Pizystrat

Pizystrat ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

24.08.2025 21:55
Pizystrat
3
Pizystrat
128

Nie no tak, bo przecież wcale nie ma misji "Kontraktów", nie ma misji "Cyberpsychozy", nie ma miniquestów NCPD, w ogóle nie ma rewelacyjnego DLC Phantom Liberty z własnymi dodatkowymi misjami głównymi i pobocznymi oraz w ogóle nie ma żadnych innych misji pobocznych w podstawowej wersji gry poza główną fabułą. A także nie można nic kupować, żadnych mieszkań, żadnych samochodów, postaci nie można ulepszać pierdyliardem wszczepów, nie możesz wchodzić do żadnego budynku, jak np. klubów nocnych, nie wspominając o żadnych barach, podziemiach, czy innych melinach. Nie no tak, kompletnie nie ma nic do roboty w tej grze. Pusty i nudny, to chyba ty jesteś, skoro nie umiesz sobie czasu zorganizować w Night City i dostrzegasz tylko główne misje. Współczuję.

post wyedytowany przez Pizystrat 2025-08-24 21:57:30
11.12.2024 20:42
Pizystrat
Pizystrat
128
Image

Numer 4. Powiem szczerze, zaskoczony pozytywnie :D Sama gra na razie zapowiada się super.

11.12.2024 20:41
Pizystrat
Pizystrat
128
Image

numer 3

11.12.2024 20:41
Pizystrat
Pizystrat
128
Image

Zdjęcie nr 2

11.12.2024 20:40
Pizystrat
2
odpowiedz
5 odpowiedzi
Pizystrat
128
Image

Dopiero zacząłem grać, jestem w pierwszej lokacji po dżungli w muzeum, zaraz po konfrontacji z "olbrzymem" i tak oglądam sobie eksponaty w gablotach i nie wiem czy ktoś zwrócił na to uwagę, ale tam jest mnóstwo akcentów z Polski, cała wystawa poświęcona zabytkom z Polski, głównie z Krakowa.

19.10.2024 16:35
Pizystrat
3
odpowiedz
Pizystrat
128

Ja również mocno wsiąkłem w The Crew: Motorfesta i obecnie sprawia mi większą frajdę niż Forza Horizon 5.
Forza jest grą bardzo dobrą. Jest świetnie wykonana, model jazdy jest bardzo przyjemny, ale po 3 latach grania troszeczkę już się to przejadło. Mam podobnie jak autor - odpalam grę wtedy, kiedy zainteresuje mnie jakaś playlista. Ostatnio to był Synthwave, a teraz Lata 90, bo to moje klimaty. Niestety problemem jest to, że podchodzę do tej gry "zadaniowo". Dawno już ukończyłem "fabułę", jeśli można to tak nazwać, 95% dodatkowych misji/zadań również wykonałem, zostały jakieś duperele jak te wyzwania Hollywood czy jakieś inne mniej istotne "misje". W garażu mam 501 aut. Superlosowania co chwilę. Wróciłem po 2-3 miesięcznej przerwie do gry i na start wlatuje mi 20 superlosowań, w których zdobywam McLareny, Ferrari, Pagani Zondy i inne Bugatti, a przy tym z kilka mln wirtualnej waluty. Ta gra jest BARDZO DOBRA w samym jeżdżeniu, sprawia to przyjemność, ale dla mnie zatraciło to już nieco sens. Tutaj nie ma motywacji do dalszego grania za bardzo. Na koncie mam miliony, garaż bije na głowę arabskich szejków, co chwila coś wygrywam ZA NIC, a właściwie to za to, że... nie grałem długo w grę. Same wyścigi tutaj schodzą na dalszy plan, skoro mogę zarobić kilka hiperaut + hajsu na start za to, że nie byłem aktywny w grze. Jak dla mnie psuje to immersję. I co z tego, że model jazdy jest wyśmienity, grafika jest piękna, samochody wyglądają wybornie w meksykańskim słońcu, jeśli tracisz cel w tym wszystkim.

Ta gra nagradza cię na każdym kroku za absolutnie wszystko i za absolutnie nic. Wracając do tematu "zadaniowości", właśnie doszło do tego, że jak wychodzi jakaś Playlista, które mnie interesuje, to odczuwam taką konieczność, by zagrać w grę i zdobyć oferowane auta/nagrody. I wcale nie jest to przyjemne uczucie, bo czuję taki obowiązek. Odpalam grę, wykonuje w kółko te same wyścigi byle tylko pkt nabić i zdobyć nowe auto, udaje się, pojeżdżę chwilę nowym autem i wyłączam, bo dalej już mi się nie chce. I tak co sezon, co playlistę. Odpalam grę nie dla tego, by sobie ot tak pojeździć i ponapawać się klimatem, tylko po to, by wykonać zadanie, odrobić pracę domową i cześć. Odczuwam taką dziwną presję, że muszę wykonać te zadania przed upływem określonego czasu. Jest to pewnie zasługa też tego, że ta gra przyciąga, ma w sobie to coś, co przykuwa do ekranu, ale jednocześnie mnie się to już trochę przejadło i sumie czuję się już bardziej "niewolnikiem" playlist niż żebym miał w to grać dla czystej przyjemności i funu. Nie ma tej jakiejś głębi w tym, chwilę pojeździsz, sprawi to frajdę, bo samochody prowadzi się bardzo przyjemnie, ale po prostu nie czuję tego tak jak czułem to przy premierze Horizon 5.

Dodatkowo z każdym kolejnym włączeniem tej gry co raz bardziej irytuje mnie to radosne podejście do wyścigów i ta cała otoczka wokół festiwalu. Przecież to jest na poziomie 10 latków zapatrzonych w Fortnite i to jest chyba grupa docelowa tej gry wg twórców. Jest mega dziecinna, te dialogi... Nie oczekuję od gry wyścigowej dobrych i przemyślanych dialogów, ale ludzie, w tej grze, a w szczególności naszego głównego bohatera nie da się słuchać. Poziom cringu przy każdym otworzeniu jadaczki naszej postaci wywala poza skalę. No i na koniec jeszcze te "cieszynki" po zakończeniu wyścigu. Jakieś tańce, machanie łapami, tańce na głowie. CO. ZA. CRINGE. Fortnite, jak nic.

W Forzy dodatkowo zawsze przeszkadzało mi to, że kamera z kokpitu jest mega sztywna. Czasami w niektórych autach tak na dobrą sprawę widzisz tylko zegary przed sobą, a jak przekręcasz łeb, to widzisz tylko boczną szybę i tyle, kokpitu tylko ułamek albo wcale.

I te ekrany ładowania... Wyścig? Ekran ładowania. Chcesz wejść do jednego DLC rajdowego? Wczytywanie. Chcesz wejść do Hot Wheels? Wczytywanie. Wszędzie ekrany ładowania. To jakieś nieślubne dziecko Bethesdy czy zwykły przypadek?

The Crew Motorfest to dla mnie powiew świeżości. Tak - model jazdy jest w tyle za Horizon 5. Tylko że według mnie nie na tyle w tyle, by nie sprawiał przyjemności z jazdy. Przede wszystkim, przynajmniej dla mnie, ta gra jest bardziej immersyjna. Spędziłem w niej 50h wykonując kolejne zadania/wyścigi i wciąż mam na tyle mało kasy, że o kupnie kilku aut mogę pomarzyć. I bardzo dobrze. Bo w końcu tutaj czuję cel, czuję misję, potrzebę zarabiania pieniędzy, żeby zyskać coś w zamian. Kupno nowego samochodu czy nawet wygranie auta sprawia tutaj nieporównywalnie większą przyjemność niż w Horizon. Tam dostajesz wszystko na tacy, superlosowanko, losowanko, superlosowanko, losowanko. Tutaj nie. Tutaj musisz zapracować na nagrodę i bardzo, bardzo dobrze. Każdy samochód który masz, to wiesz, że na niego zapracowałeś. A nie jak w Horizon, gdzie posiadanie w garażu 10 Bugatti, Ferrari, Lambo itd nie sprawia żadnej sensacji, można tylko wzruszyć ramionami co najwyżej. Mem z Clarksonem by tutaj dobrze pasował. "Oooo, wygrałem Bugatti Chiron w superlosowaniu!!! Anyway.... I może 10-letnim dzieciom to nie podejdzie, bo zazwyczaj dzieci chcą mieć wszystko na już i tupią nóżką, natomiast ta gra jest po prostu znacznie dojrzalsza niż Horizon. Niby Ivory wzorowało się na festiwalu Horizon, ale według mnie zrobili lepszy klimat. Nie jest on tak przesadnie kolorowy, radosny, przesłodzony i zasypany żenującymi tekstami na poziomie 10 latków w podstawówce. Tak, niektórzy youtuberzy są irytujący (jak to youtuberzy), CARA jest również irytująca, bo zbyt często się odzywa (choć można to ustawić tak, jak opisane w tekście i wtedy jest mniej irytująca). No ale ogólnie, to ta gra jest zdecydowanie mniej irytująca niż Horizon pod tym względem.

Immersyjność zwiększa nie tylko wyższa trudność w zdobywaniu nowych pojazdów, ale również chociażby taki detal (choć dla mnie nie do końca detal), jak możliwość znacznie dokładniejszego rozglądania się po kokpicie samochodu. Jest to rzecz dla mnie istotna, ponieważ czasem lubię jeździć autem bez celu i czerpać przyjemność tylko z tego i fajnie, że kamera z oczu kierowcy nie jest tak sztywna i jednowymiarowa, tylko mogę spojrzeć pod wieloma kątami na kokpit, w lewo lub w prawo. Zimny łokieć to potwierdza.

No i setting również bardziej mi się podoba. Są bezdroża, są wioski, mniejsze miasta i jedno większe miasto (Honolulu), gdzie klimat ulicznych wyścigów już zbliża się do tego z Underground 2, podczas gdy wyścigi uliczne w Horizon 5 klimatem nie mają do tego podejścia. Guanajuato owszem, jest ładnie zrobione i ogólnie jest bardzo urokliwym miastem, ale fani od dawna upraszają się w końcu o porządne, duże miasto, żeby w końcu w Forzy był ten wielkomiejski vibe. Najbliżej tego było Horizon 3 z Surfers Paradise. Przed premierami DLC były różne plotki i przecieki dotyczące nowych map, czytałem liczne fora i większość głosów i nadziei to było: dajcie nam w końcu duże miasto, chcemy więcej klimatu NFS: U2. I dostaliśmy nierealistyczne i zabawkowe Hot Wheels i rajdy na kolejnych zadupiach :) I pod tym względem The Crew Motorfest na pewno wygrywa, bo bardziej przemawia do mnie vibe Honolulu po prostu.

Co do takich rzeczy jak lusterka, tak, za to należy się minus The Crew, ale bardzo dobrze, że poprawią to w listopadzie. I szacun za to, że bez żadnych ekranów ładowania, bez żadnych dodatkowych płatności, tylko po prostu, za darmo, dostaniemy nową dużą mapę, na którą płynnie będzie można przejechać mostem. Tak po prostu. A nie dziesiątki ekranów wczytywania i w dodatku płać za każde DLC oddzielnie (jak akurat mam Horizon w wersji Premium). Szacun.

Doceniam też to, że w stacjach radiowych możemy dowolnie zmieniać grane utwory, więc jak jakaś piosenka nam się spodoba, możemy ją ponownie odtworzyć, po prostu przeklikując kolejne do skutku. Tak samo z tego co zauważyłem możemy zmieniać stacje radiowe w lewo-prawo, a nie tak jak w Forzy tylko w prawo i jak przelecimy niechcący przez naszą ulubioną radiostację, to nie możemy cofnąć, tylko znowu trzeba przeklikać przez wszystkie. To jest mega fajne w The Crew i mam wrażenie, że niedoceniana funkcja.

Gasić silnik w autach też możemy :) Wystarczy jechać dowolnym samochodem, wejść do menu, ponownie przywołać dany pojazd i będzie on miał wyłączony silnik jak wrócimy do gry. Zresztą każde przywołane auto ma wyłączony. Detal, ale tego w Horizon nie ma.

Ekrany ładowania w The Crew Motorfest są tak na oko ze 100 razy krótsze niż w Horizon. Ta gra po prostu działa znacznie szybciej, bardziej komfortowo i płynniej. Zmienianie pojazdu, loadingi przed wyścigami, loadingi po wyścigach, wszystko to jest po prostu szybsze. Za to też należy się duży plus.

O zadaniach, aktywnościach i wielu możliwościach autor artykułu już napisał wystarczająco. Tutaj nie ma nudy, jest co robić.

I żeby nie było. Lubię Forzę Horizon 5, tak samo jak wszystkie poprzedniczki, a gram od Horizon 1 w Kolorado. I na pewno z wielką przyjemnością zagram w 6-stkę. I tak, wracam do tej gry co jakiś czas by wykonać zadania z nowej playlisty. Modelem jazdy jest niezrównana i wyprzedza Motorfest. Mimo wszystko nowe The Crew jest dla mnie takim powiewem świeżości. Podczas gdy w Horizon jest po prostu przepych i być może tego wszystkiego jest za dużo na raz, po jakimś czasie rzygasz tym dobrobytem, dodatkowo ten "radosny" ziomalski klimat i otoczka wokół festiwalu, po jakimś czasie to przytłacza. Do Horizon 5 wracam obecnie tylko po to, by wykonać zadanie i wyłączyć grę. Natomiast w The Crew Motorfest mogę pograć dla czystej przyjemności z samej jazdy, bez "obowiązku" wykonania jakichś misji, nie przytłacza mnie to tak, jak Horizon i bardziej wczuwam się w tą grę. I ja to doceniam.

post wyedytowany przez Pizystrat 2024-10-19 16:44:04
19.10.2024 15:47
Pizystrat
Pizystrat
128

The Crew Motorfest - co to?

Wygoogluj sobie albo naucz się czytać :)

02.09.2024 10:45
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Akurat trójka to jedyny film z serii (poza znakomitą jedynką), który w ogóle dałem radę obejrzeć bez ciągłego zażenowania. Jak już się z czegoś tłumaczą, chciałbym, żeby mi ktoś wyjaśnił, jak mogło dojść do powstania tak żałosnej części czwartej.

Lynx07

Trzeba na głowę upaść i to tak solidnie, żeby uważać, że dwójka była słaba.

post wyedytowany przez Pizystrat 2024-09-02 10:45:34
14.08.2024 18:35
Pizystrat
Pizystrat
128

To jak widać grałeś w beznadziejne gry z otwartym światem, a takich też nie brakuje. Polecam wybrać coś lepszego.

14.08.2024 18:31
Pizystrat
Pizystrat
128

Twój komentarz to jest nieporozumienie. Zatrzymałeś się w czasie w grudniu 2020 roku i wypisujesz farmazony. W momencie premiery można by się z tym zgodzić, że miasto piękne, ale wydmuszka. Obecnie, po blisko 4 latach aktualizowania gry, miasto jest nie tylko piękne, ale przede wszystkim na każdym kroku żywe i mega klimatyczne. Los Santos w GTA V jest także świetnie zrobione i jest to absolutna TOPKA, ale na upartego również można powiedzieć, że zbyt wiele do roboty to tam nie ma, szczególnie po ukończeniu głównego wątku fabularnego. W Night City masz pierdyliard sklepów, zadań pobocznych, zadań (prostych, ale jednak) z rozwalaniem przestępczych działań na praktycznie co drugiej ulicy, można kupować mieszkania, auta, jeździć metrem, jest zdecydowanie więcej miejsc, do których możesz wejść. Samych barów/klubów jest zdecydowanie więcej niż w GTA V. Zdarzenia losowe też mają miejsce, jak strzelaniny gangów z policją czy pościgi. A to co fajnego dodali, to możliwość interakcji z drugą połówką, mogąc ją zaprosić na chatę. Okej, nie można pograć w golfa czy w tenisa, ale bez jaj, żeby nazywać tak wysokie miejsce Cyberpunka nieporozumieniem.

Głosisz nieaktualne i powielane przez wiele osób bzdury, które pewnie w 2020 lub na początku 2021 roku odbiły się od Cyberpunka i do niego nie wróciły. Nie masz pojęcia po prostu.

Jak dla mnie Liberty City z GTA IV jest dużo bardziej absorbujące i wciągające niż Los Santos z V-tki. Można przynajmniej chodzić grać w kręgle na polecenie "let's go bowling" z Romanem.

post wyedytowany przez Pizystrat 2024-08-14 18:36:34
02.07.2024 08:41
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Krypta76
RTX 2070 ma 6 lat haha

Ale co to za argument w ogóle, co z tego, że ta karta ma 6 lat? Przecież to wciąż karta, z którą 95% gier w 1080p bez trudu odpalisz w 60 klatkach na High-Ultra. Ja mam 2070 SUPER i praktycznie we wszystko gram na High lub Ultra w tej rozdzielczości i mówię tutaj o 60 klatkach. I mówię też o grach większych i o wiele ładniejszych niż Solar Crown.

Jeszcze nie spotkałem się, żeby jakakolwiek nowa gra, choćby wyglądała 1000 razy lepiej niż TDU: Solar Crown, miała w minimalnych RTX 2070. To tylko świadczy o tym jak ta gra jest spierniczona pod względem optymalizacji.
Przecież ta gra nie jest nawet najładniejsza wśród wyścigówek. Na łeb pod tym względem biją ją The Crew Motorfest czy prawie 3 letnia Forza Horizon 5.

To jakie kurna RTX 2070 w minimalnych? Tutaj wiek karty nie ma nic do rzeczy, skoro to wciąż jest mocna karta, która radzi sobie w najnowszymi tytułami. Bez jaj.

23.06.2023 11:24
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Niektórym komentującym, to chyba sufit na łeb się spadł tutaj. Przecież wszystko to kwestia skali. Wystarczy przez chwilę pomyśleć, prosta matematyka, jeśli ma być 1000 planet i na około 10% ma być życie, to wychodzi na to, że na około 100 planetach to życie będzie, więc to wciąż OGROMNA liczba, patrząc przez pryzmat wielkości świata gry.

A że niektórych myślenie bardzo boli, a z najprostszymi równaniami na bakier, to już inna kwestia, lepiej wysmarować wysrywy nabijające się z Bethesdy lub wyrażać wielkie rozczarowanie, zamiast przez kilka sekund pomyśleć i dojść do logicznego wniosku, że zaraz, zaraz, ale w Starfieldzie ma być około 1000 planet, to nawet jeśli na 90% z nich nie będzie życia, to te 10%, czyli około 100 planet, to i tak bardzo, bardzo dużo. Wiem, że to arcytrudne, bolesne i powoduje u niektórych męki, a zwoje mózgowe błagają o litość, no ale ludzie, przynajmniej spróbujcie ruszyć makówką.

Czego się spodziewaliście? Że na każdej z 1000 planet będą dinozaury biegały? To nie jest No Mans Sky, gdzie na praktycznie każdej planecie na której lądujesz, trafiasz na w gruncie rzeczy dokładnie te same zwierzęta i po odwiedzeniu 100 światów rzygasz tym kopiuj wklej (i nie zrozumcie mnie źle, bardzo szanuję i lubię No Man's Sky, obecnie to bardzo dobra gra i warto dać jej drugą, czy trzecią szansę, a Hello Games można stawiać za przykład jak odkupić winy i odzyskać zaufanie graczy).

Zatem to jest bardzo dobra informacja, ponieważ istnieje szansa, że na każdej z tych 100 planet będą zupełnie inne formy życia i będzie to znacznie ciekawsze i oryginalniejsze doznanie, a także odkrycie takiej planety, będzie po prostu dużo, dużo, dużo bardziej satysfakcjonujące i wręcz mobilizujące do dalszej eksploracji. Lepiej, żeby te formy życia były na 100 planetach i na każdej inne niż na 1000 planetach i na większości takie same.

I to też pokazuje jak ludzie zwracają uwagę tylko na suche cyferki, nie zwracając uwagi na cokolwiek innego. Gdyby np. w Starfieldzie miało być nie 1000, a 100 planet i Howard powiedziałby, że na 70% z nich będzie życie (lub bez życia tylko na 30% planet), to przecież takiej reakcji by nie było jak w tym wypadku, pomimo tego, że życie byłoby nie na 100, a na 70 planetach. No ale przecież 30%, a 90%, to przecież różnica, prawda? Owszem, jeśli się nie myśli i nie zestawia faktów oraz nie bierze pod uwagę skali świata.

Kolejna rzecz - Starfield prezentuje tutaj dość realistyczne podejście, ponieważ w rzeczywistości faktycznie na większości planet najprawdopodobniej życia nie ma, a na pewno nie wielokomórkowego w zaawansowanych formach, więc to jak najbardziej ukłon w stronę realizmu.
Poza tym kto powiedział, że jeśli na danej planecie nie będzie życia, to nie będzie tam co robić? A to co, już nie może być jakichś budynków, ciekawych artefaktów, minerałów, widoków, najemników, kopalni itd. itp.?

Co do modów, to jest to również bardzo dobra informacja. Oznacza to, że gra będzie się stale rozwijała, a wyobraźnia moderów gier Bethesdy jest dość bujna. Nie zdziwi mnie, jak dodadzą jakieś stwory na "pustych" planetach, nowe miasta czy... pojazdy, którymi będzie można się poruszać po terenie. Myślę, że istnieje na to spora szansa.

A porównania do Mass Effect... No sorry, ale co to za porównanie w ogóle? To zupełnie inne typy gry. Kocham Mass Effect, to jedna z moich ulubionych serii gier i każdą część od ME1, ME2, na ME3 kończąc, oceniłem na 10/10. Tylko tam gra jest nastawiona w 99% na fabułę i historię, jest to dużo bardziej zamknięta i sterylna gra, nie jest to open world pełną gębą, jak Starfield, a porównanie lądowania na planetach w Mass Effect do lądowania na planetach w Starfieldzie, to tak, jakby porównać latanie w Microsoft Flying Simulator 2020 do latanie Hydrą w San Andreas, no ludzie, co tu zestawiać? Na planetach w Mass Effect mogłeś wylądować tylko w jednym, wyznaczonym miejscu, zawsze tym samym i tylko wtedy, kiedy pozwalała na to gra (w dodatku na jednej na kilkanaście planet była jakaś "anomalia"), ponieważ była tam misja poboczna lub główna, a obszar "zwiedzania" był mega ograniczony i stosunkowo niewielki. Nie było mowy o jakiejś swobodnej eksploracji i lądowaniu na dowolnej planecie w dowolnym punkcie, a chyba Starfield nam na to pozwoli i będziemy mogli lądować w dowolnym punkcie, dowolnej planecie (chyba, że to gazowy olbrzym, to ciężko o wylądowanie, ale wciąż może będą na orbicie jakieś bazy itd) i zwiedzać bez żadnych ograniczeń, tylko cały glob będzie dostępny do eksploracji, a nie ściśle wyznaczona i ograniczona powierzchnia.

post wyedytowany przez Pizystrat 2023-06-23 11:36:14
12.06.2023 09:41
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Wczorajsza prezentacja była epicka i zapowiada się, że to faktycznie będzie moja gra marzeń. Nawet jeśli na premierę optymalizacja na PC nie będzie najlepsza i będą obecne bugi (to raczej nieuniknione przy tak potężnym open worldzie), to jasny gwint, przecież to, co wczoraj pokazali, to jakiś absolutny kosmos, dosłownie i w przenośni.

Ja jestem niesamowicie zajarany. Kocham gry, które nastawione są na eksplorację i ja już wiem, że ta gra wciągnie mnie na setki, albo tysiące godzin. Pierniczyć średnią mimikę twarzy tam, naprawdę, to nie jest dla mnie duży problem, jeśli dostanę grę, gdzie mam niemal nieograniczone możliwości eksploracji obcych światów. Fabuła będzie dla mnie w tym wypadku tylko tłem, miłym dodatkiem, nie mam tutaj jakichś wielkich oczekiwań, chociaż przecież i pod tym względem wcale nie musi być kiepsko.

Fauna i flora, biomy na planetach, wow. Kompletowanie swojej załogi, niemal nieograniczone możliwości w budowaniu statków i baz na planetach, ABORDAŻE na wrogich statkach(!!!), te miasta, lokacje... Przecież to wszystko wygląda epicko.
Naprawdę dla kogoś problemem w tym wypadku jest mimika twarzy NPC? Współczuję takiego podejścia do tego typu gier, ale oczywiście - co kto lubi, każdy ma inne oczekiwania i standardy, wiadome.

Natomiast mnie Howard i Bethesda kupili. Jestem zachwycony tym, co zobaczyłem i jestem przekonany, że gra będzie hitem.

A do tego dochodzą ogromne możliwości modderskie i cała społeczność moderów związana z grami od Bethesdy.

post wyedytowany przez Pizystrat 2023-06-12 09:43:25
11.06.2023 21:25
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Child of Pain
Nie mamy zadnych potwierdzen o wielkosci gry

Co ty bredzisz w ogóle, czy ty właśnie poddałeś w wątpliwość wielkość tej gry? xD Można Bethesdzie kilka rzeczy zarzucić, ale jak można wątpić w to, że będzie ogromna? :D Czy ty właśnie sugerujesz, że Bethesda na 3 miesiące przed premierą okłamuje cały gamingowy świat co do rozmiarów gry, a cały materiał, który pokazują, to mistyfikacja i kłamstwo? Bo jeśli obejrzałeś choć 5 minut z tej prezentacji, to wiesz, że świat będzie absolutnie ogromny.

jak mamy dostawac taka jakosc i plytka fabule oraz gameplay jak mamy w zwyczaju od bethesd oraz bugi to takich AAA nie potrzebujemy.

A skąd ty wiesz, jaka będzie fabuła i jej jakość?

07.06.2023 09:59
Pizystrat
Pizystrat
128

Kupowanie mieszkanie/ziemi w jakis malych miejscowosciach gdzie ludzie uciekaja i stoja pustostany jest slabym pomyslem.

Niekoniecznie. Przecież sporo ludzi chce też wyjechać z dużego miasta w poszukiwaniu spokoju, ciszy, natury, by odpocząć od zgiełku, hałasu, smrodu spalin. Nie znam statystyk, przyznam się, aczkolwiek ja słyszałem właśnie o odwrotnej tendencji, że coraz więcej ludzi buduje się raczej pod miastem, na przedmieściach lub na wsi, bo mogą cieszyć się spokojem, mniejszym hałasem, mogą mieć wiekszą działkę/ogród/przestrzeń. I wcale niekoniecznie muszą trudnić się rolnictwem, są samochody, więc dojechać do pracy można, a jeśli pracuje się zdalnie, to w ogóle obojętnie gdzie się mieszka. Swoje argumenty popieram faktem, że posiadam wielu znajomych, którzy zbudowali się lub budują na kompletnym zadupiu, wokół pola, a najbliższy sklep, to monopolowy, pod którym przesiadują zmęczeni życiem Mirek ochlaptus i Stefan amator tanich win. Zadupie? Zadupie, ale własnie wielu ludzi, nawet MŁODYCH, szuka właśnie takich miejsc na budowę domu. Mieszkania w mieście które mieli - wynajmują lub sprzedali.

Zależy też co masz na myśli zadupie, jakie kryteria przyjmujesz. Czy np. działka na wsi, otoczona polami, oddalona o 10 czy 20 km od dużego miasta, to już zadupie dla Ciebie czy nie. Zresztą, nawet w obrębie dużego miasta mogą być tereny niezabudowane, lasy, pola, łąki etc. i tam też można się czasem budować, to także zadupie? Bo nie ścisłe centrum ani żadne większe osiedle? :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2023-06-07 10:05:40
07.06.2023 09:42
Pizystrat
Pizystrat
128

Jest, a właściwie to była wina sterowników. Z 1.5-2 miesiące temu po updacie sterowników od Nvidii, gra crashowała się bardzo wielu graczom, w szczególności w misji, gdy musieliśmy pokonać wielkiego węża. Wcześniej występowały problemy z wywaleniem do pulpitu podczas nurkowania w konkretnych lokacjach. Problemem oficjalnie okazały się sterowniki od Nvidii, które "gryzły" się z grą. Nvidia jakiś czas temu wypuściła hot fixa, który wyeliminował większość problemów. U mnie gra już się w ogóle nie crashuje, póki co.

Więc to, że regularnie aktualizujesz sterownik, nie miało żadnego znaczenia, tzn. miało, ale negatywny, bo właśnie któraś aktualizacja spierniczyła grę (po przeczytaniu dziesiąktów wątków na ten temat w necie wiem, że wielu graczomo pomogło wówczas zainstalowanie starszych sterowników, na których gra śmigała). No ale jak mówię, Nvidia wydała fixa i naprawili to.

Co do optymalizacji - jest ona w grze dobra, więc nie ma ona nic do rzeczy w przypadku crashów gry.

05.06.2023 13:47
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

30.

05.06.2023 13:44
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Buzię w tym tenczu.

01.06.2023 09:38
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Dorzuciłbym może Just Cause 2 - jedną z niewielu gier, które miałem na więcej niż jednej platformie i każdą wymaksowaną.

A od kiedy Just Cause 2 ma mały otwarty świat? Przecież mapa w tej grze była OGROMNA, do dzisiaj mało która gra może się taką pochwalić, a mówimy o 1035 km2. GTA V miało mapę mającą około 80 km2. To tak dla porównania.

A temat nie dotyczy udanych open worldów z dużymi mapami, tylko Z MAŁYMI.

03.05.2023 12:02
Pizystrat
Pizystrat
128

Nie ma gwarancji, że Starfield nie będzie kupsztalem. Duża gra od Bethesdy, może i największa w tym roku, a pewnie będzie z nią masa problemów technicznych na premierę.

I oby tylko takie problemy miał Starfield, bo to będzie do wyłatania przed rzeszę moderów oraz samą Bethesdę, a Redfall nie pomoże nic, bo gra sama w sobie jest jaka jest.

21.10.2022 08:34
Pizystrat
Pizystrat
128

Jestem gdzieś przy końcu gry i na pewno nie jest to gra na 9.

Zapomniałeś dodać, że dla ciebie to nie jest gra na 9.

14.10.2022 23:07
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Cześć

Zastanawiam się nad pewną kwestią dotyczącą zapisanego stanu gry ze Steama i przeniesienia ich do gry zainstalowanej z Gamepassa - tak jak w tytule, chodzi o Death Stranding.

Z 2 lata temu grałem w grę Kojimy na Steamie, była to pożyczona gra od kumpla przez platformę, jednak doszedłem gdzieś do połowy i porzuciłem gierkę, usunąłem ją, ale save zostały. Niedawno gra trafiła do gamepassa i w sumie pomyślałem, że może bym zainstalował i dał drugą szansę. Jednakże zastanawiam się czy stare save pochodzące z tej samej gry, ale ze Steama, będą kompatybilne z grą zainstalowaną przez gamepassa. To jest pierwsza wątpliwość, chociaż zakładam, że raczej bez problemu powinno działać.

Druga wątpliwość dotyczy kwestii osiągnięć. Co się stanie, jeśli zainstaluje grę przez gamepass i wgram save ze Steama? Zakładam, że najbardziej prawdopodobna opcja to to, że po prostu po uruchomieniu gry zainstalowanej przez platformę MS i kontynuowaniu jej - po prostu jakiekolwiek osiągnięcia zostaną "zablokowane" i nie będę mógł ich zdobyć nawet czyniąc postępy w dalszej fazie gry. No bo raczej nie wierzę, że zaczynając grę od połowy z save z innej platformy będę mógł zdobyć osiągnięcia przygotowane do zdobycia w dalszej fazie gry, nie wspominając o braku możliwości zdobycia osiągnięć z pierwszej części gry.

Czyli krótko mówiąc - jeśli chce zdobyć osiągnięcia, muszę zacząć grę od zera z gamepassa. Będą one kosztem przechodzenia dużej części gry od nowa. Natomiast jeśli chce zacząć tam gdzie skończyłem na podstawie save - to kosztem osiągnięć, bo nie zdobędę żadnego zaczynając grę od środka.

