Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

War Mongrels Recenzja gry

Recenzja gry 22 października 2021, 17:28

autor: hexx0

Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie

„Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia”. Sposób jej ukazywania w grach wideo już jednak tak. War Mongrels od rodzimego studia Destructive Creations oferuje najbardziej bezkompromisową wizję II wojny światowej, jaką widziała elektroniczna rozrywka.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Kiedy w sierpniu ubiegłego roku rodzime studio Destructive Creations zapowiedziało drugowojenne War Mongrels, co najwyżej wzruszyłem ramionami. Poprzednie gry deweloperów z Gliwic były mi albo obojętne – jak średniowieczny RTS Ancestors Legacy – albo odrzucały mnie samym pomysłem na siebie zaledwie po dwóch godzinach „zabawy” (mam tu na myśli Hatred). Spodziewałem się kolejnego tytułu bazującego na kontrowersyjnej tematyce, a fakt, że miał on być inspirowany takimi seriami jak Commandos czy Desperados, wcale mnie nie przekonywał.

Zaczęły to robić dopiero tegoroczne trailery i gameplaye; nie ociekały one może klimatem, ale sugerowały przyjemną, oldskulową rozgrywkę oraz poważne podejście do tematyki Holokaustu i zbrodni wojennych. Jako że dostępnego na Steamie dema nie miałem okazji sprawdzić, położyłem łapy dopiero na pełnej wersji gry. Teraz, po niemal 30 godzinach spędzonych z War Mongrels (w cztery dni – sen jest dla słabych), z pełną pokorą mogę stwierdzić, iż bardzo się pomyliłem, nie doceniając rodaków. Jestem bowiem przekonany, że dopiero co ukończyłem najlepszą (przynajmniej moim zdaniem) polską grę 2021 roku.

Recenzja gry War Mongrels - brutalna gra o brutalnej wojnie - ilustracja #1
Dezercja to zaledwie początek opowieści. Potem jest tylko lepiej.

Kundle wojny

PLUSY:
  1. świetna, przejmująca opowieść o poszukiwaniu odkupienia;
  2. długość gry – pierwsze jej ukończenie zajmie Wam od 20 do 30 godzin;
  3. zróżnicowane gameplayowo, interesujące postacie z krwi i kości;
  4. bezkompromisowa wizja drugiej wojny światowej;
  5. trudne tematy zaprezentowane w dojrzały sposób;
  6. znakomicie zrealizowane przerywniki filmowe;
  7. bardzo ładna grafika (zwłaszcza jak na produkcję w rzucie izometrycznym);
  8. przyzwoite animacje;
  9. klimatyczna muzyka Adama Skorupy;
  10. wierność historii i możliwość odblokowanie wielu interesujących źródeł;
  11. świetnie zaimplementowane wyzwania i znajdźki;
  12. przyjemny, oldskulowy gameplay, kładący duży nacisk na skradanie się.
MINUSY:
  1. stosunkowo niski stopień trudności;
  2. nieintuicyjne sterowanie, do którego trzeba się przyzwyczaić;
  3. głupiutka SI (standardowo dla gatunku);
  4. wymagający doszlifowania combat mode;
  5. liczne błędy i glitche, których przybywa wraz z postępami w fabule;
  6. problemy z zapisywaniem gry.

„Nikt nie dba o to, co działo się na wschodnim froncie; jakby po opuszczeniu żelaznej kurtyny nikogo nie obchodziło, co wydarzyło się w tej części świata. A ja to wszystko widziałem. (...) Czy teraz dostanę receptę?”. Słowa te wypowiada Manfred Raufer, jeden z głównych bohaterów, a zarazem narrator War Mongrels. Za inspirację do stworzenia tej persony posłużyła postać historyczna, mianowicie niemiecki żołnierz Manfred Zanker o pacyfistycznych przekonaniach, który zdezerterował z Wehrmachtu, by dołączyć do Armii Krajowej. Jego growy odpowiednik na początku nie tylko wierzył w nazistowską ideologię, ale też był gotów dla niej zabijać. Do czasu, aż trafił na front wschodni i poznał prawdziwe oblicze wojny.

Otrzymawszy rozkaz pacyfikacji cywilów (rzekomo będących sowieckimi partyzantami) w pewnej wiosce, Manfred oraz inny żołnierz – siłą wcielony do Wehrmachtu Ślązak Ewald Faber – powiedzieli stanowcze „nie”. W konsekwencji sąd polowy skazał ich na kompanię karną, jednak owym dżentelmenom nie pisane było do niej trafić. Wiozący ich pociąg został bowiem zaatakowany pod Orszą przez Armię Czerwoną. Manfred i Ewald wykorzystali powstałe zamieszanie jako idealną okazję do ucieczki. I w takim oto momencie przejmujemy nad nimi kontrolę i na dobre rozpoczynamy War Mongrels.

