Kolejny polski gracz walczy o odzyskanie skradzionego konta PlayStation Network. Mimo licznych dowodów własności i wielu godzin spędzonych na infolinii Sony wciąż nie może odzyskać dostępu do kolekcji gier wartej kilkanaście tysięcy złotych.
Niedawno na łamach naszego serwisu opisywaliśmy historię polskiego gracza, który po utracie niemal 12-letniego konta PlayStation Network przez wiele dni bezskutecznie próbował odzyskać do niego dostęp. Sprawa Bejsydiusza Tepeza ostatecznie zakończyła się szczęśliwie, jednak wygląda na to, że problemy z procedurami weryfikacyjnymi Sony wcale się nie skończyły. W sieci pojawiła się bowiem relacja kolejnego poszkodowanego użytkownika, który mimo przedstawienia licznych dowodów własności konta wciąż nie może go odzyskać.
Chodzi o Mikołaja Bogackiego, który na platformie X opisał swoją walkę o odzyskanie profilu PSN. Wszystko zaczęło się od włamania na jego skrzynkę e-mail. Przestępca zmienił adres pocztowy przypisany do konta PlayStation, a następnie usunął potwierdzenia zakupów z ostatnich trzech lat, utrudniając prawowitemu właścicielowi przejście procedury weryfikacyjnej.
Bogacki skontaktował się z polskim działem wsparcia PlayStation i dostał trzy możliwości potwierdzenia tożsamości:
Niestety, żadna z tych metod nie przyniosła rezultatu. Choć gracz dysponował potwierdzeniami płatności, system odrzucał podawane numery kart. Z kolei ostatnia możliwość wymagała odnalezienia numeru seryjnego konsoli sprzed ponad dekady. Bogacki podejrzewa, że konto zakładał jeszcze na PS3, którego od dawna już nie posiada.
Po kilku nieudanych rozmowach jedna z konsultantek zdecydowała się przekazać sprawę do centrali Sony. Gracz przesłał dodatkowe dowody, w tym starsze numery transakcji, potwierdzenia przelewów oraz numer seryjny swojego PS5. W odpowiedzi otrzymał jednak prośbę o kontakt z niemiecką infolinią PlayStation, co – jak później wyjaśnił polski dział wsparcia – było pomyłką.
W kolejnym wpisie Bogacki poinformował, że otrzymał odpowiedź od jednego z kierowników PlayStation. Niestety, ponownie usłyszał, iż odzyskanie konta wymaga przejścia standardowej procedury weryfikacyjnej, mimo że przedstawiane przez niego dane są odrzucane przez system.
To już jest sytuacja, w której nie chodzi o to, że ja czegoś nie posiadam, bo posiadam dowód, którego się ode mnie wymaga, ale system weryfikacyjny PlayStation go odrzuca, bo tak. Szkoda mi tych pieniędzy i czasu, które inwestowałem w to konto. Przez ostatnie 8 lat na gry i inne rzeczy wydałem ponad 10 tys. zł – napisał rozgoryczony gracz.
W odpowiedzi na sugestię jednego z internautów, aby nie rezygnował z dalszych prób, Bogacki przyznał, że rozmawiał już z około sześcioma przedstawicielami wsparcia, spędzając na infolinii łącznie 6–7 godzin. Wielokrotnie prosił o ręczną weryfikację dokumentów, jednak bezskutecznie. Nie pomogły również próby uzyskania wsparcia za granicą, ponieważ – jak przekazano mu na polskiej infolinii – poszczególne oddziały nie mają dostępu do kont przypisanych do innych regionów.
Cała sytuacja skłoniła poszkodowanego do refleksji nad postępującą cyfryzacją branży gier. Jego zdaniem podobne przypadki pokazują, jak niebezpieczne może okazać się całkowite odejście od fizycznych nośników.
Niedługo, kiedy digital stanie się jedyną możliwością, wszyscy będą na łasce bezużytecznego systemu weryfikacyjnego. [...] Trzymajcie się i zabezpieczajcie swoje konta, jak się tylko da, żeby zminimalizować ryzyko kradzieży, ale pamiętajcie, że nigdy nie będziecie w 100% bezpieczni, mając wszystko w digitalu – ostrzegł Bogacki.
Gracz zapowiedział już, że zamierza odbudować swoją kolekcję, tym razem stawiając na wydania pudełkowe. Z gorzką ironią dodał również, że jedynym pocieszeniem pozostaje fakt, iż nie zdążył zamówić GTA 6 w przedsprzedaży.

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.