A ja jestem zdziwiony tym, że w połowie trzeciej dekady dwudziestego pierwszego wieku, język angielski jest wciąż problemem dla Polaków. Dzisiaj to każdy 12-latek powinien umieć angielski. Mamy taką globalizację, że powinno to być naturalne. Nie mówię, że nie powinni zrobić polskiego dubbingu, bo to inna kwestia, ale wiele Polaków tak się tego angielskiego boi. Wiem, niestety z bezpośredniego doświadczenia, że zoomerzy w ogóle nie mają pojęcia o tym języku, bo gdy w pracy trzeba było coś do zagranicznego klienta powiedzieć, to się wszyscy chowali za mną. A ja nie uważam jakoby mój angielski był taki dobry. Ale chyba każdy zrozumie podstawy. A jeżeli jakieś słowo umknie, zawsze można wygooglować. Ja tak robiłem wielokrotnie. Dalej robię, gdy zapomnę, co jakieś rzadziej używane słowo oznacza.
Więc, owszem, oczekiwałbym polskiego dubbingu, ale ludzie powinni już dawno nauczyć się angielskiego. Ułatwia to życie. I nie żebym miał coś do języka polskiego, ale dubbing polski nie umywa się zazwyczaj do angielskiego. Przynajmniej w produkcjach, gdzie angielski jest natywny. Lepsi aktorzy, także lepsza GRA aktorów. Są wyjątki oczywiście, bo na przykład polskiego Shreka nic nie zastąpi. Tak samo Gothika. Ale czasami słyszę polski i angielski dubbing jakiegoś filmu i wyraźnie słychać, że angielski jest o niebo lepszy. Bo za rzadko polski dubbing ma jaja aby być dobrym. Może nie chcą brać lepszych aktorów? Może za mało płacą aktorom, więc nie starają się tak bardzo? Nie wiem. Ja jestem generalnie przekonania, że oryginał językowy jest zazwyczaj najlepszy. Polska komedia po angielsku brzmi tak samo źle jak angielska gra po polsku.
Dla mnie to całe gadanie o "radio silence" jest głupie, bo raz, że Team Cherry dawało nam trailery, dema i inne takie rzeczy, z tego co wiem, też się udzielali na Discordzie i social mediach. Więc nie wiem, skąd się to wzięło. No chyba, że pewien wkurzony Amerykanin (bo to zawsze ich wina, gdy jest jakaś drama) stwierdził, że nie wysyłają codziennie spoilerów o grze, to znaczy, że w ogóle nic nie mówią. Bo często widziałem argumenty typu "A Toby Fox może regularne updaty dawać". A co mnie obchodzi Toby Fox, to nie on tworzy grę. Każdy ma inne podejście do tworzenia gry. Czemu nikt nie wspomni o tym, że Valve nie daje cotygodniowych updatów, jak tam prace z Half-Life 3? Bo na tę grę wszyscy czekają od dawna i tu można powiedzieć o braku komunikacji, bo nie wiemy nawet, czy oni zamierzają zrobić tę grę. Niby coś tam powiedzieli parę razy, ale tak czy siak, mogliby objąć jakieś stanowisko, np. "Na chwilę obecną nie mamy planów wydania gry, ale zamierzamy w przyszłości kontynuować serię, gdy będziemy mieli więcej pomysłów", coś w ten deseń. Team Cherry zaś dawało nam wiadomości, że wciąż pracują nad grą, że jeszcze nie wyjdzie, a jak będą mieli coś do powiedzenia, to powiedzą o tym.
Niektóre rzeczy, o których wspominasz nie zostały zrobione w grze, nie dlatego, że nie mieli na nie czasu, ale dlatego, że Kickstarter nie zdobył wystarczająco pieniędzy aby odblokować Tier. Bodajże Abyss właśnie miał być rozbudowany, jeżeli odblokują następny tier. Właśnie sprawdziłem, zdobyli 57 tysięcy dolarów australijskich, a koloseum było na 62 tysięcy, a i tak je zrobili. Hornet została fundnięta, ale miała być trzecia grywalna postać - Zote, na 68 tysięcy. I Abyss miał być zrobiony na 85 tysięcy. No ale nigdy tyle nie nazbierali.
Tak czy siak, mnie chodziło o to, że pomimo, iż mieli problemy finansowe pod koniec, to i tak zdołali wydać grę tak obszerną i to w tak krótkim czasie. A ludzie i tak twierdzą, że taka gra to pikuś i można ją zrobić w rok.
Najlepsze jest to, że dzięki pieniądzon ze sprzedaży Hollow Knighta, w Silksongu mają większą wolność i nie muszą się o nic martwić. Ani o czas, ani o pieniądze. I to, czego nie zrobili w pierwszej grze, zrobią tutaj. A z tego, co wiem, osoby, które backowały Kickstartera, dostaną Silksonga za darmo. Bo de facto grywalna Hornet była obiecana w pierwszej grze. Więc ci, co backowali dostaną grywalną Hornet, ale nie jako dodatek, a jako pełną grę.
A co do wycinania zawartości, to akurat nie. Oni pod koniec stwierdzili, że zamiast wszystko ładnie wypolerować, to pójdą w ilość. Gdy im się kończyły pieniądze, to zaczęli robić WIĘCEJ contentu, zamiast polepszać ten, co już był. I trafili z tym w dziesiątkę.
Grę Owlboy kojarzę, ale nie grałem. Chyba ją mam na Steamie.
Jeszcze dodam, że Team Cherry powiedzieli, że covid im nie przeszkadzało, w sumie nie dziwię się, bo to trzy osoby, więc nie było takiego problemu, jaki by mógł się pojawić przy większym studiu.
Co do zasady, żeby się nie nastawiać, to się zgadzam. Bo właśnie zawsze może się zdarzyć coś niespodziewanego, ale jednak uważam, że warto też wierzyć. Jest takie powiedzenie. "Wierz w najlepsze. Przygotuj się na najgorsze". I to jest dla mnie lepsze niż pesymizm, że coś nie wypali. Bo i masz nadzieję, że będzie fajnie, i się przygotujesz, jeżeli jednak się coś nie uda :)
Dzięki za rozmowę. Bardzo rzadko w Internecie znajduje się osobę, która cię nie powyzywa. Pozdrawiam!
Nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. 5-6 lat to chwila w developingu, więc masz rację, może to trwać dużo więcej niż tylko tyle. Wspomniałem te lata dlatego, że zwolennicy spiskowych teorii twierdzą, ze Silksong robiony w 5-6 lat to "za długo" i domagali się aby gra powstała w rok. Niestety takie osoby są oderwane od rzeczywistości, bo 5 lat to naprawdę niewiele w tworzeniu gry. I mówię tutaj o tworzeniu gry przez studio Triple A, a co dopiero przez studio Triple Guy, bo w Team Cherry są tylko trzy osoby, czyli to małe studyjko. Hollow Knighta nazwali wręcz grą prototypem, bo nie dość, że zabrakło im kasy, to musieli wydać grę niedokończoną, czyli nie mogli wszystkiego, czego chcieli do niej dodać. Wspominam to, bo to pokazuje, jak wręcz ŚWIETNIE idzie im tworzenie gry w czasie. Są bardzo WYDAJNI. Jeżeli Hollow Knight, który został mianowany najlepszą grą indie, to tylko prototyp, którego nawet nie zdążyli dokończyć, a i tak ma w sobie masę kontentu, to bardzo krótko im to poszło, jak na taką grę. A Silksong jest większy i to wiemy, będzie też bardziej dopracowany, bo w odróżnieniu od kaski z Kickstartera, pieniądze, które mają po sprzedaży Hollow Knighta pozwalają im na taką wygodę.
I tak, są gry, które wychodzą w znacznie dłuższym czasie, i Cyberpunk to właśnie taka gra i pierwsza, która mi wpada do głowy, gdy myślę o tym, ile trwa prawdziwy game developing.
Ale... Co do Silksonga per se. Gwarancji 100% nie ma na nic, co istnieje na świecie. Bo ktoś może nagle umrzeć i jego dzieło zostać pogrzebane. Wręcz znam kilka przypadków gier, których los to spotkał. Przeglądarkowa gra Nightwood albo Warblade MK2. Ale w przypadku Silksonga, nie mówię, że "wyjdzie w 2025, bo już 5-6 lat w developingu jest", napisałem wręcz coś przeciwnego. Że 5-6 lat to niewiele. Ale podałem argumenty, dowody na to CZEMU, wyjdzie w 2025. I wymienię je raz jeszcze:
1. Nintendo oraz inne źródła podają datę 2025
2. Event muzealny będzie miał Silksonga grywalnego, nie będzie to demo (i nigdy w historii tego eventu grywalna gra nie była demem, z tego co mi wiadomo)
3. Press kity są rozdawane
4.Wszystko dzieje się w jednym czasie, więc to nie są jakieś oderwane od siebie wydarzenia
5. Dostaliśmy celowo materiał, gdzie Hornet robi to samo, co w starym demo. Porusza się DOKŁADNIE, klatka po klatce, identycznie. Po to, aby pokazać, jak bardzo Moss Grotto się zmieniło, aby analizatorzy wszystko przeanalizowali. I to zrobili. Zostało to zrobione celowo, bo dając to, co już widzieliśmy, chwalą się ILE SIĘ ZMIENIŁO.
6. Sprity Hornet, które nie są wszystkimi spritami z gry, zawierają naprawdę już tyle różnych umiejętności i sytuacji, że można powiedzieć, że naprawdę już dopracowane jest wszystko
2025 jest praktycznie pewnikiem. Musiałoby się coś niefajnego wydarzyć aby ta data została przełożona. I powtórzę raz jeszcze, przełożona po raz pierwszy, bo niezależnie od tego, co mówią kłamcy i oszuści, gra nigdy wcześniej nie została przełożona. Był błąd związany z Xboxem, ale to zostało udowodnione, że Microsoft sobie samowolkę zrobił i sam uznał, że te gry wyjdą w 12 miesięcy, Team Cherry nie ma z tą manifestacją nic wspólnego. A Team Cherry, z tego, co kojarzę, jeden trailer z datą 2025 zrepostowało na Twitterze czy gdzieś tam. Więc to prawie tak, jakby potwierdzili tę datę.
Nie ma najmniejszego powodu aby twierdzić, że Silksong nie wyjdzie w tym roku. Wszystko wskazuje, że jest tuż tuż. Poziom wykończenia gry, akcje Team Cherry, różnego rodzaju firmy/organizacje, to potwierdzające. Po prostu mamy na to dowód.
Skoro na evencie będzie można będzie zagrać w PEŁNĄ wersję (bo nie będzie to demo), znaczy, że gra wyjdzie do tego czasu. Gra jest w końcowej fazie produkcji, co wiemy, dzięki wielu przesłankom, chociażby celowemu wydawaniu tych samych screenów czy wideo miejsc, jakie widzieliśmy dawno temu, press kity i inne rzeczy, pokazujące, że Team Cherry przygotowuje się do wydania gry, no i wszędzie widnieje data 2025, więc skoro gra już wyjdzie w tym roku, to czemu miałoby we wrześniu w muzeum być pokazana wersja demonstracyjna, to nie miałoby najmniejszego sensu. A skoro wersja będzie pełna, to znaczy, że też będzie grywalna do tego czasu. Owszem, mogą zrobić, że event będzie miał ją wcześniej, ale w to wątpię. Jak już, to wydadzą grę razem z eventem, dziwne byłoby wydanie jej na evencie, bez możliwości zakupu i zagrania np. na Steamie, skoro i tak gra byłaby już gotowa.
Gra powstawała "długo" (a właściwie nie, bo 5-6 lat to nie jest dużo czasu, zwłaszcza na 3 osoby w zespole indie), ale nie ma sensu podejście typu "gra anulowana" albo "wyjdzie za 3 lata najwcześniej". Takie farmienie lajków negatywnością. Musiałoby się coś wydarzyć, jakieś opóźnienie (pierwsze, jakie kiedykolwiek było) aby nie wydali gry w roku 2025.
Obchodzi to każdego z galaretą w czaszce. Ja rozumiem, że nie każdy ma tyle zdolności aby patrzeć dalej niż metr przed siebie, ale zezwolenie na takie oszustwo powoduje, że będzie ich więcej. To, jak naiwni gracze dają się z własnej woli nabierać na coś takiego powoduje, że takich sztuczek używa się coraz częściej. Gry już próbują dawać cenę premium, 50 DLC za tę samą cenę, jeszcze 3 season passy, a do tego mikropłatności w niej. Bierność to nic innego jak zezwolenie na takie coś. Krytyka, zwłaszcza konstruktywna i uzasadniona, jest jedynym sposobem walki z takimi niecnymi sztuczkami. Jałowy to jest Twój komentarz, bo Twoja percepcja rzeczywistości jest strasznie słaba. Twój argument jest tak samo głupi jak "nie lubisz, to nie oceniaj". Właściwie to jest dokładnie ten sam argument. "Nie krytykuj jak Ci się nie podoba". Ale po to jest właśnie krytyka. Aby skrytykować to, co jest niepoprawne.
Ta gra to czysty scam. A Gry Online stają się propagatorami scamu. KTO, myślicie, że miał 3.3h w grze za 10k? Gracz? Nie. Kolega developera, który wysłał pozytywną recenzję aby zachęcić ludzi do kupna. "Warta każdej złotówki"? Ha-ha. Dobry żart. A Wy to kupujecie? Żart, nie grę. Jak widać obecnie, reszta recenzji jest negatywna i mówi o tym samym, co ja. Czyli, że gra nie jest warta takiej kwoty. Życzę temu devowi bana na Steamie. Bo nie chcę aby Steam było platformą dla scammerów. Sio, won do Epika. Tak scamy lecą na potęgę, więc tacy developerzy mogą sobie tam pójść.
Nawet jeśli to najznakomitsza gra na świecie (w co wątpię), to nie, nie jest warta tylu. Za taką grę zapłaciłbym co najwyżej 10zł. Zwłaszcza, że niski czas rozrywki to duży minus produkcji. Jak gram w grę, to chcę z niej czerpać przyjemność, a nie na siłę ukończyć i oddać. Jeśli gra jest dobra, to chcę w nią zagrać więcej niż raz.
A jeśli chodzi o to, że developer "oczekuje", że ludzie ją oddadzą, to to wielka ściema. Oczekuje, że ktoś przekroczy te dwie godziny jakoś. Albo zapomni oddać w porę. Gościu myśli, że jest sprytny, ale na stówę, takie coś jest niezgodne z zasadami Steam. Raz, że gra "polega" rzekomo na zwracaniu jej, co jest już jawną próbą obejścia zasad (tak jak review bomby, return bomby są niedozwolone), to jeszcze developer ma zmowę z kimś aby grę polecił. To jest tak oczywiste, że te pozytywne recenzje, zwłaszcza piszące tak jakby to był jakiś najdroższy diament na świecie, są sfałszowane. A już nie wspomnę o tym, że dev zwyczajnie próbuje usprawiedliwić cenę debilnym powodem. "Nie oddam swojego życia za grosze". jakiego życia? Bo z tego, co czytałem, to to gra z dziecinną fabułą. Pisana pewnie na kolanie przez godzinę i tyle. Życie to on chce sobie załatwić, szukając frajerów, co tę grę kupią.
