Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 13 września 2021, 14:01

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka

Najnowsza produkcja studia Arkane – twórców Dishonored – to piorunująca mieszanka roguelike’owych mechanik, intrygującej fabuły i surrealistycznych klimatów. Wszystko to tworzy jedną z najlepszych gier tego roku.

Jak to jest z tym Dniem Świstaka?

Jeszcze przed premierą Deathloop wzbudzał pewne wątpliwości co do zastosowania mechanik roguelike’owych, czyli czegoś w rodzaju permanentnej śmierci z utratą ekwipunku z każdym zgonem oraz rozpoczynaniem ciągle od nowa. Na szczęście wszystko przygotowano całkiem poprawnie i rozgrywka nie wywołuje frustracji ani znużenia. Choć pod pewnym względem Deathloop przypomina niedawno wydanego Returnala, to w żadnym razie nie jest równie hardcore’owy. To raczej taka wersja Rogue’a przystępna dla każdego.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #1
Poznawanie sekretów wizjonerów zabierze nas do ich ulubionych miejsc, choć szkoda, że zabrakło jakichś rozmów z nimi.

Już na samym początku otrzymujemy dwa dodatkowe życia, które w razie zgonu pozwalają na automatyczne odrodzenie się w nieco innym miejscu lokacji. Dopiero trzeci błąd uruchamia nową pętlę i rozpoczynanie dnia od początku. Zwykle działa to sprawnie i tylko sporadycznie może się zdarzyć, że procedura cofnie nas wprost do licznej grupy wrogów. Wtedy trzeba naprawdę szybko działać, by ujść z życiem.

Autorzy umożliwili zachowywanie na zawsze ulubionej broni oraz ulepszeń poprzez mechanikę nasycania ich zdobywanym w trakcie rozgrywki surowcem – rezyduum. Nie ma przy tym poczucia konieczności grindowania – zapasy tworzą się dość naturalnie podczas rozgrywki. Warunkiem do spełnienia jest tu jedynie wyjście z mapy i zakończenie etapu, dlatego zaledwie kilka razy nie udało mi się zabezpieczyć broni z przydatnym perkiem.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #2
Realistyczna grafika terenu kontrastuje z komiksowymi przedmiotami i postaciami.

Powtarzalność map też nie jest odczuwalna, o ile trzymamy się głównego wątku fabularnego i nie przeznaczamy zbyt wielu wizyt na swobodną eksplorację bądź ponowne zaliczanie etapów przez swoje błędy. Z każdą czynnością rozwijającą fabułę odwiedzamy nowe budynki, zdobywamy nowe informacje, a na starcie wita nas pogawędka z Julianną. Zauważyłem tylko jeden fragment wymagający trzy- lub czterokrotnego powrotu w to samo miejsce raz za razem, ale było to uzasadnione fabularnie.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #3
Nie zabrakło easter-eggów dla fanów gier w rodzinie Bethesdy.

Dziwnie, surrealistycznie, wyjątkowo

Deathloop spodobał mi także pod względem stylistycznym. Świat gry jest dziwny, surrealistyczny, pełen wymyślnych retrofuturystycznych elementów i zaskakujących konstrukcji. W jednym miejscu widzimy rusztowanie z telewizorami wyświetlającymi oko na cały ekran, w drugim NPC tańczących na koncercie zespołu, którego członkowie zamknięci są w przeszklonych bańkach. Przemierzając wyspę, natrafiamy na luksusową rezydencję, tajne laboratorium, zwykłe mieszkania i nawet coś w rodzaju parku rozrywki z jeszcze dziwniejszymi atrakcjami. A wszystko to zanurzone w klimacie lat 60. który podkreśla głównie genialna ścieżka dźwiękowa.

Odważnym zabiegiem jest oprawa graficzna będąca mieszanką fotorealistycznych tekstur skał, betonu czy wystroju różnych budynków z mocno kontrastującym z tym, nieco uproszczonym i komiksowym wyglądem przedmiotów, a nawet postaci. Normalnie coś takiego by się nie sprawdziło, ale w połączeniu z surrealizmem wyspy Blackreef dodaje temu miejscu wyjątkowości i klimatu. Świat gry jest dzięki temu jeszcze bardziej oryginalny i wyjątkowy. Od razu zapada w pamięć, od początku intryguje i zachęca, by dowiedzieć się o nim wszystkiego, by nie przegapić żadnego audiologa.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #4
Oni jeszcze nie wiedzą... Wizjonerzy jako jedyni nie noszą masek.

