Jednych śmierć Jackiego po obejrzeniu cutscenek rusza, innych nie rusza... no i niby co by zmienił fakt, że ci sami ludzie graliby te wszystkie sekwencje z tym właśnie NPC? Jednych by Jackie wkurzał, innych nie i efekt statystyczny byłby taki sam, bo połowie by zwisało, że zginął.
Jakby bohaterowi zabili ojca i matkę w cutscence, to też byście chcieli dzieciństwo odgrywać, żeby wam na nich zależało? Masz informację o bohaterze i rób z tym co chcesz.
Katastrofa. Wielkie linki, dużo przewijania. W poprzedniej wersji przynajmniej na pierwszy rzut oka było widać dużo więcej artykułów do wyboru w pogrupowanych kategoriach. Takiego czegoś to mi się nawet nie chce odwiedzać, bo nie mam czasu przewijać tego badziewia i szukać, czy nie ma czegoś interesującego. Dlatego wiele podobnie działających serwisów, zaprojektowanych tylko i wyłącznie pod telefony, omijam.
Scenografia, Muzyka, praca kamery, nawet w sumie aktorzy są w porządku. Tylko ktoś zapomniał dać scenariusz do napisania komuś, kto się na tym zna i ma poczucie humoru.
Nie da się zrobić dobrego serialu na garści jednolinijkowych zabawnych tekstów. W pierwszym sezonie był dokładnie ten sam problem. Od jednego chwytliwego hasła do kolejnego, a w międzyczasie żenujące próby zapchania czasu. I to naprawdę żenująco nieśmieszne.
Pierwszy z brzegu przykład z drugiego sezonu (bo akurat na świeżo oglądany) jak Jan Paweł twierdzi, że zna turecki i będzie tłumaczem. Pomysł ma klasyczny potencjał komediowy. A wykonanie? Generalnie żadne. Jak dochodzi do sceny, to tak jakby nikt już nie miał pomysłu co dalej właściwie śmiesznego zrobić i patrzymy jak z tego balonu smętnie ucieka powietrze.
Obejrzałem trailer i cytując jego fragment: "what the fuck was that?"
Autor recenzji upiera się, że to jest "skradanka", ale z opisu wynika, że tylko dlatego, że fabularnie kierowana postać się skrada. Jeśli jest tylko jedna możliwa droga przejścia gry, nie ma miejsca na eksperymenty i twórcze wykorzystywanie danych przez grę narzędzi, to to jest jakaś niby trochę logiczna zręcznościówka (jeśli trzeba się wykazać zręcznością przebiegając z cienia do cienia), a nie skradanka.
Nie gracz trafił do więzienia, tylko jego postać.
Myślałem, że to będzie artykuł o tym jak wyszedł z więzienia, a tu Oblivion nadal dopiero po premierze.
Może w swoim czasie to było coś fajnego, ale teraz nie mogę na to patrzeć. Te drewniane animacje...
Gdyby zrobili DLC do RDR2, to byłoby coś wartego uwagi, ale nie mając do pierwszej części sentymentu jakoś nie jestem w stanie się w to wciągnąć.
Skoro miała nieusprawiedliwione nieobecności, to nic dziwnego, że jej to statystyki psuło. Nie mają tam zwolnień lekarskich? Dopiero dużo później na prośbę pacjenta jakiś terapeuta musi pisać listy? Chyba niekoniecznie, bo wspomina, że sprawa dotyczyła 6 dni, gdy cierpiała w związku z C-PTSD (czyli miała pewnie jakieś niby ataki lęku, albo inne odchyły emocjonalne), najwyraźniej leczenie szpitalne zapalenia płuc nie było takim problemem. I tak dobrze, że uwzględnili takie pismo od terapeuty. Dziewczyna ma problem, że musiała kogoś prosić o usprawiedliwienia, że to poniżające, ale z perspektywy pracodawcy zwyczajnie nie było jej w pracy bez powodu. Jak rozumiem, gdy raz w miesiącu zostanie w domu przez kilka dni z powodu napięcia przedmiesiączkowego, to pracodawca, który ma z tym problem jest szowinistą?
"okna z ołowianym szkłem"
leaded glass (bo tak jest w oryginale) to okna witrażowe, czyli małe kawałki szkła łączone ołowianym ramkami. Szkło ołowiowe to inaczej potocznie kryształ. Raczej używany do ozdób, nie szklenia okien.
Głupoty gada. Zaletą BG3 jest to, że każdy element gry to zadanie stawiane przed graczem, który ma multum możliwości na rozwiązanie go i może popuścić wodze fantazji szukając swojej ścieżki. Dlatego każdy krok daje graczowi nowe narzędzie do rozwiązywania kolejnych problemów. Starfield to już właściwie nie jest nawet gra RPG, tylko prostolinijna nawalanka w niby "otwartym" świecie, gdzie wybór gracza polega na tym, czym będzie strzelał, albo dziabał przeciwników. W Starfield niby można starać się na przykład przejść niektóre lokacje po kryjomu, co jest chyba jedyną alternatywą, ale potraktowaną po macoszemu, bo widać, że premiowane jest rozwalanie wszystkich po drodze (czasem zwyczajnie nieuniknione). Chowanie się może tylko w tym co najwyżej trochę pomóc.
Ta gra to niestety porażka. Jako RPG jest płytka, bo to w sumie zwykła strzelanka. Questy typu idź i przynieś. Jako gra kosmiczna mająca konkurować z Star Citizenem, czy Elite Dangerous, jest beznadziejna. Ani nie ma sensu handlować, ani generalnie nic robić. Walki kosmiczne są proste i nudne. Wszędzie można się teleportować, co rujnuje wrażenie podróżowania po wielkim kosmosie i w efekcie świat gry sprawia wrażenie malutkiego. Do tego jest koszmarnie miałki.
Jedyne interesujące mechaniki, jak konstrukcja statków i budowanie baz, jakoś niczego nie wynagradzają i ciężko grać tylko po to, żeby sobie fajny statek zrobić, kiedy poza tym gra jest koszmarnie nudna.
Zabawne jest to, że dla mnie to nie była końcówka, tylko połowa gry, bo spotkałem się z babką i pułkownikiem w obozie uchodźców zaraz po uratowaniu Biffa (zaprosiła mnie od razu, żeby wszystko wyjaśnić). Dopiero na końcu zrozumiałem, że to było zaplanowane jako druga faza gry. I owszem, jest trochę trudniej, bo armia ma więcej punktów życia, pancerze i lepszą broń, ale załatwia się ich dokładnie tak samo. Różnica jest taka, że na headshota czasem trzeba dwóch strzałów z powodu hełmu, jak się nie ma szczęścia i nie trafi krytycznie, a karabin maszynowy w trybie czuwania czasem nie wszystkich od razu załatwi.
Ja naprawdę nie jestem jakimś specjalistą, JA2 nie przeszedłem całego nigdy, o innych tego typu grach nie wspominając.
Gra ma klimat i wszystko wygląda sympatycznie, scenariusz jest całkiem zabawny, elementy RPG całkiem urocze, ale gra ma dwie potężne wady - po pierwsze niemal kompletny brak AI - nieprzyjaciel bezmyślnie biegnie na twoich najemników, jak mu się uda trochę przy okazji strzelając, więc po prostu się go kosi z zasadzki, szczególnie ,że broń snajperska i skradanie są tak mocne, że nie ma sensu używać niczego innego. Do tego kompletnie niezbalansowana rozgrywka. Gra jest nieco wymagająca na początku, gdy nie ma się broni i amunicji, a stopniowanie trudności w niej polega głównie na limitowaniu upadających z wrogów przedmiotów i dodawaniu im darmowych punktów ruchu, żeby na wyższych poziomach trudności szybciej do ciebie dobiegli (Nie mówiąc o tym, że gra jest specjalnie sztucznie utrudniona przez brak informacji o szansie trafienia - z początku kupiłem to, ze to ma oddawać chaos pola walki, ale potem zrozumiałem, że z modem, który to dodaje, gra staje się banalnie prosta, więc staje się jasne czemu podjęli taką decyzję). Od pewnego momentu jest zwyczajnie nudno, bo żaden wróg, w obojętnie jakiej ilości nie stanowi problemu, jeśli się odpowiednio dobierze drużynę.
W największym szoku jestem, że już skończyłem kampanię, która okazała się w pewnym momencie nudnym odbębnianiem kolejnych sektorów aż do zaskakująco łatwego końca.
Jedyna nadzieja, że może jakieś modyfikacje uratują sprawę, choć z tego co widzę na razie jest moda na takie jeszcze bardziej ułatwiające rozrywkę. Nawet jeśli kiedyś ktoś coś wymyśli, to nie wiem czy da się modami wpłynąć na SI przeciwników.
"Na szczęście dla brytyjskiego dewelopera w minionym roku jedynie F1 Manager 2022 okazał się być finansową wpadką. Wcześniejsze premiery studia, takie jak Jurassic World Evolution, Jurassic World Evolution 2, Planet Zoo, Planet Coaster i Elite Dangerous, nadal osiągały wyniki zgodne z oczekiwaniami."
Źródło: https://www.gry-online.pl/newsroom/f1-manager-2022-ze-sprzedaza-znacznie-ponizej-oczekiwan/z223cb8
To ciekawe stwierdzenie. Samo Elite Dangerous mogło sprzedawać się "zgodnie z oczekiwaniami", czyli pewnie nijak, bo to już stara gra zarabiająca głównie na sprzedaży dodatków kosmetycznych wiernym graczom. Natomiast ostatnie DLC do ED, Odyssey to jak na razie finansowa porażka, według raportów finansowych wymagająca amortyzacji rzędu kilku milionów funtów, co znaczy, że wydano na produkcję więcej, niż zarobiono i nie zapowiada się na zwrot kosztów. W bardzo widoczny sposób zmieniło to podejście do wsparcia Elite przez Frontier w ostatnim roku, znacznie zmniejszając budżet na utrzymanie gry. Z horyzontu zniknęły też na razie plany kolejnych rozszerzeń.
pieprzę to, usuwam sobie link do tego portalu.
O tym, co słychać w świecie gier mogę poczytać na lepszych, zachodnich portalach, a głupie teksty generowane dla kliknięć i do czytania przez tępe dzieci mogę sobie darować, szczególnie gdy nie dotyczą gier.
Nawiasem mówiąc, klasyczne filmy nie pasują dzisiejszemu odbiorcy, który do kina chodzi jak do parku rozrywki - nie dla Sztuki, tylko dla ekscytacji z rodzaju tych przeżywanych na kolejce górskiej. Nie ma nic złego w chęci doświadczania takich przeżyć nawet w kinie, ale dobrze byłoby nie mieszać pojęć.
"Dożo osób w komentarzach wyraźnie nie rozumie o czym jest artykuł. Artykuł jest o grach, które doprowadził do zmian, wywarły duży wpływ a nie o grach, które były dobre i się nam podobały."
Nie do końca. Artykuł jest o tym, żeby klikać kilkanaście razy "następna strona".
Dajcie znać, jak rower będę mógł po złożeniu schować do kieszeni. Tymczasem dzięki.
Mam chyba takie same wnioski po obejrzeniu filmu w gruncie rzeczy.
Niby mi się podobał, warstwa wizualna była dokładnie taka, jaka być powinna, ale coś mi nie pasowało i był to chyba fakt, że wszystkie postaci w filmie są tam tylko po to, by być elementami eposu i mało która jest postacią z krwi i kości. Jakby w życiu służyli tylko temu, żeby razem ładnie się prezentować na fantastycznych kadrach.
Gdy teraz próbuję sobie ten film przypomnieć, to mam wrażenie, że wszystkie wnętrza pozbawione są niemal całkowicie jakichkolwiek zbędnych elementów scenografii. Nikt chyba nigdzie nie ma nic osobistego, tylko to, co do czegoś mu służy w ramach jego roli w historycznym eposie.
Paul przede wszystkim, jako główna postać jest przez cały film zadumany, smutny i powiedziałbym - zrezygnowany. To po części wina aktora, który we wszystkich filmach jest właściwie taki sam, ale jakiś taki marazm i jednowymiarowość są widoczne w każdej postaci. Każda wydaje mi się być jak oskryptowany NPC - zanim nadejdzie jego czas, by wejść, powiedzieć swoją kwestię i odwalić swój skrypt - mam wrażenie, że po prostu stoi patrząc w ścianę, albo znika.