Szczerze mówiąc, siedzę w grach od kilkunastu lat, ale nie spotkałem się z takim crossem i po prostu czysta ciekawość mnie zżera jak to jest i czy dobrze to rozumuję :D

Może ktoś potwierdzić jak to wygląda? :)

20.07.2022 20:14
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

No wszystko fajnie, ale po co? Komuś się mocno nudziło. Tym bardziej, że może mi się wydaje, ale niektóre miasta na tej mapie umieszczone są jakby na siłę i losowo. Przecież od 2004 roku wiadomo, że Bayview z Underground 2 położone jest na zachodnim wybrzeżu USA, gdzieś w Kalifornii zapewne, a nie w miejscu Nowego Orleanu w Luizjanie, bez jaj. Poza tym miasto to ewidentnie wzorowane było nieco na Los Angeles, choćby napis Bayview na wzgórzach w stylu Hollywood, czy obserwatorium astronomiczne. A tutaj umieścił je sobie tam, gdzie leży Nowy Orlean :D I co śmieszniejsze, przecież to tak mała mapka, że zmieściłaby się na zachodnim wybrzeżu na tej mapie pomiędzy Ventura Bay i Tri-City's Bay.

Ja wiem, że Ventura Bay z NFS z 2015 roku także jest w Kalifornii i jeszcze bardziej może przypomina Los Angeles i akurat jego umiejscowienie jest w porządku, no ale w takim razie ogólnie umieszczanie miast z NFS na jednej mapie USA jest bez sensu.

To trochę tak, jakby ktoś wpadł na pomysł naniesienia wszystkich miast z GTA na jednej mapie USA. Wszystkich od GTA 3. Zatem Liberty City z GTA IV, jako że większe, byłoby w miejscu Nowego Jorku, a Liberty City z GTA 3, jako mniejsze, wrzuciłby sobie w miejscu Oklahoma City w centrum USA, albo Chicago, no bo czemu nie :D Los Santos? No to wiadomo, że na zachodnim wybrzeżu dałby w miejscu LA w Kalifornii mapkę z GTA V, ale gdzie tu zmieścić Los Santos z GTA San Andreas? Oooj, może Nowy Orlean w Luizjanie by się nadał? Tak jest :D A tam Las Venturas i San Fierro, co tam, mogą być przecież w pobliżu, nikt nie zauważy ;) O. I taki to ma sens.

Natomiast jeśli chodzi o grę wyścigową, która oferuje to wszystko, tak po prostu, no to The Crew 2. Zręcznościowa, nie dla fanów nieco realistyczniejszych wyścigów, ale frajdy daje mnóstwo, a zwiedzania i miast jest co nie miara.

post wyedytowany przez Pizystrat 2022-07-20 20:19:58
20.07.2022 19:59
Pizystrat
Pizystrat
128

The Crew 2 to bardzo dobra gra. Nie dla każdego z racji tego, że jest to mocno zręcznościowa ścigałka, ale wciąż oferuje ona bardzo, bardzo dużo. Dla kogoś, kto chce po prostu "wsiąść" w fajną furkę, zrelaksować się i eksplorować ogromną mapę, wielkie i małe miasta, kaniony, bezdroża, pustkowia, a przy okazji zaliczyć jakiś wyścig, by zarobić na jeszcze fajniejszą furkę - gra jak znalazł. Ma swoje wady, ale na pewno nie powstała gra wyścigowa z większą różnorodnością, jeśli chodzi o mapę. I to jest ogromna zaleta. Ktoś powie, że gra wyścigowa oferująca ogromną i ciekawą mapę kosztem samego modelu jazdy, no to do bani. No cóż, i tak, i nie. Zależy kto ma jakie wymaganie i na co się nastawia. Dla mnie jako fana gier z otwartych światem i eksploracji gra jest świetna.

18.07.2022 14:00
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Jak dla mnie jest to bardzo dobra gra i obecnie na pewno lepsza niż była w dniu premiery, ponieważ twórcy sporo rzeczy poprawili lub dodali.

Ktoś, kto lubi w miarę realistyczne wyścigi pewnie się tutaj nie odnajdzie, ale komu nie przeszkadza mocno zręcznościowy model jazdy - na pewno będzie bawił się świetnie.

Gra daje mnóstwo zabawy. Nie jest to poziom wykonania jak w Forzy Horizon, ale wciąż gra, która zapewnia masę frajdy na bardzo długie godziny. Między innymi dzięki przeogromnej mapie, która po prostu robi wrażenie. Jeśli ktoś lubi wyścigi, a dodatkowo jest fanem gier z dużym otwartym światem i eksploracji, odkrywania nowych miejsc, jazdy bez celu, czerpania przyjemności z podziwiania tego, co przygotowali twórcy, to ta gra będzie dla takiej osoby idealna. A jako, że ja jestem właśnie takim graczem, odnaduję się w The Crew 2 znakomicie. W TDU 1 potrafiłem jeździć bez celu po wyspie i odkrywać jej smaczki. W The Crew mogę robić to samo, tym razem na większej mapie, odwiedzając mnóstwo fajnie zaprojektowanych miast i innych ciekawych lokacji, który w grze jest pełno. Nie każdemu to podpasuje, wiadomo. Ktoś powie, że to gra wyścigowa, więc maja być wyścigi, a nie jakieś zwiedzanie i jeżdżenie bez celu, bo to nudne, a model jazdy nie pomaga. No fakt - ale to przecież zależy co kto lubi. Ja lubię wyścigi, ale nie jestem wymagający, model jazdy jest gorszy niż w Forzy, ale jest ok na tyle, by jazda i odkrywania świata mi się podobała.

Poza tym klimat jest rewelacyjny, klimat USA. Czy miasta to wydmuszki? No na pewno trochę tak, przecież to nie GTA. Mimo wszystko ruch uliczny jest sporawy, ludzie chodzą sobie po chodnikach lub siedzą na ławeczkach, widać, że coś tam żyje.

Fabuła jest słaba, no ale w której wyścigówce jest dobra? Nie spotkałem się chyba. W Horizon 5, którą uwielbiam, fabuła jest beznadziejna, pisana jakby dla 10-latków, tak samo dialogi. W The Crew nie jest lepiej, ale mam na to wywalone, bo w taką grę nie gra się raczej dla fabuły. Raz jeszcze, to nie jest GTA. Ani Wiedźmin czy Mass Effect.

Najważniejsze, że gra daje mnóstwo frajdy, jest po prostu ciekawa i na pewno warto przynajmniej spróbować. Samochodów jest mnóstwo, są one dobrze wymodelowane, grafika jest ładna, świat ogromny i szczegółowy. Fizyka przy zderzeniach, kolizjach - no kiepska, ale czy w Horizon jest dobra? Tam skaczesz rozpędzasz się 400 km/h i wyskakujesz na skoczni i lecisz 600 metrów, a potem jedziesz dalej jak gdyby nigdy nic. W drzewo wjedziesz przy 350 km/h i co? Jedziesz dalej. Trochę więc nie rozumiem zarzutów wobec tej gry, a z takimi się spotkałem, że nierealistyczne są kolizje i takie tam. A w której grze wyścigowej przepełnionej licencjami na samochody jest to realistyczne?

Póki co mocne 8, może nawet 8.5/10. Dobra gra wyścigowo-eksploracyjna. Na pewno z nieco zmarnowanym potencjałem, ale sprawia radość, a to w grach najważniejsze.

01.07.2022 13:18
Pizystrat
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Ja dając szansę jakiejś grzę patrzę przede wszystkim na fachowe recenzje portali zajmujących się grami, a także na opinie graczy. I gdybym miał oprzeć się tylko na tym - nigdy nie kupiłbym Fallouta 4, nawet w promocji. Ba, nawet bym nie ściągnął pirata, gdybym miał taką możliwość. Gram w tą grę tylko dlatego, ponieważ jest na Gamepassie, więc w sumie - czemu nie spróbować. Poza tym bardzo zainteresował mnie mod do tej gry "Whispering Hills", który przenosi nas do świata potworów z Silent Hill oraz panuje tam jeden z moich ulubionych stworów - Sirenhead. No a żeby ograć ten mod - trzeba mieć Fallouta 4.

I skończyło się tak, że na razie mod sobie wisi u mnie na kompie, a ogrywam z jęzorem na wierzchu standardową wersję gry i wątek fabularny. Jaki klimat ma ta gra, to głowa mała. Otwarty świat stworzony przez Bethesdę jest niesamowity i wręcz ocieka postapokaliptycznym, retrofuturystyczym klimatem. Projekt lokacji jest rewelacyjny, zniszczony Boston i mniejsze miasteczka/osady wygląda fenomenalnie. Kocham gry eksploracyjne z otwartym światem i dostaję tutaj wszystko, co tygryski lubią najbardziej. Pomiędzy misjami/zadaniami pobocznymi po prostu zwiedzam ten zniszczony wojną atomową świat. Do większości miejsc można wejść, czujesz się całkowicie wolny i pozbawiony ograniczeń. Idąc w stronę misji, która jest gdzieś blisko, po prostu nie mogę oprzeć się pokusie, by zajrzeć w jakieś miejsce. A to jakiś wieżowec, a co nie wejdę? Proste, że wejdę. W środku mnóstwo łupów, często jakieś sejfy, najczęściej walka z bandytami lub supermutantami, A to jakiś domek, a to jakiś pawilon, a to komisariat policji, a to laboratorium, a to radiostacja, a to stacja metra, a to hotel, a to biurowiec. I co najlepsze, każde wnętrze jest inne. Nie czujesz się tak, jakbyś odwiedzał to samo miejsce po raz setny. Design i mnogość lokacji powala. Często jest tak, że nie udaje mi się nawet dojść do bliskiego znacznika na mapie, bo po drodze odwiedzę kilka lokacji. Zresztą nie tylko w miastach, ale też na pustkowiach czy poza miastem - często są jakieś bardzo ciekawe obiekty, do których oczywiście można wejść i każdy kryje swoje tajemnice. Kocham to w grach z otwartym światem.

Takie detale jak para kościotrupów leżących przy sobie, trzymających się za rękę, lub siedzących w restauracji na kanapie - no robi robotę. Daje do myślenia, że zginęli niemal natychmiast, w jednej sekundzie, zaraz po wybuchu bomby atomowej.

Uwielbiam też gore w grach, a tutaj jest to wykonane perfekcyjnie. Odpadające kończyny, ciało rozrywane na dziesiatki kawałków, rozpadające się głowy i widoczne fragmenty mózgu, a nawet gałki oczne. Możliwość oznaczania celu i strzelanie do niego w zwolnionym tempie, by podziwiać rozbryzgi krwi i posoki, genialnie wykonane.

Crafting w tej grze jest na bardzo wysokim poziomie. Wiesz, że wszelkie graty i śmieci zbierasz po coś, a nie dla samego zbierania. Pozyskiwanie amunicji i kapsli jako waluty jest mega satysfakcjonujące, bo wiesz, że każdy nabój się liczy w tej grze i cieszysz się ze wszystkiego, co znajdziesz. Po prostu sprawia to frajdę.

Dlatego też głęboko wierzę, że będzie taki Starfield. Bethesda umie w otwarte światy, a jeśli to im się uda - dla mnie wszystko inne może być nawet średnie, byle eksploracja sprawiała mi tyle radości.

Potwory, zmutowane zwierzęta - jak dla mnie świetne. Podoba mi się to, że jak "zaczepisz" jakiegoś stwora, np. ghula, błotniaka, lub Szpona Śmierci - będzie cię gonił praktycznie do skutku. Raz pół mapy uciekałem przez Szponem, dosłownie, aż go ubiłem. Tak samo raz na początku gry strzeliłem z daleka, naprawdę daleka, do zielonego, święcącego ghula - od razu zaczął biec w moją stronę. Zobaczyłem, że mam mało amunicji, niski level, a oprócz niego w moją stronę biegnie stado zwykłych ghuli. Nogi za pas, uciekałem ulicami miasteczka, noc, myślałem, że już po wszystkim. A nagle zza rogu widzę, że zaczyna coś świecić i wyłania się ten ghul, który sprintem do mnie leci... I to już naprawdę spory kawałek od miejsca, w którym sobie pierwotnie stał.

Ochłap - super towarzysz, RIP piesku (w real life). Chociaż momentami dostawałem przez niego zawału. Noc, ciemno, cisza, gram na słuchawkach, a tu nagle Ochłap tup tup tup, kilka razy podskoczyłem przez niego, bo zanim ogarnę, że to on, to jednak już zdążę się wystraszyć, że jakaś maszkara się skrada.

Możliwość modyfikacji - potencjał tej gry jest OGROMNY. To prawdziwa piaskownica dla moderów, zresztą dzięki temu sama gra może stać się jeszcze lepsza.

Fabuła, cóż - tutaj zdania są podzielone, ale mnie ona nie odrzuca, wręcz przeciwnie - jestem ciekawy Instytutu i tego wszystkiego, zatem zbytnio nie będę narzekał. Zadania poboczne też są dla mnie ciekawe. Oczywiście nie jest to poziom, hmm, nie wiem, np. takiego RDR 2, Mass Effecta czy Wiedźmina, gdzie fabuła i zadania poboczne po prostu często miażdżą łeb, no ale jest po prostu spoko.

Największym minusem są oczywiście kwestie techniczne (i tutaj największa obawa, jeśli chodzi o Starfielda też). Gra ma 7 lat, a potrafi na 2070 Super zgubić klatki w pewnych miejscach, zupełnie bez powodu. Dodatkowo wciąż liczne bugi. Nie przeszkadzają one może z rozgrywce aż tak, ale jednak bywają irytujące, np. raz utknałem w windzie na 5 minut. Jechała, jechała i dojechać nie mogła na dół, na szczęście w końcu wyszedłem z niej. Kręcące się ciała pokonanych wrogów, przenikanie przez obiekty czy brak możliwości włamania się do terminala, żeby otworzyć sejf w Sąsiedztwie. To i tak tylko część z nich.

No i loadingi. To największa zmora tej gry. Wchodzisz do kilku piętrowego budynku - loading potrafiący trwać nawet kilka minut. Wchodzisz do jakiegokolwiek budynku - loading. Wchodzisz do jaskini - loading. Wchodzisz do podziemi - loading. Wchodzisz na stację metra - loading. No jest to naprawdę irytujące. Jeszcze żeby to trwało kilka sekund, ale na moim kompie potrafi ładować się nawet kilka minut. Nie wiem od czego to zależy, ale raczej nie od wielkości danej lokacji. Bywa tak, że ogromny wieżowiec pełen korytarzy, pokojów i sal do którego chce wejść ładuje się szybciej niż malutka chatka czy niewielka lokacja w kanałach. Oby w Starfieldzie nie zrobili takiego cyrku, bo to będą jaja, by gra w 2023 roku kazała tyle czekać na załadowanie się lokacji.

No ale reasumując, pomijając to co mnie wkurza, gra mi się bardzo podoba.

post wyedytowany przez Pizystrat 2022-07-01 13:19:59
30.06.2022 14:12
Pizystrat
Pizystrat
128

Odbiłem się od Inkwizycji głównie przez okropne sterowanie. Myszka/klawiatura to udręka, na padzie może trochę lepiej, ale kompletnie nie siadło mi to i dałem sobie spokój po paru godzinach niestety. Niestety, bo fabuła wydawała się ciekawa, ale po prostu nie dałem rady.

Andromeda - miałem dwa podejścia do tej gry. I dwa razy pokonały mnie nudne jak flaki z olejem lokacje oraz zagadki logiczne, których po prostu nie chciało mi się rozwiązywać... ME1-ME3 to gry świetne, Andromeda w porównaniu do nich kiepska.

30.06.2022 11:20
Pizystrat
Pizystrat
128

FH5 dostało 9.0 mimo że to duże DLC do sredniej FH4, nudne, wtórne i z masą błędów

Co za bullshit chłopcze. Masz ty pojęcie w ogóle jakie oceny dostała FH 5? Przecież ta gra została oceniona bardzo wysoko przez praktycznie każdy liczący się mniej lub bardziej portal/czasopismo. Więc chyba zarzut wobec Gola w tym wypadku średnio ci wyszedł. Poza tym na litość boską, o ile 10/10 według wielu portali to może i przesada, tak 9/10 jest odpowiednią oceną dla tej gry. To, że tobie się nie podoba nie oznacza, że gra nie zasługuje na 9. Jak dla mnie jak najbardziej na 9 zasługuje.

12.06.2022 23:34
Pizystrat
odpowiedz
5 odpowiedzi
Pizystrat
128

Eksplorujesz planety, jak w No Man's Sky i zabijasz z karabinu, jak w Mass Effect.

Zagra się, ale nie mam zbyt dużych oczekiwań, to wszystko, jak dla mnie już było.

Gra RPG osadzona w przyszłości, której akcja dzieje się w kosmosie. Możesz eksplorować planety, nuuuda, to już było. Możesz strzelać, eee, nuda, to już było. Tak kulawych argumentów nie czytałem już dawno. To co byś chciał robić w takiej grze? Latać kosmicznym smokiem, nie móc lądować na planetach, a podczas walki rzucać w przeciwników kamienami? Absurdalne zarzuty. Przecież dokładnie to samo można napisać dosłownie o każdej grze świata. Przecież to wszystko już było. Jak wyjdą nowe wyścigi, to napiszesz, że łeee, znowu ściganie, znowu te samochody, to już było? Jak wyjdzie nowe GTA, to też napiszesz, że eee, otwarty świat, znowu miasto, znowu gangusy, eee, to już było? Haha, żenada.

Ja jestem zadowolony z tego co zobaczyłem. Nie podobały mi się tylko niestabilna płynność i dość średnie animacje, ale wszystko inne wow. Design światów, przedstawione zwierzęta, klimat, wygląd lokacji, możliwość budowania własnych statków i kompletowanie własnej załogi - mega się jaram. To na pewno będzie fenomenalna gra dla ludzi, którzy uwielbiają eksplorować - a ja kocham to robić, więc dla mnie z pewnością szykuje się gra roku. Natomiast wiadomo, że wszystkim nie da się dogodzić. Już słyszę te narzekania, że po co ponad 1000 planet, przecież tam nie będzie co robić, bo będą takie same, bla bla bla. W No Man's Sky jest 18 trylionów planet i jakoś mnóstwo graczy nie narzeka, że nie ma co robić albo że jest to nudne, bo planety są podobne. Gdyby było zupełnie na odwrót i ogłosili, że zrobili tylko jeden układ z kilkoma planetami, ale robionymi ręcznie, to byłoby dokładnie takie samo biadolenie, że gra szybko się znudzi i nie będzie tam co robić, a przecież miał być "cały kosmos"... I tak źle, i tak niedobrze, zawsze znajdą się marudy, którym nic nie pasuje.

post wyedytowany przez Pizystrat 2022-06-12 23:36:58
05.06.2022 11:55
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Optymalizacja powinna być lepsza, gra notorycznie zalicza chwilowe spadki liczby klatek na sekundę (a gram na mocnym PC). FH4 wyglądała prawie równie ładnie, a działała o niebo lepiej.

Przecież zewsząd ta gra była wychwalana pod niebiosa za świetną optymalizację w stosunku do tego jak wygląda. I po pół roku jest już kiepsko zoptymalizowana? Ja nie zauważyłem żadnych spadków klatek, czy to Guanajuato, czy to dżungla, czy to pustynia, a jeśli już, to minimalnie, czego w ogóle nie odczuwam, bo nie przeszkadza w rozgrywce w żaden sposób. Może na słabszych sprzętach faktycznie coś popsuli kolejnymi patchami (bo na premierę przecież to hulało, jestem pewny), ale na RTX 2070S takich problemów nie widzę.

Oświetlenie regularnie wariuje, np. we wnętrzach aut bez dachu ekran bywa straszliwie ciemny w środku dnia, podczas gdy każda inna kamera ma mniej lub bardziej normalne światło.

To akurat prawda - jechałem ostatnio pewnym autkiem bez dachu z lat 50-tych (nie pamiętam jakie to auto niestety), był środek dnia, jasno jak cholera, a gdy zmieniłem kamerę na widok zza kierownicy - pach, nagle kilka razy ciemniej się robiło. Tylko, że to nie jest problem dotyczący tylko kabrio, niektórych buggy czy aut typu Auto Union D. Problemy z oświetleniem w zależności od kamery zauważyłem także w całkiem krytych autach...

Gra lubi sobie wyskoczyć do pulpitu raz na jakiś czas.

Od premiery gra nie wyrzuciła mnie do pulpitu ani razu. Powtórzę - ani razu. Problem był straszliwy w Forzy Horizon 3 i 4. Tam, to ja miałem często ogromny problem, żeby w ogóle gry odpalić, bo wywalało do pulpitu jeszcze przed pojawieniem się menu lub gra nie włączała się wcale. Straciłem długie godziny na tym, by naprawić ten problem, wiele osób to miało, ale żadnej skutecznej metody nie znalazłem. Grzebanie w systemie, w plikach, włączanie tego, wyłączanie tamtego, masakra... Najskuteczniejszą metodą było ogarnięcie jakiegoś fixa systemowego, który przeciwdziałał crashom i uruchamianie gry poprzez niego, ale też nie zawsze skuteczne. W FH5 takich problemów na szczęście u mnie brak - ale słyszałem, że ludzie mają. To zupełnie tak samo jak w FH3 i FH4. Ja miałem problemy, wiele osób miało, ale byli tacy, co ich nie mieli. W FH5 ja nie mam problemów, ale wiem, że innych wywala do pulpitu lub gra nie chce się włączyć bez powodu... Coś tutaj jest mocno skopane akurat i to od lat. W zależności od konfiguracji sprzętowej, systemu itd. itp. pliki gry muszą gryźć się z systemowymi z jakiegoś powodu - innego wytłumaczenia nie widzę. Szkoda, że nie potrafią tego w 100% ogarnąć.

Jedynym problemem z włączeniem gry miałem przy... aktualizacjach aplikacji Xbox, Usługi Gier lub Microsoft Store. Myślałem, że sobie włosy z łba powyrywam, kiedy przez KILKA DNI nie mogłem zagrać w żadną grę z Gamepassa (i tak było kilka razy), bo po kliknięciu w ikonkę dowolnej gry - przekierowanie do Microsoft Store z Usługą Gier. Problem dotyczył mnóstwa osób. Kolejne godziny stracone na szukanie rozwiązania, którym było zabawa z konkretnymi komendami w PowerShell, restartowanie komputera i wiele innych dupereli, żeby go naprawić i można było normalnie grać. Mimo wszystko to nie była wina samej Forzy, tylko aplikacji Microsoftu.

Regularnie widuję czarne plamy albo tęczowe bohomazy zamiast tekstur podłoża. FH4 nie oferowała i takich atrakcji.

Tego też w ogóle nie zauważyłem u siebie. Żadnych błędów graficznych czy artefaktów podczas rozgrywki.

No i twórcy nadal nie raczyli nikomu wyjaśnić, gdzie podziały się marki Abarth, Alfa Romeo bądź Lancia i czy robią cokolwiek, by je przywrócić.

Tak. Gdzie jest Alfa? Gdzie jest Abarth? Gdzie jest Lancia? Brakuje tych autek.

Sztuczna inteligencja ignoruje fizykę i gra nieczysto (zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności). O dziwo, w FH4 nie było to odczuwalne.

Nie było to odczuwalne? Nie zgodzę się. Kiedyś w FH4 z ciekawości zrobiłem własny wyścig i.... chciałem oszukać sztuczną inteligencję (na najwyższym levelu trudności) poprzez utworzenie karkołomnego, dosłownie i w przenośni, toru jazdy. Na samym starcie gdy wytyczałem trasę - skręcałem w każdą stronę, robiłem slalomy, kręciłem się w kółko, wytyczyłem trasę między drzewami, skałami, jeździłem na wschód, potem na zachód, na wschód i na zachód, podczas gdy pierwszych checkpoint ustawiłem... na wprost startu z 200 metrów od niego. Po drodze także robiłem takie przekręty, że gdzieś a to w wodę wjechałem, a to w drzewo, a checkpointy ustawiałem normalnie na drodze. Pułapek zrobiłem z kilkanaście co najmniej, cała trasa miała około 30 km. No to czas, start. Jedziemy - ja pruje prosto na checkpointy, a banda głupków SI skręca w prawo, kręci się w kółko, wali w drzewa, skały, jeździe w to i z powrotem - zanim w ogóle dojadą do pierwszego checkpointa. I co? Jechałem mega szybko, super szybkim autem, bezbłędnie właściwie - a tuż przed metą dogoniły mnie z dwa auta i nie byłem w stanie z nimi wygrać w żaden sposób, kiedy siedziały mi na ogonie - poważnie, dostawały jakiegoś turbo, jakby nitro miały, nie byłem w stanie już jechać szybciej, a oni cisnęli. Próbowałem je zblokować, ale wyprzedzały mnie. I robiłem takie eksperymenty kilka razy i za każdym razem dokładnie ten sam scenariusz. Miałem nad nimi MINUTY przewagi, a mimo to mnie doganiały. No to do jasnej cholery, jakim cudem w ogóle wygrać z czymś takim jadąc "uczciwie" w normalnym wyścigu?

To właśnie w FH5 udawało mi się wygrywać na najtrudniejszym poziomie i to w 100% uczciwie, po prostu, w normalnym wyścigu. A co do samej jazdy - jeśli przeciwnik gra nieczysto, ty również graj nieczysto. Ile razy mnie np. SI spychała lub waliła w taki sposób, że wypadałem z toru jazdy.... No to ja też to samo robię, jak mam samochód, który mega szybko przyśpiesza - wyprzedzam kilka aut na samym starcie, a jak jest jakiś zakręt zaraz - taranuje i spycham na barierki kolejne i wychodzę na 1. pozycję ;) Polecam - dużo mniej straconych nerwów dzięki temu. A potem już sobie jedziesz na luzaku i czyściutko do końca.

W rankingach nieprzerwanie królują oszuści.

To prawda. Dla mnie jest to chyba najbardziej irytując rzecz w Forzy. Wchodzę w raking "skoku w dal" i widzę.... 14 000 metrów. Albo w radar gdzieś na zadupiu, błotnej drodze i... 600 km/h. I to nie jest tak, że to pojedyncze osoby, tylko to są dosłownie SETKI osób. Jakim cudem od ponad pół roku nikt z Playground nie zainteresował się tematem? Jakim cudem te osoby nie dostały bana? Jakim cudem ich wyniki widnieją na tablicach? Nie rozumiem. Kompletnie tego nie rozumiem. I tu akurat ogromny, ogromny minus dla Playground. Banowali normalnych graczy za jakieś konkretne malowania samochodów typu KFC z Kimem czy jak było widać odrobinę cycka jakiejś laski (ale broń Boże nie całego, tylko kawałeczek...), a nie potrafią dobrać się do dupska prawdziwym oszustom i zmorze społeczności... Trochę to niepoważne i niesprawiedliwie, a wręcz żałosne. Co jeszcze bardziej żenujące - od ich decyzji ani się odwołać nie można było, ani nie dostało się żadnego ostrzeżenia. A tutaj oszuści, kłamcy i złodzieje sobie grają aż miło i robią wyniki, których nie da się pobić i psują wszystkim rozgrywkę - to to już spoko, cisza w temacie. Co komu przeszkadza malowanie karoserii? Jak widać twórcom bardziej przeszkadza to niż cheaterzy. Żenujące.

Siedem nowych samochodów (z czego cztery płatne)

To było sobie ogarnąć edycję Premium, to byś nie musiał płacić za dodatkowe auta ;) Ja sobie ogarnąłem na premierę i to w bardzo rozsądnej cenie.

No i dajcie w końcu ten dodatek. Ile można czekać na jakiekolwiek informacje. Mam nadzieję, że 12 czerwca coś pokażą, zapowiedzą, no bo powoli nie ma już co robić w tej grze.

post wyedytowany przez Pizystrat 2022-06-05 12:00:15
30.05.2022 09:04
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Niepokoi to, że wciąż nie dali żadnego gameplaya, natomiast myślę, że zrobią to w lecie. Dobrze, że przełożyli premierę w tym sensie, że być może wyeliminują znaczęce błędy i gra wyjdzie w miarę dopracowana (może to trochę naiwne, ale pozostaje mieć taką nadzieję). Te arty bardzo mi się podobają i pokazują, że jeśli to wszystko będzie w grze, to nawet niezależnie od błędów będzie co w niej robić. A jako, że ja kocham gry nastawione na eksplorację i zwiedzanie, jestem pozytywnie nastawiony i nie moge się doczekać samej gry. Nawet jeśli na premierę gra będzie zabugowana i będą wydawali kolejne patche naprawiające ją, to i tak zapewne wsiąknę konkretnie w świat gry i będzie mi sprawiała mnóstwo frajdy. To Bethesda. Można im zarzucić wiele, ale otwarte światy robią ciekawe, są w tym dobrzy według mnie, zatem i o Starfielda pod tym względem jestem spokojny.

No, ale jasna cholerka - dajcie w tym roku jakiś gameplay. Bardzo na to liczę, jak chyba każdy.

post wyedytowany przez Pizystrat 2022-05-30 09:05:44
26.05.2022 18:53
Pizystrat
Pizystrat
128

Co masz na myśli, że latanie statkiem jest mocno ograniczone? Spodziewałeś się rozbudowanego symulatora lotów w kosmosie, gdzie żeby w ogóle wzbić się w powietrze, to trzeba wcisnąć 500 przycisków, sprawdzić 200 kontrolek i dopiero uniesiesz się metr nad ziemię? :P No bo na pewno nie chodzi Ci o latanie samo w sobie, bo ta gra nie ma absolutnie żadnych ograniczeń w przemieszczaniu się, oczywiście poza surowcami niezbędnymi do lotu, czyli różnorakim paliwie itd, które trzeba zdobywać lub wytwarzać.

Rozbudowane latanie jest w Elite Dangerous i Star Citizenie. Tam, żeby wylecieć z planety, potrzeba co najmniej kilku, a nawet kilkunastu minut, w zależności od statku. I jest to dużo bardziej realistyczne, natomiast No Mans Sky jest grą bardziej zręcznościową. To nie jest wada, że latanie jest łatwiejsze i prostsze, a wylądowanie czy wylot z planety w kosmos zajmuje bardzo krótki czas. Tak miało być. Oczywiście rozumiem, że może się to komuś nie podobać, dlatego są inne gry w kosmosie, gdzie latanie jest bardziej realistyczne i wymaga więcej cierpliwości.

Nieznośny grind? Mało która gra daje tak dużą satysfakcję z pozyskiwania surowców. Możesz tutaj zbudować dosłownie wszystko. To trochę taki Minecraft w kosmosie, tylko z lepszą grafiką (w sensie - nie kwadratową). Zbierasz surowce i zawsze jest co z nimi robić. To nie tak, że zbierasz dla samego zbierania, tylko wszystko można do czegoś wykorzystać. Poza tym czy ja wiem czy ta gra jest taka powtarzalna? Po dodatkach ta gra ma ogrom, ogrom i jeszcze raz ogrom zawartości. Nie rozumiem więc trochę o co chodzi.

Co do planet na jedno kopyto, też nie do końca się zgodzę. Planet jest 18,5 kwintyliona. To tak trochę dużo. Są generowane proceduralnie, co oczywiście powoduje, że na pewno może sprawiać to wszystko wrażenie, że są do siebie podobne. Jednakże ja grając w sumie stosunkowo krótko w tą grę (łącznie około 40h, co jest kiepskim wynikiem, bo praktycznie nie przechodzę gry, tylko zwiedzam), owszem, napotykałem planety zbliżone do siebie oraz zwierzęta, które były podobne do tych, które widziałem na innej planecie w innym układzie, ale człowieku - wszystko wynagradza znalezienie planety takiej, której do tej pory nie widziałeś. A tego też trochę odkryłem i stawałem, podziwiałem niesamowite stworzenia, rośliny lub minerały. Ta gra wymaga czasu. No ale skoro Ty zagrałeś i się odbiłeś, odwiedziłeś 5 planet, no to czemu się dziwić w sumie ;p

10.01.2022 12:11
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ja uważam, że Game Pass to bardzo dobra usługa i konkretnie za to należą się Microsfotowi brawa. Największym minusem wszelkich aplikacji od MS jest... MS Store. Ta aplikacja jest dramatyczna, mało intuicyjna, wolno chodzi i nieczytelna. Mogliby w końcu wziąć sobie do serca głosy wielu użytkowników i udoskonalić ją. Przecież nie jest to niemożliwe, w końcu mówimy o branżowym gigancie, który wymyśla wiele innowacyjnych i fajnych usług - takich jak właśnie Game Pass.