LAST-GEN CZY NEXT-GEN?

Deathloop jest dostępny wyłącznie na next-genową konsolę PlayStation 5 (i pecety), ale czy rzeczywiście wygląda jak tytuł następnej generacji? Wiele uproszczonych modeli postaci oraz przedmiotów w komiksowym stylu nie bardzo to potwierdza. Takie samo wrażenie odnosi się, gdy spojrzy się na panoramę wyspy i rzuci nam się w oczy dość mały zasięg rysowania. Z drugiej strony jakość oświetlenia i cieni oraz tekstury są bardzo dobre.

Opcje graficzne PS5 pozwalają na przełączanie się pomiędzy wydajnością a jakością obrazu. Przy trybie wydajności czuć 60 FPS-ów przez cały czas – jest płynnie bez żadnych przycięć, co okazuje się bardzo istotne podczas walk. Natomiast po przejściu na jakość, gra stała się niemal niegrywalna. Nie mogłem zmierzyć tego żadną aplikacją, ale w moim odczuciu liczba klatek spadała poniżej 30, przy czym poziom graficzny nie stawał się jakoś zauważalnie lepszy. Jedynie tekstury wydawały się trochę wyostrzone.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #5
Szwedzki stół... taki trochę w stylu zespołu Kraftwerk.

Mocny kandydat do tytułu gry roku

Z powyższych akapitów jasno wynika, że Deathloop zrobił na mnie ogromne wrażenie, a każda godzina z nim spędzona była czystą przyjemnością. Jak na razie to mój mocny kandydat do zdobycia tytułu gry roku, bo jest tu wszystko, czego zawsze szukam w tego typu produkcjach – wciągająca fabuła i świat zachęcający do zgłębiania jego tajemnic, zapadający w pamięć bohaterowie, satysfakcjonująca walka i zagadki logiczne oraz wyróżniająca się oprawa artystyczna.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca Bioshocka - ilustracja #6
Każdy muzyk ma tu swoją własną mikro-scenę.

Malkontenci pewnie uznają za słuszne ponarzekać na jakieś nieścisłości czy uproszczenia w historii, które często pojawiają się przy wątkach manipulowania czasem, ale dla mnie jest to tylko zachętą, by przejść grę jeszcze raz, uważniej odkrywając pozostałe sekrety Blackreef. Colt Vahn i Julianna Blake z miejsca trafili do grona moich ulubionych bohaterów z gier i bardzo chciałbym zobaczyć w przyszłości jakiś sequel czy prequel z ich udziałem. Uniwersum Deathloopa jest zbyt dobre i ciekawe, by przerywać cykl (pętlę?) wydawniczy tylko po jednej odsłonie!

O AUTORZE

Przejście Deathloopa zabrało mi 20 godzin według wyliczeń dostępnych w menu konsoli PS5. W tym czasie pominąłem jednak wiele opcjonalnych sekretów i zagadek do rozwiązania, a także straciłem ok. godziny, główkując nad jednym z tropów. Do tej pory nie byłem wielkim fanem gier studia Arkane. Zarówno Dishonored, jak i Prey nie wciągnęły mnie na tyle, bym zdołał ukończyć którąś z tych pozycji. Deathloop po pierwsze mnie zaskoczył, bo nie czekałem aż tak bardzo na jego premierę, nie wiedząc, czym tam gra będzie. A później od razu urzekł i trzymał w emocjach do samego końca. Cała reszta zaplanowanych jeszcze na ten rok tytułów wygląda przy nim nudno i nieciekawie.

Egzemplarz gry Deathloop otrzymaliśmy za darmo od polskiego dystrybutora gry, firmy Cenega.

Dariusz DM Matusiak | GRYOnline.pl

TWOIM ZDANIEM

Na jakim poziomie trudności grasz zazwyczaj?

Normalnym
60,5%
Trudnym
25,2%
Łatwym
14,4%
Zobacz inne ankiety