.
Dla mnie priorytetem jest wygoda. PC przegrywa tu w przedbiegach.
W jaki sposób może ci być szkoda czasu na oglądanie gdy wiesz co się stanie? Co to w ogóle ma do rzeczy? Przecież filmów/seriali nie ogląda się tylko dla fabuły, ale również dla formy, chęci zobaczenia jak to zostało zobrazowane, cieszenia się grą aktorską, wkurzania się na facepalmy, wyłapywania błędów, itd.
Władcy Pierścieni czy Ojca Chrzestnego też nie obejrzysz, bo czytałeś książki i wiesz co się stanie? Co za bezebzdura :)
Oczywiście.
Policz ile potrzebujesz miesięcznie na życie na obecnym poziomie. Pomóż przez dwa, a następnie przez 12 i przez ilość_lat_które_jeszcze_chcesz_żyć.
Jak tyle masz to masz poduszkę.
Żeby poduszka nie puściła pierza:
1/4 zamień na USD i trzymaj w amerykańskim banku na jakimś procencie, ew. część wrzuć w amerykańskie obligacje / inne bezpieczne instrumenty;
1/4 zamień na EUR i trzymaj w zachodnim banku na jakimś procencie, ew. część wrzuć w europejskie bezpieczne rozwiązania;
1/4 wrzuć w Polskie obligacje i inne rozsądnie bezpieczne rozwiązania;
1/4 trzymaj na lokatach i KO w bankach.
Inflacji nie pobijesz, ale utrata wartości będzie rozsądnie umiarkowana, a o to chodzi z poduszką.
A że kwota pewnie oscyluje w okolicy kilku milionów EUR to inna sprawa.
Dużo, ale jednocześnie motywuje mnie to, by więcej zarabiać.
Od 2 lat wróciła mi faza na komiksy. W 2022 kupilem ponad 350 komiksów wydając na to ponad 20k PLN. Do tej pory przeczytałem 1/3 z tego, no ale mam i się fajnie z tym czuję. Półki specjalnie dorobiłem, remont mały, kolejna kasa. Wariactwo? Nie wiem... dla porównania - pojechałem w lutym na tydzień w Alpy z rodzinką na narty i też poszło 20k. Rok mojej frajdy vs tydzień frajdy dla całej rodziny. A przecież to drugie jest postrzegane jako coś o wiele bardziej wartościowego. Oczywiście idealnie mieć oba :)
Hobby to hobby, po to się żyje. Parę lat temu miałem fazę na fotografię, to pierwszy raz w życiu kupiłem sobie porządny sprzęt, Sony A7 III plus zestaw obiektywów, też pod 20k poszło. I potem cykałem fotki ptaszków, dzieci, trochę rodzinie na imprezach, faza trwała prawie 2 lata, do dziś to lubię i sprzęt nadal mam, ale już fazy nie ma. Ale psychika lepiej pracuje, dzięki temu człowiek wydajniej pracuje i więcej zarabia, by znowu więcej wydawać na kolejne hobby.
Natomiast na pewno bym nie wydał kasy na hobby kosztem zdrowia fizycznego swojego czy rodziny albo po prostu kosztem zwykłego bytu. Przy czym czasem zależy wiele od tego jak kto postrzega ten zwykły byt, bo część ludzi potrafi wydać więcej na auto niż ja na lokum mieszkalne, a na najki i adasie i ajfonki dla dzieci rocznie więcej niż ja na opisane aktywności. A wcale więcej kasy nie mając, to wiadomo, że na hobby już nie starczy. Priorytety i zdrowy rozsądek ;)
Jak czytam posty takich ludzi jak powyżej to zastanawiam się czy grając w dajmy na to w Gran Turismo też ułatwiają sobie, w tym przypadku wyścigi, dając full wszystkiego i ogłupiając przeciwników i potem narzekają na "fabułę" i twierdzą, że ta gra to "tylko specjalnie utrudniony badziew"?
Szlam zamiast mózgu.
No widzisz, dwa razy się przeliczyłeś.
Pierwszy raz gdy uznałeś, że smartfony będą drożeć i kupiłeś na zapas. Nie, nie będą, bo producentów i konkurencji jest taka masa, że nawzajem się cenowo nie będą nigdy w stanie dogadać. Nie ma tu takiej sytuacji jak w GPU, że ktoś zależy od konkretnego chipu/nvidii, konstrukcje są bardzo różne i produkowane w bardzo wielu miejscach.
Drugi gdy uznałeś, że PS5 będzie tanieć. Nie, nie będzie, bo to jeden producent, monopolista i konkretne chipy są potrzebne plus różne podzespoły, produkowane przez bardzo wąskie grono fabryk.
Nie trzeba 1500, poniżej 1000 już kupisz sensowne smartfony, np. Motorola G42 6GB/128GB.
All z dziewczyną ma sens jeśli przez tydzień/dwa wystarczą wam następujące aktywności: picie, jedzenie, spanie, sekszenie, leżenie, pływanie.
Zwiedzanie - w zależności od miejsca będą dostępne lepsze lub gorsze wycieczki fakultatywne, dodatkowo płatne, i tracisz wtedy 1-2 dni pobytu, za który zapłaciłeś (nikt ci różnicy nie zwróci), często są to niestety słabe wyciczki.
Jeśli chcecie pozwiedzać, ale i zaznać odpoczynku, to trzeba połączyć "alla" z wycieczką od początku wyjazdu.
Egipt - poszukaj np. w Itace rejsów po Nilu, 7-10-14 dni, z tego 3-7 spędzasz na statku, pływającym 5* hotelu, który dopływa do miejsca X, i idziecie sobie zwiedzać, po czym wracasz na statek i płyniecie dalej. Czasem do tego dochodzi autobus, bo Nil niestety nie jest wszędzie "przepływny". Generalnie rejs po Nilu polecam każdemu, coś pięknego ta ciepła bryza na twarzy połączona z widokami.
Podobnego rodzaju wyjazdy wycieczkowo-odpoczynkowe znajdziesz w ofertach wielu biur, często jest tak, że masz dwa tygodnie, z czego tydzień zwiedzasz, a potem tydzien all-inclusive gdzieś na miejscu, żeby odpocząć, zdarzyło mi się też np. w trybie a-b-c, czyli A dni zwiedzania, B odpoczynek w allu lub czymś podobnym gdzieś w środku danego kraju i znowu C dni zwiedzania (np. Wietnam w ten sposób bardzo przyjemnie się zwiedza). Przy dużych dystansach ma to sens.
to jest na zasadzie lepiej gorzej
lepiej zero alkoholu niż jakikolwiek
lepiej piwo niż papieros
lepiej jedno piwo dziennie niż cztery w piątek i trzy w sobotę
lepiej jedno piwo dziennie niż wdychanie przez pół roku gówno-powietrzo-smrodu serwowanego nam przez smrodziarzy przy zachęcie miłościwie panujących
itd.
wszystko jest dla ludzi, ale jak zwykle, z umiarem i głową

Fajne narzędzie, ale gubi się przy najprotszej logicznej rozkmince.
Ja nie daję już rady, trzy razy klikać i szukać tych .... biedronek albo pand w salonie. Argh.
Masz 27 lat i co z tego wynika? Co zrobiłeś z tym swoim 27. letnim życiem skoro nie uganiałeś się za pannami / nie tkwiłeś w związkach / nie imprezowałeś? Skończyłeś dobre studia? Założyłeś firmę i ją rozwijasz lub masz chociaż dobrą pracę z perspektywami? Jakieś własne lokum lub chociaż rozglądasz się? Prawo jazdy? Samochód? Coś innego?
Bo jeśli przebimbałeś 27 lat na graniu i mieszkaniu z rodzicami to się nie dziw, że jest tak a nie inaczej. Kobiety gdy już ocenią, że nie jesteś brudas i śmierdziel (to dyskwalifikuje od razu) cenią sobie przede wszystkim ogólnie rozumianą pewność siebie - jaką pewność siebie prezentujesz swoją osobą? To dlatego pytałem o te rzeczy wyżej, bo każda z nich (jak i wiele innych) pozwoliłaby ci tę pewność siebie podnieść, czułbyś własną wartość, a poczucie wartości idzie w parze w pewnością siebie.
Zrób coś ze swoim życiem, wyjdź ze strefy komfortu. Robienie ciągle tego samego i liczenie na inny efekt to szaleństwo.
I przede wszystkim nie rób tego by znaleźć dziewczynę czy dla konkretnej dziewczyny - rób to dla siebie, a efektem ubocznym będzie to, że i kobieta się pojawi, jedna, druga, trzecia, sam sobie wybierzesz lub pójdziesz dalej.
Kupuję papierowe i stawiam na półce, a czytam na Kindlu - polecam.
Oczywiście kupuję papierowe tylko to co chcę mieć na półce, obecnie jakieś 10% tego co czytam.
Zamiast na konto oszczędnościowe lepiej zainwestować w siebie, jakiś kurs angielskiego na przykład.
2020 15 zl/os
2021 25 zl/os
2022 37 zl/os
2023 ... ?
Nauczyłem się sam w wieku 20+, więc można. Z perspektywy czasu wolałbym jednak wziąć instruktora na 2-4-6 godzin i potem powtarzać co jakiś czas - uniknąłbym błędów technicznych, które sobie wykształciłem ucząc się samodzielnie, a teraz bardzo trudno się ich pozbyć. W miarę pewnie poczułem się po kilkunastu godzinach na stoku, później miałem zakrętkę na czarne trasy i jazdę poza trasami, później nabrałem trochę pokory wynikającej z doświadczenia (im więcej umiesz tym bardziej zdajesz sobie sprawę ze swoich braków) i teraz preferuję czerwone szerokie pięciokilometrowe trasy w Alpach - mało co mi sprawia większą przyjemność, bez spiny, czysta frajda, polecam.
W Polsce prawie nie jeżdżę, mało śniegu, trudne warunki, kolejki 10x większe niż w Alpach, a ceny karnetów i jedzenia/picia już niewiele niższe. Gdybym miał cos polecić początkującemu to może Muszyna górny odcinek - masz tam ponad kilometrową niebieską szeroką łagodną trasę + łagodny talerzyk, więc możesz się nauczyć zjeżdżać i wjeżdżać bez dużego ryzyka kontuzji czy nadmiernej prędkości. I prawie zawsze jest tam śnieg.
Spodnie kup sobie jakieś z membraną 10000, bo będziesz często leżał/siedział na śniegu, a nie chcesz uprawiać tego sportu z mokrą dupą. Jak ci nie podejdzie to odsprzedasz za 75% wartości, trudno. Kurtka też by się przydała taka z membraną, ale to już mniejszy problem. I rękawiczki porządne, by dłonie nie marzły. Sprzętu nie bierz na kilka dni tylko codziennie/za każdym razem zmieniaj na inny, żeby móc sobie porównać i dowiedzieć się co ci pasuje.
Avatar 2 - tylko IMAX - to jedyne sensowne miejsce by ten film obejrzeć :)
Nie da się ocenić tego filmu w oderwaniu od pierwszej części, która była poniekąd jakimś tam przełomem technicznym samym w sobie plus trafiła na idealny moment w dziejach domowego sprzętu RTV - w 2009 roku jak pewnie wielu z nas w tamtych czasach miałem w domu jeszcze jakiś stary TV i dopiero przymierzałem się do zakupu pierwszej plazmy, zatem nietrudno sobie wyobrazić jak w Imaksie wybałuszałem oczy i przez kilka dni nie mogłem wyjść z wrażenia, oczywiście wyłącznie wizualnego, no ale to przekładało się na 80% mojej opinii. Tamtemu wrażeniu dałbym spokojnie 9/10, mimo miałkości fabularnej.
Niedługo później (rok? dwa?) faktycznie widziałem ten film na plaźmie w fhd sdr, następnie na oledzie 4k hdr, aż w końcu miesiąc temu ponownie w Imaksie. Każdy z tych seansów miał swoją historię, bo powiązany był z przeskokiem technologicznym - i to w dużej mierze miało wpływ na moją ocenę. Nie było to zbieranie szczęki ani nawet 9/10, ale solidne 7,5/10 z plusem zawsze bym dał. Nie ma co jednak ukrywać, nawet wersja Imaksowa po tych 13 latach nie zrobiła na mnie już takiego wrażenia jak w 2009 - za dużo od tego czasu widziałem i doświadczyłem.
Tak przechodzimy do Avatara 2 - filmu, który w zasadzie jest tym samym co pierwsza część, tylko nie ma tyle szczęścia, by trafić na rewolucję RTV - dziś niemal każdy ma w domu 4k i hdr, nic nowszego czy przełomowego na horyzoncie nie ma, domowe 3D odeszło do lamusa, a pierwszy lepszy podrzędny serial tv ma efekty specjalne takie jak blockbustery z 2009.
