Yogh --> wytrawny_troll ma rację. To do czego podlinkował to nie tyle dodruk, co polska edycja nowego wydania z okazji 30-lecia Sandmana, które zawiera pewne niewielkie zmiany w stosunku do poprzedniej edycji (drobne dodatki). Egmont wydaje to od zeszłego roku, a w tym roku dodrukował pierwsze tomy, bo już zeszły. Wiem, bo kompletuję. :)
Poza tym Egmont mocno wziął się za wydawanie sequelowo-spinoffowych cykli w ramach Sandman Uniwersum (kilkanaście tomów), więc wielu miało pretekst do odświeżenia sobie zasadniczej serii.
Scena, w której Viggo odbija sztylet, nie powstała przypadkiem. Ta sekwencja była wcześniej ćwiczona - najpierw z dalszej odległości, później z krótszej. Wrażenie robi fakt, że to prawdziwa scena, jedynie niego podrasowana komputerowo. Wielki szacun dla Viggo (i rzucającego).
Jako, że Yoghurt wywołał mnie z zaświatów, to jemu przypadnie miejsce otwierające moją listę kolorowych ptaków tego forum. :)
Yoghurt
Lechiander
Mazio
wysiu
Piąte miejsce ex-equo dla całej reszty weteranów z lat świetności forum (w mojej skromnej optyce), z szczególnym uwzględnieniem stałych bywalców pradawnego cyklicznego wątku o Baldur's Gate.
PS. Yogh jak miło wiedzieć, że nadal bujasz tą łódką, żeby nie osiadła na mieliźnie odgórnie ustanowionej normalności. Pozdrawiam :D
Pod wpływem ostatnich wiadomości o zapowiadanej kontynuacji odświeżam sobie właśnie BG&E - ta gra jest jeszcze lepsza niż ją zapamiętałem, ten świat po prostu chce się ratować.
Co do burzliwej dyskusji powyżej: odwiecznym prawem młodzieży jest kult aktualności, czyli niczym nie uzasadnione przekonanie, że dopiero wraz z chwilą ich zainteresowania narodził się cały wart poznania świat - książki, filmy, muzyka czy gry. Refleksja, że znakomita większość tego co warte poznania powstała znacznie wcześniej przychodzi z wiekiem (albo wcale).
W temacie dla forumowych emerytów i rencistów nie mogło zabraknąć i mnie. Staż: 12 lat. Chociaż w zasadzie mnie tu już nie ma. :)
Tal --> bo tak po prawdzie to zaglądam tu w porywach raz do roku (trochę zmienił mi się od złotych czasów Baldura profil zainteresowań i czasowe możliwości). A że wątek o forumowych dinozaurach, to poczułem się wywołany do tablicy. Tak czy inaczej miło zobaczyć znajomego nicka. :)
Przy wprowadzaniu początkujących graczy w arkana współczesnych gier planszowych dobrze sprawdzają się np. wymienieni "Osadnicy z Catanu", "Carcasonne", coś z serii "Ticket to Ride" (polska nazwa "Wsiąść do pociągu"), "Stone Age" (polska nazwa "Epoka kamienia").
Z lżejszych gier karcianych niekolekcjonerskich polecam znakomitą "Cytadelę" (polska wersja zawiera dodatek) i "Fasolki", niedawno wyszła też polska wersja uznanej, choć dosyć złożonej karcianki "Glory to Rome" ("Na chwałę Rzymu").
Jeśli się wciągniesz i znajdziesz graczy to zagraj w topowe planszówki takie jak "Puerto Rico" (polska wersja zawiera dodatek), "Agricola" (jest polska wersja), "Le Havre" (wkrótce ma wyjść polska wersja), "Power Grid" (polski tytuł "Wysokie napięcie").
Szczegółowych informacji polecam szukać szczególnie na globalnym portalu BoardGameGeek i polskim forum gry-planszowe.pl (można poszukać tam informacji o spotkaniach maniaków planszówek, wybrać się na jedno z takich spotkań i wypróbować jakieś tytuły przed wydaniem na nie kasy).
Tutaj masz globalną toplistę planszówek na BGG:
http://www.boardgamegeek.com/browse/boardgame
Nie przypominam sobie żeby ktoś kiedykolwiek groził mi bronią albo oblewał benzyną, zmuszając mnie do podpisania umowy kredytowej. Ale to może dlatego, że mieszkam w spokojnej dzielnicy, a benzyna jest droga.
CTRL85 --> bez obrazy, ale to trochę tak jakbyś napisał, że komunikacja na odległość to dla ciebie listy i telegraf. ;)
Love&Pain... --> jak dysponujesz dużym stołem to kupuj. :)
To nie jakiś murzyn, tylko sam Action Hank.
To nie jakiś kucyk, tylko sama Pony Puff Princess.
Pomysł interesujący, ale wykonanie i sama piosenka zupełnie nie przypadły mi do gustu.
Sizalus - film może nie wybitny, ale bardzo dobrze zagrany. Choćby dlatego warto go zobaczyć.
"Podejrzany" z G. Hackmanem, M. Freemanem i M. Bellucci.
Kilka sprostowań: pies nie był jego tylko sąsiada. A on nie uwierzył w swoją winę - po prostu załamał się, ze jego żona w nią uwierzyła.
Biedronki z mojego ogrodu poczuły się urażone tym pomówieniem i rozważają pozew zbiorowy przeciwko radnemu - po 100 tys. zł odszkodowania na każdego robaczka.
Wiewiórk --> ogólnie góry to nuda i syf
Tylko tam gdzie sięgają parkingi / dojeżdżają odpustowe bryczki dla krupówkarzy / docierają pielgrzymki górskiej stonki w kolorowych pelerynkach za 5 zł. Zresztą o sensownej porze do wychodzenia w góry te mankamenty są mniej dotkliwe - demony spod znaku mamony budzą się dużo później i cisną po obiedzie na Giewont, do Moka albo w Kościeliską.
obecnie bardzo trudno znaleźć miejsce nie dotknięte jakimś cfanym biznesem, jedynie w zimie (przynajmniej tej) góry były wolne od tłumów
Tak jak pisałem, sens w wyższe góry jest wybierać się skoro świt, względnie tuż po otwarciu kuchni w schronisku i napchaniu czegoś ciepłego do brzucha. Prawdziwie tłoczno w dolinach robi się po południu, a wtedy zdrowy rozsądek i tak nakazuje już raczej schodzić z wyższych partii (burze). Wprawdzie przebijania się przez morze ludzi nie unikniesz, ale przy powrotach to już tak bardzo nie boli.
kolejki na Kasprowy Wierch bez kolejki
Na góry się wchodzi, a nie wjeżdża. :) Zresztą w realiach Kasprowego szybciej zwykle wychodzi piesza wędrówka.
Offtopicowo:
UVI --> avatar tak z czapy czy grywasz w Arkhama z Dunwichem?
Jest lepszy niż Kingsport / Innsmouth?
Nie ma to jak naganiać do głosowania na "giełdowego mistrza", nie pisząc słowa o jego giełdowych osiągnięciach. I jak to zwykle bywa z anonimowymi plebiscytami, wygra pewnie przypadkowa firma, przepchnięta głosami ludzi, dla których wiedza o giełdzie kończy się na dzwonku, ale poczuwają się do jakiejś karykaturalnej solidarności.
Hejterski artykuł o polskich graczach jako hejterach. Gratuluję nowatorskiej formy podejścia do tematu. :)
Czy wraz z dorastaniem polskich producentów nie powinni dorosnąć Polscy gracze?
Cóż, miejmy nadzieję, że i jedni i drudzy zaczną w końcu dorastać. Powoływanie się na chwalebne dokonania polskiego developerskiego "oręża" sprzed 6 lat najdotkliwiej świadczy o tym, w jakim miejscu obecnie tkwimy.
Mr.Jingles --> budujesz sobie życzeniowy obraz świata konsol. Stwierdzasz jakoby N się "prostytuowało", podczas gdy to jedyna z konsol, która od kilku generacji maszyn ma spójną i dość odpowiedzialną politykę w zakresie wydawanych tytułów - minimum przemocy, stałe marki, rozrywka rodzinna. Elektroniczną prostytucją nie jest oferowanie ludziom nieszkodliwej frajdy dla całych rodzin. Prostytucją jest epatowanie brutalnością, golizną, wulgarnym językiem, żeby przyciągnąć przed ekrany "zbuntowaną" młodzież. Zarzucasz Nintendo koniunkturalizm? Litości. Nintendo zbudowało tę koniunkturę, a nie ją wykorzystało. To właśnie "poważne konsole dla ogarniętych graczy", które do rozpuku zaśmiewały się z machania wiimotem, teraz przynoszą go w zębach i potulnie merdają ogonem.
Chcesz pomówić o ambitnych, wymagających tytułach na konsole? Proszę bardzo, ale spodziewałbym się tu raczej np. Colossusa niż popeliniarskiego, totalnie mainstreamowego GoWa.
Dieta, która bez fizycznego wysiłku powoduje szybszą utratę masy ciała niż ostry nowotwór nie może być niezdrowa. ;)
Wróżę jej duży sukces (choć jak przy każdej z poprzednich sezonowy, tj. do pierwszej fali problemów ze zdrowiem). Jak każda szanująca się dieta-cud buduje w stosujących sekciarską solidarność i sprofilowana jest do młodych pączków z wielkich miast (bo mocno rąbie po kieszeni), którym daje paranaukowy żargon z poważnym wąsem, możliwość zrezygnowania z upokarzających (bo nierealizowanych) noworocznych postanowień w zakresie uprawiania sportu i pretekst do wybijania szyb w domach dietetyków.
hardcoholic --> pisownia w alfabecie łacińskim zależy czy stosujesz transkrypcję Hanyu pinyin (jak w artykule) czy odchodzącą do lamusa Wade-Giles.
Uuulala, starawy ten watek.
Planescape "chodzi" na Allegro za jakieś 90-100 zł, ale premierówka (z pudełkiem na rzep i kolorowymi płytami) i nawet takiego wydania nie jest łatwo sprzedać za tę cenę.
Raziel --> wersja Extra Klasyki nie jest "okrojona", tylko lepiej skompresowana.
ScraG --> ile za Fable i za Dark Earth? (o ile to nadal aktualne)
Pytanie do twierdzących, że wszystkiemu winni są użytkownicy dopisujący się do wątków łamiących regulamin i powinni być oni karani: czym są wątki łamiące regulamin? Kto ma to stwierdzać - użytkownik czy moderator, któremu za to płacą? Po jakim czasie można uznać, że kontrowersyjny wątek jest "legalny", zaakceptowany przez administrację i można się do niego wpisać? Po kwadransie? Po godzinie? Następnego dnia? Po tygodniu? No i wreszcie - czy niniejszy wątek łamie regulamin? Ocenia, ośmiesza i poniża innego czytelnika tego Forum?
Wybaczcie, ale zakaz wpisywania się do wątków "łamiących regulamin" to typowy paragraf 22.
Stara zasada odnośnie multikont głosi: forumowicz jest tak głupi jak najgłupsze z jego kont.
A zatem niezależnie od forumowego stażu pod wypieszczoną, wysokorangingową ksywką takiego delikwenta postrzegam jako idiotę.

