Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Lord of the Rings: Gollum Przed premierą

Przed premierą 25 marca 2021, 23:00

autor: Hubert Sosnowski

Szop w przebraniu. Łowca ciastek. Pisuje o grach, filmach i serialach, a zdarza się, że i prozę.

The Lord of the Rings: Gollum to gra, w której widać miłość do Władcy Pierścieni

Są takie gry, które korzystają ze znanych licencji, by załapać się na trend i wydoić trochę pieniędzy. Mieliśmy okazję zobaczyć Władca Pierścieni: Gollum – i dzieło Daedalic Entertainment zdecydowanie do takich produkcji nie należy.

Zapowiadana premiera gry: wrzesień 2022.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Trzeba mieć jaja, by wybrać kogoś takiego jak Gollum na protagonistę gry wideo. Nie Gandalfa, nie uniwersalnego Aragorna, nie elfa, hobbita czy krasnoluda. Albo kogoś wymyślonego przez twórców, jak w Shadow of Mordor, choć akurat Talion wpisuje się w archetyp Aragorna. Dlatego decyzja projektantów ze studia Daedalic Entertainment, by zrobić grę o Gollumie, najbardziej specyficznym bohaterze powieści Tolkiena i filmów Jacksona dowodzi pewnej odwagi twórczej. A po obejrzeniu materiałów, które pokazano podczas Daedalic Digital Day, nie sposób wątpić, że zanosi się na grę, która powstała z miłości do świata Tolkiena, Śródziemia i jego mitologii. A że przy okazji Gollum oferuje niespodziewaną perspektywę – to nawet lepiej.

Z czym kojarzy się Władca Pierścieni? Z wielkimi bitwami, przygodą i archetypicznymi bohaterami, bez których nie powstałaby żadna porządna drużyna w typowych RPG fantasy. I jest tu też Gollum, tykająca bomba, bohater bardziej złożony niż Aragorn, Gimli i Legolas razem wzięci. W książce i filmie odegrał on niebagatelną rolę, a przecież nie jest to istota, którą stworzylibyśmy w kreatorze postaci w pierwszej kolejności, chyba że wypróbowalibyśmy już wszystkich wojowników, magów, złodziei i multiklasowców tego świata. I jeśli już, to jakoś tak w drodze eksperymentu, z ciekawości. No, nie jest to najestetyczniejsza postać do trzecioosobowej skradanki. Ale za to chyba taka, w którą łatwiej uwierzyć.

Jego rozdarcie wydaje się dużo wyraźniejsze – bo pokazane poprzez rozdwojenie jaźni – a wraz z nim dylemat moralny, który napędza historię Golluma. Wróci do bycia poczciwym Smeagolem czy już na zawsze pozostanie podstępny, uzależniony od wpływu Jedynego Pierścienia i za dotknięcie tego przeklętego kawałka metalu zrobi wszystko? Nawet jeśli bardziej zwracaliśmy uwagę na podróż Froda, Gandalfa czy Aragorna, to ta postać dodawała całej historii głębi. Ale raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał utożsamiać się z Gollumem – więc tak, szanuję artystyczny wybór Daedalica.

A sama gra? To już takie dość naturalne połączenie skradanki i platformówki. Gollum idealnie pasuje albo do jakiejś zakręconej – jak na standardy Śródziemia – przygodówki czy pozycji logicznej – albo właśnie do czegoś w stylu skradanki. To w końcu biedak o umęczonym ciele i umyśle. Owszem, potrafi okaleczać i zabijać oraz przetrwać w paskudnych warunkach, ale na tym podobieństwa do komandosa się kończą. We frontalnym starciu choćby z dobrze rozgrzanym hobbitem nie ma szans. Ale to tworzy ciekawą dynamikę, jeśli odpowiednio wybierzemy gatunek, prawda? Dlatego padło właśnie na trzecioosobową skradankę.

Kiedy oglądałem materiał z Daedalic Digital Day, nie mogłem pozbyć się skojarzeń ze Styxem, opartym na podobnym schemacie. Zamiast działającego w cieniu, ale wciąż większego niż życie herosa (Adam Jensen, obydwu – właściwie to trzech – Snake’ów, Garret), mamy niewysoką kreaturę, która musi unikać konfrontacji, bo inaczej zginie. Bo tak, w Gollumie będziemy musieli zabijać, w końcu to Śródziemie, kraina rozdarta przez wojnę, a nasz bohater przemyka niebezpiecznie blisko ziem Saurona. Ale eliminować przeciwników trzeba będzie sprytnie. Z zaskoczenia, tych osłabionych. Chyba nikt nie wyobraża sobie Golluma szarżującego z mieczem na wroga. Nie. Będziemy musieli wykazać się bezwzględnością, pomysłowością i zręcznością. Nie zabraknie wspinaczki, przemykania, ukrywania się. I to cholernie do tej postaci pasuje. Będziemy też musieli uważać na kondycję, która przy co śmielszych akrobacjach spada.