I w tych realiach dostajemy ten nowy-stary film, który po prostu ma te same problemy, które miał pierwowzór - szczątkową prostą do bólu fabułę, tutaj dodatkowo doprawioną przygodami dzieci i nastolatków, ich problemami przeszczepionymi 1:1 z naszego świata do świata Pandory, plus mało wiarygodnymi wątkami pseudo rodzicielskimi, rodem z najprostszego kina familijnego. Jednocześnie oferuje sporo przemocy, a nawet parę dosadnie pokazanych brutalnych scen, jazdę bez trzymanki na najprostszych emocjach (finałowa scena
spoiler start
to już totalny odlot, co 5 minut inne dziecko jest porywane i przypinane do barierki, a następnie mamy Titanica v2, Cameron odleciał :E)
spoiler stop
Czy skoro ma te same wady, to ma też te same zalety? Niestety nie do końca.
Po pierwsze i najważniejsze - niemal zupełnie nie ma powiewu świeżości - mimo wprowadzenia nowego klanu i faktu, że teraz to woda, a nie las, stanowią tło (a czasami same w sobie są bohaterem) opowieści, to jednak nijak się to ma to oryginalnego wejścia smoka, już ten świat po prostu znamy i efekt wow nawet jeśli się pojawia, to tylko na krótkie chwile w wybranych momentach.
Po drugie woda wypada zwyczajnie wizualnie gorzej niż las - oczywiście sceny pod/wodne są zajedwabiste, ale to po prostu nie ten sam poziom jedwabistości samej w sobie.
Po trzecie - wszystko co w jedynce dodawało kontrastów, czyli głównie mix świata ludzi z Na'vi tutaj jest zrobione zwyczajnie gorzej, bez polotu, powrót niektórych martwych postaci z jedynki w tej czy innej formie ewidentnie wyszedł przeciętnie i momentami czuć było, że jest to zrobione na siłę lub z braku innego pomysłu, podobnie jak wszczepienie np. postaci Spidera.
To co się udało?
Na pewno udało się pokazanie innej części Pandory i mimo wszystko rozszerzenie tego uniwersum, udała się też mimo wszystko warstwa wizualna, pod/wodny świat jest przepięknie pokazany i nawet jeśli nie jest to poziom lasu z A1 to nadal jest to bardzo wysoki poziom. I chyba stąd - ocena bardzo subiektywna - dla seansu w Imaksie 6,5/10, no w porywach 7/10, głównie przez sentyment do jedynki i poziom funu z jakim się to ogląda w Imaksie. I to mogę polecić, szczególnie jeśli ktoś docenił pod tym względem pierwszą część.
Strzelam jednak, że dla seansu w domu, nawet w 4k hdr, będzie to jednak pewnie bliżej 5/10, o ile w ogóle zdecyduję się to ponownie obejrzeć w tej formie. Aczkolwiek nie skreślam tematu, bo czasem sam hdr potrafi zrobić robotę.
Teoretycznie powinna być tam gdzie znajduje się rynsztunek gryfa na lvl 11, ale u mnie nie było (mowa o nextgen patchu) - natomiast trafiła mi się wczoraj tak po prostu w jakiejś skrzynce przy robieniu jakiegoś zlecenia albo zadania lvl 11 lub niżej - może coś tu pozmieniali w tym patchu :)
Ten film ma dwa problemy - fakt, że istnieje pierwsze "Na noże" oraz, niestety, fabuła.
Film nie daje żadnych uczciwych wskazówek co do głównego twista fabularnego - zonk.
A sama zagadka jest banalnie prosta gdy już się ten twist pozna.
Dokładnie, co przedpiszca napisał.
Porównywanie książek o łącznej objętości kilku tysięcy stron gdzie w dodatku wyszło 5 z 7 tomów ze scenariuszami gier których longplay to kilkanaście godzin to jakieś nieporozumienie.
Plik 700 MB, transfer 4 kB/s (modem 33.6), wychodzi nieco ponad dwie doby pobierania.
Ale oczywiście uwzględniając zrywanie i brak max. transferu (he he) to pewnie prędzej tydzień.
Elden Ring na PS5 pięknie rozpoczął mi rok, a Return To The Monkey Island na Steam Decku pięknie go skończył.
Do tego CP77 po wszystkich patchach na PC zrobił robotę, plus Pan Wiesiek Trzeci na PS5 w 60 fps robi ją teraz.
Oby każdy rok był tak łaskawy.
No i proszę - na lowcach masz obecnie info o promce za essential 175 zl + doladowania po 85 zl (warte 100 zl) wiec kupujesz 2 doladowania za 85*2=170 zl, masz 200zl, kupujesz essentiala za 175 i jeszcze ci zostaje 25 na portfelu.

Tak drogo to nie było chyba nigdy
Oczywiście, że było - jak składasz kompy 20 lat to powinieneś pamiętać początki tego wieku, ja mam np. zapisany zestaw komputerowy, w który celowałem w listopadzie/grudniu 1999 czyli praktycznie w 2000 roku, patrz obrazek obok.
7000 zł za sprzęt, który nadal nie był jakiś mega topowy wówczas, a dzisiejszej perspektywy nawet do muzeum średnio się nadaje.
W 2000 r. średnia pensja to poniżej 2000 brutto
To policz sobie jak się ma tamte 7000 do dzisiejszych 7000.
Dzisiaj, mimo droższych niż wcześniej kart graficznych, całego kompa składasz bardzo tanio w porównaniu do tamtych czasów. A GPU możesz kupić używane 3070 za 1500 zł jak potrzebujesz, z gwarancją 2-3 lata.
Czekać na promki, dla tych co mają czasem wrzucają za 180 zł zamiast 240, a dla nowych czasem nawet za 120.
Plus płacić doładowaniami, można wyrwać 100 zł za 80 zł (śledź łowców gier).
Odnośnie ostatniej pozycji i wspomnieniu Avatara 2 - obejrzałem w Imaksie - to jedyne sensowne miejsce by ten film obejrzeć :)
Nie da się ocenić tego filmu w oderwaniu od pierwszej części, która była poniekąd jakimś tam przełomem technicznym samym w sobie plus trafiła na idealny moment w dziejach domowego sprzętu RTV - w 2009 roku jak pewnie wielu z nas w tamtych czasach miałem w domu jeszcze jakiś stary TV i dopiero przymierzałem się do zakupu pierwszej plazmy, zatem nietrudno sobie wyobrazić jak w Imaksie wybałuszałem oczy i przez kilka dni nie mogłem wyjść z wrażenia, oczywiście wyłącznie wizualnego, no ale to przekładało się na 80% mojej opinii. Tamtemu wrażeniu dałbym spokojnie 9/10, mimo miałkości fabularnej.
Niedługo później (rok? dwa?) faktycznie widziałem ten film na plaźmie w fhd sdr, następnie na oledzie 4k hdr, aż w końcu miesiąc temu ponownie w Imaksie. Każdy z tych seansów miał swoją historię, bo powiązany był z przeskokiem technologicznym - i to w dużej mierze miało wpływ na moją ocenę. Nie było to zbieranie szczęki ani nawet 9/10, ale solidne 7,5/10 z plusem zawsze bym dał. Nie ma co jednak ukrywać, nawet wersja Imaksowa po tych 13 latach nie zrobiła na mnie już takiego wrażenia jak w 2009 - za dużo od tego czasu widziałem i doświadczyłem.
Tak przechodzimy do Avatara 2 - filmu, który w zasadzie jest tym samym co pierwsza część, tylko nie ma tyle szczęścia, by trafić na rewolucję RTV - dziś niemal każdy ma w domu 4k i hdr, nic nowszego czy przełomowego na horyzoncie nie ma, domowe 3D odeszło do lamusa, a pierwszy lepszy podrzędny serial tv ma efekty specjalne takie jak blockbustery z 2009.
I w tych realiach dostajemy ten nowy-stary film, który po prostu ma te same problemy, które miał pierwowzór - szczątkową prostą do bólu fabułę, tutaj dodatkowo doprawioną przygodami dzieci i nastolatków, ich problemami przeszczepionymi 1:1 z naszego świata do świata Pandory, plus mało wiarygodnymi wątkami pseudo rodzicielskimi, rodem z najprostszego kina familijnego. Jednocześnie oferuje sporo przemocy, a nawet parę dosadnie pokazanych brutalnych scen, jazdę bez trzymanki na najprostszych emocjach (finałowa scena
spoiler start
to już totalny odlot, co 5 minut inne dziecko jest porywane i przypinane do barierki, a następnie mamy Titanica v2, Cameron odleciał :E)
spoiler stop
Czy skoro ma te same wady, to ma też te same zalety? Niestety nie do końca.
Po pierwsze i najważniejsze - niemal zupełnie nie ma powiewu świeżości - mimo wprowadzenia nowego klanu i faktu, że teraz to woda, a nie las, stanowią tło (a czasami same w sobie są bohaterem) opowieści, to jednak nijak się to ma to oryginalnego wejścia smoka, już ten świat po prostu znamy i efekt wow nawet jeśli się pojawia, to tylko na krótkie chwile w wybranych momentach.
Po drugie woda wypada zwyczajnie wizualnie gorzej niż las - oczywiście sceny pod/wodne są zajedwabiste, ale to po prostu nie ten sam poziom jedwabistości samej w sobie.
Po trzecie - wszystko co w jedynce dodawało kontrastów, czyli głównie mix świata ludzi z Na'vi tutaj jest zrobione zwyczajnie gorzej, bez polotu, powrót niektórych martwych postaci z jedynki w tej czy innej formie ewidentnie wyszedł przeciętnie i momentami czuć było, że jest to zrobione na siłę lub z braku innego pomysłu, podobnie jak wszczepienie np. postaci Spidera.
To co się udało?
Na pewno udało się pokazanie innej części Pandory i mimo wszystko rozszerzenie tego uniwersum, udała się też mimo wszystko warstwa wizualna, pod/wodny świat jest przepięknie pokazany i nawet jeśli nie jest to poziom lasu z A1 to nadal jest to bardzo wysoki poziom. I chyba stąd - ocena bardzo subiektywna - dla seansu w Imaksie 6,5/10, no w porywach 7/10, głównie przez sentyment do jedynki i poziom funu z jakim się to ogląda w Imaksie. I to mogę polecić, szczególnie jeśli ktoś docenił pod tym względem pierwszą część.
Strzelam jednak, że dla seansu w domu, nawet w 4k hdr, będzie to jednak pewnie bliżej 5/10, o ile w ogóle zdecyduję się to ponownie obejrzeć w tej formie. Aczkolwiek nie skreślam tematu, bo czasem sam hdr potrafi zrobić robotę.
Akurat to nie ma nic wspólnego z interpunkcją, bo bot policzył dobrze, a potem popełnił błąd logiczny.
Używam ChatGPT od dawna do różnych rzeczy i zdarzają mu się takie pomyłki notorycznie, ale oczywiście jest coraz lepiej.
Generalnie przydatne narzędzie do różnych rzeczy, ale póki co do prawdziwej AI droga daleka. Niemniej mniej inteligentni przedstawiciele ludzkości faktycznie piać z zachwytu lub odwrotnie - stracić pracę.
Że też ten bohater wyrzucający staruszkę nie jest jeszcze na froncie, takie marnotrawstwo skilla.
https://twitter.com/i/status/1607473776173752321
Tales to piąta część, jak nie ogrywałeś pierwszych 4 to polecam, 1 i 2 to genialne klasyki (mają też wersje special edition), trójka to przekozak graficzny, czwórka trochę gorsza, ale można pograć. I teraz wyszło Return to Monkey Island parę miechów temu autorów pierwszych dwóch części - totalny fan service i świetnie działa na SD. Oczywiście od Tales nie ma sensu zaczynać :)
Ja dokupiłem do kolekcji Tales of Monkey Island za dyszkę, jeśli ktoś do tej pory tak jak ja tego nie miał, bo czekał aż wyjdzie na PS4/5 (na PS3 było) i się nie doczekał, to jest to idealna oferta.
Testowałem chwilę na Decku, śmiga ładnie - sterowanie pół na pół, tzn. lewa gałka porusza postać, ale czynności typu wskazywanie itemków robimy kursorem myszy (czyli touchpad) - mogło być gorzej, jest grywalnie. No i na ekranie małym dobrze wygląda.
Trzeba się pogodzić z tą ewolucja
Rynek PS4/PS5 pokazuje, że nie trzeba i płyty mają się dobrze, nawet jeśli wydania są mega biedne.
Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że PS6 nie będzie już w wersji z napędem i tym samym gracze zostaną zmuszeni do cyfry.
Istnieje też prawdopodobieństwo, że nawet jeśli PS6 będzie z napędem, to gier na płytach będzie mało, więc poniekąd gracze też zostaną przymuszeni do cyfry.
Oba te rozwiązania to jednak nie ewolucja i nie mają nic wspólnego z dobrem gracza. Tzn. wróć - mają - gracz ma po prostu oddać więcej swojego dobra producentowi.
Kiedyś jako prezenty świąteczne dawałem głównie gry.
Dzięki temu do dzisiaj moja rodzinka posiada w swoich zasobach Baldury, Diablo, Longest Journey, Arcanum, Cywilizacje, Quaki, Discworldy, itp., itd.
Piękne, duże pudełka z bogatą zawartością i nigdy drożej niż 100-150 zł - fantastyczne na prezent.