Skojarzenie dość oczywiste, mam nadzieję, że nie będzie dubla (nie mam serca przeglądać 400 odpowiedzi). :)
"A co Wy myślicie o wydawaniu prawdziwych pieniędzy na coś, co jest umieszczone na serwerze firmy, której nigdy nie zobaczycie na oczy?"
Firmę już widziałem, bo to nic innego jak nazwa podmiotu prowadzącego działalność. :)
Sama transakcja mnie nie bulwersuje - wszak swoich pieniędzy też w większości nie widzę, bo są one tylko zero-jedynkami na rachunku bankowym. Nabywca zapewne wyjdzie z tego interesu z kilkakrotnym przebiciem.
DNF przejdzie do historii jako tytuł, który sfrajerzył całą komputerową prasę. Przecież to humbug na miarę Limbo of the Lost i teczki Tymińskiego. Zdumiewające jaką ilość artów, zapowiedzi i newsów napisano na jego temat, a wartość każdego z nich oscylowała wokół zera, bo zawsze opierała się na wróżeniu ze screenów, tanich plotach z internetu i powtarzaniu życzeniowych bredni "twórców gry". Nawet teraz prasa okołogrowa dokonuje głębokich analiz upadku DNF i przedstawia historię jej powstawania, zamiast wstydliwie przemilczeć fakt, że kilka ostatnich lat dawała się wodzić za nos.
Mało tego, jestem przekonany, że jeśli pani Bronisława, która mieszka klatkę obok ciotecznej kuzynki ze strony ojca portiera w 3D Realms napisze na forum poświęconym klawikordowym aranżacjom muzyki plemiennej, że DNF jednak powstanie, to "profesjonalna" prasa z radosnym trzepotem pośladków poinformuje nas o tym na pierwszej stronie.
Od "Efektu masy" dużo zabawniejszy wydaje mi się "Efekt mszy", z którym się chyba kiedyś spotkałem.
TiRRiL --> Planescape: Torment, Neverhood, The Last Express, Beyond Good & Evil, Psychonauts, Legend of Zelda: Majora's Mask, System Shock, Ico. To są tytuły, które sprzedały się grubo poniżej oczekiwań. Słabe?
Gracze chcą być traktowani poważnie, a tutaj na 57 tys. graczy trafia się aż 17 tys. ćwoków z etycznego zabitego dechami zadupia. Dobrze, że nie kazali sobie wydać reszty, zapewne z racji bariery językowej nie do przeskoczenia.
Separatysta --> ustaw rurę tak, żeby była bezpośrednio nad schodami, wejdź po nich na górę, "wydłuż" swojego robota i chwyć się rury.
Pięć minut werbalnego bicia piany, nieszczególnej zresztą jakości ("płytki i niepogłębiony", "stek banałów podanych w sposób banalny"). Porównywanie poczciwego "Snake'a" do gry "Flower" najprościej skwitować w jeden sposób: "Śniadanie na trawie" nie uchodzi za dzieło sztuki dlatego, że przedstawia śniadanie na trawie, ale dlatego, że robi to w taki, a nie inny sposób. Czary goryczy dopełnia niefortunnie przywołany do tablicy von Trier, który w swojej obecnej artystycznej kondycji mógłby (o ironio!) robić za sztandarowy przykład wyczerpywania się formuły kina (o ile komuś przyszłoby do głowy forsować taką tezę).
Gratuluję za to osobliwego poczucia humoru w podejściu do myśli przewodniej felietonu, a w zasadzie w odejściu od niej, bo autor już na wstępie z rozbrajającą szczerością odżegnuje się od wypowiedzi na temat. ;)
Potencjał na cykl felietonów jest spory, ale osobiście oczekiwałbym dużo głębszej analizy zjawisk, z mniejszą porcją epitetów odnośnie intelektualnej miałkości reszty świata.
doctor_greenthumb --> zapewne chodziło o rozprawienie się z Królem Dodongo, choć, jak słusznie zauważasz, nie sposób nazwać to zadaniem pobocznym.
Tak czy inaczej po lekturze opisu ciśnie się na usta parafraza kultowego cytatu z "Misia": "Ten opis w życiu słowa prawdy nie zawierał".
Abstrahując od wzrostu ceny za samo przepakowanie gier - Kolekcja Klasyki była IMHO najbardziej stylową (pod względem wizualnym) serią wydawaną w Polsce, a to żarówiaste, pomarańczowe coś bardziej odpustowe chyba już być nie mogło. Zamieniliście właśnie Franka Sinatrę na Michała Wiśniewskiego. Wielkie dzięki za możliwość zaoszczędzenia paru groszy, które dość regularnie w KK pompowałem i gratulacje dla tęgich głów opracowujących strategię wydawniczą... Wy nasze sępy miłości. ;)
Wejdź na stronę Cenegi, wybierz "Pliki", typ plików ustaw na "Patch" i znajdź Beyond Good & Evil.
MIKI12 --> ściągnij odpowiedniego patcha, który poprawia ten błąd (działo powinno kosztować 5 pereł).
cneyhaz --> i jak dziś wygląda sprawa z Falloutem 3?
Jeśli jest do wzięcia, to podaj maila.
cneyhaz --> umówmy się tak: jak Montera nie zdecyduje się na F3, to odłóż go dla mnie i jutro się zgadamy. :)
Byłbym chętny na Fallouta.
EDIT: o ile oczywiście Montera nie będzie zainteresowany.
Najlepiej niech gracze kupią Heavy Rain i go nie instalują... ponieważ jest to cudze życie. Życie, którego nie powinieneś przeżywać.
Co za baran wymyśliłm ten tytuł ?! Przecież tego się czytać nie da !!!
Pewnie jakiś wykształcony i oczytany baran, któremu - w przeciwieństwie do tępych, bezrefleksyjnych, uczulonych na słowo pisane, ortografię i procesy myślowe intelektualistów - szczypta łaciny nie-kuchennej nie przegrzewa zwojów.
Ja najchętniej poznałbym dalsze losy Bobbina Threadbare'a. "Loom" był grą niezwykłą, ale jako pierwsza część planowanej trylogii kończył się w mało satysfakcjonujący sposób.
Jak tylko zobaczyłem, że cykl dotyczy starych gier, wiedziałem, że autorem będzie UVI. :)
Przeczytałem z dużą przyjemnością, choć nie ukrywam, że teraz czekam na nieco mniej "opatrzone" tytuły.
A ja mam nadzieję, że nie. :P
Chyba bym się pochlastał, gdybym miał słuchać Boberka zamiast genialnego Dominica Armato. Samo tłumaczenie też byłoby utrudnione ze względu na dużą ilość gier słownych i idiomów.
wysiak --> Miyamoto cenię za Zeldę, bo wielkim fanem wąsacza nigdy nie byłem.
Pisząc o młodzieży miałem raczej na myśli parappa-azjatów, Carmacków i innych Blizzardów, którzy "przyszli na gotowe". ;)
Gdzie Matthew Smith, Al Lowe, Scott Murphy, Ron Gilbert, Tim Schafer, Steve Meretzky, Eric Chahi i bracia Miller?
Dobrze, że przynajmniej Brabena wymienili wśród tej młodzieży.
Zastanawia mnie dlaczego te same dziewczyny, które walczą ze stereotypami dotyczącymi płci, jednocześnie tak chętnie godzą się by je w te stereotypy na powrót wtłoczyć. Bo i jaki przekaz niesie ta sesja poza dziewczynami do oglądania? Może się mylę, może cała seria ukaże nam trud i poświęcenie z jakim zdobywały swoje umiejętności, ekscytację z rywalizacji, radość zwycięstwa i gorycz porażki, a nie tylko babeczki w kuszących pozach wyfiokowane przez stylistę i komputerowego magika do stanu całkowitego do siebie niepodobieństwa.
Grucha -->
A tak w ogóle, to żaden z was krytykantów-koniobijców nawet się pewnie w życiu o taką nie otarł...
Ty się otarłeś? ;)
http://bonez.fm.interia.pl/src/k0005.htm
Dobrze, że dwie godziny refleksji wystarczyły Ci by pojąć ogrom tego błędu. Niektórym zajmuje to znacznie więcej czasu.
DeSade --> pozwól, że nauczony doświadczeniem pozwolę sobie zaryzykować tezę, że po przejściowej euforii "pojednawczej", za pół roku co bardziej wylewni dyskutanci z tego wątku pożegnają się z kontami. :) No, ale jest okazja, żeby kilka spraw zrzucić z wątroby.
Na zrównoważoną moderację jest IMHO jedyny słuszny sposób - cyklicznie zmieniać moderatorów. Wobec braku jakiejkolwiek możliwości odwołania od ich decyzji, taka funkcja z natury rzeczy stopniowo znosi pełniącą ją osobę w kierunku decyzji autorytarnych, bywa, że personalnych, a czasem wręcz chimerycznych. Oczywiście nadal mówimy o profesjonalnej, odpłatnej moderacji przez ludzi nie związanych bezpośrednio z redakcją i nie udzielających się na forum - moderatorzy "społeczni" to prawie zawsze niespełnieni internetowi jakobini, a poprzedni, szerszy wariant moderacji przez redaktorów będących aktywnymi użytkownikami prowadził do odstrzeliwania prywatnych wrogów. Zresztą moderacja przez "twarze GOLa" to chyba nietrafiony pomysł - buduje wokół nich złą karmę albo wazeliniarski kult. "Twarze GOLa" powinny organizować pikniki, konkursy, prowadzić casty, płodzić recenzje, poradniki, relacje i wywiady itp. Od "brudnej roboty" IMHO powinniście mieć ludzi, których nie będzie Wam żal pożegnać.
System ostrzeżeń by się przydał ale jako opcja, a nie oblig. Wskazanie kategorii przewinienia i przedmiotowego wątku, bez możliwości dyskusji czy odwołania. Odwołanie powinno przysługiwać co najwyżej od bana. Można by rozważyć pomysł nadania ograniczonych uprawnień dla oficjalnych (tj. wyróżnionych "belką") opiekunów wątków cyklicznych. Brak możliwości edycji i wycinania własnych postów i wątków, w których się udzielali przez moderatorzy to interesująca propozycja.
Za krzywdzące i nielogiczne uważam karanie osób udzielających się w "wątkach łamiących regulamin". Skoro wątek złamał regulamin powinien zostać usunięty albo zablokowany - skoro jest otwarty, to dlaczego użytkownik nie miałby się do niego wpisać. Nie obciążajmy forumowiczów obowiązkami moderatorów i nie karzmy im oceniać, który wątek jest "legalny" a który nie. Tym bardziej, że o ile zwykle jest to kwestia kilku minut, to bywa też, że taki wątek wisi całymi dniami. Podobnie z wątkiem "donosicielskim" - nie widzę powodu dlaczego użytkownicy mają wyręczać w pracy moderatorów. Wątek mocno psuje atmosferę na forum i służy głównie do prywatnych wojenek tutejszej młodzieży. Bardziej cywilizowanym rozwiązaniem byłby button służący do zgłaszania takiego wątku.
Przyjęty wariant edycji posta jest IMO optymalny - wersja szersza prowadziłaby do nadużyć i chaosu.