W sumie nie uznawałem Gier Online za jakąś niesamowitą stronę, widząc jak nieudolnie pisane są niektóre recenzje (Chocobo Every Buddy chociażby), ale to już jest naprawdę nowy poziom niskości.
Były rzeczy lepsze w mandze i lepsze w anime. Akurat nie czytałem Turnieju Mocy, więc nie wiem co tam się działo.
Zdecydowanie zgadzam się, że SSJ Blue Kaioken jest głupi. Ale to samo zrobili w Zetce z SSJ Kaiokenem w niekanonicznym turnieju w zaświatach. Anoyoichi Budokai. Niemniej jednak i w mandze były durne momenty. Najbardziej mnie rozwalił moment w Moro Arc, gdzie Piccolo mówi "Vegeta zawsze był bardzo opanowany". Gdy każdy wie, że to nieprawda i był narwany, rzucając się na wszystkich jak jakiś agresywny pies, którego ktoś źle wychował.
Tylko, że Goku nigdy o rodzinę nie prosił i została mu ona narzucona. Wyobraź sobie, że lata za Tobą jakaś laska. Ty nie wiesz, że ona się w Tobie kocha. Nie chcesz się z nią wiązać. Nagle jej przypadkowo obiecujesz małżeństwo a po latach ona Ci ma to za złe, że ją olałeś. Zgadzasz się na to małżeństwo, choć wcale tego nie chcesz, tylko z poczucia obowiązku. To jest historia małżeństwa Goku i Chi-Chi. Więc Goku jest tu raczej ofiarą. Chciałbyś mieć za żonę kogoś, kogo nie kochasz? Mieć z nią dzieci i się nimi opiekować, np. chcąc zostać podróżnikiem po świecie czy kimś, kto rzadko przebywa w domu?
Bardzo dobrze napisany tekst. Nie mówiąc już o tym, że większość fanów Dragon Balla nie wie o połowie tych rzeczy, bo oglądała na er te elu za bachora, ale obecnie to nie pamięta nic więcej niż za mgłą. Ja oglądam Dragon Balla regularnie co parę lat i to, jak ludzie potrafią się kłócić, że białe jest czarne, tego nie ma w żadnym innym fandomie. Nie na taką skalę. A to wszystko dlatego, że nostalgicznie pamiętają, ale de facto nie wiedzą o czym ta seria była. Niestety nie wiedzą.
Bardzo ciekawy tekst, zwłaszcza, że nie widzę w nim na razie rażących błędów, a w tego typu artykułach zazwyczaj jest ich masa. Widać, że autor tekstu WIE o czym pisze, a nie pisze zaślepiony nostalgią, nie pamiętając szczegółów. Bo to mnie najbardziej irytuje. Brawo, Marku!
Jedynie doczepię się, że Beerus nie jest złoczyńcą. Antagonistą, owszem, villainem nie. Antagonistą jest dlatego, że jest przeciwny woli bohaterów. Tych "dobrych". Ale nie jest zły, bo wykonuje swoją rolę jako bóg zniszczenia.
Nie powiedziałbym jednak, że księżyc był najczęściej niszczonym ciałem niebieskim. Bod e facto miało to miejsce tylko raz. W Dragon Ball Z księżyc był hologramem z pojazdu Saiyan. Ale tak czy siak sam odcinek z tym był niekanoniczny, więc bez względu a to, czy to był hologram, czy nie, oficjalnie się to nie wydarzyło.
Zaś co do Rabbit Bossa, wiem, że to jest trochę takie tłumaczenie głupie, ale oficjalnie żyje i dryfuje sobie w kosmosie. Nie przepadam sam za takim łataniem plot hole'i na siłę, no ale kanonicznie zostało to potwierdzone.
Co do samego incydentu, to pokazuje jakiego pokroju mistrzem sztuk walki był Roshi. Walczył z Goku bardzo długo, prawie wygrał i zmusił go do poddania się (a nigdy wcześniej i później Goku nie poddał się z niemocy, nawet walcząc z Piccolo Daimao po raz pierwszy, gdy ten o mało go nie zabił), ale ten zmienił się w Oozaru, a Roshi musiał uciec się do ostateczności. Już osłabiony walką, zdołał zniszczyć księżyc za pomocą swej markowej techniki, a potem jeszcze wygrać z Goku.
Dodam, że walka Goku vs Jackie Chun nie "w tamtym czasie" wydawała się jedną z najbardziej emocjonujących, tylko to jest według mnie top1 najlepsza walka w Dragon Ballu. Tę walkę nawet wychwalał dość genialny TotallyNotMark, osoba, która analizuje anime i historie pod względem technicznym, robi filmiki o archetypach postaci, ocenia serie itp. Dragon Ball miał pod względem choreograficznym *najlepsze* walki w całej serii i to nie jest tylko opinia. Technicznie po prostu były one zrealizowane idealnie. Polecam obejrzeć serię odcinków TotallyNotMark'a (po angielsku) "Original Dragon Ball: Complete Series REVIEW". Bo DBZ nie umywa się nawet trochę do genialności tej serii. Niebo a ziemia. Walki były nie na poziomy mocy, kto ma więcej ki, kto ma nową formę więcej włosów czy więcej wyładowań elektrycznych. Walki były choreografią. Każdy ruch miał sens, były dynamiczne. Nie wszystkie były tak perfekcyjnie zrealizowane jak te turniejowe, ale generalnie nie polegały one na strzelaniu 1000 kiblastów. Więc de facto nie na tamte czasy, a to jest jedna z najlepszych walk, a według mnie numer jeden w całej serii, choć inni zawodnicy w postaci walk też byli twardzi. Goku vs Tenshinhan czy Tenshinhan vs Jackie Chun chociażby.
Lunch była ciekawa. Bo ona potem spotulniała a stało się to w sumie logicznie po pary sytuacjach. Gdy żołnierze Czerwonej Wstęgi zaatakowali wyspę Genialnego Żółwia, to ona pomagała. Potem wszyscy poszli pomóc Goku szturmować bazę RR. I pomimo iż pozostała porywcza, to już nie była taka zła. Wręcz pomogła Goku nie spóźnić się na swoją walkę w turnieju. Prawdopodobnie ten moment był niekanoniczny, ale sam fakt, że już nie próbowała ich zabić to jednak duża zmiana. Skopała nawet tyłek Kamiego i to wtedy, gdy miał on status bóstwa w Dragon Ballu. W DBZ potem bogowie zostali mocno zdesakralizowani, czy jak to nazwać, nie byli już tak ważni. Nikt nie oddawał im należnego szacunku jako bogom. Nawet Kaioshini. Dopiero w Super to się zmieniło, gdzie bogowie znowu byli kimś, komu należy się szacunek.
Lunch też szybko przestała być postacią, która po przemianie zawsze stawia na swoim, gdy Tsuru Sennin, tj. Żuraw, nazwany Krukiem w polskiej wersji, rywal Genialnego Żółwia, łatwo się z nią uporał.
Bardzo mnie cieszy, że wspominasz o tym, że Goku wcale altruistą nie był. Bo angielska wersja próbuje z niego zrobić Sueprmana. A Goku jest egoistą.
Ale Goku nie zmienił się, bo jego rodzice byli spokojni, czy też z miłości do dziadka. 100% powodem tego była amnezja. Zabawne, że Goku miał zostać rozstrzelony przez Jaco wtedy, gdy przyleciał na Ziemię, ale o tym można poczytać w ciekawejk krótkiej mandze właśnie o Jaco.
Dodam jeszcze, że Goku doskonale wiedział KTO zabił jego dziadka. Skąd? Ciężko powiedzieć. Ale wiedział, że to był potwór, który pojawia się podczas pełni księżyca. W sumie mógł to wydedukować. Dziadek mówił aby nie patrzył na księżyc podczas pełni, bo wtedy pojawi się potwór. On wtedy spojrzał, bo chciał wyjść bodajże do toalety. Po tym jego dziadek został zabity. Więc pewnie dodał 2+2 i zrozumiał co jest grane. Choć wyszło mu chyba 3, bo nie ogarnął, że to on sam to zrobił. Zabawne, że domyślił się tego dopiero, gdy walczył z Vegetą w postaci Oozaru. Miał 23 lata i dopiero po tak długim czasie to zrozumiał. Właściwie 24, ale był wtedy martwy, więc nie starzał się...
Co do faktu zabicia Shen Longa przez Piccolo, dodam, że on nigdy by tego nie zrobił, gdyby nie zniweczona próba przerwania jego życzenia przez Chaozu. Bo on zniszczył smoka dlatego, żeby nikt nigdy nie mógł się mu przeciwstawić. Bo życzenie brzmiało aby pozbyć się Piccolo z tej Ziemi. Na ironię, gdyby Chaozu zdążył je wypowiedzieć, smok zostałby zniszczony tak samo. Wraz z Daimao istnieć przestałby Kami, a bez Kamiego smok i kule by znikły. Kule pewnie przemieniłyby się w kamień, a smok by po prostu wyparował, tak jak w przypadku Wodza Nameczan na Namek, gdy ten umarł. Można więc rzec, że tragedie, które miały miejsce w Dragon Ballu są powodem tego, że przyszłość jest pozytywna. Co by się stało, gdyby Goku nie umarł w walce z Raditzem? Nie nauczyłby się Kaiokena (nie miałby szans z Vegetą i Ginyu) oraz Genki Damy (nie wkurzyłby Freezy, ten nie zabiłby Krilana, a Goku nie przemieniłby się w SSJ). Tylko dlatego, że Goku umarł, miał szansę na wygraną z Vegetą, a i tak ledwo dał radę z pomocą Krilana i Gohana. Bez tego nie osiągnąłby pewnie nawet 5000 ki. Więc słynne OVER 9000!!! (8000 właściwie) by nie miało miejsca. Gdyby Goku nie zginął z rąk Gohana przez wybuch Cella, nie nauczyłby się SSJ3 ani fuzji. To spowodowałoby, że Buu zabiłby wszystkich, zniszczył Ziemię, w tym także Dendego, bo Gotenks nigdy by go nie powstrzymał. Więc to dzięki śmierciom wszystko działo się dobrze ??
Dodam, że ja uważam Piccolo Daimao za największego i najokrutniejszego villaina. On nie tylko zabijał. Osoba martwa nie może żałować. Jak zginą wszyscy ludzie na świecie nikt nie będzie nikogo opłakiwać. Co zrobił Piccolo? Uznał, że będzie niszczył jedną strefę świata, z 16 na które był on podzielony, raz do roku. Losować będzie numerek zanim to zrobi, więc nie tylko chciał wszystkich zabić, ale Ci, co będą mieli szczęście żyć najdłużej, będą także żyli w terrorze przez cały ten czas. Dodatkowo wszelkie akty sprawiedliwości niszczył a prawem było bezprawie. Można było kraść, mordować, włamywać się do czyichś domów itd. Freeza przy tym to pikuś. Bo jak ktoś miał zostać zabity, zostało zrobione to natychmiastowo, że nawet osoba nie zdążyła się zacząć bać. Piccolo był demonem, który siał chaos i zamęt, strach i zniszczenie. Śmierć w jego świecie to było wybawienie. Dlatego dla mnie jest to najgorszy złoczyńca tej serii. Może siłowo był słaby. Ale to, jak działał, dało większy skutek.
Mówiąc szczerze, to Freeza był dość elokwentną i kulturalną osobą. Nazywał saiyan barbarzyńcami, bo oni zabijali dla samego zabijania. Freeza zabijał bo był tyranem i pozbywał się tych, którzy mu się przeciwstawili. Nie chcę tu Freezy wybielać, ale saiyanie byli od niego gorsi pod tym względem. Barbarzyństwo to było ich życie, gdy on sam raczej był dość spokojny z natury.
Dlaczego Son Goku ucierpiał najbardziej, gdy Vegeta pozwolił wchłonąć Osiemnastkę? Bardziej bym powiedział, ż mieszkańcy Ziemi, bo Goku nawet o tym procederze nie wiedział. No, w sumie to najbardziej ucierpiała sama wchłonięta i ewentualnie Krilan, który się w niej zauroczył. Goku raczej się tym nie przejął za bardzo. Akurat wtedy był taki "heh, jakoś to będzie".
Aaaa, dobra, rozumiem już czemu Goku ucierpiał najbardziej. Chodzi o ciąg przyczynowo skutkowy, przez co Goku umarł. W sumie to masz rację, choć Goku tak naprawdę się z tego powodu ucieszył i "hehe, kiedyś się spotkamy, jak umrzecie". Goku nie potrafił się martwić o to, że jest martwy, wręcz cieszył się, że może trenować w zaświatach. Dodam, że nawet w drugim openingu do Dragon Ball Z jest zabawny tekst "Boku genki" co znaczy "mam się dobrze". Jest jednak głębsze znaczenie w tym, bo dosłownie genki odnosi się do bycia zdrowym a, jak wiemy, martwy Goku "zdrowy" nie był. A było to wypowiedziane właśnie w kontekście umarłych Goku, Kaio i jego zwierzątek. W sumie to najbardziej ucierpiał Kaio, który umarł, a jego planeta została zniszczona właśnie jako skutek tych wydarzeń.
Co do Goku, wystawiającego Gohana do walki, to nie była to lekkomyślność, a wręcz geniusz. Zauważając potencjał Gohana, wiedząc do czego jest zdolny, wiedział, że jako jedyny jest w stanie pokonać Cella dzięki sile, jaka w nim drzemała. I... miał rację. Co do samego Gohana nie będącego psychicznie przygotowanego, to dla mnie to Gohan jest tutaj wkurzający. Zauważmy jego historię. Z płączącego bobo zamienił się w odważnego dzieciaka. Trenowany przez Piccolo miał walczyć z saiyanami, ale zamiast tego spowodował śmierć swojego przybranego tatusia. Chcąc odpokutować za grzechy, pomógł Goku walczyć z Vegetą. Potem na Namek walczył z Freezą, nie przejmując się tym, że nie ma szans. Był strasznie zmotywowany do walki z cyborgami/androidami (właściwie sztucznymi ludźmi, niektórzy byli robotami, inni cyborgami). Był chętny do walki z Cellem. Przecież dlatego poszedł trenować do Sali Ducha i Czasu. Ale nagle miał fazę, bo nie wiem jak to inaczej nazwać, na bycie pacyfistą. "Ale ja nie chcę skrzywdzić Cella". Przez cały ten czas walczył dzielnie, dopóki nie spotkał Cella, który chciał zniszczyć Ziemię. Uznał, że będzie pacyfistą i tyle. Psychicznie to był doskonale przygotowany. Nie miał tyle doświadczenia w walkce, co Goku, ale mentalnie powinien być nastawiony na pokonanie Cella. Bez dwóch zdań. Zresztą zabawne, że jak Piccolo mu kazał walczyć z Nappą i on nie chciał, to wszyscy mówią jaki to Gohan zły, a jaki Piccolo super tatuś. Ale gdy Goku dosłownie zrobił to samo, to Goku lekkomyślny, jak może tak wykorzystywać syna. Tutaj się niestety muszę mocno nie zgodzić z Tobą, bo to jest trochę uprzedzone. Goku podjął bardzo dobrą decyzję, to Gohanowi nagle odwaliło, żeby być pacyfistą. Czemu? Gdy dosłownie zanim wszedł do Sali Ducha i Czasu tak chętnie chciał z Cellem walczyć? Nie wiem. Ale mnie Gohan wtedy mocno wkurzał. Bo to właśnie SSJ2 Gohan jest NAJGORSZYM GOHANEM z całej serii. Gohan na Namek? Kozak. Gohan kontra saiyanie? Był DZIECIAKIEM, a i tak potem pomógł Goku. Gohan właściwie zabił obu swoich ojców. Bo to właśnie przez Gohana zginął Piccolo z rąk Nappy i Goku z rąk... a raczej z wybuchu Cella. Więc kto tu popełnił błąd? Piccolo wysyłając czterolatka na trening aby w wieku 5 lat walczył z najeźdźcami, czy Goku, który przygotowanego do walki, umiejącego walczyć Gohana w wieku bodajże 11(12) lat wysłał do walki z Cellem. Jakoś z Freezą walczyć mógł. Nikt wtedy nie gadał jakie to złe. Ale przecież trzeba hejcić Goku, bo jest głównym bohaterem. Nie lubię takiego ignorowania faktów i tworzenia narracji aby udowodnić dany punkt widzenia. Goku wiedział, ze Gohan nie jest doświadczony, ale UMIAŁ walczyć. To Gohan sobie stwierdził, że będzie pacyfistą przez pół dnia.
