Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 13 lutego 2019, 16:00

autor: Draug

Gracz, fantasta, bibliotekarz. Entuzjasta dobrych opowieści, intensywnych strzelanin i samochodówek.

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów

Umarł Half-Life, umarł STALKER – niech żyje Metro! 4A Games za nic ma sobie trendy i serwuje FPS-a w starym stylu; takiego, co to nie trzyma gracza za rączkę, pożera klimatem i nie oszczędza na fabule. Nawet Valve nie przeskoczy łatwo tej poprzeczki.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS4, XONE

PLUSY:
  1. przerewelacyjny klimat,
  2. fantastycznie zaprojektowane lokacje;
  3. świetne wypośrodkowanie między klasyczną liniowością a sandboksem;
  4. satysfakcjonująca obsługa broni i jej modyfikowanie;
  5. ciekawa fabuła, napędzana przez postacie, z którymi można się zżyć;
  6. śliczna grafika z przyzwoitą optymalizacją.
MINUSY:
  1. walkę ciut psują głupi i „gliczujący” się wrogowie; jest też trochę innych błędów;
  2. kiepska mechanika skradania się jak na tytuł, który kładzie tak duży nacisk na ten sposób gry;
  3. niemy bohater, marni aktorzy i nadmiar dialogów osłabiają opowieść.

„Panowie, nasze dzieło jest praktycznie skazane na sukces. Rzućmy więc sobie pod nogi tyle kłód, ile się da, i zobaczmy, czy uda nam się to wszystko przeskoczyć”. Mam wrażenie, że coś takiego powiedzieli sobie ludzie z 4A Games i Deep Silver, rozkręcając machinę promocyjną gry Metro Exodus. Najpierw była zapowiedź większego „usandboksowienia” tej produkcji – osadzenia rozgrywki w dużych, otwartych lokacjach – i idące za tym skojarzenia, raczej niemiłe, z serią Far Cry. Potem deweloperzy pozwolili sobie na buńczuczne, a jeżące pecetowcom włos na głowie wyznania, że lubią palić karty graficzne. A na ostatniej prostej, gdy twórcom – w tym przypadku bardziej wydawcom – było najwyraźniej za mało obaw o ich grę, rozpętała się jeszcze afera z exodusem Metra (ba dum tss!) ze Steama w kierunku Epic Games Store’a. I co, myślicie, że 4A Games i Deep Silver potknęły się o te kłody? Nic z tych rzeczy.

Pewnie już to wiecie, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Nowe Metro nie jest sandboksem – ba, nawet się do niego nie zbliża. Owszem, znalazły się tu otwarte lokacje (całe trzy), po których można się swobodnie poszwendać, może nawet używając do tego jakiegoś pojazdu, ale to wszystko. Żadnych pierdołowatych znajdziek, żadnego odbijania numerowanych posterunków i żadnego skórowania zwierzątek po to, by uszyć sobie pojemniejszy portfel. W gruncie rzeczy Exodus pozostaje tradycyjną strzelanką, pełną skryptów i prowadzącą gracza mniej lub bardziej liniowo przez fabułę. Fabułę, która dla Ukraińców z 4A Games była ważniejsza niż cokolwiek innego (poza klimatem)... do tego stopnia, że na dłuższą metę może zacząć wychodzić bokiem osobie, która chciałaby znaleźć tutaj czystą akcję i nic więcej. To zaś prowadzi nas do myśli zawartej w tytule recenzji. Jakie, kurna, Red Dead Redemption?!

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #1
Kto wieszczył zabicie klimatu przez wyniesienie akcji na powierzchnię, niech śpi spokojnie. Podziemnych etapów nadal jest pod dostatkiem. Mocnych scen też.

