Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
18 listopada 2009, 12:54

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci - przedpremierowy test

Trzeci S.T.A.L.K.E.R. z licznymi usprawnieniami i fenomenalnym klimatem, ma ogromną szansę ponownie przyciągnąć przed monitory wszystkich fanów serii.

Przeczytaj recenzję S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Minął zaledwie rok od polskiej premiery drugiej odsłony cyklu S.T.A.L.K.E.R., a do sklepów lada dzień trafi kolejny produkt z tej cieszącej się dużą popularnością nad Wisłą serii. Odpowiedzialne za jego powstanie studio GSC Game World pracuje ostatnio w iście ekspresowym tempie, co może dziwić, jeśli przypomnimy sobie, jak długo Ukraińcy mordowali się z tworzeniem Cienia Czarnobyla. W końcu pośpiech na ogół odbija się negatywnie na jakości gry, ale akurat w przypadku tego projektu większych powodów do obaw brak. Autorzy z uporem maniaka powtarzali, że tym razem ich dzieło zostanie pozbawione irytujących błędów i choć pamięć o Czystym Niebie sugerowała ostrożność w dawaniu wiary takim deklaracjom, po kontakcie z wersją beta mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że twórcy faktycznie poskromili plagę robactwa gnębiącą ich wcześniejsze produkcje.

Zew Prypeci jest sequelem pierwowzoru, co oznacza, że jego akcja rozgrywa się po wydarzeniach opowiedzianych w Cieniu Czarnobyla. Głównym bohaterem gry jest major Degtyarev, agent ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa, który wyrusza do Zony, by ustalić, dlaczego zorganizowana przez rząd operacja przejęcia kontroli nad elektrownią w Czarnobylu zakończyła się fiaskiem. Nasz bohater otrzymuje ubranie używane przez stalkerów oraz podstawowy asortyment, w którego skład wchodzą m.in. broń, wykrywacz artefaktów i suchy prowiant. Co wydarzy się dalej, zależeć ma już wyłącznie od nas.

Promieniowanie szkodzi – wie o tym każdy stalker.

Powtórka z rozrywki

Już po kilkunastu minutach spędzonych w Zonie można dojść do słusznego wniosku, że trzeci S.T.A.L.K.E.R. niewiele różni się od swoich poprzedników. Fundamenty rozgrywki pozostały nietknięte, a zapowiadane przez twórców zmiany okazały się co najwyżej kosmetyczne. Jeżeli miałeś wcześniej styczność z którąkolwiek odsłoną tego cyklu, po uruchomieniu Zewu Prypeci poczujesz się jak w domu.

Brak większych innowacji to wynik bolesnej lekcji, jaką studio GSC Game World odebrało podczas produkcji drugiej gry z serii. Czyste Niebo mogło pochwalić się kilkoma interesującymi rozwiązaniami, np. rywalizacją rezydujących w Zonie stalkerów, ale autorom zabrakło czasu na dopracowanie całości, wskutek czego finalny produkt cechował się mnóstwem irytujących niedoróbek. Zamiast więc marnować czas na wprowadzanie rewolucyjnych zmian w Zewie Prypeci, twórcy podrasowali najlepsze pomysły i wyrzucili te kompletnie nieudane, dopieszczając jednocześnie swoje dzieło od strony technicznej. Efekt końcowy okazał się więcej niż zadowalający – choć nie było mi dane zobaczyć całej gry, to jednak przez tych kilka godzin zabawy nie natknąłem się na jakikolwiek poważny błąd, który doprowadziłby mnie do szewskiej pasji.

Jak już wcześniej wspomniałem, rozgrywka w Zewie Prypeci do złudzenia przypomina to, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie gry z tej serii. Wraz z naszym podopiecznym lądujemy w północnej części Zony i od razu bierzemy się za wykonywanie powierzonych przez dowództwo zadań: odnalezienie wraków śmigłowców i ustalenie przyczyn ich katastrofy. Szybko jednak okazuje się, że przeżycie w niegościnnym świecie wymaga nawiązania kontaktu z innymi stalkerami, którzy niezależnie od naszych poczynań, zajmują się własnymi sprawami. Próbując zdobyć pieniądze, broń, medykamenty, a nawet niezbędne do przetrwania jedzenie, trzeba handlować z mieszkańcami Zony oraz wykonywać dla nich rozmaite zlecenia.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.