A teraz co mam dać, wydrukowany kod na Steama? Ani to ładnie wygląda ani nie ma żadnego fajnego wydźwięku, nie wspominając o realnej wartości (brak wzrostu ceny z czasem, brak odsprzedawalności).
Kolekcjonerkę? No mogę, ale kosztują po 500 czy 1000 zł.
Zatem od wielu wielu lat gier już w prezentach nie daję, chyba że na konsole, a i to rzadko.
Rynek zjada swój ogon i w końcu to pie****nie, a ostatni zgasi światło.
Lub nie, ale to już nie mój problem będzie :)
Po prostu nagrodami nie powinny być miecze, a ulepszenia - wtedy odpadałaby kwestia wymiany miecza inna niż wykucie go u mistrza (poprzez zdobycie schematu), co byłoby zgodne z duchem wiedźmińskiego fachu, natomiast gracz nadal czułby się wynagrodzony.
A w Elden Ring to nie wiem w jaki sposób mogło to komuś coś "wynagrodzić" w tym względzie - ER to gra gdzie w zasadzie po 2-4h gry można zdobyć broń, którą się tylko już do końca gry upgrade'uje, w każdym razie jest to ostatni tytuł który bym wymienił jako przykład gry gdzie wymieniamy broń co godzinę.
Mimo całkiem niezłego odpicowania widać, że gra ma 7 lat, ale jednak klimat kadru robi swoje.
Będzie orane, tfu, będą oreny.
Taki, który da ci premię na start co najmniej parę stówek.
A poźniej następny i tak w kółko - rocznie za darmo masz od paru stówek do nawet paru tysięcy.
Nie warto się przywiązywać do jednego banku, ale warto mieć konto w 2-3 w danym momencie, żeby nie zostać odciętym nagle od kasy.
Spraprali to dokumentnie, bo oprócz ściągania patcha 25 GB trzeba było jeszcze wersję na PS5 dociągnąć plus nie było żadnego info wcześniej, że wersja z PS4 nie wystarczy. Razem 25 GB + 85 GB plus własna dedukcja - dopiero o 2:30 AM mogłem grę odpalić, a co ze snem? Do tego cutscenki początkowej nadal nie da się przerwać (po kliknięciu nowa gra).
Mimo wszystko nadal płyty.
Przykładowo M-Disc BDXL od Verbatim ma pojemność 100 GB, koszt 1 GB to ok. 80 groszy brutto (pomijam tu konieczność zakupu nagrywarki), przechowujesz gdzie chcesz, deklarowana trwałość liczona jest w setkach lat, więc nawet gdyby to miały być jedynie dziesiątki to i tak wystarczy.
Dyski - to jednak posiada elementy i elektroniczne i mechaniczne - może paść ot tak z 1000 powodów. Mi padało wielokrotnie czy pracowało czy chodziło, pożegnałem już w swoim życiu dziesiątki dysków - jako dodatkowa kopia i owszem, ale jako główna/jedyna - no tak średnio (ale i tak lepiej niż jej brak).
Przeszedłem pierwszą grę na SD - Return To Monkey Island.
Zacząłem zatem na PC i grało się nieźle, ale postanowiłem spróbować na SD i to był strzał w dziesiątkę - wygodna kanapa i wygodne sterowanie - w odróżnieniu do wersji na PC gdzie ta gra to klasyczny point'n'click tutaj sterujemy bezpośrednio postacią pod lewą gałką - i to się sprawdza fenomenalnie. Interfejs, wybór dialogów, obsługa intventory - no wszystko jest na swoim miejscu. Plus gra na ekranie SD nie razi swoją kanciastością tak jak na 27". Same plusy - zdecydowanie polecam :)
Fajnie by było móc pograć w ten sposób w inne przygodówki, tylko pewnie nie wszystkie będzie się dało tak skonfigurować - samo klikanie kursorem po ekranie w wykorzystaniem touchpada czy nawet zewnętrznej myszki to już nie to samo.
Oczywiście normalnie moim pierwszym wyborem do tej gry byłoby PS5, ale niestety nie ma na tę platformę tej gry i w sumie chyba już nie żałuję.
W praktyce to właśnie oznacza gdyż:
a) niemal nic nie możesz zrobić z tą nieruchomością bez zgody banku, a nawet gdybyś próbował, to znalezienie jelenia chcącego kupić mieszkanie obciążone hipoteką jest trudniejsze niż znalezienie wyborcy solidarnej polski;
b) w razie 'w' formalne przejęcie nieruchomości obciążonej hipoteką dla banku to pikuś.
Jak to będzie za jej kasę to będzie kradzież, pożyczka lub prezent, w zależności od okoliczności.
Oczywiście pod warunkiem, że macie rozdzielność majątkową, bo jeśli nie to kasa jest jedna.
Piękny wiek to 100.
71 lat to poniżej średniej niestety.
Z drugiej strony TAKIE 71 lat jest lepsze niż niejedne 200 mogłoby być.
RIP Kristie.
Szkoda. Mam wszystkie numery od czasu reaktywacji SS, a ostatnio nawet prenumerowałem.
Nie dla szybkości i nowości, bo to jest w necie - dla publicystyki, wywiadów, smaczków których w necie brak, a stare wygi były w stanie wyciągnąć i przemycić, dla kącików tematycznych, felietonów Borka, Aleksa czy Gawrona, a nawet dla rzeczy, które mnie nie interesowały i nigdy by mi się w mojej bańce netowej nie pojawiły, a tak się o nich dowiedziałem i z kilkoma zaprzyjaźniłem.
No i przede wszystkim zupełnie czym innym jest sobotni poranek z pachnącą kawką i pachnącym magazynem na wygodnej kanapie, niż ślęczenie i męczenie oczu i pleców kolejnymi godzinami przy kompie/telefonie/tablecie (niepotrzebne skreślić).
Napisałem wyżej wyraźnie.
"streamuję filmy z kompa po dlna po lanie i bitrate dla płyt z 4k/hdr/dv bardzo często przekracza 100 Mbps co powoduje zarywanie non stop przy takim interfejsie"
Wiadomo, że takiej karty nie kupuje się do grania w Cywilizację tylko Cyberpunka.
5k - ok, tutaj faktycznie zapas mocy gpu jest istotny :)
U mnie 90% grania to 2k zatem pewnie nawet nie zauważyłbym różnicy między 3090 a 4090 niestety.
Mam ten sam proc i on bez kręcenia jest za słaby do tej karty generalnie (aczkolwiek osobiście nie testowałem). Jak przeszedłeś z 2080Ti to oczywiście zobaczysz różnicę, ale gdybyś przechodził z 3090(Ti) to byłaby ona już dużo mniejsza.
Tak, upgrade całości raczej konieczny w tym przypadku niestety, inaczej karta się będzie "troszkę" marnować.
Właśnie tu jest troszkę pies pogrzebany, do tej karty nie wystarczyłby nawet mój 5950X Ryzenik, trzeba by dać już coś na AM5, ale i tutaj mógłby być problem
Z Intelami widziałem jak ktoś np. pisał tak:
I had i9 10850k 3090 @ 45 - 60fps in CP2077
Upgraded I9 10850k 4090 @ 60 -75 fps CP2077
Upgraded again I9 13900k 4090 @ 100 - 120 fps CP2077
Zatem Ryzen 7900X powinien też dać radę...
Grats :) Swoją drogą 4090 jest obecnie taniej do kupienia niż 3090 była rok temu o tym czasie :) Niemniej oczywiście mamy zupełnie inną sytuacją na rynku krypto, więc to ma znaczenie.
Sam lecę ciągle na 3090 i 2K, na chwilę obecną żadna gierka nie robi mi mniej niż 60 fps, więc nie czuję potrzeby zmiany, chociaż nie powiem, potrzeba posiadania czasem jest silna :) Ale raczej poczekam, bo monitora też raczej nie planuję zmieniać, IPS 165 Hz z G-Sync nadal daje radę... Ale czy przeczekam 40xx tego nie mogę sobie obiecać. Na tę chwilę i tak gram więcej na PS5 i Decku niż PC :|
Napisałem wyraźnie, bitrate ponad 100 czyli może być 110 i już zarywa obraz. A że bitrate jest zmienny to raz zarywa a raz nie - nie da się oglądać. Gdyby jeszcze buforował więcej niż sekundę...
Ile osób tak robi? Wszyscy których znam którzy kupili tego typu telewizor do oglądania czegoś więcej niż m jak miłość czy netfliksa. Chociaż część ma podłączone bezpośrednio napędy br do ampli/tv i wtedy problemu nie ma, no ale nie każdy chce mieć odtwarzacz płyt w salonie (miejsce, głośność, ograniczona wygoda).
Oczywiście, że jest taka potrzeba - ja sobie streamuję filmy z kompa po dlna po lanie i bitrate dla płyt z 4k/hdr/dv bardzo często przekracza 100 Mbps co powoduje zarywanie non stop przy takim interfejsie. Jak ktoś sobie kupuje tv za 10k+ i dodatkowo wydaje sporą kasę na kalibrację to nie po to by oglądać powiększone piksele z pop-streamingów.
Junior, ale mądrze gada. Też na to pomstuję, karta 100 Mbps w telewizorze za 10k, żenada.
Zostaje wifi (paradoksalnie jest dobre i wyciąga 300 Mbps) lub właśnie ethernet na usb.
Żeby nie dać się okraść przez WhatsAppa są dwa wyjścia - nie mieć WA lub nie być debilem. Wybór należy do ciebie.
Nice try. Sprzedaję po kilkanaście+ przedmiotów rocznie na OLX, zawsze podaję nr telefonu, zmysły mam raczej zdrowe.
Nikt już nie kupuje (lub zaraz przestanie) niczego - 2023 to będzie rok spadku konsumpcji o 50% nie tylko GPU.
A ceny są jakie są - wartość pieniądza przez ostatnie 3-4 lata z wielu względów zdewaluowała grubo powyżej oficjalnej inflacji, i to każdego pieniądza, z dolarem i euro na czele, że o naszych rodzimych złotówkach żal wspominać. Wielu ludzi przeżywa to po raz pierwszy, są w fazie zaprzeczenia lub gniewu i to jest naturalne. Później przyjdą kolejne fazy, aż w końcu nastąpi akceptacja (co nie znaczy, że zacznie się konsumpcja - być może po prostu zmienią się zainteresowania, w końcu nie rozmawiamy o produkcie pierwszej potrzeby).
W każdym razie - jeśli ktoś marzy o nowym GPU z serii xx60 w 2023 czy kolejnych latach poniżej 3k PLN to... no to niech dalej marzy. Podobnie z konsolami. Tamte ceny już nie wrócą, podobnie jak cena drwala z McDonalda nie spadnie z powrotem z 25 zł na 17 zł.
Jak byłem na liście podziękowań w Wieśku Drugim to czekałem do końca napisów. W Wieśku Trzecim mnie już nie było to nie czekałem. To chyba odpowiada na pytanie "kto to czyta" :D
Komp nr 1: GTX 1060, monitor TN 60 Hz HD, 8 GB RAM, HDD talerzowy 5400 obrotów, czterordzeniowy procek sprzed 7 lat.
Komp nr 2: RTX 3090, monitor IPS 165 Hz 2K, 32 GB RAM, dysk NVME PCIe4, ośmiordzeniowy współczesny procek.
Parafrazując tytuł artykułu - w najlepsze gry można zagrać na obu tych kompach / konfiguracjach. Po co ci zatem autorze komp nr 2? No po nic, zapewne po nic.
Podpowiem jeszcze, że takie Uncharted 1 i 2 czy pierwsze Last of Us działają nawet na PS3! Zatem nawet PS4 zbędne, tak po prawdzie.
Na koniec przypomnę tylko, że miesiąc z kawałkiem XXI wiek będzie mógł legalnie kupować piwo w Stanach. Nie ma sensu mentalnie zostawać w poprzednim.
Francja '98 - byłem wtedy we Francji i pamiętam tę atmosferę, raz że to kraj z tradycjami piłkarskimi, dwa że grali wtedy u siebie i grali jak z nut, coś wspaniałego, plus świat był wtedy jednak trochę inny niż dzisiaj, już niby na wskroś współczesny, ale jednak jeszcze w wielu technicznych aspektach dziewiczy, najważniejszy był człowiek, a nie smartfony, durne aplikacje/social media i uprzedzenia.
Życzę kiedyś Polsce czegoś takiego (organizacji, atmosfery i jednocześnie sukcesów), nawet zdając sobie sprawę, że mogę tego nie dożyć. EURO 2012 to była tylko namiastka.
No właśnie problem w tym, że większość starszych gier, gdzie steruje się/wykonuje większość czynności kursorem myszy to jednak średnia opcja ten touchpad, a jak mam grać na myszy to równie dobrze mogę laptopa odpalić :|
Przecież 3070 a 3060Ti to prawie taka sama wydajność i prawie taka sama cena.
Już sobie to oczyma duszy mojej wyobrażam, jak sąsiad pożycza od Aleksa auto za milion i potem ups niespodzianka.
Oj przybędzie kredycików "hipotecznych" w PL.
