Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 maja 2014, 09:00

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA

Dawno już żadna gra nie wywoływała tylu kontrowersji przed premierą, co właśnie Watch_Dogs. Bierzemy Ubisoftowego sandboksa na warsztat i sprawdzamy, czy spuszczone ze smyczy psy rzeczywiście zasługują na taką pianę w ustach.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji PC, XONE

Aiden stroni od alkoholu, ale chętnie bierze udział w pijackich zawodach.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
PLUSY:
  1. ogromna zawartość, kilkadziesiąt godzin zabawy przy próbie wymaksowania wszystkiego;
  2. świetnie zrealizowane Chicago, ładne tereny podmiejskie.
  3. powiew świeżości w postaci hakowania;
  4. swoboda działań podczas infiltracji;
  5. efektowne pościgi;
  6. świetnie zrealizowany moduł strzelankowy;
  7. nacisk położony na skradanie;
  8. system rozwoju postaci;
  9. nieinwazyjny i dający dużo radości tryb online;
  10. ładna grafika.
MINUSY:
  1. wyświechtane pomysły w fabule;
  2. wołające o pomstę do nieba niektóre zadania poboczne;
  3. model jazdy;
  4. brak stacji radiowych.

Watch_Dogs to jawna próba uderzenia w target, który za króla gier z otwartym światem uważa serię Grand Theft Auto. Obie marki łączy akcja osadzona we współczesnym amerykańskim mieście, struktura rozgrywki z wyraźnie zaznaczonym podziałem na zadania główne i poboczne, możliwość korzystania z bogatego wachlarza pojazdów, duży nacisk położony na strzelaniny i fakt, że samotny protagonista powoli rośnie w siłę, zmierzając do upragnionego celu po trupach swoich wrogów. Nie jest najnowsze dzieło Ubisoftu pozycją całkowicie gangsterską, chociaż i w tej kwestii nasuwają się skojarzenia. Aiden Pearce – główny bohater omawianej produkcji – również jest osobnikiem wyjętym spod prawa i nierzadko wchodzi w otwarty konflikt z jego stróżami, podobnie jak Tommy Vercetti czy Niko Bellic.

Motorem napędowym Pearce’a w Watch_Dogs jest chęć zemszczenia się na mordercach jego siostrzenicy. Aiden był bezpośrednim świadkiem tego zdarzenia, bo to właśnie on feralnego dnia prowadził samochód zaatakowany przez zamaskowanych zabójców. Prolog kampanii w sumie niewiele mówi nam o przeszłości cyberterrorysty, który w kilkunastogodzinnej opowieści rzuca całe Chicago na kolana, znacznie więcej dowiadujemy się później. Na początku musi nam wystarczyć tylko informacja, że mężczyzna prężnie zajmował się hackerstwem i to właśnie ta niechlubna profesja w głównej mierze przyczyniła się do wydania na niego wyroku śmierci. Zamach został przeprowadzony, jednak Pearce przeżył, w przeciwieństwie do Leny, córki jego siostry.

Psy spuszczone ze smyczy

Opowieść podzielona jest na cztery akty, w których mamy do wykonania od kilku do killkunastu misji – ostatni, piąty epizod to wielki finał, czyli zaledwie jeden krótki rozdział. Fabuła nie jest niestety najmocniejszą stroną gry, ale trudno też mieć w stosunku do niej jakieś wygórowane oczekiwania. Motyw „zemsty za rodzinę” jest dziś tak wyświechtany, że scenarzyści musieliby chyba od nowa wynaleźć koło, żeby stworzyć z tego oklepanego schematu coś, co zapisze się złotymi zgłoskami w annałach elektronicznej rozrywki. Nie oznacza to oczywiście, że całość prezentuje mizerny poziom, absolutnie nie. Losy głównych postaci dramatu, choć łatwe do przewidzenia, śledzi się na ekranie bez żenady. Miejscami jest nawet emocjonująco, głównie od momentu zapadającej w pamięć jatki w motelu. Po stosunkowo wolnym początku, akcja rozkręca się wówczas na całego.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA - ilustracja #1
Rzeź w motelu - od tego momentu akcja nabiera tempa.

Drugim, nie mniej istotnym, choć niemym bohaterem gry Watch_Dogs jest miasto, wspomniane już Chicago. Twórcy lokacji mocno przyłożyli się do roboty, w czym zapewne pomogło bogate doświadczenie z prac nad serią Assassin’s Creed największa aglomeracja stanu Illinois jest nie tylko zwyczajnie ładna, ale również całkiem nieźle odwzorowana. Świadczą o tym liczne landmarki wzbogacane krótkimi notkami, które pozwalają zasiegnąć wiedzy o historii danego miejsca. Fanom sandboksów nie grozi konieczność spędzenia kilkudziesięciu godzin w betonowej dżungli, bo autorzy postarali się również o zupełnie odmienne wizualnie tereny podmiejskie. Zlokalizowane na północy miasteczko Pawnee to malowniczo położona dziura, obfitująca w roślinność i klimatem przypominająca miejscówki widziane w grze Alan Wake. Pod koniec kampanii spędzamy tam sporo czasu, co stanowi miłą odmianę po kluczeniu w labiryncie podobnych do siebie ulic metropolii. Jeśli chodzi o dostępny areał, to nie poraża on rozmiarami (z GTA V przegrywa w przedbiegach), ale jest wystarczająco duży, aby nie mieć wrażenia, że wciąż mijamy te same budowle.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA - ilustracja #2
Prawie jak w Alanie Wake'u.
Recenzja gry Valorant – świetny zlepek sprawdzonych pomysłów
Recenzja gry Valorant – świetny zlepek sprawdzonych pomysłów

Recenzja gry

Riot Games zebrało pomysły już dawno obecne na rynku i stworzył strzelankę niczym Frankenstein swojego potwora. Wyszło im jednak trochę lepiej.

Za wolność naszą i waszą – recenzja gry Liberated
Za wolność naszą i waszą – recenzja gry Liberated

Recenzja gry

Polskie dystopie zawsze interesowały mnie najbardziej – dobrze jest posłuchać o pesymistycznych wizjach rodaków. Liberated to nowatorski projekt indie warszawskiego studia. Jest ambitny i ciekawy – a przy tym pięknie... narysowany?

Recenzja gry Minecraft: Dungeons – prawie jak Diablo, tylko dla dzieci
Recenzja gry Minecraft: Dungeons – prawie jak Diablo, tylko dla dzieci

Recenzja gry

Zupełnie nowy Minecraft to posiadający niewiele wspólnego z oryginałem hack’n’slash. Przelotny romans Mojanga okazał się całkiem udany, ale równocześnie pozostawił pewien niedosyt, przez który z tego związku raczej dzieci nie będzie.