"Równi i równiejsi": z czasem forumowicze z dłuższym stażem zaczynają sobie pozwalać na coraz więcej. Niestety, zwykle przyjmuje to postać nieuzasadnionych wulgaryzmów. Wydaje mi się, że prywatne ostrzeżenie od moderatora w większości przypadków odniosłoby pożądany skutek. Z korzyścią dla forum i samego użytkownika, bo takie poczucie nieskrępowanej swobody stopniowo (i często trwale) pomniejsza intelektualną wartość postów piszącego. Casus Attyli - którego kiedyś czytywałem z przyjemnością, a teraz omijam szerokim łukiem - jest chyba najbardziej rażący. Najbardziej demoralizujące w tym jest fakt, że spotkało się to nie tyle z milczącą akceptacją władz forum, co wręcz z wyróżnieniem jego osoby. Przyczyn takiego sentymentu nie dociekam, ale uważam, że to potężny afront wobec pozostałych wyróżnionych, którzy wykazują anielską cierpliwość i mrówczy etos pracy na rzecz tutejszej społeczności zamiast bezkarnie łamać regulamin, skakać ludziom do gardeł, wyzywać ich od dziwek i zanudzać pogardliwymi farmazonami. Z góry zastrzegam, że to nie kwestia głoszonych poglądów - np. użytkownik Hajle Selasje prezentuje IMO bardzo podobny światopogląd i jego tezy nieodmiennie powodują u mnie palpitacje, ale głosi je w granicach zdrowego dyskursu.
Uważam też, że jeśli macie napominać i karać lożę szyderców (ech, po zakazie "murzynków" forum straciło wiele uroku i polotu, a nie obniżył się wcale poziom wrogości), to przynajmniej upominajcie też będące często ich "ofiarami" dwie kategorie użytkowników: głupawych, spamerskich prowokatorów, którzy płodzą po 5 wątków dziennie, internetowych żebraków spod znaku menele/brute/eurobarre/zagłosuj na fotkę mojej szynszyli oraz osoby, które nie czytają regulaminu, nie korzystają z wyszukiwarki, piszą niezrozumiałe, chaotyczne, wręcz bełkotliwe posty na bakier z ortografią i gramatyką, w dodatku w niewłaściwej kategorii, "bo im się spieszy". Etykieta powinna być wiążąca dla wszystkich.
Ignorowanie userów - TAK! TAK! TAK! :)
I jeszcze mała propozycja - może warto by wprowadzić mechanizm "zwijania" postów użytkowników z minusowym rankingiem i ignorowanych (tak jak na YouTube przy kliku minusowych ocenach)? Posty pisać by mogli, ale wyświetlałaby się tylko ksywka i opcja "Rozwiń" - każdy czytałby je na własne życzenie i ryzyko (w Moje Gry-Online mogłaby być też zbiorcza opcja "wyświetlaj posty użytkowników z minusowym rankingiem"). Jeśli taka propozycja już padła, to wybaczcie, wątek jest już co nieco długi, więc zapoznaje się z nim stopniowo. :)
Na spamerów sposób jest dość prosty - użytkownik może założyć tyle wątków dziennie, na ile pozwala mu jego ranking. Pozostaje kwestia ustalenia przedziałów. Dla użytkowników "pod kreską" można by rozważyć dzienny limit postów.
EDIT: aha, nigdy nie rozumiałem dlaczego tolerujecie multikonta. To kwestia problemów technicznych czy Wasza polityka? To nie przytyk, pytam z ciekawości.
TermoAzor --> weź już poluzuj slipy i przestań miauczeć o tym komputerze. Życie ma to do siebie, że prawie na pewno nie dostaniesz w nim nic za darmo. Weź się do pracy, zarób, kup sobie komputer i się nim ciesz zamiast meblować obcej kobiecie mieszkanie na forum internetowym. Babeczka wygrała, ja serdecznie jej tego gratuluję i życzę uzyskania wysokiej ceny sprzedaży.
scorpinor -->
Chłopi nie bardzo, ale z Ogniem i Mieczem można by zrobić już fajną grę :)
Taka gra powstała, niedługo po premierze filmu. W prasie ukazały się hurraoptymistyczne zapowiedzi i relacje beta-testów, ale rzeczywistość okazała się mniej wyrozumiała - gra była totalnym knotem i dziś jest niemal doszczętnie zapomniana.
Mi cofnęli wizę na astral za nieujawnione zarobkowanie, więc w najbliższym czasie się tam nie pojawię. Ale będę dzwonił. Ewentualnie piszczał.
Jakiś idiotyzm, do PS nie mam żadnego sentymentu, ale pozbawianie graczy, którzy za tytuł zabulili sporą kasę, pewnych możliwości związanych z grą w imię durnej rywalizacji platform to jakiś kosmos.
Znacząco lepsze na przełomie 2007/2008 były choćby bardzo solidne gry: Darkness Within, Culpa Innata, Overclocked, Nostradamus i te całkiem przeciętne: Cleopatra, Sinking Island, So Blonde, Perry Rhodan czy Dracula: Początek. W Reprobates czy Experience 112 nie grałem, ale już samo ujęcie tematu zasługuje na wyróżnienie na tle zupełnie wtórnej fabuły i mechaniki AoM. W zasadzie poza Zwierzętami z Elektrowni i Limbo of the Lost trudno mi wskazać zauważalnie gorszą grę, w którą grałbym z tego przedziału czasowego. Oczywiście to tylko wycinek przygodówek, które się ukazały, ale chyba relatywnie miarodajny.
EG2008_96151134 --> no właśnie jak ja na nią patrzę, to widzę kawałeczek (z racji długości gry) bardzo słabiutkiej przygodówki. Fatalna optymalizacja, kiepska fabuła, drętwe dialogi, słabe tłumaczenie, trywialne zagadki, irytujący bohaterowie, idiotyczna sekwencja z krzesłem... W zasadzie poza przyzwoitą grafiką lokacji trudno mi znaleźć jakieś atuty gry. Ciężko dziś AoM nazwać średniakiem, a co dopiero "niezłą przygodówką".
Kierstaad --> w wersji "Battle Chest" wyszły wszystkie trzy części klasycznego Warcrafta (II nawet w dwóch wersjach: "Battle Chest" i "Battle Chest Platinum") i WoW. Choć osobom powyżej może równie dobrze chodzić o "Warcraft II: Battle.net Edition".
Przecież ten efekt był już używany w grach komputerowych dobrą dekadę temu.
Pamiętam, że np. w Heart of Darkness mieliśmy takie "trójwymiarowe" outro (albo i całą partię gry, nie pamiętam dokładnie).
Nie mniej interesujące jest jednak miejsce zajmowane przez firmę wywodzącą się z gier. Jak myślicie, która zbudowana z pikseli korporacja obraca największymi pieniędzmi? Laboratorium Black Mesa? Znane z serii Metal Gear ArmsTech? Nie, na miejscu 14 tego zestawienia, ze sprzedażą w wysokości ponad 22 miliardów dolarów, znajduje się Umbrella Corporation.
A dlaczego nie Frobozz Magic Co. z "Zorka" z ósmego miejsca?
BTW na liście brakuje mi gibsonowskich Hosaki, Maas Biolabs GmbH czy Tessier-Ashpol.
McClanesHungOver2 --> niestety, nie każdy.
Inne studia mogą wrzucać tony nowych, ciekawych materiałów, a nie doczekać się nawet wzmianki w okołogrowych mediach. Natomiast byle gówniany strzęp ścierwa na temat DNF zawsze jest przez branżę przyjmowany jak manna z nieba. Ta kpina z graczy powinna być przez serwisy ignorowana, nawet nie z racji jakiejś złośliwości, po prostu w trosce o własny wizerunek. Dzienniki jakoś do dziś nie ekscytują się teczką Tymińskiego, nie wiem więc dlaczego elektroniczne media zawsze dają się chwytać na wędkę DNF.
Pozostaje nam tylko czekać na Sim "Romeo & Julia", skradankę "Mistrz i Małgorzata" oraz "Zbrodnię i Karę" w konwencji bijatyki.
Wątek cieszyłby się większą popularnością gdybyś udzielał rad co zrobić by wejść w jakieś ciałko.
Myślałem, że większość światowych półgłówków zgromadziła nasza scena polityczna, ale okazuje się, że pozostałych częściach globu ich populacja ma się nieźle. Dzięki niebanalnym pomysłom i błyskotliwym przedsięwzięciom są w stanie przekonać do piractwa nawet relatywnie bogate społeczeństwa.
pz220 --> na długo przed Cenegą "Rivena" w Polsce wydało Mirage i Optimus.
Co do cenegowskiego wydania - wpis encyklopedyczny powstał długo przed wydaniem u nas Antologii Myst (a następnie też samego Rivena za 15 zł), widocznie nie uaktualniono wpisu.
Pozostałe 6 lalek wygrasz u Mistrzów Gry jak pobijesz jakieś-tam rekordy w ich grach.
Do ukończenia questu potrzebujesz mieć 7 (lalka twoja się nie wlicza).
Z tego co wiem, to wersja z CDA powinna być już spatchowana.
Tak czy inaczej nie mam numeru wersji przy nim, pisze tylko Patch PL - "Patch naprawia błąd uniemożliwiający dalsze eksplorowanie mapy po zakończeniu gry." Powinieneś go bez problemu znaleźć w necie, jest chociażby na GOLu.
Hwaldar --> jeśli spokojnie przeczekasz napisy, powinieneś wrócić do gry. Jeśli wracasz do menu, zainstaluj patcha i przejdź końcówkę jeszcze raz.
Czy to aby nie Złota Kolekcja (a nie Platynowa) jest najdroższą serią wydawniczą CDP?
Tuszu95 --> to ściągnij odpowiedniego patcha, doinstaluj i przejdź samą końcówkę jeszcze raz.
Kemar -->
Zakladajac ze TPSA faktycznie na podstawie tego scenariusza zrealizuje gre
Zapewne nie zrealizuje. Nic nie wskazuje na to, żeby miała zespół gotowy to zrobić, nie ma doświadczenia, ani (jak dobitnie widać) pomysłów. Ma tylko kasę. A cRPG to chyba najtrudniejszy gatunek gier na debiut.
osoba ktora napisala zarys scenariusza zapewne zostanie zaproszona do wspolpracy przy jego rozbudowaniu co juz sie wiaze z zupelnie innymi pieniazkami.
Gdyby miała być zaproszona do współpracy, organizator przedstawiłby to jako element nagrody albo nagrodę samą w sobie. A nie zostanie zaproszona do współpracy właśnie dlatego, że wiązałoby się z zupełnie innymi pieniążkami. I z zupełnie inną pozycją prawną autora.
pierwszy wielki krok w swojej karierze za soba
Pod warunkiem, że zostanie zaproszona do współpracy.
Zreszta ci ktorzy maja talent, pomysly i chca cos robic a nie tylko pisac glodne kawalki na forum to juz sie zabrali za pisanie.
Ci, o których piszesz od lat już mają gotowe projekty, a nie zabierają się za ich klecenie w terminie dwóch tygodni.
To musiałby być konkretny łoś, żeby za jednorazową zapomogę w wysokości kilku tysiaków pozbyć się dobrego i rozbudowanego pomysłu na grę wraz z prawem do kontynuacji fabuły i eksploatowania wykreowanego uniwersum oraz bohaterów, na dodatek nie biorąc udziału w procesie powstawania gry (a zatem nie zyskując żadnych doświadczeń). Jakby tego było mało, gra zapewne nigdy nie powstanie, a projekt zostanie pogrzebany w szufladzie (co nie zmienia faktu, że autor nie będzie mógł się nim posłużyć) albo odsprzedany za ciężką kasę.
