Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Shadow of the Tomb Raider

27 kwietnia 2018, 15:00

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

Graliśmy w Shadow of the Tomb Raider – Lara w królestwie Majów

Shadow of the Tomb Raider jako zwieńczenie „trylogii narodzin” Lary Croft ma zaoferować większe zagrożenie (w postaci dżungli), sporo emocji (za sprawą bardziej dojrzałej fabuły) i ponownie położyć mocny nacisk na eksplorację zaginionych od stuleci ruin.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Shadow of the Tomb Raider – czy to już koniec Lary Croft?

Artykuł powstał na bazie wersji XONE.

SHADOW OF THE TOMB RAIDER:
  1. nie przyniesie znaczących zmian w rozgrywce i skupi się raczej na rozwijaniu istniejących mechanik;
  2. opowie bardziej dojrzałą historię, na końcu której będziemy świadkami narodzin Lary jako legendarnej podróżniczki;
  3. zaserwuje mocno kinowe, emocjonujące sceny;
  4. ponownie położy duży nacisk na badanie opustoszałych grobowców i znajdowanie artefaktów;
  5. zaprezentuje najbardziej zabójczą z dotychczasowych lokacji – dżunglę, występujące w której zagrożenia będziemy mogli wykorzystać przeciwko wrogom;
  6. wprowadzi etapy eksploracji pod wodą;
  7. wyjdzie 14 września tego roku na PC, Xboksa One i PlayStation 4.

Nie będę Was trzymać w niepewności do końca zapowiedzi i od razu powiem: najsłynniejsza archeolog świata gier wciąż jest w formie. Podczas prezentacji nadchodzącej produkcji Crystal Dynamics i Eidos Montreal dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem – sporo wspinaczki, trochę strzelania i mnóstwo iście filmowej akcji. Ci, którzy oczekują jakiejś rewolucji w rozgrywce, srodze się zawiodą, gdyż tytuł twardo trzyma się sprawdzonych rozwiązań z poprzednich części, ale wszyscy inni mogą spać spokojnie. Bo choć to Shadow of the Tomb Raider, Lara Croft zdecydowanie nie jest tu cieniem samej siebie.

Miałem spore obawy dotyczące tego, w jakim kierunku pójdzie ta produkcja, i wszystkie wiązały się z sukcesem Uncharted 4. To, co zobaczyłem w Londynie, nieco mnie uspokoiło, bo choć oddano nam do dyspozycji tylko początek gry, nic nie wskazuje na to, by w późniejszych etapach lokacje miały przeobrazić się w quasi-sandboksy, a strzelania było po szyję. Jeśli bazować na ukończonym przeze mnie poziomie, nowy Tomb Raider postawi raczej na eksplorację zapomnianych ruin, rozwiązywanie zagadek i przetrwanie. Eksploracja ruin toczy się spokojnym, niespiesznym tempem – co nie zmienia faktu, że gdy akcja się rozkręca, od razu wrzuca piąty bieg.

Twórcy od razu zapowiedzieli, że nadchodząca odsłona ma być pełna momentów bardzo znaczących dla głównej bohaterki. Shadow of the Tomb Raider to zwieńczenie trylogii, której końcowym punktem będą „narodziny” Lary Croft jako legendarnej poszukiwaczki przygód. Stąd też produkcja pełna jest wyjątkowo kinowych momentów. Etap, który miałem okazję przetestować, rozpoczął się od celebracji Dnia Zmarłych w Meksyku, następnie przeniósł do podziemnych grobowców, a na samym końcu rzucił mnie w środek gigantycznej powodzi, która nagle nawiedziła miasteczko. A pamiętajmy, że to tylko poziom ze ścisłego początku gry, można więc obstawiać, że później będzie jeszcze efektowniej.

O samym Shadow of the Tomb Raider mogę napisać sporo rzeczy – dużo pozytywnych, ale i parę negatywnych – niemniej trzeba przyznać Square Enix, że potrafi zaprezentować swój produkt z przytupem. Na potrzeby pokazu gry wynajęto starą, nieużywaną już kaplicę: górne piętro przerobiono na stacje do grania, na parterze można było pooglądać cosplayerki w strojach Lary Croft, zaś podziemia przygotowano tak, by przypominały meksykański bar. Neony, malowidła na ścianach, jaskrawe światła – wszystko to tworzyło bardzo ciekawą atmosferę. Ba, był nawet sekretny bar, który można było znaleźć podczas eksplorowania kaplicy – choć mówiąc szczerze, nie stanowiło to szczególnie trudnego wyzwania.

Sama fabuła ma też dostarczyć więcej emocji. Deweloperzy zapowiadają, że Lara tak naprawdę po raz pierwszy będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji. I o ile takie zapewnienia zazwyczaj średnio na mnie działają, już w pokazanym w Londynie etapie doszło do zawiązania intrygi w taki sposób, że zacząłem się zastanawiać, czy panna Croft na pewno postępuje słusznie. Jeśli takich zagrywek pojawi się więcej – dla mnie bomba! Skoro to rzeczywiście finał trylogii kształtującej legendę Lary, warto byłoby, by dziewczyna dojrzała również emocjonalnie.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.