Instytucje rozdzielności majątkowej oraz dziedziczenia z dobrodziejstwem inwentarza nabiorą nowego znaczenia.
Gigantyczna zmiana, przede wszystkim społeczna.
Niemniej ogólnie na plus, ale musi to iść w parze z nieuchronnością kary, czego w Polsce niestety brakuje.
I jak się gra? Sterowanie nie przeszkadza? Bo też mam to na liście :)
A póki co walczę z dosboxem żeby Ishara odpalić ;)
W kraju takim jak nasz przyjęcie euro to jedyna szansa na uniknięcie tego co mamy teraz, czyli inflacji 20%, realnej 50% i widma bankructwa za 10 lat albo co najmniej spłacania długów jeszcze przez nasze prawnuki.
Przez kraj taki jak nasz rozumiem kraj rządzących nami tuzów intelektualnych jak Kaczyński, Sasin czy inny Suski z Ziobrą, którzy idą ręka w rękę z takimi tuzami ekonomii jak Morawiecki czy Glapiński czy inny Obajtek.
Krótka piłka - nie będzie PLN to nie dodrukujemy pustego pieniądza na rynek, a to już jest OGROMNA zaleta w kontekście nazwisk, które wymieniłem i polityki polityczno-fiskalnej, które te nazwiska uprawiają.
Dla przeciętnego obywatela docelowo będzie to tylko z zyskiem, nawet jeśli pierwsze lata wydadzą się gorsze. Owszem, strefa euro ma swoje problemy, też ma inflację, ale oficjalną dwa razy mniejszą, a realną ze trzy razy mniejszą, plus zdecydowanie lepsze perspektywy gospodarcze.
Nie mylcie ofiary z przestępcą.
Jak sąsiad spod 5 katuje sąsiadkę spod 4 i ta sąsiadka w obronie własnej rzuca w niego wazonem, a ten trafia w twojego psa, bo jesteś sąsiadem spod 3 i akurat byłeś gdzie byłeś, to nie dołączasz się do katowania sąsiadki, tylko jej pomagasz z agresywnym sąsiadem.
Ukraina strzela obronnie, bo ją Ruskie bombardują. Jakby Ruskie nie bombardowały to by tych dwóch trupów w PL nie było.
Krótka piłka. Rozciągnąć parasol ochronny NATO na niebie Ukrainy najdalej jak się da na wschód, jak trzeba to i do Chersonia - cel - ochrona własna.
Tak, to sobie odpaliłem oczywiście, nawet zabawne, chociaż do poziomu Astro's Playroom z PS5 nie ma startu jeśli chodzi o produkcję pokazującą możliwości sprzętu :)
Gdybym do końca życia miał grać wyłącznie w jakiekolwiek AC to krótkie by to było życie :|
Kurde, jakie tempo chłopaki mają teraz z wysyłką a kurierzy chyba się nudzą :)
Zamówiłem 9 listopada, z myślą, że na mikołaja pewnie sobie pogram (zakładałem 2 tyg delivery + tydzień opóźnienia).
10 listopada było wysłane z Holandii, 11 listopada Niemcy, 12 listopada Polska, dziś rano u mnie.
W co grać, jak żyć.
A Civ5 też śmiga? Bo to była moja ulubiona część z tych nowszych, jakoś do 6 się nie mogę póki co przekonać.
Zamówiłem i ja :)
Zamierzam na tym grać głównie w indyki, starocie i wszelkiej maści emulatory (dosbox, uae, mame), gdzie niewielkie rozmiary ekranu będą wręcz zaletą, bo nie będzie widać pikselozy :)
Przekonało mnie ostatecznie, że pod spodem jest Linux, którego kocham i używam na co dzień od 20 lat, więc powinienem się czuć jak w domu. W najgorszym razie będę miał małą przenośną stację roboczą do pilnej pracy w bash ;)
Przeglądam wybiórczo, udzielam się nieregularnie (ostatnio bardziej, ale pewnie znowu nadejdzie wielomiesięczna przerwa), rzadko kiedy dyskusje tutaj mają sens, forum się niestety "sfejsbukowało".
Ale to akurat problem nie tylko tego forum co ogólnie dyskusji w necie.
nic ciekawego poza Mausem na tej liście (który do ekranizacji się średnio nadaje)...
przede wszystkim Thorgal (tomy 1-17 to genialne samograje fabularno-rysunkowe) i generalnie większość naszego geniusza Rosińskiego, np. Zemsta Hrabiego Skarbka
następnie Yans (genialny Kasprzak)
potem Baranowski, kopalnia pomysłów, wiem że powstaje jakaś animacja o Smoku Diplodoku, zobaczymy...
a zagramanicznych Przed Incalem, Incal, Final Incal i różne inne Jodorkowskiego czy klasyki jak Armada, Blueberry, Cyan, Ptak Czasu
odpuściłbym superbohaterskie - jest ich zatrzęsienie - oraz mangi-animce - też tego cała masa jest
Mieć tak zajebisty materiał źródłowy, taki fanbase i fandom, taki kredyt zaufania, takie pozytywne przesyłane fluidy przez społeczność, takiego aktora i oddanego fana w jednym jak Cavill, i tak to ostatecznie s......ć, że główny ów aktor odchodzi widząc w jaką szmirę się wplątał - to tylko Netflix potrafi.
Zestaw najdroższy z RTX 3080 - Cyberpunk 2077 (4K, ultra) – średnio 77 kl./s - nie wiem co to za średnia? Nierealna na tej karcie, jak ona ma problem z 50 fpsami na zatłoczonej ulicy.
Jak na to patrzę to mi się przypominają serbscy (i nie tylko) zbrodniarze-odklejeńcy - tam większość ładnie i przykładnie została ukarana, pozostaje robić swoje i żywić nadzieję, że tu będzie podobnie.
Stabilne 60 fps, poprawny HDR a nie ta kupa ze zwykłego patcha, podkręcona grafika do takiego momentu by te 60 fps nadal było stabilne, w sumie tyle wystarczy.
Wiedźmin 1 z 2007 roku przypadł akurat na moment kiedy po dobrych kilku (5, może 6) latach stwierdziłem, że po latach pomilenialnej posuchy i degrengolady słabego pseudo 3D w końcu wyjdzie parę gier, dla których warto zmodernizować kompa i wydałem dwie ówczesne wypłaty, by to zrobić. Ta gra oraz wydany rok później Fallout 3 sprawiły, że w końcu po dekadzie poczułem się znowu jak w 97-98 roku gdy ogrywałem Fallouta 1 i 2 oraz Baldur's Gate - wróciła magia, wróciła przyjemność z grania, wróciło to coś. Niewiele gier to ma, Wiedźmin pierwszy to miał. Klimat plus fantastyczna muzyka, której słucham do dziś, najlepsza z serii, oby jej nie zmieniali w remake'u. Coś co trzeba koniecznie zmienić to sposób walki, ten ówczesny dzisiaj nie ma szans by się sprawdził, szczególnie na padzie/konsolach.
Wiedźmin 2 nie zrobił już na mnie takiego wrażenia, ale przeszedłem z przyjemnością kilkukrotnie, Flotsam fantastyczne (klimat + ten las i finałowa walka, mimo że to QTE), miasto krasnoludów świetne, reszta przeciętna, ale wówczas robiła wrażenie, dużo rozwiązań niestety gorszych niż w jedynce. Remake tutaj jest mniej potrzebny, ale mam nadzieję, że też powstanie jako uzupełnienie całości.
Wiedźmin 3 był swoistym powrotem do klimatu i niektórych udanych rozwiązań z jedynki, muzyka też o wiele bardziej podobna, a jednocześnie gra nabrała takiego rozmachu, że po prostu zmiażdżyła system. Dwukrotnie wyplatynowałem, czekam na edycję next-gen na PS5, by wyplatynować po raz trzeci. Zdecydowanie absolutny top5 tego typu gier ever jak do tej pory, mimo upływu już 7 (!) lat.
Jestem tu od 2001 roku i nawet nie wiedziałem, że mam jakiś ranking. I mniej więcej tyle samo mnie on interesuje, gdy dowiedziałem się, że istnieje. Można mi wyzerować, who cares? Dosyć słaby pretekst na /quit :) W każdym razie szkoda, bo mądrego zawsze dobrze móc poczytać.
Przed budynkiem w sensie jak ktoś wchodzi/wychodzi na/z dworca to musi twoje wyziewy wąchać/wdychać? Mandat bym podwoił. Wyp... z tymi smrodami do budki śmierdziela, a jak nie ma to trzymać nałóg w ryzach.
Wżenić się w bogatą rodzinę i grać Prawdziwego Prezesa Polaka - można, jak najbardziej.
Zarabiać kasę własnym ciałem - no nie, bo gdzieś na wschodzie Polski jakiemuś Mietkowi z Olkiem przez to piwo gorzej smakuje.
Mam już czwartego Kindle, zaczynałem od klawiaturowego, potem bardziej poręczny bez klawiatury, potem pierwszy ze światełkiem i teraz drugi (nowszy, większy) ze światełkiem. Na przestrzeni tych lat popsuł się tylko jeden, ten numer dwa, pozostałe działają do dziś. Po co mi cztery - żona kradnie, syn kradnie, zaraz córka będzie kradła, jak żyć ;).
Światełko - jak się raz poużywało Kindla ze światełkiem to już innego się nie da. To światło to regulowane podświetlenie, które kompletnie nie psuje/męczy oczu (w przeciwieństwie do ekranów świecących typu tablet czy smartfon, o innych nie wspominając) jeśli ustawia się je na 20-50% mocy, a DIAMETRALNIE zmienia zasady gry - można czytać godzinami bez zmęczenia przy umiarkowanym świetle dziennym lub lampie, bo ekran i tak trzyma odpowiedni kontrast/jasność, nie trzeba szukać mocnego oświetlenia zewnętrznego. Gamechanger dla mnie. Nawet w pełnym słońcu się to przydaje właśnie dla zachowania idealnego kontrastu i jasności ekranu. Oczywiście jeśli ktoś chce czytać po ciemku przy tym świetle to też się da (aczkolwiek wtedy oczy będą się siłą rzeczy męczyć, nie po to to jest).
Zdecydowanie polecam najnowszy model Paperwhite, ma odpowiednie rozmiary i masę, dobrze leży w ręcę, czyta wszystko co trzeba, a jak nie ma danego formatu to konwersja przez Calibre to 10 sekund razem z wgraniem. Fajne czcionki, pełna możliwość konfiguracji pod własne potrzeby. Ekran dotykowy bez przycisków fizycznych, ale nie jest to mega problemem, nie palcuje się jakoś mega mocno i można spokojnie czytać trzymając czytnik jedną ręką, nawet leżąc na dowolnym boku, kciukiem jesteśmy w stanie zmieniać strony i w przód i w tył.
95% czytanych przeze mnie książek to od 10 lat Kindle, pozostałe to takie które na czytniku nie mają sensu ze względu na swój format (poradniki, albumy, historyczne) lub ich po prostu nie ma (jeszcze się zdarza). Papier kupuję do kolekcji, ale tylko te pozycje, które naprawdę chcę mieć na półce w tej formie.
Jak ci się nie spieszy to poczekaj do black friday (25 listopada bodajże) na Amazonie na pewno będą fajne promocje na Paperwhite, jak co roku. Najlepsza opcja to Paperwhite 6,8" 8GB bez reklam. Ja kupowałem parę miesięcy temu za niecałe 400 zł, nie wiem czy będą taż takie promki na BF, ale kiedy jeśli nie wtedy :) Oczywiście EUR/USD niestety dzisiaj droższe, więc może aż tak dobrze nie być.
Ewentualnie coś z reklamami - one nie są problemem, widać je tylko na ekranie wyboru, jak czytasz to się nie wyświetlają, a nawet tam gdzie się wyświetlają nie przeszkadzają. Ale oczywiście lepiej ich nie mieć.
Wyplatynowane na PS3 i PS4, przeszedłem też na PC - fabuła jakby ją pisał 13. latek, ale dzięki temu nie ma żadnej rozkiminy po prostu przemy do przodu, klimat gęsty od azbestu, Megatona powinna dostać osobną grę, generalnie dziś ta gra mimo miałkości fabularnej ma u mnie już status kultowej obok klasycznych F1 i F2, dodatki też robią robotę. Jak ktoś nie grał to polecam, chociaż nie wiem czy to się obroni w 2022 roku :E
Ale wiesz, że od 15 września karty graficzne nie mają już zastosowania w kopaniu krypto (tym opłacalnym), zatem zasadniczo od tego momentu na tym forum to już #nikogo?
Jak (jeśli) wróci kiedyś jeszcze hossa kopania
Oczywiście, ale musisz mieć argumenty, a nie "daj pan rabat bo mje sie należy jak pińćset plus".
Argumenty, które często działają:
* Udokumentowane bycie bezproblemowym stałym klientem robiącym dużo zakupów.
* Ładnie udokumentowana niższa cena gdzieś indziej z jednoczesną podkreśloną chęcią wsparcia lokalnego sklepu (ale bez zbędnego przepłacania) / podobny jakościowo model w niższej cenie jako alternatywa (idealnie gdy dostępna tylko u konkurencji).
