Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Rime Recenzja gry

Recenzja gry 25 maja 2017, 17:00

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry RiME – twórcy Ico mają godnych naśladowców

Produkcja hiszpańskiego studia pod pastelową oprawą skrywa intrygującą i grającą na emocjach opowieść oraz sporą różnorodność, której nie psują drobne problemy związane z rozgrywką.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

PLUSY:
  1. świetna pastelowa oprawa wizualna;
  2. dobrze współbrzmiąca z grafiką ścieżka dźwiękowa;
  3. duża różnorodność zwiedzanych lokacji;
  4. grająca na emocjach opowieść, która wzbudza tylko trochę mniej intensywne uczucia niż produkcje studia Team Ico;
  5. ciekawe i urozmaicone zagadki.
MINUSY:
  1. niewielkie, choć dość częste, spadki płynności;
  2. drobne problemy związane z eksploracją;
  3. przygoda mogłaby być dłuższa.

Mały chłopiec zwiedza tajemnicze, dawno opuszczone lokacje, pełne dziwnych budynków, długich kamiennych mostów i… sekretów. Za towarzysza ma jedynie bardzo niezwykłe zwierzę. Brzmi znajomo? I słusznie, gdyż RiME, najnowszy tytuł studia Tequila Works, autorów Deadlight, nie wstydzi się inspiracji twórczością Fumito Uedy, a zwłaszcza The Last Guardianem.

Na szczęście szybko okazuje się, że hiszpańska produkcja ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko zapożyczenia od Japończyków. Pod kolorową oprawą graficzną kryje się bardzo różnorodna mieszanka platformówki i pozycji logicznej, której fabuła udanie gra na uczuciach i zapada na długo w pamięć.

W krainie bogów

Pierwsze chwile zachwycają oprawą – Hiszpanie zdecydowali się na połączenie kolorowego, kreskówkowego stylu z pastelową paletą barw, w efekcie uzyskując naprawdę przyjemną szatę graficzną. W architekturze, projektach postaci oraz ogólnym kształcie poziomów doszukać można się inspiracji nie tylko tytułami firmowanymi nazwiskiem Uedy, ale także animacjami studia Ghibli oraz grami z cyklu The Legend of Zelda czy The Witness Jonathana Blowa.

Środowisko pełne jest życia i różnych stworzeń – plażę, na której się budzimy, zamieszkują kraby i mewy, pod wodą wypatrzeć można całe ławice ryb, a wchodząc głębiej w ląd, spotykamy też wygrzewające się na kamieniach płazy i biegające w gęstej trawie gromady dzików. Podczas zabawy występuje w pełni autonomiczny cykl dnia i nocy. Jak na produkcję niezależną, RiME wygląda naprawdę dobrze.

Recenzja gry RiME – twórcy Ico mają godnych naśladowców - ilustracja #2
Zabawę rozpoczynamy na brzegu, nie mając pojęcia, skąd się tu wzięliśmy ani co jest naszym celem.

Wrażenia podkreśla doskonale dopasowana, nastrojowa ścieżka dźwiękowa. W połączeniu z faktem, że produkcja podzielona jest na pięć rozdziałów, z których każdy oferuje unikatowe doznania audiowizualne, wzrok i słuch przez cały czas są w pełni zaangażowane. Szkoda jedynie, że najwidoczniej inspiracje The Last Guardianem sięgnęły także dopracowania technicznego i podczas zabawy następują niewielkie, ale za to bardzo regularne spadki płynności.

HISTORIA RiME

Recenzja gry RiME – twórcy Ico mają godnych naśladowców - ilustracja #3

Zmiany między pierwotną koncepcją a ostatecznym kształtem gry komputerowej to zjawisko normalne, ale mało która pozycja przeszła aż tak drastyczną metamorfozę jak RiME. Z pierwotnych założeń pozostało w zasadzie niewiele – nie zgadza się nawet tytuł i platformy docelowe. Zanim produkcja ta wyewoluowała w multiplatformową hybrydę platformówki i gry logicznej, miała nosić tytuł Echoes of Siren i być tytułem ekskluzywnym – najpierw na XOne, potem na PS4.

