Wracam do kryzysu pamięci po 3 miesiącach i mam wrażenie, że gracze utknęli w bardzo niewygodnym miejscu
Obecny kryzys na rynku pamięci wysysa towar z rynku i pieniądze z portfeli tych graczy, którzy zdecydowali się akurat na modernizację swoich pecetów. Podwyżki nie omijają nawet konsolowców. Jest źle - ale czy będzie lepiej, czy niekoniecznie?
Na początku roku przygotowałem tekst opisujący trudną sytuację sektora technologicznego wywołanego przez nabierający rozpędu kryzys na rynku pamięci. Poza zebraniem faktów, snułem w nim nieco domysłów dotyczących przyszłości, zwłaszcza w kontekście gier wideo. Trzy miesiące później wracam ze zaktualizowanym raportem. Czy ponure wizje z pierwszego kwartału znalazły swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Jak na przedłużający się kryzys zareagowali producenci konsol? Przyjrzyjmy się aktualnej sytuacji.
Było i jest źle. Czy będzie jeszcze gorzej?
Miejmy najważniejsze informacje za sobą – trudna sytuacja związana z modułami pamięci trwa w najlepsze, co bezpośrednio wpływa na ceny komponentów. Za najbardziej wrażliwe na sytuację podzespoły, czyli RAM oraz dyski SSD, wciąż płacimy kilkukrotnie więcej niż w trzecim kwartale zeszłego roku.
Dla zilustrowania sytuacji: w momencie pisania tego tekstu koszt zakupu zestawu kości RAM 2x16GB DDR5 to okolice 1300 - 1700 zł, w zależności od dokładnej specyfikacji oraz producenta. Z kolei za terabajtowy dysk NVME u większości sprzedawców wciąż zapłacimy przynajmniej 500 zł.
Minimalnym pocieszeniem w tej trudnej sytuacji wydaje się fakt, że w przeciągu ostatnich tygodni ceny krytycznych komponentów nieco się ustabilizowały. Według wykresów na popularnej wśród entuzjastów stronie PCPartPicker, ceny modułów DDR4 i DDR5 osiągnęły szczyt w okolicach marca 2026, rejestrując od tego czasu jedynie nieznaczne odchylenia. Nieco uspokaja również to, że pomimo zwrotu producentów w kierunku sektora AI, w sklepach raczej nie ma problemów z dostępnością wymienionych podzespołów. Jeżeli zatem ktoś koniecznie musi zaopatrzyć się w nowe kości RAMu lub dysk SSD, jest w stanie to zrobić – choć będzie musiał za to słono zapłacić.

Wysokie ceny kluczowych komponentów skutecznie odstraszają od zakupów. Nastroje graczy obrazuje chociażby ankieta przeprowadzona wśród naszych czytelników.
Sytuacja zdaje się być nieco mniej dramatyczna w kontekście pozostałych podzespołów. Karty graficzne, pomimo zauważalnego wzrostu cen, wciąż nie podzieliły losu RAMu oraz dysków. To pocieszająca wiadomość zwłaszcza w kontekście niepokojących sygnałów z końca zeszłego roku. Względny spokój zdaje się panować również w strefie komponentów mniej narażonych na sytuację na rynku pamięci (płyty główne, zasilacze, obudowy).
Z względną cenową stabilizacją może się jednak wiązać ogólna stagnacja całego segmentu rynku. O jego kondycji świadczyć mogą chociażby niedawne raporty sprzedażowe producentów płyt głównych, które uwidoczniły wyraźne spadki względem zeszłego roku. Choć przyczyn może być wiele, nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której odstraszeni cenami gracze i entuzjaści porzucają plany modernizacji komputera lub spychają je nieokreśloną przyszłość. Trudno się im zresztą dziwić. Poczucie cenowego wykluczenia potrafi skutecznie skruszyć entuzjazm, o czym miłośnicy pecetów mieli niestety okazję przekonać się niejednokrotnie podczas poprzednich kryzysów.
Generacja zbliża się ku końcowi, więc konsole… drożeją
Przykre konsekwencje nie ominęły również konsol. Pod koniec marca, Sony ogłosiło podwyżkę cen wszystkich aktualnych modeli PS5 oraz akcesorium PS Portal. Nie mówimy tutaj o niewielkich korektach. Na naszym kontynencie MSRP wszystkich modeli poszybowało aż o 100 euro. To w połączeniu z dość skromnym repertuarem nowych gier ekskluzywnych sprawia, że zakup konsoli wydaje się coraz mnie atrakcyjną opcją.
Na początku maja w ślad za Sony poszło Nintendo, które również zapowiedziało wzrost cen Switcha 2, niemal rok po jego premierze. W tym przypadku podwyżki nie okazały się jednak tak drastyczne. Za nową konsolę Nintendo w Europie przyjdzie nam zapłacić „jedynie” 30 euro więcej.