* Kupowanie więcej niż jednego produktu na raz / skorzystanie ze sklepowej oferty ubezpieczenia / dostawy do domu z podłączeniem.
* Zgoda na towar z ekspozycji / bez fabrycznego opakowania / z jakimiś delikatnymi wadami wizualnymi.
Czasem działa też po prostu wykazanie zainteresowania produktem, dłuższe pogadanie o nim ze sprzedawcą, bycie prawie przekonanym, a potem wyrażenie żalu że budżet mamy jednak troszkę skromniejszy, no chyba że kierownik mógłby coś tu zrobić by się dało w budżecie zmieścić - jak sprzedawca poświęci 10-15 minut klientowi to żal mu będzie, że klient wychodzi ze sklepu bez zakupu - to ta sama sztuczka, którą często stosują sprzedawcy w drugą stronę, więc klient tez możne się tak 'zasadzić' na sprzedawcę :)
Porównywanie dokonań tej pani w jej byłej, legalnej karierze, z dokonaniami przestępców, księży pedofilów i wrzucanie tego do jednego worka - taki ten mój kraj piękny, tylko ludzie faktycznie k...
to jest dawno nie aktualne / było też już nie raz wyjaśnione zresztą mi się już nie chce więcej tutaj pisać
Wklej filmik, gdzie Vincent to omawia, że nie miał racji, to to zamknie temat i przyznam ci rację.
Jak nie masz to znaczy, że jednak nadal aktualne.
W skrócie o jakich problemach mówi autor w tym filmiku?
W skrócie - Samsung stosuje tricki by zwabić klientów pozornie lepszym obrazem.
Trik nr 1 to sztucznie podbijane APL czyli Average Picture Level w trybie SDR - od 2 minuty na filmie - po lewej Samsung, po prawej monitor referencyjny, oba ekrany są w stanie bez problemu osiągnąć 1000 nitów, a jednak na Samsungu obraz jest dużo jaśniejszy. Jak się okazuje, Samsung sztucznie podbija luminancję w oknach o wielkościach innych niż 5%, 10% i 20% - te wielkości są używane przez kalibratorów i testerów, dlatego umykają w suchych liczbach, ale na całym ekranie widać to bardzo mocno. Efekt końcowy jest taki, że przy poprawnej kalibracji obraz jest sztucznie rozjaśniony, być może żywszy, być może lepiej widać ekran w pełnym słońcu, ale jednocześnie jest daleko od obrazu referencyjnego.
Trik nr 2, który wiąże się z trickiem nr 1, to sztuczne podbijanie saturacji kolorów w HDR - od 3 minuty na filmie. W oknach standardowych używanych przez kalibratorów i testerów wszystkie kolory są odwzorowane dobrze, w oknie niestandardowym rozjeżdża się to mocno. Jaki daje to efekt w filmach w trybie HDR widać od minuty 4 - jest porównanie z LG C1 - pierwsza scena, helikopter i żółty pas lądowiska - niby na Samsungu lepiej, jaśniej, żywiej - ale po sprawdzeniu na monitorze referencyjnym okazuje się, że to LG zreprodukował jasność i kolor tego lądowiska poprawnie, a Samsung poleciał w kosmos, podbił luminancję żółtego i daleko wyszedł poza obraz referencyjny - no ale Aleksowi się to podoba i uważa, że to dzięki szerszemu gamutowi kolorów, bo przecież jak więcej zapłacił to tak musi być, hehe. Dalej są kolejne tego typu przykłady.
Generalnie - obraz z tym Samsungu jest poddawany sztucznej obróbce, która zmienia go na mniej referencyjny, bardziej żywy, nic czego nie potrafiłby zrobić zwykły klasyczny oled, tyle tego zwyczajnie nie robi, bo nie o to chodzi w oledach. W żadnym razie nie jest to osiągnięte dzięki technologii matrycy - zwykła programowa sprawa. Tania sztuczka pod publikę nie mająca nic wspólnego z prawdziwym polepszeniem jakości obrazu. Sam panel jest niezły, daje faktycznie te 1000 nitów w hdr, super kąty, mamy też bardzo dobrą jednorodność matrycy. No ale to nie zmienia faktów, które są wyżej opisane - główna niby zaleta tego telewizora to zwykłe oszustwo i de facto psucie obrazu.
Treści tam jest oczywiście dużo, dużo więcej, warto się dokładnie wsłuchać.
Jak już nie raz pisałem i napiszę jeszcze raz - nie ma co patrzeć ślepo w cyferki, jeśli ktoś ogląda filmy i seriale i docenia dobrą jakość obrazu to ogląda je tak jak się to robić powinno - po ciemku - idąc do kina też nie siedzimy w jasności, prawda? A nawet otwarte drzwi potrafią zepsuć seans. Zatem mając ciemno w pokoju obraz hdr dostarcza już od 500 nitów, co było osiągalne dla oledów już 5 lat temu. Teraz mamy 600-700 w oledach od lg i to jest jest taka wartość, gdzie oczy wypala przy zmianach sceny z ciemnej na jasną, albo gdy pojawia się jasny element w ciemnej scenie. Nee potrzebujemy do tego 1000 nitów kosztem sztucznego podbijania luminancji i saturacji by obraz wydawał się żywszy. I tym bardziej nie potrzebujemy za to więcej płacić.
A sdr? Każdy kto kalibrował tv wie, że tryb "ciemne pomieszczenie" zazwyczaj dostaje jasność oled między 30 a 60% - więcej nie trzeba. HDR to jest zawsze 100%, zatem to sdr 30% to raptem 1/3. I tyle wystarcza nawet w starych modelach z 2017 roku by wszystko odpowiednio dobrze było widać. Pogoń za nitami nie ma sensu, sztuczne podbijanie luminancji i saturacji tym bardziej. Liczy się totalna głęboka czerń, nieskończony kontrast i wierność odwzorowania jasności i barw zgodna z rzeczywistością, a nie wymysłem jakiegoś klepacza kodu.
Jeśli chcesz mieć najlepszy możliwie obraz w filmach/serialach, to zdecydowanie warto. Nie ma to nic wspólnego z "oceną studyjną" - niektóre egzemplarze oledów są tak rozjechane fabrycznie, że będziesz miał obraz, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, to po co wydawać wtedy kasę na oleda? Nigdy nie wiesz na co trafisz, a co gorsza, nie będziesz potrafił tego ocenić samodzielnie, bo w części scen będzie to widać, w części nie, rozjazdy potrafią być różne.
Do gier czy tam oglądania tvpinfo oczywiście nie ma sensu kalibracji robić.
S95B - prawda o jego "jakości" obrazu.
https://www.youtube.com/watch?v=rhto9MmiExE
Kto zna Vincenta wie, że to jeden z nielicznych niesprzedajnych guru w tej branży.
Polecam obejrzeć, jak ktoś nie rozumie to mogę przetłumaczyć.
Podane tutaj informacje w fachowy sposób wyjaśniają esencję problemów, z którymi boryka się ten model.
Obscure - każdy LG Cx a zatem i C1 i C2 mają Dolby Vision. Nie czerp informacji z postów fanbojów Samsunga, bo źle na tym wyjdziesz. Tylko Samsung został na rynku bez DV. Inwestowanie w tę markę nie ma sensu jeśli jesteś fanem obrazu w filmach/serialach, wszystkie streamingi poszły już w DV, nawet Amazon i Disney.
Alex - oglądam regularnie wszystkie materiały hdtv od kiedy powstali - są tam i owszem świetni fachowcy jak Maciek, ale zawsze musisz ich treść przez filtr marketingowy brać, bo to jednak portal/serwis do zarabiania pieniędzy, poczytaj sobie komentarze pod tym konkretnym materiałem to zrozumiesz może więcej w temacie. Wielokrotnie po kalibracjach u siebie mailowałem z Maćkiem i wtedy, prywatnie, gdy mógł w większym stopniu napisać to co faktycznie chciał, dowiedziałem się sporo, sporo więcej, niż oficjalnie są chłopaki w stanie powiedzieć. Natomiast publicznie - lokowanie produktu, odpowiedni przekaz treści, pomijanie pewnych niewygodnych faktów - to niestety norma w niemal każdej branży i tutaj też istnieje, dlatego takie publiczne materiały z serwisu do zarabiania pieniędzy nigdy nie będą żadną wyrocznią.
Przytoczyłem ci Rtings, jako serwis o niewspółmiernie większym budżecie i tym samym potencjalnie bardziej obiektywny. Podałem argumenty, dla których nie warto płacić 25% więcej za 3% lepszy telewizor.
Pooglądaj też trochę Vincenta Teoha - pewnie znasz gościa - to guru od telewizorów. Od tego S95B zmiażdzył. Wkleję osobno link.
I nie, DV nie jest bez znaczenia, DV to jest standard, który za 2-3 lata będzie jako jedyny na rynku, nie dyskutując tu o tym czy jest lepszy czy gorszy (bo nie zawsze lepszy wygrywa), tak po prostu będzie i trzeba się z tym pogodzić. Kupowanie obecnie TV bez tego standardu to strzał w kolano, bo skazujemy się na zwykłe HDR (które samo w sobie jest gorsze od DV i HDR+), albo nawet na oglądanie treści w SDR, jeśli dany dostawca nie przewidział czegoś obok DV. Po co komuś taki problem na głowie?
Nie wiem też skąd wyciągasz wnioski, że ja S95B nie widziałem - widziałem i ten model i w zasadzie wszystkie inne liczące się od Samsunga - co więcej, widziałem je (i wiele innych) z własnymi materiałami - bo tylko tak mogę porównać czy to co widzę ma sens. I ten Samsung sensu nie miał, bo sztucznie podbijał kolory, nie robiąc kompletnie żadnego efektu wow, wręcz przeciwnie.
Kupowanie telewizora bez DV w końcówce 2022 roku kiedy w przyszłym roku już 99% treści będzie w DV to jakaś pomyłka.
Okulary przeciwsłoneczne polecam odłożyć i zainwestować w zwykłe, bo może w tym problem.
Gwarancja producenta jest świadczeniem dobrowolnym i mogą ci odmówić jej realizajci z byle powodu.
Rękojmia sprzedawcy lub ubezpieczenie nie są świadczeniami dobrowolnymi i zasadniczo bardziej skutecznymi w razie sporu. Warto zatem mieć rękojmię u sensownego sprzedawcy, a nie pana Kazia z olx. A ubezpieczenie wtedy kiedy jest sens czyli jak wspomniano wyżej np. małe dzieci czy zwierzęta.
Nawet jeśli ktoś ma w dudzie Dolby Vision i patrzy jedynie na suche cyferki nitów to mając 8k bardziej opłaca się kupić C1+kalibracja niż gołego S95B bez kalibracji, proste jak wyborca pisu. Jak ktoś ma 10k to można rozważyć opcję nr 2, ale tutaj wracamy do początku - brak DV dyskwalifikuje ten model. Po co ci 1000 nitów w HDR jak tego HDR nie zobaczysz, bo twój telewizor nie odpali DV, a innej wersji filmu czy serialu nie będzie?
Wyjątkowo zgodzę się z Aleksem, kalibracja w PL to tylko chłopaki ze skalibruj.pl czyli de facto hdtvpolska, byli u mnie i moich znajomych po parę razy, za każdym razem profesjonalna robota, jeden tv potrzebował tego bardziej inny mniej, nawet w ramach tego samego modelu, ale efekt końcowy zawsze świetny.
Kompletnie nie warto, lepiej C1 + profesjonalna kalibracja za 200 euro. Różnicy w obrazie nie zauważysz między tymi modelami, a po kalibracji tak (aczkolwiek bardzo dużo zależy od egzemplarza, niemniej LG jest znane z tego że 90% potrzebuje porządnej kalibracji, Samsung jest tu lepszy).
Jedyne co Alex wyżej napisał sensownego to te raty - bierz na raty, wrzuć kasę na lokaty 8% i masz telewizor taniej realnie o kilka stówek, a mieć kilka stówek a nie mieć to zawsze plus :)

Alex - co ty fandzolisz chopie, rtings i porównywarka opon, widać jakie masz pojęcie :)
Kliknij sobie recenzje tych modeli, tak, są tam pełne, wielostronicowe recenzje, wystarczy trochę chęci i dobrej, a nie złej woli.
LG C1: 8.8 Mixed Usage
Samsung: 9.1 Mixed Usage
Różnica: 3,41%
Różnica w cenie: 25% jak nie więcej.
No i teraz tak - jeśli ktoś głównie filmy chce oglądać po ciemku, to więcej nitów w sdr i hdr niż oferuje CX czy C1 nie potrzebuje, bo to i tak wypala oczy. Natomiast bardzo mu się przyda obsługa zwycięskiego standardu HDR jakim jest Dolby Vision, czego Samsung NIE MA. I tak dalej.
A jeśli ktoś ma okna na południe i poskąpił na rolety, a ogląda głównie w dzień, to niech sobie kupi LCD, bo oled to zły wybór.
