Po genialnej trójce okraszonej rubasznym i prymitywnym humorem Volition uznało, że da graczom jeszcze raz to samo w myśl zasady „jeżeli coś działa, to po co to zmieniać”. Czwórka jest więc nasterydowaną trójką, jeżeli ktoś dobrze bawił się w poprzedniej części, to i w tej się odnajdzie. Zasadniczo tutaj można byłoby zakończyć, ale wypada też coś wspomnieć o rozgrywce - no więc polega ona na: sianiu fermentu, chaosu i unicestwianiu kosmicznych kreatur przy użyciu zarówno konwencjonalnego arsenału, jak i mniej standardowego dubstepguna, czy maszynowej rakietnicy z granatnikiem Wujka Sama i mechanicznego robota. To tak w skrócie.
Wykonywanie misji pobocznych nie ma większego sensu, są one miałkie i ograniczają się do powtarzalnych czynności i chociaż twórcy nagradzają nas za ich wykonanie w najmniej przewidywanym momencie, to jednak miałem poczucie straconego na nie czasu. Wątek główny natomiast pełen jest dziwnych (nawet jak na uniwersum SR) wydarzeń i zwrotów akcji, a w ich centrum jesteśmy właśnie my. Oczywiście nie jest to fabuła skłaniająca do przemyśleń i niedługo po jej ukończeniu i tak o niej zapomnimy, to jednak jej śledzenie jest satysfakcjonujące i angażujące. Mamy wreszcie antagonistę, złego do szpiku kości, z którym mamy do rozliczenia osobiste porachunki, przy okazji walcząc w imię ludzkości. Brzmi jak coś, co spokojnie mogłoby być scenariuszem kolejnego filmu z MCU, tylko że dla dorosłych – i bynajmniej nie jest to wada.
Teraz pora na crem de la crem – supermoce, które umożliwiają nam bieganie po ścianach, skakanie na niebotyczne odległości i wysokości, zamrażanie lub (i nie tylko) podpalanie wrogów. Superman to przy nas nażelowany goguś z wybujałym ego i slipkami na wierzchu. Korzystanie z supermocy jest ogromnie satysfakcjonujące, nawet jeżeli zaburza to balans gry. Z drugiej strony, gdyby supermoce nie dawałyby nam większej przewagi, to jaki byłby ich sens? Właśnie taką logiką kierowali się ludzie z volition. Supermoc ma być super i gracz ma to odczuć. I dokładnie tak jest. Twórcy przygotowali naprawdę szeroki wachlarz możliwości, który bardziej przypomina chaotyczną rozgrywkę na kodach, niż rzeczywiście z góry opracowany system. Dlatego też do rozgrywki wkrada się znużenie w momencie, gdy wrogowie nie stanowią dla nas wyzwania. Wprowadzenie supermocy ma jednak ten skutek uboczny, że całkowicie pozbawia sensu korzystanie z innych mechanik, np. modelu jazdy, bowiem przy użyciu supersprintu poruszamy się kilkukrotnie szybciej i to już po kilkudziesięciu minutach od rozpoczęcia gry. Jak mawia klasyk: są plusy dodatnie i plusy ujemne.
Ja wiem, że Gamescom, ja rozumiem, że masa giereczkowych odpadów lata po steamach, ale nadal czekam i łudzę się, że kiedyś zostaną dodane do encyklopedii Sir Whoopass i Fantasy Trader
No ale gdzie wady? Żeby jeszcze gry AAA były warte ceny, jakich życzą sobie wydawcy w dniu premiery. Dodatkowo, w jaki sposób GP ma niszczyć branże, w której na wiele lat przed jego utworzeniem miało miejsce powszechne rozdawnictwo gier i co miesięczne obniżki na określone tytuły lub gatunki. Ktoś tu tęskni za czasami internetu łupanego.
Nie jestem w temacie, jeśli chodzi o lore warcrafta, ale dlaczego wow ma uniemożliwiać wydanie Warcrafta 4? Poza oczywistymi niechęciami blizzarda do wydania kasy na grę w uniwersum której dzieje się utrzymywane i generujące zyski MMO.