Akcja zamiast w kilku mniejszych lokacjach miała toczyć się na jednej większej wyspie i oferować w pełni otwarty świat. Rozgrywka byłaby mocno powiązana z systemem dobowym. Za dnia zajmowalibyśmy się polowaniem i rzemiosłem, nocą natomiast skupialibyśmy się na inspirowanej gatunkiem tower defense walce. Ponadto, wzorem gier survivalowych, protagonista musiałby dbać o takie potrzeby jak głód i pragnienie, a także poziom zdrowia czy regularny odpoczynek. Istotnym elementem miał być również rozwój oraz personalizacja głównego bohatera.

Recenzja gry RiME – twórcy Ico mają godnych naśladowców - ilustracja #4
Zagadki są dość różnorodne – musimy na przykład przekonać dużego dzika, by ustąpił nam drogi.

Tajemnicza wyspa

Zabawę zaczynamy wyrzuceni na brzeg niezamieszkałej wyspy, dookoła mając jedynie lokalną faunę i florę, a w oddali spostrzegając monumentalną wieżę. Nie znamy imienia chłopca będącego głównym bohaterem, nie wiemy też, dokąd zmierzamy, a jedynym nawiązaniem do fabuły jest migający tu i ówdzie, obserwujący nas z oddali mężczyzna w czerwonym kapturze oraz magiczny lis, z którym szybko się zaprzyjaźniamy i który służy nam za przewodnika.

Wraz z pokonywaniem kolejnych poziomów stopniowo odkrywamy elementy scenariuszowej układanki aż do całkiem zaskakującego i skutecznie grającego na uczuciach finału – pierwszy raz od dość dawna zdarzyło mi się, że zaraz po przejściu gry miałem ochotę rozpocząć ją od nowa, zwracając tym razem uwagę na smaczki fabularne, które wcześniej mi umknęły.

Recenzja gry RiME – twórcy Ico mają godnych naśladowców - ilustracja #5
W architekturze z łatwością można dopatrzyć się inspiracji grami studia Team Ico.

Choć opowieść nie jest aż tak enigmatyczna i wywołująca wzruszenie jak w twórczości Team Ico, a do tego pozostawia znacznie mniejsze pole do interpretacji i snucia własnych teorii, w ogólnym rozrachunku wypada wcale nie tak daleko w tyle za genialnymi dziełami Japończyków. RiME serwuje zdrową dawkę emocji i mocno zapadającą w pamięć historię. Nieco zawodzi jedynie na polu pokazywania relacji między młodym protagonistą a towarzyszącym mu zwierzątkiem, przez co nie odczuwałem specjalnie więzi łączącej tych dwoje – choć gra ewidentnie starała się, by było inaczej.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

sekret_mnicha Ekspert 28 czerwca 2020

(PC) Prosty, platformówkowo-przygodówkowy gameplay, śliczna grafika, ładna muzyka, lekko kulejąca optymalizacja, ale za to prawdziwa emocjonalna petarda w finale, która - jeśli trafi na podatny grunt - rozwala.

8.5
Recenzja gry WarioWare: Get It Together! - każda sekunda na wagę złota
Recenzja gry WarioWare: Get It Together! - każda sekunda na wagę złota

Recenzja gry

WarioWare: Get It Together! jest dość ciekawym rozwinięciem klasycznej formuły. Pod nowymi mechanikami kryje się stara zasada – zrób to w kilka sekund lub zgiń! Na graczy z największym refleksem czeka nagroda w postaci wyśmienitej rozrywki.

Recenzja gry It Takes Two - nowy król kooperacji... ze słabą fabułą
Recenzja gry It Takes Two - nowy król kooperacji... ze słabą fabułą

Recenzja gry

Josef Fares idzie za ciosem i raz jeszcze podsuwa nam grę, której nie można przejść w pojedynkę. Zabawa znów jest przednia… ale mam wątpliwości, czy It Takes Two, reprezentujące niepoważny gatunek platformówek 3D, stanowi krok naprzód po A Way Out.

Recenzja Super Mario 3D World + Bowser's Fury - Nintendo zna się na recyklingu
Recenzja Super Mario 3D World + Bowser's Fury - Nintendo zna się na recyklingu

Recenzja gry

Nintendo Switch wita kolejną grę z niezbyt imponującej biblioteki Wii U. Tym razem jednak poza daniem głównym, czyli odświeżoną wersją Super Mario 3D World, otrzymujemy również smakowity deser w postaci samodzielnej produkcji zatytułowanej Bowser’s Fury.