Pomoc idzie z dołu
Problem szybciej niż system zauważyli zwyczajni ludzie. Inicjatywy oddolne szybko przerodziły się z ofert wyprowadzenia psa na spacer czy zrobienia zakupów osobom szczególnie narażonym w działalność organizacji pomocowych z prawdziwego zdarzenia. I chociaż wyjście do Biedronki wydaje się zdecydowanie łatwiejsze niż oddanie komuś laptopa, takie przypadki wcale nie są niespotykane. Widzialna Ręka, sieć lokalnych grup, gdzie ludzie z różnych miast mogą oferować lub prosić o pomoc, to jedna z platform, które wsparły wiele rodzin zmagającym się z problemem całkowitego lub częściowego wykluczenia cyfrowego. Jej członkowie od początku pandemii oddali dziesiątki laptopów, tabletów czy nawet komputerów stacjonarnych osobom potrzebującym.
Oczywiście spora część tego sprzętu nie jest z marszu gotowa do przekazania innym. Ale Widzialna Ręka i tutaj zapewnia wsparcie: na grupach ogłaszają się osoby skore do pomocy w naprawie lub przystosowaniu elektroniki do dalszego użytku. Jedną z nich jest Piotr, który od marca zajął się ponad dwudziestoma komputerami i laptopami.
Sam przyznaje, że to kropla w morzu potrzeb: – Osobiście na moim Messengerze dostałem około 400–500 zgłoszeń. W całej tej puli były również ośrodki wychowawcze, domy dziecka, rodzinne domy dziecka, rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi, nauczyciele z najróżniejszych szkół oraz osoby prywatne. Znalazło się też około 30 osób, które zwróciły się do mnie z prośbą o naprawę ich laptopa, bo coś tam się zepsuło.

Otrzymany sprzęt należy doprowadzić do względnego porządku: rozebrać, zweryfikować jego stan, złożyć, zainstalować system operacyjny, sterowniki i parę podstawowych programów, a następnie przetestować. Na jeden komputer czy laptop trzeba przeciętnie przeznaczyć 4–5 godzin, czasami na darmo.
– Zdarzyło się kilka razy, że dopiero na koniec wychodziła usterka dedykowanej karty graficznej i cała praca szła na marne – wspomina Piotr.
Pomoc oddolna tego typu wymaga więc anielskiej cierpliwości i trudnych decyzji, bo jakoś trzeba przecież wybrać spośród setek chętnych.
Mój rozmówca robi to w ciekawy sposób: – Posty, w których oddaję sprzęt, tworzę z konkretną wskazówką, np. w formie łamigłówki wymagającej rozwiązania, a nie jedynie prostego napisania wiadomości – tłumaczy. – Z reguły prawdziwą determinacją wykazują się ludzie najbardziej potrzebujący i to powoduje, że zazwyczaj właśnie oni rozwiążą zadanie i otrzymają sprzęt.
TO JAK, ODPALI TEGO GOTHICA?

Wiadomo, gry to sprawa drugorzędna wobec edukacji, ale skoro już zadaliśmy to pytanie w tytule, trochę głupio zostawić je bez odpowiedzi. Piotr mówi, że większość sprzętu, który przewinął się przez jego „warsztat”, ma od 6 do 12 lat, procesor z wczesnych generacji Intel Core 2 Duo i 3 GB RAM-u. Na dzisiejsze standardy to konfiguracja niezbyt imponująca, ale jeszcze w ubiegłej dekadzie nie byłaby zła. Problemem jest jednak karta graficzna – zazwyczaj zintegrowana, niekiedy uszkodzona. To, delikatnie rzecz ujmując, nie są podzespoły stworzone do grania i mogą mieć problemy z uciągnięciem nawet starszych produkcji. Na te prostsze, powinny jednak wystarczyć.
Tacy ochotnicy jak Piotr wykonują oczywiście tę dodatkową pracę za darmo.
– Widać w tych ludziach radość, że ich dzieciaki będą mogły uczestniczyć w zajęciach, i promyk nadziei, że może będzie dobrze w tym ciężkim okresie – tłumaczy swoją motywację do dalszej pomocy.
Widzialna Ręka nie jest zresztą jedyną organizacją, która nie zapomniała o wykluczonych cyfrowo uczniach. Wczoraj rozpoczęła się „Gra Paczka” – akcja Szlachetnej Paczki, w trakcie której prawie 50 polskich streamerów będzie do końca tygodnia zbierać pieniądze na sprzęt dla młodzieży nieposiadającej dostępu do najnowszych technologii. Inicjatywa – którą poparło już wiele wiodących firm z branży, jak MSI, NVIDIA, CD Projekt RED, a także GRYOnline – ma docelowo umożliwić powrót do nauki ponad 2000 uczniów z najbiedniejszych rodzin. Niestety, wykluczeni cyfrowo mogą obecnie liczyć przede wszystkim na pomoc organizacji pozarządowych i szczodrość współobywateli, bo na wprowadzenie bardziej inkluzywnych metod zdalnego nauczania w dobie koronawirusa na razie się nie zapowiada.
Termin na jesień
Powracające jak refren badania Centrum Cyfrowego sugerują, że problem da się rozwiązać, dając szkołom jak najwięcej autonomii w ustalaniu planu działania, poprzedzonego diagnozą warunków w danej placówce. Według analityków pomogłaby także standaryzacja form wsparcia, większy nacisk na samodzielną pracę i rozwijanie zainteresowań uczniów. Teraz – w obliczu zbliżającego się końca roku szkolnego i powolnego odchodzenia od restrykcji – na takie kroki jest już zdecydowanie za późno. Niedopuszczalna jest jednak powtórka z sytuacji, w której osoby wykluczone cyfrowo muszą polegać głównie na akcjach charytatywnych oraz dobrej woli ludzi oddających i naprawiających sprzęt.
Pierwszy egzamin z radzenia sobie w dobie kryzysu został oblany – zakończył się całkowitym zmarginalizowaniem edukacji uczniów bez dostępu do najnowszych technologii i utrudnieniem nauki tym, u których ten dostęp jest z różnych przyczyn ograniczony. A że eksperci coraz głośniej przestrzegają przed ewentualną drugą falą koronawirusa na jesieni, może się okazać, że czasu na przygotowanie się do poprawki nie ma tak wiele.