Kompania spartan

Tak jak Arthur Morgan nie do końca jest protagonistą najnowszej gry Rockstara, tak i Metro Exodus w centralnym punkcie opowieści umieszcza bohatera zbiorowego. Artiom, którego rękoma rozwijamy fabułę, bardziej niż centralnym uczestnikiem wydarzeń jest ich obserwatorem, do tego milczącym (dlaczego jego milczenie nie jest złotem, wytłumaczę za chwilę). Już po parunastu minutach przygody – która rozpoczyna się jak należy: w tunelach moskiewskiego metra – na ekranie pojawia się gromadka uśmiechniętych i rozkrzyczanych postaci, towarzyszy broni protagonisty z Zakonu Sparty, zaś 4A Games wysyła jasny komunikat: lepiej szybko polub się, graczu, z tymi gagatkami. Bo spędzisz z nimi kawał czasu.

Co tu dużo mówić: tak jak Red Dead Redemption 2 odrzuciło niejednego swoim ślimaczym tempem, tak i miłośnikowi mocnych wrażeń Metro Exodus może wydać się przegadane. Bohaterów jest tu sporo i każdy ma niemało do powiedzenia, więc bądźcie gotowi na wiele długich cut-scenek i wiele ciągnących się rozmów. Nie liczcie też na zawarcie znajomości z wyjątkowymi, pasjonującymi osobowościami – gdyby BioWare zaproponowało takich towarzyszy w nowym Mass Effekcie, oberwałoby gradem pomidorów. Jednak Ukraińcom nie powinno to grozić. Sylwetki kamratów Artioma korespondują z tym, czym błyszczały poprzednie odsłony serii i co stanowi największą siłę również nowego Metra – chodzi oczywiście o KLIMAT.

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #2Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #3

Po lewej gra ze średnimi ustawieniami graficznymi, celująca w 60 FPS-ów. Po prawej – ustawienia ULTRA i 39 FPS-ów.

Czy Epic Games Store jest taki straszny, jak go malują?

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #4

Nie, Epic Games Store nie jest straszny... jest tylko zatrważająco ubogi w opcje. Wygnana na tę platformę pecetowa brać – przynajmniej ta jej część, która nie złożyła zawczasu pre-orderu i nie załapała się na Metro Exodus na Steamie – musi liczyć się z tym, że np. nie przechowa swoich zapisów w chmurze, nie zmierzy sobie liczby klatek na sekundę, nie cyknie screenów (gra ma chociaż wbudowany tryb fotograficzny i obsługę funkcji Nvidia Ansel), nie zasięgnie rady u innych graczy na forum dyskusyjnym... no i nie wbije żadnych osiągnięć.

Słowem, jest tu trochę gorzkich piguł do przełknięcia – no chyba że Epic Games prędziutko nadrobi te wszystkie zaległości. Ale raczej się na to nie zanosi. Nie liczyłbym też na możliwość podzielenia się z innymi wrażeniami z podróży przez Rosję. Sądząc po tym, jaki sajgon urządzili rozwścieczeni pecetowcy w steamowych recenzjach poprzednich części serii (Metro 2033 i Metro: Last Light), Deep Silver i 4A Games raczej nie zdecydują się na włączenie opiniodawstwa przy Exodusie w Epic Games Storze...

Wystarcza jeden screen, by stwierdzić z całą pewnością, że to nie jest zabawne i barwne uniwersum. To nie jest postapokalipsa różowych kwiatków. To postapokalipsa, w której występuje dużo, dużo smutku i mało, mało nadziei. Wprawdzie poczucie klaustrofobicznego zaszczucia już nie objawia się tak silnie jak w poprzednich częściach, skoro większa część przygody toczy się na powierzchni, ale obrazki serwowane przez 4A Games w malowniczej tajdze czy nad pustynnym brzegiem Morza Kaspijskiego są nie mniej przygnębiające niż to, co oglądaliśmy w tunelach moskiewskiego metra. Iście diabelskim – i diabelnie dobrze zrealizowanym – pomysłem okazuje się zderzenie romantycznej idei podróży pociągiem przez Rosję z wizją zdewastowanego i zdegenerowanego świata, w którym zagrożenie ze strony radiacji czy krwiożerczych mutantów jest niczym wobec tego, ile ocalali ludzie sami wkładają starań w powybijanie się do ostatka.

