Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Deathloop Recenzja gry

Recenzja gry 13 września 2021, 14:01

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka

Najnowsza produkcja studia Arkane – twórców Dishonored – to piorunująca mieszanka roguelike’owych mechanik, intrygującej fabuły i surrealistycznych klimatów. Wszystko to tworzy jedną z najlepszych gier tego roku.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5.

PLUSY:
  1. wciągająca fabuła i przebogaty świat gry z tajemnicami do odkrywania;
  2. kapitalnie pomyślane i zagrane postacie dwójki głównych bohaterów, które od razu zapadają w pamięć;
  3. zagadki logiczne wymagające czasem nieco kombinowania;
  4. spora swoboda w osiąganiu celów misji;
  5. satysfakcjonująca, mięsista walka za pomocą broni i supermocy;
  6. pomysłowe wykorzystanie roguelike’owych mechanik – permadeath, rozpoczynanie od nowa i utrata ekwipunku nie rodzą frustracji;
  7. intrygujący, surrealistyczny styl artystyczny;
  8. wspaniała ścieżka dźwiękowa z muzyką z lat 60. (i ta piosenka na końcu!).
MINUSY:
  1. odrobinę rozczarowujące zakończenie całej historii;
  2. miejscami słaba sztuczna inteligencja przeciwników.

Doskonała, wciągająca, klimatyczna! Doskonała, wciągająca, klimatyczna! Doskonała, wciągająca, klimatyczna! Doskonała, wciągająca, klima... – przerwanie pętli zachwytów nad nową grą studia Arkane jest niemal tak trudne jak przerwanie tytułowej „pętli śmierci” przez głównego bohatera, Colta Vahna. Twórcy Dishonored kolejny raz dostarczyli świetną opowieść fabularną z mięsistą rozgrywką i genialnym klimatem. I choć nie brakuje tu znanych już pomysłów i nawiązań, nie ma mowy o żadnym bezmyślnym kopiowaniu. Każdy element został odpowiednio przygotowany, by dobrze pasował właśnie do gry Deathloop.

A skojarzeń pojawia się naprawdę mnóstwo. Wertykalne projekty lokacji z budynkami umieszczonymi wysoko na skałach przywodzą na myśl wspomniane Dishonored. Są elementy roguelike’a z częściową utratą ekwipunku i różną drogą do celu oraz metroidvanii ze stopniowym rozszerzaniem dostępu do odwiedzanych wielokrotnie obiektów. Jest rewelacyjna piosenka w stylu tych z filmów o Jamesie Bondzie, a klimatem lat 60. i zadziorną główną bohaterką Julianne gra przypomina trochę świetnego FPS-a z dawnych lat – No One Lives Forever.

Dla mnie jednak Deathloop okazał się przede wszystkim duchowym spadkobiercą BioShocka. Mamy tu podobną retrofuturystyczną stylistykę, mamy odosobnioną lokację, w której zatrzymał się czas, a wszyscy wokół chcą nas zabić i noszą maski zasłaniające twarz. Jest bohater, który odzyskuje amunicję oraz zdrowie dzięki rozsianym po drodze automatom i oprócz arsenału broni palnej ma do dyspozycji supermoce. Wreszcie – jest ogromny nacisk na poznawanie fabuły, na stopniowe odkrywanie tajemnic świata gry i roli protagonisty w tym wszystkim poprzez przemawiającego przez radio antagonistę oraz znajdowane audiologi i dokumenty. Wypisz wymaluj BioShock, tylko w nieco innym stylu.

Imprezy, goście w maskach chcący nas zabić, retro-futurystyka, spluwy i super-moce – „czy zechciałbyś łaskawie" zagrać w taką grę?

Jeśli miałbym na coś ponarzekać, to jedynie na samo zakończenie tej historii, które trochę nie dotrzymuje kroku reszcie fabuły. I nie chodzi nawet o to, że zabrakło fabularnej bomby na miarę wyjaśnienia zwrotu „Would you kindly...” z BioShocka, bo odpowiedni „plot twist” w Deathloopie jest, tyle że następuje w innym momencie. Nie rozumiem trochę twórców, że zdecydowali się właśnie na taką kolejność, bo gdyby zostawiono wszystko na finał, to w połączeniu z easter eggami, jakie tam czekają, efekt byłby równie piorunujący, zwłaszcza przy tak intrygującej fabule.

Wertykalne lokacje na skałach kojarzą się trochę z Dishonored.

Wybuchowa para i wciągająca historia

Rozpisywanie się o scenariuszu Deathloopa nie obyłoby się bez ocierania o spoilery, więc nakreślę jedynie jego podstawy. Na wyspie Blackreef doszło do pewnej anomalii czasowej, w wyniku której jej mieszkańcy przeżywają w kółko jeden i ten sam dzień. Potraktowano to jako swego rodzaju receptę na nieśmiertelność. Nad ciągłością pętli czuwają tzw. wizjonerzy: artyści, naukowcy, dewianci zafascynowani wizją wiecznego życia. Cała reszta to tzw. eternaliści służący wizjonerom, którzy – poza tym, że ciągle imprezują – nie zawahają się uśmiercić Colta, kiedy tylko go zobaczą.