Wydaje mi się, że najbliżej ożywienia postaci był, o dziwo, Jason Mamoa, ale mimo jego starań niewiele z tego wyszło. Gdy Duncan Idaho ginął, to miało się wrażenie, że po prostu spełnia swoją rolę. Scena nie była dramatyczna sama w sobie - była dramatyczna jedynie z definicji - bo taka miała być.
Może to kwestia tego, że dobrze znałem fabułę, może jest to jakiś zamierzony efekt, bo przecież Paul ciągle ma wizje przyszłości i przepowiedział śmierć Duncana na samym początku, więc to co się dzieje nie jest dla niego (ani dla widza) niespodzianką. Nie jestem pewien - wiem, że oglądałem cały film raczej obojętny - jak wyliczankę wydarzeń w ładnej oprawie.
W FIFA nie grywam, ale moim zdaniem to niezbyt ładnie banować graczy, którzy nie oszukiwali, tylko po prostu wychodzili z gry - to jest karanie ludzi za swój błąd. Jeśli gra na coś pozwala, nawet jeśli jest to niezamierzone, to nikt nie łamie żadnych zasad, jeśli korzysta z jakiejś funkcji.
Wystarczy błąd usunąć i najwyżej wyzerować statystyki tym, którzy korzystali z tej opcji, czy w jakiś inny sposób pozbawić ich tego, co zyskali wykorzystując błąd. Banowanie w tej sytuacji to, wydaje mi się, gruba przesada.
Nie do końca rozumiem dlaczego Ryzeny pierwszej generacji nie są wspierane. Mam cichą nadzieję, że może to się zmieni z czasem, ale z drugiej strony nie mam parcia, żeby natychmiast przechodzić na W11, więc może przyjdzie poczekać na nowy procesor.
"Ja odnosilem sie tylko do tego, ze niektorzy robia z siebie alfe i omege, bo znaja dwa slowa po angielsku i graja w angielskie wersje wszytskiego, a jak ktos pisze, ze chce grac po polsku to jest linczowany, chore."
Nie wiem o czym bredzisz. Prawdopodobnie nie zrozumiałeś nic z tego, co napisałem.
Możesz sobie chcieć grać po polsku. Nikt cię za to taką preferencję nie zlinczuje. Mogę zrozumieć, że ktoś lubi grać po polsku i nie mam nic przeciwko temu. Tylko niech taka osoba nie pie***, że wszystko nagle musi być po polsku, bo jej to pasuje i z ignorancji robi cnotę narodową.
To, że masz internet w domu nie znaczy, że wszystko co na nim znajdziesz jest przeznaczone specjalnie dla Polaków. A ten cały Jagar, któremu odpowiadałem, to właśnie taki rozpieszczony ćwerćinteligent, któremu się wydaje, że każda gra, którą zobaczy w internecie na ekranie komputera w swoim polskim domu, musi być obowiązkowo po polsku, bo on jest, kurna dumny Polak i nie będzie po innemu umiał.
No większej karykatury typowego wiejskiego, aroganckiego głupka nie widziałem.
Mało rozumiesz. Już chyba najmniej co znaczy być roszczeniowym, więc nie używaj słów, których znaczenie ci umyka.
"Typowy polak z niską samooceną". Mylisz pojęcia, smutasie. Ja mam samoocenę na normalnym poziomie, tylko nie epatuję pustą arogancją. Świat jest większy niż twoje podwórko, z którego wyglądasz i wyrażasz pięścią, że nikt do ciebie nie przychodzi.
Dzięki internetowi masz dostęp do wszystkich gier jakie pojawiają się na świecie, a zaczynasz fochy stroić, że nie są po polsku. Realia są takie, że nie są, bo się najwyraźniej nikomu nie opłaca ich kierować specjalnie na nasz rynek. Gdybyś nie miał internetu i czekał na wydania pudełkowe (czy w jakiś sposób filtrował tylko to, co jest w wersji polskiej), to byś o olbrzymiej większości nawet nie usłyszał. Tak jak nie słyszysz o mnóstwie książek, których w Polsce nikt nie tłumaczy i nie wydaje. Jak chcesz pograć w te gry, albo przeczytać książki, to albo uczysz się języka, przynajmniej takiego, który funkcjonuje jako uniwersalny, czyli angielskiego, albo masz dostęp tylko do tego, co ci ktoś przetłumaczy. Jeśli będzie mu się to opłacać, albo zrobi ci łaskę. Oczekiwanie, że wszystko podadzą ci na tacy (z jakiegoś wydumanego powodu bycia Polakiem i wykazania czymś zainteresowania) to jest właśnie to, co nazywam byciem roszczeniowym gówniarzem. Bo albo czekasz na tym swoim podwórku, aż ktoś przyjdzie i porozmawia z tobą w twoim języku, albo uczysz się innego języka i wychodzisz na zewnątrz, skoro jest tam coś, co cię interesuje.
W tej swojej pracy, gdzie tak biegle rozmawiasz z klientami z "usa, norwegii i emiratów" powiedz im po polsku, żeby się odwalili i mówili do ciebie po polsku, skoro przecież jesteś Polakiem, zapewne w Polsce. Niepotrzebna ci przecież znajomość języków, bo to inni ludzie powinni nauczyć się twojego. Prawda?
Ja to w ogóle proponuję, żeby Gry Online przestały wspominać i opisywać gry, które nie mają wersji polskiej. Mniej będzie biadolenia i dla biadolących świat stanie się może trochę mniejszy, ale bardziej akceptowalny.
O, ty jesteś największym poliglotą, który ledwo językiem polskim operuje. "umieć jakikolwiek język". Polska trudna język.
Język można znać. Umieć, to można się porozumiewać na przykład, czyli umieć mówić w jakimś języku. Ale co ci będę tłumaczył, skoro promujesz wolność do ignorancji ze szczególnym uwzględnieniem nieszczepienia się.
"Może mu to jest najzwyczajniej na uj potrzebne bo nigdy nie będzie w innym kraju jak Polska."
No to właśnie mu to jest, geniuszu od siedmiu boleści, w uj potrzebne, bo pograłby sobie, ale w uj nie umie języka.
Ponadto nikt tych gier, od których oczekujesz "zasranych napisów" w Polsce nie wydaje. Najczęściej udostępnia je przy pomocy platform dystrybucji cyfrowej na całym świecie. Jak nie znasz języka, to najwyraźniej nie jest to pozycja adresowana do ciebie i nikt cię tam nie zapraszał.
Często nie opłaca im się tłumaczyć gier, czyli celować w polskiego klienta, bo Polska to mały rynek, a sporo osób i tak gry nie kupi, tylko ściągnie skądś.
Smutne jest to, że teraz pełno takich roszczeniowych gówniarzy, którym się wydaje, że Polska to jakiś ósmy cud świata i wszystko im się należy.
Nie mogę sobie wyobrazić co jest fajnego w tej grze, ale z przyzwyczajenia dopisałem ją do konta. Raczej nie spieszy mi się wypróbowywać.
To jedna z zabawniejszych prób usprawiedliwienia p2w. Naprawdę śmieszne jest to, że on to zupełnie serio powiedział.
Nie, no, stary, przecież świat gier komputerowych jest całkowicie oderwany od rzeczywistości. A na przykład taki Wiedźmin, to wiadomo, stroni od komentarzy społecznych.
Ty, jak rozumiem, z gier to tylko w pasjansa i kółko i krzyżyk grasz?
Jak ci się na wymioty zbiera, to zrób sobie herbatki z imbiru.
Oprawa graficzna i stylistyka są tak urocze, że absolutnie mnie ta gra oczarowała, a stary ze mnie koń i generalnie nie grywam w gry dla dzieci. Ale z jakiegoś powodu mam ciągle rogala na twarzy, gdy patrzę na te małe duszki leśne, które biegają za bohaterką. Klimat filmu animowanego i naprawdę relaksująca rozrywka.
Nie grałem w żadną z poprzednich części. Czy ta gra to taki samograj jak mi się wydaje? Pograłem z półtorej godziny i mam wrażenie, że w tym czasie podjąłem raptem dosłownie ze cztery decyzje, a poza tym gapię się na wlokący się ślamazarnie serial dla nastolatek.
Tak jest cały czas?
Zabawne, bo oglądając ten trailer raczej się zniechęciłem. Dobry aktor w takiej tandetnej scenie robi raczej smutne wrażenie. No i do tego przebitki między prawdziwymi zdjęciami, a grą zwracają uwagę na nieszczególnie realistyczną grafikę.
Bo nie ma się nad czym szczególnie rozwodzić. Przede wszystkim skala trochę inna, po drugie potomkowie czarnych niewolników nadal żyją w krajach, gdzie są często obywatelami drugiej kategorii, więc efekty tego niewolnictwa jeszcze się nie skończyły, podczas gdy biali jako niewolnicy (na przykład na Tureckich galerach) to coś, co zostało głównie ciekawostką historyczną. To wszystko oczywiście, jeśli pominiemy dzisiejszy handel żywym towarem, który jest jednak działalnością przestępczą (i raczej nie dyskryminuje ze względu na kolor skóry).
Czemu więc śmieszy cię taki zarzut?
Aby ktokolwiek pomyślał "a może powinienem zrobić inaczej?", musi mieć świadomość, że gra i historia skonstruowane są tak, że jego wybór będzie miał znaczenie w jakimkolwiek jej momencie. Inaczej, to tylko popychasz grę do przodu i po co się zastanawiać jak, skoro gra w żaden sposób nie weźmie tego pod uwagę?
Jak patrzę na to jak ludzie grają w takie gry, to zastanawiam się po co twórcy inwestują pracę w grafikę i animacje. Mam wrażenie, że to kompletnie zbędne elementy dla ludzi, którzy robią z tego dyscyplinę sportową. Jakieś kolorowe figury geometryczne by wystarczyły.
Chewbacca nie dostał medalu, bo był tylko załogantem na Falconie. Order dostał kapitan, czyli Han Solo.
A śmierć Fetta mi zawsze pasowała. Był negatywnym bohaterem i źle skończył. Nie był głównym złym, tylko raczej jednym z jego pomagierów i nie odciągał uwagi przedramatyzowaną sceną walki. Nie każdy musi prowadzić majestatyczne i kiczowate pojedynki przed śmiercią. To by dopiero było męczące.
Gra do tego stopnia przypomina Fallouta, że pierwsza baza, do której gracz zostaje wysłany to kalka krypty z pierwszych Falloutów. Układ pomieszczeń na 3 poziomach jest identyczny. Nie jest to zarzut, raczej uznałem to za zabawny "easter egg".
Nawiasem, trochę trudno uznać tą grę za "postapokaliptyczną".
Największym zaskoczeniem dla mnie jest John Francis Daley. Nazwisko jakoś nic mi nie mówiło, ale pod artykułem są zdjęcia. Patrzę i... skądś znam ten uśmiech.
I zgadza się, to ten mały, który grał w Freeks and Geeks.
Nie ma takiej opcji, żeby jakakolwiek firma robiła kolejną grę z serii tak, żeby fabuła była niezrozumiała dla nowego gracza i wymagała szczegółowej znajomości części poprzednich. Wydarzenia z poprzednich gier zazwyczaj są po prostu tłem fabularnym nie różniącym się od tego, co mogłoby być wymyślone dla tych postaci bez istnienia innych gier serii i to, co jest potrzebne dla zrozumienia fabuły, jest zazwyczaj wystarczająco jasno powiedziane w samej grze.
Szczególnie w przypadku gier, numer przy tytule oznacza głównie kolejną wersję tego samego schematu rozgrywki, nie wymaganą kolejność grania.
"I chociaż z naszego punktu widzenia może wydawać się to mało istotne, to zastanówmy się, jak zareagowalibyśmy my, gdyby nagle z Witolda Pileckiego chciano zrobić np. Rosjanina na potrzeby gry wideo."
Gdyby na potrzeby gry wideo stworzono postać oficera Iwana Iwanowicza, który siedział w obozie koncentracyjnym i działał w konspiracji w jakiejś alternatywnej wizji historii, to wzruszyłbym jedynie ramionami. Wspomnienie na jakiej postaci wzorowana jest fikcyjna postać to tylko promocja tej postaci historycznej.
Powiem więcej - tak jest nawet lepiej, bo do postaci, mającej reprezentować prawdziwą, zawsze można się przyczepić - że przedstawiona jest nieprawdziwie w ten, czy inny sposób. Postać jedynie na niej wzorowana nie jest obarczona takim problemem, bo to fantazja, tylko inspirowana jakąś historią.
