Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

UFC Undisputed 3 Recenzja gry

Recenzja gry 23 lutego 2012, 13:47

autor: yasiu

To nie jest sport dla słabych ludzi - recenzja gry UFC Undisputed 3

UFC Undisputed 3 to jedyna dostępna gra oferująca możliwość toczenia pojedynków w formule MMA, w ramach najbardziej znanych federacji tego sportu – Ultimate Fighting Championship i PRIDE. W naszej recenzji sprawdzamy czy również najlepsza.

Recenzja powstała na bazie wersji X360. Dotyczy również wersji PS3

Efektowne i pełne świateł wejścia to domena PRIDE, Japończycy uwielbiają taką oprawę gal.

PLUSY:
  • tryb PRIDE i nowe kategorie wagowe;
  • poprawa systemu walki, nowe animacje, nowe techniki;
  • najdokładniejsze – jak do tej pory – odwzorowanie UFC;
  • multum filmików, wywiadów z zawodnikami, fragmentów walk.
MINUSY:
  • niedopracowany system poddań;
  • nadal kulejące animacje;
  • ciągły brak Strikeforce’a, szczególnie kobiecego.

Miłośnicy gier wideo traktujących o formule MMA nie są zbytnio rozpieszczani. Owszem, na rynku można znaleźć kilka przyzwoitych tytułów podejmujących tę tematykę, jednak naprawdę dobre produkcje tego typu nie zdarzają się, niestety, zbyt często. Zaczęło się dobrych kilka lat temu od prób cienkich jak rosół na wodorostach. Później w krótkim czasie wyszły trzy warte uwagi pozycje: dwie odsłony cyklu UFC wydane przez THQ oraz EA MMA Elektroników. Każda z nich miała swoje wady i zalety, każda miała fanów, umiarkowanych zwolenników i przeciwników. Obecnie, od premiery UFC Undisputed 3, niekwestionowanym mistrzem jest kolejna część serii studia Yuke’s.

Chociaż twórcy nie postawili na rewolucyjne zmiany, tytuł jest na tyle inny od poprzedniego, że dla każdego fana MMA automatycznie stanie się pozycją obowiązkową. Dodanie dwóch kategorii wagowych – piórkowej i koguciej – oraz dorzucenie organizacji PRIDE daje mu potężnego kopa. Nawet jeśli konkurencja w niedługim czasie przedstawi jakąś kontrę, ciężko będzie to przebić.

Widok ukrzyżowanego Fabera raczej nas nie czeka podczas oglądania prawdziwych walk. W grze też nie będzie o to łatwo, ale jest szansa.

Każdy chce, nie każdy może – kariera

Wszystko zaczęło się w 1993 roku. Turniej UFC miał odpowiedzieć na pytanie „kto jest lepszy w bezpośredniej rywalizacji – bokser czy karateka”. W pierwszych galach wzięła udział zbieranina fajterów reprezentujących różne kategorie wagowe i style walki, jednak to widoczny na zdjęciu Royce Gracie wygrał debiutancką imprezę. Ten niepozorny facet udowodnił, że nie trzeba być ogromnym i silnym, żeby pokonać każdego.

UFC to w tej chwili największa – na pewno pod względem finansowym – organizacja zajmująca się starciami w formule MMA. Czego by zawodnicy zrzeszeni poza nią nie mówili, każdy chce tam walczyć. Poziom jest naprawdę wysoki, wymagania ogromne, ale i pieniądze nie najgorsze. Niestety, aby dostać się na górę drabiny, trzeba zacząć wspinaczkę od jej najniższego szczebla. Identycznie jest w UFC Undisputed 3. Niezależnie od tego, czy poświęcimy czas i stworzymy własnego zawodnika, czy skorzystamy z któregoś z gotowych fajterów, karierę rozpoczniemy na samym dnie, gdzie pieniądze nie są zbyt wielkie, ale i przeciwnicy nie należą do trudnych. Korzystając z całkiem celnych rad Mike’a Goldberga, rozpoczynamy mozolną podróż na szczyt, która w efekcie doprowadzi nas do starć w barwach lepszych federacji, PRIDE i UFC. Celem całego trybu kariery jest nie tyle zdobycie pasa mistrzowskiego – najlepiej w kilku kategoriach wagowych – co dostanie się do tak zwanej Hali Sław UFC – wirtualnego miejsca, do którego trafiają najlepsi i najbardziej zasłużeni dla organizacji zawodnicy.

Droga do sukcesu nie jest łatwa. Zawodnicy, których znamy z gal UFC, ci najlepsi, żyją według cyklu ETS (Eat-Train-Sleep czyli jedzenie-trening-sen). W grze nie ma oczywiście mowy o diecie czy spaniu, koncentrujemy się wyłącznie na treningu. Możliwości rozwoju naszego bohatera jest naprawdę sporo. Ćwicząc, czyli realizując jedną z kilku dostępnych minigier, podnosimy zarówno bazowe statystyki, jak i umiejętności czysto bojowe. Oprócz tego należy jeszcze brać udział w obozach treningowych, gdzie uczymy się nowych ciosów i doskonalimy te, które znamy, oraz (chociaż nie jest to konieczne) ustalać plan gry na kolejną walkę. Ta ostatnia opcja pozwala, po spełnieniu określonych założeń, uzyskać dość znaczący wzrost statystyk na czas następnego pojedynku. Niekiedy, szczególnie gdy walczymy z lepszymi od nas oponentami, może to zdecydować o wygranej.