Chichi jest bardzo wkurzającą postacią. Nie można zapomnieć, że Goku był de facto do małżeństwa zmuszony. Ale z drugiej strony wyobraźcie sobie bycie mamą. Masz męża, który zamiast przebywać w domu, hula gdzieś po świecie. Zamieńmy walczenie na np. zabawę z kolegami, np. granie w pokera, oglądanie meczów. Zamiast pomagać, męża nie ma w domu. Masz syna. Ten zamiast nauki, chce być jak tatuś. Wieść hulaszcze życie. Bo Goku był egoistą. Wolał walczyć niż zajmować się rodziną. Gohan chce być identyczny. Ty próbujesz przekonać syna do bycia dobrym i mądrym, a on woli iść w ślady ojca. Chichi nie była najmilsza, ale miała w tym jakąś rację. No ale wróćmy do tego, co napisałem wcześniej. Sama sobie zgotowała ten los. Zmusiła Goku do małżeństwa. Goku zgodził się tylko z poczucia obowiązku. Bo obiecał. To małżeństwo było złe już na samym początku. Chichi zresztą powinna wiedzieć, ze Goku jest walkoholikiem. Sama była przecież walczącą osobą i znała pasję Goku. Nie będę tu nikogo wybielać, bo i Goku, i Chichi w tym małżeństwie nie byli idealni, ale nie można od razu uznać, że jej chęć posiadania normalnej rodziny była zła.
Bulma miała łatwiej. Bo Goku nie pracował, więc skąd Chichi miała mieć pieniądze? Bulma natomiast jest prezeską największej w tego uniwersum świecie korporacji. De facto mieli monopol na prawie wszystko. Dam głowę, że nie ma pojazdu w Dragon Ballu nie produkowanego przez Capsule Corp. Ona więc nie musiała martwić się o to, czy Vegeta zarobi kasiorę, czy nie. Chichi była biedną wieśniaczką. Bulma powinna dać im kilka milionów. Dla niej to przecież grosze, a Goku zawdzięcza wszystko, TAKŻE ŻYCIE. Więc powinna się jakoś odwdzięczyć. Np. przelewając im forsę, której sama miała tak dużo, że mogła wydawać ją na lewo i na prawo. To by też usunęło problem kłótni Chichi i Goku.
Co do tego, ze Chichi nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji braku treningu jej synów, to nie. Ona o tym wie. Goku wprost ją zapytał czy edukacja Gohana jest ważniejsza niż dobro planety, na co ona powiedziała, że oczywiście. Potem też mówiła, że "a teraz jest pokój na ziemi bla bla bla", próbując to tłumaczyć.
To, czy Vegeta jest lepszym ojcem od Goku, to nie wiem. Samo pozwalanie walczyć to jedno, ale on wręcz oczekuje, że ma być samodzielny. Najpierw Trunksa (z przyszłości) wręcz nienawidzi, choć potem się dowiedział kim on jest. Potem, z tego samego Trunksa się śmieje, bo nie potrafi poradzić sobie z Blackiem. Tyle, że Goku nigdy rodziny mieć nie chciał. Vegeta owszem. Poza tym ktoś pamięta, że Vegety nie było, gdy Trunks był mały i Bulma dopiero o nim mówiła reszcie? Vegeta też wcale rodziną się nie zajmował. I mówisz o tym, że dba o Trunksa. Goku o Gohana i Gotena też. Tyle, że oboje nie chcą zostać w domu z rodziną.
Beerus i Whis to faktycznie najlepsza rzecz, jaka spotkała Super. Postacie są epickie.
Co do Majin Buu, oryginalny Buu nie był najgroźniejszy dlatego, ze był silniejszy. De facto "Super" Buu był tutaj tym silniejszym, tak samo jak "Fat" Buu. Oboje byli sobie równi siłą. Różniło ich jednak podejście, osobowość. Oryginalny Buu był dziki i nieokiełznany. On bez wahania zniszczył Ziemię. Choć Grubas mógł to samo zrobić, to jego potulna osobowość go przed tym powstrzymała. "Super" Buu to jakby odwrotna forma "Fat" Buu, czyli Dobrego Buu i Złego Buu. "Super" Buu powstał, gdy to zły Buu przezwyciężył dobrego. De facto jeden ma drugiego w sobie. Oryginalny, "Kid" Buu jest słabszy, ale jego siłę nadrabia charakter. Okrucieństwo.
Co do samej walki "Super" vs "Kid" Buu, ciężko powiedzieć. Jeden jest dziki, drugi inteligentny. Sama siła niekoniecznie tu wygra. Goku pokonał silniejszego Buu dzięki Genki Damie. Więc niekoniecznie zawsze siła = wszystko.
Majin Vegeta chyba pierwszy raz odzyskał przewagę nad Goku pod względem siły od czasów ich pierwszego starcia. Pomijając, że Goku mógł użyć SSJ3, ale walcząc na tym samym poziomie, Vegeta jednak miał przewagę.
Co do powodu, dla którego Goku nie użył SSJ3, to jest on prosty. Ten poziom wymaga zgromadzenia olbrzymiej mocy, co Goku wiedział. Przez co, gdy to zrobił, to cały czas, jaki mu pozostał jako gość w świecie żywych (miał przepustkę tylko na 24 godziny, bo był martwy). Więc gdyby to zrobił wtedy, to musiałby jeszcze wcześniej wrócić do zaświatów.
Co do tego, czy Goku lub Vegeta stawia dobro rodziny ponad wszystko... Goku zdecydowanie tak. A przynajmniej na zasadzie ich życia. Vegeta w zasadzie też. Oboje jednak olewają swoje rodziny, gdy nadarzy się okazja zyskania nowej siły. I Goku, i Vegeta.
Właściwie to Goku, dzięki chęci walki w turnieju zorganizowanym przez Zeno URATOWAŁ te wszechświaty. Zeno miał zamiar od dawien dawna usunąć WSZYSTKIE uniwersa. Ale tylko dlatego, że Goku to zaproponował, uznał że wymaże jedynie te, które przegrają. Na dodatek życzenie miało być altruistyczne, albo wszyscy zostaliby wymazani, więc dzięki temu, że MVP 17 wypowiedział swoje, to nikt nie został wymazany. Ale gdyby oku nigdy tego nie zaproponował, to wszystkie 12 wszechświatów przestało by istnieć.
Co do tego przypisu o odkupieniu win, przeczytaj Króla Szamanów. Dragon Ball się pod tym względem do tego nie umywa. Zgadzam się, bo też lubię to, że wiele postaci było złych, ale Asakura Yoh robił to lepiej niż Son Goku. Nawet w starym anime, choć w mandze widać to szczególnie dzięki końcówce. Więc to nie w Dragon Ballu, a w Królu Szamanów jest najwyraźniejsza idea odkupienia win.
Well, jeśli mówimy o bossach, to tak, Hollow Knight ma trudniejsze. Ale sama rozgrywka jest banalnie prosta w robaczych perypetiach. Po platformówkach nigdy nie spodziewam się wysokiego poziomu trudności. I nigdy właściwie takiego nie dostałem. Ale to nie jest jakaś super wada. Platformówki mają kazać Ci być zręcznym, ale nie mają być irytujące.
Jestem graczem z lat 90. Ale nie jestem żadnym zagorzałym fanatykiem, że gra musi być stara, nudna i uciążliwa. Gram w różne gry, choć moim ulubionym gatunkiem są platformówki, zarówno trój-, jak i dwuwymiarowe. Moją ulubioną grą ever jest Banjo-Kazooie i nikt nie wmówi mi, że istnieje gra lepsza. Z najnowszych tytułów to uwielbiam Hollow Knighta i Ori. Ale gram także w gry inne, jak Dark Souls czy Darksiders, Gothica, Assassin's Creeda, Tomb Raidera (wszystkie 6+3+3 części) i naprawdę szeroka gama różnorodnych gatunków.
Powiem szczerze, że ostatnio gry kupuję oczami. Na Steam wishlistowałem Monster Boya, a potem Wonder Boya. Obie gry wyglądały na ciekawe. Najpierw przeszedłem Wonder Boya (The Dragon's Trap), nie wiedząc, że to jest poprzednik. Gdzieś kiedyś słyszałem, że jedna z tych gier jest wzorowana na tej drugiej, ale nie wiedziałem wtedy, że to właściwie kontynuacja. Wonder Boy był nudny. Nie podobało mi się to, że gra jest strasznie nudna a poziomem trudności jest tam sterowanie. Przeszedłem, napisałem negatywną opinię i od razu odpaliłem tytuł następny. Podczas rozgrywki w WB, dowiedziałem się też, że to jest remake starej gry, stąd wstęp, że nie jestem zagorzałym fanem staroci.
Monster Boy stał się jedną z moich ulubionych gier. I jeśli mam wybrać, czy Ori, Hollow Knight, czy właśnie Monster Boy jest moją ulubioną grą tego stulecia... nie potrafię. Wszystkie trzy gry/serie są świetne. Ori jest słodkim stworkiem i ma fajne zdolności, a ja lubię słodkie stworki i świetne zdolności w grach. Hollow Knight zaś ma nietypowy otwarty świat. Owszem, są przeszkody w stylu "nie przejdziesz, jak nie masz umiejętności". Ale to nieprawda. Da się bez używania glitchy przejść gdzieś, gdzie normalnie nie powinno się być. Bo tak świetnie zbudowany jest ten świat. Monster Boy... nie wiem nawet od czego zacząć. Łączy w sobie dość unikalne mechaniki z klasycznymi. Są elementy, których nie spotyka się zwykle nigdzie indziej, jak i typowe systemy gry i rozgrywki. To mi się w Monster Boy podoba.
Mocne strony to na pewno ciekawe puzzle. Nie są to może zagadki, które zatną Cię i będziesz się głowił godzinami, ale też nie są to płytkie pseudo zagadki jak w większości gier typu puzzle platformer. Przykładowo w Ori zagadki są dość proste i łatwe do rozwiązania. Większość gier stawia na oczywistość. Ta gra niekoniecznie.
System... poruszania się i walki jest ciekawy, gdyż gra polega na zdobywaniu nowych form i używaniu ich w odpowiednim momencie, ale jednocześnie nie ogranicza kim masz grać. Jedynie niektóre puzzle wymagają konkretnych umiejętności. Poza postaciami, którymi możesz grać, gra posiada system ekwipunku. Ale nie bój nic! To nie coś w stylu lootera, że musisz wydropić rzadki itemek. Kupujesz ekwipunek w sklepie. Każda część ekwipunku jest unikalna, ma unikalne zdolności, dodatkowo używając danego seta, jesteś w stanie zyskać bonus. Ekwipunek da się ulepszać za pomocą kryształów znajdywanych w skrzyniach, a niektóre z nich są ukryte. Czyli najprościej mówiąc, zagadki są zazwyczaj rozwiązywane przez konkretną formę, bo każda postać jest inna, ale granie samo w sobie nie ogranicza Cię w żaden sposób. Możesz używać dowolnej formy i ekwipunku. Nie jesteś do niczego zmuszany. Nie ma tak, że, gdy nie masz czegoś, to nie pokonasz wroga, bo postać, którą grasz jest za słaba, czy nie ulepszyłeś swoich butów, zbroi czy broni. Nie, takie rzeczy to nie tutaj.
Gra ma sporo sekretów i nie tylko są to ukryte skrzynie. Przyjemna muzyka i ładnie namalowany świat. Dla mnie to platformówkowe mistrzostwo. Ma to, czego oczekuję od platformówek. Ciekawych ruchów (tutaj podzielonych na różne postacie, które łatwo zmieniać), bez zbędnego systemu levelu itp (drzewka umiejętności są okej, ale loot i poziomy postaci oraz przedmiotów NIE, nie w platformówce), dobrych puzzli, ładnego świata z przyjemnym soundtrackiem. No i momentów, gdzie trzeba użyć zręczności. I nienamolnego systemu questów. Nic nie ograniczało mnie abym sobie poszedł do innego miejsca w dowolnym momencie, zamiast robić questa. Dzięki temu grałem sobie i szukałem ukrytych skarbów po bardzo zróżnicowanej mapie. Gra ma naprawdę różne elementy, różne "poziomy" albo lokacje, bo to jedna wielka mapa, różnią się od siebie. Poziom trudności jest zbalansowany, dopasowany do posiadanej obecnie postaci. Im więcej postaci masz, tym puzzle są bardziej zróżnicowane oczywiście.
Dla mnie to solidne 10/10. Czekam na sequel, który jest "możliwy" - i to są słowa developera. Mam nadzieję, że po tych pozytywnych opiniach, jakie gra dostała, sequel powstanie. Bo uwielbiam tego typu gry. Uwielbiam Monster Boya.
Czyli obstawiam, że robiąc 100% to 10 godzin maksimum zejdzie na spokojnie :) I pewnie grindowanie to będzie 1/3 z tego.
Nie ma to jak mieć bul rzyci, że ktoś woli Steam (a są ku temu powody, oj masa; jeden jest nawet stricte polityczny i dlatego ja nie głosuję na pewną partię, która obecnie niszczy Polskę), pisz teksty w stylu "gdzie podesłać maść" xD
Przykre, że dzisiaj monopol w grach istnieje. Jeszcze 10 lat temu to było nie do pomyślenia aby blokować dostęp do gry w ten sposób. No... poza konsolami, które robią to od dawna. Ale to temat na inną dyskusję. Zawsze będę przeciwko takim sztuczkom, mimo wszystko. Niezależnie, czy robi to twórca sprzętu komputerowego, gier, konsol czy właściciel platformy. Niezależnie od tego będę zabieraniu wolności wyboru przeciwny. Żadna komputerowa platforma tego nigdy nie robiła. Zaczął Epic.
