Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 9 listopada 2011, 12:18

autor: Ferrou

Twierdza w ruinie - recenzja gry Stronghold 3

Po kilku latach przerwy studio FireFly zbudowało wreszcie nową Twierdzę. W jakiej kondycji zastaniesz ją Drogi Graczu?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Duc Volpe, czyli Wilk, powraca! Tym razem jest o wiele bardziej zdeterminowany, groźniejszy i niebezpieczniejszy. W oczach ma pioruny, jeżąc się, zaciska zęby, a z pyska toczy pianę, bo pragnie jednego – zemsty. Uczyni wszystko, by dopiąć swego, by Ciebie, Drogi Graczu, powalić na kolana, zrównać z ziemią Twój zamek, rozgonić Twe wojska na cztery wiatry, spalić chaty, przejąć włości, chłopów wyrżnąć, a dziewki zniewolić. To Stronghold 3, Panie!

Witaj w Twierdzy 3, Panie…

Fabularnym zaczynem dla „trójki” okazały się wydarzenia, jakie towarzyszyły finałowi pierwszej części serii. Główny oponent, a zarazem ostatnia przeszkoda stojąca na drodze do zjednoczenia rozdartej Anglii, czyli Wilk, ostatecznie uległ naszym wojskom. Jednak po latach okazało się, że „wróg Albionu numer jeden” przeżył, wylizał się z ran, a co najważniejsze: ma zamiar dokończyć dzieła oraz odkuć się za wszystkie upokorzenia, jakich doświadczył ze strony gracza. W tym akcie zemsty towarzyszą mu nowi sojusznicy – potomkowie doskonale znanych Szczura i Wieprza oraz niejaki Szakal.

Uruchamiając grę, znów słyszymy powitanie skryby, a naszym oczom ukazuje się, okraszone wizerunkiem największego oponenta, menu główne. Rozgrywka została podzielona na dwa doskonale znane etapy – kampanię militarną oraz gospodarczą. Z punktu widzenia narracyjnego, to ta pierwsza wiedzie prym w całej zabawie. Niemniej wątek gospodarczy również snuje pewną historię. Obie ścieżki twórcy potraktowali jako dwie strony tego samego medalu. Dodatkowo każda opowieść inicjująca kolejną misję przedstawiona jest z perspektywy konkretnego bohatera, w postaci czarno-białych rycin, z zaimplementowanym głosem lektora. Wygląda to całkiem przyzwoicie i klimatycznie. Niestety, tego samego nie da się już powiedzieć o pozostałych opcjach zabawy. Nie jest nam dane zasmakować zmagań w trybie potyczki. Graczom zostały rzucone ochłapy oblężenia/obrony kilku historycznych fortec oraz trzy mapki umożliwiające dowolne budowanie. Natomiast uruchomienie zmagań w sieci sprowadza się raczej do cudu niźli kilku kliknięć myszką, zresztą – nie ma czego żałować. Co jak co, ale gra strategiczna w multiplayerze powinna oferować więcej niż raptem cztery plansze.

Jesteś cokolwiek niepopularny, Panie...

W Twierdzy 3 gracz ponownie przywdziewa szaty Lorda, by z dumą i wypiętą piersią zawiadywać swym zamczyskiem, dbać o poddanych, wykazywać się akademickim poziomem praktycznego zarządzania średniowieczną gospodarką oraz umiejętnościami wojaczki. A przy okazji wznieść nietuzinkową fortecę i zza jej murów bronić włości przed zakusami wrogów, a nawet – jeśli trzeba – stanąć z nimi oko w oko na ubitej ziemi. Nie są to jakieś wygórowane powinności, jednak „trójka” przygotowała graczom iście bolesną drogę przez mękę. Spora ilość rozwiązań dotyczących zarządzania włościami Lorda została gruntownie przebudowana: pewne opcje usunięto, niektóre zredukowano, a kilka, niestety, dodano. Mam tu głównie na myśli coś, co można określić „sekundowym naliczaniem chłopów”. Każdy z nich opuszcza siedzibę Lorda w odstępie kilkunastu sekund. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeden zakład drwali angażuje trzech wieśniaków, łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy wzniesiemy trzy czy cztery konstrukcje tego typu (nie mówiąc już o pozostałych – rzemieślniczych czy wytwarzających żywność). Co więcej, kolejność stawiania określonych budynków jest ściśle związana z kierowanymi tam mieszkańcami. Innymi słowy na początku każdej misji należy wybrać, czy w danym momencie będzie się nam bardziej opłacało zacząć np. pozyskiwanie drewna, czy jabłek. Tego typu kuriozalne rozwiązanie nie może wywoływać niczego poza frustracją. Dlaczego? W serii Twierdza rekruci dla naszej armii zawsze pochodzili z nadwyżki niezatrudnionej ludności. Niestety w tym przypadku nie można w relatywnie krótkim czasie pozyskać stosowną liczbę wojaków, bo obsadzanie przez kmieci ważnych budynków gospodarczych trwa całą wieczność.

Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów
Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów

Recenzja gry

Po godzinach spędzonych w Age of Empires 4 na burzeniu zamków, kierowaniu kawalerią i wznoszeniu fortyfikacji mogę powiedzieć jedno – fani kultowej „dwójki” poczują się tu jak w domu.

Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie
Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie

Recenzja gry

„Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia”. Sposób jej ukazywania w grach wideo już jednak tak. War Mongrels od rodzimego studia Destructive Creations oferuje najbardziej bezkompromisową wizję II wojny światowej, jaką widziała elektroniczna rozrywka.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.