Zamiast wdawać się w bezsensowne kłótnie poniżej, odpowiedziałbyś na to pytanie, bo to chyba ważniejsze.
Wielki Gracz od 2000 roku mógłby poświęcić nieco czasu na naukę języka, nawet w czasie grania i już miałby 20 lat nauki za sobą, więc język nie stanowiłby bariery.
Ale po co się uczyć. Lepiej biadolić po polsku.
"Nowy mod", który istnieje od przynajmniej 2018 roku. Aha.
Poza tym modów do Minecrafta są tysiące, więc zapas tematów na "artykuły" prawie niewyczerpany.
"Co miało się stać zgodnie z legendą: Slender kazał im zamordować przyjaciółkę"
Znam ten motyw. Jak w dzieciństwie coś przeskrobaliśmy z kolegami, to zawsze było, że nie my, tylko "taki wysoki, starszy chłopak. Przed chwilą tu był, ale uciekł"
Nie wątpię, że gdyby nam ktokolwiek wierzył, to w całej okolicy szukano by wysokiego kolesia, który potrafi znikać w mgnieniu oka, odpowiedzialnego za mnóstwo wypadków. Bez twarzy pewnie też by był, bo nijak nie mogliśmy się zgodzić jak właściwie wyglądał.
Nadal nie rozumiem dlaczego HighFleet przedstawiane było (i w sumie nadal jest) jako strategia. To w gruncie rzeczy gra zręcznościowa z elementami zarządzania zasobami. To było dla mnie jak kubeł zimnej wody, bo oczekiwałem czegoś innego i niezła stylistyka i dobra oprawa graficzna tego nie ratują.
Generalnie im bardziej jakieś medium staje się popularne, tym więcej mało ambitnych rzeczy się w nim tworzy, bo mając dostęp do szerszej publiczności stara się schlebiać jak najszerszym gustom. Ponieważ najwięcej jest ludzi głupich i prostych, o niewyrafinowanych gustach, efekt jest zawsze taki sam - lot po linii najmniejszego oporu.
Mnie fabuła w tej grze nie rusza, a zadania fabularne moim zdaniem kompletnie nie pasują do gry - są liniowe i polegają głównie na strzelaniu do fal wrogów.
Za to świat, detale, warstwa wizualne, są świetne.
Wolałbym tylko, żeby położono nacisk na survival z większym światem. Dużo większym. Bo chciałbym móc wyjechać na prerię i poczuć, że to faktyczny bezkres. Albo w lesie nie czuć się jak w zagajniku koło domu.
Przecież cała idea clickbaitu polega na tym, że podaje się informacje teoretycznie prawdziwe, tylko z pominięciem pewnych detali, które rzucają pełniejsze światło na sprawę i przy okazji ujmują jej dramatyzmu.
"Twórca Cyberpunka w szpitalu! Brak z nim kontaktu!"
"Piotr Kowalski, pracownik CDPR, odpowiedzialny za kształt znaków diakrytycznych w polskiej wersji czcionki w grze Cyberpunk2077, był dzisiaj w szpitalu, gdzie zobaczył go nasz reporter. Najwyraźniej odbierał wyniki badań swojej mamy, ale zagadnięty nie odpowiadał na nasze pytania."
W tytule pewnie wystarczyłoby napisać "RPG twórców pierwszych gier serii TES".
Jeśli gra będzie przynajmniej tak duża jak Daggerfall, to się zainteresuję.
Tylko jak nie można pozwolić sobie na fajerwerki graficzne, to przynajmniej gdzie indziej gra musi błyszczeć. Dobry system RPG w świecie, w którym będę mógł się zgubić i jestem kupiony.
O co wam chodzi? Przecież właśnie macie autorską recenzję, tyle że bez oceny punktowej, z którą zaraz ktoś się nie zgadza.
Pewnie masz rację, ale takie podejście wymagałoby ode mnie całkowitej zmiany nastawienia do gry, co miałoby inne konsekwencje.
Nie jestem fanem strzelanin i z kolei np Doom mnie głównie nudzi. Gdybym podchodził do Dead Space tak zimno i analitycznie, to obawiam się, że gra straciłaby dla mnie jedyny swój atut, czyli klimat.
Zresztą, może Dead Space to nie jest najlepszy przykład. Podchodziłem też do Alien:Isolation ostatnio, gdy było za darmo na Epicu, z takim samym skutkiem.
Żeby nie było - nie piszczę ze strachu grając w te gry, ale jestem spięty. Myślę, że to jest dokładnie to, co chcą osiągnąć twórcy, tylko nie wszyscy tak samo lubią to uczucie.
Ja akurat nie lubię gier horrorów (filmów zresztą też, choć z nieco innych powodów).
Pamiętam, że grałem lata temu chyba w Silent Hill 2 (grę, która w jakiś sposób podobała mi się ze względu na atmosferę) - biegam od jednego pomieszczenia do drugiego, ciągle plecami do ściany, stresuję się jak mam wejść gdzieś w nieznane, ciągle w napięciu... i uświadomiłem sobie, że przecież nie muszę. Że to w sumie żadna frajda i żaden relaks. Pamiętam jak mi ulżyło, gdy podjąłem decyzję, że zamiast w to, pogram w coś innego - to był ostateczny znak, że horrory nie są dla mnie.
Próbowałem jeszcze podejść do Dead Space później - również ze względu na klimat - i nawet sporo przeszedłem, ale po jakimś czasie znowu odpadłem, bo ciągły stres mnie nie bawił i znowu zauważyłem, że najchętniej przesiedziałbym całą grę przy punkcie zapisu.
Nie mogę pojąć dlaczego tą grę nazywa się strategiczną.
To jest w gruncie rzeczy wariacja na bazie staruteńkiego Asteroids. Zwykła gra zręcznościowa z rozbudowanym zarządzaniem.
"Ponadto do Klubu Rewolwerowca 1 został dodany unikatowy wariant rewolweru Cattleman oraz 25 nowych rang z nagrodami."
Nie całkiem. W newswire jest po prostu przypomniane, że do kupienia jest pierwsza część Klubu Rewolwerowca (dodana do gry dwa tygodnie temu razem z Blood Money), w ramach którego jest 25 poziomów z nagrodami, w tym nowy wariant rewolweru. W tym tygodniu nic nowego nie zostało dodane z tego co wiem.
"Dowiedzieliśmy się m.in, że w grze zabraknie mikropłatności"
Gdy mówi się, że czegoś "zabraknie" w takim kontekście, oznacza to, że coś powinno być, ale tego nie będzie. Tak ma się sprawa? Chyba nie.
Dowiedzieliśmy się, że w grze nie będzie dodanych mikropłatności.
Słowa mają znaczenie.
Jeśli się nie mylę, to model zbroi na zdjęciu przedstawiającym Jespara, to zbroja Letho z drugiej części Wiedźmina.
Bardzo intrygujący zabieg z umieszczeniem na samym środku każdego plakatu informacji kto gra jaką postać. Pisząc intrygujący, mam na myśli to, że intryguje mnie kto to zatwierdził.
Jako ktoś, kto wychował się na pierwszych Falloutach powiem tak:
ATOM RPG próbowałem polubić. Gra ma teoretycznie wszystko to, co powinien mieć mieć tego rodzaju Erpeg, ale bardzo szybko mnie znudziła - i wiem dlaczego.
Dlatego, że jest bardzo kiepsko napisana w sensie literackim - osoba, czy osoby, które odpowiadają tam za fabułę, charakterystyki postaci i dialogi po prostu nie należą do tej samej ligi, co ci od gier lepszych - i to straszliwie pokutuje. Wszystko jest zwyczajnie nudne i sztampowe.
Encased nie widziałem, ale coś czuję, że ta gra może mieć ten sam problem.
RPG tego rodzaju musi mieć bardzo dobrych pisarzy, którzy nadadzą światu charakter, albo postawić na bardzo otwartą formę rozgrywki i sandboksowość (jak powiedzmy Kenshi), gdzie sam gracz niejako tworzy fabułę.
Jeśli twórca gry chce, żebym zagłębił się w jakąś stworzoną przez niego historię i używał mechanik do posuwania jej do przodu, to musi mnie czymś zachęcić - bycie odtwórczym w niczym tu nie pomoże, bo tak samo nie chcę czytać jakiegoś kiepskiego klonu książki, która kiedyś mi się podobała.
Nawet jeśli na początku gry bohater ma za zadanie zabić szczury w piwnicy, to nich chociaż zleceniodawca będzie miał dobrze napisany, wciągający dialog, który nie będzie brzmiał jak coś, co czytałem już sto razy.
Trochę śmiać mi się chce, gdy czytam, że X-Wing to "poważne, skomplikowane i realistyczne symulatory kultowych statków kosmicznych".
Mam wrażenie, że czas robi swoje z pamięcią. Fakt, że można było zmieniać siłę osłon, czy coś tam, nie robił z tego realistycznego symulatora.
Zauważyłem te konie i mam teorię, że to są konie graczy, którzy wzięli jedną z nowych misji - jak ktoś się teleportuje, to gra zazwyczaj "płoszy" mu konia zanim go usunie i chyba tutaj jest błąd, który tych koni nie likwiduje, więc ciągle gdzieś uciekają.
Jerry_D +1
Zdaję sobie sprawę, że język używany żyje i pojawiają się w nim neologizmy, tylko zazwyczaj są to słowa określające rzeczy, czy zjawiska, które nie mają swojego odpowiednika w jakimś języku, albo w jakiś sposób lepiej sprawdzają się w opisywaniu danej rzeczy - często są to zapożyczenia z innych języków, gdzie słowo już występuje i jest popularne.
Nieuzasadnione kopiowanie słów z angielskiego to nie to samo - to niechlujstwo językowe. Im więcej go w przestrzeni publicznej tym gorzej dla języka.
A skoro o piłce nożnej mowa, to ostatnio bawią mnie komentatorzy używający określenia "defensor" zamiast "obrońca". Nie wspomnę już o wywalczaniu "kornera". Ja nie wiem, czy oni się popisują, że są tacy światowi, czy co? :D
Nie potrafię zrozumieć dlaczego popularyzuje się jakieś słowo z angielskiego (nawet nie spolszczone, bo to byłby "skalper"), skoro mamy coś takiego jak "spekulant". Albo "paskarz", choć to nieco staroświeckie, ale nawet bardziej pasujące w tym kontekście.
No, ale pewnie trzeba znać własny język, żeby używać słów w nim istniejących.
To musiała być wina jakiegoś Buga, bo jestem pewien, że w F4 towarzysze nie mogą umrzeć. Zgłoszenie do działu wsparcia trzeba wysłać.
Tylko, że ona nie narzeka. Ani słowem.
W wywiadzie wspomniano, że starała się o rolę w GoT.
Powiedziała krótko, że miała nagrywane przesłuchanie, w którym jej kiepsko poszło.
Wspomnienie o małym pokoju, kamerze i asystencie reżysera było raczej w takim kontekście, że to mało znaczące wydarzenie, a nie jakieś duże przesłuchanie. Krótko mówiąc odpadła w bardzo wczesnej, pierwszej fazie naboru, gdzie zapewne nagrywano w ten sposób setki, jak nie tysiące kandydatek.
@ _vertigo_
link jest w artykule powyżej, pod słowem "przyznała" w przedostatnim akapicie.
Kurde... Ona nie powiedziała, że miała atak paniki przed tym przesłuchaniem, tylko przyznała, że miewała ataki paniki w tamtym okresie.
Ponadto nie powiedziała, że to przesłuchanie jako takie było "okropnym" doświadczeniem, tylko, że odgrywała przed kamerą i asystentem reżysera mowę Khaleesi po wyjściu z ognia i to okropnie jej wyszło, więc nie odezwali się później.
No i gdzie ona "przyznaje, że zazwyczaj lubi brać udział w przesłuchaniach, ale akurat tego nie wspomina dobrze" ?
Może potrzebujecie pomocy przy tłumaczeniu artykułów z angielskiego? Czy takie wyssane z palca "sensacje" to specjalnie?
Facet ma ewidentnie kasy jak lodu (skoro dla członków jego rodziny wyrzucanie 25 tysięcy na sesję blackjacka to rozrywka). Dla niego 100 tysięcy rozłożone w czasie to najwyraźniej nie jest specjalny wydatek.