A jak kogoś boli, że ja nie wydam 200 czy 300zł na Epiku, tylko dostanę za 5zł przez Humble Choice czy kupię w przecenie na Steam za 50zł itd, to to jego sprawa. Ja mam 2,5 tysiąca gier, nie ten ktoś :) Ja mam w co grać. Oj, mam. Dzięki konkurencyjności i taniości gier na pewną platformę :)
W Dark Souls masz tyle broni, że nikt Ci nie kazał używać miecza Artoriasa. Więc nie rozumiem komentarza. Zwłaszcza, że statystyki tych wszystkich broni są bardzo podobne. Rzadko kiedy się różniły znacząco. Właśnie to czy broń jest długa, czy krótka, ciężka czy lekka, jedno czy dwuręczna i jej moveset miały znaczenie bardziej niż statystyki. Dziwi mnie, że przytaczasz przykład broni, której prawie nikt nie używał. Weź sobie Halberd albo Great Scythe, albo Claymore czy coś. Masz tyle broni w Dark Souls, że starczy dla każdego.
Ja chcę tylko napisać, że cały ten akapit o tym, jak to nie będzie jednego builda czy klasy, która jest OP nie jest niczym nowym. Dark Souls dosłownie jest kwintesencją tego. Klasy postaci w ogóle w Dark Souls znaczenia nie mają, bo niezależnie od tego kim grasz, masz wszystko to samo. A właściwie to warrior ma najlepiej, bo ma najniższy level w przypadku wybieraniu tych samych statystyk, niezależnie od builda (w 99% przypadkach). Nawet granie sorcem, często lepiej jest mając warriora jako klasę, a potem dodając se statystyki. Minusem jest jedynie to, że przy early early game nie masz czarów, ale poza tym wiele to nie zmienia. A bronie są wszystkie tak samo dobre, zależnie od tego, jaki masz styl grania. Grałem w Dark Souls tysiąc razy. Większość broni, które używałem, były niesamowicie dobre. Więc jak ktoś woli taką broń, to wybiera taką, ktoś woli inną, wybierze inną, zależnie od stylu gry. Wszystkie są tak samo świetne i jedynie umiejętności i styl gracza mają tu znaczenie. Jeśli wolisz tankować, to łatwiej będzie Ci bić ciężką bronią, wolisz być magiem, to wybierzesz czary. Ale żaden build nie jest lepszy czy gorszy. Są inne po prostu stylem.
Najlepiej dopracowana gra, jaką w życiu grałem. Tyle trybów, tyle możliwości i nic nie jest zrobione na pół gwizdka. Po kilkuset godzinach w kampanii nie masz wszystkiego. Są jeszcze walki o tzw. spirity, dusze innych postaci niegrywalnych i wiele trybów nie-kampaniowych. Jakby ktoś chciał wymaksować wszystko, to powodzenia nie przekraczając 1000 godzin. Bo żeby to zrobić trzeba przejść prawie całą kampanię drugi raz :)
A ktoś wie, jak to ocenić przedpremierowo? Próbuję dać oczekiwania, ale co klikam na przycisk "Twoje oczekiwania", to zwyczajnie się resetuje do punktu wyjścia. Może przy napisaniu komentarza się to zmieni (bo widzę, że jest opcja wyboru oczekiwań tutaj).
EDIT: Widzę, że zadziałało.
Recenzje gier nigdy nie były obiektywne i zawsze były pisane to w sposób, który opisałeś, tj. co recenzent o grze myśli. Dlaczego recenzje często są sprzeczne z faktycznym stanem rzeczy? Ktoś krytykuje coś, bo mu się to nie podoba, a to był celowy zabieg. Np. pamiętam jak Yooka-Laylee było nazwane przestarzałym, bo recenzent nie zrozumiał, że jest to gra, która celowo nawiązywała do gry z lat 90. Więc merytorycznego sensu nie było, za to głupawy subiektywny tekst, tak.
Zresztą sam sobie zaprzeczasz. Piszesz (w formie krytyki), że chciano aby były konkretny, a nie wrażenia z gry. A wrażenia z gry to co? Obiektywizm? Nie, subiektywna opinia.
Nie wiem o jakich dziwnych recenzjach mówisz, ale jeśli coś jest stylizowane na błahe, mocno cliche, to się akurat zgadzam. Recenzja ma być rzetelna i spójna. Często niepotrzebne stylizowanie po prostu przeszkadza w czytaniu. I jest zresztą mocnym subiektywizmem, zwłaszcza, że to robi się zazwyczaj w taki sposób, że się jest z grą związanym. Recenzja ma zawierać istotne informacje. O czym jest gra, na co pozwala, jaka jest mechanika. Jakie są błędy i problemy. Ale zdecydowanie nie powinno być tekstów o memach i uprzedzeniach. A wiele recenzji je ma.
Poza tym jak widzę recenzję napisaną tylko po to, aby była na stronie, a osoba nie ma o grze nawet pojęcia, bo nigdy w nią nie grała, nie grała w poprzednie części, ale kazali napisać, to trzeba zrobić, a potem te recenzje mają byle jakie teksty, stereotypowe myślenie, fragmenty skopiowane z innych stron, bo inna strona już napisała, to można zobaczyć co tam pisali i napisać to samo, tylko innymi słowami. Albo co gorsza, porównać grę do Dark Souls, bo to się dzisiaj robi na potęgę, a po tym poznać recenzję amatora. Jeśli porównuje gry, które nie są do siebie podobne. Zwłaszcza jeśli stereotypowo porównuje coś do Dark Souls, bo tak robią inni.
Mało jaka recenzja jest rzetelnie pisana. Bo ludzie nie starają się pisać o tym, co jest. Tylko o tym, co ludzie chcą aby zostało napisane. Nazwałbym to wręcz populizmem.
Nauka to nie tylko umiejętności. Czasami wiedza jest ważna z powodu "sztuki dla sztuki". Czy nie jest miłe wiedzieć coś? Nawet, jeśli nie jest to potrzebne? Ale tutaj akurat znajomość języka jest bardzo ważna. Chociażby z powodu jednolitości - aby każdy zrozumiał, co chcesz powiedzieć. Więc elementy języka polskiego są tutaj jednak narzędziem to umożliwiającym.
W kwestii interpretacji lektur. Lektury mają też na celu pokazać światopogląd, jakiś konkretny nurt. To jest ważne. Są przykładem, gdzie ten nurt występuje. Poezja zaś to największa bzdura świata. Niech poeci piszą sobie co chcą, a entuzjaści to czytają. Ale proszę, nie każcie interpretować tego uczniom. Chociaż z drugiej strony to też pomaga myśleć. Rozumować. Ale da się to zastąpić czym innym. Zaś uczenie się tekstu na pamięć jest głupie. Nie poprawia niczyjej pamięci. Ja mam dobrą pamięć. Ale tekstów na pamięć nie lubiłem nigdy. Lepiej jest właśnie zrozumieć tekst i powiedzieć go swoimi słowami niż nauczyć się go i wyrecytować z pamięci słowo w słowo.
Dałoby się jednak wiele rzeczy zmienić, tylko ciężko jest tak naprawdę to zrobić. Bo potrzeba dobrej alternatywy. W końcu mówimy tu o wykształceniu przyszłych pokoleń. Jak usuniemy to i nie damy nic w zamian, to będą jeszcze bardziej bezmózgą szarą masą. Zresztą to, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem i sklejać logicznych zdań jasno mówi, że jednak takich rzeczy potrzebujemy.
Dodatkowo chcę jeszcze dopisać o ludziach, co krytykują, że "to mi się w życiu nie przyda", a potem nie umieją liczyć i płacą 3 razy więcej, bo bank ich zrobił w bambuko. Sorry, ale to jest faktem. A to, że nie mają własnego zdania, nie rozumieją świata... dlatego mamy polityków, którzy prowadzą te owieczki na rzeź, a owieczki się cieszą.
Ja trochę późno odpowiadam, ale widzę, że właściwie nie tylko ja w ten dzień komentuję.
Od razu chcę powiedzieć, że w szkole byłem nieukiem. Najwięcej tak naprawdę uczyłem się w gimnazjum, a potem mi się nie chciało. Więc jestem strasznie antyprzykładem. Ale...? Jak widzę ludzi dzisiaj, DOROSŁYCH, którzy nie mają podstawowej wiedzy o świecie. "Jeleń ma rogi". Nie, nie ma. Nigdy nie miał. Ja to wiedziałem w wieku może lat pięciu. Dzisiaj 20-latek o tym nie wie. Są osoby, które mając po 40 czy 50 lat nie mają wiedzy tego typu.
Bardzo mi się spodobał tekst Tischnera, którego nie znałem, a którego przytoczyłeś jako fragment tekstu z arkusza maturalnego. Zgadzam się z nim w stu procentach. A także zgadzam się z tym, co Ty mówisz, jak również i z tym, co potem jest także w tekście "ludzkie tworzywo". Niestety, ale to widać gołym okiem. Internet ogłupia. Niestety, ale taka jest prawda. Zwłaszcza robią to memy. Każą myśleć wszystkim ludziom jednocześnie, stereotypowo. Nie ma nic złego w lubieniu takich rzeczy. Ale wiem doskonale, że ludzie się w tym bagnie topią. I zamiast prosić o pomoc, chcą tego więcej i więcej. A potem idzie taki odmóżdżony człowiek i nie potrafi niczego. Przyjdzie do pracy się zatrudnić, ale jest byle jaki. Niezdecydowany. Zabawne, bo od zawsze to krytykowałem, a ostatnio też, bo akurat zatrudniałem się w nowej robocie i gadałem z siostrą i znajomą o tym, jak dzisiejsi pracownicy są nijacy, bo nie mają nastawienia, że praca to coś poważnego i właściwie sami nie wiedzą, czego chcą. I także widziałem to wśród współpracowników u niejednego pracodawcy. Bylejakość. Dodatkowo wiele osób nie ma też nawet żadnych zainteresować. Bo piwo, imprezy czy memy to nie są zainteresowania. Można je lubić i to nic złego. Ale dla niektórych to jedyna rzecz w życiu.
Chcę też skomentować ten sposób myślenia ludzi w Internecie. Piszesz coś, a człowiek kompletnie Cię nie rozumie. Raz, że sam nie jest w stanie napisać poprawnie tekstu po polsku, bo przecinki, ogonki i gramatyka to czarna magia, ale nie taka cool jak w jakiejś grze, bo w grze czarna magia jest fajna, albo w anime. Pisanie poprawnie i zrozumiale jest niefajne. Dodatkowo zauważyłem, że wiele osób właściwie sama nie wie, czego chce, co ma na myśli. Autor sam nie wie, co chciał powiedzieć. Ale powiedział coś. A nawet, jeśli się okazuje, że wiedział, to nie jest to nic bystrego. Widzę to głównie w wojenkach w stylu "Steam to monopol". Ostatnio jak to przeczytałem, to sobie myślałem, czy ta osoba w ogóle rozumiała, co na WOS'ie albo historii nauczyciel opowiadał, bo prawdopodobnie na jednym z tych przedmiotów mogło to być poruszane. Czym jest monopol. Zresztą... mamy Google. Tak, to bardzo przydatne narzędzie (choć trzeba umieć z niego korzystać, bo można znaleźć kompletne bzdury, ale jak się potrafi, znajduje się cenne informacje) - można na przykład dowiedzieć się co znaczy słowo, którego interlokutor użył w zdaniu. Można dowiedzieć się czym jest jakaś rzecz, która została przytoczona. Więc jeśli ktoś nie wie, co znaczy jakieś słowo, zwyczajnie jest w stanie to znaleźć w ciągu kilkunastu sekund. Zamiast narzekać na rozmówcę lub wypisywać niestworzone historie.
Pamiętam ten moment, gdy zgodziłem się z kimś... a ta osoba zaczęła po mnie jechać, że jestem głupi itp. Tak bardzo ludzie są nastawieni na to, że inna osoba = wróg, że nie potrafią zrozumieć, co ona pisze. I właśnie ta wrogość jest też problemem. Bo wiele osób kłócić się dla czystej zasady. "Lubisz psa, jesteś głupcem. Bo ja lubię koty. I pewnie Ty nigdy kota nie miałeś! Jesteś naiwny i Twój pies Tobą pomiata, bla bla bla". Tutaj też warto wspomnieć o dodawaniu słów między wiersze. Albo poprzez założenie, że rozmówca coś robi, bo skoro lubi to lub mówi o tym, to reszta sama się nasuwa, albo wkładanie słów do ust, wyrywanie z kontekstu, a potem dopisywanie swojego. I tutaj właśnie widać ten brak czytania ze zrozumieniem. Choć nie wiem co jest problemem, tak naprawdę. Czy ludzie nie potrafią czytać, czy są zaślepieni nienawiścią do innych, więc nie zauważają, co ktoś pisze? Może jedno i drugie.
Ja pokazuję sytuacje bardziej praktycznie niż teoretyczne, jak Ty w swoim tekście o egzaminie maturalnym. Dlatego wiele pokazuję spraw związanych z tym, jak ludzie się zachowują i traktują innych. A to wynika właśnie z tego samego problemu. Ale stereotypy i uprzedzenia to wielki problem na świecie.
Swoją drogą... piszesz o dysleksji. Ja mam dysleksję. Uwielbiam się tym chwalić, pokazując jednocześnie, że można pisać poprawnie po polsku, mając trochę oleju w głowie, jakieś słownictwo itp. To, co inni nazywają dysleksją, broniąc się nią jak tarczą, to fajnie nazwana dysmózgia. Nie wiem kto jest autorem tego słowa, ale jest geniuszem. Ale serio. Ludzie nawet nie wiedzą czego dotyczy dysleksja. Zdecydowanie nie jest to "wrodzona niewiedza" albo po prostu "wrodzona głupota", jak niektórzy myślą.
Ale zdziwiło mnie, że piszesz, że wypadają oni lepiej. Ale to może dlatego, że wiele osób, które się zasłania dys- zaburzeniami, tak naprawdę ich nie ma, a próbuje swoją niewiedzę w jakichś sposób usprawiedliwić. A ci, co mają, po prostu się starają? W sumie nie wiem na czym polega dysortografia. Natomiast dysleksja u mnie to "końcówkowanie". I tyle. Albo fonetyzowanie.
Bardzo fajny tekst ogólnie. Przede wszystkim pokazuje problemy oraz ich przykłady, tłumacząc tym samym na czym one polegają, z czego się biorą. Wiele osób tylko narzeka na młode pokolenie, co mnie irytuje, bo zazwyczaj są to właśnie puste słowa, bez argumentacji, bez logicznego powiązania. A ja nienawidzę hejtów. Bo krytyka pozbawiona argumentów, istniejąca po to aby kogoś po prostu skrytykować, to właśnie hejt. Nie musi nawet zawierać niemiłych słów, czego wiele osób nie rozumie (myślą, że hejt to "jesteś k...ą" itp), wystarczy, że będzie po prostu miała na celu potraktowanie interlokutora z protekcjonalizmem, sprowadzając go do poziomu błota. Tak, wiem, zmieszałem dwa różne sformułowania. Ale właśnie to, że u Ciebie są konkrety, nawet, jeśli ktoś się nie zgadza, tekst jest rzetelny. I tak powinno się prowadzić dyskusję.
