42h zajęło mi ukończenie gry. Nie zrobiłem wszystkich questów, bo jest blokada lvlowania do poziomu 30, więc odebrało mi to chęć dalszej progresji (wbiłem max lvl w okolicach 80% progresji fabularnej). TOW2 ma (w mojej opinii) nudniejszy początek od jedynki, przez co ciężko jest przebrnąć pierwsze godziny. Na duży plus zmiana systemu rozwoju postaci, atutów etc. - ewidentnie odczuwa się tutaj brak pewnych perków, jeśli zdecydowaliśmy się w czasie gry na rozwój w innym kierunku; a to nie będziesz mógł otworzyć drzwi do pomieszczenia, gdzie czeka fajna nagroda, a to nie będziesz w stanie zhakować komputera, na którym są dowody obciążające jakieś NPCa w pobocznym queście. Graficznie jest lepiej vs TOU - jeśli ktoś twierdzi, że nie ma różnicy, to zalecam uruchomienie jedynki choćby na godzinę - zaraz doceni progres. Stacje radiowe mogłyby mieć dłuższy materiał - niestety dość szybko się zapętla i robi się nużący.
Kolejną pozytywną rzeczą jest możliwość rozgrywania misji na wiele sposobów; skradanie się, skrytobójstwo, "rambo style"... oraz klasycznie - wiele możliwości rozwiązania questów; opowiedzenie się po jednej z wielu stron konfliktu.
Pozostaje czekać na ewentualne DLCki, mając nadzieję, że będą bardziej dopracowane od podstawki, bo jednak oczekiwania z mojej strony były większe
Ukończyłem dziś grę, zajęło mi to około 25-30h... Nie grałem w pierwszą część, więc moje podejście do dwójki jest totalnie świeże i nie było związane z jakimikolwiek oczekiwaniami co do kontynuacji, jak się wydaje, kultowego tytułu.
Gra nie jest RPGiem, to przede wszystkim. Są tutaj elementy rozwoju postaci poprzez zbieranie "znajdziek" oraz odblokowywanie skilli. Ale gra jest bardziej "bieda-Dishonored". Czuć budżetowość, widać problemy techniczne...
Ale nie zmienia to faktu, że bawiłem się rewelacyjnie przy tej grze. Dawno żadna gra mnie tak nie wciągnęła,by siedzieć 6-8h jednego dnia przy niej. Gdy odblokujesz skille, to walka potrafi sprawić dużo frajdy, klimat świata wampirów jest całkiem niezły - wszędzie spiski, każdy gra swoją grę...
Jednak nie sposób przymknąć oko na wiele problemów tej gry związanych z mechaniką - jest okropnie dużo grindu, brak szybkiej podróży gdy notorycznie musisz dostać się na drugi koniec dzielnicy...
Gra zostanie pewnie moim "guilty pleasure", bo pomimo wszystkich swoich wad grało mi się w to super :) (ale drugi raz nie ogram, bo nie ma po co). Za pełną cenę pewnie nie warto, jak będzie jakieś promo -50% czy -75% i chcesz zobaczyć jak wygląda "mamy Dishonored w domu" to jak najbardziej warto :)
Jeśli pominąć dwa największe projekty CDP (CP2077 [w obecnym stanie] i W3) to jest to zdecydowanie najlepsza gra polskiego studia jaka powstała. Pierwsza gra w moim życiu (a gram już ponad 30 lat), gdzie faktycznie przeczytałem/przesłuchałem wszystkie "znajdźki" jakie udało mi się napotkać - to świadczy jak genialny klimat i fabuła są w tej grze. System walki, choć z początku może wydać się trudny i irytujący, z biegiem czasu zaczyna dawać dużą satysfakcję. Zasobów jest zawsze mało, ale nigdy "za mało" - strzelaj celnie, dobrze rozwijaj bronie/ekwipunek, a przejdziesz grę bez większych problemów. Jak ktoś narzeka na poziom trudności to sorry - skill issue. Nie oczekuj, że każda gra będzie się przechodzić sama. Gra jest wymagająca, ale fair - jeśli brakło ci amunicji przy którejś walce, to jest to twoja wina; albo źle dobrałeś ekwipunek przy ostatnim punkcie zapisu albo kiepsko strzelasz :)
Bloober, pokazaliście tą grą, że wasze miejsce jest w 1. lidze - tylko czekać, aż dorwiecie duży budżet.