Główny bohater Colt Vahn zdecydował się bowiem przerwać pętlę czasu bez względu na konsekwencje. W tym celu musi wyeliminować wszystkich wizjonerów podczas jednego cyklu, a więc w ciągu 24 godzin. Jak to zrobić? Gdzie ich znaleźć? Jakie mają słabości? Na tym właśnie polega Deathloop – na stopniowym zbieraniu informacji, na rozpoczynaniu tego samego dnia z coraz większą wiedzą. Przychodzi nam zatem zabijać jednego bądź kilku wizjonerów i powtarzać to później, bo przecież z nowym dniem wszyscy budzą się, jak gdyby nic się nie stało. Takie powtórki mają jednak sens, bo dzięki wielokrotnemu eliminowaniu wizjonerów zdobywa się ulepszenia zdolności specjalnych.

Julianna to rewelacyjna postać - szkoda, że tyle razy trzeba ją zabijać.

W tym cyklu zabójstw wyróżnia się postać Julianny – głównej antagonistki i szefowej ochrony pętli. Nie da się zaplanować jej morderstwa – to ona w różnych momentach pojawia się znienacka i rozpoczyna polowanie na Colta. Wspominałem przy okazji zapowiedzi gry, jak genialne są dialogi tej dwójki bohaterów i jak świetnie poradzili sobie z tym aktorzy głosowi, tworząc zapadające na długo w pamięć kreacje. Ich rozmowy to festiwal soczystych docinków i ripost, z odpowiednią porcją chemii, emocji oraz pewnego zrozumienia dla tego, co starają się osiągnąć.

Czuć, że ta dwójka zna się od dawna i ma za sobą jakąś bujną przeszłość. Są jak postacie wyjęte z najlepszych filmów Quentina Tarantino i mimo padających co chwilę przekleństw ich słuchanie to czysta przyjemność.

Wyrazistość Julianny w zasadzie działa trochę na niekorzyść reszty wizjonerów, bo żaden z nich nie wchodzi w podobne interakcje z bohaterem. Początkowo myślałem, że to lenistwo twórców, ale biorąc pod uwagę, że są oni celami robiącymi ciągle to samo o tej samej porze i można (a nawet trzeba) zabijać ich wielokrotnie, ma to chyba sens. Niestety, przez taki zabieg o wiele trudniej poznaje się ich historię i charaktery, które są równie ciekawe jak dwójki głównych postaci. Wszystko ukryte jest w audiologach i dokumentach, więc trzeba się nieco wysilić, by zyskać pełniejszy obraz sytuacji.

Wiele zagadek wymaga nieco kombinowania i nie prowadzi „za rączkę".

Eksploracja takiego świata to czysta przyjemność.

JULIANNA TYLKO W TRYBIE INWAZJI

Deathloop pozwala wcielić się również w Juliannę w trakcie krótkich sesji wkraczania do kampanii fabularnej innego gracza. To swego rodzaju pojedynki 1 na 1, z pewnymi mechanikami progresji. Grając jako Jules, używamy nieco odmiennych mocy (np. podszywania się pod postacie NPC) oraz odblokowujemy nowe zdolności i uzbrojenie, by być jeszcze skuteczniejsi w starciach. W ten sposób można również zdobyć dodatkowe stroje dla Colta.

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Autor tekstów. Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Gracz od czasów świetności Amigi. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu recenzji i publicystki GOL-a. Czasem pisze też o filmach i technologii. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Na jakim poziomie trudności grasz zazwyczaj?

Normalnym
58,3%
Trudnym
28,1%
Łatwym
13,7%
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Draugnimir Ekspert 13 września 2021

(PS5) Kibicowałem Deathloop jak żadnej innej grze w tym roku. Uwielbiam każdy tytuł, który wyszedł spod ręki studia Arkane – i byłem gotów rzucić się na kolejne jego dzieło nawet pomimo swojej awersji do gatunku roguelike. Oczywiście nie zawiodłem się. Wszystko, co najlepsze w serii Dishonored, zostało doprawione elementami rasowej strzelanki i ubrane w intrygującą formułę rozgrywki oraz fantastyczną otoczkę fabularną z miażdżącym klimatem. Tym niemniej rad byłbym dostać szybkie zapisy – na dłuższą metę backtracking mnie znużył. Przydałyby się też solidne poprawki sztucznej inteligencji.

8.5
Recenzja The Last of Us: Part I - jedna z gier wszech czasów jest jeszcze lepsza
Recenzja The Last of Us: Part I - jedna z gier wszech czasów jest jeszcze lepsza

Recenzja gry

Historia Joela i Ellie jeszcze nigdy nie wyglądała tak dobrze i klimatycznie. Twórcy z Naughty Dog stworzyli chyba nowy poziom w odnawianiu gier – coś więcej niż remaster, ale nieco mniej niż remake. I jak to teraz nazwać?

Recenzja gry Saints Row - Święci, Święci i po Świętych
Recenzja gry Saints Row - Święci, Święci i po Świętych

Recenzja gry

Saints Row nigdy nie było serią gier z najwyższej półki. Było jednak w niej coś, co potrafiło przyciągnąć na długie godziny i ostatecznie zapisać się w pamięci. Tym razem nie ma.

Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race
Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race

Recenzja gry

Po Spider-Manie „daleko od domu” i „bez drogi do domu”, człowiek-pająk znalazł w końcu swoją drogę na Steama i Epica. I śmiga na sieci tak gładko, że Sony robi się chyba coraz lepsze w pecetowych portach swoich ekskluzywnych tytułów.