A a chcę tylko coś dodać. Hollow Knight było trudne, ale nie było sytuacji, gdy zginęło się dwa razy pod rząd, nie odzyskawszy shade'a. Właściwie poza bossami, bardzo rzadko się ginęło, dzięki temu, jak łatwo się tu wyleczyć. Wystarczy uderzyć kilka razy przeciwników, soul się napełnia i maski tak samo. Więc jak ktoś zginął kilka razy pod rząd, to cóż... jest po prostu bardzo słabym graczem. Bo ja jestem słaby w grach i Hollow Knight to pierwsza "nowożytna" gra, którą uznaję za trudną, ale nigdy nie było momentu, gdzie straciłem geo z takiego powodu. Potem miałem nawet 20 tysięcy, bo przez długi czas nie było gdzie tego wydać, bo wszystko już kupione. Rozumiem, że jak jakiś gościu robi speedrun czy challenge, to takie osoby giną częściej. Ale każualowo? Kto ginie dwukrotnie pod rząd. Pod tym względem Hollow Knight był łatwiutki. Trudność stanowili głównie bossowie i niektóre elementy otoczenia. Zwykli przeciwnicy to były jedynie "drobne niedogodności", które zazwyczaj nie stanowiły w ogóle zagrożenia. Czasami się zlamiło i Ci coś wybuchło w twarz, ale żeby taki zwyczajny przeciwnik Cię zabił? Zbyt rzadko. Do czasu, gdy dotarłem do jednego z bossów (Soul Master), zginąłem tylko parę razy (nie licząc innego bossa: Mantis Lords). Wliczając w to jednak pzoostałe bossy, spotkane po drodze. Ale gdyby usunąć zginięcie przez bossów... zginąłem może 2-3 razy? Albo nawet mniej... To bossowie tutaj powodują bolączkę. Ale na bossach nie giniesz dwa razy pod rząd bez odzyskania shade'a. Bo zazwyczaj da się go odzyskać zanim boss zacznie atakować, a czasem nawet pojawia się on przed areną bossa.
Ja się tu nie wypowiem, ale Monster Boya mam w grach do totalnie zagrania.
Ale na pewno nie ma sensu kłócenie się "bo moja gra lepsza". Jeśli gra jest 15/10, a inna gra jest 15/10, a nawet 14/10... to po prostu się cieszmy, że takie gry są. Nie ma po co mówić, że "a bo ta gra lepsza". Gry z boskiego tiera będą lepsze niż większość, nie ma więc potrzeby porównywać je między sobą. Można powiedzieć, ze Hollow Knight jest lepszy od Skyrima, Borderlands czy Mario Galaxy. Ale to, czy jest lepszy od Ori czy Monster Boya? Nie ważne. Wszystkie te gry są boskie.
A co jest w tym złego, że postać jest z poprzedniej gry? Jak masz sequel, gdzie grasz tą samą postacią co w oryginale, to też grasz w postać istniejącą w poprzedniej części. Czy więc Spyro jest złe, bo w całej serii grasz Spyro? Albo w Crashu grasz Crashem?
Zwłaszcza, że w jedynce grałeś no namem. A tu grasz postacią z imieniem i jakimś tłem fabularnym. Więc gdzie tu jest ograniczenie pola wyobraźni. Ja się zastanawiam, czy ludzie czasem piszą bzdury, których nawet oni nie rozumieją, bo to nie trzyma się w ogóle jakiejkolwiek logiki. Hornet w jedynce jedynie pokazała, że jest tsundere. Nic ponad to. Jestem silna i niezależna. Duchu, nie zbliżaj się. (O nie, pokonał mnie... co ja zrobię... okej, uciekam...). Co jest złego w tym, że chcą, i tak już planowaną postać, rozwinąć, tyle że w nowej grze. A jako osoba, która tworzy postacie hobbystycznie i posiada kilkaset... nie, kilka tysięcy różnorodnych postaci, wiem, że można nawet starą postać wziąć i nie naciągając niczego dać jej niesamowitą backstory. A także odkryć jej karty. Dać jej przyszłość.
Niestety, ale gdyby ludzie nie hejcili Kickstartera, że tam wszystkie gry to scam, a developerzy oszukujoł, chcoł łatwoł kase itp, to może by wyższe cele zostały osiągnięte. Ja tylko żałuję, że o Hollow Knighcie dowiedziałem się niedługo po oficjalnej premierze. Bo istnieje szansa, że bym backował. Bo gdy pierwszy raz zobaczyłem tę grę, od razu wiedziałem, że ją chcę. I gdy tylko nadarzyła się okazja, kupiłem.
Co do sequela samego w sobie... Drużyna Wisienka nie ma wielu gier. Jeśli dobrze myślę, to Hollow Knight był jedną z ich pierwszych (chyba, że się gdzieś chowają ze swoimi starymi grami, a ja o tym nie wiem). Studio ma wielki potencjał, więc na pewno, jeśli nie zbankrutuje (co jest mało prawdopodobne), będzie się rozwijało dalej i robiło kolejne gry. Czy będzie to gra z serii Hollow Knight, czy inna... nie ma znaczenia. Jeśli będzie miała taką jakość, to ja kupię wszystko. Na dodatek oryginalny Hollow Knight jest tak żałośnie tani, jak na taką jakość. Lepsza gra niż te wszystkie za 300zł. A kosztuje 50zł. Takie gry mogę backować. Takie gry mogę kupować nawet na premierę bez żadnej zniżki. Jeśli Silksong będzie za stówę - warto. Nie mówiąc już o tym, że bardzo możliwe, iż nawet darmowe DLC powstaną, jak do oryginału.
Jeśli nie przestaną aktualizować Discorda, to nie ma bata by przestał być popularny.
Szkoda, ze firmy są miliarderami, ale zwykli ludzie zarabiają coraz mniej(!). Nawet jeśli liczba jest wyższa, to wartość jest niższa.
Bo z tego, co piszesz to się nie znasz. Piszesz tylko fajne słówka, których znaczenia są puste. "Monopol". To samo epikboje mówią o Steamie, mimo iż Steam jest największą konkurencyjnością w branży gier.
Owszem, sam czuję niepokój i mam mieszane uczucia. Ale co Ci przeszkodzi w tym kto będzie miał Discorda pod względem samego posiadania? Przecież Discord jest darmowy i taki zostanie.
Ja boję się o co innego. Bo plusów będzie na pewno sporo. Game Pass za wykupienie Nitro zapewne i inne takie. Możliwe, że nawet gry, gdzie można się zalogować na swoje konto MS dostaną lepsze wsparcie discordowe. Np. w Ori and the Will of the Wisps. Ale to, czego się boję, to zaprzestanie jakościowego aktualizowania Discorda. Ale z drugiej strony to Microsoft pokazuje, że im na ich usługach zależy. I nie ma tutaj niczego fanboyowego. Windows to najlepszy system. Minecrafta wykupili i wciąż się rozrasta, może nawet lepiej niż kiedykolwiek. Ori zresztą powstało DZIĘKI kasie Microsoftu. Więc jakie fanboye? Fakty mówią same za siebie. Microsoft pokazuje wysoką jakość tego, czym włada. Nawet jako niekonsolowiec, steamowiec, uważam, że Gamepass to jedna z najlepszych rzeczy w branży gier. Ba, może nawet dzięki Microsftowi w końcu zaczną się zabierać za rzeczy QoL, które Discord powinien już dawno temu wprowadzić, a jakoś nie spieszno mu do tego. A i Discord strasznie śmierdzi też p2w. Choć tak właściwie nie trzeba nic kupować, to jednak niektóre z opcji są naprawdę irytujące. Limit transferu dla nienitrowców chociażby. 8MB to śmieszna ilość a samo Nitro jest drogie okropnie. Zwłaszcza, że daje prawie nic. Emotki z każdego serwa to fajny bajer. ale płacić 400zł za to i za większy upload?
Po co te porównania? Oczywiście, hajpowanie się jest głupie, ale nic nie wskazuje na to, że będzie tak samo. Poza tym gra, mająca wyjść w 2019 nie wyszła jeszcze w 2021... to chyba dobrze świadczy. O tym, że ją dopracowują. Takie gry nigdy nie powinny mieć podanej daty. Bo już wiele razy ją przesuwali. A Cyberpunkowi akurat nie wyszło to najlepiej. Bo i hejcony został za to, że przesuwają datę i hejcony, że wydali niedopracowane. Niech się ludzie zastanowią czego chcą xD Bo chyba sami nie wiedzą.
Cyberpunkt był dla mnie grą ciekawą, którą chciałem aby wyszła. Ale nie spodziewałem się po niej wielkich cudów. W tej grze mam wyższe oczekiwania. Ale nie mam zamiaru robić hype, a potem hejcić, że co to jest, czemu tak. A najgorsi są preorderowcy. Kupią grę, a potem wielkie zdziwienie, że jest inna niż myśleli, że będzie. Dla preorderowców nie powinno być możliwości zwrotu. Bo sami sobie są winni. Powinna być klauzula, że oświadczam, iż wiem, że gra może być zupełnie inna, a tym samym zrzekam się prawa do zwrotu. Bo preorderowcy to najbardziej toksyczni gracze.
To kup sobie peceta. Chcesz mieć grę wyglądającą lepiej, działającą lepiej etc? To po co kupujesz konsolę i narzekasz, że nie będziesz mieć wersji na PS5, tylko na PS4? Jeśli grafika Cię nie obchodzi - bierzesz konsolę, jeśli obchodzi, PC. Ale jeśli bierzesz konsolę i narzekasz na grafikę, to coś tu jest chyba nie tak XD
Prosta gra, ale bardzo ciekawa. Jest tu zadanie dla każdego. Zarówno załogant, jak i impostor mają swoje cele. W obu przypadkach kończy się na spotkaniu. Jeden próbuje uczciwie dociec, który z załogi jest oszustem, drugi robi z siebie niewiniątko, znajdując sposób na oskarżenie kogoś, kto niestety "podejrzanie" się zachowywał. Używając różnych taktyk, można w różny sposób doprowadzić do przegranej dla załogi, tym samym samemu zyskując zwycięstwo. Jako członek załogi, staramy się wykonywać zadania, ale też przyłapać oszusta, najlepiej na gorącym uczynku.
Recenzja mocno przesadzona. Tekst na początku próbuje stworzyć jakąś atmosferę, by potem zmusić czytelnika do uwierzenia w nią. Ta gra jest dużo spokojniejsza niż Counter-Strike. Mniej się tutaj stresuję niż gdy mam wybiec jakimś korytarzem, wiedząc, że tam się ktoś czai. Dlaczego? Ciężko powiedzieć. Może dlatego, że tutaj ta gra nie polega na nie zostaniu zabitym. Ale o tym później.
I ta teza na początku, która jest "udowodniona" po zagraniu w grę wideo. Nie, to tak nie działa. Można być najmilszą osobą na świecie i lubić w to grać. To się nazywa wczucie się w rolę. Aktorzy robią... dokładnie to samo. Niekoniecznie osoba, która gra złoczyńcę, sama knuje jak zniszczyć świat. Dlatego głupio jest pisać, że "oj, lubimy psuć zabawę innym". Kto lubi, ten lubi.
Nie mniej jednak niektóre elementy recenzji są fajnie napisane. Śmiesznie i prawdziwie.
No i wcale granie impsotorem nie jest takie super fajne. Ja mam mocno gdzieś czy nim zostanę, czy nie. Dostosowuję się do tego, kim gram. Gra zaczyna się przy spotkaniach. I tutaj różni się tylko to, czy mówisz prawdę, czy kłamiesz. Ale też próbujesz dociec do tego, gdzie znaleziono ciało, kto był w pobliżu, czy ktoś widział kogoś, wybiegającego z tamtej strony (chociażby w pokoju obok). Sam gameplay jako postać jest fajna w obu przypadkach. Tak, załogant robi "mozolne zadania". Ale nie na tym polega jego cała rola. O tym pod koniec.
Jeśli grasz z ludźmi inteligentnymi, to bieganie za kimś nie jest podejrzane. Zależy JAK ktoś za kimś biegnie. Da się to wychwycić.
Często impostor też jest w kompletnie innym miejscu niż jest sabotaż. Więc jeśli ktoś daje takie podejrzenia, piszesz mu, że jeśli nic nie widział, niech nie daje fałszywych oskarżeń, bo tym samym pomaga impostorowi.
Jeśli ktoś mówi, że za długo robisz zadanie, a te wymaga trochę czasu, to jest to noob z 5-minutowym doświadczeniem w grze albo troll, który nie wie na czym ta gra polega. Takim się tłumaczy, że download trwa trochę.
Nie trafiłem jeszcze na osobę, która by mnie oskarżyła (lub kogo innego) za to, że ktoś robi zadanie za długo. Co najwyżej za to, że za nim dziwnie biegnę.
"Jeśli zdarzy się zebranie, w trakcie którego naprawdę trudno o tropy naprowadzające na tożsamości winnego, nie odzywajcie się" - Proszę. Nie dawaj takich debilnych rad. Potem idioci grają w Among Us i nic nie mówią, a głosują niczym w totka. Ludzie! MACIE OBOWIĄZEK się odzywać. To jest Wasza rola w tej grze. Nie odzywanie się jest podejrzane. Jeśli ktoś BOI się coś powiedzieć, to może dlatego, że nie wie jak wymyślić alibi? Jeśli ktoś jest czysty, to wie, gdzie był, wie czemu tam był i może wytłumaczyć. Dzięki temu ta gra ma sens. Lepiej wyjaśnić, co się robiło, kto z Wami był, kogo widzieliście na skanie. Czy na kamerach coś dziwnego było? Bo to daje szansę pokonać impostora. Ludzie, którzy głosują losowo sami powinni zostać automatycznie wyrzuceni za burtę. Bo to są trolle.
I jeśli grasz z 10-latkami, to może rzeczywiście dla nich odzywanie się to zło, winny się tłumaczy. Grałem przez ostatnie dni trochę. I w żadnym przypadku czegoś takiego nie miałem. A na trolli i debili też trafiałem. Raz tylko ktoś stwierdził, że moja siostra za dużo się odzywa. Ale na tym polega ta gra. Jeśli polecasz komuś tego nie robić... sam jesteś trollem.
No i potem właśnie dochodzi do takich sytuacji. Ktoś się nie odzywa. Oskarżą go. I teraz musi udowodnić, że nie jest wielbłądem. Dlatego NIE RÓBCIE tak. Odzywać się musicie.
Jeszcze taka mała rada. Nie wywalajcie nikogo, bo "za kimś chodzi". Nie macie argumentów - po to jest skip. Jak ktoś nie wie, wyrzucenie losowej osoby tylko pomaga impostorowi. Jedna osoba mniej do zabicia dla niego.
Among Us nie różni się tutaj od Mario Kart w ogóle. Po prostu robisz swoje zadania. Albo oszukując, albo wypełniając listę rzeczy do naprawienia. Owszem, rola impostora jest kłamstwem, ale to tylko rola.
Ja uwielbiam grać z siostrą. Niestety ona głównie gra w nocy. Głównie wtedy, kiedy ja mam pracę. A gdy ja mam wolne, ona pracuje. A to dlatego, że gra dobrze. I jak jest impostorem, to gra się z nią jeszcze lepiej. Bo trzeba na nią uważać.