Szkoda tylko, że przez takie gry i takich ludzi traci cała reszta.
"Przykładem stworzonej przez Shiro Games mieszanki stylów ma być tzw. mechanika zaangażowania (engagement mechanic)."
Engagement w tym kontekście to bitwa, potyczka.
Mechanika zaangażowania... Może mechanika zaręczyn?
Najbardziej podobają mi się strony w stylu "wpisz swoje hasło i sprawdzimy, czy wyciekło" i "Dla pewności podaj jeszcze nazwę użytkownika i adres email"
No po prostu posmarkać się można ze śmiechu.
Kurde. Tak chodzić ciągle w tych samych ciuchach przez ile... 40 lat?
Rozumiem, że na SI już budżetu nie starczyło?
Przecież nie każda gra musi być dla każdego. Elite to sandbox, w którym latanie statkiem kosmicznym jest osią rozgrywki. To nie każdemu odpowiada. To o czym wspominasz, to typowe tzw "game loops" - akurat nie mam pomysłu na polskie słowo - jeśli nie lubisz latać statkiem kosmicznym i bawić się w górnika drążącego asteroiody, bawić się w najemnika, czy lecieć przed siebie odkrywając nowe systemy, to nie ma szans, żeby ta gra cię na dłużej zatrzymała, bo cały progres w tej grze służy tylko zmianie elementów, którymi wykonujesz te same czynności.
Dlatego napisałem, że grind, czyli usilne staranie się osiągnięcia jak najwięcej - jak najszybciej - nie ma sensu. To jest podejście z innego rodzaju gier (szczególnie single player z fabułą i zakończeniem) które nie sprawdza się w takiej grze jak Elite.
Jak czytam komentarze o grindzie bez celu, to aż mnie głowa boli.
Po pierwsze - nie ma potrzeby grindować czegokolwiek. Jedynie ludzie, którzy grają dla ostrego PvP są niejako do tego zmuszeni, bo bez modyfikacji są na straconej pozycji. Ale jak dla mnie to nie jest siła tej gry i ludzie, którzy oczekują, ze gra z olbrzymim otwartym światem będzie działała jak Arena shooter... no cóż.
Ludzie zapieprzają jak tępe woły, żeby mieć super statek i wymaksowane statystyki, by móc potem robić DOKŁADNIE to samo co mogą robić wcześniej, tylko efektywniej, co wcale nie znaczy, że jest z tego więcej frajdy.
"Grind bez celu". A jaki cel chcielibyście mieć? Zobaczyć napis "The end"? Gratulacje, że skończyliście grę?
Przecież tutaj cały pomysł polega na tym, żeby gracz robił to, co lubi, w swoim tempie - i żeby przez długi czas miał jakieś możliwości rozwoju- czyli urozmaicania gry. Jak ktoś grinduje, to zwyczajnie psuje sobie grę.
Kolego chamie i wbrew pozorom niekoniecznie "wytrawny" trollu. Wyobraź sobie, że jestem w stanie przyjąć artystyczną, taką czy inną wizję twórcy. Otwarty jestem również na dyskusję i niekoniecznie niezdolny do zmiany zdania.
Nie wdaję się za to w dyskusję z prostakami, bo na to szkoda czasu.
"wspomniana Anna Boleyn - to postać historyczna - prawdziwa namacalna - fakt że była białą brytyjką - w kontekście sztuki - nie powinien mieć wpływu na to kto został obsadzony w tej roli biorąc pod uwagę kolor skóry - w końcu aktor jest aktorem i jego rolą - warsztatem jest umiejętność wcielania się w postacie które ma zagrać."
To niby prawda, ale w takim wypadku po co w ogóle osadzać film w jakichś realiach historycznych? Po co wprowadzać kostiumy nawiązujące do epoki?
Nie da się ukryć, że aktor nie musi być identyczny z postacią, którą odgrywa, a film nawet nie musi starać się być kalką rzeczywistości, ale są pewne granice, po przekroczeniu których zaczyna być dziwnie. W końcu efektem w tym przypadku będzie całkowite wykrzywienie historii. W jakim celu?
Dalej piszesz o "wizji" i tu się zgadzam - o ile stoi za tym jakaś myśl, to może się bronić, ale jeśli nie, to wygląda na jakąś dziwaczną propagandę.
Kolor skóry aktora jest taką samą cechą jak inne walory fizyczne. Przecież z jakiegoś powodu przebiera się w aktorach, by najbardziej pasowali do roli, a nie wybiera losowo z katalogu. Nie wątpię, że w filmie o Łokietku mógłby go świetnie zagrać Idris Elba, ale zarówno jego wzrost, jak i kolor skóry zupełnie wykrzywiałby odbiór takiej postaci w kontekście przedstawionych realiów.
Nie mam nic przeciwko czarnoskóremu Supermanowi. Nawet czarnoskóry Bond mi zbytnio nie przeszkadza poza tym, że wszystkie filmy teraz robi się na tą modłę, więc to zaczyna być nieco nudne. W dodatku dochodzimy do momentu, w którym w roli historycznej postaci, jaką jest Anna Boleyn, obsadzają czarnoskórą aktorkę i... zaczyna brakować mi słów.
Niemniej Superman może być nawet zielony.
Po prawdzie MP40 różni się od MP38 wizualnie nieznacznie, ale nadal wydaje mi się, że w grze to jest model 40 (jest z gładkiej stali - MP38 był żłobiony).
Zresztą to nieważne co mi się wydaje, bo wyraźnie jest na filmiku podpisany jako Maschinenpistole 40.
Jak dla mnie katastrofa. Gameplay jak z pierwszego Wolfensteina, bo biegamy po korytarzach (co z tego, że niby na powietrzu), gafika jak nieco podpicowane pierwsze Call of Duty. Właściwie z tym mi się głównie kojarzyło, choć z tego co pamiętam AI wrogów było tam znacznie ciekawsze.
Ten Nielubowicz napisał w ogłoszeniu prasowym, że Wiedźmin 3 sprzedawał się lepiej tylko w roku premiery.
Z wykresów słupkowych to nie wynika - wynika, że lepiej sprzedawał się w 2016, a rok 2020 jest dopiero trzeci w kolejności.
Albo on się myli, albo wykresy są do wyrzucenia.
W pełni się zgadzam. Też byłem zaskoczony z podobnych powodów. A tu okazało się, że autorzy dobrze czują klimat Star Treka i lekkie podejście zupełnie tego serialu nie psuje.
Homeland? Pierwszy sezon trzyma w napięciu. Drugi jeszcze był całkiem w porządku. Natomiast później to jest już ponury żart.
Może mnie ktoś oświecić skąd ten fenomen Reddita? Skąd taka jego popularność i dlaczego mnóstwo informacji na Gry-Online to informacje o postach, które się tam pojawiły?
Pewnie mówisz o druku soczewkowym
https://pl.wikipedia.org/wiki/Druk_soczewkowy
ciekawe jest to, że ta technologia ma już ponad sto lat.
tego, co zrobił ten koleś nie zobaczysz natomiast w rzeczywistości- tylko przez smartfona
niezły "cover" - polska ładna lagłydż.
Informację o tym dziele bym zrozumiał, gdyby tak naprawdę wyglądała okładka w rzeczywistości. Tymczasem to jest animacja prezentowana wirtualnie, co czyni z tego właściwie co? Ciekawostkę o After Effect i smartfonach? Czy może zachwycamy się umiejętnościami graficznymi faceta, bo dodał animację dymu?
Ponadto wbrew temu, co twierdzi autor tekstu, sylwetka bohatera NIE "obraca się wraz z ruchem dłoni trzymającej pudełko z grą". To są tylko różne warstwy płaskiej ilustracji (plus animacje ognia i dymu).
Niektóre gry FMV były nienajgorsze. W dodatku pojawiają się do dzisiaj. Ostatnio jakby więcej.
Trump pierwszy raz kandydował w wyborach w 2000 roku. Black Mirror jest z 2013. W sumie nawet odcinek Simpsonów jest z marca 2000 i powstał już po tym jak Trump ogłosił kandydaturę w październiku 1999 roku.
Więc nie są to jakieś zupełnie z kosmosu wzięte pomysły - jedynie rzeczywistość dogoniła absurd.
Star Trek może i przewidział datapady, ale w dosyć zabawny sposób. Pamiętam, że w którymś odcinku ktoś chciał informacji na jakiś temat, więc przyniesiono mu stosy tych padów, bo w serialu najwyraźniej miały bardzo małą pojemność i odpowiadały pewnie małej książce. Nie wspomnę już o tym, że najwyraźniej na wyświetlaczu mieściło się jedno, lub najwyżej dwa zdania.
w TNG jest odcinek w pierwszej serii, gdzie pojawia się statek obcej cywilizacji, o której mówią mniej więcej tyle, że była to uznana za wymarłą cywilizacja na poziomie ludzkości z dwudziestego wieku, która potrafiła oprócz budowania prymitywnych statków kosmicznych stworzyć zabójczego wirusa, który ją przetrzebił, jak również wszystkich, którzy weszli z nimi w kontakt.
U nas w tamtych czasach też był robiony w tym stylu teatr telewizji - z takimi efektami pamiętam głównie bajki.
Na przykład:
https://www.youtube.com/watch?v=C8875Cq5d0Y
Nikt u nas nie robił tego jako poważnej produkcji filmowej i podejrzewam, że rosyjski Władca Pierścieni też nie miał taki być.
A za co powinien być banowany ktoś w internecie jeśli nie za język i na przykład za wyzywanie kogoś?
W szkole pozwalają ci się tak zachowywać?
Dzięki. Teraz to ma sens.
Co prawda chyba nie spotkałem się z takim określeniem do tej pory, ale w kontekście starych gier to faktycznie zabawne.
Nie rozumiem.
Komiks świetnie narysowany, ale dowcip mi umyka. Chyba bardzo hermetyczny ten żart.
Nie przypominam sobie, żebym wspominał, ze grałem 30 minut w SC. Pomyliłeś mnie z kimś.
Niemniej nie grałem nawet tyle, bo gra bardzo źle mi chodziła.
Moją opinię opieram głównie o to co podpatrywałem u innych, głównie na YT. Ma to pewnie swoje wady, ale nadal nie widzę w tej grze nic, co usprawiedliwiałoby ten nakład pracy i czasu.
Co do Elite, to gra dała dokładnie to, co obiecała, czyli loty statkiem kosmicznym, a do tego galaktykę w skali 1:1. I jest to najlepszy model lotu jaki widziałem. Wiele osób narzeka na Odyssey, jako na przesunięcie wagi od symulatora kosmicznego w stronę strzelanki FPS, bo to nie jest to, co ich interesuje.
Gdybym niemal dziesięć lat temu wsparł projekt gry, która miała ukazać się już dawno temu (a p[race nad nią zaczęły się podobno jeszcze wcześniej, bo w 2010) a do tej pory ledwo prezentuje zabugowaną wersję testową, z nędznym szkieletem rozgrywki, to czułbym się oszukany. To jest tak proste -dziesięć lat i nadal nic nie masz oprócz dema technologicznego. Może tobie to wystarcza, ale pomyśl rozsądnie i popatrz na efekt z perspektywy - dekada pracy vs efekt. Gdybyś miał dziesięć lat, gdy zaczęli, to już byłbyś dorosły, a nadal nie możesz porządnie pograć mimo setek milionów na koncie Robertsa.
Nie mam focha do tej gry, tylko brak mi zaufania do takich manewrów. Mogli od razu powiedzieć, że będą przygotowywali silnik przez następne dwadzieścia lat i gra będzie dla dzieci, ewentualnie wnuków wspierających.
Bardzo to naiwnie brzmi co piszesz.
"Oni tam tworzą całe nowe technologie, to będzie gra nowej generacji jakiej świat nie widział."
Nowe technologie mają to do siebie, że się starzeją. Silnik, na którym zaczęto tworzyć grę po drodze już raz okazał się niewystarczający. W tym tempie za parę lat, zanim jeszcze grę niby skończą, będą musieli znowu przejść na nowy silnik. I tak w nieskończoność.
To nie jest rzeźba pokroju Davida Michała Anioła - dziedzictwo na następne stulecia - to jest elektroniczna rozrywka w dobie szybkiego rozwoju technologicznego. Gra, która powstaje przez pięć lat może być już poważnie przestarzała technologicznie w momencie wydania. A jeśli nie będzie, to znaczy, że ją musiano modyfikować, co kończy się różnie - a widać to choćby w przypadku Cyberpunka.