A Game Pass jest rewelacyjny, ponieważ gram w gry, których raczej bym nie kupił i nagle okazuje się, że wow, to naprawdę fajna, dobra gra. Przykładowo nigdy w życiu nie kupiłbym Halo Infinite, ale zachęcony pozytywnym recenzjami spróbowałem. No i uważam, że to bardzo dobry shooter. Strzelanie i ubijanie wszelkich stworków jest bardzo przyjemne. Co ciekawe - nigdy nie miałem styczności z tą serią, to pierwsze Halo, w jakie gram. I niby ta gra jest skierowana głównie do fanów serii, no ale jak widać może też trafić do osób całkowicie spoza grona fanów. Owszem, jest to specyficzna strzelanka, ale mi siadło.

Ograłem Crysisa 3, którego również nigdy bym nie kupił. Teraz nadrabiam zaległości w postaci... Wolfensteina: The New Order oraz The New Colossus. Genialne gierki i po prostu sam nie wiem, nie mam bladego pojęcia, dlaczego wcześniej w nie nie zagrałem.

Czeka na mnie też Gears 5, Everspace 2 oraz Dragon Age: Inkwizycja. Zacząłem też Outlast 2 i Resident Evil: Biohazard.

Ostatnio dużo myślałem, zupełnie przypadkowo, by zakupić Mass Effecta: Edycję Legendarną. Przymierzałem się nawet do zakupu na Steamie. ME to jedna z moich ulubionych serii gier ever, absolutny TOP dla mnie. A tu nagle, dosłownie dzień po tym, jak myślałem o zakupie - gra ląduje w Game Passie :D No mega się ucieszyłem, od razu pobrałem i gierka czeka w kolejce na ogranie ;)

A jak przeczytałem, że Stalker 2 i Starfield, czyli gry, na które chyba najmocniej czekam w tym roku, mają wylądować na Game Passie w dniu premiery... No to po prostu nie ma opcji, bym zrezygnował z abonamentu.

Oczywiście pominąłem mnóstwo innych gier, które też pewnie ogram, ale nie sposób wszystkich wymienić. No i na pewno sporo też w międzyczasie dodadzą. W Forzę Horizon 5 też gram, ale akurat kupiłem gierkę na premierę w wersji premium, a na Game Passie jest standardowa wersja, zatem cóż, tutaj wolałem dopłacić.

Jedynie szkoda, że usunęli Wieśka 3... Na szczęście był na Epicu ze wszystkim DLC za 28 zł, więc też spoczko :D

08.01.2022 15:23
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Wie ktoś może, czy na Epic są osiągnięcia dla Wiedźmina? :)

Kupiłem w promocji -80% i przejdę grę po raz kolejny już, ale tak się zastanawiam czy są te osiągnięcia, którymi tak się Epic chwali.

Ja ostatnim razem przechodząc grę spędziłem w podstawowej wersji też około 400-500h, nie pamiętam nawet ile dokładnie, to tak odnośnie komentarza wyżej :)

03.12.2021 21:06
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Jeśli chodzi o Adamczyka to na pewno warto wspomnieć o jego roli Larsa Rainera w Czasie Honoru. Moim zdaniem bardzo, bardzo dobra rola, trochę zapomniana i niedoceniona. I to pomimo tego, że tam i Niemcy, i Rosjanie, i Anglicy, i Amerykanie - wszyscy gadali po polsku. Nie przeszkadzało to w ogóle, bo jak dla mnie Rainer w każdej scenie w której się pojawił po prostu kradł momenty - rasowy szkop, można powiedzieć. No i do twarzy mu było w tym mundurze ;) (podobnie jak grającemu majora Abwehry Halbe - Krystianowi Wieczorkowi, Aryjczyk jak nic :D). Rola papieża też była niezła. Oczywiście ostatnio to kojarzy się głównie z głupkowatymi komediami romantycznymi - a szkoda. Dlatego dobrze, że dostał ważniejszą rolę w hollywodzkiej produkcji, zresztą w bardzo popularnym uniwersum.

No ale zgryźliwy powie, że naprawdę się stoczył. Przemiana niezwykła - od papieża, po szefa gestapo, potem lowelas, a teraz gangus w dresie. Cholerka. Ciekawe co dalej...

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-12-03 21:08:42
08.11.2021 09:52
Pizystrat
3
Pizystrat
128

Pograłem dzisiaj trochę w 4 i widzę, ze jest identyczna jak 3 część (w która grałem moze 2h i mialem dosc), a 5 znowu jest identyczna..

Pograłeś w 3 i 4, nie grałeś w 5, ale już wiesz, że jest identyczna. W ogóle jakim ślepcem trzeba być, żeby uważać, że 3 i 4 wyglądają tak samo. I jakim ślepcem trzeba być, żeby bez zagrania w 5 twierdzić, że jest taka sama jak poprzednie części.
Tak - to są podobne gry, bo jakie mają do cholery jasnej być? Mieli dodać loty w kosmos, strzelanie i walkę z kartelami? Czego wy oczekujecie od samochodówki, co tam ma być, żeby was zaskoczyło?

Jakie to jest durne pierdzielenie bzdur w ogóle. Dodali całkowicie nową mapę, najwiekszą w histtorii serii, całkowicie nowe i świeże lokacje, które różnią się absolutnie wszystkim względem poprzednich części - klimatem, otoczeniem, detalami, miejscówkami, architekturą, atmosferą - no po prostu WSZYSTKIM. Ale uwaga! Są wyścigi, są samochody, są drogi - więc gra jest identyczna jak poprzedniczki :D Co za świetna, po prostu genialna logika. Może po prostu chłopie daj sobie spokój z wyścigami, bo dla ciebie każda gra wyścigowa będzie taka sama, bo przecież to wszystko polega na tym samym, czyli ściganiu się i jazdą samochodami ;)

Ja wolę po prostu jezdzic prawdziwym samochodem, jest to o wiele ciekawsze..

Tym cytatem zamiotłeś wszystko i potwierdziłeś to co napisałem wyżej. Idealnie podsumowuje to też twoją wypowiedź, która nie ma w takim wypadku absolutnie żadnej wartości. Żadnej. Skoro wolisz jeździć w real samochodem... Jezu, nie no, to przecież w ogóle jest jakiś absurd i kupy się nie trzyma :D To po co w ogóle komentujesz gry wyścigowe? Jak wolisz jeździć w real samochodem, no to wsiadaj do swojego trupa, jeździj sobie i przestań grać w gry wyścigowe, skoro ci się nie podobają. Jesteś masochistą czy coś nie tak z głowką? Przecież ten argument "przeciwko" Horizon 5 jest tak absurdalny, że no aż słów brakuje. Tak można powiedzieć o każdej grze, że wolę życie w real, poczytać książkę, wyjść ze znajomymi na dwór, niż grać w gry i tracić czas przed kompem. Chłopie, ogarnij się trochę.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-11-08 09:55:08
07.11.2021 17:36
Pizystrat
23
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128
0.0

Przyznam szczerze, że jak jestem z przerwami na Golu od kilkunastu lat, tak jeszcze nie przeczytałem na tej stronie tak daremnego, beznadziejnego i głupiego artykułu. Zaczyna mnie zastanawiać, czy ten artykuł napisany został celowo, żeby wzbudzić duże kontrowersje, zapewnić dużo kliknięć, odsłon i rozpocząć jatkę w komentarzach? Czy może autor tego rynsztokowego dzieła naprawdę tak uważa? W zasadzie - nie wiem co gorsze.

No bo jeśli to pierwsze - świadczy to tylko i wyłącznie o was i waszym poziomie oraz do jakich prymitywnych metod musicie się posuwać, żeby zyskiwać kliki. Natomiast jeśli autor naprawdę tak uważa, nie powinien nigdy więcej pisać artykułów na temat kinematografii, a także świadczy to o poziomie "dziennikarstwa" w waszej redakcji. Poziom rynsztoku - tak bym to określił.

I nie chodzi o to, że wszystkim ludziom na Ziemi ma podobać się każdy z wymienionych filmów. Nie - nie musi. Jednak czasami są pewne rzeczy, o których lepiej publicznie po prostu nie wspominać. Po prostu, dla zasady lub dla świętego spokoju. No chyba, że jest się masochistą lub obrzydliwym trollem, który uwielbia prowokować takimi artykułami i zamiast kobiet, to podnieca go czytanie krytycznych i napastliwych komentarzy. Różne są fetysze - ale może lepiej się aż tak z tym nie obnosić? Albo jest to zrobione tylko i wyłącznie dla klików, co również jest po prostu obrzydliwe, ohydne, wstrętne. Brzydzę się takim dziennikarstwem, brzydzę się takimi ludźmi. Bo nawet jeśli autor faktycznie tych filmów nie lubi, ok... No ale jego argumentacja jest po prostu fatalna, tragiczna. I czego spodziewał się gość pisząc taki artykuł? Poklasku? Oczywistym było, że jego zdanie wzbudzi przeogromne kontrowersje oraz burzę w komentarzach. I jak wspomniałem - każdy ma prawo mieć swoje zdanie, nawet najgłupsze na świecie (jak w tym przypadku), ale naprawdę czasami warto powstrzymać się przed wygłoszeniem tego publicznie, a tym bardziej, jeśli jest się "redaktorem" niby "poważanego" serwisu internetowego, który czyta tysiące ludzi. Po co to komu? No właśnie tylko dla klików, bo przecież po nic innego. Tylko i wyłącznie dla klików oraz siania zamętu. Autor doskonale wiedział co się wydarzy pod jego artykułem i zapewne dopiął swego. I to jest właśnie najgorsze, że taki człowiek jak on karmi się irytacją ludzi, jego to nakręca. Dzięki temu czuje się kimś, czuje się "czwartą" władzą, bo w końcu człowiek mediów, wpływa na ludzi, na ich stan emocjonalny, wywołuje emocje. Jest z siebie i swojego żałosnego artykułu dumny. To jego największe osiągnięcie w życiu. No więc gratuluję, ale jest jak już wspomniałem obrzydliwe.

I powtórzę raz jeszcze. Nie chodzi o to, by nie mieć własnego zdania. Można je mieć, ale czasami pewne sprawy należy przemilczeć i ich nie wygłaszać. To nie jest kwestia braku wolności słowa, tylko kwestia pewnych zasad, dla których mocno kontrowersyjnych i dla większości osób kretyńskich opinii po prostu lepiej nie upubliczniać, dla dobra strony, medium, firmy, z szacunku do czytelników i jeśli zależy ci wciąż na dobrej opinii ludzi na temat swojej pracy i firmy. Chcesz popisać się swoimi mądrościami? Jasne, załóż własny kanał na YouTube, TikToka lub blog osobisty. I pisz tam, mów i rób co tylko dusza zapragnie. Chłopie, jest miliard sposobów dzisiaj na wyrażanie swoich kontrowersyjnych opinii. Ale wtedy podpisujesz się pod tym tylko ty i tylko ty jesteś oceniany przez ten pryzmat. Nikt nie broni ci tego robić. Natomiast pisanie artykułów i felietonów, TAKICH artykułów, na tak popularnej i poważanej, tak sądzę, stronie, które mogą rzucić cień na całokształt i ogólną jakość contentu tej strony, gdzie niejako tym co piszesz wpływasz na odbiór całej strony internetowej- no sorry, ale tego to już nie rozumiem. I świadczy to tylko i wyłącznie o chęci wywoływania burzy i zwiększania klikalności kontrowersyjnymi artykułami z tezami bez pokrycia. Obrzydliwe. I najgorsze, że ktoś na to wyraża zgodę. Ktoś to dopuszcza do publikacji. Czyli to wszystko idzie w złym kierunku.

Wasze artykuły z miesiąca na miesiąc robią się gorsze i gorsze. Osiągacie poziom dna i szukacie kontrowersji. Jedyną sensowną rzeczą, którą robicie, to TVGry. Mocno, mocno szanuję waszą pracę i kocham ten kanał, codziennie na kiblu oglądam odcinki. No ale na tym się kończy - wszystko inne upada na łeb na szyję, jeśli chodzi o poziom. Szkoda. Po prostu szkoda. Piszcie jeszcze więcej takich kretyńskich artykułów, to będzie odbierani "jeszcze bardziej na serio", jak poważne medium. Dążycie do tego, by było całkowicie na odwrót, ale widać o to wam chodzi.

I do jednostek, które bronią autora przed krytycznymi komentarzami, bo przecież każdy ma prawo mieć własne zdanie...
Jesteście hipokrytami, popisujecie się wspaniałą hipokryzją i podwójnymi standardami. Macie w ogóle świadomość tego co wypisujecie i że sami sobie przeczycie? Przecież jeśli autor ma prawo mieć swoje zdanie, choćby najgłupsze na świecie, to ma to prawo, ok, no i pisze na ten temat publicznie artykuł, to przepraszam bardzo, ale ja już praw żadnych według was nie mam? To on ma prawo wyrazić swoje zdanie na jakiś temat publicznie, a ja nie mam prawa tego ocenić? Nie ma prawa mi się nie podobać jego zdanie? Nie mam prawa skrytykować jego zdania, jeśli jest ono publiczne? Napisał artykuł, który jest dla mnie głupi i którego poziomem się brzydzę, to wyrażam swoje zdanie w komentarzu hipokryci, bo mam takie samo prawo do wyrażenia zdania jak on. A skoro on wygłasza takie opinie w Internecie na dużej stronie, to oznacza to, że jest gotowy na przyjęcie krytyki na klatę, a wręcz tego się domaga i absolutnie się tego nie boi. Nie widzę więc żadnego problemu.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-11-07 17:53:39
07.11.2021 16:57
Pizystrat
Pizystrat
128

O ile cały ten artykuł to jest jakiś żart, to co wy wszyscy macie z tymi Avengersami? Wszędzie, gdzie jakiś głupek szukający klików wygłasza swoje kontrowersyjne tezy na temat zasłużonych, starszych filmów, pojawia się kontrargumentacja obrońców tych filmów, a za podstawowy argument służy im "Avengers" lub Marvel, no bo skoro ktoś wypisuje okropne bzdury, no to na pewno fan Marvela :D

Ja pierniczę, co wy wszyscy macie w głowach?
To już nie może mi się podobać Avengers i klasyczny film sprzed lat? Z tej listy wymienionej w tym pseudo-artykule lubię lub kocham każdy film, ale tak samo uwielbiam filmy Marvela, a Avengers Infinity War oraz Endgame wprost uwielbiam. Co ma w ogóle Marvel czy lubienie filmów Marvel do lubienia i szanowania innych genialnych wytworów kinematografii?

Kompletnie tego nie rozumiem i zawsze takie argumenty żenują mnie tak samo jak durne opinie do których się odnoszą... Przecież Marvel naprawdę produkuje świetne filmy, to jest obiektywna prawda. Nie każdemu mogą przypaść do gustu, ale jasna cholera, to są naprawdę epickie widowiska. I mówi to fan kinematografii z lat 70, 80 i 90-tych. Więc nie wiem co ma piernik do wiatraka w ogóle.

Takie sytuacje przypominają mi dyskusje pod postami piłkarskimi w necie. Jeden głupek pisze, że np. Lewandowski to drewno i tylko do pustej dobija albo, że strzela tylko dla Niemców, a drugi głupek w obronie Lewandowskiego odpisuje mu w stylu "wyjdź i zagraj lepiej, jak taki mądry jesteś" :D O, to jest właśnie ten poziom obu stron "konfliktu".

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-11-07 17:08:38
07.11.2021 16:42
Pizystrat
Pizystrat
128

Większość lubi te filmy, bo są po prostu dobre lub bardzo dobre, a zdanie takich ludzi jak ty raczej jest mało istotne. To, że tobie coś nie podoba się w tych filmach, ale większości ludzi na tej planecie już tak, nie oznacza chyba, że filmy są złe. Jakiś ułamek ludzi uważa, że te filmy są słabe i w jaki sposób sprawia to, że są faktycznie słabe? Zdanie twoje i tobie podobnych ma jakąś większą moc sprawczą czy co? Bo ty uważasz, że film jest słaby, to jest słaby, choćby miliard osób uważało inaczej? Hah, dobre. Rozumiem, że komuś może nie podobać się to, co większości ludzi i nie ma w tym nic złego, natomiast wygłaszania haseł, że dany film to gniot, bo mi się nie podoba... No jest trochę śmieszne.

A gniota to masz w głowie chyba, bo takie bzdury wypisujesz.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-11-07 17:06:36
03.11.2021 16:23
Pizystrat
Pizystrat
128

@ Sh4d0w_1938

Chłopie, ale co ty w ogóle za farmazony wypisujesz? Czy ty w ogóle śledzisz informacje na temat nowej Forzy? No bo albo nie śledzisz i udajesz mądrego w Internetach na temat, na który nie masz bladego pojęcia, albo jesteś po prostu ślepy.

Oprócz tego gracze od lat domagają się większego tuningu aut oraz lepszych dźwięków silników,

Już samo użycie pseudoargumentu wobec Horizon 5, że od lat nie słuchają graczy i nie poprawiają dźwięków silników - jest po prostu idiotyczne, strzeliłeś sobie w kolano i udowodniłeś, że nie masz żadnego pojęcia o czym piszesz. Przecież gamingowa strefa Internetu właśnie aż huczy komentując największą zmianę względem poprzedniej części, czyli poprawionego dźwięku samochodów, który będzie najpewniej lepszy, niż w którejkolwiek dotychczasowej Forzy. Więc w ogóle o czym ty bredzisz? Wystarczy YouTube odpalić, jest już dziesiątki, jeśli nie setki porównań dźwięku silników i wydechów z każdej odsłony Forzy i wszyscy są zachwyceni tym w "5". Twórcy położyli ogromny nacisk na ten element gry i jest to jedna z najbardziej omawianych zmian w nowej Forzy, no ale potrzeba odrobinę inteligencji, żeby sobie wyszukać, poczytać lub obejrzeć. Łatwiej jest wypisywać farmazony bez pokrycia - wiadomo. Tuning? Ma być bardziej rozbudowany niż w poprzednich częściach, więc zobaczymy.

Ale wiadomo, że zrobienie lasu, paru pagórków, piachu, małego miasteczka i wulkanu jest dużo tańsze, prostsze i mniej czasochłonne niż taka Japonia

Japonia? Też byłem początkowo za Japonią, ale gdy zobaczyłem gameplaye z Meksyku, to zakochałem się. Ta gra jest przepiękna, z pewnością jedna z najładniejszych gier tego roku, a może i ostatnich lat i nie ma w tym żadnej przesady. Fantastyczna różnorodność terenu, wszechobecne wspaniałe krajobrazy, burze piaskowe, wulkan (to mało?!), piramidy, świetne miasto itd. itp. Ty mówisz o dodaniu lasu, paru pagórków i piachu. Nie chcę pytać gdzie ty masz oczy, chociaż się domyślam i nie powiem tego głośno, bo dostanę ostrzeżenie. Ale masz je tam, gdzie światło nie dochodzi - bo może się nie domyślisz.

Małe miasteczko? Co za brednie... Miasto na gameplayach wygląda fenomenalnie. Oczywiście, że to nie jest GTA i trzeba wziąc poprawkę na to, że nie roi się tam od samochodów i NPC, ale raczej mało kto na to zwraca uwagę grając w grę wyścigową. Natomiast wieczorny klimat tego miasta, sposób jego odwzorowania i dopieszczenie tylu detali po prostu robi ogromne wrażenie. Architektura tego miasta, kolory, system dróg i tuneli, a ponadto samo realizm odwzorowania tego jak jest w real - jest niesamowite. Chwilę poszperałem w Internecie i wiem, co na ten temat mają do powiedzenia meksykańcy fani Forzy. Są pod wrażeniem tego jak odwzorowali to miasto. Poszerzyli jedynie drogi z oczywistch wzgledów.
Miasteczko... Haha. Nie każdy musi być orłem z geografii, ale jeśli się nim nie jest, to albo się nie wypowiada, albo sprawdza w Google i się doucza. Normalne miasto, które będzie mocno rozbudowane, pełne alejek, dróżek, dróg, tuneli, zakrętów. Samo miasto leży na wysokości ponad 2000 metrów i jest wybudowane na górkach i pagórkach, co dodaje mu klimatu i uroku, bo nie jest płaskie, tylko ukształtowanie terenu na którym jest zbudowane robi wrażenie. Podejrzewam, że będzie tam dużo więcej jeżdżenia niż w Edynburgu w Horizon 4 czy w jakimkolwiek innym mieście w serii.

Też chciałem Japonię, Tokio, naprawdę. Też chciałym takie klimaty Undeground 2 trochę. Ale im więcej poczytałem o Guanajuato, im więcej informacji zebrałem na ten temat, im więcej zobaczyłem krótkich filmików z gameplayów - tym bardziej byłem oczarowany tym miejscem i uważam, że to świetny wybór na grę wyścigową, bo ma ono fantastyczny klimat i zostało to pięknie odtworzone w grze - to widać, słychać i czuć. Nawet momentami wieczorna przejadżka wokół tych kolorowych budynków w blasku lamp i światełek i tunelami przypomniało mi klimat... właśnie U2. Zresztą samo miasto jest mocno imprezowe i ma bardzo młodą społeczność (szybki research w Google naprawdę nie boli). Niestety jeśli jesteś żałosnym ignorantem - no to żaden argument nie dotrze, a też po co cokolwiek sprawdzić w Internecie, skoro wiesz najlepiej.

Mimo, że jestem fanem serii Forza Horizon

Nie. Nie jesteś. Siebie możesz oszukiwać, ale nam nie wmawiaj takich głupot.

dostają jakieś nowe beznadziejne minigry, w które każdy zagra raz dla spróbowania i na tym się skończy.

A skąd ty chłopie możesz to w ogóle wiedzieć, skoro ty o tej grze nie masz żadnego pojęcia? Nie wiesz nic na jej temat, tego jakie zmiany wprowadzają itd... To ty już wiesz jaki minigierki będą... Bujdy.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-11-03 16:33:35
03.11.2021 12:18
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

ale czy Arrakis jest atrakcyjne dla takich gier?

Tirka

Nie rozumiem czemu miałoby nie być atrakcyjne. Po pierwsze, przy obecnej technologii i odpowiednim budżecie nie musieliby ograniczyć się do jednej planety. Po drugie - a co złego w Arrakis? Bo pustynna planeta i nic tam nie ma? No ok, jest pustynna, ale potrafię sobie wyobrazić nocne przemierzanie pustyni z punktu A do punktu B pieszo, przy grasujących pod ziemią czerwiach i stałym zagrożeniu z ich strony. Ponadto ta planeta to nie tylko pustynie, ale wiele ludzkich osad, jest miasto, które można by również dobrze odwzorować i gdzie mogłoby być dużo do roboty. Jak dla mnie jak najbardziej można z tego zrobić dużą, świetną i różnorodną grę. Wszystko zależy od twórców, bo oczywiście tak samo mogłaby to być gra pusta i bez żadnych ciekawych miejsc - jednak jeśli już ktoś by się za to zabrał, to może ogarnąłby temat. Pustynna planeta nie musi być nudna.

07.10.2021 18:34
Pizystrat
odpowiedz
9 odpowiedzi
Pizystrat
128

Mam wrażenie, że wszyscy masakrujący grę w tym momencie grali w nią tylko świeżo po premierze lub mają zbyt słabe komputery, żeby odpalić grę w pełnej krasie w komfortowych warunkach i powtarzają jak mantrę te bzdury. Cyberpunk 2077 to świetna, świetna gra.

To jedna z najładniejszych gier w jakie grałem w życiu, a Night City moim zdaniem jest najlepiej zaprojektowanym miastem w historii gier, a także najładniejszym. To moje subiektywne zdanie, ale z pewnością dużo osób to potwierdzi. Mam grę od grudnia 2020 roku, dostałem w prezencie, jednak odpaliłem kilka dni temu. W międzyczasie wyszło kilka patchów, dużo modów. Uruchomiłem ją teraz i szczenę do tej pory zbieram z podłogi, a przy każdej sesji wsiąkam w grę jak woda w gąbkę. Klimat tej gry po prostu mnie wciąga, jest niesamowity. Night City jest niesamowite. A przy tym fabuła i zadania bardzo, bardzo dają radę. Przyczepić mógłbym się do modelu jazdy, bo grywając w Forzę Horizon jednak bardzo mocno odczuwa się to na minus. Jasne, to nie jest gra wyścigowa, ale mimo wszystko wydaje mi się, że można było zrobić to lepiej.

Bugi? Jakie bugi? Gram w grę już 20 godzin. Nie zauważyłem absolutnie nic wpływającego na rozgrywkę. Strzelanin kupa, jazdy po mieście dużo, zwiedzania sporo, a jedyny bug jaki widziałem, czy glitch, to jak NPC przenikł swoją stópką przez schody czy przez innego NPC czy jeden jedyny raz samochód, mój samochód, lewitował lekko w powietrzu. No doprawdy, co za okropne bugi, no nie da się grać...

Wydajność? U mnie gra działa wyśmienicie. Naprawdę, nie zauważyłem poważnych spadków klatek czy zwiech, a gram prawie ze wszystkim na Ultra z Ray Tracingiem (1080p). Gra działa dużo lepiej w moim odczuciu niż takie RDR 2, które swoją drogą uwielbiam. Przyznam, że jestem tym bardzo zaskoczony, ponieważ spodziewałem się problemów, ale naprawdę ta gra działa dobrze i stabilnie. Przy wielu przeciwnikach i gradzie pocisków i wybuchów... nie dzieje się kompletnie nic z płynnością. Nie wiem czy to tylko u mnie takie cuda, ale mówię jak jest.

Kolejną wierutną bzdurą jest to, że miasto to wydmuszka. Jasne, to nie jest RDR 2, no ale bez przesady. Samo napawanie się widokami, zwiedzanie wszystkich zaułków, przejść, kątów, dzielnic, obszarów, wynajdywanie wszelakich smaczków - to zajęcie na długie, długie godziny, by nie powiedzieć dziesiątki godzin. Jestem z tych, którzy doceniają każdy, nawet najmniejszy detal, w RDR 2 potrafiłem godzinami nie robić totalnie nic poza jeżdżeniem koniem i napawaniem się smaczkami tej gry. Cyberpunk nie oferuje może tego w takiej ilości jak RDR, ale w tym mieście jest mnóstwo do zobaczenia, mnóstwo do odkrycia i to się nie nudzi. Czasami zwiedzisz jedną lokację i wydaje ci się, że wszystko widziałeś, ale guzik prawda, bo wracasz po jakimś czasie i jednak coś nowego widzisz, czego nie widziałeś, bo odkryjesz jakie przejście/wejście/zakamarek. Są kluby, bary, sklepy... Klimat tego miejsce sprawia, że chcesz jeszcze i jeszcze, snuć się po prostu ulicami i to wszystko oglądać. Mało aktywności, tiaa... pfff... Samą aktywnością jest jeżdżenie po tym mieście. Po prostu, samo w sobie. A dodajmy do tego masę zadań pobocznych, tak, jasne, jedne ciekawsze, drugie mniej, ale jednak, to wychodzi nam mnóstwo godzin na robieniu czegoś innego niż główna fabuła - która swoją droga jak dla mnie jest bardzo, bardzo dobra. NPC owszem, nie jest to interakcja na poziomie, przywołam tutaj znowu, RDR, ale to nie jest tak, że są jacyś mega głupi czy coś. Chodzą sobie, po prostu są. Jest ok. A policja? Cóż, miałem kilka strzelanin i pościgów. Nie teleportowali się za moimi plecami, o dziwo...

Mój zachwyt nie wynika z tego, że jestem laikiem w grach komputerowych, dorwałem pierwszą lepszą, padło na Cyberpunka i nie mam porównania. Mam. Ograłem w życiu tysiące gier, a głównie to dobre, bardzo dobre lub znakomite gry. Ostatnio RDR, GTA, TLOS, God of Wary... Wiedźminy... W każdej z nich spędzałem setki godzin i uważam je za dzieła wybitne. I w zestawieniu z nimi Cyberpunk nie wypada blado. Wręcz przeciwnie, bawię się na bardzo zbliżonym poziomie. To chyba coś w tym musi być, skoro tak jest.

Ja zdaję sobie sprawę, że Redzi spierniczyli sprawę z premierą. Przekładali, przekładali, wkurzali graczy. Mam świadomość, że obiecywali bardzo dużo i pewnie za dużo, więc odbiór gry jest też ich winą. Wobec gry były zdecydowanie za duże wymagania, ale to oni nakręcali graczy całym hypem oraz akcjami marketingowymi. Nie pomogło też to, że na premierę gra była w fatalnej kondycji na poprzednie konsole, a na PC także roiło się od problemów technicznych. Gracze mieli prawo czuć się oszukani. No ale ja cierpliwie poczekałem. Nie grałem na premierę i jak widać była to znakomita decyzja, bo gram w dużo, dużo lepszą grę niż ci, którzy ukończyli ją jeszcze w grudniu lub na początku roku, a teraz chodzą po forach i powtarzają jeden za drugim jakieś bzdury, że gra jest pełna bugów, słabo chodzi, tnie się itd. To idź do pracy, zarób sobie na komputer i gwarantuje - będzie śmigało. A nie płacz i nie wylewaj żali w Internecie. Ta gra naprawdę już dobrze chodzi, poprawili ją. Pierniczenie, że oni już nic nie poprawią, że gra jest i już będzie beznadziejna, bo musieliby grę robić od nowa, wielcy kurna znawcy internetowi, jak to czytam, to nic tylko się śmiać :D Oczywiście wciąż wymaga mocnego komputera do pokazania pełni potencjału, ale też bez przesady. Po prostu jest wypełniona detalami, miasto jest bardzo duże, pełne samochodów, NPC i innych różności, a przy tym przepiękna. Musi mieć wymagania.

Mnie na pewno pomogło też to, że nie miałem wobec tej gry już żadnych oczekiwań, czytając te wszystkie wysrywy w Internecie. I może też dlatego tak mi się podoba, bo jest zaskakująco dobrze. Jednak pomijając to - ta gra po prostu jest wyśmienita. Tyle.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-10-07 18:38:42
03.10.2021 14:09
Pizystrat
4
odpowiedz
11 odpowiedzi
Pizystrat
128

Zagrałem w Cyberpunka po raz pierwszy ledwie 2-3 dni temu. Ta gra mnie kupiła - to jest totalny sztos.
Po tych wszystkich negatywnych komentarzach nie spodziewałem się niczego szczególnego, ale jednak jak to dobrze po prostu nie mieć oczekiwań. I ta gra jest fantastycznym przykładem ofiary oczekiwań.

Gra jest przepiękna, jedna z najładniejszych obecnie - to na pewno. Na konfiguracji z sygnaturki gram praktycznie ze wszystkim na Ultra z Ray Tracingiem (oprócz niektórych cieni, które dałem na medium lub low) i gra się bardzo komfortowo w 1080p. Spadki czasem się pojawiają, ale nie sprawiają, że zaczynam odczuwać dyskomfort, gra nie szarpie, a przynajmniej jak do tej pory. Jestem przyzwyczajony na tym komputerze do grania we wszystko w 60 FPS, więc zauważyłbym, gdyby było coś nie tak.

Strzelanie jak dla mnie jest bardzo fajne, sprawia mi przyjemność, ale dopiero niedawno zacząłem grać i nie nie robiłem tego zbyt często. Mimo to naprawdę daje radę.

Fabuła - wkręcam się w nią, ale od samego początku spodobała mi się. Bardzo dobre dialogi, dubbing. Ponadto według mnie ciekawy rozwój postaci.

Miasto - WOW. WOW. WOW. Szczerze, nie widziałem tak wspaniale zaprojektowanego miasta w żadnej grze. Jest przepiękne, ma niesamowity klimat i chyba to zrobiło na mnie największe wrażenie. Wszechobecne neony, ogromne wieżowce, pojazdy latające które śmigają gdzieś setki metrów nad ziemią. To naprawdę robi wrażenie, a miasto wcale nie jest wymarłe. Naczytałem się, że tam nie ma nic do roboty, że miasto ładne, ale martwe itd. Co to za bzdury? Kompletnie nie odniosłem takiego wrażenia, wręcz przeciwnie. To miasto żyje. NPC gadają ze sobą, gadają do ciebie, idą swoimi ścieżkami, autka sobie jeżdżą, policja strzela się z gangusami... Co jest w tym martwego? Miasto przypomina mi trochę futurystyczne miasta ze Star Citizena (którego akcja swoją drogą ma miejsce setki lat później). Kto grał w SC, być może też to zauważył.