Gry o tematyce gangsterskiej zostały zdominowane przez tasiemce pokroju GTA, czy Yakuzy. Jeżeli ktoś ma niedosyt po najnowszej Mafii, to chyba pora na ogrywanie poprzednich odsłon tych serii, albo polowanie na egzemplarze z drugiej ręki Ojca Chrzestnego (1 i 2) lub wyżej wymienionego Scarface.
Zdecydowanie gorsza od pierwszej części, ale nadal solidna. Klimat horroru nieco zelżał i poziom trudności również uległ regresowi. FEAR 2 jest zdecydowanie przystępniejszy i widać, że twórcy poszli na ustępstwa, np. w ramach inteligencji wrogów - nadal nas okrążają, starają się wzajemnie osłaniać i wykorzystywać otoczenie, przy czym równocześnie zbiorową biegną pod linię ognia, lub zasłaniają się stojąc za przewróconym stolikiem sięgającym maksymalnie do kolan. Twórcy zdecydowali się przybliżyć fabułę gry w ramach znajdowanych notatek, ale jednocześnie interfejs jest mało czytelny i toporny.
Ostatni spin-off, który miał jako-taki sens, to średniowiecze i jeżeli taki miałby być kierunek EA to całkiem fajnie mogłoby to wyjść.
Ostatnia odsłona piłki kopanej od EA jaką kupiłem to była FIFA 23. Było średnio, kopało się przyjemnie, FUT tak samo frustrował, jak i relaksował jednocześnie, ale tryby gry dla pojedynczego gracza były mało ciekawe i szybko nudziły - brak urozmaiceń i powtarzanie tych samych schematów treningowych + frustrujące przeciągające filmiki z negocjacji transferowych. Nastawiałem się na zakup '26, ale po tym tekście nabrałem wątpliwości. Czy dla kogoś, kto nie jest wyjadaczem w grze, a chce sobie tylko wirtualnie od czasu do czasu pokopać ta gra ma jeszcze sens?
Dwadzieścia lat minęło, a Fettel i Alma nadal straszą, żołnierze repliki nadal flankują i psują nam krew. Puls 160, powtarzam puls 160. Widać delikatne nadgryzienia zębem czasu, zwłaszcza co do grafiki, jak i mechaniki strzelania, przy czym po pierwszej godzinie przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Zbieramy broń, staramy się przeżyć i zrozumieć "o co w tym wszystkim chodzi". Dodajmy do tego kultowy bullet-time, miotacz cząstek i legendarną drabinę. Jedynie fabuła pozostawia nas w niedosycie.
Robi dokładnie to samo co jedynka. Problem polega na tym, że pierwszy Dead Island był co najwyżej poprawny, średni, przeciętny. Zdarza się, że są gry na tyle dobre, że dla sukcesu kolejnych części wystarczające jest utrzymanie osiągniętego poziomu. Tutaj było to nie do zaakceptowania. Riptide był nudny, mdły i mechanicznie staroświecki. Fabularnie też nie miał nic do zaoferowania, a dodatkowo mówimy tutaj o wersji Definitive Edition - czyli "odświeżonej wersji gry", przy czym została ona wydana zaledwie 3 lata po premierze pierwotnej wersji. Słabe i niepotrzebne.
Mafia II już w dniu premiery była świetna, tak samo świetna była rok, pięć i dekadę później, tylko dodatki były tragiczne. Czy konieczne było jej odświeżenie? nie. Czy "Edycja Ostateczna" przyniosła więcej zmian w grze? nie. To może naprawiła dodatki i bardziej zachęca do ich ukończenia? Absolutnie nie. Czy to zwykły skok na kasę? Trochę tak, aczkolwiek nie do końca. Rzeczywiście w "Edycji Ostatecznej" standardowo poprawiono grafikę, dodano pakiet DLC i dokonano lekkich kosmetycznych zmian w rozgrywce, ale dla posiadaczy oryginału to jedynie ciekawostki. Ani źle, ani dobrze.