W dodatku gry to nie dzieła sztuki, tylko produkty mające przynosić zyski, czyli im dłużej grę się tworzy, tym większe wydatki i tym samym mniejszy zysk.
Tu dochodzimy do Star Citizena i Robertsa, który nagle odkrył, że może zarabiać bez wydawania gry. Będą to ciągnąć ile się tylko da. Coś dodawać, byle tylko wydawało się, że sprawa idzie do przodu. Jeśli w końcu to wydadzą, to będzie wielkie rozczarowanie, bo ta gra nigdy nie będzie spięta na ostatni guzik. To będzie wieczna alfa.
Zastanów się. Po tylu latach tworzenia tych nowych technologii co takiego wspaniałego jest w tej grze? Co tak naprawdę dostałeś?
Wielokrotnie przywołuje się dla kontrastu Elite Dangerous nie bez powodu - w tym samym miniej więcej czasie, bez wątpliwego moralnie modelu finansowego powstała w pełni działająca gra. Nie wszystkim musi się ona podobać (narzekania, że wielka, ale płytka, grind itp), ale ludzie dostali to, za co zapłacili.
Jeśli nie wyrabiają serwery inaczej to wygląda - świat może wtedy zastygać, ale od strony gracza graficznie gra działa płynnie (na przykład choćbyś nie mógł się ruszyć, to możesz się rozglądać) -tymczasem u mnie rwie, jakbym miał za mało pamięci i ciągle doczytywało.
Może wymagania są zbyt duże i brakuje optymalizacji. Szkoda nerwów na tą chwilę.
Dzięki za odpowiedzi. W sumie to nawet się zastanawiałem, czy nie zrobić jednak miejsca na SDD i nie przenieść, ale w takim układzie chyba sobie dam spokój.
Gra mi strasznie muli, rwie, ciągle coś się doczytuje i niedoczytuje (na przykład fragment bazy, gdzie npc spawnowali się w powietrzu, zamiast w korytarzu, którego zabrakło i spadali w przepaść), mnóstwo błędów związanych ze złym umiejscowieniem modeli itd. ale mam wrażenie, że to może być kwestia tego, że zainstalowałem grę na HDD, bo nie mam miejsca na SDDkach - obciążenie CPU, GPU (GTX2070) i pamięci było w normie, a HDD ciągle na 100%.
Zresztą, jak guglnąłem problem i zobaczyłem to:
https://www.youtube.com/watch?v=ejMHHr_Km4Q
to nie mam wątpliwości, że to kwestia dysku, bo moja "rozgrywka" wyglądała dokładnie tak.
Wspomnienie o galaktyce w skali 1:1 każe mi sądzić, że mylisz SC z Elite Dangerous.
A poza tym nie zauważasz, że owszem, gra nie jest ukończona, ale miała być. Obiecywano to już daaaaawno temu. I mimo olbrzymich pieniędzy nadal jest tylko szkielet gry, która więcej obiecuje, niż daje.
Ja bym przyjrzał się dokładnie Red Dead Redemption 2.
Tam są i koty i związek.
Z kotem nie można wejść w żaden związek, co jest moim zdaniem doskonałym odzwierciedleniem rzeczywistości, ale najlepsze jest przedstawienie relacji damsko - męskich w epilogu i po nim.
Najpierw ciężka, nudna harówka, bo ukochanej nie odpowiada nasz tryb życia, więc trzeba się przestawić - w końcu i tak coś jej nie odpowiada, więc odchodzi. Po tym jak wreszcie zadłużymy się po uszy, kupimy ziemię, postawimy dom, oborę i obsiejemy pole, to wróci, cała szczęśliwa, że zrobiliśmy to wszystko dla niej i zapewniamy jej dach nad głową. Od tej pory już nie protestuje, a my możemy od rana do nocy sprzątać gówna w oborze, karmić kury, nosić wodę, albo wziąć dupę w troki i jeździć gdzie nas oczy poniosą co jest o niebo lepsze od siedzenia w domu i powtarzania w kółko tych samych czynności. Żonie jednak, odkąd ma dom, w którym jedynie gotuje kiepskie obiady, nie przeszkadza już absolutnie nic i nawet nie dostrzega naszej nieobecności.
A koty dalej nic nie chcą i mają nas w nosie.
Brawa, bo doprawdy udowodniłeś, że po pierwsze nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, po drugie, że niuanse w rodzaju ironii są poza twoim zasięgiem.
Powodzenia, bo życie wśród ludzi to będzie dla ciebie ciągła niezrozumiała zagadka.
Z tego co widzę firma nie nazywa się "Bardzo pozytywne". Tak jak Valve to nie Zawór.
Grając w Valhallę nie mogłem się powstrzymać od wyobrażania sobie, jak świetna byłoby to gra, gdyby zrobił ją Rockstar - Świat zrobiony z dbałością o realizm i detale jak w RDR2, tego rodzaju podejście do aktywności pobocznych, gdzie polowanie jest fajną grą samą w sobie (albo zwyczajnie podpatrywanie zwierząt).
Dla tych, którzy przywołują Fallouta 76 warto dodać, że wszyscy wspomniani w artykule twórcy nie są częścią Bethesdy i jeśli dobrze kojarzę, ostatnią grą, nad którą pracowali był Morrowind, więc wyluzujcie.
No to ja się przyczepię.
"KOTOR 3 tworzy Aspyr Media?"
Czyli jakiś KOTOR 3 jest w trakcie tworzenia czegoś o nazwie Aspyr Media?
Dbajcie o stylistykę i język.
Gdyby Keanu nie zgodził się wcielić w Silverhanda, to ta postać wyglądałaby z twarzy bardziej jak inny aktor, który by się zgodził.
Audiofilem nie jestem, ale dźwięk w Valhalli mnie rozczarował. W każdym razie zauważyłem, że coś jest nie tak.
Nie powiem, żebym słyszał płaski i metaliczny dźwięk, ale dźwięków jest jakoś zwyczajnie mało. Bardzo często wyłączam muzykę w grach, bo wolę słyszeć świat, a tutaj muzykę mam ustawioną na maksimum, bo ona odpowiada za niektóre odgłosy tłumów, czy muzykę grajków i tym podobne. Czasem jednak jest jakoś pusto i cicho. Nie wiem z czego to wynika, ale dziwne to jest.
Są takie filmy, jak ten serial, które sugerują, że gdzieś, kiedyś będzie coś ciekawego. Rzucają jakieś intrygujące fragmenty.
Tylko, że do tej pory obejrzałem godzinę serialu, który przez większość tego czasu był nudny. Jeśli ktoś ode mnie wymaga, żebym się męczył ileś godzin, obiecując za to jakiś zwrot akcji w nieokreślonej przyszłości, to chyba na głowę upadł. Ja chcę się dobrze bawić przez cały czas.
Ostatnio sporo informacji o bitcoinach z różnych stron. To mi wygląda na celowe działania mające na celu zwiększenie zainteresowania kryptowalutą, żeby podbić jej cenę.
Błąd polegający na tym, że po załadowaniu gry bohater był pijany, to był problem z festiwalem Yule. Od momentu, w którym festiwal się skończył, błąd u mnie przestał występować.
Pisano wtedy o metrze w kontekście zawartości, która była w trailerze, a była tam kolejka poruszająca się po prostu po mieście, głównie nad ziemią. Metro, kolej i pociąg to określenia, które występują w tych informacjach zamiennie i opisują ten sam system transportu.
W tym przypadku chodzi o jedno i to samo. Metro, którego brak potwierdzono kilka miesięcy wcześniej, to pociągi poruszające się między innymi ponad miastem - to co było na trailerze.
Przecież to żaden news.
https://www.gry-online.pl/newsroom/cyberpunk-2077-nie-pozwoli-na-zobaczenie-podrozy-metrem/zf1e14d
Najwyraźniej nad tym pracowali, wykorzystali do trailera i pomysł wykorzystywania w grze porzucili.
Dla mnie ta gra jest poważnie przehypowana nie z powodu technicznych baboli.
Gdyby to był RPG z prawdziwego zdarzenia, z żyjącym światem, z mnóstwem sandboksowych możliwości, to nawet z problemami technicznymi można byłoby się tym zachwycać, bawić i czekać na poprawki. Tak, to jakoś płytkie to doświadczenie.
Myślę, że to jest największy problem tej gry - naobiecywali RPG z otwartym światem, a zrobili interaktywny film. Ja tam jestem rozczarowany głównie tym, nie bugami.
Gry nie przeszedłem, więc nie będę się wypowiadał na temat jakości fabuły, ale nie wydaje mi się, żeby tego typu zabiegi miały sens. To, co ludziom wydaje się świetne w grze, w formie filmu, czy książki wypada zazwyczaj żałośnie.
To, że tyle trzeba ściągnąć, nie znaczy, że o tyle zwiększy się objętość gry. Zazwyczaj pliki, czy zawartość archiwów, jest potem podmieniana.
Najbardziej mnie bawi ten mem z ziemniaczanym pecetem, który ciągnie ledwo 5 klatek, opatrzony zdjęciem bardzo znanego youtubera (Linus Sebastian), który prowadzi kanał z nowinkami technologicznymi i ma dostęp do wręcz kosmicznego sprzętu.
Gwloli ścisłości, Outlaw Pass 4 kosztuje 40 sztabek, odblokowując wszystko dostaje się z powrotem 30, ale było jeszcze coś o tym, że jeśli wykupi się go do któregoś grudnia, to dostanie się rabat w wysokości 10 sztabek, czyli de facto zwrot całości inwestycji.
Niemniej zawartość jest beznadziejna. Jedyna chyba warta zachodu nagroda, czyli strój zimowy (zresztą nic nowego, bo to niebieski płaszcz zimowy Artura z wersji fabularnej) jest na samym końcu.
I faktycznie stroje w wersji online są generalnie debilne. Szczególnie stroje dla profesji, gdzie prym wiedzie łowca nagród. Wszystkie warianty są jak z jakieś tandetnej operetki, ale to, co można dostać w najnowszym dodatku to już jest jakiś koszmarek sado-maso rodem z wiktoriańskiego steampunka.
Gram sobie w tą grę, bo lubię się szwendać po tym świecie, a gra jest bardzo ładna (w przeciwieństwie do fabuły wersja online pozwala mi stworzyć własną postać i zawiera zmienne, które urozmaicają rozgrywkę - jak choćby możliwość spotkania innego gracza) ale taka forma mnie nie zachwyca. Mechanika pay2win jest tu ewidentna - chowanie elementów gry za murem grindu, który można przeskoczyć wydając dodatkową kasę - obrzydliwa praktyka. Ja akurat nawet lubię grind w grach - jestem fanem Elite Dangerous, ale tam na tym polega rozgrywka, żeby ciułać kasę będąc kosmicznym pilotem i nie ma możliwości przeskoku rozwoju za realną gotówkę. Pay2win to zaraza w świecie gier.
Jak do tego dodamy hakerów, którzy potrafią uprzykrzyć życie głupimi żartami, to nie wiem, czy warto się jakoś szczególnie trzymać tego tworu.
Może będę sobie dalej pogrywał, ale nie wydałem i nie wydam na to złamanego grosza i coraz mniejszą mam ochotę wracać.
Myślę, że trzeba sobie jasno powiedzieć, że ta gra to zwykły pay2win.
Większość aktywności w grze odblokowuje się za te sztabki złota, które można kupić za realną kasę, ale niby też zbierać grając - tylko po ostatnich zmianach będzie to raczej straszny grind.
Gdyby sprawa dotyczyła tylko strojów i ozdobników, to nic wielkiego, ale tutaj mamy zwyczajny mur stawiany przed graczem, który chciałby w grze wyjść poza poziom podstawowy.
"Dotychczas nagrody za ich wykonywanie zwiększały się z każdym tygodniem, w którym gracz nie przegapił ani jednego dnia."
Z tego tekstu wynika, że zwiększały się bez limitu.
Nie do końca tak- nagrody zwiększały się aż do osiągnięcia pewnego pułapu. Chyba po 4ech tygodniach, jeśli dobrze kojarzę. Później po prostu utrzymywały się na tej samej, maksymalnej wysokości, o ile gracz codziennie robił choć jedno zadanie.