Dodatkowo masa detali, nawet we własnym mieszkaniu można trochę posiedzieć i skorzystać z komputera, telewizora, posłuchać radia czy wziąć prysznic. Niby pierdoły, ale jednak budują klimat i immersję. Jak dla mnie gra jest fantastyczna, a łatki zdecydowanie usprawniły ją technicznie. Mega się cieszę, że zagrałem dopiero teraz, a w drodze kolejne łatki i będzie tylko lepiej.

Błędy jakie uświadczyłem to przenikający przez siebie NPC, ale zdarzyło się to kilka razy. Czasami mają dziwne animacje, jakby trochę się glitchowały. I zaparkowany samochód stał... ekhm, lewitował w powietrzu. No i to by było na tyle po paru godzinach gry. Takie błędy naprawdę nie mogą zatrzeć wspaniałego wrażenia.

04.05.2021 11:19
Pizystrat
2
odpowiedz
Pizystrat
128

Wolałbym Japonię, ale Meksyk to również może być bardzo dobra miejscówka. Teren tam jest bardzo zróżnicowany, to też można wszystko to zmieścić na mapie w odpowiedniej skali. Każdy, kto myśli, że tam nie ma nic poza pustyniami, a miasta to slumsy, jest w bardzo, bardzo dużym błędzie. Stolica Meksyku, Meksyk, to ogromna metropolia, jedna z największych na świecie, z wieloma drapaczami chmur itd. Mogliby więc dać takie duże miasto z drapaczami, a ponadto trochę pustyni, trochę gór, trochę lasów i mielibyśmy fantastyczną i ciekawą mapę.

27.04.2021 10:40
Pizystrat
3
odpowiedz
Pizystrat
128

Pierwszą styczność z tą grą miałem tuż po jej premierze w 2016 roku. Nie przypadła mi do gustu i po paru chwilach zwyczajnie mnie znudziła. Wystawiłem wtedy ocenę 6,5, w zasadzie nie wiem dlaczego taką, bo to była wtedy zawyżona ocena. Teraz zachęcony pozytywnymi opiniami na temat tej gry i tym jaką metamorfozę przeszła, postanowiłem dać jej drugą szansę. I mogę powiedzieć, że żałuję, że nie mogę zmienić wystawionej oceny, bo spokojnie dałbym co najmniej 8, a może nawet i 9 (brawo gol, że nie można zmienić wystawionej oceny).

Dzisiaj to zupełnie inna gra, nie ma porównania do tego niewypału, który dostaliśmy na premierę. Obecnie jest to bardzo dobra produkcja . Przed kolejną szansą zrobiłem poważny research w Internecie, by upewnić się, że warto wrócić do otchłani kosmosu w tej grze. Zachęcony tym, że podobno przez te ponad 4 lata twórcy ostro wzięli się do roboty, wydali mnóstwo darmowych dodatków urozmaicających grę, dopracowali grafikę i rozgrywkę, rzekłem sobie: ok, sprawdzam.
A ogrywam w tym samym czasie Elite Dangerous, więc akurat mam dobre porównanie i... wsiąkłem w No Man's Sky, a Elite póki co poszło w odstawkę. Cholerka, Hello Games naprawdę to zrobiło. Po 4,5 roku od premiery to zupełnie inna gra. Lepsza gra, dużo lepsza.

Oczywiście, błędów trochę napotkałem. Niektóre stworzenia potrafią utknąć na przeszkodzie i przebierają nogami w miejscu, zdarzy się, że przenikną też przez jakiś obiekt. Zdarzają się spadki płynności - a mam RTX 2070 Super. Ustawiłem wszystko na Ultra + max. AA i 1080p. Nie zmienia to jednak faktu, że gra działa nieporównywalnie lepiej, niż na premierę. Wtedy niezależnie od tego jakie ustawienia wybraliśmy, gra działała podobnie słabo.

W grze ciągle jest co robić. Możemy iść z fabułą, a możemy zostać samotnymi wilkami i przemierzać wszechświat wzdłuż i wszerz, odkrywając co chwila nowe światy, możemy też wykonywać zadania poboczne. Gra wypełniona jest aktywnościami. Możemy wchodzić w interakcje z innymi rasami, handlować z nimi, pomagać im lub atakować ich statki. Miałem sytuację, że wylądowałem na przypadkowej planecie i gdy leciałem nad jej powierzchnią, zobaczyłem na ziemi statek. Wylądowałem obok, był zepsuty, dymił, a przy statku stał kosmita. Mogłem do niego podejść i porozmawiać z nim, poprosił mnie o pomoc w naprawie statku. Mogłem to robić, ale nie musiałem, ale jako że mam dobre serce - dałem odpowiednie surowce, dzięki czemu statek naprawił i odleciał.

Jak na razie odwiedziłem z kilkanaście planet i żadna nie była taka sama jak poprzednia. Na każdej z nich były inne rośliny i inne zwierzęta. I to nie tak, że różniły się tylko jednym, małym detalem. Mówię poważnie, były całkiem inne. Zdarzało mi się, że podziwiałem głupie drzewo, bo po prostu było tak dziwne, nie widziałem takiego w żadnym z innych światów, które odwiedziłem. Zwierzęta - także mocno się różnią jak do tej pory. I przede wszystkim mało które stworzenie wygląda komicznie. Spotkałem ogromne "latające robale", mnóstwo innych stworzeń latających podobnych do ptaków i nietoperzy, a także takie, których nie sposób porównać do czegokolwiek, podobnie z kreaturami występującymi na lądzie. Nie jestem w stanie tego nawet opisać, no bo tak wymyślne stwory, że... I sęk w tym, że wymyślne, ale nie żałośnie śmieszne, nie chodzące, toczące się czy skaczące pokraki, tylko no animacje ich ruchów wyglądają naprawdę w porządku. Z większością stworzeń można wchodzić w interakcje: można je karmić, a nawet oswoić w ten sposób, że będzie za tobą podążało, a na większych zwierzach można... jeździć jak na koniu, serio. Dodatkową motywacją do odkrywania fauny, flory i minerałów jest to, że każde odkrycie jest raz, że zapisywane, a dwa, nagradzane pieniędzmi.

Każda planeta skrywa mnóstwo zawartości. Systemy jaskiń wypełnione świecącymi roślinami i minerałami, przeróżne surowce na powierzchni, artefakty, zakopane skarby, starożytne ruiny, bazy aktywne i opuszczone, jakieś inne dziwne budowle. Wczoraj natrafiłem na opuszczoną, podniszczoną bazę, wewnątrz ciemno, z kabli iskry, ściany oblepione jakimiś "glutami", jakieś jaja obok. Klimatycznie. Od razu skojarzenia z Obcym.
Są planety typowo pustynne, są górzyste, trawiaste, rajskie, morskie, gdzie większość powierzchni to ocean, śnieżne itd itp. Morza i oceany to odrębna bajka. One przede wszystkim żyją. Są wypełnione różnymi artefaktami, a życie często w nich tętni, jest co odkrywać, jest co zobaczyć. Na samej eksploracji oceanu jednej planety mogą zlecieć godziny. Byłem na śnieżnej planecie, wygląda pięknie. Byłem na trawiastej, zielono-niebieskiej rajskiej planecie, po której przechadzały się dinozauropodobne istoty i wielkie stwory jak prehistoryczne nielotne ptaki drapieżne - to naprawdę wygląda tak, jak na zwiastunach przedpremierowych.

Wydobywanie surowców ma tutaj ogromne znaczenie, ma sens, masz motywację, by to robić, chce ci się to robić, a to już bardzo, bardzo dużo. Po pierwsze, nawet jeśli danego surowca nie potrzebujesz, możesz dużo zarobić sprzedając go. Po drugie - ulepszasz technologię i broń. Oczywiście najpierw musisz odkryć daną technologię, a dopiero potem ją "zbudować" czy wytworzyć i dalej ulepszać. To wszystko się zazębia i samo się napędza. Nie jest to zbieranie dla samego zbierania, tylko dosłownie wszystko może się przydać. Oczywiście, że potrzeba trochę cierpliwości, no ale wydaje mi się, że każda gra, w której jest rozbudowany crafting, musisz być odpowiednio cierpliwym. Nic z niczego się nie bierze, trzeba na to "zapracować", ale to jest właśnie motywacja.

Bardzo podoba mi się urządzenie do terraformacji. Możesz tym zryć powierzchnię planety tak jak tylko zapragniesz, zbudować system podziemnych tuneli, wydrążyć dziurę i znaleźć schronienie przed niekorzystnymi warunkami, jeśli jesteś daleko od statku lub bazy. A te możesz budować do woli i ogranicza cię właściwie tylko wyobraźnia. Możesz tworzyć budowle i budynki pod ziemią, na ziemi, pod wodą, na górze, pod górą, na wzgórzu, pod wzgórzem, na dowolnej planecie. I to także jest motywacja - by odkrywać i tworzyć nowe technologie oraz zbierać potrzebne surowce.

Na każdej planecie panują zmienne warunki atmosferyczne. Byłem już świadkiem burz śnieżnych, burz ognistych, wichur, kwaśnych i radioaktywnych deszczów. A są podobno i tornada, i wybuchy wulkanów.

Stacje kosmiczne są żywe, są kosmici, którzy zajmują się swoimi sprawami. Planety żyją, oceany żyją. Ta gra żyje. I ciągle jest co odkryć, a wręcz jest to przytłaczające, ale tak w pozytywny sposób. Zbierane pieniądze możesz wydawać np. na nowe, szybsze statki, na nową broń czy ulepszenia do aktualnego statku.

I jak porównam sobie to do Elite Dangerous Horizons, gdzie możesz lądować tylko na planetach bez atmosfery, a jak wylądujesz, to tam oprócz kamieni nie ma dosłownie nic... A zadania polegają albo na dostarczeniu przesyłki ze stacji A do stacji B, które wyglądają tak samo lub na ściganiu piratów. No Man's Sky jest dużo bardziej rozbudowane i dużo bardziej przystępne zwykłym graczom. Dla mnie póki co - ciekawsze. Zobaczymy co będzie po premierze dodatku Odyssey. Mam ogromne oczekiwania wobec tego DLC i mam nadzieję, że doda on mnóstwo zawartości do Elite, bo gra ma ogromny potencjał, który - odnoszę wrażenie - jest trochę marnowany.

A dla tych, których No Man's Sky odrzuciło po premierze - spróbujcie jeszcze raz. Warto. Szkoda tylko, że gra ma mocno zaniżoną ocenę na Steam i na Golu, głównie właśnie przez osoby, które zagrały po premierze. I te oceny ciężko teraz zmienić.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-04-27 10:48:25
26.04.2021 08:10
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Brak możliwości zmiany oceny to głupota, sorry.

Ile jest gier, które mogą na początku od siebie odrzucić, wystawiasz ocenę, bo nie przypadła do gustu, a po paru miesiącach lub latach wracasz i jednak siadła. I nie możesz zmienić oceny :D To na cholerę te oceny w ogóle? Powinno być jak na filmwebie, że możesz dowolnie zmieniać oceny, w każdej chwili. Czasami musisz obejrzeć film 3 razy, żeby się przekonać i za każdym razem to może być inna ocena, podobnie gry.

Najlepszym przykładem tutaj może być Cyberpunk czy No Man's Sky, gdzie jeśli ktoś zagrał od razu po premierze, to mógł się mocno zrazić i wystawić niską ocenę. Jak wrócisz po dłuższym czasie, kiedy to są już inne gry, po 1500 patchach, no to też i wrażenia się na pewno zmienią i ocena będzie wyższa. No ale nie na golu, bo tutaj ocena nie może się zmienić.

20.04.2021 09:43
Pizystrat
2
Pizystrat
128

Popieram Cię we wszystkim co napisałeś, ponieważ mam dokładnie takie same "pragnienia" i wizję gry, która mogłaby powstać i odnieść rynkowy sukces.

Nikt tutaj nie mówi, że miałaby powstać kolejna gra w stylu Star Citizena czy Elite Dangerous, czyli takie trochę wydmuszki, bo o ile kosmos w tych grach robi ogromne wrażenie, o tyle z samej jego eksploracji nie ma tyle przyjemności, ile mogłoby być w innym formacie. Pograłem trochę w Elitkę i po początkowym zauroczeniu, czar powoli pryska, no bo ile można robić to samo? Od planety, do planety, dostarcz to, dostarcz tamto, rozwal ten lub inny statek, zbierasz te kredyty i w zasadzie gra może się po jakimś czasie znudzić. Lądować na planetach możesz, tych bez atmosfery, ale co z tego, jak na zdecydowanej większości nie ma nic oprócz kamieni? Po jakimś czasie po prostu tracisz tym zainteresowanie, tracisz motywację do odkrywania nowych światów, bo wiesz, że nic tam cię nie spotka. Odyssey miało to zmienić, ale po tym co widzę w gameplayach i co mówią gracze, zaczynam w to wątpić...

Pomimo tego wszystkiego "kosmiczne" gry cieszą się dużą popularnością, więc takie gadanie, że to gry tylko dla garstki zapaleńców to wyssane z palca bzdury. Star Citizen zebrał tyle kasy dzięki garstce zapaleńców? Huk nieudanej premiery No Mans Sky rozbrzmiewał przez wiele miesięcy, to też dzięki garstce zapaleńców? Elite Dangerous wzbudza takie nadzieje i budzi duże zainteresowanie społeczności też dzięki tej garstce? No a w końcu Mass Effect, zgodnie przez większość graczy uznawana za jedną z najlepszych trylogii w historii gier video to też gra dla mniejszości? Nie. Gry w kosmosie są popularne i będą popularne, dlatego wszystko to co napisał Persecuted jest logiczne, natomiast pisanie, że takiej gry nikt nie kupi i nie przyniesie zysków jest głupotą.

Jeśli gra byłaby dobra, odniosłaby sukces, jestem o tym przekonany.

Mnie marzy się gra właśnie w stylu Mass Effect, tylko z większa swobodą eksploracji kosmosu. Nie byłoby to Elite Dangerous czy Star Citizen, bo nie mówię o tym, by było tam miliardy gwiazd i systemów planetarnych, do których możemy polecieć, ale nic tam nie znajdziemy, bo nic tam nie ma. Mówię, podobnie jak Persecuted, o grze single, w której dano by nam swobodę w eksploracji kilkunastu/kilkudziesięciu systemów, ale za to bardzo mocno dopracowanych, bogatych w szczegóły, detale, misje fabularne i poboczne. Taka gra oferowałaby nam znacznie, znacznie więcej, niż miliardy planet w Elite Dangerous, na których nic nie ma. Byłaby tutaj głębia, motywacja do odkrywania i eksploracji, a przy tym cały czas mówilibyśmy o grzej przeogromnej. Wszystko co w niej zawarte stworzone by było ręcznie, a nie proceduralnie, zatem byłaby to gra znacznie bardziej przyjazna szerszemu gronu graczy niż Star Citizen czy Elite. To byłaby właśnie taka gra w stylu Mass Effect, tylko bardziej rozbudowana, z większą ilością swobodnej eksploracji, sandbox pełną gębą, ale nie tak pusty jak Elite.

A stworzenie takiej gry i wypełnienie jej aktywnościami i ciekawostkami nie byłoby niemożliwe. Wymagałoby dużo, dużo pracy, ale dałoby się to zrobić.

I tak np. kilka planet z ludzkimi osadami/bazami, po których moglibyśmy się swobodnie przemieszczać, jedna czy dwie planety z dużym, nowoczesnym miastem, coś jak w Star Citizen właśnie, że moglibyśmy latać nad tym miastem, lądować na lądowiskach i zwiedzać wydzielone w nim obszary, wykonywać tam określone zadania. Nie musiałoby to być w pełni otwarte miasto, nie zapędzajmy się aż tak, ale żeby też nie było tylko widzianą z oddali makietą. Latanie pośród ogromnych, wysokich wieżowców byłoby fajnym doświadczeniem. Do tego kilka czy kilkanaście planet "dzikich", ale nie pustych, z żyjącą tam florą i fauną, które moglibyśmy swobodnie sobie eksplorować i odkrywać różne ciekawe formy życia, z którymi moglibyśmy wchodzić w interakcję. Tutaj już twórcy mogliby po prostu puścić wodze fantazji i wymyślić co najmniej kilkadziesiąt gatunków różnych stworzeń. Również i jakichś agresywnych stworów, by zawsze lądując na danej planecie była ta nutka niepewności co tam spotkamy. Misje w stylu "straciliśmy łączność z ekipą archeologów na planecie X, leć tam i sprawdź co się stało". A na miejscu odkrywamy ciała, napotykamy jakieś agresywne stworzenie. To tylko przykład, jeden z dziesiątków, który mógłbym podać.

Mile widziana byłaby także jakaś zaprzyjaźniona i/lub wroga wyżej rozwinięta cywilizacja, która miałaby swoją własną planetę matkę. Dodajmy jeszcze do tego porozrzucane w przestrzeni wraki statków, opuszczone stacje kosmiczne z możliwością ich eksploracji i napotykania tam wrogich istot/ludzi itd. itp. I to wszystko zmieścić na mapie miliony razy mniejszej niż Elite Dangerous, ale za to byłby to żywy, aktywny, różnorodny i ciekawy świat, który na każdym kroku zachęcałby do jego odkrywania, budziłby jakieś emocje.

Nikt mi nie wmówi, że taka gra jest nierealna do zrobienia oraz, że byłaby skazana na porażkę, bo nikt by się nią nie zainteresował.

Ludzie są spragnieni tego typu gry i absolutnie nie zgodzę się, że to tylko garstka. O tym pragnieniu świadczy to, ile osób wsparło i nadal wspiera projekt Star Citizena, który nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zostanie skończony.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-04-20 09:54:02
10.04.2021 21:45
Pizystrat
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Opieram się głównie na filmach, chociaż komiksów też trochę liznąłem swego czasu.

Dr. Manhattan zdecydowanie jest tutaj zasłużenie na 1. miejscu, ponieważ obiektywnie posiada on zdecydowanie najpotężniejsze moce ze wszystkich przedstawionych na ekranie superbohaterów. W samym filmie nie miał może za przeciwników potężnych istot, nie mierzył się tam z gościem o sile Supermana, Goku czy Thora, ale z pewnością gdyby do tego doszło, nie mieliby oni szans. Jest istotą, która ma niemal pełną kontrolę nad materią, w tym atomami, może być w wielu miejscach jednocześnie, teleportować się gdzie chce, duplikować się, jest praktycznie nietykalny fizycznie, potrafi podróżować między wymiarami i w czasie, ma zdolności telekinetyczne, ponadto jego wiedza jest praktycznie nieskończona, jest arcygeniuszem. Jednym ruchem ręki czy nawet myślą zamieniłby Supermana, Thora czy Goku w pył, zanim ci zdążyliby w jakikolwiek sposób zareagować. A jeśli nawet - nie daliby rady go trafić. W żaden sposób.

Natomiast co do Batmana to jakiś żart. Niech autor się zdecyduje czy robi ranking najpotężniejszych superbohaterów czy najbardziej pomysłowych i popularnych. Batman jest człowiekiem. Bardzo inteligentnym, przebiegłym, znającym sztuki walki, silnym (jak na człowieka), dysponującym wieloma gadżetami i wykorzystującym nowoczesną technologię. Jednak wciąż tylko świetnie wyszkolonym i inteligentnym człowiekiem. Jak on może być na 2. miejscu w rankingu dotyczącym najpotężniejszych? No bez jaj :D Nawet z samych podanych statystyk nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia dla którego miałby zajmować tak wysoką pozycję. Skoro Batman, to dlaczego nie Hawkeye? Dlaczego nie Kapitan Ameryka?? Z tego rankingu każda postać zjada Batmana, jeśli chodzi o "potęgę". 2. miejsce to żart. Supermana prawie pokonał - ok. Ale przecież właśnie dzięki sprytowi i kryptonitowi. Bez tego minerału nie miałby absolutnie żadnych szans. No to chyba nie zaliczamy kryptonitu do "siły" czy mocy Batmana? :D

I takim samym żartem jest to dotyczące Supermana:

Inteligencja: 2/5
Wiedza: 2/5
Spryt: 1/5
Inteligencja emocjonalna: 1/5

Że, cholera jasna, co? o.O Na jakiej podstawie gościu oceniłeś Kenta w ten sposób? W ogóle nie masz chyba żadnego pojęcia o Supermanie. Kal-El już jako syn Jor-Ela, wybitnego, genialnego krytpońskiego naukowca, odziedziczył bardzo wysoką inteligencję. Jako "człowiek" , już na Ziemi, był w szkole największym prymusem. Cały czas rewelacyjnie ukrywał swoją tożsamość, co wymagało zarówno inteligencji, jak i sprytu. Wiedza? Chłopie. Mówimy o facecie, który najgrubszą książkę przeczytałby w kilka sekund - ze zrozumieniem i zapamiętał każdy szczegół. Na jakiej podstawie stwierdziłeś, że jego wiedza jest niska? Czym to poparłeś? Podobnie z inteligencją. Jeśli już tak nisko określasz tak istotne cechy, to może uzasadnij, a nie dałeś 1 albo 2/5 i zadowolony, jakby to jakaś maszyna losująca była.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-04-10 21:52:16
22.03.2021 13:06
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Raczej niezbyt, bo po wprowadzeniu normy Euro 7, co podobno ma stać się do 2025r r, samochody spalinowe w praktyce bedą zakazane. Teraz jest ostatni moment, żeby nacieszyć się spalinową motoryzacją.

Zakazane to powinny być tak idiotyczne komentarze. O czym ty chłopie mówisz. Czy ty naprawdę wyobrażasz sobie, że za 4 lata znikną auta z ulic? Przecież to jest absolutnie nierealne, jakiś absurd. W krasnoludki i śpiącą królewnę też wierzysz?
Prędzej jutro na dachu Sejmu wyląduje statek z Kal-El na pokładzie ze zniszczonego Kryptonu niż za 4 lata będzie zakaz aut spalinowych.

22.03.2021 12:50
Pizystrat
Pizystrat
128

Hej, jak działa wersja RDR 2 na PC? Jest lepiej niż było?

Gra wygląda obłędnie i działa dobrze, ale oczywiście na odpowiednio mocnym PC. Wszystko zależy jakie masz bebechy w swoim blaszaku :)

22.03.2021 12:46
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Absolutnie, zdecydowanie - FORZA HORIZON 3 lub 4.

Najlepsze gry wyścigowe na rynku. Nie zastanawiaj się - bierz którąś z nich. Tylko lepiej kupić na MS Store, ponieważ tam gra jest bardziej ogarnięta pod względem technicznym.

22.03.2021 12:44
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Ja bym brał nfs, nie grałem w żadną ale jeśli forza jest taka jak Drive Club czyli zero progresu, zdobywania pieniędzy, kupowania aut, tuningu to bym nie brał.

Tak. W Forzy nie ma zdobywania pieniędzy. Za wyścigi dostajesz muszelki i orzechy, a auta i domy (Horizon 4) tuningujesz i kupujesz za zebrane w czasie jazdy liście. Aut też nie kupujesz. Kto widział w grze wyścigowej, by auta się kupowało?

Czasami zastanawiam się nad inteligencją niektórych użytkowników.

19.03.2021 08:13
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Jeśli mam być szczery nie wyobrażam sobie lepszej muzyki niż ta z szybkich i wściekłych do Need For Speeda Undergrounda 2 :D

Jestem w stanie zrozumieć wszelkie modyfikacje graficzne w grze, celem jej unowocześnienia i przynajmniej częściowego dostosowania do dzisiejszych standardów. Twoja modyfikacja nie wygląda źle, jest ok, chociaż oczywiście wiadomo, że to kwestia gustu. Hejt jaki się wylał na ciebie w innym wątku uważam za bardzo przesadzony, ale to niestety typowe na tym forum.

Co do muzyki, to soundtrack w Underground 2 jest według mnie jednym z najlepszych i najlepiej pasujących do gry (jakiejkolwiek) w historii. Słyszysz dowolny utwór z tej gry w radiu, open fm, klubie czy na YouTube na imprezie i od razu wiesz - Undeground 2, pomimo, że ostatnio ogrywałeś grę w 2004. Dla mnie ingerencja w muzykę tej gry podchodzi już pod profanację, bo wybitnego elementu gry ruszać się nie powinno. Klimat całej gry opiera się na tym soundtracku.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-19 08:14:14
18.03.2021 08:35
Pizystrat
Pizystrat
128

Ta gra nie jest przede wszystkim dla małych dzieci. Gra ma wysoki stopień trudności, więc odpuść sobie i wróć do niej za kilka lat. To tylko rada.

16.03.2021 07:49
Pizystrat
Pizystrat
128

kota którego dodatkowo wykastruje bo w końcu już nie musi łapać szkodników i można mu wybić z głowy naturę łowcy aby został domowym "meblem"

Nie masz bladego pojęcia o kotach i nie znasz powodów, dla których się je kastruje, zatem może nie wypowiadaj się na ten temat i nie ośmieszaj się? To tylko dobra rada, bo oczywiście każdy ma prawo napisać co tylko zapragnie, choćby było to największą durnotą.

Mam 4 wykastrowane koty i każdy przynosi w prezencie myszy, szczury i ptaki wielkości od wróbla do gołębia. Faktycznie. Ich natura łowcy nie istnieje przez wykastrowanie. To twierdzenie jest jeszcze durniejsze od tego felietonu, a to duży wyczyn.

15.03.2021 21:24
Pizystrat
Pizystrat
128

Byłbym zapomniał jeszcze o jakże świetnych grach:

Forza Horizon 3 oraz Forza Horizon 4. Jedne z najlepszych wyścigówek ever - moim zdaniem oczywiście.

15.03.2021 12:03
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

1. Elite Dangerous

Latanie w kosmosie i zbieranie kredytów mocno wciąga, nawet jeśli póki co polega to głównie na przelotach z punktu A do punktu B. I jest czasochłonne, ponieważ bywa, że żeby dolecieć z jednego systemu planetarnego na drugi, trzeba poświęcić sporo czasu. Na razie dopiero wchodzę w grę, unikam walk w kosmosie, bo nie czuję się na tyle pewnie. Eksploracja jednak sprawia przyjemność, a odwzorowana w skali 1:1 Droga Mleczna wciąga na długie godziny. Gra pokazuje ogrom kosmosu, a przecież mówimy tylko o jednej galaktyce. Gra jest na rynku od końca 2014 roku, gra w nią tysiące graczy, a do tej pory odkryte zostało około 0,042% galaktyki. Jakby chcieć polecieć na drugi koniec galaktyki z prędkością światła, zajęłoby to ponad 50 000 lat grania non stop. Niedługo wychodzi nowy, duży dodatek, z którym wiążę duże nadzieje. Doda on. m.in. eksplorację planet z atmosferą pieszo. Urozmaici to grę i doda wiele nowych smaczków. Ogrom tego wszystkiego jest wręcz przytłaczający. Na pewno nie jest to gra dla wszystkich - dla wielu może być monotonna i po prostu nudna. Ma jednak w sobie coś wciągającego. Jeśli przejdzie się trudny próg wejścia, bo gra nie jest łatwa na początku, dodatkowo w języku angielskim, to potem już jakoś leci.

2. Red Dead Redemption 2

Ogrywam drugi raz, za pierwszym razem przeszedłem na PS4, teraz gram na PC. I czuję się, jakbym przechodził wszystko pierwszy raz. Wow, co za kawał fantastycznej gry. Tak wspaniale zaprojektowanego świata nie widziałem w żadnej grze. Dosłownie za każdym rogiem coś się może dziać, a ja sam odkryłem mnóstwo rzeczy, których nie widziałem przechodząc grę za pierwszym razem. Gra jest wprost przepełniona smaczkami, detalami i ciekawostkami. Ten świat jest żywy, reaguje na to co robi gracz i żyje własnym życiem. Aktualnie główne misje fabularne robię sporadycznie, a między nimi zajmuje się dodatkowymi aktywnościami, zwiedzam i eksploruje każdy zakątek. Jechałem wczoraj do misji, niezbyt daleko miałem do celu, ale po drodze napadli mnie bandyci, zaraz jadąc pomogłem dwóm osobom w tarapatach, okradłem farmera i postanowiłem zapolować na "nieodkryte" dotąd zwierzę. Zapomniałem całkowicie o misji. Po dotarciu na miejsce docelowe i wykonaniu misji wracałem tą samą drogą i ponownie, a to napadł mnie wrogi gang, a to zaatakowały mnie wilki. Nie wiem jak dla kogokolwiek ta gra może być nudna i monotonna. Ważne jest też to, że czujesz sens w tym, by napadać, zbierać pieniądze, kosztowności czy szukać skarbów. Jest na co je wydawać. Na ubrania, broń, amunicję, różne akcesoria.

3. Cities Skylines

Kiedyś uwielbiałem grać w SimCity, postanowiłem spróbować. Nie grałem zbyt długo, bo zajmują mnie inne gry, ale uważam, że to bardzo dobra i ciekawa gra. W przyszłości z pewnością spędzę z nią trochę czasu.

Alien Isolation

Według mnie obok Aliens vs Predator 2 z 2001 roku jest to zdecydowanie najlepsza gra w tym uniwersum. Uważam, że jest bardzo udana i jest straszna, przynajmniej dla mnie. Gram na hardzie i łatwo nie jest, a są poziomy i sytuacje, kiedy naprawdę boję się dalej.

PES 2018

Gram w niego, bo nie chciało mi się kupować nowych, ani FIFY, czy PESA. Mam zaktualizowane składy, grafika jest przyzwoita i gra sprawia mi przyjemność. Od czasu do czasu zagram jakiś mecz.

The Sims 4

Zawsze lubiłem Simsy. Postanowiłem sobie kupić. Ostatnio w ogóle nie gram, ale sporadycznie lubię zaprojektować i zbudować dom swoich marzeń. No bo czemu nie? Lubię się zrelaksować i w taki sposób.

W kolejce do ogrania czekają:

Dead Space 1 i 2, Cyberpunk 2077 i z 20 darmowych gier z Epic. Dodatkowo czekam na kilka premier oraz chcę w końcu ograć zaległe tytuły. Jest co robić, jest w co grać. Aż chętniej po robocie do domu się wraca :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-15 12:05:50
15.03.2021 11:30
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Jak to dobrze, że swoją konfigurację złożyłem nieco ponad rok temu, z RTX 2070 Super. Teraz bym wywalił chyba 2x kasy na taki sprzęt. Makabra jakaś co się dzieje na rynku komputerowym.

15.03.2021 09:03
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Piosenka dobra jedynie po paru piwach, przy whisky, rumie lub wódce.

Pierwszy raz widziałem teledysk, gdy wypiłem 3 Sterny z Żabki. Potem gdy wypiłem 10% Komesa i poprawiłem dwoma Perłami Mocnymi. A ostatnio włączyłem gdy piłem whisky. I wtedy nawet siadło, klip wydał się śmieszny.

Włączyłem na trzeźwo - prawie się zrzygałem, nie wytrzymałem 30 sekund.

Polecam też piosenki Little Big. Tzn. teledyski - też psychodela konkretna, mają pomysły. W szczególności Skibidi, Tacos, I'm ok, LollyBomb, Go Bananas.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-15 09:04:27
15.03.2021 08:36
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Micah Bell z całą pewnością jest jednym z najbardziej irytujących bohaterów w grach. Za każdym razem gdy pojawiał się w grze, kiedy otwierał jadaczkę i sączył swój jad, najchętniej władowałbym w niego całą posiadaną przeze mnie w danej chwili amunicję. Straszliwie drażniło mnie to, że

spoiler start

Dutch do samego końca mu ufał, na całe szczęście na koniec drań dostaje to, na co od samego początku zasługiwał, czyli zostaje podziurawiony i w końcu ginie.

spoiler stop

Wszystko to jednak zasługa tego, że jest to znakomicie napisana i zaprojektowana postać. Gdyby tak nie było, byłby nam zupełnie obojętny.