Dość wysoka cena Steam Controllera może budzić obawy w kontekście wyceny nadchodzącej konsoli od Valve.YouTube: Valve; 2026.
Kryzys doprowadził do kuriozalnej sytuacji, w której chyląca się ku końcowi generacja konsol, zamiast wyraźnie tanieć, zaczęła drożeć. Stanowi to wyraźny sygnał, w jak trudnej sytuacji znalazł się branża. Dużą niewiadomą pozostaje także temat Steam Machine od Valve. Przesuwająca się premiera konsolo-komputera oraz milczenie producenta w kontekście ceny budzić może niepokój, podsycany przez dość wysoką cenę niedawnego Steam Controllera. Istotnie, firma znalazła się w trudnym położeniu, w którym balansować musi pomiędzy szalejącymi cenami kluczowych podzespołów, a oczekiwaniami klientów wobec urządzenia, które w założeniu rywalizować ma z „tradycyjnymi” konsolami do gier. Pewne sygnały każą sądzić, że urządzenie już niedługo trafić może do sprzedaży. Możliwe, że ostateczna cena „maszyny parowej” będzie wyznacznikiem tego, na jaką przyszłość szykować powinni się gracze.
Ta zaś wciąż jest niepewna, o czym świadczyć mogą niedawne słowa Ashy Sharmy, szefowej marki Xbox. Na chwilę obecną kolejna generacja wciąż pozostaje w domenie spekulacji i domysłów, a niesprzyjające warunki mogą sprawić, że jej start znacząco różnić będzie się od tego, co znaliśmy do tej pory.
Czy są jakieś dobre wieści?
Większość zebranych tutaj informacji może wpędzić w ponury nastrój, czemu ciężko się dziwić. Szalejące ceny oraz ogólna niepewność jasno sugerują, że branżę oraz społeczność graczy czekać może trudny okres. Czy jednak w tym morzu marazmu możemy doszukać się jakichś delikatnych przebłysków optymizmu?
Promykiem nadziei dla graczy pecetowych może być zapowiedziana niedawno przez Microsoft inicjatywa Windows K2. Projekt ma w założeniu naprawić bolączki trapiące Windowsa 11 i uczynić z niego system bardziej przyjazny dla użytkownika. Wśród zmian wymienia się zupełne przemodelowanie menu start, usunięcie natrętnych reklam oraz rozwijanie systemu pod kątem wydajności w grach. OS Microsoftu w ostatnich latach cieszył się fatalną reputacją, w czym dużą rolę odegrały aktualizacje regularnie pogarszające jego działanie czy zalew natrętnych funkcji negatywnie odbijających się na obsłudze komputera (ze wszędobylskim Copilotem na czele). Być może coraz bardziej realna konkurencja ze strony Linuxa wreszcie zmusiła giganta z Redmond do przemyślenia swojego podejścia. Miejmy nadzieję, że za szumnymi zapowiedziami pójdą również faktyczne działania, a Windows odzyska zaufanie wśród użytkowników PC.

Jednym z narzędzi walki z Valve ma być Xbox Mode, który w założeniu ma "ukonsolowić" klasycznego Windowsa 11.news.xbox.com.
Pozostając w sferze Microsoftu, wydaje się, że duża zmiana kierunku dokonuje się również w ramach marki Xbox. Asha Sharma po objęciu sterów w lutym tego roku zdążyła wprowadzić kilka pozytywnych zmian. Wśród najważniejszych na pewno warto wymienić korektę cen abonamentu Game Pass oraz zmianę strategii marketingowej. W odstawkę odeszły rozwodnione hasła jakoby „wszystko było Xboxem”, a nowe materiały znacznie mocniej podkreślają rolę marki w przestrzeni konsolowej. Skonkretyzowany zwrot przekazu oraz spadki cen mogą cieszyć, pytanie jednak, czy na podobne zmiany nie jest nieco za późno. Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do stopniowego rozmywana się marki, która współcześnie przypomina raczej cień dawnej siebie. Czas pokaże, czy nowa polityka zdoła odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie.
Wiem, że przy obecnej sytuacji cenowej oraz ogólnej niestabilności w branży łatwo popaść w marazm. W trudnych czasach warto jednak utrzymać w sobie garść optymizmu. Wszak na rynku wciąż pojawiają się fantastyczne tytuły, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Nie dajmy się zatem zwariować, wciąż cieszmy się naszym ulubionym medium, a jako gracze i świadomi konsumenci postarajmy się swoimi decyzjami budować lepszą przyszłość dla gier.