Nieprzypadkowo zacząłem od fabuły – uważam, że to właśnie ona stanowi najmocniejszy element gry. Co ciekawe, początkowo miałem o niej zupełnie odmienne zdanie. Pierwsza z dwunastu misji – najkrótsza i będąca w zasadzie samouczkiem – polegała na znalezieniu środka lokomocji i ucieczce jak najdalej od frontu. Druga również zaczęła się niezbyt interesująco – ot, bohaterowie potrzebowali paliwa oraz żywności, więc zatrzymali się nieopodal wsi Ponary. Na szczęście (?) poszukiwanie zapasów skomplikowało się; dezerterzy natrafili na należącego do Armii Krajowej Litwina Lukasa Janisa, któremu – głównie za sprawą Manfreda – postanowili pomóc.

Cel był więcej niż szlachetny – w Ponarach przeprowadzano bowiem masowe egzekucje ludności żydowskiej. Jeńców mordowano od razu, gdy wyszli z pociągu, a ich ciała wrzucano do olbrzymich zbiorników na paliwo. Zadaniem Lukasa było zniszczenie mostu, po którym jeździł pociąg, co miało uniemożliwić kolejne transporty więźniów. Misja przebiegła pomyślnie, a bohaterowie zbiegli do lasu, gdzie spotkali partyzantów z AK. Ci wyznaczyli im kolejny cel – kradzież nazistowskich dokumentów z położonej niedaleko Wilna bazy nazistów. Nie muszę chyba dodawać, że to także się udało; przy okazji Manfred, Ewald i Lukas w spektakularny sposób pozbyli się Waltera Titela (rzeczywistego pułkownika SS, który faktycznie zginął w lipcu 1944 roku, kiedy to ma miejsce akcja War Mongrels).

Recenzja gry War Mongrels - brutalna gra o brutalnej wojnie - ilustracja #2
Przemawiający do żołnierzy pułkownik SS Walter Titel.

Spokojnie, dalszej fabuły nie zamierzam spoilerować. Powyższe streszczenie to i tak zaledwie jej zawiązanie, które nie od razu mnie przekonało. Później jednak jest tylko lepiej – pojawiają się kolejne grywalne postacie i zapadające w pamięć lokacje, a perspektywa czasu i mniej lub bardziej spodziewane zwroty akcji sprawiają, że przeżycia z pierwszych godzin gry zyskują nieco inny kontekst. Dość powiedzieć, że Manfred i Ewald nie są kreowani na superbohaterów, a eliminując Waltera Titela, wcale nie zdobyli zaufania AK. Droga ku temu – tak jak i do ich odkupienia – była jeszcze bardzo daleka.

Sprawnie opowiedziana, momentami przejmująca historia – choć fikcyjna – powstała na kanwie rzeczywistych wydarzeń. Nazistowskie zbrodnie, cierpienia ludzi osadzonych w obozie koncentracyjnym Kulmhof, nierówna walka partyzantów z okupantem – to wszystko tu jest. Bohaterowie komentują sytuacje, których są świadkami, a że deweloperzy trzymają się faktów, nieraz oglądamy iście dantejskie sceny.

Ponadto fabułę wzbogacają kapitalnie zrealizowane przerywniki filmowe – przypominające fragmenty powieści graficznej, w której Manfred opowiada o przeszłości niczym Matthew McConaughey w pierwszym sezonie Detektywaoraz źródła historyczne, które odblokowujemy w formie znajdziek bądź nagród. Te ostatnie przyznawane są za pierwsze ukończenie każdej misji i wyzwania dostępne w kolejnych podejściach jedynie na najwyższym z pięciu poziomów trudności.

Recenzja gry War Mongrels - brutalna gra o brutalnej wojnie - ilustracja #3
Bohaterowie mają koszmary po tym, czego doświadczyli na wojnie.
Recenzja Jurassic World Evolution 2 - fajna gra, ale dinozaury fajniejsze
Recenzja Jurassic World Evolution 2 - fajna gra, ale dinozaury fajniejsze

Recenzja gry

Co otrzymamy po skrzyżowaniu Parku Jurajskiego z tycoonem? Odpowiedzi na to pytanie udzielili naukowcy z Frontier Developments. Eksperyment się udał, i choć JW Evolution 2 wykazuje cechy obojga rodziców, to nie wszystkie geny udało się zachować.

Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów
Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów

Recenzja gry

Po godzinach spędzonych w Age of Empires 4 na burzeniu zamków, kierowaniu kawalerią i wznoszeniu fortyfikacji mogę powiedzieć jedno – fani kultowej „dwójki” poczują się tu jak w domu.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.