O większego bydlaka w sumie już trudno. Facet był bezlitosnym mordercą i jego moralność właściwie nie istniała, ale zazwyczaj mordercy będący członkami gangu są normalni dla swoich kompanów, lojalni. Micah był zwykłą szują, gardził swoimi kompanami, kpił z nich non stop, był niezwykle toksyczny. A dodatkowo -

spoiler start

był zdrajcą i grał na dwa fronty.

spoiler stop

Okropna postać.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-15 08:37:13
12.03.2021 14:00
Pizystrat
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Zdarzają się recenzje z którymi zgadzam się bardziej lub mniej, ale ta jest jedną z niewielu recenzji gier, z którymi nie zgadzam się kompletnie. Wiem, że minęło już kilka lat, ale odkopię wątek, bo muszę to skomentować.

mocno przewidywalny i stosunkowo niegroźny Obcy…
…który pojawia się w grze zdecydowanie zbyt rzadko;
mnóstwo elementów sztucznie wydłużających rozgrywkę;
bardzo niewiele przerażających sekwencji;
szwankująca sztuczna inteligencja oraz fizyka przedmiotów.

To jest taki stek bzdur, że to aż nie do wiary. Koleś grał na najłatwiejszym poziomie trudności i wystawia grze ocenę na największym growym portalu w Polsce.

Mocno przewidywalny i niegroźny Obcy. Faktycznie, bardzo mało przewidywalny jest. Co tam, że dziesiątki razy wyskakiwał znienacka, znikąd, w najmniej oczekiwanych momentach. Niegroźny? Bardzo niegroźny. Co tam, że nie da się go zabić. Co tam, że każde bezpośrednie spotkanie z nim kończy się pewną śmiercią. Co tam, że miotacz ognia chwilowo odstrasza Obcego, ale po paru chwilach wraca w to samo miejsce, więc trzeba działać szybko. Co tam, że na najwyższym poziomie trudności paliwa do miotacza jest stosunkowo niewiele i trzeba je oszczędzać. Napisanie o Obcym z tej gry, że jest "MOCNO" przewidywalny i niegroźny to wierutna bzdura czy wręcz kłamstwo.

Obcy który pojawia się w grze zdecydowanie zbyt rzadko. Kolejna bzdura. Na hardzie na niektórych poziomach jest wręcz zbyt często, nie można się od niego "opędzić". Krąży po całym poziomie, snuje się w szybach, wyskakuje i spaceruje po korytarzach i tak w kółko. Nie jest łatwo przemknąć, trzeba to robić ostrożnie, powoli i z wyczuciem, korzystać z kryjówek oraz jak najmniej hałasować. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że recenzent grał na najłatwiejszym poziomie, gdzie Obcy na pewno dużo rzadziej się pojawiał. Ale jaki sens ma recenzja gry survival-horror, jeśli recenzent gra na najłatwiejszym poziomie trudności? Nie ma najmniejszego sensu, bo ocena to zakłamanie rzeczywistości krzywdzące grę i czytelników, którzy polegają w jakimś stopniu na recenzjach.

mnóstwo elementów sztucznie wydłużających rozgrywkę; Nie zauważyłem tych elementów. Dla mnie gra w ogóle się nie dłużyła, ale ok, to akurat można uznać za subiektywne odczucie.

bardzo niewiele przerażających sekwencji; A tutaj mamy do czynienia z kolejną bzdurą i kłamstwem. Gra jest straszna i nawet jeśli w pobliżu nie ma Obcego, czujesz zaszczucie i zagrożenie, które niesie ze sobą obecność na stacji. Masz świadomość, że grasuje tutaj niebezpieczna istota, która poluje na ludzi. Poza tym w grze występuje mnóstwo "jumpscarów", jest mroczna, wiele miejsc jest ciemnych, graniu towarzyszy niepokój, że w każdej chwili z którejś dziury może wyskoczyć Obcy, jeśli jest z nami na konkretnym poziomie.

szwankująca sztuczna inteligencja oraz fizyka przedmiotów

W zasadzie jedyny minus z którym mogę się w jakikolwiek sposób zgodzić. AI czasami szwankuje i faktycznie zdarza się, że Obcy w dziwny sposób nas nie zauważy. Jednak zdarza się to PIERUŃSKO rzadko. Mnie zdarzyło się z raz czy dwa, dosłownie. A tak to za każdym razem było normalnie, przy braku ukrycia się Obcy odnajdywał mnie bardzo szybko.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-12 14:02:10
12.03.2021 09:40
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Nigdy nie zgodzę się z ludźmi, że Crysis to tylko benchmark, "growa" wydmuszka, która nie ma nic do zaoferowania poza piękną, rewolucyjną jak na tamte czasy grafiką i fizyką.

Crysis urzekł mnie nie tylko grafiką. Pamiętam rok 2007 kiedy grałem w Crysisa po raz pierwszy. Miałem wtedy GeForce'a 9600 GT. Pozwalała mi ona grać na low-med-high-ultra (miałem poustawiane przeróżne opcje na różnych poziomach) w 1024x768 bardzo płynnie, przy czym gra była przepiękna.

Crysis to przede wszystkim świetny shooter w klimatach sci-fi. Bardzo podobała mi się historia, którą przedstawiła nam gra. Nie zostaliśmy od razu rzuceni w wir walki z morderczymi kosmitami, tylko powoli wprowadzani w klimat nadchodzącego, prawdziwego zagrożenia. Początkowo walczyliśmy z armią koreańską, nie mieliśmy pojęcia z czym mamy tak naprawdę do czynienia, ale gra wprowadzała to poczucie zagrożenia i lęku przed czymś wykraczającym poza ludzkie możliwości. Wiedzieliśmy, że armia koreańska nie jest naszym głównym i najgroźniejszym przeciwnikiem. Podobało mi się to. Grając czułem się jakbym oglądał dobry film sci-fi opowiadający o inwazji kosmitów. Gra mnie bardzo wciągnęła, dla mnie była filmowa i dlatego zawsze ją broniłem.

12.03.2021 09:06
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

No może ja żyję w innym świecie.

Tak, żyjesz w innym świecie. Bukary cię wyjaśnił konkretnie i w zasadzie nic dodać, nic ująć. Może ci się nie podobać gra, wizja świata w niej przedstawiona i pomysły twórców, ale to nie jest wada gry sama w sobie. I nie, wirtualna rozrywka nie powinna czerpać z lepszych wzorców - bo co to w ogóle oznacza?? Jakich wzorców? Takich, wokół zbudowany jest twój idealny świat? Człowieku, zejdź na ziemię, bo dumasz gdzieś tam w chmurach i coś nie kontaktujesz.

Czepiasz się Cyberpunka i "wzorców", ale idąc tym tokiem rozumowania można by przyczepić się do absolutnie, zaznaczam, ABSOLUTNIE każdej gry, filmu czy nawet piosenki. Film w którym jest jakiekolwiek morderstwo, gwałt i inne przestępstwo, czy widać kobiecy sutek lub tyłek faceta - do wyrzucenia, przecież "powinny" czerpać z lepszych wzorców. Zaorałbyś całą kinematografię od początku jej istnienia, bo w większości filmów występuje choćby jeden z tych elementów.

Gry? Nie chcę myśleć co uważasz o jakiejkolwiek grze. Dla ciebie pewnie nawet Simsy są okrutne, skoro możesz uwięzić Sima w basenie, głodzić go lub torturować na inne sposoby - to niemoralne i twórcy powinni czerpać z lepszych wzorców, nie powinni dopuścić do tego, by gracz mógł robić takie rzeczy. Już nie wspominam o "bara-bara" w łóżku, całowaniu itd. Fuuuuu. A przecież w Simsy gra też dużo dzieci - kompletna demoralizacja.

Wczoraj na angielskim forum dotyczącym Elite Dangerous napisałem, że bardzo chciałbym, by twórcy dodali do gry jakieś wrogie istoty, w stylu np. Ksenomorfów, czyli jakieś agresywne, niebezpieczne stwory, które byłyby rozrzucone po różnych planetach i układach i mogłyby nas atakować, kiedy wylądujemy i będziemy eksplorować planetę, np. pieszo (dodatek Odyssey). Dodałoby to pikanterii grze, zwiększyło emocje, poczucie zagrożenia, niepewności i lęku w czasie eksploracji kosmosu, gra byłaby jeszcze bardziej wciągająca. No bo logiczne, że jak mają dodać do lądowania na planetach także eksplorację pieszo z bronią w ręku, no to fajnie, jakby na tych planetach było jakieś zagrożenie ze strony np. fauny. I skomentowałem to też w taki sposób, że "gdy coś nas zaatakuje, albo walczymy i strzelamy, albo uciekamy jak najdalej".

Gość, który mi odpisał, zrobił cały wywód, wypracowanie, na temat moralności ludzkości. Wskazał, że ludzi tylko ciągnie do strzelania i zabijania, do walki i wojny, aby tylko zabijać od razu napotkane rasy i widzieć w nich wrogów. Niby, że ludzie tylko szukają sobie kolejnych wrogów i pretekstu do walki z nim, od razu zakładają, że obca istota to wróg i strzelać, zabijać. Dodał także, że bardzo niepokoi go stan ludzkości i dążenie do strzelania do wszystkiego, a także, że doprowadzi to do zagłady ludzkości w końcu.

Jak to przeczytałem, nie miałem pojęcia, w sumie nadal nie mam, czy to żart? troll? czy on tak na serio? W ogóle, WTF? O czym on mówi? Rozmawiasz o grze i o fajnym elemencie, który mogliby dodać, a on robi wywód o polowaniu na bezbronnych kosmitów i moralności ludzkości z tym związanej :D

I właśnie ty jesteś tego typu człowiekiem.

11.03.2021 11:46
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Ja nie mam dużo czasu na gry, a mimo to codziennie staram się coś tam pograć. Mój tryb życia wygląda w ten sposób:

1. Po 5 wstaję, jadę do roboty 50 km na 7:00.
2. Wracam z roboty, często jest już po 16. Zanim jestem w domu (bo zakupy itd. itp.) to zazwyczaj jest koło 17.
3. Wchodzę na chatę, przebieram się, ogarniam. Mam chwilę, by pograć. W międzyczasie trzeba zrobić coś do jedzenia.
4. Trzeba coś porobić z narzeczoną, obejrzeć serial, film, pogadać etc.
5. Jak zostanie odrobina czasu, to przed snem chwilę w coś pogram, ale zazwyczaj oczy się już zamykają i nie ma się sił.
6. Spanie.
7. Powtórka z rozrywki.

Tak to wygląda od pn do czw. W piątek z racji dłuższego wieczoru (później spać) mogę pograć dłużej, tak samo w sobotę lub w niedzielę. Generalnie jednak czasu jest w sumie niewiele. Masa obowiązków, ale i tak udaje mi się wygospodarować trochę tego czasu na granie. A grać mam w co, mam całe mnóstwo gier, które ogrywam lub chcę ograć w przyszłości.

Miałem okres, kiedy nie grałem przez grubo ponad rok w totalnie nic. Z tym, że było to podyktowane brakiem odpowiedniego sprzętu, miałem jedynie biurowego, mulącego laptopa, ponieważ mojego wcześniejszego, gamingowego zaszczał kot i niestety nie do odratowania. Naprawa 3k, na nowego nie było mnie stać wtedy, a do neta i do pracy sprzęt mieć musiałem, więc wybór padł na zwykłego lapka. Szczerze, to do gier mnie wtedy w ogóle nie ciągnęło, łatwo to zniosłem. Po roku czasu coś jednak we mnie pękło i zatęskniłem za gierkami, uzbierałem trochę kasy i sprawiłem sobie sprzęt do grania - no i siłą rzeczy musiałem zacząć grać :) I dobrze mi z tym.

11.03.2021 11:28
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Pozwolę sobie na mały, nostalgiczny offtop. I tak mnie już od dawna tutaj nie ma.

01.11.2008 22:03

polak111 [ LOXXII ]

Szkoda, że nie ma tytułu: "a Van Persie dziś 'bana' dostał" - w odniesieniu do tytułu wątku, kiedy prawdziwy Van Persie dostał czerwoną kartkę.

Stare, dobre czasy. Dzisiaj pobawiłem się w górnika i wykopałem prawdziwe złoto. Czasy, kiedy na forum pytałem się o pomoc w wyborze koszulek i butów oraz wszystkich irytowałem swoimi durnymi komentarzami.

https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=7911915
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8085045 - co ciekawe, dzisiaj jeżdżę właśnie Lexusem, tylko GS. Byłem blisko :D

I już znikam, nie będę wam przeszkadzał. Tamte czasy i tak już nie wrócą, ze Strą na czele. Chyba to była jedna z nielicznych osób, która mnie wtedy w miarę lubiła w wątku o piłce.

Ten czas zapier... niesamowicie... I tak serio, to brakuje mi tamtych czasów. Było się głupim gimbem, ale na forum kawałek życia się spędziło, nawet jeśli 50% czasu z kimś się kłóciłem. Sentyment pozostał. A z jedną osobą z forum, może pamiętacie -kubinho- kumplujemy się cały czas od tamtej pory, w realu. Poznaliśmy się w tym wątku, więc jak widać warto było wypisywać tutaj durnoty swego czasu :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-11 11:34:20
11.03.2021 11:10
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Śmiechy śmiechami, ale to naprawdę poważna sytuacja dla wielu stron. Kanonierzy.com - największy polski serwis kibiców Arsenalu skupiający bardzo aktywną społeczność - padł. Serwis był w uszkodzonej serwerowni SBG1, nie wiadomo jeszcze które strony przestaną istnieć na dobre. Oczywiście możliwy jest backup, ale nie przywróci to strony do wyglądu i stanu jaki był tuż przed pożarem. Strata danych, newsów, komentarzy, artykułów i całej masy aktualizacji na pewno będzie bardzo bolesna.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-11 11:11:11
11.03.2021 08:04
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Cierpliwość, czas i w miarę dobre zachowanie na forum. Wtedy będzie ci rosło. Ja w swojej "karierze" na forum wypisałem masę głupich komentarzy, nikt nie jest idealny :) No ale na forum jestem od 2008 roku (tak naprawdę to od 2006 lub 2007, tylko miałem inne konta), zatem mam 109. Mógłbym mieć więcej, gdybym się zachowywał, no ale czasami najdzie mnie myśl na napisanie czegoś głupiego i wtedy jest kara w postaci odjęcia punktów. Aa, no i oczywiście aktywność. Ja miałem okres, gdy przez ponad rok nic nie napisałem, więc to też ma wpływ.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-11 08:05:40
10.03.2021 08:18
Pizystrat
2
Pizystrat
128
Image

wahoo

Jak ty człowieku w ogóle nie widziałeś na oczy FH4, skoro wypisujesz tak wierutne bzdury. Nie masz pojęcia o czym piszesz.

Jeśli chodzi o otoczenie to w trójce jest wszystko: normalne drogi międzymiastowe, autostrady, bezdroża, plaże i pustynie z wydmami, winnice, lasy deszczowe, duże miasto z wieżowcami, małe miasteczko. W dodatku dochodzi górska mapa zimowa.

Którego z tych elementów nie było w Horizon 4? Którego? Bezdroży nie było? Autostrady nie było? Plaży nie było? Dróg międzymiastowych nie było? Lasów nie było? Ale rozumiesz, że mówisz o grze, w której właśnie są lasy, autostrada, morze i plaża, mnóstwo bezdroży (większość czasu spędzam jeżdżąc lasami i bezdrożami) i... ekhm, drogi? Jak w grze wyścigowej może nie być dróg :D :D Miasteczek/wsi w Horizon 4 jest kilka, a miasto Edynburg jest dużo większe i bardziej rozbudowane niż Surfers Paradise z Horizon 3. W końcu Edynburg ma około 500 000 mieszkańców, jest sporym miastem, a Surfers Paradise ma około 25-26 000 mieszkańców. Wieżowce są tam i w real i to tylko sprawia wrażenie wielkomiejskiego klimatu, ale to pozory, bo miasto jest niewielkie.

Górska mapa zimowa? A w Horizon 4 nie masz gór i śniegu? Nie masz pór roku? Zimy? Wiosny? Lata? Nie masz dodatkowej wyspy, po której możesz jeździć?

Przyjrzyj się mapie i zweryfikuj wszystkie bzdury, który napisałeś.

Czwórka to w zasadzie taka Polska + zamki i ruch lewostronny.

No, bardzo przypomina to Polskę. Mniej więcej tak jak Rosję i Białoruś. Mnie to przypominało raczej brytyjskie klimaty, bo w grze jest typowo brytyjska, wyspiarska zabudowa, w końcu to Szkocja, a Edynburg jest odwzorowany świetnie, ale co ja tam wiem :D

Horizon 3 to świetna gra, podobnie jak 4 i obie mają mnóstwo do zaoferowania.

08.03.2021 13:01
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Hmm. Może zmniejsz rozdzielczość? To powinno pomóc, grafika w multi nie ma dużego znaczenia. Wyłącz V-Sync, jeśli jest włączone, to czasami w grach pomaga uzyskać lepszą płynność.

08.03.2021 10:36
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Nie rozumiem fenomenu niektórych gier, a CS jest jedną z nich. Minecraft, LoL, Fortnite itd. Wszystko to kojarzy mi się z rozwydrzoną, głośną i wulgarną dzieciarnią, która świata nie widzi poza tymi gierkami. Te złe skojarzenia nie biorą się znikąd. O ile szanuję niektórych graczy za pracę jaką wkładają w tworzenie wymyślnych budowli czy całych miast w takim Minecraft, o tyle i tak większość graczy stanowią tutaj dzieci. Widzę to po swojej rodzinie, gdzie ledwo 11-letni kuzyn gra w to od paru lat, a teraz gra przez Internet z kolegami. I żeby jeszcze robili coś fajnego, jakieś ciekawe rzeczy, gdzie mogą wykazać się wyobraźnią. Nie. Chaos. Gra bez pomyślunku. Łup łup łup, tu dołek, tam dołek, TNT, TNT, TNT, dołek, dołek, biegają bez celu, nic nie budują i ta wszechobecna pikseloza. Okropieństwo.

W CS:GO grał mój znajomy, z którym mieszkałem w czasie studiów. Tylko wracał z roboty, słuchawki na uszy i tylko przekleństwa albo okrzyki PLANTUJ, PLANTUJ, PLANTUJ. Myślałem, że mnie szlag jasny trafi na miejscu. Miał swój klan i grał ze znajomymi, ale sam twierdził, że gra w to tyle dzieciarni i noobów wszelkiej maści, że bez fajnych znajomych z którymi można pograć - lepiej się nie zbliżać do tej gry.

Generalnie nic nie mam do gier nastawionych na online, bo sam w niejedną grałem, swego czasu bardzo dużo grałem w Call of Duty i Battlefielda, zdarzyło się i w FIFĘ. Elite Dangerous w które gram, również jest multiplayerem. Bardziej chodzi mi jednak o społeczność, która stanowi znaczną część graczy danej gry.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-03-08 10:38:15
07.03.2021 18:36
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Grand Theft Auto Underground

07.03.2021 18:33
Pizystrat
Pizystrat
128
Image

3.

07.03.2021 18:33
Pizystrat
Pizystrat
128
Image

2.

07.03.2021 18:32
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128
Image

Elitka zawsze na propsie.

05.03.2021 14:21
Pizystrat
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Nie podoba mi się to. Ksenomorfy kompletnie nie pasują do takiej sieczki. Zombie w tego typu grach to zupełnie co innego, bo zombie to istoty najczęściej bezmyślne i kierują nimi najprostsze instynkty, nie myślą o konsekwencjach swoich działań i nie odczuwają żadnego strachu, dlatego hordy nieumarłych biegnących prosto na wycelowane w nie lufy nie budzą nigdy zastrzeżeń.

Ksenomorfy to zupełnie co innego. To inteligentne drapieżniki, które uwielbiają zaskakiwać swoje ofiary, potrafią planować ataki i zastawiać pułapki, wyciągają wnioski z popełnianych błędów w czasie walki. Są przebiegłe, zwinne, bardzo szybkie i silne. Sprowadzenie tych istot do poziomu mięsa armatniego, które bezmyślnie szarżuje wprost na strzelających w nie ludzi i w ułamku sekundy padają jak muchy jest totalnym wykastrowaniem tego gatunku, pozbawieniem go cech znanych z filmów i komiksów. Cech, które definiują te istoty. One mają wzbudzać strach, być przerażającym przeciwnikiem, którego człowiek powinien się bać. A nie idą trzy terminatory, ani drgną, tylko ładują w setki nadciągających Obcych, które padają jeden za drugim, a gdy już któremuś uda się dopaść człowieka, to taki atak i tak nie robi na nim wrażenia i dalej wywala kolejne magazynki jak w kaczki. Kwas także nie robi dużego wrażenia na graczu. Dla mnie taka kastracja Ksenomorfa jest niedorzeczna. Nie czuć, że przeciwnikami są inteligentni, przebiegli i silni kosmici, tylko jakaś banda bezmyślnych kamikadze.

Co do 20 rodzajów Obcego, tutaj nie doszukiwałbym się wady, ponieważ w uniwersum istnieje nawet więcej typów Obcego, zatem nie musi to być całkowicie wymysł twórców gry, być może opierali się np. na komiksach (chociaż wątpię).

04.03.2021 08:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Gra może być dobra sama w sobie i nie zamierzam jej skreślać, aczkolwiek nie jestem pewien, czy akurat taka formuła sprawdzi się w przypadku Ksenomorfów. Dla mnie gra z Obcym to jednak powinna być rasowym, mrocznym horrorem z elementami FPS, a nie naparzanką w stylu Left 4 Dead, gdzie bez większych problemów rozwalasz na kawałki setki czy tysiące tych istot. Może to całkowicie zabić klimat i nieco rozmienić na drobne "straszność" Ksenomorfa. Być może na najwyższym stopniu trudności nie będzie tak źle, kiedy zabicie Ksenomorfów stanowić będzie jakieś wyzwanie.

Mnie, podobnie jak wielu osobom, marzy się albo gra w stylu Alien Isolation, albo FPS (nawet mógłby być z elementami RPG), w którym mielibyśmy do dyspozycji otwarty świat, po którym moglibyśmy swobodnie się przemieszczać, wykonując misje i zadania poboczne, odkrywać ciekawe smaczki, zwiedzać zniszczone bazy, stacje czy rozległe tereny danej planety, a przy okazji non stop czuć dreszczyk emocji, że może nas zaatakować Ksenomorf lub inna złowroga istota z uniwersum. Grunt, by był właśnie ten klimat, napięcie i ciągłe poczucie zagrożenia. Nie wspominam nawet o grze, w której moglibyśmy latać od planety do planety, ale to już chyba za wysokie wymagania.

Mogłaby to być gra w stylu Aliens vs Predator 2, tylko bardziej rozbudowana i wyłącznie z ludzką kampanią. Dobrze wykonana gra o takim charakterze byłaby z pewnością hitem i dziwne, że nikt się za to nie bierze.

03.03.2021 13:22
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Żeby narzekać w tej grze na nudę, trzeba mieć doprawdy słabo rozwiniętą wyobraźnię. Nie chcę obrażać ludzi, którym gra się nie spodobała, ponieważ każdy ma swój własny gust i jasna sprawa, że przecież nie każdemu musi wszystko przypasować. Jednak nie potrafię zrozumieć narzekania na nudę w tej grze.

Jest to jedna z najlepiej rozbudowanych gier z otwartym światem w historii, a liczba aktywności jest ogromna. Rozumiem, że komuś może nie przypasować polowanie czy łowienie ryb, no ale w takim razie kto komu każe je wykonywać? A jest to niewątpliwie świetne urozmaicenie, możesz podążać dowolnymi ścieżkami. Ile razy mam tak, że jadąc wykonać jakąś misję, po drodze zatrzymuje mnie dziesiątki wydarzeń. To jest w tej grze najpiękniejsze, oferuje ona tętniący i żyjący własnym życiem świat, który bywa nieprzewidywalny. Jadę do tej misji, a tu albo napadają mnie bandyci, albo natrafiam na obóz wrogiego gangu, a tu ktoś wzywa pomocy, bo go atakuje zwierzę, albo jest ranny, albo się zgubił, albo się zmęczył, albo, albo i albo. Zbaczam z obranej trasy i po prosty wykonuje te czynności według uznania, a przy okazji może mnie najść na szybkie polowanie, jeśli wypatrzę niepoznane jeszcze zwierzę. Mijam dom/gospodarstwo, którego nie eksplorowałem, zachodzę i próbuje je okraść. I albo od razu zabijam lub wiążę farmera, gospodarza, albo zakradam się po cichu i liczę, że mnie nie złapie na gorącym uczynku. Jadę wzdłuż torów, jedzie pociąg. Długi, z wieloma wagonami. Myślę sobie, a kij, napadam. I napadam, zbierając pokaźny łup. I zanim dojadę do tej misji, to potrafi już minąć z 2 godziny. Zresztą samo szukanie wszelkich znajdziek w tej grze jest przyjemne. Zbierając te wszystkie karty czuję, jakbym zbierał je naprawdę. Są świetnie wykonane i ciekawe, podobnie jak np. szukanie kości dinozaurów, eksploracja jaskiń, piwnic itd. itp. Ta gra to jedna, wielka, niesamowicie rozbudowana i żyjąca piaskownica, sandbox niemal idealny. A jak komuś nie chce się jeździć na koniu z jednego końca mapy na drugi - ma opcję szybkiej podróży, ma pociąg, opcji jest.

Zarabianie pieniędzy w tej grze budzi satysfakcję, ponieważ jest je na co wydawać, widzisz w tym sens. Chcesz wybrać się w góry, musisz mieć odpowiedni strój. Pukawki mają masę ulepszeń, rodzajów amunicji jest kilka, samych pukawek jest dużo rodzajów. Do tego dochodzi wiele dodatkowych akcesoriów, które może mieć nasz bohater. Minigierki, jak poker i inne gry, świetne i także potrafią zająć mnóstwo czasu.

Na ogromny plus zasługuje też samo zaprojektowanie świata. Śnieżne i wysokie góry, jeziora, rzeki, gęste lasy, pustkowia, tereny miejskie, wiejskie, przemysłowe, jaskinie, bagna, wyżyny i niziny. Ludzie, czego chcieć więcej? Nic, tylko chłonąć każdy element tego świata, każdą jego cząstkę.

03.03.2021 12:51
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Zacznijmy od tego, że gra jest dość wymagająca dla początkujących. Sterowanie, nawet na padzie, jest trochę nieintuicyjne. Oczywiście można się przyzwyczaić i po jakimś czasie nie sprawia dużych problemów, aczkolwiek pierwsze godziny wymagają nieco cierpliwości. Zresztą, samo poruszanie się po galaktyce odwzorowanej w skali 1:1 jest... no czasochłonne, a na początku nie polecimy nigdzie dalej niż do systemu oddalonego o ledwie kilka lat świetlnych od nas.

Gra nie jest dla każdego. Jeśli ktoś oczekuje wartkiej akcji i prowadzenia za rączkę - omijać z daleka, bo takie osoby tylko zaniżą ocenę tej gry. Nie jest ona dla nich, bo zwyczajnie odbiją się od niej, a potem będziemy czytać komentarze, że nuda, nuda, nuda. A to nieprawda, gra nie jest nudna, tylko trzeba mieć do niej odpowiednie podejście i wsiąknąć w świat, tzn. wszechświat. Rzeczy do robienia w tej grze jest zatrzęsienie, ale nie może być inaczej, gdy mamy do czynienia z całą galaktyką. Po jakimś czasie może to być nużące, ale która gra nie nuży po rozegraniu setek godzin? Elite broni się jednak tym, że jest tak ogromna, że nikt nigdy nie odkryje wszystkich jej smaczków, nawet jeśli poświęci całe życie na jej eksplorację. Zatem nawet jak po jakimś czasie znuży, można od niej odpocząć, a potem wrócić i ponownie cieszyć się lotami w kosmosie.

Bardzo dobrze, że gra ma sporą i aktywną społeczność graczy, a także ciągle jest i na pewno będzie mocno wspierana przez twórców, bo to zapewni jej bardzo długi żywot. Najnowszy i największy dodatek Odyssey sprawi, że ta gra stanie się jeszcze lepsza, stanie się większa, pełniejsza, ciekawsza i bardziej emocjonująca.

Co w grze robi największe wrażenie? Osobiście żadnych z tych rzeczy nie napotkałem (jeszcze, ale mam nadzieję, że kiedyś się uda), ale widziałem filmy na YouTube wykonane przez graczy i będą to na pewno wszelkie czarne dziury, supernowe oraz... kosmici. Tak, obce, bliżej niezidentyfikowane istoty są w tej grze. Możecie sobie poszukać, jeśli chcecie zobaczyć. Lecisz sobie, lecisz i nagle wysiada ci zasilanie w statku, bez powodu, bo jesteś w pustej przestrzeni, daleko od jakiegokolwiek ciała niebieskiego czy statku. A tu nagle przed kabiną... wielkie... coś. Ni to statek, ni to zwierz, w każdym razie wygląda na coś organicznego. Robi kilka kółek przed twoim statkiem, będąc ewidentnie zainteresowanym tobą. Po czym odlatuje w swoją stronę. Niezidentyfikowany obiekt, wow. I takich smaczków pewnie jest więcej, ale szanse, że na to trafisz, są raczej niewielkie.

Mam nadzieję, że Odyssey wprowadzi więcej takich elementów i kontaktów z obcymi formami życia.

03.03.2021 11:51
Pizystrat
Pizystrat
128

Niedługo wyjdzie jak do tej pory największy i najważniejszy dodatek do gry - Odyssey, który doda bezpośrednią eksplorację planet, będziemy mogli wysiąść ze statku i poruszać się po terenie pieszo. Będziemy mogli być uzbrojeni, będzie walka z przeciwnikami (mam nadzieję, że nie tylko z innymi ludźmi), będziemy mogli zwiedzać stacje i bazy kosmiczne. Bardzo mocno urozmaici to grę i właściwie mocno przybliży do będącego w wiecznej Alphie Star Citizena.

01.03.2021 11:03
Pizystrat
Pizystrat
128

A ja się nie do końca zgodzę i uważam, że system przestępstw jest właśnie realistyczny, może nawet jak na grę za bardzo realistyczny i to jest w nim najbardziej irytujące, natomiast raczej nie jest on tak spartaczony jak to ująłeś.

Dostajesz punkt za pomoc w ucieczce więźniowi, a innym razem za uratowanie zwykłego obywatela - ostatecznie co on odzwierciedla?Odejmuje ci punkty za okradanie zwłok znalezionych w lesie, co jest bez sensu.

Nie wiem czy jest to bez sensu. Zacznijmy od tego, że pomoc pomocy także nierówna. Przecież twórcy musieli to jakoś zbalansować, ciężko, żeby rozróżnić każdy uczynek, bo dobry dobremu nierówny, podobnie jak zły złemu. Może i dałoby radę, żeby stopniować uczynki i dostawać więcej/mniej pkt reputacji za konkretne działania, ale to tak się tylko wydaje, że to hop siup dla twórców, a pewnie wymagało to więcej pracy, dlatego po prostu - robisz coś dobrze, dostajesz punkt, robisz źle, odejmują ci punkt i tyle, bez patrzenia na skalę pomocy czy przestępstwa, które popełnia gracz.

No bo dostajesz tyle samo pkt reputacji za pomoc człowiekowi poprzez wyssanie jadu węża czy obronę przed wilkami, czyli ratując ludzkie życie, co wtedy, gdy kogoś po prostu podwieziesz na koniu czy wskażesz drogę do danego miejsca. Przecież tutaj dobry uczynek nie jest równy dobremu uczynkowi, a dostajesz tyle samo pkt. No tak jest to skonstruowane i tyle, a czy to niedobrze?

Podobnie jak kogoś zamordujesz, okradniesz na żywca czy... okradniesz trupa. Każdy z tych uczynków jest innej rangi, podobnie jak każdy jest moralnie zły, zatem odejmuje ci reputację, bo tutaj chodzi pewnie o tą moralność. Okradanie trupów nie jest dobrym uczynkiem, neutralnym raczej też nie, bo jesteś tzw. hieną czy szabrownikiem. Więc absolutnie nie jest to bez sensu.

Jedyną pretensją do Rockstar możesz mieć za to, że nie zrobili skali stopniowania dobrych i złych uczynków, by np. dostawać więcej pkt za uratowanie życia niż za podwózkę, czy żeby odejmowało mniej pkt za okradnięcie trupa niż za perfidne morderstwo. Nie zrobili tak, ale sam system jest ok.

Jeszcze głupsza sytuacja była, gdy raz wkurzyłem jakąś wioskę w lesie, w konsekwencji czego zabiłem paru miejscowych, na co system nie zareagował w ogóle, ale gdy przeszukiwałem ich zwłoki, za każdym razem spadała mi reputacja.

