Niegdyś znak skilla, dziś wyłącznie zasobności portfela. Internauci wspominają czasy, kiedy to skórki rzeczywiście równały się z umiejętnościami.
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto spojrzał na sklep ze skórkami w ulubionej grze multiplayer i nie pomyślał: „Chciałbym kiedyś którąś z nich kupić”. Elementy kosmetyczne to od lat nieodłączny element każdej sieciowej produkcji, pozwalający wyróżnić się wizualnie na tle innych użytkowników bądź – w przypadku gier pokroju LoL-a – wnieść powiew świeżości do ulubionego bohatera.
Owszem, dziś na większość skinów musimy przeznaczyć prawdziwe pieniądze, jednak jeszcze nie tak dawno część z nich świadczyła o doświadczeniu danego gracza. Dziś podejście internautów uległo zmianie – i to niekoniecznie na lepsze.
Dyskusję rozpoczyna wątek na Reddicie, którego autorowi zebrało się na wspominki po obejrzeniu starych klipów z Halo 3. Ta konkretna odsłona shootera pozwalała zdobyć strój Ryu Hayabusy z serii Ninja Gaiden, przy założeniu że zdobędziemy wszystkie znajdźki w kampanii. Dodatkowo mogliśmy także otrzymać katanę po zebraniu tysiąca punktów Gamerscore.
Jak wspomina internauta, jeszcze kilka lat temu widok gracza w tej ekskluzywnej skórce budził postrach, ponieważ zapowiadał on starcie z osobą doświadczoną w boju Halo 3. Podobny progres wizualny widoczny był także w produkcjach pokroju WoW-a czy CoD-a – dziś jest on już zaledwie wspomnieniem.

Pomyślałem sobie: „Okej, ten koleś przeszedł grę na najtrudniejszym poziomie trudności. Muszę być ostrożny”. Progres wizualny był niegdyś przekazem językowym. Widząc kogoś w zbroi tieru trzeciego w WoW-ie czy konkretnym kamuflażu w CoD-zie wiedziałeś, ile zapału wymagało ich zdobycie. To był flex czasu i skilla.
Teraz kiedy wskakuję do lobby i widzę gracza na pierwszym poziomie ze świecącą neonową czaszką, skrzydłami i reakcyjną skórką na broń, nie myślę: „Wow, musi być dobry”. Myślę sobie: „Wow, wydał na to 25 dolców”.
Wątek przyciągnął do siebie szereg komentujących, którzy zgadzają się ze zdaniem autora. Tak zwany „wizualny hałas” urósł do miana popularnego nurtu w grach sieciowych, gdzie nie ma już tak naprawdę skinów wynagradzających ciężką pracę. Do zdobycia ekskluzywnego wyglądu wystarczy sypnąć przysłowiowym groszem.
To z kolei sprawiło, że gracze przestali sugerować się wyglądem innych. Co więcej, w niektórych produkcjach powstało zupełne przeciwieństwo tego nurtu, gdzie za doświadczonych uważa się osoby bez jakiejkolwiek skórki.
Ledwo zwracam uwagę na elementy kosmetyczne, które nie są moje. Naprawdę straciły jakiekolwiek znaczenie.
Wśród fandomu Guild Wars panuje przekonanie, że im bardziej nudno wygląda postać, tym większy pros nią gra.
- GfrzD
Dlatego jestem zdania, że „elementy kosmetyczne to progres”. [Twórcy] zmonetyzowali coś, co niegdyś było systemem progresu, umniejszając grom. Mikrotransakcje zabijają duszę gier i nie są akceptowalne, nawet jeśli chodzi o skiny.
Przychodzą na myśl idioci twierdzący, że „mikrotransakcje są okej jeśli to tylko elementy kosmetyczne” dekadę temu.
- num1d1um
Podobny trend możemy zauważyć także w przytoczonym wcześniej LoL-u, gdzie tak naprawdę od samego początku możemy zaopatrzyć się w płatne skórki. Niektóre z nich, pomimo swojej wysokiej ceny zyskały reputację „skórek dla graczy bez skilla”, gdzie jedno spojrzenie na ekran ładowania zdradza wszystko.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Aleksandra Sokół
Do GRYOnline.pl trafiła latem 2023 roku i opowiada o grach oraz wydarzeniach z ich świata. Absolwentka filologii angielskiej, która potrafiła poświęcić całą pracę naukową postaci komandora Sheparda z serii Mass Effect. Ma doświadczenie w pracy przy tłumaczeniach audiowizualnych, a obecnie godzi pracę anglistki z pasją, jaką jest pisanie. Prywatnie książkara, matka dwóch kotów, a także zagorzała fanka Dragon Age'a i Cyberpunka 2077, która pół życia spędziła po fandomowej stronie Internetu.