To wszystko wzbogacają elementy związane z zarządzaniem sponsorami oraz zmianą wyglądu zawodnika. W tym drugim przypadku nasze działania sprowadzają się do ubrania podopiecznego w ciuchy, które już odblokowaliśmy i które nam się podobają, oraz ustalenia, jak ma się zachowywać przy wchodzeniu na ring, jaka ma grać przy tym muzyka i jaki banner ma być wywieszany za jego plecami podczas prezentacji. Może się to wydawać mało ważne, ale w kwestii tak zwanej (i mocno ostatnio nadużywanej) immersji jest niezmiernie istotne.

„Let’s get it on”

Tak jak w znanym porzekadle wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak w UFC Undisputed wszystkie nasze wybory wcześniej czy później prowadzą do klatki bądź na ring. Zanim jednak z ust sędziego padną słowa rozpoczynające pojedynek, doświadczymy tego, co sprawia, że gale UFC (a kiedyś PRIDE) ogląda się z taką przyjemnością. W grze nie zabrakło bowiem żadnego elementu oprawy emitowanych w telewizji pojedynków, poza wywiadami z zawodnikami. Są efektowne wejścia na ring, są dziewczyny pokazujące tablice z numerem rundy, są znani sędziowie. Nie brak również doskonałych zapowiadających oraz świetnego komentarza w wykonaniu duetu Goldberg i Rogan (w przypadku UFC) lub Rutten i Quadros (w PRIDE). Można by jeszcze wymieniać i wymieniać, ale nie ma to chyba większego sensu. Dość powiedzieć, że pieczołowitość w oddaniu klimatu MMA najwyżej klasy nie kończy się na oprawie pojedynków.

„Prawa noga: szpital, lewa noga: cmentarz” – tak kiedyś mówiło się o kopnięciach Crocopa. Dziś może już nie powala, ale w UFC Undisputed 3 nadal potrafi posłać nas na glebę.

Same walki to jeden wielki majstersztyk – z małym wyjątkiem, o którym za chwilę. Już sama prezencja zawodników zasługuje na pochwałę. Już w poprzedniej odsłonie wypadli świetnie, a teraz jest jeszcze lepiej. Nie ma problemu, żeby rozpoznać każdego z ponad 150 dostępnych fajterów. Nie tylko wyglądają oni tak jak w rzeczywistości, ale i podobnie walczą. Możemy być zatem pewni, że stając w szranki Mattem Hughesem, będziemy pełnić rolę worka, który były mistrz rzuci na matę, kiedy tylko będzie chciał. Podobnie walka z Nickiem Diazem gwarantuje, że twarz wojownika, którym sterujemy, okaże się poletkiem radośnie uprawianym przez precyzyjne ciosy starszego ze słynnych braci. Dla fana MMA każdy pojedynek w UFC Undisputed 3 to wrażenia porównywalne z oglądaniem prawdziwej gali.

Animacje nadal trochę kuleją, co szczególnie rzuca się w oczy na powtórkach. Pot na zawodnikach wciąż nie wygląda tak dobrze jak w konkurencyjnym produkcie Elektrowników, ale ogrom pracy włożony w poprawę tego istotnego elementu gry, zasługuje na pochwałę. Dodano nie tylko nowe ciosy, nowe animacje, ale też nowe możliwości prowadzenia potyczki. Nie chodzi tylko o szansę zakończenia jej poprzez ciosy w nogi czy duszenie w stójce. Arsenał dostępnych ruchów, zarówno defensywnych, jak i ofensywnych, poszerzono tak znacznie, że każdy może walczyć w takim stylu, jaki mu się podoba.

Recenzja gry FIFA 21 - EA, znowu to zrobiliście
Recenzja gry FIFA 21 - EA, znowu to zrobiliście

Recenzja gry

Nowa FIFA bawi i irytuje tak samo jak jej poprzednie edycje. Co prawda doszło do paru zauważalnych zmian, ale kolejna dekada dla serii z pewnością nie zaczyna się od przełomu.

Recenzja gry FIFA 20 – fajne zmiany i stare problemy
Recenzja gry FIFA 20 – fajne zmiany i stare problemy

Recenzja gry

FIFA 20 po raz kolejny udowadnia, że jeśli chodzi o wspólną grę z kumplami ten cykl jest po prostu nie do ruszenia. Niestety, w wielu innych aspektach nie jest już aż tak różowo.

Recenzja gry FIFA 19 – najlepsza odsłona ostatnich lat?
Recenzja gry FIFA 19 – najlepsza odsłona ostatnich lat?

Recenzja gry

Dzięki licencji na Ligę Mistrzów oraz dającym zaskakująco dużo frajdy trybom „House Rules” FIFA 19 zrobi furorę przy spotkaniach z zakochanymi w futbolu znajomymi. Szkoda tylko, że w modułach dla samotnych graczy innowacji nie ma praktycznie wcale.