Jestem regularnym gościem brandstore'ów od kiedy się tylko pojawiły w Polsce, a nawet i wcześniej bywając w Niemczech czy Austrii, i póki co od 2017 roku czyli od czasów modelu LG z seri "7" nie widzę uzasadnionego powodu by przepłacać za oleda, po średnio udanej serii "6" z 2016 roku od 2017 matryce w zasadzie co roku są takie same, różnice są głównie w trwałości i w innych elementach konstrukcyjnych telewizora, nie dotyczących wprost obrazu - jeśli nastąpi kiedyś nowy efekt 'wow' to będę pierwszym, który wywali oleda i kupi coś innego, tak jak 5 lat temu w końcu pozbyłem się plazmy. Zmieniłem B7 na CX by mieć 120Hz i VRR i ogólnie HDMI 2.1, ale różnicy w obrazie zasadniczo nie ma, C1 też lepszy nie jest, i ten Samsung - poza wyższą jasnością, mnie i 99% ludzkości kompletnie zbędną przy tych już osiąganych wartościach, też nie ma niczego czym by zachwycał, ma za to poważne braki, istotne dla mnie. Cokolwiek kto kupi z tych modeli i tak będzie zadowolony, ale może akurat dany brak lub problem go wkurzy i warto o nim napisać, szczególnie że kupując droższy telewizor ma się raczej potrzebę zmniejszania ilości braków, a nie zwiększania.
Our verdict
The Samsung can display a wider HDR color gamut, and colors are significantly brighter, but this also looks unnatural with certain content. On the other hand, the LG has better black levels in rooms with a bit of natural light, whereas the Samsung is really best enjoyed in a completely dark room. The LG supports Dolby Vision, and it delivers a slightly more accurate HDR experience.
Warto też napisać co zapomniałem zrobić że oledy sprawdzają się głownie w nocy i przyciemnionych pomieszczeniach jak używasz w pokoju w dzień lub nasłonecznionym to oledy właściwie poza samsungiem możesz skreślić. Tutaj bezwględnie wygrywa qn95b lub 8k 900b.
Największa bzdura jaka padła w tym wątku póki co.
Polecanie telewizora za 10k vs 6k, gdzie za te dodatkowe 4k nie dostajesz niczego co by uzasadniało tę różnicę w cenie, to numer dwa.
Polecanie w tej cenie tv, który nawet nie obsługuje Dolby Vision - czyli standardu, który de facto wygrał jeśli chodzi o HDR - to nieporozumienie.
Przypomnę, że w telewizorze najważniejszy jest OBRAZ.
Wypalania nie obejmuje żadna gwarancja.
Się wypali ekran, to pożyczasz dziecko od sąsiada i dajesz mu do ręki szklany kubek.
Spokojnie bierz tego C1 jeśli wyhaczysz w dobrej cenie, ja mam B7 i CX i oba do dziś sprawują się świetnie, nie zamieniłbym się na żaden inny, chociaż faktycznie dzisiaj jest już większy wybór oledów wśród producentów niż 3-4 lata temu, gdzie był tylko LG i długo długo nic.
Na nity i suche liczby nie patrz - każdy ze współczesnych modeli wypali ci wzrok w ciemnym pokoju jak walnie top jasność. A jednocześnie w ciemnych scenach będziesz widział wszystko.
Wady? Dwie:
1. Możesz trafić na gorszą matrycę, np. z większym bandingiem. Banding przeszkadza w zasadzie tylko w ciemnych scenach, takich między 5 a 20% szarości. Zatem zamawiasz TV przez neta i masz 14 dni na oddanie jeśli ci dany egzemplarz nie pasuje. Potestuj dobrze. Oprócz bandingu może trafić się zafarb przy krawędziach lub pod kątem.
2. Nie trzeba, ale wypada wydać dodatkową kasę na profesjonalną kalibrację - naprawdę czyni cuda, niektóre egzemplarze mają mocno rozjechane kolory i nie tylko. Warto.
Oczywiście te wady dotyczą wszystkich telewizorów, tylko w lcd nikt na to uwagi nie zwraca, bo banding czy zafarb to najmniejsze problemy :)
Kobietę widziałeś chyba tylko na obrazku jeśli uważasz, że panie golą się mniej/rzadziej niż faceci.
Oczywiście, lepiej nie przechorować lub przechorować słabo, mniejsza szansa na poważne powikłania - bo to one są problemem w 99% przypadków, nie sama choroba (pomijam osoby stare albo obciążone innymi schorzeniami czy innych grubasków). Z tego samego powodu warto rozważyć szczepienie na "zwykłą" grypę - nie chodzi mi tu o przeziębienie i ból gardła, który każdy ma raz do roku, tylko o paskudne choróbsko, które niedoleczone (a kto ma czas na 3 tygodnie L4) zbiera co roku solidne żniwo powikłaniowe. Młodość jest raz, potem przychodzi mądrość, no chyba że się przed nią całe życie uciekało.
Nie wiem co ludzie widzą w tym Thorgalu.
Bardzo generyczny dla mnie. I znów Wikingowie, jej. ..
Znów wikingowie? W sensie jakie znów? Wymień jedną dobrą grę z wikingami - nie ma, same popłuczyny, od biedy GoW ujdzie, ale nawet on to taki generyczny +forward z fajną grafiką, no i wikingów to tam w sumie tak czy siak na lekarstwo. Seriali i filmów faktycznie masa, ale ile dobrych? 1? 2? Ogólnie faktycznie nasrali na przestrzeni ostatnich 2. dekad tego, ale wartościowych pozycji na palcach jednej ręki ciężko się doliczyć.
A Thorgal? Thorgal komiksowy z albumów 1-15 to majstersztyk. Dzieło genialne pod względem klimatu, grafiki (w tym przypadku rysunku) i fabuły, co się rzadko zdarza w jakimkolwiek medium (później oczywiście jest słabiej, serie poboczne to już 3 levele niżej, natomiast nadal jest to zjadliwe).
I w przeciwieństwie do Wiedźmina nie jest to marka lokalna, tylko znana wszędzie gdzie być powinna znana - a to bardzo dużo na start.
Plus Thorgal to nie tylko wikingowie, to również (a może przede wszystkim) mariaż świata wikingów z ludźmi przybyłymi z gwiazd, z innej planety, posiadającymi cechy i moce niespotykane normalnie w świecie wikingów, oraz mariaż świata śmiertelników ze światem bogów, poplątanym przeznaczeniem, a nawet podróżami w czasie.
Thorgal zrobiony na wzór W3 byłby hitem, to nie ulega wątpliwości. Natomiast nie wiem czy jest sens robić Thorgala i Wiedźmina równolegle, bo to jednak mimo wszystko zbyt podobne klimaty fantasy.
Tak tak, bo nikt nie płakał na Batmana, albo na Nawiedzony dom na wzgórzu (Netflix dla odmiany).
Przestańcie oglądać seriale na długopisach i kupcie porządne ekrany to będzie wszystko widać.
Oczywiście kwestia jakości streamingu to osobna sprawa - w czasch GOT S08 trzeba było faktycznie czekać na porządne ripy z sieci zamiast oglądać bezpośrednio z opłaconego hbogo, bo jakość była tragiczna. Ale teraz jest dolby vision i sensowny bitrate, zatem nie ma porównania.
Jak pójdziesz bronić kresów to nie pomoże ci ani gotówka w PLN ani w USD ani złota moneta schowana zgadnij gdzie.
Na USD zarobisz 1% odsetek o ile w ogóle.
Na PLN zarobisz 8-20% odsetek (bank-obligacje).
Rocznie.
USD musiałby w ciągu roku zdrożeć zatem o kolejne 7-19% byś był na plus w stosunku do trzymania oszczędności w PLN.
Do tego dochodzi kwestia spreadu kupno/sprzedaż.
Niemniej oczywiście warto dywersyfikować, bo jak Putin walnie atomówkę gdzieś na wschodzie Ukrainy to USD będzie luzem po 6 a nawet po 7 PLN.
Zdjęcie jest z 2013 i wtedy też była cała afera:
https://cdaction.pl/newsy/the-last-of-us-ellen-page-niezadowolona-z-wykorzystania-swojego-wizerunku
Elliot, Ellen, jak pisałem, szansę przegapiono, na różne sposoby :)

Wiadomo, że najlepsza by była Ellen ->
Niestety, tę szansę przegapiono.
Ale co Prawdziwego Polaka interesuje kurs dolara i jakieś tam rozliczenia międzynarodowe albo inflacja, ma być taniej i już, jak nie to złodziejska firma, proste, podobnie w pracy, co chwilę podwyżka, jak nie to złodziejski pracodawca janusz gnębiciel.
Przy takim wyjeździe to obstawiałbym przeciw Polakom u buków.
Na wyjazd trzeba pewnie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy PLN (zależy jaki kto standard podróży i zakwaterowania akceptuje).
Drugie tyle przelewamy do buków i obstawiamy przeciwko PL.
Jak PL przegra to mamy wyjazd za darmo.
Jak PL wygra to mamy najlepszy wyjazd w życiu i nieistotne, że wyszło nas to dwa razy drożej - liczą się wspomnienia, za resztę zapłacisz kartą mastercard.
Niestety nie mam czasu w listopadzie.
I kolejny geniusz z kłopotami z matematyką, który wylatuje z inflacją. Sprawdź sobie wartość tego wskaźnika na przestrzeni lat, weź kalkulator do ręki i oblicz ile warte jest 500 złotych z 2016 roku.
Zatem, kolejny geniuszu, proszę bardzo, czysta matematyka dla ciebie, klasa 5 podstawowa:
2017 2,0%
2018 1,6%
2019 2,3%
2020 3,4%
2021 5,1%
2022 ok. 17% dla uproszczenia
1000 zł zatem po kolei traci wartość -> 980 -> 962 -> 936 -> 858 -> 712
Cena dolara w 2016 to 3.7 zł.
Cena dolara dziś to 4.8 zł.
Za 1000 zł w 2016 mogłeś kupić 270 USD.
Za 712 zł w 2022 możesz kupić 148 USD.
Ratio wartości pieniądza masz zatem 0.54.
Pisanie zatem, że twoje 1000 zł z 2016 roku jest dziś warte 500 zł - w KONTEKŚCIE KUPNA KARTY GRAFICZNEJ, której nie produkuje się w Polsce za PLN tylko w USA za DOLARY i do tego się odnosimy bo z USD przeliczamy na PLN - jest całkowicie poprawne i uzasadnione.
Do tego dolicz wyższe sratki podatki wszędzie, wyższe ceny transportu, paliwa, pensje i normy pracy w krajach trzeciego świata, itd. itp. i ratio nawet będzie jeszcze gorsze.
Nikt tu nie płacze, to ty po prostu nie zauważasz problemu.
Ja nie mam absolutnie żadnego problemu ani też nie muszę go zauważyć - bo go po prostu nie ma. Są realia, w których żyjemy i tyle.
Ekonomia to dziwka i tylko od ciebie zależy czy to ona cię wyrucha czy ty ją.
Albo zatem zaakceptujesz rzeczywistość i kupisz sobie za 1500 zł całkiem niezłą kartę pokroju 3060 RTX używaną z gwarancją i swoją starą odsprzedasz za 500, albo dopłacisz parę stówek i kupisz dziadowską 3050, ale funkiel nówkę, twój wybór. Na pewno jednak nie kupisz za 1000 zł nówki 3060 "bo tak powinno być panie kiedyś to były czasy dzisiaj to nie ma czasów", bo ten pieniądz i te realia już nie istnieją. Po prostu.
Film jest mocno przeciętny pod kątem fabuły/aktorstwa, takie słabsze Pocahontas, ale po seansie w IMAX jedyne o czym marzyłem to być niebieskim, mieć ogon i żyć w tamtym świecie - dawało na wyobraźnię. Pytanie czy to uczucie jest do odtworzenia po tylu latach.
Na OLX masz masę 3060 RTX poniżej 1500 zł z gwarancją, więc wystarczy wybrać, podjechać, sprawdzić, zapłacić i masz kartę na kolejne lata.
Swoją 1060 odsprzedajesz za 500 i realnie wychodzi cię to 1000 zł.
A 1000 zł dziś to jak 500 zł 6 lat temu.
Więc nie wiem o co ten płacz.
Jedziemy równo w dół cały czas od co najmniej 25 lat niestety.
Jeśli nawet "za moich czasów" na drugim roku studiów potrafiłem miesięcznie więcej zarobić niż mój wykładowca to już wtedy było coś nie tak.
Ale teraz to prawdziwy dramat - bycie nauczycielem ma sens tylko jako hobby (o ile jesteś bogaty) lub ewentualnie jako dodatkowa pensja w rodzinie.
Natomiast niestety powoli nawet od tego hobby odchodzimy, bo nawet jak ktoś ma misję to i tak zostanie zgnojony przez system w krótkim czasie.
Gdy Giertych zostawał ME to myślałem, że to dno już będzie i dalej nic nie ma, ale Zalewska, Piontkowski i Czarnek skutecznie wyprowadzili mnie z tego błędu, wszechświat się poszerza, to i dno może być niżej.