Ten Twój scenariusz na końcu jest taki, że to Ty zostaniesz wyrzucony bardzo szybko, bo jesteś podejrzany, że się tam kręciłeś, a dwie pozostałe osoby, które tam były okazały się niewinne.
A teraz obiecany, zostawiony "na koniec" tekścik. Bycie załogantem nie kończy się na zadaniach. Można prosto baitować impostora i go zwyczajnie nakryć. Zarówno na gorącym uczynku, jak na próbie zabicia Was. Ja właśnie w taki sposób odkryłem parę razy impostora. Celowo wymuszając na nim takie coś.
Teraz podzielę się małymi failem.
Raz, będąc jeszcze początkujący, natrafiłem na ciało. Nie chciałem mówić, że "tu na dole", to otwieram mapę i sprawdzam nazwę miejsca. Przychodzi inny gościu. Zgłasza ciało. Ja podejrzany, bo stałem przy ciele. Nie mogłem nawet się bronić, bo to była prawda. Napisałem, że chciałem sprawdzić nazwę miejsca, ale chyba każdy wie jak się to skończyło xD
Nie chcesz, to nie kupuj. Jak preorderujesz, to decyzja będzie Twoja, nie niczyja inna. Więc tego nie rób. Nie hajpuj się. Bo ludzie zbyt często sami się na coś nakręcają i wydaje im się, że coś będzie takie, a jest siakie. Z No Man's Sky ostrzegałem przed premierą miesiącami. Wyzywali mnie, hejcili. Po premierze nagle wszyscy zrozumieli, że na wierzbie gruszki nie wyrosną. Teraz gra jest podobno lepsza, ale kurde. Uwierzyli ludzie w coś, co obecna technologia nie byłaby w stanie stworzyć XD
Twoim rozumowaniem każdy by kupił peceta. Bo nie dość, że za tę samą jakość tańszy, to jeszcze ma dużo więcej gier. I według mnie tak powinni ludzie zrobić. Bo jeśli ktoś patrzy na cenę i na moc, to mniej wyda na peceta. A z dopłatą, to jeszcze będzie dużo lepsza jakość. Ba. I jeden pecet = wszystkie generacje. Zagram tam w GTA 3, jak i GTA V. A także GTA 6 w dalekiej przyszłości. Czemu ludzie więc nie kupują kompa, skoro kupią jeden, a ni 20 i mają coś lepszego?
"Pamiętacie "wsadzam płytkę i gram"? To były czasy grania na konsoli, teraz odpalasz i witają cię aktualizacje gier, albo co gorsze firmewaru.
Trzeba klikać po masie opcji, usuwać, zaznaczać, grzebać i kombinować."
To i ja się wypowiem. "JAKIE TO ZŁE, ŻE GRA JEST AKTUALIZOWANA, A NIE DOSTAJESZ ZBUGOWANĄ WERSJĘ, KTÓREJ NIE DA SIĘ W ŻADEN SPOSÓB NAPRAWIĆ!!!"
Myślę, że na aktualizacje narzekają jedynie osoby z trzeciego świata, których internet nie sięga nawet kilku MB/s. Dzisiaj nie posiadanie 300MB/s to śmiech na sali. Chyba, że mieszka się na zadupiu, wtedy "Press F". Ale ludzie z miast nie powinni nawet myśleć o niczym poniżej. Tanie i dostępne.
Byłbym mocno zdziwiony, gdyby nie trafiło na pecety. Skoro nawet Spyro wylądował, to pewnie i CTR, i Crash 4 będzie w przyszłości.
Sęk w tym, że najpierw trzeba wydoić kasę z fraje~znaczy konsolowców. Którzy kupią tę grę prawdopodobnie nawet i 5 razy. Już znam przypadki ludzi kolekcjonujących GTA na każdą konsolę i platformę. Tylko po co?
Szkoda, że dzisiejsze społeczeństwo jest tak naiwne, że pozwala sobie robić firmom co chcą, które to grają, a to społeczeństwo tańczy i się śmieje. Kiedyś byłoby nie do pomyślenia, takie blokowanie dostępu do produktu. Dzisiaj monopolizacja to normalka. Epic też coś na ten temat wie. Marzy mi się świat, gdzie dostęp do gier ma każdy, kto ma jakąkolwiek platformę. Ale w tym świecie raczej konsol nie będzie. Za słabe, za drogie i niefunkcjonalne.
Spyro nie sprzedało się za dobrze, bo zostało rozdane za prawie darmo. 4zł za Crasha i 4zł za Spyro i to na praktycznie premierę?
A co niby jest nie tak z Angelą (poza tym, że jest brzydka)? Że nie ma ogona? Mogła mieć wadę genetyczną albo go stracić. Albo zwyczajny wariant w wyglądzie. Może być tak, że lombaksy po prostu mogą mieć lub nie mieć ogona. Znamy tylko ich paru.
Poza tym najprawdopodobniej to jest gra z serii reboota, więc tam może Angeli w ogóle nie być. Może ona w tej linii czasowej zwyczajnie nie istnieć.
Poza tym równie dobrze mogła tym mutantem być. przedawkowała nanotech i wygląda jak na sterydach.
Ludzie szukają dziury w całym.
Nieprawda. Gry mogą być nawet miliard razy lepsze od książek. Właśnie przez takie myślenie wiele osób nie docenia gier, myśląc, że to bzdury dla dzieci. A jakoś najlepsze rzeczy na świecie powstały jako gry. Potem jako filmy, a na końcu książki. Metal Gear Solid to tak genialna produkcja i właśnie dzięki interaktywności jako gra, jest tak świetna. Żadna książka, żaden film nie byłby w stanie opisać tego, co gra. A Kojima to geniusz nad geniuszami. Choć Spileberg to maestro reżyserii, to Kojima przewyższa go geniuszem. Książki, choć mogą być piękne, nie oznacza, że one mają do tego wyłączność i że każda książka z domysłu jest dobra. Bo tak nie jest.
Ale co to ma do rzeczy. Napisał świetne książki, ale jest gburem. Jedno nie zaprzecza drugiemu. Zachowuje się jak Janusz, który chce wyłudzić jak najwięcej kasy, hejci innych, ale gdy ktoś go krytykuje to niczym polityk "zostaje źle zrozumiany". Trochę nie fair się w stosunku do innych wyraża. Bo to on nie ma szacunku do ludzi. Więc czemu ludzie mają mu dawać ten szacunek?
Grę mamy dzięki CDPR. Książkę, która zainspirowała grę dzięki Sapkowskiemu. Ta pierwsza by nie powstała bez drugiej, ale to nie znaczy, że on wszystko zrobił. Napisał świetne dzieła i to tyle.
Nie znam Sapkowskiego. Stworzył z pewnością jedną z najlepszych serii książek wszech czasów. Ale na pewno nie podoba mi się jego zachowanie związane z grami. To, że nie wiedział, że gry osiągną taką popularność, nie ma żadnego znaczenia. To się nazywa ryzyko. Były mu podobno w kwestii gier proponowane odsetki ze sprzedaży, ale nie chciał. Wolał mieć z góry ustaloną kwotę. Ale nagle, gdy gra okazała się zajebiście dobra i popularna, zobaczył w niej zysk. To nie jest okej. Z wyglądu wygląda na Janusza, ale szczerze, wątpię że takim jest. Poza tym jednym przypadkiem widzenia zysku w grach, raczej nie mam nic do niego.
Na pewno nie zgodzę się z jednym cytatem. Że złe książki mówią jacy są autorzy. Może i nie piszę książek, ale robię coś podobnego. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale mój świat to praktycznie personifikacja moich cech. I jest to robione celowo i świadomie. Nie zgodzę się więc z twierdzeniem, jakoby robienie tego znaczyło, że twór jest zły. Nie mniej jednak, jeśli autor odcina się od świata książki, nie będąc jego bohaterem w żadnym wypadku, to jest to jak najbardziej godne pochwały. Ale nie znaczy to, że druga opcja jest zła. Zbyt ogólnikowy cytat, taki typowy trochę bez żadnego sensu, byle brzmiał ładnie.
Ze skromnością się natomiast zgodzę. Nienawidzę jak ktoś jest skromny, bo tak "wypada". Wolę szczerość, nawet jeśli popada to pod egocentryzm. Podam przykład innego geniusza - Kojimy. Ludziom przeszkadzają jego żarty, megalomania itp. Mnie nie. Uważam, że jeśli ktoś zna swoją wartość, to jest to wręcz cecha pozytywna. Mocna zaleta. Więc jeśli Kojima mówi o sobie w żartach w grze Metal Gear Solid: Peace Walker "is god", to nie jest to nic złego, bo to jest żart fanów, running gag wręcz. Taki inside joke dla tych, którzy go lubią.
Mnie słowa o byciu mistrzem rozbawiają. I dokładnie tak to zrozumiałem, jak zostało to opisane w artykule. I przestańcie proszę podawać Dark Souls jako przykład osiągnięcia. gra NIE jest trudna. Finito. Wracając, żaden z niego mistrz. Może być mistrzem pióra, ale mistrzem gier wideo jest CDPR, który tak barwnie i dobrze przelał historię z książek do świata wirtualnego. NIE Sapkowski. Jakiekolwiek rady itp dotyczą książek, a to CDPR te rady poprawnie zaimplementował.
Więc nie jest to dużo hałasu o nic. Krytyka jest tu uzasadniona. Bez książek, których mistrzem jest Andrzej Sapkowski, gry by nie powstały. Nie czyni go to w żadnym wypadku mistrzem tych gier. Jedynie mentorem dla CDPR, mistrzem książek i niczego więcej.
Są żarty i żarty. Jeśli żart ma na celu kogoś obrazić, to jest zły. Odsyłam osoby, które tego nie rozumieją do odcinka o komiku ze Świata według Ludwiczka. Tam jest to ładnie pokazane, dlaczego żartować można z kogoś, ale nie obrażając go. A Sapkowski nazywając graczy nieinteligentnymi raczej nie zastosował żartu śmiesznego, a zwyczajnie chamski. Więc nie prostujmy na siłę jego słów. Bo coś takiego to gruba przesada. Nawet w żartach. Mówię to jako osoba, która kocha czarny humor. Ale nienawidzę jechania po kimś i udawania, że to był tylko żarcik.
Gdyby nie gra, Sapkowski mógłby sobie pomarzyć o globalnej popularności. To jest fakt niezaprzeczalny. Kogo obchodziłaby jakaś tam książka nieznanego pisarza z małego kraju w Europie? Okej, CDPR wykorzystało popularność książki aby na tym zarobić (i tu byli fair, bo proponowali lepszą stawkę niż on chciał), ale to dzięki tej grze gra zyskała światową sławę. O Wiedźminie nie było nawet w Polsce tak głośno dopóki nie powstała gra. Nie mówię, że była nieznana itp, ale teraz mówi się o Wiedźminie 10 albo i 100 razy więcej. I tego zadufany w sobie Sapkowski nie zmieni.
GRACZE SĄ GŁUPI! GRY TO SMRÓD. Ej, ALE JA NIE MIAŁEM NIC ZŁEGO NA MYŚLI!
To takie umywanie sobie rąk, niechęć do brania odpowiedzialności za słowa. Powiedział to. Takie tłumaczenia brzmią mi na typową politykę. "Proszę nie nadinterpretować moich słów. Miałem co innego na myśli, mówiąc, że niebo jest zielone!".
A to, że "był głupi" nie oznacza, że nagle może żądać czego innego. Bo to nie jest na miejscu. Trzeba było zaryzykować. Czy jak wyda milion w kasynie i przegra, powie, że chce odzyskać ten milion, bo nie wiedział, że przegra? No sorry...
A te pochwały gier to tylko takie tłumaczenie się. "Gry są dobre, bo powiedziałem, że przez nie mam kłopoty, teraz trzeba to sprostować, aby mnie nie hejcili. A CDPR zasługuje na kasę, bo to moja książka". Tak to widzę ja.
Cóż... czytając artykuł dochodzę do tego samego wniosku. Nic do niego nie mam, ale jego stosunek do niektórych spraw jest pożałowania godny. Jest to megaloman i to olbrzymi. Mówi, że gry i gracze są be, a potem to prostuje, bo "źle go zrozumieli". A gdzie słowo "przepraszam"? A pieniądze nic dla niego nie znaczą, ale 60 milionów to sobie zażyczył... no to ja nie wiem... Jeśli te 60 milionów wygra i odda na cele charytatywne, wtedy mu uwierzę. W innym wypadku - nie.
I dostać większy mandat, za jawną ucieczkę przed policją? Okej. Ja rozumiem, że Ty sam byś spieprzał, bo przecież nikt Cię nie ma prawa sądzić. Ty jesteś bezkarny! Możesz zabijać innych, bo tak. I kto tu jest frajerem?
Trzeba najpierw wymyślić plan jak mamić Polaków przez następne cztery lata. Po tym dopiero będzie czas na coś użytecznego.
Czemu tego nie ma w Polsce? Takie mandaty powinny u nas być od dawna. Może wtedy piratów drogowych, rowerowych i innych byłoby mniej. Ja bym za jazdę pod wpływem alkoholu nie dawał mandatu. Dożywotnie pozbawienie prawa jazdy. A za recydywę 5 lat w więzieniu. Za trzeci raz dożywocie. Tak powinno się traktować seryjnych morderców. Bo takim jest osoba, która wsiada pijana do samochodu i nim prowadzi.
Oj nie. Najgorszym, jest samochód. Zabija, zanieczyszcza i zatłacza. Jestem za zdelegalizowaniem samochodów osobowych. Rower lub na piechotę i nie tylko miasto będzie czystsze, ale i bardziej bezpieczne. A bilety miejskie powinny być tańsze lub darmowe. Wtedy jazda autobusem nie byłaby takim problemem. Plus mogłoby ich jechać więcej, bo samochodów by nie było. Sytuacja win-win, bez żadnych minusów.
Dlaczego wina zawsze jadącego? Pierwszeństwo jedno, ale brawura tego, który je ma to drugie. Aczkolwiek ten, kto ma pierwszeństwo, powinien być respektowany przez innych. Bo jak widzę przechodniów na pełnej ruchu ulicy, którzy mają w d... kierowców, czy rowerzystów, przejeżdżających byle jak przez pół chodnika, potem na jezdnię i stwarzając zagrożenie, czy przechodniów na ścieżkach rowerowych, którzy idą z wózkiem z dziećmi, a do tego dwa piesełki... to żałuję, że nie dostają mandatów tak ostrych jak ten tutaj w artykule. Bo to powinna być minimalna grzywna za coś takiego. MINIMALNA. Taka babcia, madka czy inny Janusz z piesełami, a nawet dzieciak na ścieżce potem będzie się wydzierać, gdy rowerzysta przejedzie niebezpiecznie szybko obok na chodniku. Tylko nie mają prawa mieć pretensji, bo robią to samo. Nawet mimo iż mają rację, to są hipokrytami.