Ach – i najważniejsze. Jeśli do jakiejś postaci ze Śródziemia pasują trudne dylematy moralne – to właśnie do Golluma. W grze oczywiście stoczymy walkę z samym sobą o to, która natura będzie tą dominującą. Podejmiemy trochę decyzji w stylu, jak i czy w ogóle kogoś wyeliminować, czy tylko obejść, narażając się później na niebezpieczeństwo (a Gollum będzie często przemierzał podziemia i góry pełne orków, które nie są terytorium sprzyjającym pokojowym, zdroworozsądkowym rozwiązaniom). Smeagol/Gollum nigdy nie miał z górki, ale i sam wszedł na tę ścieżkę, zabijając towarzysza za Pierścień, cóż...

Pod względem mechaniki wszystko to wygląda jak typowy reprezentant gatunku, tyle że naprawdę porządnie wykonany. Z dbałością o detale i zachowanie klimatu dzieł Tolkiena. Gra pokaże Śródziemie z perspektywy małego, pełzającego w ciemnościach, umęczonego stworka, ale lokacje i tak wyglądają spektakularnie. Na materiałach widzieliśmy głównie wydrążone w skale podziemia i twierdze w pobliżu Mordoru, pełne drapieżnych, strzelistych konstrukcji – i to robiło wrażenie. Twórcy chyba nawet więcej czerpali z literatury niż z kina. Nawet projekt Golluma nie jest bezpośrednią zrzynką z filmu, wygląda on bowiem mniej pokracznie – pewnie po to, by nas nie odrzucać od ekranu. Ale w jego oczach nadal czai się szaleństwo i udręka.

To może nie będzie najbardziej zaawansowana grafika świata, ale i też – tak zupełnie szczerze – nie musi. Robi natomiast wrażenie kolorystyką, projektami, animacjami, wszystkim tym, co imponuje bardziej niż najnowsze osiągnięcia techniki.

Nie miałem okazji zagrać, a jedynie oglądać, więc wiadomo – nie wszystko udało mi się wyłapać i wiele może się jeszcze zmienić (w sumie to na pewno się zmieni, twórcy pokazywali bowiem build wcześniejszy niż ten, nad którym obecnie pracują). Niemniej czuć w tym wszystkim próbę zrozumienia Tolkiena. Popatrzenia z innej perspektywy, niż punkt widzenia autora czy Petera Jacksona – ale w sposób wierny. Pełny. Może bardziej współczesny, a więc i ostrzejszy, ale wciąż z uczuciem i szacunkiem do oryginału. Jeśli brakuje Wam gier osadzonych w Śródziemiu, przemełliście Shadow of Mordor na wszystkie sposoby albo potrzebujecie innego spojrzenia na znany i lubiany świat, to – o ile tylko wszystko pójdzie dobrze – Gollum może być grą właśnie dla Was. Zobaczymy, czy zostanie jednym z Waszych sssskarbów.

OD AUTORA

Lubię skradanki. Doceniam nietuzinkowe pomysły. Tolkien i Jackson dołożyli swoje do mojego odbioru popkultury. To wszystko jakoś układa się w mojej głowie, jestem więc zainteresowany Gollumem i będę obserwował rozwój tego projektu – widać w nim pasję, a to dobrze rokuje. No i twórcy już pierwsze zapowiedzi przygotowali na bazie całkiem zaawansowanych materiałów, więc raczej nie obiecują czegoś, czego nie dowiozą.

Chcesz porozmawiać ze mną o Gollumie i innych grach fantasy? Zapraszam na mój fanpage.

Hubert Sosnowski | GRYOnline.pl

TWOIM ZDANIEM

Który bohater Tolkiena powinien doczekać się własnej gry?

Sauron
39%
Gandalf
17,5%
Aragorn
15,4%
Ktoś inny
7,7%
Legolas
6,7%
Bilbo Baggins
5,8%
Gimli
4%
Boromir
3,8%
Zobacz inne ankiety
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest

Przed premierą

W niszy, która powstała po porzuceniu przez Ubisoft serii Heroes of Might and Magic sukcesy odnosić mogą mniejsi twórcy, tacy jak Lavapotion. Ich Songs of Conquest może być najlepszą grą w stylu „hirołsów” od czasów kultowej trójki.

Widzieliśmy grę The Guild 3 – gra o kupiecki tron
Widzieliśmy grę The Guild 3 – gra o kupiecki tron

Przed premierą

Trzecia odsłona średniowiecznych symulatorów kupieckich nadchodzi wielkimi krokami. Znowu przyjdzie nam bogacić się, rozwijać i dbać o swoją rodzinę, a dodatkowo rywalizować z tajnymi stowarzyszeniami. Czas na grę o kupiecki tron.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.