A żeby było śmieszniej Tepsa zapewnia sobie prawo pierwokupu wszystkich zgłoszonych prac w ciągu 1 roku, a zatem nawet przegrana w konkursie blokuje nam gotowy projekt, bo kto przystąpi do negocjacji, jeśli konkurencja może mu sprzątnąć projekt w majestacie prawa.
To jeszcze nie wszystko - organizator może w ogóle nie przyznać nagród, bez podania przyczyny. :D
HondoX --> w oryginale można było grać jedną z trzech wymienionych postaci (Ax-Battler, Gilius Thunderhead, Tyris Flame), ewentualnie dwojgiem z nich w trybie kooperacji, więc pewnie się to nie zmieni.
Z przyjemnością znowu skopię dupsko Death Adderowi, jak za młodych lat. :D
BTW ciekaw jestem czy będzie moje ulubione kopanie skrzatów w takt skocznej muzyczki. :)
SEiR -->
Prawie dobrze odczytałeś cudzysłów
Prawie dobrze odczytałeś emotki. :)
Oligarcha Tresci --> statystycznie to masz 3 nogi, pióra i błony pławne. :)
Te same statystyki, na które się powołujesz mówią też o sporym udziale kobiet w populacji graczy. A zatem czegoś takiego jak męska dominacja w świecie graczy - "męski sport" w sensie statystycznym nie występuje. Musi zatem chodzić o odbiór społeczny - stereotypy w postrzeganiu graczy przez otoczenie. A ten wizerunek wcale nie jawi nam się jako dojrzały, ukształtowany mężczyzna, tylko raczej jako nastoletni no-life, basement-dweller spędzający całe dnie w swojej komputerowej dziupli.
SEiR --> raczej dziecięcymi sportami. ;)
Archetypiczne "męskie sporty" to szybkie, luksusowe, lekko prowadzące się samochody i kobiety. ;)
Jestem pełen obaw jak ten wysokokwarcowy piasek wpłynie na motorykę postaci. I czy film pójdzie nam moim sprzęcie.
Angell of Darkness --> dziękujemy Kapitanie. Za tą celną analizę otrzymujesz 125 punktów doświadczenia i modyfikator +3 do ars amandi.
Ktokolwiek powie złe słowo o dziewczynie, która grała na tym świętym komputerze, ten na udeptanej ziemi dostanie w torbę.
tankem3 --> mi się zawsze marzyło zrobienie z barba w berserku jakiegoś zmiennokształtnego, zamiast robić z tego nową klasę. Dla podtrzymania takiej przemiany mogłoby być konieczne nieustanne ubijanie mobów (trochę jak u mrocznego księcia w "PoP:TTT"). :)
Poza tym co by nie mówić, barb to archetypiczny wojownik, a to zawsze jest najmniej skomplikowana w graniu postać.
To IMO trochę niefortunne posunięcie. Jeśli chcieli wprowadzać nowości, to barba należało też wyciąć. W przypadku diabełka utożsamianie się graczy z "kastami" odpowiadającymi grywalnym postaciom jest dosyć silne, więc teraz wszyscy miłośnicy pali i nekro będą głęboko zawiedzeni faktem, że to tylko oni zostali "pokrzywdzeni". Gdyby był całkiem nowy katalog bohaterów, nie byłoby tyle pola do marudzenia. A zastąpienie barba byłoby chyba najłatwiejsze, bo to najmniej rozbudowana pod względem "taktyki gry" postać.
Jest jakiś knif na zdobycie Ronok the Axe bez ożenku z Lady Grey?
Chciałbym mieć komplet, a wrodzona przyzwoitość nie pozwoliła mi na taki postępek. :)
Nie jest źle, choć obsadzenie niechlujnego, atletycznego Jankesa w roli zwinnego i wymuskanego Księcia Persji (jakim go znamy z Piasków) wiele mówi o tym, czego się należy po filmie spodziewać.
Rhona i tylko Rhona. Może i lekko napompowane piersi, ale ten charakterek...
Reszta sobowtórów Lary wygląda przy niej jak luksusowe gospodynie domowe.
Ja chciałbym od wszystkich apokaliptycznych proroków dowiedzieć się, jaka to zasadnicza, fundamentalna zmiana dokonała się na przestrzeni ostatniej dekady, że wcześniej PC wygrał z dużo lepszą Amigą głównie za sprawą otwartej architektury, a teraz z konsolami za sprawą tejże samej otwartej architektury przegra?
Nie zgadzam się z tezą artykułu o spadku popularności przygodówek. Fakt, że kiedyś większość graczy miała z nimi styczność, a dziś stanowią głównie pożywkę dla fanów gatunku, nie ma prostego przełożenia na dzisiejsze realia. Gry komputerowe na przestrzeni tych lat niesamowicie się spopularyzowały, wychodzi nieporównywalnie więcej tytułów i całkowicie zmienił się profil graczy. Gry przestały być rozrywką niszową, postrzeganą jako elitarna, absorbującą na długie tygodnie - stały się znacznie prostsze, bardziej dosłowne i powszechnie dostępne. W rezultacie graczy przygodówkowych jest znacznie więcej niż było 10 lat temu, po prostu stanowią zauważalnie mniejszy procent ogółu grających. I nic tego nie zmieni, tendencja ta raczej będzie się pogłębiać i jest to naturalna kolej rzeczy, co wcale nie znaczy, że gatunek jest w odwrocie - jest dokładnie przeciwnie.
UVI --> QfG to hybryda, melanż przygodówki z cRPG, podobnie jak Dragon Lore 2. Istotną cechą przygodówek jest spokojna eksploracja świata, bez zagrożenia nagłym zgonem. Podobnie jak istotną cechą strategii jest spokojne planowanie posunięć - dlatego nazywanie RTSów strategiami to nadużycie, bo charakter rozgrywki jest diametralnie inny.
Bramkarz --> Grim Fandango to "tylko" 2,5D, co dziś jest standardem, jedynym udziwnieniem było sterowanie klawiaturą. Bliżej do 3D ma nowy Sam & Max, ale i w tym przypadku co to za trójwymiar skoro kamerę masz podwieszoną na sztywno? ;)
Prawdziwe i w pełni wykorzystywane 3D w przygodówkach to np. Tex Murphy, Normality czy Dreamfall.
Chyba jestem męskim szowinistą, bo ilekroć widzę te wątki, to instynktownie czytam je jako "Panna Pracz".
BTW cześć zebra.
Na czwartym screenie babeczka wygląda jak Zoe z Dreamfalla, pancerny jak strażnik miejski z Beyond Good and Evil, a w tle lokacja dzielnicy świątyń z Baldur's Gate 2. :)
JaSiEk1996 -->
Gra znakomita, ale mam mały problem w szpitalu psychiatrycznym
Nie pozwalają grać?
DarkWalker --> normalnej tzn. jakiej? Oszczędnej jak w PoP, cukierkowej jak w PoP2, błotnisto-ponurej jak w PoP3D, baśniowej jak w PoP:SoT, mrocznej jak w PoP:WW czy mroczno-baśniowej jak w PoP:TTT?
Prince of Persia to cykl (a w zasadzie cykle), który przechodził chyba najgwałtowniejsze przemiany jeśli chodzi o wygląd gry i postać głównego bohatera. W przypadku trylogii piasków czasu wszystkie eksperymenty w tym zakresie okazywały się ciekawe i trafne, więc nie bałbym się na wyrost cell-shadingu w najnowszej odsłonie.
dr Asia --> żeby wypróbować paladyna, nie trzeba od razu grać tą postacią. Wystarczy wejść do lokacji na północ od Pomocnej Dłoni, a tam od razu zwerbować można Ajantisa, paladyna całkiem nieźle radzącego sobie w sztuce fechtunku. Dalej lepiej się nie zapuszczać, bo ankhegi to za ciężka zwierzyna dla nowicjuszy. W drodze na południe warto zboczyć do lokacji Wysoki Żywopłot na zachód od Beregostu gdzie koczuje znakomity łucznik Kivan, a w Nashkel zgarnąć do ekipy kultowego Minsca (wiąże się to z koniecznością dość szybkiego wykonania związanego z nim questu, ale warto). Z tą trójką w drużynie granie magiem powinno być dużo łatwiejsze.
Po szczegóły zapraszam do wątku:
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=7447056
dr Asia --> my nachalni faceci nie zwracamy uwagi na takie drobiazgi. Jedynie taktowni faceci zostaną więc odstraszeni. :D
W piaskownicy zawrzało - pojawiła się kobieta. :)
Tańce godowe już się zaczęły, zaraz ruszą rytualne walki łopatkami, w których nagrodą będzie możliwość pociągnięcia dziewczyny za warkocz. Tylko młodsza część tubylców się nieco dąsa, bo właśnie stracili zainteresowanie kolegów-starszaków. :D
BTW cześć Asia.
Dokładnie, pierwszy Fallout miał pewnie podobną ilość możliwych zakończeń, pozlepianych z różnych wariantów przyszłości kluczowych rejonów świata gry. Niech się skupią na dopracowywaniu gry, a nie efekciarskim marketingu. :P
Ratatatatatatatatatata
Ratatatatatatat Bum Bum
/chowa się/ /przeładowuje broń/ Ratatatatatatatat
Aaaaaaaaaarghahahah you motherfuckers! Ratatatatatata
I tak 1000 stron. :)
Shuck --> nie zapominaj przy tym wszystkim, że w pierwszym szeregu ludzi z wizją i poczuciem misji stoją Uwe Boll, Jack Thompson i Maciej Giertych. Oraz tysiące internetowych grafomanów. :)
k4m --> piszesz tak, bo jeszcze nie zarabiasz.
Primo - podajesz średnią zarobków, zamiast dominanty. Nawet po dobrych studiach zwykle znajdujesz robotę za 1.500zł i cześć. Po słabych studiach idziesz na staż za 400 zł. A kiedy już zarabiasz konkretne pieniądze, to kupno konsoli nie jest priorytetem. :)
Secundo - kwota, którą można przeznaczyć na przyjemności to tylko ułamek zarobków. Reszta idzie na tzw. życie.
Jedynym gatunkiem, który można z czystym sumieniem nazwać "komputerowymi grami fabularnymi", są przygodówki. Z kolei do nich termin "gry przygodowe" pasuje jak pięść do nosa. Niestety, ta terminologiczna roszada jest głęboko ukorzeniona w historii komputerowej rozrywki i walka z nią jest, podobnie jak forsowanie "zwisów męskich", skazana na porażkę.
Yuppi! :)
Dzięki wszystkim szanownym rywalom za wyrównaną walkę i losowi za łut szczęścia.
Pozostałych zachęcam do udziału w następnej edycji konkursu.
Przeciętna przygodówka z 2006 roku nominowana do tytułu gry roku 2007? Bądźmy poważni...
Tylko po co wtedy komukolwiek PRowcy?
Można sprowadzić to do prostszego pytania: Po co w ogóle komukolwiek PRowcy?
Verminus --> ...i miejmy nadzieję, że się nie doczekasz. ;P
Duże pieniądze bardzo rzadko w przypadku przygodówek szły w parze z wysoką jakością. Wiadomo, duże nakłady -> duże oczekiwania finansowe -> jak najszerszy krąg potencjalnych odbiorców -> infantylizacja rozgrywki + elementy zręcznościowe -> totalna przygodówkowa klapa.
