- FILMag #10 - Skyfall, Uprowadzona 2, Obława, Premium Rush
- Uprowadzona 2 - Liam Neeson powraca jako Bryan Mills
- Premium Rush - Joseph Gordon-Levitt i jego rower
- Obława - Marcin Dorociński ponownie w wojennym dramacie
- Skyfall - jak Sam Mendes poradzi sobie z Bondem?
- Newsy, niusiki, ploteczki
- Strefa Fana
- Dredd 3D - recenzja
- Ted - recenzja
- Resident Evil: Retrybucja - moja recenzja
- Resident Evil: Retrybucja - recenzja
Strefa Fana
Wtajemniczeni wiedzą, że kiedyś – gdy polskie banki były jeszcze polskie – pojawił się pomysł na nakręcenie prawdziwej superprodukcji z gatunku kina batalistycznego. I to nie superprodukcji na miarę naszych możliwości. Zazdrościć miała nam cała Europa, a plany zapowiadały sprzedaż filmu na rynek amerykański. Napisano nawet scenariusz, stworzono stronę internetową i wypuszczono do sieci plotę o negocjacjach z Melem Gibsonem, który miał wziąć się za reżyserię. Oczekiwania oraz nadzieje były niemałe, w końcu budżet produkcji miał pękać w szwach.
Powyższa historia dotyczy niespełnionego projektu pt. Victoria. Fundusze ostatecznie wstrzymano, Gibson Polaków olał (o ile w ogóle z nim rozmawiano...), strona internetowa otrzymała status „wipe” i tyle tej batalistyki widzieliśmy. Mająca premierę 12 października Bitwa pod Wiedniem to spadkobierca całej kołomyi z Gibsonem. Obraz powstał w kooperacji włosko-turecko-polskiej, ze wskazaniem na Polskę, bo oficjalnym mecenasem filmu (jak to ładnie brzmi) został koncern KGHM, a obsadę zasilili m.in. Olbrychski, Szyc, Adamczyk, Skolimowski oraz Bachleda-Curuś. Przez pewien czas nawet liczyliśmy, że temat bohaterstwa Jana III Sobieskiego zostanie opracowany rzetelnie.
Pojawił się zwiastun, no i jest klops. Ciężko zrozumieć, jak można wypuścić do sieci tak kiepski, zrobiony metodami chałupniczymi trailer. Nie twierdzimy, że sam film będzie słaby (choć wszystko na to wskazuje), gorzej natomiast z jego promocją. Jak na tytuł, który w kinie pojawi się za kilkanaście dni, 40 sekund poszatkowanych scen i 5 fotek w rozdzielczości 500x300 pikseli zakrawa na kpinę. Prawdopodobnie nieumiejętność tworzenia ciekawych zwiastunów to nie tyle nasza wada narodowa, co cecha wrodzona. O promocji rodzimi dystrybutorzy też czytali tylko w gazetkach z hipermarketów. Dramat, płacz i zgrzytanie zębów. A może rzeczywiście nie ma się czym chwalić?