Po części się zgadzam. Nowy FM wydaje się tak samo rewolucyjny, co przedwcześnie wydany. Przejście na unity wydaje się na pierwszy rzut oka fajnym pomysłem, ale jeżeli niesie ze sobą konieczność wprowadzenia ograniczeń co do istoty rozgrywki to już nie jestem co do tego przekonany. Prowadzenie reprezentacji już od wielu edycji wołało o zmiany, więc zamiast pracować nad tym aspektem przez jakiś czas, to SI budzi się ze snu zimowego i stwierdza, że "no fakt, słabe to jest - wywalamy, jak zrobimy to będzie, a jak nie zrobimy to nie". Szkoda, bo fajnie było sobie wygrać jakąś niszową reprezentacją Mistrzostwo Świata i teraz tracimy możliwość zdobycia najważniejszego trofeum piłkarskiego.
Fajny pomysł z wprowadzeniem losowych wydarzeń z życia piłkarza i jego otoczenia. Niekoniecznie muszę wiedzieć, że Panu X śmierdzą stopy po meczu, ale fajnym dodatkiem byłoby, gdyby w trakcie sagi transferowej matka, albo małżonka pana piłkarza wypowiada się, że popiera zawodnika, albo że sama doradzała mu zmianę itp. Mogłoby to również wpłynąć na dynamikę konferencji prasowych, które są do bólu nudne i nijakie.
Waga zawodnika rzeczywiście nie odgrywała znacznej roli, więc SI zamiast to zmienić uznała tak samo jak w przypadku reprezentacji, po co się tym zajmować - wyrzućmy i zapomnijmy. Szkoda, bo prowadzenie się piłkarza jest jednym z ważniejszych elementów. Osobiście widziałbym tutaj miejsce dla poszerzenia roli w sztabie - dodanie dietetyka, który mógłby wspomagać piłkarzy mających problemy z wagą, ale także będącym dodatkowym elementem dla poprawy jakości treningu fizycznego; dodanie psychologa klubowego, który mógłby pomóc w przypadkach krnąbrnych, albo wycofanych piłkarzy i poprawiać aspekty treningowe związane z atrybutami psychicznymi jak: przywództwo (mam świadomość, że jest kurs, ale jego użyteczność jest w praktyce znikoma), pracowitość i determinacja
Kwestia licencji to niestety aspekty czysto prawne i sama chęć ich dołączenia nie jest wystarczająca
Nowy FM ma być rewolucyjny, a na ten moment wydaje się niedopracowany, a SI całkowicie ignoruje głosy graczy - szkoda. Na ten moment wygląda to jak obranie kurs na równię pochyłą i zwrot w kierunku szerszego grona odbiorców kosztem tych, którzy pozwolili tej grze stać się kultową. Osobiście zostanę zapewne przy 24 jako "najbardziej dopracowanej i idealnej formie".
Trylogia ocalałej <3 dawno żadna seria gier mnie tak nie wciągnęła jak właśnie ona. Jedynka była najlepsza fabularnie, dwójka poprawiła mankamenty jedynki, trójka godnie to zakończyła nie zaniżając poziomu. Cała trylogia godna polecenia.
Piękna grafika i muzyka to jednak trochę za mało. Fabuła na początku intrygująca przeradza się w pewnym momencie w horror tylko po to by później spuścić z tonu i przytłoczyć absurdalnością. Gra przez cały czas prowadzi gracza za rączkę, aby przypadkiem się nie pomylił i nie utracił ciągłości historii. Większość starć przechodzi się od pierwszej próby. Reasumując - gra się nie wyróżnia, nie jest wyzwaniem, przechodzi się płynnie, jest estetyczna, dodatkowo z dobrym udźwiękowieniem, ale podstawa gry, czyli fabuła, jest największym rozczarowaniem. Szkoda, a zapowiadało się naprawdę dobrze.