Fajek czy nie Fajek, na tej okładce wygląda jakby właśnie stanął przed samym Przedwiecznym Cthulhu. :)
Sporo zakończeń miał też np. Psychic Detective (4 złe, 5 dobrych i 1 najlepsze).
Zresztą ilość zakończeń wcale nie przekłada się automatycznie na nieliniowość, bo mogą np. zależeć
od jednej, ostatecznej decyzji (jak np. w Deus Ex). Dobrze jak za każdym z alternatywnych zakończeń stoi jakaś umotywowana decyzja gracza (jak w Blade Runnerze), a nie sprowadzają się one tylko do alternatywnych złych epilogów i jednego sielankowego.
Max to osobowość ponura, narzucająca dystans, introwertyczna. Z kolei Knoxville w świadomości masowej funkcjonuje jako klaun, który zarabia na robieniu sobie krzywdy. Pasuje do roli Maxa w takim samym stopniu jak Michał Wiśniewski.
Sweet! Gra ma w sobie i wykop i magię, a zielonousta Jade to jedna z najbarwniejszych (nie tylko z racji używanej szminki) bohaterek gier komputerowych. Trzymam kciuki!
Świetny pomysł i jeśli się przyjrzeć temu z boku, to w oczach zupełnego laika elementy te (poza dziwacznym tortem) mogłyby przejść niezauważone.
ttwizard --> lepszym pomysłem jest zjedzenie na własnym weselu tortu w kształcie tortu?
Nubarus --> pytanie z innej beczki, ale jako że nie raz przekonałem się o Twojej uczynności, to je zadam. Do kogo u Was mógłbym uderzać o udostępnienie listy aktorów udzielających głosu w spolonizowanej wersji Mystów czy Paradise? W pierwszym przypadku dałeś mi zresztą jakiś czas temu namiary na człowieka, ale po roku czekania na odpowiedź uznałem, że gdzieś po drodze się zawieruszyła w sposób definitywny. :)
Warto dodać, że Aerosmith wystąpili już w co najmniej dwóch grach komputerowych: "Revolution X" i "Quest for Fame"
Pan Dzikus --> już sam fakt, że nie jesteś z US czyni z gry nielegalną kopię, zatem nie rozumiem ogólnej ekscytacji. :)
Trader199802429 --> oczywiście, że nie.
Podanie nieprawdziwych danych podczas rejestracji nie różni się przecież niczym do podania seriala ściągniętego z netu.
yasiu --> nie tylko wyobraźnia, ale i spece od reklamy. A przy okazji tej gry przeszli samych siebie:
http://pl.youtube.com/watch?v=dc8ZPWnyvAI
Taaa, powymieniam sobie punkty jak mnie zalogować nie chce, a mimo kilku monitów nowego hasła automat wysłać nie raczy. Przeszło mi za to na maila "lekko" spóźnione zaproszenie do Kompanii Gracza, które nabiera w tej sytuacji groteskowego wymiaru. :/
Na liście laureatów brakuje mi Adventure albo Zorka i jest to brak dość poważny, bo to prekursorzy przygodówek, które przecież przez dobrą dekadę stanowiły bardzo istotny segment rynku.
hans crusher --> to bardziej znak czasów, a nie zasługa gry. Ja bym na miejscu WoWa widział Ultimę Online.
A trzeba się rejestrować od nowa czy logujemy się na stare hasło?
Bo moje coś nie chce działać, a nowe nie chce dotrzeć. :(
Misza --> mam dwa pytania: czy "Overclocked" jest tak samo pozbawiona "lekkości" (technicznej, nie treściowej) grania jak "Moment of Silence"? I czy kamera przełącza się tak samo chaotycznie?
Jeszcze co do Evil Days of Luckless John to na gamerankings jest średnia wyciągnięta tylko z jednego artykułu w którym autor przyznał ocenę 0,1/10
Ocena z kapelusza. Już po screenach widać, że gra zasługuje na więcej. Podejrzewam raczej syndrom wszechwładnego recenzenta, który się obraził na grę.
Stalker1 --> jak to mogą być problemy? W zasadzie bez przerwy jest na Allegro kilka egzemplarzy gry.
Nie wiem co to za chop, ktory nie podnieci sie na widok laski...
Miastowy. Przy tej ilości kobiet jego serce by nie wytrzymało.
Chyba, że mylisz podniecenie z zainteresowaniem. :)
$aimon --> ja preferuję prawdziwe kobiety, prawdziwe czyli niedoskonałe. Cycaste lalki o niespotykanych w przyrodzie wymiarach Barbie albo wymuskane lolitki o chłopięcej posturze Paris Hilton zostawiam innym. Magia kobiet tkwi w niedoskonałościach właśnie, bo to one czynią każdą z nich wyjątkową. Oczywiście rzeczywistość komputerowa (piersiaste awanturnice), filmowa (oszałamiające panie w okularach będące fizykami atomowymi) czy serialowa (śliczne i wrażliwe policjantki) woli stawiać na plastikowe klony, a szkoda. Z nostalgią wspominam bohaterów brzydkich (Larry Laffer) i nieudacznych (Roger Wilco, Guybrush Threepwood), którzy nie mają dzisiaj dobrej passy, teraz wszak nawet oprych musi mieć zbójecki urok i sypać maxiarskimi tekstami. Protagonistki są w dużo gorszej sytuacji, bo je zawsze obowiązywał ścisły rygor urody i młodości. Nic dziwnego, że "Gradma", gdzie pomykaliśmy starowinką, sukcesu nie odniosła.
tylko nie wiem co zlego w podneicaniu sie laska, skoro to typowy meski odruch...
Chłopięcy. :)
$aimon -->
Widze ze coponiektorzy nie zwracaja uwagi na to co jest miedzy jajnikami, tylko patrza na wage albo obwód przedramienia...
Chcesz powiedzieć, że kochasz się z bohaterkami gier komputerowych? o_O
GROM Giwera -->
Weź za przykład np. Tomb Raider - ile juz było części i ilu fanów ma ta seria?
Dużo i każda kolejna była gorsza.
A to chyba normalne, że jak ktoś się interesuje jakimiś sztukami walki to również zagłębia kulturę i duchowość tamtego regionu.
Taaa, nosząc wisiorki z chińskimi smokami. To nie zgłębianie tylko spłycanie połączone z prymitywnym synkretyzmem symbolicznym, bardzo charakterystyczne dla popkultury. Typowe amerykańskie gadżeciarstwo. Szczególnie zabawna jest bezmyślna recepcja azjatyckich tatuaży na nasz grunt, z pominięciem z ich wielopoziomowej i dość egzotycznej symboliki ("Smok to symbol siły? To to walnij mi go ziomek na prawego bica, dodaj klubowe logo i dopisz <white gansta>").
Zresztą w Japonii tatuowali się głównie kryminaliści (początkowo ich tak karnie znaczono). Ten tatuaż zapewne miał symbolizować przynależność do jakiegoś klanu yakuza, gdyby nie fakt, że kobiet do nich nie przyjmowano, a horimono / irezumi (ten typ tatuażu) o ile wiem był zarezerwowany dla mężczyzn. Tym samym śliczna Ruby wychodzi na jakąś geishę, bo z kobiet tylko one chyba nosiły tatuaże. Zresztą horimono prawie zawsze obejmował klatkę piersiową (ewentualnie z pozostawieniem na środku "czystej" skóry, żeby można było rozpiąć koszulę bez ujawniania przynależności. Bohaterce oczywiście nie chcieli zepsuć dekoltu.
No i posiada nienagannie wypielęgnowane dłonie jak na miłośniczkę sztuk walki. Dobrze się komponują z armatami, które przy jej posturze połamały by jej ręce przy wystrzale. Nad kurtką Mad Maxa (gdy miał 5 lat) i katano-szablo-pałaszem (niważne, że do niczego się nie nadaje, ważne, że ma frędzle) litościwie pastwić się nie będę. :)
Bohaterka natomiast nie biega na obcasach, co jest już pewnym postępem.
:O ?!
To już nie mamy polskiego języka?
... powiedział ten, co ma angielskojęzyczny stopień i avatar, a dyskusję tutaj zaczął od "so fuckin' what?! ". :D
Sunglaski albo sanglaski to nazwa okularów przeciwsłonecznych używana zwykle właśnie w odniesieniu do szpanerów, którzy nie noszą ich dla praktycznych walorów, tylko dla wizualnego szpanu. Np. "Taki z niego lanser, że w sanglaskach schodzi nawet po pyry do piwnicy".
zresztą ja tam żadnych okularów nie widzę
Bo tkwisz w błędzie wynikającym z niestarannego czytania postów. Jeśli się przyjrzysz uważniej to dostrzeżesz, że pisałem o typowej heroinie (ew. herosie) ze współczesnych gier, a nie o tej konkretnie laluni. A że ona w 90% pasuje do tego schematu, to tym gorzej świadczy o pomysłowości twórców.
GROM Giwera -->
so fuckin' what?!
So fuckin' boring.
To jest 'showbiznes'
W showbiznesie liczy się świeżość pomysłów, mało kto zdzierżyłby na dużym ekranie "Życzenia Śmierci 19". Niestety, rynek gier komputerowych dopiero wychodzi z brodzika dla bajtli.
Uniwersalny przepis na współczesnego bohatera gry: tatuaże, sunglaski, fantazyjna fryzura (przynajmniej jakiś egzotyczny jej kolor), grawerowana broń, masa metalowo-skórzanych gadżetów i pierdułek (najlepiej w orientalnych klimatach) oraz KONIECZNIE samurajski miecz (i to koniecznie na plecach, skąd go wyjąć nie można). Jeśli to facet to musi być koksiarz, jeśli kobieta - anorektyczka z wydatnym biustem i odkrytym brzuchem. Jak się ma taki patent to kto by się bawił w wymyślanie osobowości?
Antonowski -->
To tak samo jakbyś twierdził, że LucasArts zżynało od Sierry, swojego największego w tym czasie konkurenta.
Oczywiście, że zżynało. Na tym polega ten biznes, umiejętnie i dyskretnie podbierać pomysły od konkurencji. Sierra zżynała z Infocomu, LucasArts od Sierry, następni od LucasArts. Zresztą nazywanie Sierry konkurentem LucasArts to spora pomyłka w formatach. W czasach pierwszej Monkey Island Sierra była gigantem, a LA średniego formatu żuczkiem. W skali globalnej Infocom de facto stworzył przygodówki tekstowe, a Sierra graficzne. Co stworzyło LucasArts? SCUMMA? To trochę mało by piać nad ich wkładem w komputerową rozrywkę.
Jestem też skłonny twierdzić, że to Sierra i jej Questy maszynowo schodziły z taśmy - Space Quest, King Quest, Police Quest, Quest fo Glory, Larry etc. a każda minimum po 4 części...
Oczywiście, że kontynuowano popularne serie, nie zabija się kury znoszącej złote jajka (to robiła tylko LA). Natomiast udawało im się bez trudu utrzymać stały, wysoki poziom np. Space Questów przez 6 części bez mielenia cały czas tych samych pomysłów, co w przypadku Monkey Island się nie udało - już druga część była mocno wtórna, a czwarta bardzo wyraźnie odstaje od pozostałych. Nie świadczy to wcale, że MI to słabe gry (wręcz przeciwnie), ale trudno je od drugiej części w górę nazwać szczególnie oryginalnymi. Kontynuacje Sama i Maxa czy Full Throttle nawet w oczach samego LA okazały się za słabe by je wydać.