Pewnie chodzi ci o wioskę, w której mieszkają te dzikusy. Nic dziwnego, że samo zabijanie ich nie miało wpływu na reputację, ponieważ oni są źli według gry. Co do okradania trupów w tej sytuacji, to nie pamiętam jak było, ale w sumie dziwne, by spadała reputacja. Jak pozabijasz inne gangi, np. O'Driscollów, to nie dostajesz ujemnych punktów ani za morderstwa, ani za przeszukiwanie zwłok.

Napadają mnie bandyci w mieście, których zabijam, po czym jestem poszukiwany za morderstwo. Podobna sytuacja była z bójką.

Oni ciebie napadli sam z siebie czy ich sprowokowałeś? To też ma znaczenie. Generalnie nie zawsze tak jest. Mnie zdarzyło się zabić kogoś, kto pierwszy mnie zaatakował i nie dostałem punktów ujemnych do reputacji ani nikt mnie nie poszukiwał. Jak ktoś chce się bić sam z siebie - nie dostaniesz za niego ujemnych punktów, jak wygrasz pojedynek. Inaczej sprawa ma się w sytuacji, kiedy to ty zaczniesz, czyli podjudzasz, obrażając inne postaci. Wtedy może się zdarzyć, że w odpowiedzi na słowne zaczepki będą chcieli się bić lub wyjmą spluwę i będą próbowali cię odstrzelić. Wówczas za pobicie lub zabicie ich - odejmie ci reputację, ponieważ to ty wywołałeś konflikt. Nawet jeśli uznamy, że jak ktoś wyjmie karabin i zacznie strzelać do ciebie za to, że nazwałeś go kretynem, jest absolutnie nieadekwatną reakcją. Może i tak, ale to są czasy Dzikiego Zachodu - miejmy to na uwadze.

01.03.2021 09:34
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Baka

26.02.2021 07:57
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ja dostałem grę na święta, a właściwie kupiłem sobie na Steam za pieniądze, które dostałem na święta, wisiała mi w bibliotece przez 2 miesiące, ostatnio sobie zainstalowałem na dysku, ale nie grałem i na razie nie będę grał. Mam mnóstwo gier, które ogrywam (RDR 2 po raz drugi, tym razem na PC, Forza Horizon 4, Death Stranding, PES 2018, Elite Dangerous czy nawet The Sims 4) i wcale mi się nie śpieszy do grania w Cyberpunk. Jest to jest, mogę zagrać i za pół roku, jak już dostatecznie grę połatają + te wszystkie mody i myślę, że gra będzie zacna, a wrażenia z niej dużo, duże lepsze niż gdybym zagrał od razu po premierze.

Tej gry już nic nie uratuje. Kto miał ją przejść to ją przeszedł i dawno o niej zapomniał tak jak ja.

No właśnie nie, bo kto miał ją przejść, nadal może ją przejść. Jest wielu graczy, którzy czekają, aż grę połatają. Jednym z nich jestem ja. A w końcu połatają, przyjdzie ten czas i wtedy na pewno będę miał lepsze wrażenia z gry niż ty i inni, którzy ograli grę. Zagrałem w No Man's Sky po premierze i gra była mocno przeciętna, wynudziłem się i zraziłem do niej. Gdybym zagrał teraz, to miałbym zupełnie inne odczucia, bo grę bardzo poprawili i jest to już inna produkcja. Z tym, że uraz pozostał i nie chce mi się do niej wracać, może kiedyś.

25.02.2021 12:48
Pizystrat
Pizystrat
128

A ty pokazałeś, że jesteś typowym, wielkim internetowym psudoznawcą, wielki mędrzec, znawca kinematografii i gry aktorskiej.

Stranger Things jest świetnym serialem na wielu płaszczyznach, ale postać Nastki i sposób w jaki zagrała ją Brown jest absolutnie kluczowa dla całego uniwersum i produkcji Netflixa. A zagrała bardzo, bardzo dobrze. Można nie lubić aktora lub aktorki, ale pieprzyć takie farmazony i durnoty, że zagrała jak drewno i serial jej niewiele zawdzięcza. Czy ty ślepy jesteś, głupi czy trollujesz?

25.02.2021 08:09
Pizystrat
Pizystrat
128

A czy ja wiem... Iglica to jednak integralna część budynku. Owszem, z większym wrażeniem mamy do czynienia, gdy na wyższej wysokości są normalne kondygnacje, no ale jakby nie patrzeć - iglica to część budynku, jego element, zatem naturalnym jest podawanie wysokości budynku wraz z nim. Różne też są iglice. Ta w Varso jest wbrew pozorom dość "gruba", to po prostu wieża. Zwykły śmiertelnik nigdy tam nie wejdzie, ale przecież trzeba to konserwować, zatem będą szczęśliwcy, którzy wejdą na sam szczyt i znajdą się na wysokości ponad 300 m. Więc budynek ma 310 m i koniec kropka, nie nazwałbym tego cheatowaniem. Zresztą, no nie tylko konserwatorzy tam wejdą. Podejrzewam, że zaraz BNT z YouTube podejmie wyzwanie :)

25.02.2021 07:59
Pizystrat
Pizystrat
128

Szkoda tylko że nie dali z 400 albo 500 metrów. To by było coś pięknego i by o nas mówiono szerzej.

Myślę, że to kwestia czasu. Warszawa bardzo mocno idzie w drapacze chmur, więc kiedyś na pewno taki budynek powstanie. Strzelam, że to kwestia 10-15 lat.

17.02.2021 11:09
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Z Internetu trzeba korzystać z głową, także i z Wikipedii. Nie należy jej traktować jako absolutne pewne źródło informacji, właśnie dlatego, że nie każdy artykuł jest aktualizowany na bieżąco, nie jest wystarczająco wyczerpany lub w jego treści znajduje się żart trolla. Generalnie jednak nie widzę nic złego we wspomaganiu się nią, a czasami sam z nudów przeczytam jakiś artykuł i dowiem się ciekawych rzeczy, bo pomimo swoich wad (nie ma rzeczy idealnych), Wikipedia jest znakomitą skarbnicą wiedzy, a ostrożnym w sieci trzeba być zawsze.

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-02-17 11:09:45
17.02.2021 09:59
Pizystrat
Pizystrat
128

Nie wiesz i nie musisz wiedzieć. A ci wszyscy ludzie nie mają zielonego pojęcia czego ty nie widzisz w tej grze.

Postać porusza się ociężale jakby powietrze było zbudowane z majonezu

Chyba za dużo majonezu ostatnio zjadłeś i coś majaczysz, bo nie bardzo rozumiem o co ci chodzi. Nie zauważyłem, by postać była powolna.

Podczas gdy gry mają być odskocznia od rzeczywistości, niestety coraz bardziej zaczynają ja przypominać

No jeśli dla ciebie jazda na koniu w otwartym świecie na Dzikim Zachodzie, polowanie na zwierzynę czy strzelanie do wszystkiego co się rusza, odstrzeliwanie kończyn i głów przeciwnikom itd. itp. nie są odskocznią od rzeczywistości, to naprawdę - nie wiem co może nią być. Zresztą - pomijając to wszystko co wymieniłem. Samą odskocznią od szarej, codziennej rzeczywistości jest to, że właśnie wracasz po ciężkim dniu w robocie, odpalasz grę i sobie idziesz łowić ryby, zapolować na niedźwiedzia czy wybierasz się w góry w śnieg po kolana. Jak to nie jest odskocznia od rzeczywistości, to ja nie wiem jakie ludzie mają już dzisiaj chore wymagania.

16.02.2021 14:12
Pizystrat
odpowiedz
9 odpowiedzi
Pizystrat
128

Dają za darmo pograć, to jeszcze narzekanie :D Za darmo to i ocet słodki - czy jakoś tak.

Nikt nikomu nie każe wpłacać pieniędzy. Nie rozumiem tej wielkiej dramy. Czy którykolwiek z twórców przystawił pistolet do głowy czy groził, że wybije rodzinę któremukolwiek z tysięcy graczy, którzy wpłacili im pieniądze? Kto chciał, ten wpłacił i gra, albo już nie gra, bo produkt albo się spodoba, albo nie - jak każda inna gra, za którą płacisz, a potem jesteś bardzo rozczarowany. No ale chyba nie mówisz, że ten czy ten wydawca to oszust, złodziej i deweloperski gang piorący brudne pieniądze. Wiadomo w jakim stanie jest ta gra i każdy kto wydaje na nią pieniądze robi to z własnej woli oraz powinien doskonale zdawać sobie sprawę, że ta gra jest wciąż we wczesnej fazie produkcji, zatem jest niedorobiona pod wieloma względami. No chyba, że ktoś jest upośledzony umysłowo, nie umie czytać lub nie rozumie tego co czyta i myśli, że wpłacając twórcom pieniądze dostanie w zamian od razu odpicowany produkt. No nie, bo jasną sprawą jest to, że gra jest w budowie. A potem wielkie rozczarowanie, no to po co kupował w takim razie?

Twórcy obiecują, ale obiecują to, co dopiero ma być. Nie obiecują tego, czego teraz nie ma, nie mówią, że ta gra już jest fantastyczna i ukończona. Nie, nie jest. Ambicje twórców są ogromne i być może nie sprostają temu nigdy. Gra ma jednak niewątpliwie olbrzymi potencjał. Grałem w Alphę na jesieni 2020 roku, gdy był darmowy dostęp. Gra mi się ogólnie spodobała. Zgadza się - optymalizacja nie za dobra, błędy są, glitche itd. No ale rozmach, jaki ma ta gra - z czymś takim się nie spotkałem. Skoro jest tydzień grania za darmo - spróbuję znowu. A być może jeśli mi się na tyle spodoba, kupię grę za 40 dolarów. Gra nie jest dokończona, ale około 160 zł za grę, która tak czy inaczej starczy na co najmniej kilkadziesiąt godzin rozgrywki, jeśli wsiąkniesz w uniwersum - no to raczej normalna cena.

To nie jest Alpha jakiejś niedorobionej, liniowej strzelanki na mapie 2 km2. Masz do zwiedzania galaktykę w skali 1:1 i planety, na których można lądować. Już samo to sprawia, że gra jest warta wydania pieniędzy, żeby chociaż zobaczyć jak to wygląda. Ktoś, kto lubi kosmiczne symulatory spędzi tu dłuuuuugie godziny, nawet jeśli ostatecznie gra nie przypadnie komuś do gustu i nie sądzę, by 40 dolarów było bezmyślnym wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Na rynku jest masa beznadziejnych i niedorobionych gier, które na premierę miały być fantastycznymi pełnoprawnymi produktami i czego to twórcy nie obiecywali, a okazują się bublami, które nigdy nie będą dobre - a przy tym kosztują tyle samo lub nawet więcej, niż Alpha gry, która wciąż jest w produkcji i ma zawartość już na obecny moment większą, niż wiele ukończonych gier.

11.02.2021 09:06
Pizystrat
Pizystrat
128

Serio ludzie dalej myślą, że to sedan jest tym ładnym fajnym nadwoziem? Wow, nie wiedziałem że tyle ludzi żyje jeszcze latami 90'. Już za granicą większość ludności jeździ SUV'ami i minivanami.

Tak, tak myślą. Masz jakiś problem ze zrozumieniem, że komuś może podobać się coś innego, niż tobie? Być może nie zdajesz sobie sprawy, ale gusta są różne, a sedany popularne - mniej lub bardziej - ale wszędzie. Jak ty mówisz, że komuś, komu podoba się sedan żyje w latach 90-tych, to strach pomyśleć w jakich czasach ty żyjesz. A to, czym ludzie jeżdżą za granicą, to kogo obchodzi w ogóle?

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-02-11 09:07:12
09.02.2021 07:33
Pizystrat
Pizystrat
128

Tuning optyczny jest nawet w innych autach niż japońskie i muscle cary, aczkolwiek jest znacznie mniej rozbudowany. Właściwie do niemal każdego auta możesz dodać spojler, a we wszystkich zmienić felgi, których wybór jest bardzo duży, dodatkowo przyciemniać szyby.

Nie jest to tuning jak Underground 2, no ale jest ok.

05.02.2021 08:05
Pizystrat
4
Pizystrat
128

No to wróć do Gran Turismo, zobacz też Forzę MOTORSPORT. Jak widać wyścigi w otwartym świecie nie są dla ciebie.

05.02.2021 08:00
Pizystrat
Pizystrat
128

Pomógł natomiast zakup oryginalnej Forzy;)

No jeśli miałeś piracką wersję, to inna sprawa.

Co do ruchu lewostronnego, to on musi taki być, w końcu to Wielka Brytania, a tam ruch jest lewostronny. Dla mnie nie robi to absolutnie żadnej różnicy. Kiedy pędzi się po drogach publicznych 200+ km/h, to w ogóle nie ma znaczenia którą stroną drogi jedziesz. Omijasz wszystko na swojej drodze, o ile to możliwe, reszta się nie liczy :)

Gra jest osadzona w Anglii

W Szkocji :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2021-02-05 08:00:51
04.02.2021 08:10
Pizystrat
Pizystrat
128

Bzdury wypisujesz straszliwe.

A co niby złego ludzie tutaj napisali? Stwierdzili po prostu fakty, że cena 270 zł jest bardzo wygórowana, jak za "tylko" remastera, który nie będzie miał aż tylu zmian, a przypominam, że w zasadzie są to już kilkunastoletnie gry, oprócz "trójki". Nie jest to nic nowego na rynku, te gry nie wprowadzają żadnej zmiany, oprócz podrasowanej grafiki i zwyczajnej nostalgii. Sam bardzo czekałem, a w zasadzie, nadal czekam na te remastery i pewnie zagram, ale nigdy nie wydam na to 270 zł. Poczekam, aż mocno, mocno stanieje i dopiero wtedy sprawdzę.

Zresztą, nie masz bladego pojęcia chyba jak wyglądają zarobki za granicą i ceny tamtejszych produktów. U nas zarobki są 4-5 razy mniejsze, niż w zachodnich krajach takich jak UK czy Niemcy, natomiast ceny, uwaga - zachodnie. Tak więc zarabiamy wyraźnie mniej, a płacimy tyle samo, a czasami nawet więcej, niż Niemiec czy Anglik. To nie dziw się, że ludzie tutaj narzekają na ceny. Już tutaj ci napisali, że gdyby ta gra kosztowała nie 60-70 euro, a 270 euro, to jęczeli by tam tak samo jak my, albo jeszcze głośniej.

18.01.2021 09:36
Pizystrat
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Jaka nowa moda? Przecież od paru lat co zimę czytam dziesiątki artykułów na temat "morsów", w tym sezonie nie inaczej. Podejrzewam, że ludzie zawsze morsowali, tylko kiedyś zwyczajnie nie było mediów społecznościowych, to też nie było to tak nagłośnione.

28.12.2020 08:20
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
10
XSX

Jak dla mnie minusy w recenzji takie naciągane, na siłę, byle się do czegoś "dowalić", bo nie mają ona praktycznie żadnego wpływu na samą rozgrywkę, czyli na jeżdżenie autami i czerpanie z tego ogromnej przyjemności. Dlatego też dla mnie ta gra jest 10/10, ponieważ te "minusy" kompletnie nie wpływają negatywnie na odbiór gry.

niewykorzystany potencjał kupowania domów i wykonywania zawodów;
zniknęła opcja wgrania własnej muzyki jako stacji radiowej;
(dla niektórych) nadmiar absurdalnych elementów kosmetycznych awatara.

Co to znaczy niewykorzystany potencjał kupowania domów? To nie Simsy. Kupujesz dom, ok, wsiadasz w auto i nara, nie interesuje się za bardzo tym tematem dalej, bo nie ma to żadnego wpływu na samą grę. To taki dodatek. Przecież w poprzednich częściach w ogóle tego nie było, więc no nie zmienia to gry ani na plus, ani na minus, nawet jeśli nie jest to do końca dopracowane.

Absurdalne elementy kosmetyczne awatara? No ale kto komu każe ubierać swojego kierowcę jak idiotę? Nikt. Chcesz, to ubierzesz go normalnie. Ktoś inny chce, to ubierze go jak durnia i będzie wyglądał jak dureń, każdy ma coś dla siebie. Nie rozumiem w czym problem i w jaki sposób to może być minus gry, skoro daje ci ona wybór i robisz jak chcesz. Minusem można by było to nazwać wtedy, gdy gra narzucałaby określony wybór i musiałbyś wystylizować awatara nie tak jak chcesz. A tutaj masz wolny wybór. Nie chcesz, to nawet nie zwracasz uwagi na jakieś duperele typu głupie ubranie czy styl.

Nieco rozczarowująca może wydać się natomiast lista dostępnych samochodów.

Ponad 400 samochodów przy grze ze sporą mapą i pierdyliardem zadań do wykonania to mało? Powodzenia. Przyjmijmy, że jest ich 400 i na każdy poświęciłbyś 10 minut jazdy (bez tuningu, zabawy w warsztacie, malowania i bez wyścigów, a tylko JEŻDŻENIE BEZ CELU) to poświęciłbyś na to prawie 67 godzin(!!). Na samym przejechaniu się każdym autem, nie robiąc kompletnie nic poza tym. Na cholerę ci więcej aut? Ja wiem, że może brakować tego czy tego modelu, sam bym chciał przejechać się kilkoma autami, których w grze nie ma. No ale też nie popadajmy w przesadę, że ponad 400 samochodów to mało. To bardzo dużo w zestawieniu z tym ile jest do roboty w tej grze poza samą jazdą bez celu.

Co do stacji radiowych, no to trochę szkoda, że nie można dodać własnej muzyki. Ale czy to jest minus gry sam w sobie? No nie wiem. No ale rozumiem, że dla kogoś może to być spory minus.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-28 08:22:44
28.12.2020 08:07
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128
10
PC

Od jakiegoś czasu nie mogę uruchomić gry. Pojawia się małe zdjęcie Forza Horizon 4 i po kilku sekundach wraca do pulpitu.
Ponoć to wina wersji 2004 Windows 10. Wiecie jak sobie z tym poradzić?

To typowy problem dla Forzy. Przyczyn jak i rozwiązań jest wiele. Zacznijmy od tego, czy masz dzielone konto Microsoft, na którym korzystasz z Forzy? Tak bywa, kiedy wiele osób korzysta z gry pobranej z dzielonego konta Microsoft. Rozwiązaniem jest zalogowanie się na to konto w przeglądarce i usunięcie kilku urządzeń, które współdzielą konto, wtedy Twój PC powinien wskoczyć w ich miejsce i gra powinna się uruchomić.

Inne rozwiązania:
https://answers.microsoft.com/pl-pl/windows/forum/windows_10-windows_store/forza-horizon-4-wy%C5%82%C4%85cza-si%C4%99/fdcb34d1-54ce-426f-b714-ac30d494f4ab

Na YouTube również jest sporo poradników. Generalnie nie wiedzieć czemu gra bardzo często "gryzie się" z plikami systemowymi w Windows 10. Mimo wszystko większość problemów da się rozwiązać. Jest jeszcze taka opcja, by pobrać specjalny program systemowy, który uruchamiasz przy włączaniu Forzy. Zatrzymuje on procesy systemowe, które mogą wpływać na niestabilność gry, w tym wyrzucanie do pulpitu. Niestety nie pamiętam jak się nazywa ten plik.

Co do samej gry, to jak dla mnie najlepsza część. Grałem w pierwszego Horizon, grałem w trójkę, żadnej nie przeszedłem do końca, ale tylko i wyłącznie dlatego, że jest tam tak ogromna zawartość, że zwyczajnie nie miałem czasu na ich ukończenie, bo też i inne gry ogrywałem w międzyczasie i tak wyszło, a potem ogarnąłem Horizon 4 i na tym się skupiam obecnie.

Jak dla mnie gra ma najlepszy klimat spośród wszystkich dotychczasowych. Mapa jest spora (jak zwykle) i oferuje niesamowite krajobrazy, bardzo różnorodne lokacje, wyścigów i wyzwań jest zatrzęsienie, samochodów ogromna ilość. Tak naprawdę ta gra jest na setki godzin zabawy przy tak ogromnej liczbie zadań i samochodów. Przyjemność sprawia samo jeżdżenie bez celu i zwiedzanie. Model jazdy znakomity jak to w Forzy, ogromny plus za pory roku. Graficznie to majstersztyk, jak dla mnie jedna z najładniejszych gier w ogóle.

Bez dwóch zdań wyścigówka na 10/10.

22.12.2020 15:05
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Guntor

Racja, Isolation to bardzo atmosferyczna gra. Nie jest tak straszna jak Outlast czy Amnesia. Porównałbym tę grę do Bioshock'a, jeśli chodzi o poziom straszność.

Porównanie Bioshocka do Alien Isolation w kwestii strachu to jak porównać poziom strachu w Scooby Doo z Cartoon Network do jakiejś Obecności i powiedzieć, że to właściwie ten sam poziom straszenia. Nie mam pojęcia co z ludźmi jest nie tak, a może ze mną? ;) Przeszedłem Bioshocka niemal bez zająknięcia, chociaż gra dość mroczna i klimatyczna. Natomiast Alien Isolation na hardzie, ile ja przerw robiłem od tej gry, bo po prostu nie dawałem rady grać dalej, bo serce podchodziło do gardła i po prostu się bałem? No doprawdy, żałosne porównanie z tym Bioshockiem jednak.

W ogóle nie wiem jak można nie bać się tej gry. Gdzieś przeczytałem jakiś komentarz, że ktoś się bał bardziej, zanim pojawił się Obcy (!!) :D :D :D (co przecież raptem trwało może 15 minut, bo tyle czasu zajmuje dojście do etapu gdy Obcy zabija... no, bez spojlerów). A gdy ten pojawił się, to już w ogóle nie było strasznie. Naprawdę, współczuję niektórym ludziom, chyba zbyt wiele oczekują od... hmm, życia? Albo mają słabą wyobraźnię, bardzo słabą. Może mi pomaga też fakt, że "wychowałem się" na filmach z Obcym i bardziej wsiąkłem w ten klimat, immersja pełną gębą. No ale ta gra jest cholernie straszna, ludzie, no.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-22 15:07:20
16.12.2020 10:26
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128
8.5
PC

Ta gra ma swoje wady, ale gram w nią nawet dzisiaj i dobrze się bawię. Po ściągnięciu patcha problem z brakiem licencji znika. Graficznie jest dobrze, podobnie, jeśli chodzi o soundtrack. Mamy kilka utworów znanych wykonawców, chociaż po jakimś czasie ma się już tego dość, bo piosenek w zasadzie jest niewiele i powtarzają się.

Gra bywa bardzo irytująca. Obrona naszej drużyny momentami nie istnieje i w sumie nie wiadomo dlaczego. Po prostu nie jesteś w stanie odebrać piłki nawet najsłabszemu rywalowi, jakby to było oskryptowane, że masz stracić bramkę i tyle. Rywale biegną jak czołgi, wiele razy miałem sytuację, że dosłownie mój piłkarz "przeskakiwał" lub przebiegał nad piłką, którą prowadzi przy nodze przeciwnik i... nie odbiera jej, a rywal zostawia mnie w tyle i mknie na bramkę.

Raz przeprowadziłem test. Gram karierę Paris FC, gram w Ligue 1, pokonałem PSG i Marsylię strzelając łącznie 8 bramek (na Top Player). Przychodzi kolejny mecz z cienkim jak sik pająka Strasbourgiem. 4 razy z rzędu powtórzyłem mecz. I 4 razy z rzędu w 2-3 minucie tracę bramkę w podobny sposób, nie jestem w stanie zatrzymać pierwszego ataku w meczu, bo obrona popełnia idiotyczne błędy w kryciu i nie mogę nic zrobić. Przypadek? Nie sądzę.

Irytujący jest brak kontroli nad piłkarzem, kiedy przez przypadek wciśnie się strzał. Pasek siły uderzenia napełnia się i nie możesz zrobić nic, nie możesz wpłynąć na decyzję zawodnika. I tak np. wiele razy miałem, że dośrodkowałem w pole karne, odruchowo lub niechcący klikam strzał, ale do strzału nie dochodzi, piłka jest wybita lub leci w stronę autu, ale mój napastnik, który miał oddać strzał, biegnie w kierunku piłki. I oczywiście... oddaje strzał. Z autu, od tyłu, bez żadnego przygotowania. I nie mogę tego powstrzymać, gdy już wciśnie się strzał.

Podobna sytuacja ma miejsce, gdy piłka jest w powietrzu i spada blisko autu, a mój zawodnik do niej biegnie. Ile razy straciłem przez to piłkę, bo kretyn zamiast odpuścić, próbuje ją przyjąć i sam sobie wybija na aut, kiedy to aut byłby dla niego, gdyby po prostu zostawił piłkę.

Kolejna rzecz. Zawodnicy zbyt często ruszają się jak wóz z węglem. Szwankuje przyjęcie zwykłych podań. Np. chce wypuścić gracza na skrzydle zwykłym podaniem, a ten 10 godzin przyjmuje piłkę. Nie może się z nią po prostu zabrać płynnie. Musi się zatrzymać i dopiero biegnie, co daje czas obrońcom rywala na powrót i doskoczenie.

System powtórek jest niby w porządku, ale jakiś taki mało intuicyjny dla mnie. No i kamery lepsze są w FIFIE.

Jeśli chodzi o poziom trudności, to na Top Player jest bardzo różnie. Czasami z uznanym rywalem, który jest w czołówce tabeli i w dobrej formie gra się dużo łatwiej, niż z klubem z dołu tabeli. I tak gigantowi nastukasz kilka bramek, a kopciuszek cię zleje. Nie traktuje tego jednak jako jakiś błąd. Piłka przecież taka jest, nieprzewidywalna, taki jej urok, więc w zasadzie powinno się takie myślenie przełożyć też na grę. Oszczędzi się wtedy wyrwanych włosów, zniszczonych padów i klawiatur :)

Kurczę, wymieniłem tyle irytujących rzeczy, tak jakbym oceniał grę na jakieś 3/10. Nie. Poza tymi irytującymi momentami gra się po prostu miodnie i gra sprawia dużą przyjemność. Zresztą, nie spędzałbym przy niej tyle godzin, gdyby było inaczej. Po dodaniu patcha z klubami mam duży wybór lig i klubów. Tryb kariery jest bardzo fajny i dobrze skonstruowany, prowadzenie zespołu, transfery i inne rzeczy sprawiają satysfakcję. Poprawili tutaj grę bramkarzy, chociaż co oczywiste zdarzają im się wpadki (no ale w real także się zdarzają, prawda?). Fajnie wykonuje się stałe fragmenty gry, szczególnie rzuty wolne. Ogromny plus to licencja na LM i LE, zresztą to chyba była ostatnia część z tymi rozgrywkami. Ich klimat wylewa się z ekranu w specjalnie tematycznie wystylizowanym menu przedmeczowym i znakomitym soundtrackiem związanych z nimi, w szczególności te remixy hymnu LM. Po prostu widzisz, czujesz i słyszysz ten prestiż, czujesz dreszczyk przed meczem, a o to chyba chodzi. Bardzo lubię angielski komentarz Drury'ego i Beglina. Po rozegraniu setek meczów wiadomo, że wiele kwestii powtarza się, no ale generalnie na pewno nie przeszkadza. Odgłosy trybun jak dla mnie ok. Nic nadzwyczajnego, ale dają radę.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-16 10:29:41
16.12.2020 08:48
Pizystrat
3
odpowiedz
4 odpowiedzi
Pizystrat
128

Od tego wszystkiego to już ... można dostać, serio.

Jeden gra na PS4 i mówi, że gra świetna i nie widzi dużo błędów. Drugi, że nie da się grać, pokaz slajdów, bug za bugiem.

Drugi gra na PC z 8 letnią kartą graficzną i mówi, że na medium mu śmiga w 45 klatkach i po prostu wow, drugi ma RTX 2070 Super i mówi, że dramat, na ultra 30 klatek i masa błędów.

Trzeci mówi, że gra jest cudowna, miasto piękne, ogromne i żywe, masa ciekawych zadań do wykonania.

A czwarty mówi, że miasto jest martwe, nie ma w nim nic do roboty, makieta.

Ilu ludzi, tyle opinii, ale tak niewyważonych ocen to ja jeszcze w życiu nie widziałem na temat jakiejkolwiek produkcji i biorę tutaj pod uwagę także np. filmy i seriale. Trzeba zagrać samemu i ocenić, bo tego wszystkiego po prostu nie idzie już słuchać i czytać. Człowiek naczyta się dziesiątek artykułów i pierdyliarda komentarzy i nadal nie wie absolutnie nic na temat tej gry.

A to, że jednemu działa tak, a drugiem tak, świadczy tylko o tym, że ta gra jest bardzo, bardzo niestabilna. Mimo wszystko wierzę, że przynajmniej na PC z tymi patchami będzie to wyglądało ok. O samą immersję w ogóle się nie martwię.

post wyedytowany przez Admina 2020-12-16 09:11:11
14.12.2020 21:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Problem rozwiązany. Okazało się, że mam nieodpowiedni plik xinput1_3.dll w syswow64, tzn. niekompatybilny z wersją gry. Był w wersji 64-bit, natomiast gra w 32-bit, musiałem go podmienić na 32bit, czyli w wersji x86. I od razu wszystko podziałało :)

Natrafiłem na dobry poradnik na pc-lab, który właśnie tak jak mówisz chriiss, zakładał użycie programu Depends. Tak czy siak sprawdziło się także to co napisałeś Hydro2 (może poza samą wersją pliku, który nie grał z grą, bo jednak to był 32-bit). Dziękuję za porady i poświęcony czas na zaznajomienie się z problemem. Z grzeczności i tak po prostu, zwyczajnie :)

A na te "100" plików o których pisałem oczywiście nie ma co zwracać uwagi, tylko właśnie na rubrykę CPU i czerwone x64 lub x86.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-14 21:29:48
14.12.2020 08:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Długa gra długiej nierówna. Doprecyzuj co Cię interesuje, jaki rodzaj gier, gatunek, to będzie nieco łatwiej. I co to znaczy długa gra? Chodzi Ci o to, by fabuła starczyła na długo, czy po prostu może to być też gra multi, w której "utopisz" wiele godzin nie nudząc się.

14.12.2020 08:18
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Zobaczę w domu. Mam nadzieję, że pomoże, no bo strasznie szkoda gierek, bo bardzo fajne. Dużo nie wydałem, 25 zł za dwie dobre gry to nic, no ale mimo wszystko wydając pieniądze na oryginalne tytuły chciałoby się w nie zagrać. Może nie będę starał się o zwrot, no bo też i szkoda, lepiej już te gierki trzymać, a nuż kiedyś problem się rozwiąże i uda się pograć.

13.12.2020 21:11
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Dzisiaj postanowiłem skorzystać z promocji na Steam, kupić i ograć w końcu Dead Space i Dead Space 2. Tak też zrobiłem.

Niestety po ściągnięciu i zainstalowaniu, żadna gra nie uruchamia się. Poprzez Steam pojawia się okienko, po czym znika i nic się nie dzieje. Z folderu z grą klikam w ikonkę i wyskakuje właśnie ten słynny komunikat o błędzie 0xc00007b.

Nie mam bladego pojęcia jak to rozwiązać. Próbowałem już prawie wszystkiego. Instalacja DirectX, Frameworków, instalacji wszystkiego poprzez "AIO", o najprostszych sposobach nie wspominając, czyli uruchamianie z określonym trybem zgodności czy jako administrator. Nie działa nic. Jeśli sobie nie poradzę, będę starał się o zwrot pieniędzy i oddanie gier, w które po prostu nie ma możliwości zagrać.

Mój system to Windows 10, na bieżąco aktualizowany i 64-bit. O komputerze nie będę nawet wspominał, powiem tylko tyle, że mam RTX 2070 Super, tak więc reszta jest zbędna.

Pobrałem program "Depends" który wykrywa jakich plików brakuje dla danego programu, to wyskoczyło mi kurna ze 100 czy więcej plików dll. Przecież jakbym każdy z osobna pobierał, to zajmie mi chyba cały dzień. A i tak jaka to gwarancja, że w ogóle gra zadziała. Natomiast z wielu poradników na YouTube wychodzi, że trzeba pobrać jakieś mvscp.100 dll i kilka podobnych plików itd. No, tylko pobieram te pliki i chce je skopiować do system32 lub sysWOW64 i co? I nic. Nie mam uprawnień, nie mogę tam nic skopiować ani podmienić, a jak sobie nadać uprawnienia - nie wiem...

