Gracze Pokemon GO przez chwilę mieli powód do chwalenia twórców. Dopóki rzekoma poprawka nie okazała się błędem, który Niantic szybko usunęło, ku frustracji fanów.
Jeszcze na początku tygodnia wydawało się, że Niantic nieco zyskał w oczach graczy, choć nie na tyle, by wybaczyli ostatnie problemy gry. Niestety, teraz nie tyle poszły one w zapomnienie, co przyćmiło je zamieszanie wokół poprawki w Pokemon GO, która okazała się… błędem twórców.

W ostatni wtorek gra został zaktualizowana do wersji 0.275.0, gracze ze zdziwieniem zauważyli drobną, ale istotną zmianę. Patch podwoił zasięg „widzenia” stworków przez gracza, pozwalając na łapanie pokemonów z większej odległości (dokładniej: w promieniu 80 metrów zamiast 40).
Na pierwszy rzut oka może się to wydawać drobnostką. Tyle że to samo można by rzec na temat zasięgu kręcenia dyskami PokeStopów, a gracze nie byli zachwyceni, gdy Niantic zapowiedział cofnięcie tej zmiany (z czego zresztą twórcy wycofali się pod presją graczy).
Ostatnia poprawka sprawiała, że w praktyce można było łapać więcej pokemonów z jednego miejsca. Nawet dla szeregowych graczy to istotne udogodnienie, nie mówiąc o osobach, które z takich czy innych powodów raczej nie mogą się przemieszczać w pogoni za stworkami.
Wielu fanów studziło wszechobecny entuzjazm. Po ostatnich działaniach Niantic wielu podejrzewało, że to kolejny błąd korzystny dla graczy, który szybko zostanie usunięty przez twórców.
Jednakże szybko pojawiło się oficjalne potwierdzenie: zmiana dystansu to celowa poprawka. Taką informację przekazali partnerzy, tj. gracze pozostający w kontakcie z Niantic Labs, wliczając w to redakcję serwisu Pokemon GO Hub oraz youtubera Poke Daxi, który doniósł o tym w skasowanym wpisie na Twitterze.
Jakież więc było zdziwienie graczy, gdy Niantic poinformował, że zwiększony dystans był błędem towarzyszącym właściwej poprawce, a bug został usunięty niemal natychmiast. Co prawda aktualizacja nie została jeszcze wymuszona, ale jest to tylko kwestią czasu.
Stwierdzić, że gracze byli zirytowani ogłoszeniem twórców, byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Społeczność skupiona wokół PoGO nie zostawiła na Niantic suchej nitki, znów oskarżając zespół o niekompetencje i ignorowanie fanów.
Nastroje wśród graczy pozostają niewesołe co najmniej od czasu zmian, które de faco utrudniły zdalne rajdy. Później Niantic zaczął wprowadzać coraz więcej wymagających tzw. lokalnych rajdów, których można podjąć się tylko na miejscu. Nie poprawiło to graczom humoru.
Co gorsza, gracze są wściekli, że „naprawienie” błędu zwiększającego zasięg „widzenia” trenera został naprawiony w ciągu jednego dnia. Tymczasem inne usterki w PoGO są w grze od wielu miesięcy.
Nie chodzi nawet o drobiazgi (na przykład glicze wizualne), ale poważne problemy, takie jak zawodząca funkcja Synchronizacji przygody (Adventure Sync) oraz okazjonalne „zamrażanie” się gry. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak bardzo boli fanów ten kontrast. Niektórzy internauci złośliwie przytaczają słowa Michaela Steranki (reżysera PoGO) z maja odnośnie krytyki zmian w rajdach: „Mamy nadzieję, że czyny przemówią głośniej niż słowa”.
Skoro o nim mowa: Steranka poruszył sprawę ostatniego błędu oraz stanu trybu PvP w rozmowie z dwoma znany twórcami zawartości: Calebem Pengiem oraz SpeediestChief2 (via Pokemon GO Hub).
Uznania graczy nie zyskały też uwagi Steranki co do trybu PvP oraz mało atrakcyjnych ofert w oficjalnym sklepie internetowym Pokemon GO. Głównie dlatego, że – zdaniem użytkowników Reddita – nie bardzo pokrywały się z rzeczywistością.
Na koniec wypada wspomnieć o dwóch innych zmianach – tym razem bezsprzecznie celowych.
Obie nowości, choć skądinąd pozytywne, budzą sporo zastrzeżeń.
To ostatnie zdanie powinno wystarczyć za dowód na to, jak nisko gracze oceniają ostatnie posunięcia twórców. W zasadzie komentarze pod każdym ogłoszeniem, choćby na pierwszy rzut oka pozytywnym lub przynajmniej neutralnym, sprowadzają się często do jednej kwestii: co tym razem zepsuje Niantic? I dlaczego wygląda to tak, jakby deweloper chciał zabić swój największy hit?
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).