Wystarczy klawiatura za 30zł. Działa? Działa. Jest wygodna. Jest. Funkcjonalna? Tak. Konsola to koszt klawiatury? Używana przez kilka lat konsola to może koszt 400zł. Ale bądźmy szczerzy, nie każdy konsolowiec kupuje konsolę 10 lat po premierze. Świerza konsola to koszt 1500zł. W przypadku następnej generacji, prawdopodobnie będzie to 2000zł. Za 1500zł da się(!) złożyć kompa z podzespołami na ultra. Co prawda trzeba sobie szukać promocji, ale... czy konsolowcy też nie szukają promocji na konsole?
Plus na pececie nie płacisz za swój internet. Masz gry ładniejsze, lepsze. Jest więcej exów niż na konsole. Można personalizować rozgrywkę, grając zarówno na klawiaturze, na padzie, jak i na innych kontrolerach.
Niestety wiele ludzi nie rozumie jak łatwo jest kupić PC'ta do gier. A potem ma Potato PC, który nie odpala Crysisa w 2018/2019 roku. To jest trochę... cóż... żałosne... Bo ta gra jest tak stara, że każdy Wooden PC powinien ją odpalić.
Jedyna konsola, która ma rację bytu to Switch. Szkoda tylko, że gry są takie drogie... Ale ta konsola to prawdziwa rewolucja. PS'y i X-boxy jedyne co polepszają do rozdzielczość i inne bzdury, natomiast Switch pozwala grać w dwóch trybach i jest wygodny. Szkoda tylko, że kontrolery są do tyłka...
PC master race ma sens. Bo zwyczajnie faktem jest, że pecety są lepsze. Owszem, zazwyczaj zapłacę więcej. Ale za jakość się płaci. Nikt nie jada w restauracji pięciogwiazdkowej, oczekując cen za czisa z Maka.
Co ma poziom lub nick do tego? Ty też kiedyś założyłeś konto i byłeś 1 lvl. A Twój nick można by nazwać randomowym zlepkiem liter. Wszsytko się da pod coś podciągnąć, jeśli się chce.
Może i konsolowiec biedak to głupie określenie. Bardziej pasuje "konsolowiec, wyrzucający pieniądze w błoto, bo może mieć wszystko to samo co na konsoli w lepszej jakości za mniej". PC master race nie powstało bez przyczyny. Po prostu komputery są lepsze. A jedyne co trzyma konsole przy życiu... to exy. Bez nich nie byłoby pojedynczego powodu by kupić konsolę.
Ja jestem pecetowcem. Mam w domu 3 konsole PlayStation (PSX, 3 i 4), Switcha i N64. Więc to nie ma znaczenia. Ale konsolowcy przepłacają, to jest akurat fakt.
Dopowiem i poprawię parę rzeczy.
Pierwsza, to bardziej techniczna rzecz. Raczej nie odmieniamy chocobo na chocoba. Źle to wygląda i brzmi :)
No i nie jest to kontynuacja Final Fantasy Fables: Chocobo’s Dungeon, tylko remake/port na Nintendo Switch i PS4 tej gry z DS'a.
Oryginalne gry, Chocobo's Mystery Dungeon i Mystery Dugneon 2 wyszły na PSX miliony lat temu. Potem powstawały jakieś inne gry, ale o ile mi wiadomo, Mystery Dungeon były tylko te dwie, trzecia i teraz ta, która jest tej trzeciej remake'iem.
No i trzeba dodać, że to jest dużo lepsza seria niż Final Fantasy. Niby spin-off, a gra ciekawsza.
Izometryczny jRPG rogalik. Innymi słowy gra z gatunku Mystery Dungeon. Myślę, że tak powinno się ten gatunek nazywać. Bo to jest specyficzny typ RPG-rogalika, który ma swoje korzenie w daaaawnych grach. Pierwsza gra, którą inspirowało się potem m.in. Chocobo czy Pokemon to właśnie... Mystery Dungeon. Po prostu. To coś jak metroidvania dzisiaj.
A właśnie, no i to jest real time turn based strategy. Ja to zawsze tak nazywałem. Poruszasz się na mapie w czasie rzeczywistym, ale dopóki się nie ruszysz, to tak jak w SUPERHOT, wszystko pozostałe także stoi w miejscu. Jest to turówka, prawda, ale zupełnie inna niż takie Final Fantasy chociaż, gdzie mamy osobny ekran do walk. Tutaj wszystko odbywa się na tej samej mapie, tam gdzie chodzimy, tam też walczymy.
Kolejna gra, którą trzeba mieć. Polecam też zapoznać się z Chocobo's Mystery Dugneon 2 każdemu. Każdemu, bez wyjątku. Nie ważne czy lubisz jrpg, czy nie. ja wręcz nienawidzę, ale przy Chocobo bawiłem się świetnie. Dlaczego 2? No bo jedynka nie wyszła po angielsku. Mam nadzieję, że zrobią remake oryginalnych dwóch części, bo te gry, a przynajmniej dwójka, byłą cudna.
EDIT: Zapomniałbym dodać. Warto dodać, że sama postać/rasa chocobo została zainspirowana ptakiem z reklamy słodyczy. Jednym z produktów był Chocobo no Chocoball. Nie dość, że ten ptak miał identyczne odgłosowe "catchphrase" kweh, to jeszcze słodycze nazywały się dokładnie jak postać, którą zainspirowały.
Ludzie są śmieszni. To, że Borderlands 3 będzie zapowiedziane nie jest plotką czy pogłoskami. To jest fakt. Jak można w ogóle po wszystkich tych potwierdzeniach ze strony gości od Borderlands (Bodajże głównie Randy'ego Pitchforda) myśleć inaczej? Przecież mieliśmy już informacje potwierdzone. Więc co ludzie mówią jakie będzie rozczarowanie, jak tylko remastery będą. Przecież WIADOMO, że będzie BL3, a przy okazji remaster BL1 (i bardzo dobrze! Ten niedopracowany tytuł potrzebuje odświeżenia!). A tutaj prawdopodobnie jest dwójka na Switcha. Tadaaa. Geniuszem być nie trzeba.
W Borderlands 2 nie zabijaliśmy Timmy'ego, tylko zupełnie inną postać. Jedyny więc Jack jakiego zabiliśmy to Handsome Jack. No i jego dubel. Ale nie był to ten sam, co z TPS. Też kiedyś myślałem, że to ten sam.
Hehe, wiele z tytułów miałem już w wishliście na Steamie, a niektóre nawet posiadam w bibliotece. Bardzo ciekawa lista. Niektóe tytuły dodane do wishlisty dzięki niej :)
W 2019+ czekam na dwie gry:
1. Ori
2. BIOMUTANT
Oprócz tego jeszcze czekam na Praey for the Gods. Ale tamte dwie to priorytety, zwłaszcza Ori. A nie napalałbym się na PftG, bo może wyjść jak zawsze. Wiele gier miało być hitami. Nie było. Tak samo z BIOMUTANTem, ale tutaj mamy coś oryginalnego, dlatego jest w priorytetach.
Szkoda, że tacy mądralińscy, którzy się nie znają, najwięcej piszą. A wiesz, że muzykę czy filmy możesz kopiować dowolnie? Mając jakikolwiek nośnik z muzyką czy filmem, masz prawo ściągnąć nawet wersje z najlepszą jakością i jest to 100% legalne. Więc nie, nie jest to pytanie typu kradzież samochodu.
To miałoby sens... gdyby nie to, że aby w to grać, trzeba płacić za tryb online. Bo taka gra to akurat głównie sieciówka.
Od czego by tu zacząć? Może od tego, że artykuł jest typowym clickbaitem? Gorszy od tych wszystkich "Half-Life 3 Confirmed" jest tylko "Half-Life 3 jest głupie", bo celowo prowokuje fanów.
Po pierwsze, fakty, które podajesz są nic nie znaczącymi informacjami. Kurcze, ciężko jest w ogóle mówić o tym, bo tyle do powiedzenia... Wiele gier powstawało te 20 lat. I co? Sprzedały się świetnie. Ile osób posiada kopię gry Spyro 1, 2 lub 3? A ile kupiło (o wiele gorsze od oryginału) Reignited Trilogy? Zapominasz o jednym. To, że poprzednie części mają wynik X, nie znaczy, że nowe będą miały taki sam lub mniejszy. Assassin's Creed Odyssey nie jest przypadkiem najlepiej lub prawie najlepiej sprzedającym się Asasynem? A nawet, jeśli nie, to wiele części, np. Origins ma gorsze wyniki. I co? Przecież to kontynuacja, a taki sukces. Jeśli gra jest dobra, to obroni się samym byciem dobrą. Wiele osób gra w gry, bez w ogóle znajomości poprzednich części. Przykładem jest Skyrim. Poza nielicznymi fanami TES, większość polubiła Skyrima za bycie Skyrimem, nie za bycie TES.
Dwa... nikt już nie szuka HL? I co z tego? Wszyscy czekają aż zostanie gra zapowiedziana, nie trzeba szukać. To mało znaczy. Google pokaże wzrost wyników o 10.000% jak tylko HL3 zostanie zapowiedziane. Ta gra jest legendą. Będą grali w nią fani serii, ci, którzy lubią takie klimaty i ci, którzy grają we wszystkie AAA. Są też osoby, które grają, jak gra jest popularna lub/i dobra. "Nie znam serii, ale słyszałem, że dobra gra, więc kupiłem i bawię się świetnie". Takich osób jest multum.
Następna rzecz... Jeśli HL3 będzie grą dobrą, to sprzeda się za sam fakt bycia grą dobrą. Nie musi być to HL3. A wiele osób tylko z tego powodu ogra poprzednie tytuły. Chyba nie sądzisz, że każdy we wszystkie gry grał od 1 części? Ja np. HL zacząłem od dwójki właśnie, jedynkę ograłem lata później. Tomb Raidera od II i III, w I nie grałem, jak wyszło Anniversary, to na długie lata potem w wersji Platinum Games dostałem wszystkie gry serii i odpaliłem na chwilę TRI. Więc po chyba 20-30 latach. Crasha zacząłem od trójki, potem kupiłem dwójkę, a w jedynkę to nawet nie grałem. Więc to, co mówisz nie ma najmniejszego sensu, bo gracze nie potrzebują kolejności. A często przez tytuł nowszy, sięgają po te starsze. HL3 będzie przede wszystkim grą, osobną grą. Przy okazji częścią serii, ale dla typowego gracza będzie to okazja zagrać w grę, która po prostu powstała. Jak się spodoba, może sięgnie po poprzednią... Wiele developerów wręcz ułatwia to, nie spoilerując za dużo, a w każdej odsłonie serii zapoznając mniej więcej z tym o czym jest ta gra. Takie samouczki w trakcie samej gry.
Poza tym popełniasz (strzelam, że celowo) pewien błąd. Porównujesz grę sprzed dwóch dekad do paru nowszych, gdy rynek kier się rozrósł. Pamiętaj, że Half-Life 1 to czasy, gdy nikt nie korzystał ze Steama. Nie istniały cyfrowe platformy dystrybucji, a przynajmniej nie tak popularne. Dzisiaj granie stało się łatwiejsze i już nie jest domeną jedynie dzieci, a także dorosłych. Poza tym powiedz mi, ile kultowa gra... Doom... ten oryginalny... ma sprzedanych kopii? 500 tysięcy? Bo według Ciebie ta gra jest nic nie warta. Owszem, obecnie jest śmieciem, ale wtedy była ważna dla graczy. I to dzięki neij wiele gier i serii powstało. Deprecjonowanie czegoś, bo liczby sprzed lat są za małe... dziecinada. Gdyby gry były tak popularne wtedy, jak są dzisiaj, to 60 milionów HL1 by zdobył. Bez problemów.
Poza tym czarnowidzenie bez podania rzetelnych faktów... To samo jak te wszystkie "to będzie super gra, wiem to - typowy gracz przed premierą NMS". Tylko reakcja jest odwrotna. Nie wiem czy Half-Life 3 (jeśli powstanie) będzie grą dobrą, ale ten artykuł to najgorsze ścieki jakie ostatnio czytałem w artykułach o grach.
Może po prostu wraz z wiekiem stałeś się sztywniakiem. Jednym z tych dorosłych, którzy już nie rozumieją jak cudowne są gry?
PS To, że jakiś hejter, jakich wiele (celowe wyłapanie pojedynczej negatywnej opinii o Half-Life aby "udowodnić" swoją mylną rację) napisał, że HL1 jest nudne, nic nie znaczy. Ba, sam tak kiedyś twierdziłem. Ale i tak dwójka jest milion razy lepsza. A jedynka, choć nie jest tak świetna, jest jednak grą dobrą. A Black Mesa ożywiła ją. Gdyby było tak jak mówisz, nie powstawałyby fanowskie projekty z Half-Life'a, skoro "nikt już się nie interesuje tematem". A jest wręcz przeciwnie. Ostatnio to samo od jakiegoś półgłówka usłyszałem o Smashu. "Hype minął i nikogo już ta gra nie obchodzi". A tu setki milionów osób komentujących na setkach milionów filmików na YouTube o tej grze. Nowe aktualizacje, nowi fani, wszędzie o tym głośno. Tylko ktoś zatyka uszy. Tak jak Ty z Half-Life'm
@Matysiak G
Tylko, że XBox jest gorszy od PSX za samą bibliotekę gier. Są exclusivy dla XBoxa, ale tak właściwie co to za exy, skoro lepiej i taniej kupić od Microsoftu po prostu peceta i tam zagrać w znacznie lepszych warunkach i możliwościach. Więc PS >>>> XB. Druga sprawa, że PS zawsze wyprzedza Iksa sprzętowo. Jedyne, co XBox ma lepsze to kontroler.
Jest w ogóle jakakolwiek ekskluzywna gra dla XBoxa, której nie ma na PC? Bo nie słyszałem o tytule, którego bym chciał, a nie zdobędę, bo konsola nie ta. Zaś na Pe-eSy co chwilę coś takiego wychodzi.
I to, że to nie jest zapowiedź, tylko rejestracja patentu... po co mieliby patentować coś, nie używając tego? Poza tym o wstecznej kompatybilności PS4 była mowa już nieoficjalnie ze 2 lata temu. To nie tajemnica, że takie coś jest na rzeczy.
Microsoft powinien se dać siana w rynku konsol. Bo po co one w ogóle istnieją, skoro nie dają żadnego plusa ponad PS czy PC?
Raczej nie hypowałbym się na "perfekcyjną" emulację, bo coś takiego nie istnieje. Emulacja to nie jest tak po prostu odpalenie gry na starszą konsolę. Wszystkie komendy, których nowsza konsola (albo inny sprzęt w przypadku emulatorów np. na Andka lub pecety) nie rozpoznaje, musi obejść, albo dając szybszy, ale mniej poprawny sposób, albo powolniejszy, ale wierniejszy oryginałowi. Głównie tu chodzi o matmę. Jeśli np. prędkość poruszania się obiektu ma wynosić 2.15, a sprzęt takie coś rozpoznaje jako 2, to już wychodzą małe nieprawidłowości. Na pewno stworzą system, który lepiej poradzi sobie z czymś takim, ale nie nazwałbym go idealnym, bo do tego daleka droga.