Jestem już bezradny, nie wiem jak temu zaradzić, skoro nic nie działa.

11.12.2020 09:03
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

I to jest news dnia. Cała trylogia Mass Effect, każda część, to coś niesamowitego i są moimi ulubionymi grami. Andromedy nie dałem rady przejść, po prostu to nie to samo, znudziło mnie. Ale jeśli to ma być powrót do korzeni, do starych bohaterów i tamtej historii, to o matko... Bioware, spróbujcie to spartolić, to gracze was ukrzyżują. Ale jeśli dacie radę - będziecie noszeni na rękach.

10.12.2020 08:06
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Ja w Wiedźmina 3 grałem z 400 czy 450 godzin wraz z dodatkami, bo potrafiłem tak wczuć się w grę, że zwyczajnie chłonąłem ten świat i w drodze do głównej czy nawet pobocznej misji robiłem masę rzeczy, które zwróciły moją uwagę. Podziwiałem widoki, zachodziłem do karczm, zabijałem potwory, odkrywałem "?" na mapie. I w ogóle mnie to nie nudziło, wręcz przeciwnie. Współczuję, naprawdę współczuję wam wszystkim, którzy jęczycie jak stare babska, bo o jeju, Cyberpunka można przejść w 20 godzin. Być może i można, ale nie trzeba, bo w tej grze i w samym mieście, chłonąc jego klimat i na samym zwiedzaniu i odkrywaniu smaczków można spędzić dziesiątki godzin, więc jak ktoś chce, to w grze spędzi i 200 i 300 godzin. Współczuję ludziom, dla których gra, która oferuje tak dużo poza samymi misjami, to tylko właśnie te misje fabularne. Świat gry ma dla nich drugorzędne czy trzeciorzędne znaczenie, nawet nie spojrzą, wyścig, byle szybciej przejść grę. No, ale do innego typu rozgrywki potrzebna jest wyobraźnia. Niektórym jej brak.

02.12.2020 10:42
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

W swoim życiu tu i ówdzie byłem oraz to i owo zobaczyłem. Zapraszam na opis moich podróżniczych przeżyć. Będzie długie wypracowanie, ale uważam, że warte przeczytania.

Nie byłem nad polskim morzem, co dla wielu jest dziwne, chociaż mam rodzinę w Świnoujściu. Odwiedzałem za to Mazury, Roztocze, Zakopane i Tatry, Sandomierz, Kraków czy oczywiście Warszawę. Byłem w Oświęcimiu w obozie, w Wieliczce w kopalni oraz w Energylandii. No i w kopalni węgla Bogdanka w Łęcznej pod ziemią. Z polskich akcentów to niech będzie jeszcze Jasna Góra w Częstochowie przed maturą, Toruń i Malbork.

Jeśli chodzi o zagraniczne wypady to jest dość ciekawie. W 2004 roku w wieku 12 lat byłem na wycieczce klasowej. Szkoła zorganizowała kilkunastodniowy wypad do Paryża i jakiejś wioski we Francji, Luksemburga, Norymbergi oraz Pragi. Wszystko było łączone, jechaliśmy autokarem. Więc w zasadzie za jednym zamachem 4 fajne kraje. Oczywiście najbardziej zapamiętałem Paryż. Wjechaliśmy na Wieżę Eiffla na samą górę, weszliśmy do Notre Dame, widzieliśmy Łuk Triumfalny i weszliśmy na niego, byliśmy w Luwrze i do dzisiaj pamiętam ten tłum ludzi stojący przed Moną Lisą. Rejs promem Sekwaną, podziwianie Paryża nocą, przejażdżka paryskim metrem, spacer Polem Marsowym, spacer w dzielnicy biznesowej Paryża pośród drapaczy chmur i budynek-pomnik Grande Arche. Paryż to niesamowite miejsce do zwiedzania i wywarł na mnie wielkie wrażenie. Bardzo chciałbym odwiedzić to miasto jeszcze raz już jako dorosły człowiek.

No i oczywiście paryski Disneyland. Zlokalizowany jest pod Paryżem i do dzisiaj pamiętam wiele atrakcji. Dla dzieci i młodzieży w wieku w którym wtedy byłem fantastyczna sprawa. Pojechaliśmy także na francuską prowincję, do jakiegoś regionu, w którym produkuje się wina. Zwiedzaliśmy winiarnię. Do dzisiaj pamiętam, jak dorośli, w tym moja mama (która pojechała jako opiekunka) degustowali winko, a my tylko mogliśmy patrzeć. Cholerka... Tyle stracić.

Paryż był główną atrakcją, ale nie zapomniałem innych miejsc, które także były świetne. Luksemburg i jego stolica, Luksemburg. Bardzo ładne i czyste miasto. Od razu było widać także bogactwo tego miejsca, ponieważ na ulicach roiło się od super samochodów. Widzieliśmy Ferrari, Lambo, Maserati i inne fury. Dla chłopaka w tym wieku nie lada gratka.
Norymberga, tutaj przyznam, że pamiętam najmniej, ale na pewno spacerowaliśmy po mieście i zwiedzaliśmy jakieś stare kościoły. Odwiedziłem niemiecką księgarnię i kupiłem książkę o dinozaurach i o zwierzętach (wtedy fascynowałem się tymi tematami). Praga - wspaniałe mosty i architektura, Stare Miasto. I zabawna sytuacja. Mieliśmy czas wolny na jakimś rynku i zaszedłem, a jakże, do czeskiej księgarni. Piłem wtedy colę w puszce, ale nie mogłem wytrzymać i wszedłem z tą puszką do środka. Bałem się, że obsługa mnie wygoni z tą puszką, więc schowałem dłoń z puszką pod kurtką. Wychodząc z księgarni nadal trzymałem puszkę pod kurtką. A tu nagle za mną wylatuje gość z księgarni, drze się, "eeeeeeee, eeeeeeeeeeee" i coś tam bełkocze po czesku i biegnie w moją stronę. Był pewien, że ukradłem i wyniosłem jakąś książkę, bo tak to mogło wyglądać, gdy trzymałem nienaturalnie całą rękę pod kurtką. Wystraszony odwróciłem się, wyjąłem puszkę i uniosłem ją do góry. Gość zareagował w stylu "aaaaaaaa" , machnął ręką i sobie poszedł.

Potem przez dłuższy czas nie byłem nigdzie za granicą. Dopiero 11 lat później w 2015 roku udałem się z moją byłą dziewczyną, jej siostrą z mężem i dziećmi oraz przyjacielem ich rodziny do Chorwacji, konkretnie do kempingu Lanterna. Jechaliśmy na dwa samochody, zatem przy okazji przejeżdżaliśmy przez Słowację, Austrię (Wiedeń), Słowenię (Lublanę) i Włochy (Triest). Spaliśmy w bazie turystycznej nad Adriatykiem pod namiotami, to był zresztą dla mnie pierwszy raz nad morzem, więc jedno, wielkie wow. Morze cieplutkie i mocno słone, po bo każdej kąpieli jak się przeschło było się pokrytym warstewką soli. Sama baza fajna i zróżnicowana. My akurat trochę po taniości i namiot, były tam leżaki do spania i oddzielne "sypialnie" ale też i prąd, lodówka, można było doładować telefon itd, więc nie to, że jakiś survival. Toalety i łazienki były nieopodal. Sama okolica pełna drzew iglastych i do morza niedaleko. Kemping bardzo duży, na jego terenie korty tenisowe, boiska, sklep, pizzeria, winiarnia, baseny i kilka plaż. Wybraliśmy się na wycieczkę promem po Adriatyku, zjedliśmy pysznej, morskiej rybki na statku, widzieliśmy delfiny. Popłynęliśmy przez Limski Kanał do tamtejszych jaskiń. No, to było niesamowite doświadczenie dla osoby, która pierwszy raz była nad morzem.
Ponadto odwiedziliśmy dwa nadmorskie miasteczka - Poreć i Rovinji. Rozważaliśmy także podróż promem do Wenecji, a właściwie to chodzić taki gość po kempingu i namawiał do takiej podróży, ale uznaliśmy, że za drogo.

Kilka przygód też było. Wieczorem poszedłem się myć do łaźni. Miałem ze sobą telefon. Myłem zęby i położyłem go na umywalce. Jak gdyby nigdy nic wróciłem do namiotu. I szukam telefonu. Tu nie ma, tam nie ma, co ja z nim zrobiłem. Cholera, miałem go ostatnio w łaźni jak myłem zęby. Serce do gardła, biegnę do łaźni, nie ma. Nie ma telefonu. Ja pierniczę. Tyle zdjęć, facebook, kontakty, wszystko. Ktoś zabrał. Nie wiedziałem co robić, wyszedłem przed łaźnię zdezorientowany. I patrzę, a tu stoi facet z moim telefonem w ręku i dzwoni do kogoś. Jak się okazało, do mojej mamy i już zaczął rozmawiać. Oczywiście podszedłem i mówię, że to mój telefon, zostawiłem go przy umywalce. Ulga nie do opisania. Gość okazał się Polakiem, który mieszkał w namiocie po sąsiedzku. Dobrze, że akurat trafiłem na uczciwego człowieka. A mama prawie zawału dostała, gdy zadzwoniłem do niej niby ja, a tu w słuchawce głos jakiegoś obcego faceta, wszystkie czarne myśli, że coś się stało od razu.

Kolejna przygoda w czasie powrotu. Wracaliśmy jak wspomniałem na dwa samochody. I to nie byle jakim tam samochodem, tylko no BMW E60. I gdzieś w Austrii samochód zaczął się psuć, najprawdopodobniej coś z alternatorem. Układy zaczęły się stopniowo wyłączać, więc kwestią czasu było jak się zatrzymamy. Obcy kraj, niedziela, no nie byłoby ciekawie. Szczęśliwie udało się dojechać do Polski i w Gliwicach samochód padł. Myśleliśmy co tu robić. Facet z synem postanowił zostać w Gliwicach w hotelu i rano poszukać mechanika. W drugim samochodzie było tylko jedno miejsce. Mi i dziewczynie zostało tylko wrócić pociągiem. Pociąg był w środku nocy. Szwagier dziewczyny wywiózł nas na stację PKP i pozostało nam już czekać na pociąg, a był dopiero wieczór. Tamtejszy dworzec był w przebudowie, ni żywej duszy, ciemno jak tyłku, nic nie widać. Strach tam być tyle godzin w nocy. Na szczęście w pobliżu była stacja Orlen, a w środku stolik z krzesełkami do czytania prasy, tam spędziliśmy z 5 czy 6 godzin w oczekiwaniu na przyjazd pociągu, po czym wsiedliśmy i czekała nas 5 godzinna podróż do domu. Ot, takie zwieńczenie fajnej przygody w Chorwacji.

Na kolejną podróż za granicą czekałem do marca 2018 roku. Już wtedy z nową dziewczyną, a obecnie moją narzeczoną.
Tak się złożyło, że oboje uwielbiamy podróże i bardzo się jaramy przez każdym tripem. Dzielimy się obowiązkami, tzn. ona ogarnia bilety na samolot i hotel na booking, a ja tworzę plan wyjazdu i wyszukuję najciekawsze miejsca, które zobaczymy w trakcie podróży i rozplanowuje to w czasie, sprawdzam jak wygląda sprawa z transportem, w miarę możliwości także szacuję ile wyniesie nas zwiedzanie i transport +/-. Latamy zazwyczaj na czas od 4 do 7 dni. Budżetowo, ale bardzo intensywnie, jeśli chodzi o zwiedzanie.
Latamy najczęściej Wizzair lub Ryanair. Tanie linie, ale no właśnie o to chodzi, że tanie i jakoś specjalnie nie narzekamy.
Nigdy nie lecieliśmy z żadnym biurem podróży. Wszystko ogarniamy na własną rękę, tak jest najlepiej, kiedy sami za wszystko odpowiadamy. Ma to niezwykły urok też, to szukanie hotelu, jest taki dreszczyk emocji.

Nasz pierwszy wspólny wypad to Grecja, Ateny. Lecieliśmy w marcu. W Polsce w czasie naszego wylotu był wtedy atak zimy. Ogromne śnieżyce uderzyły dzień przed wylotem. Pamiętam jak jechałem autem z Puław do Lublina drogą ekspresową. Po drodze mijałem dziesiątki aut, które wypadły z drogi do rowu. Cały jeden pas był po prostu całkowicie zasypany. Lewy, skrajny - nieco lepiej, ale też dramat. Każdy jechał 30-40 km/h, może nawet wolniej. A i tak przy tej prędkości zarzucało dupą. Zamieć śnieżna, silny wiatr, widoczność bliska zeru. No przyznam, że siedziałem w fotelu jakby ktoś mi w dupę wbił 100 szpilek. Mimo to udało się bezpiecznie dojechać do domu. Nazajutrz o 5 rano bus do Warszawy, a stamtąd przesiadka na Modlin. Problemy zaczęły się rano. Śnieg padał całą noc, miasto było sparaliżowane. Komunikacja miejska niemal stanęła tego dnia. Mnie się udało dojechać na PKS, niestety dziewczyna nie miała jak dojechać. Żaden autobus nie przyjeżdżał, godzinne opóźnienia, taxi odmawiało jak dzwoniła. Ja czekam na PKS, dziewczyny nie ma i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle dojedzie, a bus na Warszawę już stał. Wszystko opłacone też, bilety, hotel za granicą. Jak nie pojedziemy tym busem, nie zdążymy na lot. No dramat. Na szczęście w ostatniej chwili udało jej się dojechać jak już wszyscy wchodzili, udało jej się złapać jakąś taksówkę.

Samo lotnisko Modlin dużego wrażenia na mnie nie wywarło. Małe, dość ciasne, no ale w niczym to nie przeszkadzało, myśleliśmy już tylko o Grecji. Zaznaczę, że to miał być mój pierwszy lot samolotem ever. Narzeczona już wcześniej leciała 4 razy, bo była w Londynie oraz na Malcie. No ale też nie mogła doczekać się lotu. Pierwsza podróż samolotem, cóż. Nieco się stresowałem, ale wywarło to na mnie duże wrażenie, szczególnie start i to przyśpieszenie i moment wzniesienia się w górę i to łaskotanie w środku, dziwne, acz dla mnie przyjemne uczucie. I te widoki, które miałem okazję podziwiać po raz pierwszy w życiu. Miasta, pola, chmury z takiej wysokości, wow.

No dobrze, ale przejdźmy już do samej Grecji. Wylądowaliśmy na lotnisku pod Atenami i od razu poczuliśmy zupełnie inny klimat. W Polsce śnieg, zamiecie śnieżne, zaspy, zimno, grube kurtki. Ateny? Wieczór i około 18 stopni ciepła, kurtki do walizek. Przepaść. Do Aten dojechaliśmy komunikacją miejską spod lotniska. Oczywiście wszystko ogarnąłem wcześniej i wiedziałem skąd i jaką linią jechać oraz gdzie wysiąść. Dojechaliśmy do Syntagma Square, takiego niewielkiego parku w centrum Aten, naprzeciwko greckiego parlamentu. I stąd pieszo do hotelu. Było już wieczór i ciemno, no ale jakoś udało się dojść z Google Maps, tym bardziej, że już wcześniej ogarniałem jak dojść z centrum do naszego hotelu. N

Sam hotel mieścił się w typowej dla Aten kamienicy. Odebraliśmy rezerwację i klucze do pokoju i cóż, sam pokoik nieduży, kibelek mały, ale łóżko wygodne. Luksusów się nie spodziewaliśmy bo widzieliśmy co rezerwujemy, a i tak nie przyjechaliśmy tam wylegiwać się w pokoju, tylko zwiedzać i jeszcze raz zwiedzać. Na plus na pewno to, że było darmowe (czyli w cenie pobytu) śniadanie na hotelowej stołówce. I przyznam, że tak nawet na bogato, bo szwedzki stół, wędlin do wyboru do koloru, jajka, jakieś dodatki, dżemy, chleb, bułki, kawa, herbata, kakao, gorąca czekolada, woda. Brało się tyle, ile się chce, więc przyzwoicie jak na standardy takiego miejsca raczej.

Co zapamiętałem i podobało mi się w Atenach i okolicach?

1. Akropol. No to oczywista oczywistość, symbol Aten i całej Grecji oraz nie ma co się oszukiwać, główna atrakcja tego miasta. Wywarł na nas niesamowite wrażenie i każdy kto przyjedzie do tego miasta musi tam wejść i zwiedzić to miejsce. Czy jest przereklamowane? Według mnie absolutnie nie. To kawał historii nie tylko greckiej, ale i europejskiej cywilizacji i kultury. Słynny Partenon, coś wspaniałego. Znajduje się na szczycie wzniesienia, dojście tam troszkę zajmuje, ale też jakie cudowne widoki na całe Ateny. Oprócz tego masa innych zabytków. Odeon Heroda Attyka, Teatr Dionizosa, Chalkoteka, Świątynia Nike, Erechtejon i wiele więcej. Zdecydowanie można tutaj spędzić niemal cały dzień napawając się widokami oraz chłonąc starożytny klimat tego miejsca i doprawdy, turyści w tym nadto nie przeszkadzają, chociaż byliśmy tuż przed sezonem.

2. Świątynia Zeusa Olimpijskiego. Widzieliśmy z dość daleka, zza płotu, ponieważ akurat nie można było tam wejść. Mimo wszystko również warte zobaczenia miejsce.

3. Łuk Hadriana. Miejsce w pobliżu Świątyni Zeusa.

4. Stadion Panateński. Nie weszliśmy już z braku czasu, ale widzieliśmy zarówno z góry z oddali, jak i przechodziliśmy obok.

5. Wzgórze Lycabettus. Miejsce, które także każdy powinien zobaczyć będąc w Atenach. Jest to dość wysokie wzniesienie na szczycie którego znajduje się taras widokowy, restauracja i niewielki kościółek św. Grzegorza. Dostać tam można się na kilka sposobów. Pieszo idąc wijącymi się wokół wzgórza serpentynami, samochodem/skuterem lub kolejką. My oczywiście wybraliśmy sposób pierwszy. I przyznam, że męczące, ale tak zmęczyć się to czysta przyjemność. Wejście na górę zajmuje do około godziny, w sumie zależy od tempa. Jednak to co czeka nas na górze wynagradza cały wysiłek. Widoki - coś niesamowitego. Widać morze, całe miasto wokół i góry w oddali. Weszliśmy akurat tuż przed zachodem słońca, tak więc spotęgowało to wrażenia wizualne. Idealne miejsce do wielu wspaniałych fotografii.

6. Rejs promem z Pireusu na wyspę Egina. Już na etapach przygotowań wiedziałem, że popłyniemy na Eginę, zorientowałem się jak wygląda dojazd do Pireusu, gdzie kupuje się bilety na prom, ile kosztują, jak wygląda sprawa z powrotem i jak długo się płynie. Do Pireusu dostaliśmy się pociągiem/metrem. Podróż trwała około 15-20 minut. Po drodze minęliśmy stadion Olympiakosu, co samo w sobie było fajną sprawą dla fana piłki, jakim jestem. Dotarliśmy do portu, odszukaliśmy kasę dla wycieczek promowych, kupiliśmy bilety, po czym zaczęliśmy szukać promu. Nie było to zadaniem trudnym, bo chociaż statków w porcie cała masa, no to nasz prom był nie dość, że ogromny (bo wjeżdżały tam nawet ciężarówki), to jeszcze dobrze oznaczony jeśli chodzi o firmę rejsową. Wsiedliśmy i płyniemy. Rejs na Eginę zajmował chyba około 1,5h, jeśli mnie pamięć nie myli. Co jakiś czas towarzyszyły nam delfiny. Dobiliśmy do portu w miasteczku o tej samej nazwie co wyspa- Egina. Sama wyspa - niezwykle malownicza. Jednak porwaliśmy się trochę z motyką na słońce, ponieważ chcieliśmy zwiedzić ją pieszo i dotrzeć do najwyższej góry wyspy - Oros. Przerosło to nas niestety, ponieważ wyspa jest wyżynna i udając się pieszo w głąb wyspy szliśmy cały czas pod górkę, a dodać należy fakt, że było dość ciepło tego dnia. Żeby dojść do góry i na nią wejść potrzebowalibyśmy jeszcze kilku godzin (a co dopiero z powrotem, nawet jeśli szybciej), prom przecież nie zaczeka, a kolejnego tego dnia nie było. Gdzieś w połowie drogi zrezygnowaliśmy i zaczęliśmy wracać w stronę wyspiarskiego portu. Mimo lekkiego niedosytu, bo napaliłem się na to, że wejdziemy na Oros i będziemy podziwiać niesamowite widoki, to było warto. Szliśmy wąskimi uliczkami, które prowadziły w głąb tej niewielkiej wyspy. Mijaliśmy dziesiątki gospodarstw i pól, rosnące cytrusy, cisza, ni żywej duszy. Niesamowity klimat. Mimo wszystko na przyszłość lepiej wypożyczyć np. skuter, bo wtedy zobaczyć można znacznie więcej.

7. Greco's Project.To ateńska restauracja. W czasie pobytu w Atenach odwiedziliśmy kilka gastronomicznych miejsc, ale to zapadło w pamięci szczególnie, ponieważ byliśmy tam kilka razy. Obsługa bardzo miła i zapamiętaliśmy w szczególności kelnera o imieniu Coco ?? W każdym razie przychodziliśmy tam na typowo greckie danie, czyli Suwlaki - mięsne szaszłyki oraz Moussakę, czyli coś ala Lasagne. Potrawy przepyszne, a porcje całkiem spore. Cen nie pamiętam, ale przystępne. Na koniec kelner zawsze przynosił deser - co zaznaczę - za darmo, nie doliczali nic. Chociaż mieliśmy dziwną sytuację z wodą. Za pierwszym razem kelner przy odbieraniu zamówienia przyniósł szklanki i szklaną butelkę wody, którą schował do takiego wystającego z blatu schowka specjalnie na butelkę. Spytał, czy chcemy wody. Powiedzieliśmy, że ok, nie ma problemu. Napijemy się, no bo przecież dania słone, popić czymś wypada. Potem okazało się, że doliczyli chyba jakieś 2-3 euro do rachunku, właśnie za tą wodę, o czym nas nie poinformowali. Myśleliśmy, że ta woda w gratisie jest. My, naiwni...
No cóż. Mimo wszystko dania nam bardzo smakowały i przyszliśmy tutaj kolejny raz i tym razem byliśmy przygotowani, by odmówić jak będą chcieli nam dać wodę. Podchodzi kelner, ma już przygotowaną butelkę i pyta się, czy chcemy wody. A ja z takim uśmiechem, że haa, przechytrzyłem cię, nie doliczycie nam żadnych euro już, nie, dziękuję, nie chcemy wody. Kelner jakoś mimo wszystko nalegał. W końcu zapytałem czy to będzie darmowe czy za opłatą? Powiedział, że za darmo. Eee, no ok? No dobra, to daj pan. Dał i faktycznie, woda była tym razem za darmo, nic nie doliczyli, a było jej tyle samo co poprzednio. W każdym razie same dania - przepyszne. Wybierasz się do Grecji? Musisz spróbować Suwlaki i Moussaki.

8. Wizyta w Świątyni Posejdona na Sunionie. Kolejna wycieczka, która można powiedzieć osobiście zorganizowałem, podobnie jak rejs promem na Eginę. Dostać tam można się za pomocą autobusu, który jest specjalnie dedykowany temu miejscu oraz odjeżdża z zajezdni autobusowej w centrum Aten. Podróż trwa około 1,5h, miejsce oddalone o około 50-60 km od Aten. Świątynia położona jest na półwyspie Sunion na szczycie wysokiego klifu przy samym brzegu morza, które otacza świątynię z trzech stron. Zabytek sam w sobie jest niezwykle ciekawy, ale widoki... Coś wspaniałego. Szum rozbijających się u stóp klifu fal, wiatr, malutkie stateczki w oddali, jakieś wysepki. To po prostu trzeba poczuć i zobaczyć na własne oczy. Jak ktoś jest w Atenach - powinien odwiedzić także i to miejsce, zdecydowanie warto.

9. To taka ciekawostka. Pierwszy dzień w Atenach przywitał nas jakimś wielkim maratonem, w którym udział brało setki, albo nawet tysiące biegaczy. Drugiego dnia wieczorem był z kolei jakiś wielki strajk/manifestacja, w którym brało udziało także tysiące osób. Niestety nie wiedzieliśmy o co chodzi i co krzyczała przez megafon jakaś babka.

10. Zmiana warty pod Greckim Parlamentem, przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Trafiliśmy na to całkiem przypadkowo po prostu przechodząc obok Parlamentu. Akurat odbywała się zmiana warty tamtejszych żołnierzy. Zgromadziło to sporą gapiów, którzy oglądali i filmowali świetnie wyszkolonych żołnierzy. Przyznam, że całkiem ciekawe. I na pewno to kawał tradycji dla Greków. Trochę tak jak u nas jeśli chodzi o Grób Nieznanego Żołnierza.

11. Coffee Island. Wiem, że nie każdy przepada za kawiarniami tego typu, bo to sieciówka w rodzaju Starbucks. Mimo wszystko my przychodziliśmy tam codziennie, ponieważ bardzo posmakowała nam tamtejsza kawa mrożona. Szkoda, że w Polsce nie ma tej sieci.

Dodam, że praktycznie wszędzie chodziliśmy pieszo (za wyjątkiem podróży do Posejdona i lotniska). Koszt takiego wypadu na 5 dni wyniósł nas około 1500 zł, na pewno mniej niż 2000, wraz z wyżywieniem. I mówimy o kosztach całościowych, za dwie osoby. Ludzi także bardzo dużo nie było przy atrakcjach turystycznych, bo to był marzec, jednak tuż przed sezonem. Dogadać się można z większością ludzi po angielsku. My oboje znamy jako tako tylko ten język i na luzie można się porozumieć. Młodzi Grecy ogarniają w miarę ok, barmani, kelnerzy, kasjerzy i recepcjoniści w hotelach siłą rzeczy muszą coś umieć, miejsce bardzo turystyczne.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo to chodziliśmy po ciemku, późnymi wieczorami, zdarzało się, że i w nocy i nikt nas nie zaczepił. Ludzi kręci się cały czas sporo mimo wszystko, szczególnie w centrum. Nieco dalej faktycznie, ruch już mniejszy, to trochę czuć taki niepokój, ale to naturalne. Trzeba jednak wziąć poprawkę, że byliśmy tam zaledwie kilka dni, więc to niewielki okres czasu, by stanowiło to jakiś wyrazisty punkt odniesienia.

Co na minus? Niewiele. Na pewno to, że kręci się tam wielu bezdomnych, nawet w centrum miasta. Na przykład spacerujemy sobie niedaleko Syntagma Square, a tu przed przejściem dla pieszych, na całym chodniku leży gość i śpi. Tłum ludzi przechodzących i każdy musi go omijać, a ten nic sobie z tego nie robi. No i wieczorami było zauważalne, że sporo bezdomnych siedzi pod budynkami, nawet i 10 osób. Wiecie, śpiwory, ubrani w łachmany itd. Nie zaczepiali, ale nie wyglądało to ciekawie. Policja stała obok i nic - przyzwolenie na to jak widać jest.

Na razie to by było na tyle, ale odwiedziliśmy jeszcze Cypr, Berlin i Sycylię. Jeśli chcecie, bym kontynuował opisy naszych przygód, to chętnie się podzielę, bo mam jeszcze sporo do napisania :) Na razie wystarczy bo i tak za długi ten jeden post. Mogę dodać ewentualnie jakieś zdjęcia też.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-02 10:44:50
02.12.2020 07:48
Pizystrat
Pizystrat
128

Ja w styczniu tego roku kupiłem kompa z 2070s z myślą o grze w 1080p. Myślę, że w takiej rozdzielczości ta karta spokojnie starczy na kilka lat grania w dobrej jakości i płynności. No, z wyjątkami takimi jak jakieś Flight Simulatory, które akurat mnie nie interesują.

01.12.2020 14:22
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Sorki, coś mi się schrzaniło.

Dodam komentarz później.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-12-01 15:10:56
23.11.2020 14:06
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Gracze dzielą się na takich, którzy dostają grę i niezależnie od tego ile ma do zaoferowania poza fabułą i misjami - przechodzą główny wątek, zadania poboczne i gra jest "odhaczona", następnie przestają w nią grać.

I są gracze, którzy chłoną każdy detal i całą otoczkę, która oferuje dana gra w otwartym świecie. Nie skupiają się tylko na przejściu gry samym w sobie, ale mogą godzinami snuć się po mieście, podziwiać widoki, robić mnóstwo rzeczy poza misjami. Takich graczy też będzie wielu, w tym jestem nim ja. Zatem z całą pewnością gra zajmie mi z 300-400h, bo wsiąknę w ten świat i nie będę chciał szybko z niego uciekać. Lubię się wczuwać w gry, które coś oferują poza głównym wątkiem fabularnym.

Tak więc mnie kompletnie nie martwi to, czy gra faktycznie będzie na 170h (jeśli chodzi o misje i wszelkie aktywności poboczne) czy 90h. I tak i tak spędzę z nią znacznie więcej czasu.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-11-23 14:07:57
20.11.2020 14:25
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Tasdeadman

Nie wiem czemu oczekujesz, że ludzie patrząc na kolejne przesuwanie premier i niesatysfakcjonujące gameplaye mieliby wieszczyć ogromny sukces.

Po pierwsze: Co ma w ogóle przesuwanie premier do tego co napisałem? Chłopie, a czy ja pochwalam to, że przesuwają tak premiery? Myślisz, że mnie to nie denerwuje, nie drażni? No to się grubo pomyliłeś, bo denerwuje i nie podoba mi się to, ponieważ to oznacza, że gra wymagała wielu szlifów, a poza tym jak wiele osób, napaliłem się na te kilka zapowiadanych, a przełożonych premier, a tu dupa.

Po drugie: Zupełnie inną sprawą jest to, że głęboko wierzę, że gra spełni oczekiwania i te obsuwy zostaną nam wynagrodzone w postaci bardzo dobrej gry. Nie oczekuję gry wybitnej. Oczekuję gry bardzo dobrej. A z pokazanych gameplayów NIJAK, absolutnie nijak, nie można stwierdzić, że gra nie będzie bardzo dobra. I do takich osób odnosi się mój komentarz. No bo jeśli Ty uważasz, że po obejrzanym gameplayu gra będzie do dupy, no to gratuluję, jesteś wróżką. Może mi jeszcze numery lotto podaj na przyszły tydzień?

Po trzecie: Gra może mieć błędy techniczne, ale historia, fabuła, klimat i cała otoczka mogą nam to wszystko wynagrodzić z nawiązką, przez co gra może i wybitna nie będzie, ale przynajmniej bardzo dobra. A tego, że tak nie będzie, nie możesz stwierdzić ty, nie mogę stwierdzić ja, nikt z tutaj komentujących nie może, na podstawie jakiegoś tam gameplayu. Więc jak można pisać, że gra będzie rozczarowaniem, skoro to się dopiero okaże po premierze jak wszyscy w tą grę ZAGRAMY?

Po czwarte: A co do samych gameplayów, to chyba tylko Polakom się nie podoba. Mówię o ostatnich urywkach z rozgrywki. Bo gdzie nie czytam w komentarzach pod filmikami - zachwyty. Oczywiście obcokrajowców. Czy to na zachodnich forach, czy to pod filmikami na YouTube. A może to spisek i zachodni dziennikarze pozakładali 100 000 kont, żeby wypisywać chwalebne komentarze? Pewnie tak. Dzięki temu będą mieli chody u twórców w przyszłości.

Po piąte: I mnie też ta gameplaye (ostatnie) się podobają. Widzę naprawdę ładnie wyglądającą, klimatyczną gierkę i nie mogę się doczekać, gdy wsiądę w furę i będę przemierzał Night City, w jeszcze lepszej oprawie, bo będę grał na PC.