W tak ponurych realiach trudno oczekiwać od postaci, by wykazywały się swadą i nonszalancją na miarę, powiedzmy, Blazkowicza i jego ferajny z konkurencyjnego Wolfensteina II. Zważywszy na okoliczności, Ukraińcy spisali się zupełnie nieźle, kreśląc zróżnicowanych i w miarę wyrazistych bohaterów. Najważniejsze jest jednak to, że w bohaterów tych da się bez trudu uwierzyć – i zżyć się z nimi. Dlatego z czasem coraz mniej kręciłem nosem na gadulstwo spartan i, zupełnie jak wśród członków gangu Dutcha van der Linde, zacząłem cieszyć się chwilami spokoju w Aurorze, gdzie można napić się wódki (a jak!), pobrzdąkać na gitarze czy zapalić papierosa w miłym towarzystwie. Wydarzenia takie jak ślub na pokładzie czy poważna choroba któregoś z załogantów tylko umacniają więź z „drużyną”.

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #5
Dawaj, poznakomimsja! Oto główni bohaterowie tej opowieści – wraz z tą, bez której nie byłoby całego exodusu: Aurorą (tak nazywa się pociąg).
Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów - ilustracja #6

COŚ MI MÓWI TO NAZWISKO

4A Games lubi znaczące nazwiska. W Last Light pojawił się Paweł Morozow (nie rozpisujemy się, żeby uniknąć spoilerów), a w Exodusie w naszej ekipie znaleźli się Jermak i Tokariew. Ten pierwszy jest naszym maszynistą, który prowadzi pociąg z Moskwy na wschód. To ewidentne nawiązanie do Jermaka Timofiejewicza, kozackiego atamana, który w XVI wieku rozpoczął podbój Syberii dla carów.

Tokariew z kolei robi w grze za rusznikarza i podrzuca nam czasem nową broń czy inny sprzęt. Nazwisko możecie kojarzyć z pistoletem TT. Skrót ten rozwija się jako Tulski Tokariewa – od miejsca, w którym ta broń powstała, i nazwiska jej konstruktora, Fiodora Tokariewa.

TWOIM ZDANIEM

To dobrze, że seria Metro opuściła Moskwę?

85,8%
Tak
14,2%
Nie
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Albanoid Ekspert 13 lutego 2019

(PS4) Bawiłem się przy Metro doskonale. Praktycznie każda lokacja zaskakuje czymś innym - różny klimat, różni wrogowie, czy zupełnie inne wyzwania. Grając na wyższych poziomach trudności można przeżyć niezapomnianą przygodę, gdy praktycznie każda potyczka jest wyzwaniem i ciągle musimy dbać o rezerwy zaopatrzenia. Gorąco polecam wszystkim fanom Metro, ale i graczom, którzy tęsknią za shooterami w stylu Half Life 2.

9.0

Marcinkrk87 Ekspert 13 lutego 2019

(PC) Najnowsze Metro to świetna gra z bardzo wielu powodów. Po pierwsze, da się ją przejść w jakieś 10–12 godzin, ale można też rozciągnąć tę przyjemność na więcej niż drugie tyle. Po drugie, tu nie ma znaczników. Jeśli każą Ci iść do ruin coś znaleźć, to na mapie zaznaczone są tylko owe ruiny, a dalej już sobie radź. A mimo to nie traci się godzin na dreptanie w kółko i szukanie dźwigni czy skrzynek. Ktoś tu pomyślał nad level designem. Po trzecie, ostatni raz tak dobry klimat postapo widziałem... Nie jestem pewien, czy w ogóle kiedykolwiek.

9.0
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.