Co do patentu na auto-remaster. Szczerze, to według mnie to nic specjalnego. Wystarczy zagrać na psxe w CTR, podbić grafikę ustawieniami i gra wygląda lepiej niż oryginał, bo ma lepszy lub w ogóle posiada antyaliasing i takie tam. Według mnie coś takiego powinno być w domyśle w każdym systemie wstecznej kompatybilności. Dlatego tutaj dla Sony na plus, że o czymś takim pomyślało. Chociaż nie wiem czy właśnie z tego podkradniętego emulatora, którego umieścili w swojej "PSX Mini" nie wzięli. Bo tam takowa opcja była właśnie.
Poza tym niektórzy chyba nigdy nie korzystali z realnego życia. Bo kary za niektóre przestępstwa potrafią być boleśniejsze. Np. karą za jazdę bez biletu jest 50-krotność jego wartości. Co prawda to tylko 100 parę zł, ale tu już masz karę finansową 50 razy wyższą niż wartość danej usługi. A co gdyby karą było nie usunięcie biblioteki a 50 x wartość, którą sobie oni ustalą dla tej gry? Np. 60 dolarów. 3000 dolarów kary brzmi już poważnie. Dlatego powinien się cieszyć, że nie dostał czegoś takiego.
Tak jak mówi grabeck66617, skoro podpisujesz umowę, w której są konkretne warunki, nie dziw się, że łamiąc te warunki dostaniesz karę.
Ja się o takie coś nie boję, bo wiem, że nie łamię regulaminów :)
Kara za złamanie regulaminu.
Odwali.
Jesteś albo głupi, albo trollujesz, albo to kroptoreklama GOG'a. Nie ma innej opcji.
Dlaczego tyle ludzi nie potrafi używać mózgu?
Czemu celowo manipulujesz faktami? Oczywiście, że cyfrowa dystrybucja jest o niebo lepsza. Ale wszystko ma dwie strony. Masz warunki korzystania i jeśli nie potrafisz się dostosować, to baj baj.
Nie ma czegoś takiego jak "21 wiek". No chyba, że masz na myśli, że masz 21 lat?
Nie no, życie na świecie jest takie świetne! Same plusy! Czy jak zamordujesz kogoś i za to pójdziesz do więzienia, pieprzysz takie same farmazony, jaki to pokrzywdzony jesteś? Weź się nie kompromituj.
Gościu dostał dokładnie to, na co zasłużył. Złamał regulamin? Złamał. Była mowa o karach podobnego kalibru (np. usunięcie konta)? Była. Więc powinien się cieszyć, że TYLKO tyle. A nie dostał bana. Bo ban, to jednak coś więcej. Musi zakładać nowe konto, traci sieć znajomych, nowego maila musi używać etc. A skasowanie biblioteki to praktycznie to samo. Poza tym, że dostęp do konta będzie.
Nie bądź idiotą, a nikt Ci gier nie zabierze. Taka jest prawda. Zabawne, że gry-online robią taki tabloidowy materiał. Ale jeszcze zabawniejsze, że jelenie dają się w niego wciągać.
A niby z jakiej racji jest to przesadzona kara? Jawnie i dobrowolnie złamał zasady, w których był zapis, że nie można tego robić i grozi to czymś takim. Więc nie róbcie z igły wideł, bo dostał dokładnie to, na co zasłużył.
Myślę, że dlatego, że zbyt inteligentniejszy nie jesteś. Mówisz o ironii, a nazywasz ją sarkazmem. Po prostu wracają do robienia gier. Czy będzie HL3, czy nie, to się okaże za parę lat. Tacy hejterzy jak Ty nikogo już nie bawią, więc wracaj do piaskownicy kraść grabki innym dzieciom.
Może spóźniłem się o pare miesięcy z komentarzem do artykułu, ale nie mogłem się powstrzymać, gdy czytam te komentarze, których większość jest tak idiotyczna...
Na Half-Life 3 nikt nie czeka
Ja rozumiem, że ludzie co tak mówią są nikim. Ale na HL3 wiele osób czeka.
Po takim czasie(...)
Istnieją gry kontynuowane po dłuższym czasie.
Bo ta gra była zła, to HL3 też będzie złe
HL3 to nie "ta gra". Nie wiadomo, o wymyślą. Sequele mogą być gorsze lub lepsze. Bywa różnie. Ale jak ktoś się nahajpuje na nie wiadomo jaką produkcję, to nawet jakby to było arcydzieło, to będzie dla niego za mało. Zejdźcie na ziemię.
Chcę daty premiery! Ale już!
A ja chcę miliard dolarów. Dasz mi? Co bardziej ogarnięci ludzie wiedzą, że data premiery to nic znaczącego i wiele razy się przesuwa, bo gra musi być dopieszczana i poprawiana.
Karcianka nie pasuje do Valve!
Co znaczy "pasuje". Valve to firma, która robi to, co się opłaca. MOBA, gdy nikt inny MOBY nie robił, Team Fortress, gdy nie było czegoś takiego na rynku. To karcianka, gdy karcianki są popularne. Proste jak but.
Dokładnie. Kiedyś najprostsze gry bawiły bo a) nie było innych, ciekawszych, b) dzieciom łatwo sprzedać sprężynkę o kolorze tęczowym, którą zrzuca się ze schodów a po 2 dniach jest poplątana... a tym bardziej grę, która, nawet jeśli jest prosta, to jednak ciekawsza od sprężynki. Ale jako dorosła osoba już, po tych 20-30 latach, większość gier jest nudna. Niektóre nadal są ciekawe, ale jak widzę ich prostotę, to też czasami mnie to nudzi. Poza tym wtedy przechodziło się gry latami, dlatego tak bawiły. Większa była determinacja do przejścia Mario do końca, a nie, że dzisiaj obeznany w grach, przechodzę najtrudniejsze gry w góra 5 godzin.
Gdyby to było coś w stylu Amiga Classics lub MSX Classics. Ale DOSBoxa, jak piszesz, zdobyć strasznie łatwo. Zresztą Amigę też, ale tak, to by wybrali jakieś porządne, fajne gry. A na MSX by może zagrali ludzie... chociaż w to wątpię. Właściwie jakiekolwiek DURNOCTWO Classics nie ma sensu. Są emulatory i ludzie nie naiwni będą ich używać :)
@animatiV Sprzedaje, bo na jeleniach się łatwo zarabia. Tacy próbują na siłę być legalni, a tak naprawdę są dojeni przez firmy, które ich portfele odkurzają. Niestety nic nie zrobisz. Ludzie naiwni zawsze byli i będą na świecie.
Jest jeszcze inna sprawa. Gry na NES ciężej dostać. Tak jak mówi @Dharxen. Da się, ja mam nawet swoją kolekcję na kompie, ale pobraną zanim ROMNation itp upadły... przynajmniej w udostępnianiu ROM'ów.
No i na kompie bez problemu odpalisz gry starsze. Ba, grałem nawet gry z Amigi. Jak ktoś wyżej słusznie napisał - komputer to nie konsola, żeby miała problem ze starymi grami. Poza tym te gry są wszędzie dostępne, nawet na Steam.
@SpecShadow Żart stał się nudny, bo komuś nie pasuje prawda, którą on obnaża? Przy takowych absurdach dokładnie myślę to samo co @12dura. Nie wiem jakich idoli @Lutz miał na myśli, ale chyba chciał się przed kolegami z klasy popisać. Niestety nie wypaliło. Pierwsza moja myśl była dokładnie identyczna - "czy to jakiś spóźniony żart na Prima Aprilis?".
Mad Max to dobra gra. Jedynie co zepsuli w niej to grindowanie i na siłę wciskanie misji fabularnych (zwłaszcza, jak ktoś chce odblokować coś późniejszego). Obozy są zbyt podobne do siebie, ale sama rozgrywka, walka itp jest ciekawa. Prosta mechanika i narzędzia walki są olbrzymim plusem tej gry.
Biomutant niestety wygląda zbyt chaotycznie pod względem walki i liniowo. Jeśli gra będzie tak liniowa jak w tym 25-minutowym filmiku, to będzie niefajnie, bo zepsują fajny pomysł. Chciałbym też aby jednak poprawili walkę, bo nie cierpię mało dynamicznej, chaotycznej walki. Mało dynamicznej dlatego, że gość na filmiku chce chwycić beczkę i rzucić, ale nie jest w stanie tego dobrze zrobić, bo i tak go biją. A jak upadł, to zanim wstanie mijają z 2 sekundy i wtedy nic nie można zrobić. To nie jest walka dynamiczna. Dynamiczna walka jest w Dust: An Elysian Tail. Tam też są combosy i wg mnie o wiele lepiej zrobione. Tak, niby gra 2D, ale mogliby się i w 3D tutaj postarać o bardziej intuicyjny combat.
Gra wygląda fajnie. Ale oby na wyglądzie się nie skończyło.
Mam zamiar w przyszłości kupić, ale wątpię by była to gra o poziomie trudności zbliżonym do platformówek z lat 90. Owszem, na pewno na dzisiejsze czasy jest bardzo trudna, ale możliwość powtarzania poziomów w nieskończoność to olbrzymie ułatwienie, którego większość gier z tamtego okresu nie miała. Giniesz = zaczynasz od nowa. Myślę tutaj o takim Doki Doki Yuuenchi, którego nie potrafię przejść. Nawet dzisiaj. A SMB to pewnie tylko kwestia czasu. Poziomy są pewnie cięższe, ale możliwość przechodzenia ich w nieskończoność, tak jak mówiłem, ułatwia bardzo.
Zabawne, że kiedyś robiono trudne gry i nikt nie narzekał. A teraz to każdy chce aby gra się sama przechodziła i łatwe gry pokroju Dark Souls mianowane są super trudnymi. Słyszałem też, że Ori jest trudne. Beka :D
Gra jest świetna. Jeśli chodzi o gameplay, to jest to gra przygodowa, gra akcji, trochę gra survivalowa w jednym. Ma dość bogatą historię, rozbudowanych bohaterów, a przede wszystkim gra się dość naturalnie. W sensie... czuć postapokaliptyczny klimat. Nie jest to strzelanka, ale broń mamy. Trzeba się skradać, szukać zapasów. W wielkich miastach można się zgubić. Mimo iż fabuła jest liniowa, to ścieżka... no można przejść przez wiele budynków, lub je ominąć. Czujesz się osaczony, a jednocześnie zagubiony w tym świecie. Czyli dokładnie tak, jak powinieneś. Istnieje crafting i system ulepszeń. Dość prosty i właśnie to jest wielkim plusem. Podoba mi się też to, że Ellie coś robi. Pomaga. Nie jest tylko po to, by była. Zarówno przy momentach w stylu "podaj drabinę", jak i w samej akcji. Atakuje przeciwników i na bieżąco Cię ostrzega. Nie wiem co więcej napisać. Gra jest po prostu super.
Jedyny mankament to zakończenie.
spoiler start
Nie podobało mi się to, że Joel stawał się coraz bardziej bezwzględny i zabijał nawet niewinnych. Widać w nim było na sam koniec żądzę krwi. To nie było zdrowe. I jego egoistyczna decyzja, życie w iluzorycznym świecie. Okłamał Ellie, udając, że wszystko jest okej. To jest szaleńcza miłość. Miłość do Ellie. Albo do utraconej Sary. Próbuje zrobić wszystko, by była obok, nawet jeśli to znaczy oszukanie jej samej. Smutne trochę... Niekonwencjonalny koniec, ale mimo wszystko... trochę ta decyzja boli. Dlatego ocena 9.5, a nie 10.
spoiler stop
@AntyGimb
Gry fabularne gra się nie dla poziomu trudności, a dla fabuły. I dla mechaniki.
Żadna z gier Dark Souls nigdy nie była trudna. A jeśli uważasz ją za najtrudniejszą, w jaką grałeś, to niestety zostałeś oszukany przez dzisiejszych twórców gier. Bo stare gry były o wiele cięższe. Przykładowo te na NESa, które nie miały nieograniczonej ilości żyć i po x śmierciach grałeś W CAŁĄ GRĘ od nowa. A te gry wcale najłatwiejszymi nie były. Niektóre nawet psuły cały postęp, jeśli w jednym momencie sfailowałeś. I mimo iż dalej grac mogłeś, okazało się, że brakuje Ci jakiegoś itemka, którego nie wziąłeś wcześniej i już nie możesz się po niego wrócić (w DS1, jak z jakiegoś powodu taki itemek straciłeś, pojawiał się on w skrzyni, w takich grach zaczynałeś od nowa :>).
"Trudność" Dark Soulsów nie polega na tym, że gra jest ciężka. A na tym, że nie istnieje tam samouczek. NIE JESTEŚ PRZEZ CAŁA GRĘ TRZYMANY ZA RĄCZKĘ. Nikt Ci nie mówi co masz zrobić i jak masz zrobić. W dzisiejszych grach wszystko opisuje Ci albo ktoś, z kim główny bohater się łączy przez headseta, albo tekst na ekranie. Przykładowo Tomb Raider Legend - cały czas masz napisane, co zrobić. Checkpointy są niekiedy co kilka sekund.
Tomb Raider 2? To była ciężka gra. Zmuszała nie tylko do akcji, ale przede wszystkim do myślenia, rozwiązywania zagadek i znajdywania wyjścia. O wiele trudniejsza niż Dark Souls 1. I mimo iż w TR2 miałeś sejwa w dowolnym momencie, co wtedy było rzadkością i tak, to zwyczajnie przechodzenie gry było prawdziwym wyzwaniem. Zastanawia mnie... co by było, jakby w Tomb Raider 2 był system checkointów. I trzeba byłoby powtarzać sekwencję od danego momentu, a nie od dowolnego miejsca, w którym się zsejfowało. Dopiero byłaby to gra trudna.
A gry NESowe? Po np. 3 śmierciach masz ekran continue. Zaczynasz od danego poziomu, do którego doszedłeś. Po 3 continue'ach, nie masz już możliwości kontynuowania. Grasz od nowa. Nie ma karty pamięci, gdzie sejfujesz postęp. Po prostu grasz CAŁKIEM od nowa. A poziomy nawet po wielu próbach są ciężkie i wymagają prawdziwej zręczności. Jungle Book, The Lion King czy Home Alone 2. Przykłady gierek z NESa dużo cięższych niż Dark Souls. A jaka gra znajdzie się na miejscu #1? Rockman! Znany także jako Megaman. Ta gra trollowała ludzi od wieków. jak przypadkiem zszedłeś z drabiny do poprzedniego ekranu, wrogowie pojawili się tam ponownie. Z PSXa to Crash Bandicoot był ciężki, zwłaszcza, jeśli ktoś zbierał wszystkie kryształy i klejnoty.
Nie twierdze, że Dark Souls jest prosty. Ale nazywanie go tak bardzo trudnym jest zwyczajnie mijaniem się z prawdą. Zwłaszcza, że w DS1 bardzo łatwo wygrindować poziom. No i właściwie nie trzeba nawet bić większości bossów. Można je ominąć. Po kilku razach na 20 lvlu, gdy zrobisz jako duszek Quelaag dla kogoś, masz już tyle dusz, że wskakuje Ci nagle na 50+ lvl.
Dark Souls więc jest po prostu grą, która nie powie Ci, co Cię czeka za rogiem. W tym tkwi problem. Nie jest to gra trudna, tylko nie wybaczająca pomyłek.
Co do Wieśka. To chodzi w tej grze bardziej o fabułę. I mechanikę. Akurat takie gry, to ja lubię przechodzić na luzie.