Połączenie FC1 i FC2 to, przynajmniej na papierze, przepis na murowany sukces. Niestety czegoś zabrakło, albo raczej czegoś było za dużo. Główny wątek bezsprzecznie jest najmocniejszą stroną gry razem z grafiką, niestety jednak cała reszta jest na niskim poziomie, tak jakby była zrobiona na szybko. Przedmioty kolekcjonerskie w żaden sposób nie fascynowały, ich poszukiwanie też nie było wyzwaniem, a raczej stratą czasu. Misje poboczne i inne aktywności były ciekawe tylko do momentu, w którym w miarę dobrze rozwinęliśmy postać. W pewnym momencie nie czuć już potrzeby dalszego rozwoju bohatera.
Pod względem mechaniki gry, walki, wspinaczki, prowadzenia śledztw to po około 2-3 godzin gra już nie ma nam nic nowego do zaoferowana, co skutkuje wkradającą się nudą. Fabularnie wyszło całkiem nieźle. Pod względem graficznym "Asasyn" postarzał się naprawdę z klasą. Odwzorowanie miast, które tętnią życiem nawet dzisiaj może robić nie małe wrażenie, gorzej to wygląda gdy z bliska przyjrzymy się modelom postaci, które oprócz tego, że są powtarzalne to są po prostu brzydkie. Także system lalkarza pozostawia wiele do życzenia, postać często robi to na co ona ma ochotę. Ani tragicznie ani dobrze.
Pierwsza część była czymś nowym, powiewem świeżości na rynku. Wydawać by się mogło, że zrobienie conajmniej dobrej kontynuacji nie powinno być większym problemem. Rzeczywistość zweryfikowała. Długie ekrany ładowania, otwarty świat, który tak na prawdę był pusty i nie czuło sie potrzeby jego zwiedzania. Misje poboczne nudne i powtarzalne. Graficznie także przeciętnie. Główny wątek miał ciekawe momenty, jednak skończył się nijak. No i na sam koniec największy grzech - Faith nie zawsze nas słucha i skacze tam gdzie niekoniecznie chcemy. Słaba gra i mówie to nie patrząc przez pryzmat jedynki.
Krótka, ale świetnie zrobiona. Widać, że twórcy wzorowali się na Life is Strange. Jednak mam wrażenie, że czegoś tu brakuje ... (?)
Kooperacja, fabuła, poziomy, humor. Pierwsza część była bardzo dobra, a ta robi dokładnie to co ona...tylko że lepiej.
Mała mapa, kiepski model jazdy, fabuła bez fajerwerków. Twórcy rzucili wszystko w tryb multi i wydaje mi się, że tryb dla pojedynczego gracza został potraktowany po macoszemu. Po przejściu głównego wątku gra nie oferowała za wiele, misje poboczne są nudne i po prostu słabe, a "przejmowanie" miasta ogranicza się do kupna kilku nieruchomości. Szkoda zmarnowanego potencjału. Sięgając po "V" nie miałem zamiaru bawić się w multi, szukałem w GTA tego co wszystkie poprzednie oferowały, czyli dobrej zabawy w singlu. Zabawa co prawda była, ale nie taka do jakiej nas Rockstar przyzwyczaiło.
Nic specjalnego, ot tak po prostu. Nie wciągnęła mnie i nie mam tu na myśli konkretnie tej wersji gry, ale jedynki ogólnie. Fabularnie nawet całkiem całkiem, ale cała reszta jakoś mnie nie przekonała. Pomysł na serie bardzo dobry, ale nie ciągnie mnie do ogrania następnych części.
Całkowicie nowe podejście do serii, w mojej opiniiduzo lepiej sprawdza się ten system quasi realizmu. Jednak wydaje mi się, że twórcy zapomnieli o tym, że gra ma pokazywać początki Lary, a już około 3h gry mamy już znaną Larę z poprzedniczek, a w ostatnich momentach gry ewoluuje ona w prawdziwą kobiecą wersję Johna Rambo. Długość gry, a raczej długość historii jest bardzo dobra, nie za krótka, ale też nie męcząca zbytnim przeciąganiem. Osoby pasjonujące się w przechodzeniu gry na 100% odnajdą się szczególnie w tym tytule bo ilość obiektów do znalezienia także jest bogata. Gdyby nie Rambo ...