Mam jednak nieodparte wrażenie, że to działania celowe, przynajmniej po części, bo o jakiś megamasterplan tej ekipy nie posądzam. Niemniej niewykształconym i zmanipulowanym społeczeństwem łatwiej się steruje, to wiadomo nie od dziś.
Postęp technologiczny zwolnił, pieniądz przyspieszył utratę wartości, szczególnie polski, więc nie oczekuj cudów.
Spoko, każdy wie jak wydać swoje pieniążki, ja przez swoje ręce w życiu przepuściłem setki używanych kart i siłą rzeczy od 2017+ bardzo wiele z nich było pokoparkowych, w różnym stanie, natomiast średni stan był bardzo pozytywny, w przeciwieństwie do kart rzekomo pograczowych, zatem tylko dzielę się moimi uwagami, a czy ktoś z nich skorzysta czy nie to jego sprawa.
Nie wiem natomiast po co to rozsiewanie bzdur o pracy bez fabrycznych wentylatorów, przegrzewaniu się, wiecznym byciu podkręconymi - to nie jest prawda, po prostu najlepszy stosunek mocy do wydajności w kopaniu zazwyczaj oscylował między 50 a 75% mocy karty rozumianej jako obciążenie rdzenia tudzież pamięci (lub obu łącznie), dalsze zwiększanie mocy oznaczało zdecydowanie mniejszy przyrost zysków w stosunku do zużywanego prądu, zatem jeśli ktoś za prąd płacił a nie go kradł to robił to co intuicja podpowiada czyli nie żyłował kart, dzięki czemu jednocześnie zwiększał ich żywotność. Większość kopaczy, z którymi ja miałem do czynienia, tak robiło, choć oczywiście były i wyjątki.
I nie, 8h pracy na 100% dziennie z przerwami czyli startem i stopem mocy albo nawet całego zasilania nie jest lepsze dla karty niż praca 24/7 na 80% bez startów i stopów, podobnie jest z każdym elementem elektronicznym - lepsza jest dla niego praca ciągła na 80% niż praca 1/3 doby ale 500-1000 włączeń i wyłączeń w ciągu roku i praca na 100-120% jak jest włączony - taka praca o wiele bardziej skraca żywotność elektroniki niż praca ciągła na mniejszym niż maksymalne obciążeniu. Dyski talerzowe używane gdy kupuję to zawsze zwracam uwagę najpierw na start/stop count, a dopiero potem na power on hours, bo co mi po dysku, który wg power on hours ma 100 dni pracy, skoro jednocześnie ma 2000 tysiące włączeń i wyłączeń? To już wolę taki z 20 włączeniami i 3-letnim przebiegiem power on hours, statystycznie dużo mniejsza szansa na awarię.
Karty pokoparkowe często są w o wiele lepszym stanie niż pograczowe:
- diametralnie częściej czyszczone i zadbane pod kątem wentylatorów, termopadów, past;
- pracujące w lepszych warunkach (niska temperatura otoczenia);
- declockowane zamiast overclockowane;
- i dodatkowo pracujące na 50-70% mocy przez 99% czasu, zamiast zrywami po 2-4h dziennie na 120% mocy (z overclockiem).
Analogia do samochodów - lepsze auto non stop stojące na parkingu z przebiegiem 10k śmigane raz w niedzielę przez niedzielnego kierowcę, który nie przejmował się ile gazu dodaje zimnemu silnikowi serwisowane raz w życiu, czy z przebiegiem 50k śmigane po równych autostradach na niskich/neutralnych obrotach silnika regularnie serwisowane? No właśnie.
Zatem sugeruję nie bać się kart pokoparkowych tylko korzystać z okazji, oczywiście z głową, bo nie każda karta pokoparkowa będzie lepsza od pograczowej :)
A czy ceny spadną to zobaczymy, warunki są dzisiaj nieco inne niż przy ostatniej bessie na krypto, dostępność komponentów, półprzewodników, kursy walut, inflacja zewnętrzna i lokalna, zawirowania wojenne - to wszystko powoduje, że może być naprawdę różnie. Widać to też po cenach sugerowanych dla modeli 40xx, tanio już było.
IMO Avatar to jeden z nielicznych filmów, dla których warto iść do Imaksa, i tylko tam.
Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że ten film w Imaksie dzisiaj, gdy w domach stoją tanie oledy 65", nie zrobi już takiego wrażenia jak w 2009 roku.
Niemniej ja się raczej wybiorę, by samemu się przekonać :)
Spoko, też kończąc grę na PC zyskałem troszkę doświadczenia i wiem jak chcę pograć na PS5, aczkolwiek zaskoczyły mnie zmiany związane z patchem 1.5 gdzie od nowa musiałem rozdysponować perki tuż przed końcem gry (zrobiłem sobie przerwę od CP77 by splatynować Elden Ring i w międzyczasie w lutym się pojawił patch 1.5 heh), zatem mimo wszystko trzeba uważać z buildami, bo niektóre mogą okazać się niegrywalne ;) 65h to luz, W3 to raczej bez 100h nie ma co podchodzić, no chyba że jakiś platynowy speedrun, ale to co to za frajda wtedy :) Mam zwykłą platynę z W3, z GOTY czekam na upgrade do PS5, niech chociaż te 60fps dadzą, bo oczy bolą od 30fps :|
Nówki dosyć trzymają cenę i raczej sporo tańsze nie będą z uwagi na kursy walut, słabą dostępność półprzewodników, wojnę, inflację, itd.
Natomiast od 15 września nie da się kopać Ethereum, a że nic innego się kopać nie opłaca, to istnieje spora szansa, że wkrótce pojawi się na rynku wysyp używek.
Oczywiście nie polecam kupowania takich kart bez dokumentu sprzedaży (faktura, paragon) i gwarancji sprzedawcy oraz producenta - wiadomo, różnie to bywa. Ale okazje będą, myślę że spokojnie 1500 zł za 3070 Ti z dwuletnią gwarancją mogą się pojawić, no chyba że PLN jeszcze dostanie po tyłku mocniej.
Grats :) Ile realnie godzin w CP77 do platynki? Ja przeszedłem póki co na PC, bo na konsolach słabo to wyglądało w porównaniu do RTX 3090, ale przymierzam się na zimowe wieczory do drugiego podejścia już na PS5 i rozważam platynkę. No chyba, że do tego czasu wyjdzie upgrade do W3 na PS5, wtedy raczej pójdzie platynka w GOTY W3, bo ta gra to jednak liga wyżej niż (skądinąd tak czy siak świetne) CP77.
Świetna gierka, bardzo mało znana mam wrażenie, "odkryłem" ją w czasach między Diablo 1 i 2 i naprawdę zrobiła wówczas robotę.
Byłem/jestem na kilku forach gdzie funkcjonuje taki system, jednak to fora bardziej zamknięte niż otwarte, w sensie by się zarejestrować trzeba być z polecenia lub przejść przez proces rekrutacji. Na otwartym forum nie wiem czy to przejdzie, z różnych względów. Na pewno jednak warto rozważyć rotację moderatorów - kadencyjną automatyczną (limit X miesięcy per rok) i/lub (w sensie można to łączyć). uznaniową (wagowe głosowanie userów oraz innych modów, modowie którzy otrzymali najmniej głosów byliby zastępowani przez oczekujących w kolejce). Niemniej to już dosyć skomplikowane się wtedy robi. Pozostaje też kwestia chęci i czasu wybranych osób, bo przecież to jednak trochę roboty jest, mało kto ma czas na takie rzeczy dzisiaj.
Dawała dawała, gierki typu Golden Axe czy Final Fight, a z późniejszych czasów Mortal Kombat to przecież na Amidze niemal identyczne wersje co na automatach. I było tego więcej.
A i sama Amiga to ogromna biblioteka gier, których na automatach prawa być nie było - cała osobna historia i panowanie w latach '90, szczególnie pierwszej połowie, bo później to już pecety.
Połowa lat '80 i w tych smutnych szarych czasach równie "smutne" budy podobne do wozów drzymały, w środku jednak pełne niesamowitej magii i kolorowych światów, a wśród nich kilkuletni ja, ledwo głową sięgający do kontrolerów, z kieszeniami pełnymi bilonowych dwudziestek wyżebranych od rodziców, dziadków, wujków i cioć, i z "obstawą" o całe dwa lata starszego kuzyna.
Na wejściu konieczność odpalenia kilku monet "starszakom", a w środku często w czasie gry nagły kuksaniec w bok z tekstem "posuń się szczylu, przejdę ci ten etap", po czym szybki game over pomagiera. Z czasem renoma niezłego gracza, którego już nikt nie kiksował tylko raczej zbierał wianuszek widzów dookoła i był pod okiem "starszaków" na polecenie liczącego na zwiększenie zysków właściciela.
Smutne czasy, piękne wspomnienia. Jakże inne od "mój pierwszy raz to kolofdjuty jak miałem 4 lata". Nie wiem czy lepsze czy gorsze, ale zdecydowanie inne.
Ciekawe, że na gry tej jakości pod kątem grafiki i muzyki jak te z automatów z tych smutnych budek przyszło na kompach poczekać jeszcze dobre 10 lat, dopiero Amiga dała radę.
Skalibrowany profesjonalnie OLED 65"+ do tego obraz HDR lub Dolby Vision - żadne kino, nawet IMAX, nie jest w stanie z tym konkurować.
Oczywiście kino ma swoje zalety, niemniej zadbane kino, czyli takie gdzie o sprzęt się dba (np. raz na rok konserwuje i robi kalibrację) - czego niestety o multipleksach nie można powiedzieć od wielu lat.
Efekt Diderota?
Każdy ma, ale w różnej skali i w różnym okresie życia na innym poziomie.
Najważniejsze by się nie zadłużać, następnie by nie trwonić poduszki finansowej.
A reszta? Życie.
Poczekaj jak dodzwonisz się do mojej babci lat prawie 90, w połowie rozmowy zapomni z kim rozmawia i o czym po czym sama przejdzie do kontrataku litanią pytań i trudnych spraw.
A generalnie znajdź Pan sobie jakąś normalną pracę. Nie, nękanie losowych ludzi telefonami z dudy nie jest normalną pracą.
Uwielbiam tę grę za jej klimat i story, ale sorki, jaki gejmplej?
Gejmplej w tej grze to skradanie się i ciukanie nożem od tylca pseudozombiaków plus powtarzalne do bólu strzelanie się oraz chodzenie do przodu. Reszta dzieje się bez nas, po prostu idziemy i postacie rozmawiają, zagadek zero, możliwości zacięcia się zero, ot taki pseudointeraktywny film z przerywnikami skradankowo/strzelankowymi.
Czy o czymś nie wiem i remaster dodał jakieś nowe elementy do tego gejmpleju?
Wystarczy popatrzeć na Demon's Souls oryginał i remaster. Przepraszam, Remaster.
Tototutaj to Żart. Przepraszam, żart.
Też ogrywam remastera, nieźle zrobiony, tylko filmiki mogli podrasować, bo trącą myszką.
Podobno z Prime Gaming ma być za darmo w sierpniu - jeśli to prawda to zdecydowanie polecam.
Dokładnie - granie na dobrym PC z RTX minimum 3070 Ti to prawdziwy CP77 czyli po prostu zajebista gra.
Grzechem CDP było wypuszczenie tej gry na stare konsole/stare konfiguracje PC i udawanie, że jest OK.
Oraz rozbudzenie oczekiwań graczy do niebotycznych rozmiarów - ja nie miałem żadnych oczekiwań dlatego bawiłem się prześwietnie mimo paru bugów tu i ówdzie.
3 na 1000 zgonów po szczepionce...
na świecie podano do dziś 12 MILIARDÓW dawek, jeśli 3 na 1000 to zgon to znaczy że 36 MILIONÓW ludzi umarło z powodu szczepienia
zważywszy, że na sam covid umarło 6 milionów z hakiem to wychodzi na to, że szczepionka jest 6x groźniejsza niż covid pod kątem zgonu
ja prd........
więcej religii w szkołach proszę, na pewno się w życiu przyda bardziej niż matematyka
Ad.1.
OK, natomiast poza tymi 2% czasem są też dodatkowe opłaty, np. opłata za aneks do umowy kredytowej (który jest konieczny gdyby nastąpił okres skrócenia umowy), itd., już bank sobie poradzi by jak najwięcej w takiej sytuacji legalnie ukraść. Ja bym raczej rozważył w takiej sytuacji zaoszczędzoną kasę wrzucić chociażby na IKO w Toyocie (konto oszczędnościowe indeksowane wiborem) - do 100k będzie zarabiało tyle ile tracimy na kredycie de facto (minus marża banku). A wyższe kwoty to już raczej tylko obligacje, pierwszy rok póki co 6%, ale w kolejnych latach inflacja + marża, zatem obstawiam przez kolejne 2-3 lata minimum 10% zwrotu. Oczywiście może się okazać, że wibor będzie ponad 10%, no ale tego dziś nikt nie wie.
Ad.2.