Nie zawsze można wyłączyć w tanich modelach. W dodatku często te tanie modele mają tylko jeden tryb świecenia, czyli wielokolorowy - w jednym miejscu czerwony, w innym niebieski itd. Koszmar.
A co do białego światła na noc - Lepsza jest jednolita czerwień. Widać równie dobrze, a światło nie jest tak agresywne dla oczu - nie bez powodu stosuje się je w ciemniach.
Warto dodać, że Pioneers nie zostało skończone i wszystko wskazuje na to, że nie zostanie.
To, że kierowca samochodu, którym jedzie bohater, nie kręci kierownicą podczas jazdy/skręcania, to specjalnie? Samochód jest automatyczny, czy co?
Dodam jeszcze tylko, żeby była jasność, że w tym przypadku nie mówimy o orzeczeniu niepełnosprawności w świetle prawa, czyli Geralt nie ubiega się o grupę inwalidzką, bo nie może funkcjonować w społeczeństwie bez wsparcia - mówimy o niepełnosprawności w sensie medycznym, czyli facet nie jest w pełni sprawny po urazie. I tyle.
Pomijam już fakt, że takie rzeczy, jak nagły spadek możliwości dźwigania kilku kilogramów więcej, jakby to była statystyka w grze, się nie zdarzają.
Jeśli dźwigał, a teraz nie może z powodu jakiegoś urazu, to jest nie w pełni sprawny = niepełnosprawny.
Człowiek bez nóg, który używa protez, będzie biegał szybciej od ciebie, nawet jeśli jesteś całkiem zdrowy. Jednak on jest niepełnosprawny.
Jeśli mam złamany mały palec u dłoni, to nawet jeśli normalnie nikt nie zauważy problemu, mam minimalnie, ale zawsze trochę, ograniczone zdolności manualne. Jestem niepełnosprawny, nawet jeśli w stopniu tak niewielkim, że nie upośledza normalnego funkcjonowania i nie nadaje się na przykład do ubiegania się o rentę.
Niepełnosprawność nie oznacza koniecznie pełnego inwalidztwa.
Ale problem polega chyba na tym, że niepełnosprawność oznacza co innego w pojęciu prawnym i być może potocznym, a co innego w medycznym.
Ty traktujesz to słowo, mam wrażenie, jakby oznaczało, że ktoś nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie.
zależy, ale tak - skoro kontuzja go wykluczyła, to znaczy że nie ma pełnej sprawności. Stąd niepełnosprawność.
To, że rozumiesz to słowo w jakiś dziwny sposób, łącząc z jakimś wyobrażeniem człowieka od urodzenia na wózku inwalidzkim chyba, nie znaczy że masz rację.
niepełnosprawność nie oznacza tylko i wyłącznie stałej wady.
za wikipedią:
W modelu medycznym niepełnosprawność to długotrwały stan występowania pewnych ograniczeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka. Ograniczenia te spowodowane są na skutek obniżenia sprawności funkcji fizycznych, psychicznych bądź umysłowych. Jest to także uszkodzenie, czyli utrata lub wada psychiczna, fizjologiczna, anatomiczna struktury organizmu. Utrata ta może być całkowita, częściowa, trwała lub okresowa, wrodzona lub nabyta, ustabilizowana lub progresywna.
Jeśli po kontuzji, mimo specjalistycznego leczenia i po upływie sporej ilości czasu na rekonwalescencję pacjent nadal odczuwa jej konsekwencje i występują u niego ograniczenia w funkcjonowaniu organizmu, to jak się nazywa jednym słowem taki stan?
:)
560GB to chyba głównie nieskompresowane assety (pliki graficzne, modele i dźwięki). Jeśli to byłby kod źródłowy, to chyba wydrukowany i potem zeskanowany w jakiejś kosmicznej rozdzielczości.
Facet ma w pewnym sensie rację. Według większości umów licencyjnych zabrania się "kopiowania, reprodukowania, dystrybuowania, wyświetlania"
Czyli streamerzy łamią tą zasadę.
Inna sprawa, czy właściciele danej marki mają w tej sytuacji coś przeciwko temu. Wątpię.
Ale jakby chcieli, to zawsze mogą tupnąć.
Gram właściwie tylko w dwie gry MMO i trzymam się z daleka od ludzi, którzy mają PL na końcu nicka (podobnie zresztą jest z oznaczeniami innych krajów, czy klanów). Do narodowości też się nie przyznaję i lubię, gdy ta kwestia nigdy się nie pojawia w odniesieniu do mnie, czy kogokolwiek innego.
Tak, rzeczywiście ciekawy problem...
Biedny streamer gra na wizji i mu ludzie spoilery robią, bo zmienili sobie czas systemowy, żeby wcześniej pobrać i na maksymalnej prędkości przejść jakąś grę. No chleb mu odbierają normalnie.
Niegdy nie rozumiałem i raczej nie zrozumiem kolekcjonerskich wydań gier. Kupa forsy za mnóstwo tandetnego badziewia, którego w większości przypadków nawet za darmo bym nie wziął
Zobaczywszy tytuł, pomyślałem, że ja bym grał na komputerze w coś, co mocno obciąża procesor i kartę graficzną, żeby się grzały i było cieplej.
Po zdjęciu widzę, że zimno im tam nie było, to i pomysł do bani.
Stylem to mi przypomina połączenie wstawek filmowych w grach z lat 90tych (np Wing Commander z Hamillem) ze Scanner Darkly. Z tym, że Scanner Darkly było lepiej zrobione.
Niezachęcające.
takie dopatrywanie się zbieżności premier to niezła paranoja. DLC do Elite jest w produkcji od lat i między innymi w związku z pandemią zaliczyło poważną obsuwę. Nie sądzę, żeby ktokolwiek próbował kalkulować w ten sposób premiery dodatków, szczególnie, że DCS nie jest bezpośrednim konkurentem ED. Już prędzej Star Citizen, a wygląda na to, że wraz z Odyssey pokażą im palca.
A MFS mógłby od biedy konkurować o klientów z DCS, nie z SWSquadrons, bo to inne bajki.
To lepiej opieprzać za narzekanie, czy może starać się, żeby wszędzie były jakieś cywilizowane standardy?
W ten sposób to nikt zupełnie nie powinien się odzywać, bo przecież mógłby pracować za dolara tygodniowo i całować za to po rękach.
Zwiastun fabularny nawet ujdzie, ale jak widzę filmy z rozgrywki, to walka wygląda jak w japońskich grach. Ślizgi, błyski i numerki z obrażeniami. Odrzuca mnie.
Jak Demon's Souls można podpinać pod RPG?
Przecież to zręcznościowa gra akcji.
W takim razie proszę pod RPG podciągnąć wszelkie strzelanki typu scrolling shooter.
Optymalizuje się grafikę, żeby gra działała płynniej kosztem jakichś szczegółów. Najwyższe ustawienia grafiki w takiej grze to przeciwieństwo optymalizacji. Celowo, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt nie oglądając się na wymagania.
Skąd ludziom przychodzi do głowy, że reklama ma przedstawiać rzeczywistość?
Niezależnie czy chodzi o gry, czy o coś innego, reklama ma zwrócić uwagę na produkt. Zainteresować. Jej rolą nie jest przedstawianie rzeczywistości i nigdy jej nie będzie przedstawiać.
Nikt o zdrowych zmysłach z własnej woli nie ogląda reklam, tym bardziej żeby podjąć jakąś decyzję.
Fabułę ciężko oceniać na razie, ale rozczarowująca jest stylistyka. Kolory, modele, animacje. Wygląda to jak jakaś animowana bajka dla dzieci. Bliżej temu do Fortnite niż do Fallouta.
Mój drogi,
Seriale to produkcje rozrywkowe. Trwają tak długo, jak długo są w stanie bawić publiczność. To produkt użytkowy. Jeśli po pierwszym odcinku ktoś nie widzi potrzeby oglądać dalej, to znaczy, że jest dorosły i wie czego chce, a produkt mu nie odpowiada.
Jeśli masz czas by go tracić oglądając byle co, to Twoja sprawa. Wiele seriali rozwleczonych jest zresztą niemiłosiernie tylko po to, żeby widz mógł tracić godziny oglądając fabułę, która nijak nie chce posunąć się do przodu.
Czasem oglądając serial irytuję się jego głupotą, albo zaczynam się nudzić. I zastanawiam, czy jeśli dotrwam do końca i ostatni odcinek nagle nadrobi zaległości, to czy stracenie kilku, albo kilkunastu godzin by dotrzeć do tego momentu jest tego warte. Zazwyczaj nie jest.
Gdyby ogień był palny, to pożary byłyby nie do opanowania :P
To nie jest chyba kwestia sterowania, tylko raczej symulacji.
Jak podnosisz dziób w górę, to spada prędkość, jak opuszczasz, to rośnie. Gdy robisz to zbyt gwałtownie, szczególnie gdy zaczynasz się gwałtownie wznosić, to może dojść do przeciągnięcia - samolot traci siłę nośną.
Nie wykonuj gwałtownych manewrów na początku. Jak skręcasz, to przechylaj samolot o kilka, kilkanaście stopni. Jak się wznosisz, podobnie.
Pierwszych kilka kursów treningowych zrobiłem zaraz po zainstalowaniu gry, zanim podłączyłem joystick, więc mogę powiedzieć, że sterowanie na klawiaturze nie jest niemożliwe. Przy lataniu bez akrobacji i bez gwałtownych manewrów można dać sobie radę. Jeśli dobrze pamiętam, to wciśnięcie klawisza (na klawiaturze numerycznej) wychyla ster o kilka stopni - i tak zostaje, dopóki nie skontrujesz wciskając klawisz odpowiedzialny za wychylenie w drugą stronę.
Trochę szkoda, że gra nie opiera się o Google Earth, bo mapy byłyby chyba dużo lepsze.
Opieranie się na zdjęciach satelitarnych ma swoje wady. Pomijając zabawne sytuacje, jak ta, gdy gra na pasie startowym stawia budynek w kształcie samolotu (bo na zdjęciach jest), to leciałem z Krakowa w stronę Nowego Targu z ustawieniami czasu i pogody "na żywo" i okoliczne wzgórza są miejscami tajemniczo białe, bo zdjęcia z tego regionu były robione zimą.
Nie wiem jak to zrobiłeś, bo ja mam 16GB ramu, RTX 2070, procesor 6 rdzeniowy i na Ultra mam między 30-60 fps. Przyciski działają.
To tak na marginesie, bo ta gra ewidentnie nie jest dla ciebie.
Nie grywam w strzelanki sieciowe, ale o karabinach snajperskich tam mogę powiedzieć tyle, że głupio są reprezentowane.
Z takiego karabinu nie powinno się móc strzelać w ruchu, albo celować z lunety na stojąco, bez podparcia.
Doprawdy nie rozumiem fascynacji serialem Westworld. Dobrze się zaczął, miał niezły pomysł na siebie, dobre momenty, ale ogólnie był przehypowanym gniotem.
Pierwszy sezon obejrzałem, drugi zmęczyłem, o trzecim nawet nie pomyślałem.
Scena, gdy Maeve Millay szantażuje dwóch techników, żeby zwiększyli jej inteligencję jest po prostu kretyńska. A ci geniusze zamiast przesunąć jej wskaźnik do zera i zlikwidować problem, przesunęli na maksa, bo zagroziła, że powie o brzydkich zabawach jednego z nich.
On się nieco nabija z fandomu, który postrzega jako specyficzne środowisko ludzi, którzy zbytnio angażują się w swój ulubiony serial.
Stwierdził, że pomysł, że HBO posłucha petycji i nakręci koniec jeszcze raz jest tak zabawny (w sensie nierealny), że aż chciał się podpisać, żeby to zobaczyć.
Uważa, że petycja wynikała z tego, że ludzie (zagorzali fani) mieli jakieś konkretne oczekiwania i byli rozczarowani, bo nie zostały spełnione - do czego dochodziła frustracja końcem ich ulubionego serialu.
I odpowiada wprost, że nie ma nic przeciwko zakończeniu.
W Elite Dangerous na przykład grają ludzie bardzo różni (szczególnie średnia wieku jest dość wysoka) i jest tam sporo kobiet. I nie mówię tu o awatarach (to zresztą osobny temat), tylko o osobach, których płeć wychodzi na jaw na forach. Nadal jest to raczej dużo mniej niż połowa, ale niemniej zaskakująco (przynajmniej dla mnie) dużo.
