Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 10 listopada 2008, 10:52

autor: Cisek

MotorStorm: Pacific Rift - recenzja gry

Motorstorm był doskonałym, lecz nie pozbawionym wad tytułem startowym PS3. Pacific Rift mimo pewnej wtórności potęguje doznania i w swojej klasie jest bezkonkurencyjny. Mocny, szybki i trudny tytuł.

Recenzja powstała na bazie wersji PS3.

Motorstorm nie miał łatwego dzieciństwa. Arcade’owe wyścigi panów z Evolution Studios musiały już na starcie zmierzyć się z legendą słynnego rendera, którym Sony mamiło nas w 2005 roku, w momencie zapowiedzi swojej nowej konsoli. Jak to się wszystko skończyło, wszyscy wiemy – dynamika się zgadzała, oprawa już niekoniecznie. Ale i tak było bardzo dobrze – jak na tytuł startowy Motorstorm wyglądał rewelacyjnie, wnosząc jednocześnie trochę świeżości w skostniały nieco gatunek arcade’owych racerów. Po tym sukcesie zapowiedź Motorstorm: Pacific Rift była tylko kwestią czasu. I ponownie jakieś fatum zawisło nad produkcją, bo oto zewsząd posypały się głosy krytyki grających w wersje preview, że grafika słabsza od pierwowzoru, że tekstury podłoża be i w ogóle jakieś to takie wolniejsze się wydaje. I co? I ekipa Evolution Studios zacisnęła wszystko, co tylko mogła, by ostatecznie okazało się, że „mistrzowie ostatniego szlifu” to ich drugie imię. Z pomiatanego kaczątka wyrósł bowiem smakowity kawałeczek wilgotnego i błotnistego softu.

Płonące siodła

Pierwsze zaskoczenie – gra nie instaluje się na twardym dysku konsoli. To na PS3 tak można? Ciśnienie podkręca fachowe intro. Jeśli ktoś pamięta filmik sprzed 20 miesięcy, to wie, czego się spodziewać – połączenia autentycznych widoków hawajskiego raju z renderowanymi animacjami festynu miłośników niszczenia tej dziewiczej przyrody. Polecam zostać też jakiś czas w menu, czeka tam masa kolejnych rewelacyjnych renderów lecących w tle. Jesteśmy rozgrzani i sami chcemy wyczyniać te cuda z filmików, więc rzucamy się wzorem pierwszej części do głównego trybu, jakim jest The Festival. I tu drugie już dziś zaskoczenie – rozbudowano w pewnym stopniu główne danie dla samotnego gracza. Była to jedna z większych wad Motorstorma – jeden tryb, następujące po sobie wyścigi, kanion, błoto, skały, błoto, pomarańczowy kanion i czasem jeszcze skały (nie zapominajmy o kamieniach). Tak to wyglądało, niestety. Pacific Rift z tych jałowych klimatów przeniósł nas w hawajskie tropiki wyjęte z co ładniejszych ujęć serialu Lost. No może nie do końca, bo oni tam erupcji wulkanu nie mieli.

Tras jest 16. Zostały pogrupowane w 4 kategorie, zależnie od charakteryzującego je klimatu. Mamy więc strefę ziemi, powietrza, ognia oraz wody. Na szczęście nie jest to potraktowane do końca tak dosłownie, bo moglibyśmy mieć powtórkę z jedynki. Strefa ziemi to piaszczyste plaże, tropikalne chaszcze, dziewicze zbiorniczki wodne, czekające tylko, by ktoś skalał je swoją brudną oponą. Zdecydowanie najbardziej idylliczne krajobrazy, piękne zielenie, nic tylko zatrzymywać się i pstrykać zdjęcia. Co może kryć się pod hasłem „powietrze”? Ano tereny górzyste. Jałowe krajobrazy pełne szarości. Mijamy walające się głazy, od przypadku do przypadku napotkamy pojedyncze drzewka. Dużo tu otwartych przestrzeni, możemy swobodnie szaleć bez obaw, że stoczymy się w jakąś przepaść. Te trasy z kolei spodobały mi się najmniej – stosunkowo mała liczba detali i monotonna kolorystyka – coś jak stary dobry Motorstorm, ale przecież od tego właśnie chcieliśmy się uwolnić. Ogień przynosi nowe, ciekawe rozwiązania. W tych wyścigach towarzyszy nam lawa w konkretnych ilościach.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.

Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja
Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja

Recenzja gry

To, co zrobił Ubisoft z The Crew 2, zakrawa niemal na skandal. Takiego recyklingu w sandboksach jeszcze nie było. Ale wiecie co? Nie chce mi się podnosić larum, bo jeżdżenie po USA (a także latanie i pływanie) wciąż potrafi być nad wyraz przyjemne.