Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Filmy i seriale

Filmy i seriale 12 lipca 2020, 09:30

autor: Marek Jura

Niedawno wieczny student, teraz jeszcze wieczniejszy fan RPG. Próbuje być Kingiem, ale nie potrafi.

8 rzeczy, które uchroniły Wiedźmina od katastrofy

Wiedźmin Netflixa to jeden z głośniejszych seriali ostatnich miesięcy. Tyle że zdecydowanie nie wszystko zagrało w nim tak, jak trzeba. Kilka błędów więcej i zamiast o sukcesie moglibyśmy teraz mówić o katastrofie.

O Wiedźminie powiedziano już tyle, że nie sposób znaleźć nowych tropów, nie odnosząc się do tego, o czym pisano wcześniej. Jakiś czas temu przypomnieliśmy, w czym lepsza okazała się polska produkcja. Bo tak, mimo że tamten smok nie był może najpiękniejszy (nie to, żeby netflixowy należał do specjalnie efektownych), parę rzeczy polskim twórcom udało się zrobić naprawdę dobrze. Chociażby taki Zbigniew Zamachowski jako Jaskier był w opinii wielu widzów lepszy od Joeya Bateya. Aczkolwiek temu drugiemu też nie sposób odmówić talentu i zaangażowania.

Pamiętacie tekst o scenach z Wiedźmina, które wolelibyśmy zapomnieć? Musiałem wtedy z ciężkim sercem wytykać błędy produkcji, z którą spędziłem kilka cudownych wieczorów. Teraz sytuacja jest dla mnie (i dla Was, jeżeli też dobrze bawiliście się na seansie) znacznie bardziej przyjemna – oto osiem rzeczy, dzięki którym Wiedźmin ustrzegł się porażki!

Henry Cavill jako Geralt i fan

Wybór Cavilla na Geralta na początku, delikatnie rzecz ujmując, nie spotkał się z aprobatą fanów. Czytelnicy Sapkowskiego i sympatycy dzieł CD Projektu RED narzekali, że Brytyjczyk dysonuje zbyt imponującą muskulaturą, że wciąż jest zbyt młody, za wysoki i zdecydowanie za przystojny. Fani zarzucali mu też, że po tym, co pokazał jako Superman, nie powinien w ogóle przyjmować roli w tego typu produkcji. Przyznaję się bez bicia – też nie byłem tym wyborem zachwycony. Chociaż polska produkcja zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, wiedźmin z Rivii przez długi czas miał dla mnie twarz Michała Żebrowskiego (potem za sprawą gier wizerunek ten wzbogacił się o głos Jacka Rozenka). A Cavill? Nie, to nie mogło się udać.

A jednak się udało. I przyznają to nawet najwięksi hejterzy serialu Netflixa. Cavill jest trochę zblazowany, na pozór obojętny, gburowaty i zabójczo skuteczny. Czyli dokładnie taki, jaki powinien być Geralt. Obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione – wiedźmin w wykonaniu Brytyjczyka nie ma w sobie nic z Supermana (no dobra, może jest trochę ładniejszy niż książkowy oryginał, ale to w gruncie rzeczy kwestia drugorzędna). Nie dość, że znakomicie wypada w scenach walk, to jeszcze potrafi oddać niuanse psychiki tak skomplikowanego emocjonalnie bohatera.

Istotna przy budowaniu postaci z pewnością była osobista fascynacja Cavilla wiedźmińskim światem. Brytyjczyk zabiegał o tę rolę, ponieważ już wcześniej zapoznał się z grami „Redów”, szybko stając się ich fanem. Potem przeczytał też całą sagę. I jak tu nie kochać takiego Geralta?

TWOIM ZDANIEM

Jak oceniasz serial Wiedźmin od Netflixa?

Bardzo dobry (5/6)
37,4%
Dobry (4/6)
25,5%
Przeciętny (3/6)
19,7%
Słaby (2/6)
8,9%
Beznadziejny (1/6)
5,8%
Świetny (6/6)
2,7%
Zobacz inne ankiety
10 rzeczy, które polski Wiedźmin robił lepiej od serialu Netflixa
10 rzeczy, które polski Wiedźmin robił lepiej od serialu Netflixa

Na przestrzeni dwóch dekad powstały dwie serialowe adaptacje książek Andrzeja Sapkowskiego – i obie są słabe. Co zdumiewające, Netflixowi udało się stworzyć Wiedźmina jeszcze (znacznie) gorszego niż Polakom pod komendą Marka Brodzkiego.

10 rzeczy, które Netflix musi poprawić w 2. sezonie Wiedźmina
10 rzeczy, które Netflix musi poprawić w 2. sezonie Wiedźmina

Wiedźmin robi furorę na platformie Netflix, a my szukamy dziury w całym, rozbieramy amerykańską produkcję na czynniki pierwsze i zastanawiamy się, co można by zrobić lepiej.