Dość znana jest też Shirley Curry - babcia grająca w Skyrima.
To z Leią nie było specjalnie głupie, tylko może niekonsekwentne.
Scena taka, jak ta z nożem, to po prostu kompletna bzdura, rzecz którą trudno sobie tłumaczyć, i trzeba zapomnieć, bo logika kupy się nie trzyma.
Niestety większość tych filmów po starej trylogii jest do zapomnienia.
Muszę powiedzieć, że to ciekawe podejście do rysowania twarzy, gdy głowa jest en face, a na tym tle rysy twarzy z profilu.
Oryginalne, choć nie wiem, czy w tym pozytywnym sensie.
Myślisz, że artykuły w internecie powstają po to, żebyś je czytał, czy po to, żebyś klikał strony?
Co to jest "generyczny antagonista"?
Pisząc po polsku, używajcie języka polskiego. Może sztampowy?
Punkty akcji wcale nie wyszły z użytku, tylko XCom trochę zmienił modę. Ostatnio - Phoenix Point. Xenonauts 2 nadchodzi i pewnie też będzie miał tą samą mechanikę.
Co ma do rzeczy, że najlepiej się sprzedaje? Fortnite też bije rekordy popularności, a miliardy much uwielbiają gówno.
TW poszedł w stronę przystępności, fantastyki i szybkiej, łatwej rozrywki. Jak ktoś lubi, to fajnie. Ja tam jestem rozczarowany, a żadnego Warhammera nie tknąłem, bo to nie moje klimaty. Choć swego czasu w papierowego Warhammera RPG grywałem z przyjemnością, to gry strategiczne wolę realistyczne.
Warto dodać, by na noc wkładać telefon do lodówki. A najlepiej go tam cały czas trzymać i z lodówki dzwonić.
Skoro autor przekonuje, że The Old Guard to dobre kino, to przestałem dalej czytać.
Czytaj ze zrozumieniem. Uderzał swoją głową w stół, by pokazać, że się nudzi. W oryginalnym tekście nie jest to przedstawione jako jakiś specjalny zarzut, tylko opis jego dziwacznych zachowań w pracy, podobnie jak to, że czasem na ludzi burczał.
Oj, zgadzam się. Poza tym tylko, że moim zdaniem nie był spoko do czasu pojawienia się tej dziewczyny. Ani potem.
Szczerze byłem przerażony jak zobaczyłem tytuł artykułu.
Na szczęście komentarze nieco poprawiły mi nastrój, bo już bałem się, że ludziom naprawdę podoba się ten chłam.
Podobno to jest na podstawie jakiejś serii komiksowej. I wygląda zresztą, jak kiepski pilot jakiegoś serialu na podstawie komiksu wzorującego się z kolei na Nieśmiertelnym.
Warto pamiętać, że przez pierwszą godzinę, albo dwie oglądasz właściwie same filmiki wprowadzające z minimalną ilością samej gry, więc w sam raz żeby przegapić możliwość zwrotu.
Nie wiem jak to wygląda w statystykach STEAM, ale ta gra jest teraz dodawana przy zakupie kart RTX.
To nie jest kwestia byciem, albo nie byciem RPG, tylko kwestia systemu, na którym jest oparty.
Gry takie jak Wiedźmin wzorują się bardzo dosłownie na systemach papierowych, co jest bez sensu, bo zostały one stworzone, by symulować jakąś rzeczywistość w warunkach gry przy stole - co się dzieje, gdy gracz zaatakuje takiego, albo takiego NPC, co się stanie jak skoczy z dachu itd.
Systemy zresztą magą być bardziej, lub mniej skomplikowane.
Gra taka jak ten Ghost ma sama w sobie system walki i podobnie jak Wiedźmin, opracowane interakcje gracza ze światem. Dokładny system RPG nie jest tu potrzebny, by to było RPG.
Najważniejsze są możliwości wyboru i odpowiednia reakcja na nie gry. Według mnie dodatkowo o tym, czy coś jest RPG decyduje możliwość tworzenia własnej postaci, z różnymi jej możliwościami - albo silnego wojownika, albo wątłego złodzieja. Gdzie jedną postacią czegoś się nie zrobi, drugą się uda. I RPG będzie wtedy, jeśli uwzględni możliwość przejścia różnymi postaciami, o różnych profilach.
Wiedźmin to nie jest prawdziwe RPG, tylko gra akcji, która trochę przekombinowała z systemem.
poczekaj do końca tygodnia, bo oto najwyraźniej nie jest odosobniony przypadek.
A potem możesz spróbować skontaktować się z supportem. Na stronie są linki.
Masz pretensję, że za szybko awansujesz postacią, jak korzystasz z zewnętrznej pomocy? Puknij się w głowę - sam sobie psujesz zabawę.
Depresja to choroba i leczy się ją między innymi farmakologicznie.
Problemem jest to, że zazwyczaj chory nie widzi sensu w szukaniu pomocy, bo wydaje mu się, że nie ma wyjścia z jego sytuacji. Dlatego nie czekajcie aż ktoś sam sobie pomoże, tylko zróbcie coś - zadzwońcie za niego pod jakiś numer, umówcie go na jakąś wizytę.
Same dobre rady niekoniecznie pomogą.
"Pozostaje mieć nadzieję, że eksplorując Night City gracze nie będą mieli poczucia, że są nadmiernie ograniczani."
Ja tam codziennie czuję się nadmiernie ograniczony, gdy nie mogę biegać po ścianach.
"Wolę w przyszłości spotykać się z młodymi ludźmi, którzy nie mają pojęcia, kim był Słowacki, ale udało się w nich rozbudzić pasję do bardzo szeroko pojętej sztuki narracyjnej"
Kwintesencja tego całego tekstu, czyli rozumowanie na podstawowym poziomie.
Aż szkoda gadać.
Literatura i poezja to nie tylko "rezerwuar tematów do dyskusji i przemyśleń". To również forma. Szczególnie w przypadku poezji, ale literatura to także coś więcej niż zlepek byle jak zestawionych zdań, które coś opisują, czy przekazują, że się komuś coś podoba, albo nie. Tak samo jak obraz to nie tylko ilustracja. Nawet zdjęcie musi być dobrze wykadrowane, żeby wzbudzić wrażenia estetyczne oprócz przekazywania informacji, jeśli taki jest jego cel.
To, że przemyślenia Mickiewicza "nie pobudzały autora do przemyśleń, bo nie mógł się z nimi zgodzić, lub nie zgodzić" znaczy jedynie, że gówno wiedział i nie miał ochoty się dowiedzieć. Nawet rozumiem, bo w szkole też wiele rzeczy interesowało mnie mniej niż dzisiaj, gdyż brakowało mi kontekstu. Wiedzy, krótko mówiąc. Tylko nigdy nie przyszło mi do głowy się tym chwalić.
Wracając do tematu, to warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Nawet jeśli gra komputerowa mogłaby być uznana za wartościowe narzędzie edukacyjne, to raczej nie w ramach języka polskiego. Nie wiem jakie przedmioty są dzisiaj w szkole - wiedza o społeczeństwie kiedyś była i może tam by się dało o czymś takim porozmawiać.
Język polski uczy... uwaga... języka polskiego. Nawet nie tego jak to kiedyś np. za zaborów było, bo od tego jest historia, tylko pokazuje przede wszystkim JAK ludzie używają, czy używali języka. Jak potrafili zamienić go w dzieło sztuki. Powiedzieć coś może każdy. Przekazać myśl, uczucie w formie epopei i trzynastozgłoskowcem, to już niekoniecznie.
Jak młodzież ma się wychowywać poznając w szkole zamiast Słowackiego gry komputerowe, to będzie nam rosło następne pokolenie ignorantów i ćwierćinteligentów.
Słowackiego (czy poezji w ogóle) lubić nie musisz, ale jak nie lubisz, to przynajmniej wiesz dlaczego, bo o nim słyszałeś.
Odpowiedz sobie sam na pytanie: czy twórcy stworzyliby grę, gdzie niezbędne byłoby poznawanie świata z poprzednich produkcji, wydanych dziesięć i dwadzieścia lat wcześniej?
Nie "demo Silent Hills trafiło na PC jako mod do Half-Life Alyx", tylko "modder ODTWORZYŁ demo Silent HIlls w grze Half-Life Alyx".
Duża różnica. Słowa maja znaczenie.
Innymi słowy: dzięki kodom pewien gracz odkrył, że w pewnej starej grze, kod pozwalał teoretycznie spędzić w więzieniu 225001 dni.
Warto było o tym pisać? Albo raczej przepisać z RPSa?
Żeby jeszcze ktoś z talentem gawędziarskim coś zabawnego na tej podstawie napisał. Nie. News jest o maksymalnej wartości pewnej zmiennej, którą można ustawić w Oblivionie za pomocą cheatów.
"wysoki próg wejścia" to ma Gary Grigsby's War in the West. Do tej pory nie znalazłem tyle czasu, żeby nauczyć się tej gry na tyle, żeby zacząć grać.
CK to mały pikuś. Naprawdę nie rozumiem z czym tam można mieć problem.
Nie tyle remake filmu z 2013, co serial na podstawie tego samego pomysłu (filmu). Raczej normalne, choć ten film nie wydał mi się specjalnie wart przerabiania na serial.
Ale może akurat serial będzie dobry.
Jeśli chodzi o Czarnoksiężnika z Krainy Oz, to historia z wisielcem to bzdura. Zwykły mit i oszustwo. Nie było takiej sceny. Ktoś zrobił sobie kiedyś żart i wrzucił przerobiony filmik na YouTube'a.
Na YT zresztą można znaleźć różne filmiki pokazujące, że to nieprawda - na jednym chłopak otwiera zafoliowaną kasetę WHS z 1985 roku i odtwarza tą scenę. Żadnego wisielca, tylko jakiś ptak.
Nie ma znaczenia czy można zwiedzać cały świat, czy nie - za każdym razem generowany dla ciebie jest tylko jego fragment.
Pewnie polatać będzie można na przeciętnym sprzęcie, ale za opad szczęki od efektów wizualnych trzeba będzie dopłacić ;)
Ja mam ten problem, że już od dawna nie lubię gier, które można "przejść".
Wolę dostać duży, otwarty świat i narzędzia, które pozwolą mi się w nim bawić.
Pytanie tylko, czy można dodać do biblioteki do 30 marca, czy pograć za darmo do 30 marca.
"Free to play" sugeruje, że nie dodajemy sobie za darmo na zawsze.
Głupoty opowiadasz.
Generalnie jeśli używasz modyfikacji do grania single player, to nikt nie będzie robił z tego problemu.
https://support.rockstargames.com/articles/115009494848/PC-Single-Player-Mods
Balrog ma na imię Cory... tego się nie spodziewałem.
Sauron to pewnie Jim, albo Ronald.
"Niezły" znaczy, że dość dobry.
Tymczasem z tekstu wynika trochę coś innego: że nie jest zły, ale dobry też nie.
No to, kurde, jak?
ta pierwsza grafika strasznie mi się z czymś kojarzy...
https://imgs.abduzeedo.com/files/articles/sorayama/1-robot-paintings-by-hajime-sorayama.jpg
Mam wrażenie, że w komentarzach przeważa pewna obłuda.
Może i porównanie filmu z pola bitwy do gier jest nieczułym zabiegiem, ale większość gier zamienia prawdziwe, okropne ludzkie tragedie w zabawę.
Nie powiem, że się nie zgadzam, ale oczekuję od autorów krytycznych postów równie ostrej reakcji pod informacjami o wszelkich odsłonach Medal of honor, Call of Duty, Battlefielda, czy jakichkolwiek innch grach, opartych o historyczne wydarzenia. Jeśli jesteśmy przeciwni robieniu sobie zabawy z wojny, to konsekwentnie.
No i na porównaniu lepiej wypada oryginał.
Nie ma sensu na siłę podkręcać wszystkich tekstur i efektów.
Bruk, na przykład, lepiej wygląda w oryginale, bo jest w większym kontraście do reszty obrazu. Co z tego, że kamienie są wyższej rozdzielczości w modzie, skoro oglądając całość obraz się zlewa?
Pocieniowana trawa tak samo - wszędzie takie same paćki cienia - męczące. W oryginale trawa wygląda puszyściej.
Zbroja strażnika wygląda jakby była z plastiku, albo co najwyżej z żelaza, nie stali.
Kolory to sprawa gustu, choć moim zdaniem modyfikacja odbiera grze pewien urok.
