Recenzja gry Mass Effect 3: Citadel – żegnamy się z Shepardem
Przygoda komandora Sheparda dobiega końca - warto spotkać się po raz ostatni i uczcić żyjącą legendę. A przy okazji ujawnić spisek, która zagraża pierwszemu ludzkiemu Widmu.
- humor i autoironia;
- możliwość spotkania z dawnymi towarzyszami;
- ciekawy wątek główny, zawierający zaskakujące zwroty akcji;
- zróżnicowanie misji;
- liczne odniesienia do poprzednich części serii;
- wyzwania Armax Arena.
- tylko dla weteranów serii.
Twórcy Mass Effecta w końcu zauważyli, że po dość przeciętnym Lewiatanie i wyjątkowo kiepskiej Omedze fani serii oczekują czegoś bardziej niekonwencjonalnego. Stworzyli więc rozszerzenie dające chwilę wytchnienia od dramatycznych zmagań ze Żniwiarzami: dużo luźniejsze w formie i zawierające sporo autoironicznych żartów. Cytadela była zapowiadana jako ostatni dodatek fabularny do Mass Effecta 3, pozwalający na godziwe pożegnanie się z komandorem Shepardem. Humorystyczne, ale nie infantylne minizadania, ciekawy wątek główny oraz sporo małych innowacji – czego chcieć więcej?
Spy vs. Spy
Intryga stojąca u podstaw dodatku wystarcza na trzy godziny zabawy – nie jest to może najlepszy wynik, ale przyznać trzeba, że nowe zadania są nad wyraz zróżnicowane. Całość zaczyna się dość sielankowo: załoga Normandii otrzymuje rozkaz dokowania w tytułowej Cytadeli i kilkudniową przepustkę, podczas której może zająć się swoimi sprawami. Szybko okazuje się jednak, że komandor Shepard musi stanąć do walki się ze zdradzieckim spiskiem wymierzonym w niego samego. Po krótkim wprowadzeniu akcja zaczyna się rozkręcać – grupa najemników, dowodzonych przez tajemniczego arcyłotra, pragnie śmierci legendarnego Widma. Co przy tym istotne, ze względu na zawirowania fabularne główny bohater nie może liczyć na wsparcie oficjalnych władz – stąd wyraźnie szpiegowski charakter nowej misji. Oznacza to, że sporą część zadania należy wykonać po cichu, kryjąc się przed strażnikami i unikając rozgłosu. Nie brak jednak typowej rzeźni – elementy skradankowo-przygodówkowe stanowią jedynie ciekawy interwał pomiędzy kolejnymi sekwencjami przepełnionymi akcją i wybuchami.

Główny wątek fabularny należy uznać za dość udany – jest absorbujący i bardzo osobisty, posiada też kilka zwrotów akcji. W trakcie zmagań spotykamy paru starych znajomych, z Urdnotem Wrexem włącznie (można przyłączyć go do drużyny). Przemierzamy też kilka nowych lokacji, z których największe wrażenie robią Archiwa Cytadeli oraz restauracja umieszczona w wielkim akwarium. Zakończenie co prawda przychodzi zbyt wcześnie, a przeciwnicy nie są jakoś specjalnie oryginalni (najemnicy nie różnią się zbytnio od żołnierzy Cerberusa), ale i tak wrażenia należy uznać za co najmniej pozytywne. Twórcom udała się niełatwa sztuka - dzięki paru wyśmienitym smaczkom oraz narastającemu napięciu stworzyli rozgrywkę, która przez cały czas pozostaje interesująca i dynamiczna. Finał jest przy tym pełnokrwisty i zadowalający, chociaż nie sposób nie zauważyć, że wątek rasistowski zawarto w nim na siłę.

