Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 listopada 2009, 13:41

autor: Stranger

S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci - recenzja gry

Seria S.T.A.L.K.E.R. uderza po raz trzeci, tym razem kusząc nowymi lokacjami i przebudowanym systemem questów. Nadeszła nowa jakość czy powtórka z rozrywki?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

W opublikowanej w lipcu bieżącego roku zapowiedzi Zewu Prypeci podałem w wątpliwość sukces tej gry, mając na uwadze ekstremalnie krótki czas jej powstawania i liczne wpadki techniczne z Czystego nieba, za sprawą których seria straciła uznanie w oczach niektórych graczy. Na szczęście po spędzeniu kilkudziesięciu godzin z finalną wersją najnowszej gry GSC Game World mogę z radością przekazać, że moje obawy okazały się być bezpodstawne. Trzecią wyprawę do Zony czas zacząć. I jaka to będzie wyprawa!

Jednym ze świadectw dobrze odrobionej lekcji jest to, że nie powtórzono błędu z Czystego nieba i przyjemność z poznawania kolejnych niuansów fabuły nowego S.T.A.L.K.E.R.-a mogą czerpać wszyscy. Intro do Zewu Prypeci to swego rodzaju streszczenie wizji ukraińskiego dewelopera odnośnie wydarzeń po niesławnej katastrofie w 1986 roku i zarazem krótkie przypomnienie głównej osi fabularnej Cienia Czarnobyla wraz z uwzględnieniem zakończenia uznanego za „oficjalne”. Dowiadujemy się więc o tytułowej Zonie, będącej skażonym i wypełnionym niebezpiecznymi anomaliami obszarem wokół elektrowni w Czarnobylu, o istnieniu tytułowych stalkerów, czyli osób zajmujących się przemierzaniem terenów wokół miejsca katastrofy i zbieraniem cennych artefaktów, jak również o Strieloku, bohaterze pierwszej części serii. W Zewie Prypeci mamy więc opowieść, która stanowi uzupełnienie całości, aczkolwiek zwieńczenie trylogii możemy poznać i zrozumieć bez znajomości wcześniej wydanych dwóch gier. Wzorem Czystego nieba w Zewie Prypeci sterujemy zupełnie nową postacią – majorem Degtyarevem. Jeszcze przed oficjalnym wkroczeniem do Zony gra informuje, że wyprawa została zlecona przez Ukraińską Agencję Ochrony i że polega ona na odnalezieniu rozbitych śmigłowców, będących częścią zakończonej niepowodzeniem operacji o kryptonimie Fairway. Jest to oczywiście wstęp do ciekawszej przygody, gdyż ustalenie przyczyn utraty latających maszyn i odnalezienie ewentualnych ocalałych nie będzie łatwą sprawą.

Na pokładzie jednego z niszczejących okrętów znajduje sięgłówna baza stalkerów w Zatonie.

Pierwszy kontakt ze światem trzeciego S.T.A.L.K.E.R.-a może z jednej strony zauroczyć (nowi gracze) czy przywołać miłe wspomnienia (powracający gracze), ale z drugiej nieświadomie wymusić lekki jęk zawodu. Podoba mi się to, że tym razem nie startujemy ani w obozie, ani w jakiejś małej strefie, tylko od razu jesteśmy rzuceni na głęboką wodę. Gra oferuje w tej materii dużą swobodę, zezwalając na natychmiastowe zainteresowanie się problemem rozbitych śmigłowców, przystąpienie do starannej eksploracji najciekawszych lokacji czy poznanie innych bywalców Zony z zamiarem pozyskania informacji lub zleceń. Produkt nie odkrywa na szczęście wszystkich kart już w pierwszych godzinach rozgrywki, albowiem dokładne zbadanie niektórych obszarów świata może początkowo okazać się bardzo utrudnione czy wręcz niemożliwe. Tak jest w przypadku Prypeci – doskonale podkreślono jej unikalność jako najciekawszego sektora gry poprzez konieczność uprzedniego odblokowania przejścia i stoczenia serii iście morderczych walk.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.

Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!
Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!

Recenzja gry

Nowy Terminator jest zaskakująco satysfakcjonujący. Nie chodzi jednak o przeciętny film Tima Millera, a świeżutką grę krakowskiego studia Teyon – dewelopera, który w branży gamingowej "zabłysnął" dzięki niechlubnemu Rambo: The Video Game.