Z modyfikacjami (głównie tekstur) jest ten problem, że mało kiedy robione są przez ludzi o jakimś zmyśle plastycznym, z myślą o tym, żeby pasowały do całości. Zazwyczaj ktoś podkręca rozdzielczość, coś mu się tam podoba i podnieca się, ze guzik jest teraz w 4K, podczas gdy nowa tekstura pasuje to do reszty obrazu jak pięść do nosa.
Nie widzę Pasjansa w zestawieniu, a znam osoby, które grają w to niemal bez przerwy.
No proszę, wyznania griefera :D
Nawiasem mówiąc, to nie jest "symulator" cierpienia, tylko "generator". Bo cierpienie jest prawdziwe :)
Jest takie klasyczne "w proch się obrócić".
Ale może nie o to chodzi i ktoś wędruje po krematoriach? Naprawdę dziwny twór językowy.
Nie rozumiem jedynie co to za tytuł? Kto to tłumaczył? Co to w ogóle znaczy?
Wrócę do prochu? To książka o uzależnieniu od środków nasennych?
Co ciekawe, granice lokacji mają działać podobnie, jak w Wiedźminie 3 - po dotarciu do krawędzi zostaniemy poinformowani, że w tym miejscu kończy się świat gry, a następnie przymusowo zawróceni (co, prawdę mówiąc, jest nieco rozczarowujące - to jedno z rozwiązań, które najmocniej torpedowały immersję w ostatniej części przygód Geralta z Rivii)
Źródło: https://www.gry-online.pl/
Alternatywą byłoby sztuczne ograniczenie świata gry jakimiś przeszkodami "fizycznymi", co torpedowałoby immersję o wiele bardziej.
Dobry artykuł.
Uśmiałem się z kilku cytatów i jakoś poprawił mi się stosunek do ASa po lekturze.
Sapkowskiego widywałem na konwentach w latach 90tych. Był głównie nawalony z tego co pamiętam - pewnie spotkanie z fanami wypadało po dłuższej sesji w barze z kolegami po fachu.
Trzeba przyznać, że nigdy też nie traktował ludzi gadających głupoty ze specjalną wyrozumiałością, a konwenty pełne były nastolatków, dla których książki były narzędziami do uprawiania eskapizmu, a nie podziwiania warsztatu literackiego.
AS faktycznie nie grzeszy skromością, ale niestety ma do tego podstawy, bo jest to człowiek o dużej erudycji.
Jego problem polega na tym, że swoją osobą nie pasuje do swoich czytelników. Chciałby być Tomaszem Mannem, ale pisze fantastykę i zamiast literaturoznawców spotyka się głównie z miłośnikami fantasy. Teraz to nawet już nie literatury, tylko gatunku.
Bo gdyby to ktoś taki jak Tomasz Mann powiedział, że gry komputerowe to niebyt intelektualnie wzbogacająca rozrywka, to wiele z osób, które za podobne słowa oburza się na Sapkowskiego, nic by na to nie powiedziało. Bo to inna bajka i inna półka intelektualna. Gdyby powiedział to profesor uniwersytecki, to pewnie by pomruczeli pod nosem, że zgred, ale nikt by nie dyskutował.
Tymczasem skoro Sapkowski pisze książki, które im się podobają, to znaczy, że to ich człowiek - zrównują go intelektualnie do siebie i czują się urażeni, gdy on nagle wytyka im ignorancję. To zachowanie z gatunku tych, gdy widzowie oper mydlanych nie potrafią odróżnić aktora od bohatera, którego gra.
A ja zaryzykuję stwierdzenie, że Star Wars są o ... gwiezdnych wojnach. Reprezentanci stron się zmieniają, ale konflikt dobra ze złem jest zawsze.
Oglądałem i zastanawiałem się co jest nie tak. Muzyka? Muzyka jest do bani, bo nie ma klimatu - ale to jeszcze nie było takie złe. W końcu, w połowie odcinka, lekko znudzony, zrozumiałem.
Brak bohatera.
Ten, który wydaje się być postacią tytułową to twór bez twarzy i w dodatku całkowicie bez charakteru.
Nie wiem jak będzie dalej, ale na razie to ma klimat filmiku fanowskiego, tylko z lepszą postprodukcją.
Dla porównania przypomnę Firefly. Tam było biedniej scenograficznie, ale za to był scenariusz z dobrymi dialogami, postaci, które można było polubić.
A tu? Same kukły i Apollo Creed.
Strzelali się, bili, a mimo wszystko była nuda.
Grałem sobie, grałem i nagle mój detektyw dostał zawału w czasie dialogu.
No... tego się nie spodziewałem.
Zaskakująco wciągająca.
Naprawdę dużo opcji rozwiązania zadań i co fajne, czasem jak się zawali test, to jedna z dróg zostaje zamknięta. I to jest dopiero odświeżające.
"Czyli planują kilka gier w ramach serii Land of War, ciekawie to brzmi, interesujące jest też skąd mają pieniądze na całą serię gier?"
Nie mają pieniędzy. Każdy może powiedzieć, że robi właśnie całą serię gier. W planach to można mieć wszystko.
Pierwsza gra okaże się klapą, to i następna nie powstanie.
To jest tylko wskrzeszenie marki przez ludzi, którzy nie mieli z poprzednim bytem nic wspólnego.
Ciekawe co z tego wyjdzie.
Trailerem nie ma się co podniecać.
Jest efektowny, ale serial taki nie musi być.
Jeden z moich ulubionych trailerów, to ten do Prometheus'a z 2012. Trailer był super, film to kaszana.
Zresztą, zazwyczaj trailery robią firmy, które w tym się specjalizują - wcale nie twórcy filmu. I mają zadanie sprzedać produkt, a nie być wiernym wizji twórcy.
Pomijając już całkowicie bzdurny problem płci wymyślonego, bezpłciowego robota, przenoszony na jakieś debilne forum, który dla własnego zdrowia psychicznego traktuję jako żart, czy formę marketingu, to skoro te istoty kierowane są przez sztuczną inteligencję (liczba pojedyncza), to nie ma znaczenia iloma kieruje urządzeniami, bo one nie mają osobnych osobowości, a AI jest bezpłciowa. Czyli albo "to", albo "ono".
Ponadto ktoś powinien wytknąć temu moderatorowi, że sam użył mowy nienawiści, gdyż tłumacząc te debilizmy napisał: "A fictional character", czyli "fikcyjna postać". Skoro tak usilnie każe zwracać się w tj kwestii "oni", to chyba wypadałoby używać liczby mnogiej - fictional characters?
Moderator, który zamiast moderować stwarza problemy (to jest typowy trolling) jest do wywalenia.
Ciekawe. 2 dni temu też czytałem ten artykuł na Rock Paper Shotgun.
Na stonie EpicGames stoi w wymaganiach jasno: minimalne - Win7/Win8/Win10 (64-bit), rekomendowane - Windows 10 64bit.
Jakieś inne strony mogą podchodzić do tego różnie i kto wie, może jest coś na rzeczy i Microsoft im płaci? Nie wiem, czy aż tak im zależy.
Nie ma co się podniecać. Są tacy ludzie (i koleś od artykułu w RPS właśnie taki jest), którzy lubią pokazać się jako "obrońcy słusznej sprawy". Bardzo często szukają tej sprawy nieco na siłę.
Najbardziej rasistowskie jest dopatrywanie się wszędzie rasizmu, bo oznacza, że nie potrafisz spojrzeć na świat inaczej, niż przez ten pryzmat.
Proponowałbym zmienić tytuł artykułu na "Polacy zbierają pieniądze twierdząc, że zrobią grę o papieżu". Takie są fakty. I nie będzie wam głupio, jak się okaże, że to zwykłe naciągactwo.
W gruncie rzeczy zgadzam się z autorem artykułu. Serial oglądałem z zainteresowaniem, ale nie czytałem książek, ani nie interesowałem się kulisami jego powstawania, dlatego część informacji jest dla mnie nowością.
Od początku serial pozytywnie mnie zaskoczył i wciągnął.
Podczas oglądania sezonu siódmego zauważyłem, że nie odczuwam już szczególnej ekscytacji i jak poprzednie sezony starałem się oglądać po emisji wszystkie odcinki niemal na raz (czekając najpierw cierpliwie, aż wyemitują wszystkie) , tak w siódmym po zakończeniu odcinka nie zależało mi szczególnie na oglądaniu następnego od razu. Nie analizowałem.
Dopiero w tym sezonie jasno i wyraźnie zobaczyłem jak znędzniał ten serial.
Efekciarstwo i banał. Nuda.
Dostrzegam jeden plus: Zakończenie serialu przyjąłem bez żalu, a wręcz z ulgą.
Oglądając niektóre inne seriale na końcu czułem żal, nostalgię, smutek, że to już koniec. Nie tym razem.
Moim zdaniem problemem w tym sezonie nie był tyle brak logiki, co kiepsko napisany scenariusz. Niezależnie kto został królem,kto zginął i kto co zrobił - poległa dramaturgia. W ostatnim odcinku szczególnie. Wszyscy zachowywali się jak papierowe kukły, które maja tylko odwalić swoje i jak najszybciej doprowadzić do zakończenia serialu. Diabeł tkwi w szczegółach, a tym razem leciano po łebkach i według wszelkich nudnych schematów.
@Ogame_fan
Co ma piernik do wiatraka? Jak bym dzisiaj zagrał pierwszy raz w Pacmana i dobrze się bawił, to moja zabawa przy nim jest gorsza, bo nie grałem zaraz jak się pojawił?
Strasznie dziecinne podejście, taki konsolowy elitaryzm.
eee... kasa, wstyd? ....a myślałeś, że gry robi się z jakiego powodu?
Weź się ogarnij. To są wielkie firmy, zatrudniające setki, czy tysiące osób, które istnieją i produkują towary rozrywkowe dla... uwaga... zysku.
Gdy dawno temu czytałem "Rok 1984" Orwella, opisana tam wizja wydawała mi się absurdalna. Nie spodziewałem się, że rzeczywistość jeszcze za mojego życia pokaże mi, że fantazja nie dorasta jej do pięt. Ludzie nie dość, że nie mają nic przeciwko totalnej inwigilacji, to jeszcze sami chętnie wszystko pokazują, jeśli tylko można dostawać lajki.
Czego chciałem? Więcej, dużo więcej opcji interakcji z tym światem. Więcej różnorodności jeśli chodzi o grę odmiennymi kulturami. Jak chcę grać w podbój świata, to mi Total War wystarczy, a nawet będzie lepszy, bo będę mógł popatrzeć jak sobie pod miastem po mordach dają. Od gier Paradoxu oczekuję sandboxa, który pozwoli mi tworzyć alternatywną, skomplikowaną historię świata.
Najbardziej wkurzające jest to, że ta gra to płytka podstawka i najlepiej będzie zainteresować się tym po roku, albo dwóch. Nie dość, że w tym czasie podszlifują i może nawet poważnie zmienią pewne rzeczy (jak pokazuje doświadczenie z innymi tytułami Paradoxu), to jeszcze pojawią się dodatki, które rozbudują mechanikę, nie mówiąc o niższej cenie podstawki. Teraz to takie Early Access trochę.
Ale pitolenie. Każdy lekarz powie wam, że Wiedźmin jest bardzo nierealistyczny, bo od ciosu mieczem w nogę nie traci się 54, tylko 82 Punkty Życia.
Śmierdząca sprawa. Ale ludzie większe pieniądze biorą za gry, które nigdy nie powstaną.
Kombinujesz. Pierwsza część była jeszcze kinem opowiadającym o jakimś problemie społecznym i bohater był tam na potrzeby opowieści.
Reszta, to już kino akcji dla akcji i pieniędzy.
@nexus
możesz lecieć w kierunku dowolnego systemu, ale do niego nie dolecisz w Supecruise. Żeby się do niego dostać musisz wykonać skok. Gra po prostu wtedy ładuje system docelowy.
A ten koleś nie leciał już do żadnego systemu, bo był na obrzeżu Galaktyki, tylko chciał lecieć jak najdalej się da od ostatniej gwiazdy. Chciał wrócić, ale pomylił się i minął "punkt bez powrotu". Wracał do gwiazdy od której zaczął, ale nie dałby już rady dolecieć bez pomocy.
A Anacondę można teraz podkręcić pod 80.
65 to wynik dla AspX i Phantoma