Wewnętrzne czarne listy banków potrafią mocno utrudnić życie, swego czasu moja żona się na takiej znalazła w ING z powodu jakiejś zaległości z KK sprzed 10 lat o której nawet nie wiedziała i to spowodowało, że prawie inwestycja nam przeszła koło nosa - bo banki nieoficjalnie prowadzą sobie listę zerojedynkową pozabikową, nazywa się to BR czyli "Bankowy Rejestr" i jak się na czerwono zaświecisz, bo cię tam wpisał ING, to w PEKAO też to uwzględnią. Prowadzi to ZBP (Związek Banków Polskich) i jest to bardzo nieoficjalne i pewnie nie do końca zgodne z prawem, ale weź się z nimi sądź. Zatem ja jestem mocno ostrożny w takich kwestiach.
Są dwa główne problemy z tak ładnie opisanym potencjalnym zyskiem z "wakacji":
1. Nie każdy ma kredyt gdzie nadpłata jest bezkosztowa. Zdecydowana większość kredytów branych w 2016 i wcześniej, czyli wcale nie takich starych, ma koszty nadpłaty liczone w procentach np. 2-3%, co niweluje sporą część zysku tutaj. I tych kredytów też nie obejmują nowe przepisy, że bank nie może pobierać procentu od nadpłat.
2. Skorzystanie z wakacji zostawi ślad w BIK. W jaki sposób wpłynie to na scoring i przyszłe korzystanie z różnych form kredytowania się - nie wiadomo. Jeśli ktoś jest obrotnym obywatelem lub może prowadzi działalność i ma limity obrotowe, karty kredytowe, różnego rodzaju usługi faktoringowe i pochodne, z których korzysta rozsądnie tak by nic nie płacić, a tylko się wspomagać w życiu i biznesie, to czasem lepiej nie brać wakacji by zaoszczędzić parę złotych, ale zostawić sobie pięciogwiazdkowy scoring na kolejne lata, bo mogą być ciężkie. To oczywiście gdybanie, ale każdą rzecz warto wziąć pod uwagę.
A do plusów nadpłaty kredytu, o ile ktoś nie ma kosztów dużych z tego tytułu, dodałbym też fakt, że bank przy skróceniu okresu kredytowania musi oddać też proporcjonalną część pobranej prowizji i innych kosztów, a także zazwyczaj skraca się też ubezpieczenie obowiązkowe, to też mogą być niemałe pieniądze.
Na PS4 dobiłem do połowy, potem kupilem PS5 i czekam do dziś na patcha 60 fps na wzór tego do GoW... i nie ma... i nie ma... i nie ma nawet płatnego... i już nawet nie pamiętam o co w tej grze chodziło (fabuła), musiałbym chyba zacząć od nowa, by sobie przypomnieć. Więc skoro tak, to może jednak sobie na PC odpalę, na 3090 powinno pójść w 60 fpsach, tyle że grę musiałbym drugi raz kupić, zatem trochę bez sensu. I tak czekam, już drugi rok. I tak R* powoduje, że olewam ich gry, bo przecież jest w co grać, nie trzeba się męczyć w 30 fpsach lub płacić drugi raz za to samo.
Oczywiście to nie tylko R*, bo CDP i ich brak patcha 60 fps do W3 na PS5 też zakrawa na jakiś absurd, żeby nie powiedzieć parodię.
Ekonomia i matematyka, powinni uczyć tego w szkołach.
2013 rok, dolar poniżej 3 zł. 2022 rok, dolar po prawie 5 zł. Różnica to ponad 60%.
Do tego realna utrata wartości złotówki (inflacja i nie tylko) 2013 vs 2022 - ówczesna stówka to dzisiaj raptem kilkadziesiąt złotych, bliżej 50-60, realna różnica zatem to ponad 40%.
Zatem, jeśli za średniej klasy kartę w 2013 płaciło się 1000 zł, to dzisiaj za średniej klasy kartę trzeba dać 1000*1.6/(1-0.4) = 2666.
I tyle obecnie kosztują te średniej klasy karty w PL.
Taniej nie będzie, chyba że używki.
10 godzin to jest dobre na poznanie początku gry, zaznajomienie się z mechanikami, poczucie się pewnie i/lub ewentualne rozpoczęcie od nowa jeśli stwierdzimy, że coś zrypaliśmy.
Oczywiście są gry gdzie 10h styka by przejsć całość, bo mechanikę poznaje się w 5 minut i nie da się nic zepsuć. Są nawet w tej kategorii gry wybitne, np. Limbo.
Ale umówmy się, nie o takich grach rozmawiamy.
Gwint z W3 to kopia karcianej gry Condottiere, jako samodzielna gra raczej by nie przeszło, nawet z rozbudowaniem o zbieranie kart bohaterów.
Wiedźmińskie Opowieści mają fajnie zaimplementowaną wersję Gwinta i wplecioną w rozgrywkę fabularną.
Na 3090 w CP77 w 2K ze wszystkim na ultra + RT mam czasem dropy poniżej 60 fps, więc może na 4090 nie będzie już tych dropów.
Innych zastosowań poza nową zabawką do kopalni kryptowalut póki co nie widzę.
10k i Ferrari?
Zarabiasz 10k i masz rodzinę, chcesz jakoś normalnie żyć:
- kredyt na mieszkanie 3k, wziąłeś ostrożnie, te skromne 65mkw to przecież żaden luksus dla 4 osób;
- czynsz, media, ciągle w górę, ale niech będzie 1,5k;
- jedzenie (w domu), picie, agd, chemia, kosmetyki, itd., łącznie 3k dla 4 os. - skromnie, ale bez odejmowania sobie od gęby i mycia się co drugi dzień;
- rozrywka typu książka, komiks, albo wyjście na miasto, do kina, do akwaparku, na lody, a w domu jakiś streaming video, muzyka, internet, abo komórkowe, może mini pakiet tv, jakiś fryzjer, no dajmy na to że łącznie 1k miesięcznie starczy na to wszystko jak będzie brane/robione na zmianę;
- ubezpieczenie na życie, jakby rączki urwało by rodzina te 2-3 lata przeżyła bez ciebie, 0,5k to takie sensowne minimum;
- przedszkole dla młodszego dziecka, szkoła starszego, czesne, różne opłaty, koszty stałe, 1k będzie ciężko, ale powiedzmy, że trzeba dać radę za tyle.
-------------------
W tym miejscu osiągnęliśmy 10k, a w 2023 roku już na to te 10k nie starczy.
-------------------
A gdzie:
- paliwo, komunikacja miejska;
- utrzymanie auta, ubezpieczenia, przeglądy, opony, zmiany oleju, filtrów, jakieś naprawy;
- odkładanie jakiejś kasy na zakup nowego auta za 5-10 lat;
- utrzymanie domu pod kątem sprzętu itp., dziś sprzęty nie są na 20 lat tylko 3-7 niestety;
- prywatna opieka zdrowotna; regularny dentysta;
- odkładanie jakiejś kasy żeby móc pojechać na na urlop;
- odkładanie jakiejś kasy na emeryturę, żeby nie biedować; ogólne oszczędzanie jakieś żeby nagły niespodziewany wydatek 10k nie oznaczał wizyty w providencie;
- jakieś wydatki okazjonalne, urodziny, chrzciny, komunie, własne i w rodzinie;
mogę kontynuować, ale po co.
10k i Ferrari... może jak się jest singlem mieszkającym z rodzicami z kosztami miesięcznymi 1k to wtedy tak.
Od kiedy dwukrotnie (raz na PS3 raz na PS4) wyplatynowaliśmy z TŻ <baczność>Dead Nation</spocznij> to nie spotkałem drugiej takiej świetnej, wymagającej i dającej tyle funu gry do local co-opa, chociaż przeszliśmy ich od tamtego czasu bardzo dużo. Dałbym chętnie spore pieniądze za Dead Nation 2, ale raczej nigdy nie powstanie :(
W TOP10 spokojnie dałbym natomiast takie gry jak: Diablo 3 (naprawdę świetny local co-op, wyplatynowaliśmy też na PS3 i PS4 plus ograliśmy ot tak po prostu masę godzin robiąc top10 GR w sezonach, szkoda że D2:R nie ma trybu local co-op, bo granie w osobnych pokojach to nie to samo, ten sam problem jest z Path of Exile...), Trine (1 i 2 rządzą, późniejsze nieco gorsze), niedawne, prześwietne, bardzo odswieżające It Takes Two, a także Divinity 1 i 2 (czyli coś na dłuuuuugie wieczory - jedynkę przechodziliśmy trzy lata grając po parę godzin w miesiącu heh), Salt and Sanctuary (soulslike'owe doświadczenie z drugą połówką to coś magicznego ;>), Overcooked (w to nie należy grać w dni kiedy liczymy na 'romantyczny' wieczór), a z takich totalnych staroci to PixelJunk Monsters :) (tower defense), no i sporo innych, których teraz nie pamiętam tak na szybko.
Niedawno ograliśmy też Huntdown - naprawdę niezła gierka, wymagająca dobrej koordynacji i zręczności, z jajem, jeśli ktoś nie grał warto sprawdzić nawet solo.
A może ktoś próbował The Ascent w local co-opie? Bo graficznie fajnie wygląda, ale nie wiem jak feeling walki i naczytałem się, że są jakieś bugi z zapisywaniem progresu i jakoś się waham czy wydawać kasę.
Kurczę, poprzedniej (aktualnej) części ciągle nie mogę skończyć, a gram od premiery PS5 jak dali w collections. Grafika w HDR bardzo spoko, 60 fps miodzio, ale sam gameplay, feeling walki i fabuła no taki przeciętniaczek. Klimat w lokacjach nordyckich spoko, ale już w tych dziwnych elfich/magicznych beznadzieja. RDR2 tak samo, męczę od roku. TLOU2 boję się zaczynać z tego samego powodu, od pół roku leży płyta na półce. Horizon to samo.
Nie wiem co z tymi grami jest nie tak, że brakuje im tego czegoś, co by mnie trzymało przy ekranie, jakiegoś wyzwania, poczucia że mogę jednak przegrać, że aby wygrać muszę się postarać. Lub, w drugim wariancie, że jestem w tej opowieści dla klimatu i fabuły, a przegrać mogę jedynie nie rozwiązując jakiejś zagadki/nie popychając tej fabuły do przodu w odpowiedni sposób, czyli wysiłek intelektualny.
Sam pisowski wał ("polski ład") dołożył do inflacji od 5 do nawet 10%. Wprowadzenie takiej zmiany, która obciąża przedsiębiorców dodatkowym podatkiem (zwanym składką zdrowotną) od 4,9% do 9%, na początku 2022 roku. gdy każdy (nawet Morawiecki, co widać gdy kupił obligacje indeksowane inflacją) poza Glapińskim widział, że inflacja będzie od teraz tylko rosła, było dorzuceniem właśnie tych 5-10% do inflacji, bo jedyną sensowną reakcją przedsiębiorców było podniesienie cen o 5-10% i de facto przerzucenie tych podatków na konsumentów. A potem poszło z górki, pięcioletnie zaprzaństwo gospodarcze, rozdawnictwo, drukowańsko, pandemia, wojna, kursy walut... no i mamy samonakręcającą się spiralę. Ci którzy jeszcze nie podnieśli cen właśnie to robią, a ci co już podnieśli zrobią to drugi i trzeci raz.
> - Jak szybko trzeba było kupić kartę, żeby nie trafić do kolejki wiecznego nieotrzymania?
Kwestia farta i sklepu, jeden zamówił tydzień przed premierą i dostał, inny trzy miesiące i nie dostał. Nie ma reguły.
> - Jakie były ceny na premierę, znacznie większe niż MSRP?
MSRP + VAT.
> - Czy podczas boomu na krypto zdarzały się okazje na kupno kart w normalnych cenach?
W Polsce nie kojarzę, jedyne promki to komputery z GPU w środku, np. w Proshopie sporo tego było, ale nawet po odliczeniu podzespołów kompa wychodziło 2x drożej niż MSRP (ale i taks poro taniej niż ta sama GPU w wersji BOX na rynku). Na zachodzie tak, ale często bez opcji wysyłki poza dany kraj.
Generalnie moja rada: jeśli potrzebujesz to kupuj obecnie 3070 Ti, 3080 lub 3090, w ostateczności 3060 Ti, wezmą między 200 a 400 W więc jeszcze rozsądnie, a i ceny zrobiły się rozsądne, karta posłuży 3-5 lat do FHD-2K (jak grasz w 4K to krócej), po drodze będzie jeszcze dużo zawirowań na rynku.
Osobnym tematem jest czy warto kupić nówkę 3060 Ti vs używkę 3070 Ti/coś mocniejszego - ceny używek będą atrakcyjniejsze, ale to karty pokoparkowe - nie znaczy, że złe, natomiast absolutnie nie kupowałbym karty bez faktury i bez gwarancji - jak jest faktura i gwarancja co najmniej 2 lata to spoko, mogę brać pokoparkową, bo często są po roku pracy w kopaniu i tak w lepszym stanie niż roczna karta wyjęta z kompa gracza (nigdy nie odkurzana, nigdy nie pastowana, katowana w temperaturach, których nikt nie kontrolował).