No i Sierra miała ofertę dla każdego fana przygodówek - od bajtla (seria Mixed-Up, Torin's Passage, Eco Questy, Pepper's...), przez nastolatków (KQ, QfG), starszą młodzież (SQ, Larry, Freddy Pharkas), aż po "poważnych" graczy (Police Questy, Gabriel Knight, Phantasmagoria, Shivers). LA jechało cały czas na licencjach filmowych albo klimatach "wacky", wszelkie odstępstwa od tej reguły kończyły się mniejszą lub większą klęską (Full Throttle, The Dig). No i spójrz na dorobek oby firm w dziedzinie przygodówek - jest nieproporcjonalny.
edoc --> 2,5D sprawdza się wyśmienicie, ale przy kierowaniu myszką. W LBA był stały izometryczny rzut "kamery", co czyniło sterowanie mniej uciążliwym.
Nie przesadzajcie, Outlaws w gruncie rzeczy było marniutkie - archaiczne i bardzo mało grywalne. Tak naprawdę cała magia gierki sprowadzała się do znakomitych filmików (!) i równie dobrej muzyki Bajakiana.
Nie przesadzałbym też z tą świeżością cyklu Monkey Island. Jasne, to świetne gry, ale Guybrush to tylko piracka inkarnacja Rogera Wilco, a fabuła cyklu wałkowana na okrągło nudzi się po trzeciej części. Ciągle te same twarze, żarty, miejsca. To bardziej telenowela niż przygoda.
No i w nawale peanów pochwalnych na cześć LA nie zapomnijmy dodać, że np. koncepcja gry jaką oferuje nam silnik GrimE to jedna z najgłupszych rzeczy jakie wymyślono w przygodówkach, skok w tył (połączony z upadkiem na głowę) w porównaniu do SCUMMa. Jak widzę 2,5D połączone ze sterowaniem klawiaturą, to mi się krew ścina w żyłach.
Bobuch --> w Empikach, jest od niedawna reedycja starych tytułów LA po 40 zł.
EDIT: oczywiście wersja angielska, polskiej nigdy nie było, o ile wiem to nawet "garażowej".
Cieszy mnie, że ktoś jeszcze pamięta o genialnych Space Questach. :)
IA pracują właśnie nad amatorskim remake'iem jego drugiej, najstarszej wedle oprawy (bo pierwsza doczekała się odświeżonej wersji AGA) części, więc jak zapału im starczy jeszcze na trzecią, to kompletna seria będzie w całkiem znośnej oprawie VGA. :)
Ja bym chętnie zobaczył remake Rise of the Dragon, Superfroga, Periheliona, Shadow of the Beast, Isharów, Flashbacka, Alien Breed, Chaos Engine czy Dark Earth. :)
Ta gra to policzek dla świetnej serii przygodówek Ala Lowe. Nigdy nie powinna była powstać.
Bardzo fajny artykuł. :)
Tylko gdzie Tim Curry (Frankenstein, Muppet Treasure Island), Tia Carrera (Daedalus Encounter) czy Dennis Hopper (Black Dahlia)?
Arxel --> jeśli tak stawiasz sprawę, to chętnie podwyższę Ci frekwencję, bo Okrutne konkursy to jedna z fajniejszych inicjatyw GOLa. Pomijając nawet atrakcyjne nagrody, odgadywanie daje dużo frajdy. :)
W zasadzie skończyłem listę, jeszcze upewnię się co do dwóch tytułów i w najbliższych dniach podeślę odpowiedź. :)
Reszta GOLowiczów --> nie lenić się, tylko brać udział w konkursie! ;)
Deadeye --> co?!! PS2 i PS3 nie są dla siebie konkurencją?! Oczywiście, że są - przecież świeżo upieczony nabywca "dwójki" nie kupi "trójki" przez najbliższe kilka lat. W tym sensie już nawet sukces Wii jest mniej szkodliwy dla PS3, bo to jednak grupy odbiorców pokrywające się w relatywnie małym stopniu, a poza tym kupienie w krótkim czasie zestawu Wii+PS3 jest dużo bardziej prawdopodobne niż PS2+PS3.
Tym razem, z racji wygranej w poprzedniej odsłonie, nie wezmę udziału (chociaż Runaway 2 kusi starego przygodówkomaniaka), ale reszcie życzę determinacji w odgadywaniu tytułów i szczęścia w losowaniu.
Arxel --> fajny konkurs :)
Ten tytuł ma 7 lat na karku, dla gry to bardzo dużo. Dla porównania - ty zapewne nie przetrwasz na tym forum 7 dni.
Dla mnie to nie są żadne nowatorskei rozwiązania tylko głupota dla mas.
Głupotą dla mas gry komputerowe są już od dawna, bo robi się je tak, by w trzy dni mógł je skończyć byle jełop. Zawdzięczamy to w dużej mierze konsolom.
Nie ma to nic wspólnego z prawdziwymi graczami, siedzącymi w samotności, w nocy i skupieniu ściskających pada i utopionych w światach wykreowanymi w grach pisanymi pod nich.
Get a life.
W świecie gdzie dominuje pieniądz, takie Wii może stanowić poważne zagrożenie
Akurat Wii jest jaskółką nadziei na to, że pieniądze nie zepsują tego rynku do cna.
bo gram od 1981 roku i przerobiłem lub chociaż mialem jakiś kontakt z 95% komercyjnych gier jakiekiedykolwiek ujrzaly światło dzienne na tej planecie.
Nie bądź już taki opiniotwórczy. :)
Zważywszy, że w niszowym dziś gatunku przygodówek wyszło do tej pory według moich bardzo ostrożnych szacunków 1,5-2 tysięcy komercyjnych tytułów, to obstawiam, że nie zbliżyłeś się jeszcze do 5% progu poznania komputerowej rozrywki, chyba że za "kontakt" uznajesz smyranie pudełek albo czytanie newsów. :D
Teraz gry sa nieporównywalnie lepsze, pod każdym wzgędem
To dlaczego za najlepszy cRPG uchodzi Torment i Fallouty, przygodówkowi fani na piedestale stawiają Monkey Island, FPS młócą w CS'a, a stratedzy zagrywają się w Combat Mission? To nie ma nic wspólnego z sentymentem, te gry są po prostu nieporównanie lepsze od ich współczesnych odpowiedników.
albz74 --> pisząc "starzy wyjadacze" masz na myśli tych, którzy kilka lat temu zagrywali się z rozdziawionymi buziami w "dwudniowe" gierki o poziomie trudności robionym pod 10-latka, które dzięki temu teraz dominują na rynku, mimo że "starsi starzy wyjadacze" kręcili wtedy głowami z dezaprobatą? Chcesz bronić rynku gier, argumentując że teraz są fajne, a w przyszłości będą be? Z mojej perspektywy teraz są be, a fajne były kiedyś, więc każdą jakościową zmianę przyjmę z zadowoleniem. :P
Nie od dziś wiadomo, że fanboye są bardziej zaślepieni i nienawistni od moherów. :D
Legolas356 --> pisząc o Chińczykach wystawiasz ponure świadectwo swojej inteligencji.
Ryslaw --> jeśli będziesz pracował nad F3 PL (na co szczerze liczę), a polonizacja będzie pełna, to zachowaj proszę dla mnie listę płac z dubbingu wraz z przyporządkowanymi im rolami. ;)
Taven --> choćby "Podróż na Księżyc" jest przygodówką wysokiej klasy, sensowna, ciekawa, wizjonerska. Można ją śmiało stawiać obok "Rivena". Zresztą wszystkie gry studia Kheops, w które miałem przyjemność grać były bardzo dobre. W "Tunguskę" jeszcze nie grałem, ale też jest bardzo chwalona przez ludzi, w których opiniach pokładam zaufanie.
A Sokal niczego nie blokuje, bo to tylko mały, ale mocno rozreklamowany żuczek, guru przygodówkowych casual-gamers. Ma wizję, ale talent leżał raczej w Microids. Jeśli sądzisz, że obecność / nieobecność Sokala wpływa zasadniczo na kondycję rynku przygodówek to masz słaby przegląd tego sektora. Gier powstaje sporo i to całkiem niezłych, szkoda, że tylko część trafia do naszego kraju.
Pisanie o umierających przygodówkach w latach posuchy (czasy "Pompei") miało jedynie znamię nietrafnej choć uzasadnionej prognozy, ale dziś jest po prostu całkowitym nieporozumieniem.
Taven --> gatunek wedle różnych proroków ma konać od kilkunastu lat i jakoś mu to nie wychodzi, powiedziałbym nawet że bezczelnie i na przekór przeżywa renesans. A wpływ Sokala był i jest dziś niepomiernie mniejszy niż choćby dziedzictwo dawno nieżyjącego przecież Cryo albo Cyana.
Hercules nazywa się Poirot, a Johnny mieni się Depp.
Nie przesadzałbym z nietypowością bohatera (przy Alanie Parkerze Cameronie wygląda jak plastikowa postać z telenoweli) ani epickością Amerzone (to chyba najbardziej gorzka z komputerowych opowieści Sokala). No i po stronie obaw IMO powinno być w pierwszej kolejności: limity czasowe.
Sokal najwidoczniej postanowił na nowo wynaleźć koło i zabiera się za udziwnianie świata. Pomysł z kurczeniem się wyspy zapowiada się na danie główne gry, oby nie smakowało tak cierpko jak poprzedni pomysł-samograj w postaci czarnej pantery, która miała za sobą pociągnąć całą grę. Nie pociągnęła.
A może by tak wreszcie jakieś porządne zagadki i dojrzała fabuła, tak dla odmiany? :)
Shaybeck --> myślisz stereotypami. CI przygarnął część ludzi z Detalionu, którzy pracowali przy Reah, Schizmach i Sentinelu. A to oznacza najbardziej doświadczonych ludzi w kraju na tym poletku i jedynych, którzy na Zachodzie byli w ogóle zauważalni.
Louvette --> akurat pisząc o nadreprezentacji miałem na myśli przede wszystkim komercyjne lub półkomercyjne portale, vortale etc. W dobrym guście jest np. żeby o grach przygodowych albo simach pisała kobieta. :)
A inna sprawa, że równowaga w stosunku (bez skojarzeń ;) mężczyzn i kobiet - i to w każdej branży i sferze życia - jest stanem, do którego warto dążyć, bo obie płci wzajemnie się uzupełniają.
W czym się uzupełniają? Obecność / nieobecność kobiet ma znaczący wpływ na pracę np. biura maklerskiego, wnosi jakieś nowe treści i wartości do jego funkcjonowania? Jak dla mnie o grach mogą pisać nawet chomiki syryjskie, o ile robią to dobrze. Nie dostrzegam potrzeby jakichkolwiek parytetów płciowych w tak typowej pracy jak redaktorska.
Autorka stawia tezy trafne, ale niepełne. Pisze co ją dotyka, a nie dostrzega bonusu jaki grające kobiety dostają od środowiska. Jednym z tego przejawów jest zauważalna nadreprezentacja "branżowych" redaktorek w stosunku do udziału kobiet w społeczności aktywnych graczy. Odkąd śledzę komputerową prasę, w anonsach o szukaniu współpracowników można bardzo często znaleźć informację o tym, że kobiety będą szczególnie mile widziane. To też przecież wyraz pewnego protekcjonalizmu, szukanie redakcyjnych maskotek i klepanie po pupie.
