Lubicie potyczki, prawda?. Po spędzeniu kilkunastu godzin w Dawn of War 4 nie chciałbym już do niego wracać
- Szary, szary i… szary
- Piekło mikrozarządzania
- Lubicie potyczki, prawda?
- Naśladownictwo to najwyższa forma uznania?
Lubicie potyczki, prawda?
Jednocześnie warto wspomnieć, że dwa tygodnie temu twórcy zapowiedzieli, że Dawn of War 4 zaoferuje graczom „więcej zawartości dla jednego gracza niż jakakolwiek inna strategia czasu rzeczywistego”. Na pierwszy rzut oka powinno być to sporą zaletą, ale po spędzeniu w grze kilkunastu godzin zaczynam postrzegać to bardziej jak groźbę. Nie wyobrażam sobie bowiem spędzania kilkudziesięciu godzin w RTS-ie, którego twórcy mają tak mało ciekawych pomysłów na konstrukcję misji w ramach kampanii.
W preview miałem okazję ograć tutorial oraz 12 misji z kolejnych segmentów (6 z Orkami i 6 z Adeptus Mechanicus). To całkiem sporo i można by sądzić, że zaoferuje wiele zróżnicowanych doświadczeń. Zamiast tego w przeważającej większości miałem do czynienia z dwoma typami misji, które dość szybko wzbudziły we mnie uczucie znużenia.
Pierwszy to misja, w której lądujemy na korytarzowej mapie z małą drużyną i musimy przejść z punktu A do B w ściśle określony sposób. Po drodze pokonujemy kolejne grupki przeciwników i zbieramy sojuszników, by powiększyć szeregi dowodzonej armii. Po dojściu do celu toczymy jeszcze jedną walkę z większą grupą wrogów i to właściwie tyle. Drugim typem jest zaś klasyczna potyczka, co nie byłoby tak dużym problemem, gdyby nie fakt, że mapy, jakie napotkałem w kampanii były dość niewielkie i potrafiły posiadać jedynie kilka punktów strategicznych do zajęcia.
Wyjątkiem od reguły był scenariusz, w którym musiałem przerwać oblężenie miasta. Wówczas deweloperzy rzeczywiście zaoferowali coś ciekawego, ponieważ oprócz rozbudowy bazy musiałem odblokowywać bramy miasta, by zyskać wsparcie gwardzistów, a zdobycie określonych punktów doprowadziło także do interwencji Kosmicznych Marines. Był to pewien powiew świeżości, który naprawdę przydałby się w reszcie misji.
Oprócz tego miałem też okazję przetestować rozgrywkę w trybie Dominacji. Jest to raczej powszechnie znany wariant gry, w którym zwycięża strona przez dłuższy czas utrzymująca przewagę w liczbie zajętych punktów strategicznych. Nawet w tym przypadku twórcy zaliczyli jednak potężną wpadkę. Misje w trybie dominacji powinno dać się bowiem zakończyć na dwa sposoby – utrzymując przewagę przez określony czas bądź całkowicie likwidując przeciwnika. Sam doprowadziłem do realizacji drugiego scenariusza i nieprzyjemnie się zaskoczyłem, gdy spostrzegłem, że deweloperzy nie przewidzieli takiego obrotu spraw. Zamiast odniesienia natychmiastowego zwycięstwa, musiałem czekać na pustej mapie aż paseczek przewagi łaskawie dotrze do 100%.