"Gdybym tylko mógł się cofnąć w czasie i coś zmienić" - lepiej żebyś nic nie zmieniał. To gra to arcydzieło. Świetnie zbuodowany świat, doskonały pomysł na budowe graficzną tytułu - nie chodzi w nim o ukazanie fotorealizmu, lecz poprzez kreskę i kolor ukazanie rzeczywistości. Świetny pomysł, w ten sposób gra zyska dłuższe życie na płaszczyźnie technicznej. Jednak to nie o technikalia chodzi w tej grze, lecz o przedstawiony świat, o postacie i ich relacje. Historia łapiąca za serce i skłaniająca do myślenia. Gra, która doceni każdy, nie tylko ("prawdziwy") gracz.
Klasyka nie tylko gatunku, ale branży gier jako takiej. Nawet teraz robi duże wrażenie, tym bardziej jeśli się weźmie pod uwagę fakt jak dawno ta gra miała swoją premierę. Bardzo przyjemny gameplay, linia fabularna, ścieżka dźwiękowa no i oczywiście postać samego księcia. Jedynym minusem była czasem praca kamery, która "uciekała" i ciężko było trafić skokiem w odpowiednie miejsce, jednak był to problem epizodyczny , ale mimo to niewygodny gdy się pojawiał W dobie remasterów gier aż dziw bierze, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł odświeżenia tej kultowej serii.
Wszystko na co narzekałem w podstawowej wersji gry zostało w ten lub inny sposób naprawione. Świetny nowy region -Toussaint, kraina winem i miodem płynąca, aż chce się przejść na wiedźminską emeryture. Doskonały dodatek, który śmiało może konkurować z niejedną grą.
Dodatek ze świetną dodatkową historią, dojrzałą i wymagającą pochylenia głowy w geście zadumy. Na prawdę wysoki poziom, brakowało jedynie większych zmian w mechanice.
Redzi wysoko postawili poprzeczkę, nie tylko sobie, ale i całej branży gier. Świetne zakończenie trylogii. Gra prawie doskonała, niestety rozwój postaci mógłby być lepszy, a walki po pewnym czasie robiły się monotonne. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet teraz, 3 lata po premierze nadal jest to jedna z najlepszych, a nawet najlepsza gra w swoim gatunku.
"Dead Island to dobra gra" - powiedział mi znajomy, którego pytałem czy warto ją zakupić. Szkoda tylko, że nie wspomniał o tym, że jest nudna i to aż do bólu. Główny wątek jest ciekawy i dobrze poprowadzony, ale niestety cała reszta już jest na dość przeciętnym poziomie. Zabijanie hord nieumarłych jest fajne przez pierwsze 2h grania, misje poboczne są nudne, powtarzalne i nic nie wnoszą do rozgrywki po za wydłużeniem czasu gry. Jednak to co ratuje tę grę to dobrze zrealizowany tryb kooperacji. Zabawa w grupie może dać sporo satysfakcji, ale niestety monotonia jest obecna również i tam.
Po przejściu pierwszej części, która mnie nie zachwyciła, do dwójki podchodziłem z lekkim dystansem. Ten dystans sprawił, że wszystko w tej grze było dla mnie niemal idealne. Walka, rozwój postaci, otoczenie, fabuła, dosłownie wszystko było idealne. Dopiero po jej ukończeniu, gdy przyszło do oceny, starałem się rozpatrzyć ją chłodno, obiektywne. Fakt Wiedźmin ma wady, które już były opisywane poprzednio i ukazywane w recenzjach (np. przewaga szermierki nad innymi aspektami rozwoju postaci czy zamknięty "otwarty" świat), ale podczas gry ani przez chwile ich nie czułem.