Co tu dużo mówić, nawet nasz Dominator na rynku papierowej prasy poświęconej grom komputerowym z rozbrajającą szczerością oświadcza, że płeć pretendentów do posady współpracownika wprawdzie jest nieważna, ale "nie ukrywamy, że panie będą miały łatwiej (choć wcale nie z górki) bo o recenzentki jest duuuuużo trudniej niż o recenzentów."
W żadnym razie nie chcę tu podważać kompetencji redaktorek (z nią tak samo jak w przypadku facetów bywa po prostu różnie), ale zwrócić uwagę, że i takie aspekty obecności kobiet w branży nie sprzyjają przełamywaniu stereotypów. Dyskryminacja pozytywna to nadal dyskryminacja.
Wiem to po sobie - ile to już razy cofałem pióro przed dokonaniem miażdżącej krytyki tekstu, gdy w jego stopce widziałem kobiece imię. :)
Juliusz Verne (1828-1905), więc jak mówisz kształt Ziemi znał świetnie. Tutaj mój błąd, ale co do samochodów, to pierwsze modele zaczęły się pojawiać kilka lat po śmierci pisarza.
Pewnie dlatego czwarty rozdział swojej powieści "Pan świata" nazwał "Konkurs klubu automobilistów". :D
W momencie robienia zdjęcia jej helikopter, który wcześniej wynajęła – rozbił się, pod naporem olbrzymiego huraganu. Jednak Ariane na chwilę przed wypadkiem wyskakuje ze swojego środka transportu i ląduje nieprzytomna. Gdy odzyskuje świadomość, dociera do niej, że jest gdzieś na plaży.
Co? To chyba jakaś alternatywna wersja gry, bo w mojej przebieg wydarzeń w intro był zupełnie inny.
Reszta uwag jak w powyższych postach.
A gra to typowa jednorazówka, bardzo średnia z okresową tendencją do bycia marną. Ocena w granicach 40-50% byłaby adekwatna do jej poziomu.
Fett --> co do pierwszego miejsca mogę się zgodzić. :) Może i są inni kandydaci na ten laur, ale Okaryna z pewnością nie jest kandydatem złym.
Co do reszty to uważam ranking za nieporozumienie. Dobrze pokazuje jednak w jak niewielkim stopniu my, pecetowcy, tworzymy światowy rynek gier. :(
Mamy nowy rekord w nekropostingu.
A odnośnie Duronka 900MHz - sporo czasu na nim siedziałem, bardzo dobrze go wspominam.
Przecież według wpisu w encyklopedii to sama gra powstała na podstawie filmu:
"The Neverhood to wesoła gra przygodowa posiadająca wiele elementów logicznych, oparta na pomyśle zaczerpniętym z filmu „Neverhood Chronicles”.
;P
A na film czekam z nadzieją, ale bez ekscytacji - miały już być ekranizacje Mysta, Monkey Island i Grim Fandango.
_Luke_ --> zagrywałem się w to na Commodorze (tam była pod nazwą "Bop'n'Rumble", jeszcze inny tytuł to "Street Hassle"). Bardzo kontrowersyjna wówczas gra. :)
Taven --> oczywiście, zasada ochrony własności intelektualnej jest nie do przecenienia, ale to ona doświadcza licznych wyjątków ze względu na interes społeczny (tutaj dostęp do dóbr kultury), a nie na odwrót. Ale ten temat był już wałkowany wielokrotnie i zawsze w końcu prowadzi do indywidualnego wartościowania, czyli pata.
Odnośnie tematu korporacji - masz bezpłatne biblioteki publiczne z książkami. Dlaczego nie masz takich "bibliotek" z muzyką, filmami, grami? Odpowiedz sobie sam.
Army of Two --> pojawi się możliwość (twarde dyski i dostęp do sieci), to pojawią się i patche. Twórcy nie oprą się pokusie żeby wypchnąć niedorobionego bubla jeśli już mogą na nim zarabiać i łatać budżet.
Taven --> kiedyś gry wychodziły przyzwoicie dopracowane i patchy po prostu nie było. :)
Gry, filmy czy muzyka są elementem kultury, a dostęp do niej jest człowiekowi potrzebny na równi z jedzeniem. Może nawet bardziej, bo to właśnie rozsmakowanie w kulturze odróżnia go od małpy. Zresztą dostęp do owoców kultury masz zagwarantowany we wszelkich międzynarodowych kartach praw i naszej konstytucji (art. 73) jako jedno z fundamentalnych praw człowieka.
Sandro --> to były świetne czasy. :)
Gracze mieli poczucie elitaryzmu (nikt ze starszego pokolenia nas nie rozumiał), zdrowego współzawodnictwa, wspólnoty. Ekscytacja związana z wizytami na giełdzie, nowym numerem Bajtka czy Secret Service'u albo kupnem pudełka dyskietek była nieporównywalna z kupnem wypasionej EK dzisiaj. Kompiki miały swoją magię, a gry wsysały grywalnością, z jednej strony wymagały sporego skilla, a z drugiej dawały sporo frajdy nawet nowicjuszom.
Sprawdza się stara zasada: im dostatniej, tym banalniej.
rondelson --> poziom gier to nie jest dla CI palący problem. Mają niską cenę, szeroką ofertę i wysoką sprzedaż, wbrew pozorom to bardzo poważny gracz na polskim rynku i nie dziwi fakt, że to właśnie oni będą przecierać szlak na giełdzie.
Z punktu widzenia kondycji finansowej firmy lepiej zrobić kilka średnich, budżetowych gierek rocznie, które kupi sporo ludzi, niż wymęczyć jeden hicior, który wszyscy ukradną. :)
Niestety, fanfiki to w przeważającej (i przerażającej) większości tandeta, literacka padlina. Jak się człowiek tego dziadostwa naczyta, to mu może odejść ochota na surfowanie. Ja od dawna jeśli już po nie sięgam, to tylko jeśli są polecone przez sensownych ludzi.
$aimon -->
jak juz to gry podlegaja tym samym prawom co muzyka i filmy, bo to branza rozrywkowa.
[...]
a ja radze czytac uwaznie ,bo ten pytajnik na koncu mojego zdania na pewno oznacza ze bylo ono twierdzace :]
Ja w tym pierwszym zdaniu pytajnika za cholerę nie widzę.
Fragment "Takie działanie jest w świetle prawa traktowane jako najzwyklejsza w świecie kradzież." to też dość swobodna twórczość literacka. Nawet jeśli uznamy, że wedle wykładni systemowej należy uznać to za kradzież, to będzie to typ kwalifikowany, a nie zwykły.
$aimon --> gladius ma rację.
BTW warto wypowiadać się kategorycznie tylko w tematach, o których się ma pojęcie. Taka rada na przyszłość.
BIGos --> było ich trochę więcej.
Projektowali ją Brian Fargo, Alan Pavlish, Ken St. Andre, Michael A. Stackpole, levele i scenariusze dodatkowo projektowali Bruce J. Balfour, Daniel Carver, Chris Christensen, Elizabeth T. Danforth, Bill Dugan, Nishan Hossepian, Stance Nixon, art directorem był Nancy L. Fong, producentem był David Albert (w towarzystwie Jamesa R. Baileya i Christiana Wilsona), szefem projektu oprócz Briana była Troy P. Worrell, a grafę robili Todd J. Camasta, Bruce Schlickbernd, Charles H. H. Weidman III.
To jest potencjalny krąg podejrzanych. :)
Triber --> pleasure-body :)
Raziel --> to tak jak z nagłówkami z Onetu - jak piszą "Małysz opuszcza Polskę" to zapewne jedzie na wakacje do Chorwacji, a "Doda idzie klasztoru" najpewniej znaczy, że wystąpi razem z Closterkeller. W reklamie najważniejsze jest to, co nie zostaje powiedziane, co reklamujący się stara ukryć albo przemilczeć. Skoro nie wyjawili tożsamości "twórcy Wasteland", to może oznaczać, że nie jest ona szczególnie spektakularna. :)
Ileż to fani potrafią wywróżyć z przecieku. Tymczasem gdyby grę miał zrobić Brian, to by powiedziano to wprost, bo to głośne nazwisko i automatyczynie robi szum medialny. Zapewne za projektem stoi facet z trzeciego rzędu ekipy, która stworzyła "Wasteland".
Brakuje np. Dink Smallwood, Betrayal at Krondor, Prelude to Darkness, Eye of the Kraken, Flight of the Amazon Queen albo genialnego Beneath a Steel Sky.
Dotychczasowe efekty zastosowania gier w edukacji są bardzo mizerne i grubo poniżej oczekiwań (oraz zaangażowanych środków). A jak od dawna wiedzą nasi amerykańscy koledzy, jak czegoś nie umie się zrobić, to należy napisać książkę z poradami jak to zrobić. :)
Taven --> dwójka była zacna, ale za bardzo starali się tam zrobić z Guybrusha faceta, podczas gdy najlepiej sprawdzał się on jako chłopaczkowaty safanduła w fredziarskim wdzianku okrętowego majtka (vide MI1 i MI3). No i w dwójce nie ma pojedynków (ani Murraya, BWAHAHAHAHA!!!). :)
Racja, trzecia część miała optymalną oprawę. :)
A co do entuzjazmu to byłbym ostrożny. Na żadną przygodówkę LA nie zamierzam się napalać dopóki nie wyląduje ona na sklepowych półkach.
Moim zdaniem to jedna z tych pozycji, dla których warto będzie kupić PeSka.
Uwielbiam takie bohomazowate światy.
Świetny przykład był w "Space Quest 3", w którym gracz musiał uwolnić... twórców "Space Questa" wykorzystywanych do niewolniczej pracy programistycznej. Kiedy już to zrobił, można było podczas ucieczki kliknąć na jednym z uwolnionych twórców, a ten odwracał się w kierunku ekranu i pytał mniej więcej "I jak? Gra była warta swojej ceny?".
szyszuniaa --> na błąd ze zbyt drogim działem pomaga zainstalowanie odpowiedniego patcha.
albz74 --> cały czas tkwisz w błędnym przekonaniu, że to zadeklarowani gracze i recenzenci kształtują rynek konsol i gier. Tak nie jest, oferta konsolowa jest skierowana w zasadniczym stopniu do niedzielnych graczy, którzy z fachową prasą mają kontakt incydentalny. Ta tendencja jest jeszcze bardziej wyraźna w przypadku Wii, a PS3 najwidoczniej nie ma jak na razie nic szczególnie interesującego (w stopniu uzasadniającym wydanie takiej kasy) do zaoferowania ani casual players, ani hardcorowcom.
A recenzje są jak "dolne plecy" - każdy oceniający ma swoje. Jak widzę np. oceny rzędu 9/10 dla "Paradise" albo 8/10 dla "Kult: Heretic Kingdoms", to się zastanawiam czy nie ma jakiejś alternatywnej wersji. Z drugiej strony znakomitemu "Arx Fatalis" dostało się gdzieniegdzie niezasłużenie po tyłku.
albz74 --> starasz się nas usilnie przekonać, że to miliony posiadaczy Wii się mylą i tak naprawdę wcale się dobrze nie bawią grając w nią. Bo gry komputerowe to rozrywka, a ta powinna dostarczać frajdy. Nie doszukujmy się tu żadnej filozofii. Ja osobiście nie uważam, żeby Wii psuło rynek. Pokusiłbym się wręcz o twierdzenie, że Nintendo przywraca go na właściwe tory. Gracze głosują portfelami i na dzień dzisiejszy wybierają Wii, a PS dostało żółtą kartkę. To już problem PS czy wyciągnie z tego właściwe wnioski, czy też nie zrobi nic, stwierdzi że to spisek niedzielnych graczy bez ambicji i poczucia estetyki, a na koniec spróbuje zmienić rzeczywistość kolejnymi wróżbami i życzeniowymi analizami rynku.