Mass Effect 3: Cytadela
GRYOnline
Gracze
Fabuła dodatku nie ogranicza się wyłącznie do jednej dużej intrygi – poza nią otrzymaliśmy też kilka wątków pobocznych. Najciekawszym jest z pewnością impreza w domu admirała Andersona – w trakcie niej spotykamy większość postaci znanych z poprzednich odsłon kosmicznej sagi, w tym Kasumi, Grunta czy Mirandę. W ten sposób możemy się z nimi pożegnać i powspominać dawne czasy, co jest ukłonem w stronę fanów serii. Zaznaczyć przy tym wypada, że pijana załoga jest niesforna, ale i zabawna: Garrus bełkocze coś o kalibracji silników, EDI próbuje wciągnąć Traynor w rozmowę o fantazjach erotycznych, a Wrex z Zaeedem bawią się w kanapową partyzantkę. Słowem – gracz ma okazję poznać ulubionych bohaterów od nieznanej dotąd strony. I o to chodziło!

Przyjemna drobnica
Rozszerzenie oferuje też kilka unikatowych rodzajów oręża (w tym doskonały szpiegowski pistolet) oraz nowe mieszkanie. To ostatnie da się w pewien sposób modyfikować, dokupując różne elementy oraz zmieniając stare. Pewną nowinką są też minigierki dostępne w pasażu Silversun. Najważniejsza z nich to z pewnością słynna w całej galaktyce Armax Arena. W tym unikatowym symulatorze pola walki możemy stanąć w szranki z wybranymi przeciwnikami oraz ustalić specyficzne modyfikatory, dzięki którym podwyższymy nasz wynik punktowy. Jest to wymarzona zabawa dla wszystkich graczy, którzy lubią śrubować swoje osiągi i konkurować z innymi zawodnikami – mistrzynią jest bowiem nie kto inny, tylko Aria T’Loak. Co ciekawe, ten element rozgrywki ma postać wielopoziomowej minikampanii, w której zdobywamy kolejne odznaki odblokowujące nowych przeciwników i bonusy. Gdyby dodać do tego opcję dzielenia się wynikami z innymi graczami, tryb ten mógłby spokojnie konkurować z konwencjonalnym multiplayerem.

Czy najnowszy dodatek do Mass Effecta 3 ma jakieś wady? Niestety tak – największą z nich jest jego cena. Za 1200 punktów BioWare można kupić całkiem nową grę, oferującą mnóstwo zabawy – tymczasem tutaj za tę samą cenę otrzymujemy krótki wątek główny oraz kilka pomniejszych nowinek. Przyczepić można się także do tego, że nową zawartość skierowano niemal wyłącznie do fanów cyklu: treść typowo gameplayowa jest tu bardzo skromna, natomiast większą część stanowią nawiązania do poprzednich odsłon serii oraz żarty zrozumiałe tylko dla weteranów. Wynika z tego, że Cytadela jest bardziej sentymentalną podróżą niż pełnoprawnym dodatkiem, co nie każdemu musi się spodobać.

Skąd więc tak wysoka ocena? Odpowiedź jest prosta: Cytadela doskonale wywiązała się ze swojego zadania, pozwalając na pożegnanie się z komandorem Shepardem i jego towarzyszami w naprawdę wielkim stylu. Nowa zawartość jest lekka, przyjemna i żartobliwa, a dodatkowa misja naprawdę wciągająca. Co równie ważne, zróżnicowanie zadań okazuje się znacznie większe niż w Lewiatanie czy Omedze, które nie oferowały pod tym względem zbyt wiele. Z pozycji fana muszę więc ocenić rozszerzenie nad wyraz pozytywnie – z zastrzeżeniem jednak, że jest ono skierowane do bardzo konkretnej grupy odbiorców. Jeśli ktoś kręcił nosem na dotychczasowe przygody kapitana Sheparda, zdecydowanie nie ma tu czego szukać.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
3
Mass Effect 3: Cytadela
Cytadela spełniła pokładane w niej nadzieje. Dodatek pozwala graczom pożegnać się z komandorem Shepardem i jego towarzyszami w wielkim stylu. Zawartość rozszerzenia jest lekka, przyjemna i wesoła, a dodatkowa misja naprawdę wciągająca. Przy okazji zadania są bardziej zróżnicowane niż w Lewiatanie czy Omedze. Z pozycji fana oceniam więc Cytadelę nad wyraz pozytywnie – z zastrzeżeniem jednak, że jest ono skierowane do bardzo konkretnej grupy odbiorców. Ludzie narzekający na poprzednie przygody Sheparda zdecydowanie nie mają tu czego szukać.