Deadlock nie potrzebuje ani oficjalnej premiery, ani nawet wczesnego dostępu, by przyciągać tłumy na Steamie.
Ograniczony dostęp i brak oficjalnej premiery nie przeszkadzają nowej grze Valve osiągać w osiąganiu na Steamie wyników, które zawstydzają wiele wysokobudżetowych, ogólnie dostępnych produkcji. Zwłaszcza po debiucie aktualizacji, przy której blednie niejedna wersja 1.0.
Deadlock pozostaje formalnie niewydaną produkcją, choć przynajmniej od paru lat można go już zobaczyć na Steamie. Niemniej łatwo zapomnieć o istnieniu tej produkcji, zwłaszcza że mówimy o sieciowej strzelance, a to akurat gatunek, który jest aż nazbyt popularny. Ile osób może interesować wieloosobowy TPS, o którym nawet trudno powiedzieć, w jakiej formie istnieje (bo nie jest to wczesny dostęp), a który w teorii wymaga zaproszenia do zabawy, gdy na Steamie nie brakuje podobnych tytułów?
Jak się okazuje: na tyle dużo, że Deadlock pozostaje jedną z najpopularniejszych gier na platformie firmy Valve, z wynikami porównywalnymi do świeższych i głośniejszych hitów.
Statystyki mówią same za siebie. Nawet w najgorszych chwilach praktycznie nie zdarzało się, by w grze przebywało mniej niż 30 tysięcy osób. Dla kontekstu: tyle wystarczy, by dowolny tytuł znalazł się wśród 100 gier z najlepszym dziennym „peakiem” osób w grze jednocześnie, i to bynajmniej nie na samym końcu zestawienia. Zaś od aktualizacji matchmakingu z 30 lipca faktyczny 24-godzinny wynik nie spada poniżej 68 tys. użytkowników naraz, a to już wynik pozwalający dostać się do pierwszej ćwiartki listy.
To jednak nic w porównaniu z ruchem w prawdziwie szczytowych momentach. Już ponad 2 lata temu grze udało się przebić próg 200 tys. osób w „peaku”. Teraz produkcji ponownie udała się ta sztuka. Deadlock właśnie pobił własny rekord aktywności, bo ponad 228 tys. graczy jednocześnie bawiło się w nowej strzelance Valve. Tym samym to 5. najpopularniejsza produkcja ostatnich 24 godzin, która wyprzedziła tym samym takich gigantów, jak Apex Legends, Valheim, Delta Force, Wardogs, Rust, Slay the Spire 2 i wiele innych tytułów, które albo są wśród największych graczy na rynku, albo o których było głośno w ostatnich dniach.
W teorii można wskazać, że Deadlock to poniekąd produkcja free-to-play. Tyle że taka, która formalnie pozostaje w zamkniętych testach. Nie żeby trudno było do nich dołączyć, bo wystarczy, że zaproszenie wyśle znajomy na Steamie i już możemy , by móc sprawdzić tę produkcję.
Niemniej powtórzmy: mówimy o grze, która ani formalnie nie zadebiutowała (nawet w Steam Early Access), ani nie jest przesadnie promowana (by nie rzec: w ogóle), ani też nie jest nowością, a do tego reprezentuje gatunek, który sam okupuje sporą część listy najpopularniejszych produkcji. A mimo to łatwiej wskazać głośne i udane produkcje z mniejszą lub co najwyżej porównywalną liczbą graczy w najlepszych dniach niż takie, które zostawiają Deadlocka w tyle.
Z innych przesłanek: po 13 godzinach najnowsze ogłoszenie na karcie gry polubiono ponad 16 tysięcy razy. To dwukrotnie mniej niż w przypadku premierowego wpisu Wiedźmina 3, ale nawet dziesięciokrotnie więcej, niż zbierają komunikaty dotyczące aktualizacji do takich gier jak Crimson Desert, Wardogs czy Control Resonant.,
Jak już wspomniałem, nagły skok dziennego „peaku” do ponad 200 tysięcy graczy to efekt świeżej aktualizacji, która wprowadza sporo nowego do gry. Deadlock nie tylko wzbogacił się o 6 nowych herosów i sporo poprawek komfortu rozgrywki, ale też przeszedł graficzny lifting, włącznie z interfejsem HUD.
Brak recenzji (efekt formalnego niewydania gry) nie przeszkodził graczom w okazywaniu entuzjazmu dla wprowadzonych zmian, m.in. w serwisie Reddit, w tym dla „mema”, który okazał się faktycznym herosem dodanym do gry (obok „Baby” z gołębiami i czterech równie ekscentrycznych indywiduów).
Fanom zaimponowały też „drobiazgi” pokroju dodania dwukrotnie większej liczby konwersacji między postaciami przed rozpoczęciem rundy (z 700 do 1500) i ponad 10 tysięcy (tak!) kwestii dialogowych niepowiązanych z systemem szybkiego czatu (tzw. pingami), które też wzbogacano o ponad 15 tys. (sic!) komunikatów głosowych. Gracze mogą przesłuchać te i inne wypowiedzi bohaterów w specjalnej sekcji gry, aczkolwiek internauci są bardziej zainteresowani pytaniem, kiedy aktorzy głosowi mieli czas na sen między sesjami nagraniowym.
Skoro o „pingach” mowa: cały system został przebudowany, by dostarczał więcej informacji na temat rozgrywki, mapy, bohaterów i celów, bądź by pozwolić powiadomić sojuszników o chęci zakupienia przedmiotu. Można też wspomnieć o usprawnieniach związanych z szeregowymi, sterowanymi przez komputer żołnierzami, wspomniane poprawki wizualne (w tym barier, min mapy i aren), dodatki do interfejsu HUD, statystyki na temat „buffów”, zwiększenie liczby widzów na prywatnych serwerach, bogate opcje dostępności, nagrywanie botów w ramach treningu, rozbudowany dziennik walki… i to wciąż tylko część z gigantycznej listy nowości. Tych jest bowiem tak wiele, że Valve spokojnie mogłoby wyciąć połowę punktów i nazwać ów patch „wersją 1.0” i chyba nikt by nie narzekał na liczbę zmian.
Jeśli chcecie poznać wszystkie nowinki z aktualizacji City Never Sleeps wraz z wizualizacją, zajrzyjcie na oficjalną stronę Deadlocka (i zarezerwujcie sobie sporo czasu). A to, powtórzmy, bynajmniej nie premiera gry. Valve skorzystało z okazji, by omówić dalszy rozwój tytułu, w tym zmiany systemu progresji i personalizacji bohaterów oraz ich kryjówek. W planach jest też przebudowanie mini bossów i modeli bohaterów (co jednak zespół zostawi na sam koniec), jak również pewne „spekulatywne” dodatki, które ostatecznie mogą nie trafić do „pełnej” wersji gry.
Więcej:Steam pokaże 10 razy więcej gier w promocjach. Valve chwali się wynikami testów

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).