Oczywiście oprócz fanów gier są też fani sprzętu, ale tym nie przepowiesz. Rozumiem, że wydając kilka kawałków na sprzęt wolimy go chwalić niż się skarżyć. Natomiast szczypta obiektywizmu nikomu nie zaszkodzi. Ja w dobrą grę mogę zagrać nawet na zmywarce do naczyń.
QrKo_ --> niezupełnie, bo te 5% kokosów nie zarabia. A większość filmowców woli mieć tłustą wypłatę, a artystyczne aspiracje trzyma w lodówce. Tu nawet nie chodzi o to, by z gier robić dzieła sztuki, ale by mieć sensowny biznesplan. Obecnie jest on prawie zawsze taki sam: zróbmy grę, którą kupią wszyscy gracze, a my zarobimy miliony. W rezultacie otrzymujemy (w najlepszym przypadku) produkt poprawny, ale bez duszy, nietrudny, niewymagający i szybko lądujący na półce.
Dla odmiany warto przyjrzeć się rynkowi przygodówek, gdzie najlepsze produkcje powstają w niewielkich studiach przy niedużym nakładzie finansowym. Oczywiście nadal mamy Tornquistów, którym się marzy światowa dominacja i po bolesnym upadku wolą winić piratów niż swoje ego. Kluczem do finansowego sukcesu jest cięcie zbędnych kosztów.
Rynek gier zaczyna coraz bardziej powielać patologie Hollywood - gwiazdorstwo, rozbuchane do kosmicznych rozmiarów koszty, bizantyjski przepych, agresywna i kosztowna reklama, gadżeciarstwo. Nie muszę chyba dodawać, że najciekawsze filmy powstają poza Hollywood.
Stranger --> chodziło mi właśnie o znalezienie swojego miejsca na rynku. Kino niskobudżetowe też przecież zarabia, po prostu tną niepotrzebne koszty. Branża komputerowa tego nie potrafi, prawie każdy chce robić gry dla wszystkich zamiast znaleźć stabilną niszę.
albz74 --> w kinach masz około 80% chłamu, 15% filmów strawnych i 5% wybitnych. Czy to znaczy, że dobrych filmów się nie opłaca kręcić?
wiedzimin_wawa --> wcześniej wejdź do sypialni straży goblinów i, kiedy nie będzie akurat kwatermistrza, przeszukaj pokój. Klucz powinien być chyba pod poduszką.
Na podstawie samych obrazków? A co w nich takiego kultowego?
Gra jak gra, gdyby nie była polska pewnie mało kto by o niej u nas pamiętał (zresztą i tak mało kto pewnie pamięta).
A będzie Otsu biegająca za Musashim i wykrzykująca płaczliwie "Takezo-san!" dziesięć razy na minutę? :)
No i szkoda, że tylko rzeczywiste postacie - fajnie by było wcielić się w Yojimbo albo Zatoichiego (czarny ekran, dźwięk przestrzenny i jedziesz np. wiimotem na oślep :D)
Eeee bez Rhony to ta ekipa jest mocno przeciętna. Jedyne co widać to, że Karima była dobrym wyborem, bo deklasuje poprzedniczki. A ciuchy raczej dla fetyszy, wolałbym te panny widzieć w larowych gatkach. :)
zarith --> czyli wracamy do teorii złotego środka? :)
Nie, po prostu skill w Wii nie jest typowo growy (klik-klik) a talent, predyspozycje albo ogranie w realu moga go w nieco większym stopniu zrównoważyć. Jeśli w realu nie radziłeś sobie z pinglem, to i na Wii mistrzem nie będziesz. Poza tym jest tu dużo większe pole do popełniania błędów.
Nie chcę odbierać Ci złudzeń ale nawet po dziesięciu latach łojenia w FPS na myszce jak dostaniesz do ręki kontroler w kształcie i parametrach broni, a do tego środowisko prawdziwie przestrzenne, to nawet mimo solidnego treningu każdy miłośnik np. paintballa będzie Cię po kilku grach jechał jak chciał.
Taikun44 --> teraz forsujemy scenariusz przyszłoroczny? Scenariusz wielkiego otwarcia i scenariusz tegoroczny się nie sprawdziły? :)
Będę autentycznie szczęśliwy jak tego sukcesu się w końcu doczekam, może zaczną wtedy wychodzić gry i za kilka lat sobie tą konsolę sprawię. O ile nie zastanie ich nowa generacja.
zarith --> z tą różnicą, że dobry gracz w pingla i tak pewnie pojedzie Cię w trzeciej grze. Tu liczy się już nie tylko refleks i znajomość gry, ale też timing (w większym stopniu), koordynacja, sprawność nadgarstka ("hahaha" na poczet ewentualnych żartów), pewien rodzaj kondycji i predyspozycje.
zarith --> przerzucanie się "a nie bo tak!", "a właśnie, że nie!" to nie polemika. Ty uważasz że gra na padzie w ping-ponga albo golfa jest równie intuicyjna jak w przypadku wiimotka, ja nie. Trudno mi tu szukać argumentów, bo jestem tak stary, że zdarzało mi się w przeszłości w pingla przyciąć w realu ("hahaha" na poczet ewentualnych żartów o sieci Real) i grało się w to całkiem podobnie jak na motku, a zupełnie niepodobnie do gry na padzie.
albz74, zarith --> dobra, niech Wam będzie - Wii wcale nie jest popularne, popularne jest PS3, które ma prawie każdy gracz tylko jeszcze o tym nie wie. Wii nawet nie jest grywalne, ludzie kupują je za karę i w ramach pokuty zmuszają się do grania. Granie na Wii nawet masochistom sprawia tylko i wyłącznie zupełnie niepodniecającą przykrość.
Wszystkie nowinki można tak samo osiągnąć na PeSku (wydając na gadżety więcej niż koszt Wii). W zasadzie PS ma wszystko co mają pecety, xpudło, wii, kino domowe, zmywarka do naczyń i 5-in-1-sofa-bed, niedługo pewnie wyjdzie też upgrade w postaci lekarstwa na raka. Szkoda, że gry się nie kwapią de tego samego.
Poza tym PS3 zaliczyło słaby start, więc nieuchronnie musi odnieść oszałamiający sukces, bo tak przecież było z PS2. Einstein był wszak słaby z matmy, więc każdy słaby z matmy będzie pewnie Einsteinem. Z kolei rewelacyjny start Wii to tak naprawdę pocałunek śmierci i wyrafinowane samobójstwo, w ten sposób Nintendo wydało wyrok śmierci na swoją konsolę, bo tak powiedzieli analitycy.
No i święta racja - równie trudno jest machnięciem ręki odbić piłeczkę jak wbić sekwencję trzech 6-przyciskowych kombosów. :)
albz74 --> różnica jest IMHO bardzo prosta - na Wii możesz sensownie pograć z niedzielnymi graczami, przy Tekkenach rozgrywka skilled player vs noob skończy się po trzech walkach. To nie jest wielka filozofia zrobić grę dla graczy albo nie-graczy. Sztuką jest zrobić tytuł atrakcyjny dla obu tych grup. W tym tkwi siła konsolki Nintendo, które znalazło ciekawą i, jak się okazuje, całkiem pojemną niszę.
Analitycy rynku konsol od pewnego czasu kreują swoją wirtualną rzeczywistość. To prawie tak jak z naszymi politologami przed ostatnimi wyborami.
Kozi --> dzięki za info.
I niech mnie ktoś jeszcze zapyta czemu tak nie lubię konsolowego stylu gry. :/
Mam jedno pytanie - po wczytaniu stanu gry nie mam sprzętu, który miałem przy save'owaniu. Ani granatów, ani porządnego karabinu - tylko jakaś marna fuzja i kilkanaście sztuk amunicji. Tak być powinno?
Nic ciekawego. Obsługa dzisiejszych emulatorów to nic trudnego, oferta jest marna i szybko się to nie zmieni, nawet najwięksi sentymentaliści nie będą płacić drugi raz za to samo, a nowych graczy archaiczna grafika raczej nie zachęci do wydawania kasy.
Czyś jest każualem, czy też pr0-gamerem
Czy farmisz w erpegi, czy plejisz w szutery
W rozmowie ze mną, starym n00b-lamerem
Używaj polszczyzny do jasnej... maniery!
;)
Wow, fajowo! Mało nie przegapiłem rozwiązania konkursu. Bardzo się cieszę.
Dzięki wszystkim za udział i gratulacje. :)
...NathaN... --> to mój trzeci raz, wygrałem raz w konkursie King Konga, a innym razem w Okrrrutnym. Można więc powiedzieć, że wygrywam statystycznie co roku i nigdy w losowaniu. :)
UVI --> ostatnio grzebiąc w plikach gry odkryłem też takiego Gabriela >>>
Dużo bardziej spodobał mi się mini-komiks monsa. Minimalizm formy, ale za to pueta rządzi. xD
Ryby mieszkają w szopie, jeżdżą tym gazikiem i są uzbrojone w strzelby oraz karabiny. Gracz ma tylko pistolet z latarką, na baterie. A że nie ma baterii, to pistolet ani nie świeci ani nie strzela. Baterie są w szopie. Voila, pierwszy quest mamy rozkminiony. :)
Mi pasuje, co do poziomu wykonania grafiki nie mam zresztą większych obaw.
Bardziej boję się o klimat, liniowość i długość gry.
Dycu --> dobrze, że nie wezwanie na komendę.
Pewnie się będą starali przepchnąć pomysł w zamian za darmowy / tańszy abonament. A za samą grę klient swoje zapłaci i będzie się jeszcze cieszył jako jest oszczędny.
Konkurs bardzo fajny i nie za trudny. Mam tylko jedną wątpliwość: co robi pan K w trzeciej a nie pierwszej grupie?
Nie wiem dlaczego odniosłem wrażenie, że konkurs kończy się dzisiaj i wysłałem odpowiedzi po 10 minutach szukania (niepełne). :D
To dowód na to, że sen czasem się przydaje. Tym niemniej życzę Wam powodzenia moi mili. :)
Masa znakomitych gier za przystępną cenę. Pozostaje tylko zapytać: gdzie King's Quest 8? Gdzie Larry 7? Gdzie Police Quest: SWAT? Gdzie seria Quest for Glory? Jaki jest sens wydawania 4 antologii, z czego 3 są niepełne? Mimo wszystko mam szczerą nadzieję, że ktoś to u nas wyda i gracze przypomną sobie, że przygodówki to nie tylko Sokal i Tornquist.
To raczej Heroes of Might & Magic jest klonem legendarnej serii King's Bounty, droga młodzieży. Ten wielce zasłużony cykl powstał 5 lat przed premierą pierwszej części HoMM, zresztą obie serie robiło wtedy New World Computing.
Na razie to mi wygląda (i brzmi) na tolkienowską Górę Przeznaczenia niż Fallouta. Poczekamy, zobaczymy.