1440p, rx 9060 xt, bez problemu 60fpsów bez "mydła". gra jest genialna pod kątem historii i narracji. co do mechanik... no cóż, powiem tak - pozwala nam docenić jak bardzo branża gier video się rozwinęła przez te lata :)
Całkiem sympatyczna platformówka, której niestety największym problemem jest ciągłe przypominanie nam jakże okropny jest biały człowiek. Rewelacyjna muzyka, przeciętny level design (poza rozdziałem 12, który był absolutnie genialnie zaprojektowany), nudna walka). Fajne zastosowanie efektu poklatkowego, choć w trakcie gry mi trochę przeszkadzał, więc go wyłączyłem (zostawał tylko w cutscenach)
bardzo sympatyczna gra, która nigdy nie miała ambicji być 10/10. padła ofiarą idiotycznych wypowiedzi dyrektora artystycznego, który jest zwykłym seksistą i rasistą.
przejście gry zajęło mi niecałe 61h, zrobiłem 90% questów i sekretów.
drugi raz nie widzę sensu przechodzić, ale nie powiem by to był czas stracony. solidne 7-8/10.
Pomimo przyjemnych doświadczeń z grą, ciężko jej i Obsidianowi kibicować, mając na uwadze wypowiedzi buraka Hansena.
Bardzo dobra gra, na poziomie Shadow Tactics oraz Desperados 3. Na plus rozwój umiejętności bohaterów, za to niepotrzebnie odbywało się to za pomocą rozmieszczonych na mapie skrzynek. Powodowało to czasem, że zamiast ominąć wrogów, to trzeba było z nimi walczyć, by utorować sobie drogę do skrzynki. Poziom trudności mógłby być odrobinę wyższy - przy mocno rozwiniętych umiejętnościach postaci, w końcowych etapach bywało momentami zbyt łatwo.
Wspaniała przygoda, nie spodziewałem się czegoś tak dobrego. Wciąga od samego początku, choć niestety trochę zawodzi zakończenie.
no polscy tłumacze raczej sobie nie wymyślili, do których NPCów dodać niebinarne zaimki... zwłaszcza, że gdyby wybrali źle, to by musieli 10 pompek robić ;)

By nie być gołosłownym - dorzucam screena. I takie zaimki spotyka się co chwilę. Pewnie nie zwracasz na to uwagi, bo nie podejrzewam by takie rzeczy zawarli w polskim tłumaczeniu, a w oryginale - już nie :)
Co do towarzyszy to zgodzę się z Tobą tylko połowicznie - ME miał zawsze zdecydowanie ciekawszych kompanów, ale jednak w historii tego cyklu też było kilku ciekawych/dobrze napisanych; głównie w DA:O jak Morrigan czy Allistair. Kurde, nawet taki Oghren, jak dobrze był napisany; jednocześnie potrafił być irytujący i śmieszny, do tego narcyz... Potem już faktycznie było gorzej, ale jednak poziom wyżej niż zabójca-miłośnik kawy, elfka z ADHD, niebinarne qunari z wodogłowiem... No i tutaj efekt potęguje to, że zawsze trzeba być dla nich miłym, to sprawia, że relacje z nimi są jeszcze bardziej sztuczne i płytkie...
pierwsze z brzegu to Gubernator Treviso oraz Fletcher (członek Kruków). Do tego od groma NPCów - zagadaj do nich (choćby w Dokach), a bez problemu dostaniesz w odpowiedzi zdanie z zaimkami -um/-un. Zdarzy ci się pewnie też uratować w lesie niebinarnego członka Skaczących za Zasłonę. Nie wiem czemu Ty ich "nie napotykasz" - może nie czytasz napisów pod ich wypowiedziami?
Do tego co chwilę w różnych dokumentach, które znajdujesz po drodze są wspominki o osobach z "własnymi zaimkami". Nawet w rozwiązaniu jednej zagadki, by dotrzeć do skrzyń ze skarbami, musisz rozwiązać łamigłówkę o 4 rycerzach, z których jedno było niebinarne.
A co do Taash nigdzie się nie wypowiedziałem czy ją lubię czy nie. IMO wszyscy towarzysze są imo kiepsko napisani, Taash jest chyba najbardziej męcząca przez to, jak jej wątek zbudowali - rozmowy o tym czy się lubi chodzić w sukienkach, wspólne wycieczki by karmić ptaki, wizyty u mamusi...
Taka ciekawostka - Taash (non-binary) ma najbardziej rozbudowaną scenę romansu, reszta ekipy ma mniej-więcej to samo (ok, jeszcze Pan Nekromanta ma zmienioną, ale tam poszli w inną stronę :) ).
Ok, ukończyłem grę, zajęło mi to minimalnie ponad 70h (wykonałem prawdopodobnie wszystkie questy oprócz jednego, pobocznego), więc czas na podsumowanie.
Przede wszystkim, gra nie jest RPGiem, niezależnie jak mocno dziennikarze czy twórcy chcieliby nam to wmówić. To jest średniej jakości przygodowa gra akcji, bardziej przypominająca kiepskiego naśladowcę np. Immortals: Fenyx Rising. Gra jest zdecydowanie za długa, spokojnie można by z niej wyciąć ze 20h rozgrywki (zwłaszcza questów, gdzie musisz się spotkać z kompanem w jakiejś lokacji. porozmawiać przez minutę i koniec questa).
Gra jest właściwie pozbawiona jakichkolwiek wyborów (poza 2-3, które koniec końców i tak wielkiej różnicy nie robią). Zawsze musisz być mniej lub bardziej wspierający dla towarzyszy. Nie da się z nimi nie zgodzić. Nooo, tak to chyba gra RPG nie powinna wyglądać? Liniowość nie powinna być główną cechą gry z tego gatunku.
Wybory z poprzednich części nie mają znaczenia. A te, które są "przenoszone" za pomocą pytań na starcie gry, są... równie bez znaczenia :)
Największe wady gry to zdecydowanie "misyjność" gry polegająca na natrętnym wmawianiu nam, że osoby niebinarne są lepsze od reszty (Wiecie, że KAŻDY zły w tej grze jest białym mężczyzną/kobietą? Każdy boss, mini-boss... Z questów pobocznych i głównych. A złych osób niebinarnych w całej grze idzie spotkać jedną. Za to dobrych non-binary jest od groma...) oraz miałkość dialogów. Dialogi są niegodne gry RPG. Nawet niskobudżetowe gry akcji mają lepsze dialogi. Nie wiem czy tworzyła je 14-latka pisząca fanfiki na Wattapadzie czy może AI w wersji pre-alpha tworzone Czelabińskiej szkole średniej... Aż człowieka skręca w środku z bólu od czytania tego.
Model walki jest dość specyficzny... z jednej strony masz możliwość doboru wielu różnych skilli dla siebie, z drugiej - rozwój towarzyszy i zarządzanie nimi jest uproszczone do bólu. Niestety walki jest tak dużo i tak długo trwają pojedyncze bitwy, że szybko się nuży wrzucanie w kółko tych samych kombinacji skilli i klawiszy. Twórcy chyba zdawali sobie sprawę z tego problemu, dlatego udostępnili możliwość resetu skilli za darmo i w nieograniczonej ilości.
Na plus wg mnie zakończenie gry (zarówno to, że się skończyła jak i samo zakończenie :D ). Ogólnie wątek główny gry jest nienajgorszy, choć oczywiście daleko mu do DA:O. I tak naprawdę to on mnie trzymał przy tej grze do końca (miałem poważny kryzys po około 25-30h gry, czy warto to kontynuować)
Grafika jest ok; sama stylistyka postaci do mnie nie przemawia, ale m.in. gra świateł i wygląd otoczenia jest na bardzo dobrym poziomie.
Podsumowując, nie mam raczej wątpliwości, że Veilguard to pogrzeb marki DA. Electronics Arts spojrzy w wyniki sprzedaży i ubije tę markę (przynajmniej na kolejne 10 lat). Osoby wierzące zachęcam do gorących modlitw w celu uratowania Mass Effect 5 przed podobnym końcem.
Więcej to mówi o tobie, niż o tej grze