Po szóste: Cały ten hype to napędzacie "wy". I to wy będziecie rozczarowani, a nie np. ja. I to wy macie problem, a nie ja. Bo to wy oczekujecie lub w sumie bardziej - oczekiwaliście, gry wybitnej, bez wad i oh, ah, 11 lub 12/10. A tu jednak tam błąd, tu błąd, oj, ależ rozczarowanie to będzie... A ja oczekuję po prostu bardzo dobrej produkcji, biorę pod uwagę, że mogą tam być pewne błędy techniczne, ale za to nie mam obaw co do fabuły i klimatu. Więc to wy oczekujecie cudów na kiju, robicie hype, a potem będzie rozczarowanie. No ale jak mówię - z moich obserwacji to głównie polscy gracze, bo zachodnim póki co się podoba. Zobaczymy co będzie jak zagrają, bo oczywiście może być tak, że polscy narzekają teraz i będą narzekali po premierze, a zachodni teraz wow, wow, wow, a po premierze nie będą narzekać, tylko się wściekać. Okaże się.

Po siódme: Czego oczekuję? Przede wszystkim rozwagi, czyli nie pierniczenia wyssanych z palca bzdur, że gra będzie rozczarowaniem, bo nikt nie może tego stwierdzić w tym momencie na podstawie przesuwanych premier czy gameplayów. Obawy? Ok. Ale nie stwierdzanie. Tak samo nie można oczekiwać gry wybitnej, która na pewno dostanie 10/10. Fajnie by było, ale to się dopiero okaże. Jeśli będzie mocna 8/10, to przecież też fajnie i każdy z przyjemnością w to zagra.

kęsik

Po poprzednich testach przecież sam Geoff Keighley mówił w Sajberpanku nie ma bugów i ogólnie wszystko super dopracowane a kto inny pisał że pełno bugów i gra absolutnie nie wyglądała jakby miała wychodzić a grali w ten sam fragment.

No dobrze, ale mówisz chyba o jeszcze poprzednich testach. Teraz grę mogli znacznie poprawić. Chyba coś na celu miało to przesuwanie premier, czyż nie? Jeśli przez ten czas nie próżnowali, a z doniesień (także nieco kontrowersyjnych) wynika, że nie próżnowali, no to chyba mogli coś zmienić na plus względem tego, co pokazywali wcześniej.

Praktycznie nikt nie spodziewał się porażki, po prostu nie podobało się ludziom ten bałagan z datą premiery i przesuwaniem gdy ma się złoty status. Do tego jeszcze GOL musiał opisywać każdą pierdołę promocyjną, która wydaje się niepotrzebna i wielu zwyczajnie nie obchodzi

No tak tak. Ale ja zupełnie nie o tym.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-11-20 14:28:10
20.11.2020 13:30
Pizystrat
2
odpowiedz
6 odpowiedzi
Pizystrat
128

No ale jak to możliwe??!! Przecież to miała być największa porażka roku według polskich ekspertów na forum gry-online.

19.11.2020 08:18
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Narzekania? To tylko w przypadku Polaków. Hype na grę? Na całym świecie jest duży, ale u nas to przerasta wszelkie oczekiwania. Jak czytam komentarze na zagranicznych portalach czy pod filmami na YouTube - ciężko znaleźć tam jakikolwiek krytykujący grę i twórców. Zdecydowanej większości widzów gameplay się podoba i są pod wrażeniem jak to wygląda na starej już konsoli. Niektórzy chyba zapominają, że mamy do czynienia z bardzo szczegółową i wymagającą sprzętowo grą. Jakim trzeba być nierozumnym człowiekiem, by nie ogarniać, że na takiej konsoli gra nie będzie wyglądała idealnie, bo to po prostu niemożliwe, jeśli chce zachować się grywalną płynność.

Sami się nakręcamy na to wszystko, a potem sama krytyka dobrze wyglądającej gry. Jest mało ludzi na ulicach, ale no niestety, moc przeliczeniowa konsol pewnie na więcej nie pozwala. Na PC na pewno będzie dużo lepiej pod tym względem. Miało być tętniące życiem miasto? Będzie pewnie na PC. Kto tego oczekiwał na starej konsoli nie jest poważny. Przecież ta gra miałaby wtedy z 10 klatek/s przy dużej liczbie stale poruszających się i różnych od siebie postaci niezależnych. Poza tym oceniacie książkę po okładce. Skąd wiecie co jeszcze oferuje gra? Zawartość może być ogromna i na pewno jest, a pokazali tylko ułamek rozgrywki.

Oczywiście, że w oczy rzucają się gorsze tekstury, niż na nowej konsoli i na pewno będą to spore różnice względem PC. Ale graficznie i tak wygląda bardzo dobrze.
Zauważyłem, że tam jedna postać NPC nie miała głowy (tego faktycznie można by uniknąć akurat), ale już doczytywanie się budynków w oddali, według mnie to nic nadzwyczajnego w grze na konsolach, nawet na nowej (około 2:03 na wprost w oddali wysoko).

To co mnie urzekło w tym gameplayu to klimat. Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Wycieka z ekranu. To otoczenie, miasto, neony. Jak dla mnie wygląda to świetnie, widać, że gra pod tym względem na 100% da radę. Dołóżmy do tego świetną fabułę, o co możemy być spokojni i już będzie bardzo dobra gra. Na PC na pewno będzie wyglądało to jeszcze lepiej, zarówno jeśli chodzi o "żywotność" miasta, jak i tekstury i inne bajery. Model jazdy znacznie poprawiony według mnie względem pokazów sprzed kilku miesięcy. Widać to było chociażby w niedawnych prezentacjach pojazdów z gry, widać i teraz, że jest już lepiej.
Strzelanie nie wygląda źle. Przecież to oczywiste, że nie będzie to Call of Duty. Wystarczy, żeby było znośnie i z tego co widzę, jest. Ocenimy oczywiście jak zagramy, no ale nie wygląda to źle.

Oczywiście cebulaki, (przepraszam za to określenie, ale nie mogę się powstrzymać) jak nie dostaną strzelania jak w najlepszym Call of Duty, modelu jazdy jak w najlepszej Forzy i całokształtu jak w najlepszym GTA, będą na pewno wielce zawiedzeni. No ale to nie są poważni ludzie.

Boger

Wygadałeś się? Generalnie Twój komentarz za dużo do tematu nie wniósł.

Ależ wniósł. Ma całkowitą rację i w pigułce pokazuje jacy my, gracze, bywamy. Jestem na forum od kilkunastu lat i dokładnie to samo zauważyłem. Ba, sam taki kiedyś byłem, chorągiewka i wiecznie coś nie pasuje, ale nieco dojrzałem i potrafię spojrzeć na pewne sprawy inaczej.

Hype nakręcony do granic możliwości i ten gameplay przekłuł balona. Jest słabo. Jeżeli grasz od 20 lat to dziwię się, że tego nie widzisz. Ja gram od 30 więc może dlatego inaczej na to patrzę.

No jakoś ten hype nie przeszkadza zagranicznym graczom jarać się tym wszystkim co pokazują Redzi. Narzekają głównie Polacy. No cóż za przypadek, ale czemu mnie to nie dziwi? Jest słabo? Chłopie. Mówisz, że grasz 30 lat, a nie ogarniasz, że najnowsza i mająca aspiracje do gry roku i największej premiery od lat gra może wyglądać wyraźnie gorzej na konsoli? A i tak wygląda dobrze, właśnie jak na konsolę. Pogratulować. 30 lat jak krew w piach.

Może klimat i opowiadana historia będą powalały i gra nadrobi tym niedostatki techniczne.

Ale żebym już się tak nie czepiał, tutaj się zgodzę. Klimat i fabuła - to będą najmocniejsze strony tej gry i na pewno nie jedno nam wynagrodzą.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-11-19 08:19:39
06.11.2020 12:52
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

2500 to nie jest wcale tak mało. To znaczy inaczej. To jest mało - obiektywnie. Ale zależy jaka to firma. Jeśli budżetówka, robota państwowa, to taka pensja na start dla nowego pracownika to ho ho, naprawdę. Zazwyczaj w budżetówce zaczyna się od minimalnej krajowej lub minimalnie wyższej od minimalnej... Taka prawda. Chyba, że jakieś wyższe stanowisko, to inna para kaloszy. No ale jeśli szeregowy, świeży pracownik - 2500 na rękę to jest naprawdę ok na sam początek. Chociaż jak mówię, to są śmieszne pieniądze patrząc na to z każdej innej perspektywy. Jeśli powiedzmy są 2 osoby, mieszkają razem i tyle zarabia jedna i druga osoba, to jeszcze da radę jakoś w miarę żyć. No ale samemu się utrzymać za taką kwotę + rachunki i życie - ciężko. No ale to oczywistości są.

edit: W sumie też zależy dużo od województwa. Wiadomo, że tam Wrocław, Poznań czy Warszawa to na pewno wyższe stawki. Ja odnoszę się do warunków w Lublinie i województwie lubelskim.

Wielu ludzi myśli, że w urzędach to się zarabia nie wiadomo ile. To bzdura, stereotyp i fikcja. Dyrektorzy - tak. Koszą sporo. Szeregowy pracownik to robol od brudnej roboty i papierów i siedzi za 2600 brutto + jakieś premie czasami. Tak jest w bardzo wielu budżetówkach. Wiem, bo sam pracuję w budżetówce, może nie w urzędzie urzędzie, ale w administracji publicznej związanej z rolnictwem w każdym razie. I wierzcie lub nie - są ludzie, którzy na umowie mają 2200 czy 2400 BRUTTO. Tak. Nie ma aneksów żadnych w miarę wzrastania płacy minimalnej. Nielegalne powiecie? Nie. Legalnie. Bo doliczają do tego premie, więc wyrównują. Czyli pracownik który pracuje dajmy na to tutaj 20 lat ma na umowie 2400 brutto + premie, który mu wyrównują płacę. A pracownik, który jest świeżakiem bez żadnego doświadczenia, przychodzi nowy i co ma? 2600 brutto + premie. Kto ma więcej? Taka ot sprawiedliwość. Teraz od stycznia znowu podwyższenie płacy minimalnej do 2800, a tutaj w czarnej dupie wszystko. I wiem, że na wielu stanowiskach adm. publicznej płaca zaczyna się do minimalnej, czasami trochę więcej. Taka jest rzeczywistość.

A jakie pytania miałem?
Kandydowałem na stanowisko w urzędzie wojskowym, do działu d.s. zamówień publicznych. Stawka proponowana? 3250 brutto + 5% premii. Czyli też około 2500 netto. Dodam, że to było nieco po znajomości (byłem polecony), a moje CV bardzo się spodobało. No niestety na samej rozmowie mega się zestresowałem jakoś, dukałem i wypadłem blado. Bywa. Pytania typu.

Czemu pan chce u nas pracować?
Czym zajmuje się nasza firma?
Powiedzieć "coś" o sobie

No to normalne pytania, standardowe.
Ale zadali np. co robimy konkretnie tutaj w tym dziale. No to odpowiadam, że no zajmują się zamówienia publicznymi, czyli przetargami, zapytaniami ofertowymi, negocjacjami z wykonawcami itd. Odpowiedziałem oczywiście poprawnie, ale drążył i drążył. Ale co konkretnie tutaj robimy. No szczerze, nie wiedziałem co odpowiedzieć więcej, bo nic mi do głowy w stresie już nie przyszło. Zapytał, czy według mnie gdzieś jeżdżą w teren na wizje lokalne czy nadzorować prace jakieś. No mówię, że pewnie tak. Chociaż nie wiem czy dobrze odpowiedziałem, raczej nie tego oczekiwał.

Potem zadał mi pytanie co zrobię, jak dostanę polecenie od kierownika i nie będę wiedział jak to wykonać. No to mówię, że no pierwsze co zrobię to pójdę do przełożonego i poproszę, by mi objaśnił co i jak. Skoro wydał polecenie, no to pracownik powinien wiedzieć o co chodzi, polecenie powinno być jasne. A nie nie, kierownik jest zły, niedobry i co bym zrobił. No to mówię, że szukałbym rozwiązania w przepisach, ustawie, w Internecie... I cisza. Kolejne pytanie. Pewnie też zwaliłem, ale cóż.

I test wiedzy... Przez dwa bite tygodnie czytałem to kupsko, czyli ustawę o zamówieniach. Wiadomo, to już nie czasy studenckie, że miałem czas od rana do wieczora i noce na wkuwanie ustaw. Czytałem tyle ile mogłem, ale przeczytałem całą. Znałem wszystkie rodzaje zamówień, definicje, komisje, srysje, umowy, srowy. I byłem pewien (i takie miałem info od osoby, która mnie polecała), że to będzie test ABC lub ABCD. A to co? Pytania otwarte. Na kartce spisane, odpowiedź ustna. Pozdro... I pytania mega szczegółowe, nawet nie pamiętam, by cokolwiek w ustawie na ten temat było. Straciłem więc tylko czas na czytanie tej ustawy, a dodatkowo się skompromitowałem. A miałem info, że mam tylko ustawę przeczytać i to tylko tak o, żeby podstawy znać. Fajne podstawy...

Nie dostałem się ;) I to praca za 2500 netto właśnie.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-11-06 13:03:12
06.11.2020 11:50
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

A ja mogę polecić chleb ze smalcem i skwareczkami- rarytas. Zagryzać jeszcze ogórkiem kiszonym, mmm, pycha. To na śniadanie.

Na obiad ziemniaki ze śmietaną. Też smacznie i syto.

06.11.2020 11:47
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Xcom ma akurat spoko podejście do klienta zazwyczaj. Wiadomo, zależy od doradcy, bo różnie ludzie pracują - jak wszędzie. Generalnie jednak zawsze starają się coś doradzić, dają kilka propozycji, a jak ja miałem pomysł, by kupić laptopa gamingowego, to wydrukował mi kilka pozycji, kilka droższych, kilka tańszych i najbardziej chwalił tańszy sprzęt. Nie namawiał na droższe. Więc no akurat ten uczciwie podchodził do tematu.

No ale też są tacy, co średnio się znają i nie potrafią dobrze doradzić. Warto zawsze samemu poszperać w Internecie, mieć wyrobione własne zdanie, ujmijmy to tak, na temat danej specyfikacji, którą jesteśmy zainteresowani. Na forach jest mnóstwo, po prostu całe mnóstwo tematów i wątków dotyczących konkretnych specyfikacji, sprzętu, wydajności i opłacalności. Warto poczytać. A dopiero potem uderzać do sklepu. Bo wtedy nawet skonfrontujesz to co się dowiedziałeś na podstawie opinii użytkowników z tym co mówi sprzedawca.

04.11.2020 08:34
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Noszę, by nie narazić się na mandat lub niepotrzebną dyskusję z policją. Na co mi to? Ja chcę mieć święty spokój. Jak mi duszniej, to nie zakrywam nosa i tak chodzę, w razie co mogę szybko nasunąć na górną część twarzy. No ale noszę generalnie.

21.10.2020 11:52
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

InPost to porażka. Miałem z tą firmą do czynienia gdy zamówiłem jedną rzecz i pech chciał, że miała być ona dostarczona przez kuriera tej firmy. Organizacja pracy to dramat tutaj.

Etap 1. Dostaję smsa, że kurier nie zastał mnie w miejscu zamieszkania ani się nie dodzwonił. Wszystko fajnie, tylko - nikt nie dzwonił oraz byłem cały czas w domu.

Etap 2. Dzwonię na podany w sms numer, próbuję umówić się na inny dzień. Gość z którym rozmawiam mówi mi, że on nie wie jak trafić na mój adres(!!!) i nie wie jak do mnie dojechać i mówi, że paczka będzie w centrali Inpost do odbioru osobistego. Aha. No świetnie. A mój adres to prawie środek Lublina. Moje przekonywania nie przyniosły skutku, nie chciał przyjechać, bo nie. Paczka będzie w ich centrali pod tym i pod tym adresem.

Etap 3. Odnalazłem w google maps ich centralę. Niby w Lublinie, niby nie tak daleko od mojego miejsca zamieszkania, ale to teren przemysłowy. Pojechałem tam samochodem, to była zima, więc już ciemno. Bocznice kolejowe na bocznicach kolejowych, stare magazyny, rozpadające się budy, ciemność i tylko ciemność, droga nieutwardzona, żadnych oznaczeń czy wskazówek, kompletnie nic. Nawigacja wariowała, labirynt nieoświetlonych lub słabo oświetlonych uliczek, niby było oznaczenie adresu, ale przejeżdżałem obok kilka razy i nie widziałem nic charakterystycznego co mógłbym wziąć za "centralę" InPost w Lublinie jak to określił kurier. Po godzinie kręcenia po tym rejonie szlag jasny mnie trafiał już i wyklinałem tą firmę chyba wszystkimi epitetami jakie znam. W końcu gdy 10-raz przejeżdżałem obok punktu wskazywaną przez nawigację gdzieś tam lekko skręciłem i zobaczyłem kilka dostawczaków i jakąś oświetloną halę. Zatrzymałem się, podszedłem, były jakieś drzwi. Wchodzę, malutki punkcik obsługi klienta, klitka 5m2, mówię, że chcę odebrać paczkę. Pani poszła szukać. Czekam, czekam, mija z 20 minut. Paczki nie ma, musi ją mieć jeszcze kurier, bo nie ma w magazynie. Aha. Ręce mi opadły. Wsiadłem w samochód i odjechałem, tym razem próbując stamtąd wyjechać, krążyłem kolejne pół godziny.

Już pomijam organizację, która jest skrajnie dramatyczna, ale co za imbecyl wpadł na tak kretyński pomysł umieszczenia punktu odbioru paczek w takim miejscu, do którego absolutnie nie ma możliwości dostania się w żaden inny sposób, jak swój samochód? Od jakiegokolwiek przystanku komunikacji miejskiej daleko, taxi by tutaj krążyła tak jak ja, totalne zadupie zadupia w Lublinie. Pieszo? No ludzie kochani, litości, nie ma opcji, by ktokolwiek tutaj przychodził. Ni żywej duszy, nie ma chodników, nie ma nawet utwardzonej drogi, tylko to rejon przemysłowy, tory, bocznice, magazyny przemysłowe i rozpadające się rudery. Ta firma to jedna wielka porażka do kwadratu.

Etap 4

Po jakichś 2 czy 3 miesiącach od zamówienia udało mi się uzyskać paczkę. Tym razem kurier znowu nie przyjechał na mój adres, pod blok, tylko umówiłem się już z nim pod charakterystycznym punktem, jakim jest Biedronka kilkaset metrów od mojego bloku. Musiałem więc specjalnie iść do niego do samochodu i paczkę odebrać, bo nie mógł podjechać pod mój blok. Nie mógł i już. Finito.

W życiu nie spotkałem się z tak katastrofalną organizacją działania firmy. ZUS? Skarbówka? Służba zdrowia? To pikuś. InPost funkcjonuje jeszcze gorzej.

20.10.2020 11:07
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Takie klocki lego dla dorosłych, tyle że bez ograniczeń, mówi to panu coś? Do tego nie potrzeba grafiki rodem z Crysisa. Ale zgaduję, że twój wiek wynosi 10-12 lat i zwyczajnie tego nie zrozumiesz, że grafika jest jedną z najmniej ważnych rzeczy w grach. Więc nie wiem po co w ogóle to piszę.

Generalnie zgadzam się z całym komentarzem, ale pozwolę sobie zacytować ten fragment i odnieść się do niego.
Czy to jest lego dla dorosłych? Całkowicie się nie zgadzam, ponieważ Minecraft jest lego dla wszystkich, a nie dla określonej grupy odbiorców. A ja sam, z własnej perspektywy mogę powiedzieć, że z mojego otoczenia grają w to w 99% dzieci w wieku od 7 do 13 lat. Mój kuzyn 13 lat? Minecraft i tylko Minecraft. Nie gra w nic innego od kilku lat, więc zaczął w wieku lat 7 czy 8. Większość jego kolegów też w to gra.

Siostra narzeczonej? 11 lat i Minecraft i Minecraft. Razem ze swoimi koleżankami w to gra.

Drugi kuzyn, ma 10 lat i gra w Minecraft'a od kilku lat, więc zaczął jako dosłownie kilkulatek.

Zdaję sobie doskonale sprawę, że w Minecraft'a gra bardzo dużo dorosłych, którzy tworzą wspaniałe światy wymagające ogromu pracy. Szanuję to i rozumiem. Aczkolwiek mam wrażenie, że w tą grę gra też mnóstwo, mnóstwo dzieci. I z pewnością prosta grafika nie jest dla nich żadnych problemem, czy też inaczej - nie jest czynnikiem, który może odrzucić.
Ja np. przez dosłownie chwilę grałem w gierkę, ale to nie dla mnie, po prostu nie wczułem się i tyle. Przeszkadza mi ta grafika. Natomiast rozumiem ludzi, którzy w to grają, każdy lubi co innego.

19.10.2020 08:25
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Niektórzy to chyba nie umieją czytać ze zrozumieniem artykułów. To zdalne nauczanie dzieci wychodzi bokiem :)

Artykuł jest o KIEPSKICH klonach GTA, czyli słabych grach, a nie o wszystkich "klonach". Dlatego nie widzę sensu wymieniania w komentarzach Scarface, True Crime LA czy Sleeping Dogs, bo te gry były albo przyzwoite, albo bardzo dobre, a artykuł za cel obrał crapy.

13.10.2020 15:05
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Być może taki wątek już był, ale w ostatnich nowo otworzonych takowego nie widzę, zatem zakładam.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tych niedziel? Czy uważacie, że to dobre rozwiązanie czy też jesteście zdania, że lepiej było zanim wprowadzili brak handlu w niedziele?
Podzielę się swoimi subiektywnymi spostrzeżeniami z mojej perspektywy. Zaznaczam, to moje zdanie i każdy może patrzeć na to z innej strony, niż ja.

Osobiście uważam, że lepiej było, gdy zakupy można było normalnie robić w niedzielę. Dlaczego? Z kilku powodów.

Po pierwsze - w poszczególnych dniach poprzedzających niedzielę ludzi było po prostu mniej. Teraz każdy na zakupy wali masowo w piątki i soboty, więc nie ma to się jak rozłożyć. Szczególnie ma to znaczenie teraz, w dobie tego całego koronawirusa, chociaż to już jest zupełnie odrębna kwestia. W dni od poniedziałku do piątku w sumie ciężko stwierdzić jak jest, ale na pewno bliżej weekendu jest ich więcej, to taka tam moja obserwacja, chociaż też podparta rozmową z koleżanką pracującą w galerii handlowej która jakieś tam porównanie ma.

Po drugie - to będzie subiektywne spostrzeżenie, aczkolwiek myślę, że dotyczy nie tylko mnie. Pracuję od poniedziałku do piątku (a niektórzy także w soboty) do 15. Codziennie wstaję po 5, a w domu jestem koło 17 (pracuję w innej miejscowości niż mieszkam). Od poniedziałku do piątku zwyczajnie nie mam siły iść na jakiekolwiek zakupy, ponieważ jestem mocno zmęczony i jedyne o czym marzę to po prostu odpoczynek w domu, bo już nigdzie nie chce się wychodzić. Trzeba przygotować posiłek, zjeść, zanim to się zrobi jest już późno. W grę wchodzą jedynie szybkie zakupy spożywcze, najczęściej od razu po pracy. Wszelkie inne - nie. I myślę, że wiele osób jest jednak zmęczona na tygodniu i po pracy nie za bardzo jest chęć łazić po sklepach. Niektórzy kończą jeszcze później, to tym bardziej albo nie ma się już czasu, albo jest się zmęczonym i nie ma się chęci, żeby buszować po sklepach. W soboty jest różnie. Śpię dłużej, odsypiam cały tydzień. Często się sprząta, bo przez cały tydzień nie ma czasu lub się nie chce. Jak jest mus, no to pójdzie się właśnie w sobotę na te zakupy - no ale zazwyczaj ja mam też sporo roboty w domu, a wieczorem jednak wolę się zrelaksować, bo to jedyny dzień w tygodniu, kiedy można "zaszaleć" będąc wypoczętym - wyspanym. U mnie dniem zakupowym była zazwyczaj właśnie niedziela. Leniwa niedziela. I nie dlatego, że nie mam co robić w domu, tylko zwyczajnie w niedzielę mam najwięcej czasu na dłuższe zakupy. A tak każde dłuższe/większe zakupy trzeba wciskać gdzieś w rytm i rutynę pracy i powrotów z pracy lub odpoczynku od pracy, bo nie ma innego wyjścia.

Ktoś powie, że przecież jak coś potrzeba, to można kupić wcześniej, przed niedzielą. No jasne, że tak, przecież ja nie mówię, że wcale nie chodzę na zakupy. Jest mus, to się idzie przecież i kupuje co trzeba w inne dni. Ale po prostu wolałem, jak takiego musu nie było i mogłem iść na spokojnie na zakupy w niedzielę. A tak trzeba jednak kombinować w moim przypadku, co tego dnia się nie chce, drugiego się nie chce, bo człowiek po robocie i wczesnym wstawaniu senny i w końcu zostaje ta sobota, kiedy też się nie chce ze wskazanych powodów.

Po trzecie, nagłe potrzeby. Czasami pojawiają się nagle i mogą być wszelakie, a tu w niedzielę można jedynie po piwko wyskoczyć ewentualnie, gdy zbraknie. O ile ma się monopolowy, stację benzynową lub żabkę w pobliżu.

Po czwarte - są pracownicy sklepów, którym nie odpowiada to, że państwo narzuciło im z góry dzień wolny w niedzielę, odbierając możliwość wyboru, narzucając to z góry. Moja koleżanka nie jest zadowolona z tego powodu. W niedzielę lubiła pracować, bo miała wyższą stawkę godzinową, zatem zawsze to więcej do kieszeni wpadło. Ba, teraz siedzi w domu i się nudzi, a lubi kontakt z klientem. Jej narzeczony jest pracownikiem stacji benzynowej i co drugi weekend w niedzielę go nie ma cały dzień, albo odsypia sobotnią nockę, więc tak jakby go nie było. I siedzi w tym domu, pieniędzy dostaje mniej i nie może nic z tym zrobić, a wolałaby w tym czasie pracować. Dokładnie to samo uważają jej wszystkie koleżanki ze sklepu, a z tego co wiem, to nie jedyni pracownicy, którzy mają takie samo zdanie. Poza tym nie zawsze w niedzielę pracował ten sam skład, zależy od sklepu oczywiście, ale w wielu punktach były różne zmiany i raz w niedzielę trafiała się ta zmiana, a raz miało się wolne (ale to zależy, co oczywiste).

Kolejna sprawa. Ludzie pracujący w handlu sami decydują o swojej karierze i pracy przecież. To ich wolny wybór i nikt do takiej pracy ich nie zmusza. Taką pracę wybrali, to panowały tam takie warunki, a nie inne - czyli praca w weekendy, w tym w niedzielę. Czy to jakaś wielka niesprawiedliwość? Czy byli bardzo pokrzywdzeni przez los, że musieli pracować w niedzielę? Nikt ich nie zmuszał do wyboru takiej ścieżki życiowej, więc tak pracowali i na to się godzili. Nie widzę tutaj żadnej niesprawiedliwości, bo jeśli tryb pracy się nie podoba - zmień pracę i nie pracuj w handlu.

Patrzę na pracowników kin, teatrów, stacji benzynowych, lekarzy, pielęgniarki, policjantów, strażaków i innych służb mundurowych, kelnerów, kelnerki, barmanów i barmanki, kucharzy w restauracjach i wszelkich innych lokalach, kierowców busów i komunikacji miejskiej, maszynistów, pracowników obsługi klienta w kasach na dworcach czy telefonicznych całodobowych call center. Oni nie mają wyboru i często muszą pracować w niedzielę, a nawet święta. I czy uważają, że to niesprawiedliwe? Nie wiem, ale taka specyfika pracy i muszą na to się godzić, nikt ich nie zmusza do tego, tylko tak sobie wybrali i tak pracują. Skoro oni mają taką pracę, że muszą pracować w niedzielę, no to przecież tak samo powinno być jak przez lata z pracownikami w handlu, czyli normalnie pracują w niedzielę i tyle, bo taka była specyfika ich zawodu/pracy. I jestem zdania, że powinno być po staremu.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-10-13 15:09:43
12.10.2020 14:45
Pizystrat
odpowiedz
5 odpowiedzi
Pizystrat
128

Star Citizen? To ktoś jeszcze w to gra?

Tak, całkiem sporo ludzi. Myślisz, że jak gracze rzucili miliony milionów dolarów dla twórców, to nagle odwrócili się od projektu?? No nie sądzę. Znaczna ich część nadal wierzy w ukończenie gry, z kolei druga część nawet jak nie wierzy to wywaliła tyle kasy, że grają, bo grają, nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że wyrzucili pieniądze w błoto. A czy tak jest w istocie? No ja grałem chwilę kiedy udostępnili grę za darmo, całkiem niedawno, i mogę powiedzieć tylko tyle, że gra ma ogromny potencjał. To jest moje zdanie, ale każdy może sobie wyrobić własne jak zagra.

Optymalizacja jest kiepska, bugów trochę jest, ale z drugiej strony ogrom tego świata i możliwości przytłaczają, przy czym gra wygląda naprawdę fajnie pod względem wizualnym.

14.09.2020 11:13
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ma potencjał? Oczywiście, że nie ma żadnego potencjału na "uniwersum". Alien to prosta opowiastka o wielkim czarnym robalu, który chce wszystkich zabić. Tworzenie na siłę jakiś niestworzonych historii tylko aliena rozwadnia, zatraca się to, co najważniejsze.

No jeśli takie masz podejście do sprawy, no to w ogóle ta seria nie jest dla ciebie chyba. Uniwersum ma ogromny potencjał na wiele dobrych filmów i właśnie tak "prosta opowiastka o czarnym robalu" mogłaby ukazać wiele ciekawych wydarzeń i historii związanych z Obcym. Można by stworzyć dobry horror, jaki i "prosty", ale dobry, mocny film akcji z nutką sci-fi, jak Aliens. Przy okazji nie masz zielonego pojęcia o uniwersum, bo nazywanie w taki sposób kinowej legendy świadczy o całkowitej ignorancji i braku zaznajomienia z tematem.

14.09.2020 09:56
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Oczywistą oczywistością jest to, że uniwersum Obcego ma ogromny potencjał, bo można by stworzyć jeszcze dziesiątki ciekawych historii, niekoniecznie związanych bezpośrednio z poprzednimi częściami. Potrzebny byłby tutaj jednak ktoś, kto ma świeżą, dobrą wizję i napisałby dobry scenariusz. Tego właśnie brakowało Prometeuszowi oraz Covenant, bo wizualnie te filmy to majstersztyk, niestety historia mocno kulała, za dużo nieścisłości i głupot. I niestety zmarnowały ogromny, ogromny potencjał, w szczególności Prometeusz. Paradoksalnie właśnie ten film, bo jest nieco lepszy niż Covenant, aczkolwiek moim zdaniem ta produkcja miała do opowiedzenia więcej. Muszę przyznać, że oglądało mi się je przyjemnie w kinie, Prometeusza oglądałem kilka razy, Covenant z dwa, jednak oba filmy nie mają żadnego startu do starszych części.

Nie jestem pewien, czy Scott udźwignie ciężar oczekiwań. Film na pewno obejrzę, na pewno będzie widowiskowy ze świetnymi efektami specjalnymi i widokami, więc w sam raz do kina. Jeśli jednak Scott będzie odpowiadał za historię to wątpię, by nagle doznał olśnienia czy przestawiło mu się coś w głowie i film był spójny fabularnie. Scott to dobry reżyser, ale powinien ogarnąć dobrych ludzi do scenariusza, a on sam niech odpowiada za samo kręcenie i wizualne smaczki - w tym sprawdza się wyśmienicie.

Wielka szkoda, że projekt Blomkampa nie wypalił, bo zapowiadało się bardzo dobrze i byłoby to świeże spojrzenie na uniwersum. Tego może właśnie brakuje aktualnym filmom. Powrót Ripley i Hicks'a? Nie uważałbym tego za odgrzewany kotlet, ponieważ bardzo ciekawe jest to co się dalej działo z Hicks'em, a powrót Ripley? Zakładając pominięcie 3 i 4 części, tylko stworzenie jakby historii alternatywnej nie jest głupim pomysłem. Aktorka jest w dobrej formie.

Generalnie uniwersum Obcego generuje mnóstwo możliwości, wystarczy ktoś, kto ma bujną wyobraźnię. Można by pokazać choćby wiele nowych rodzajów Ksenomorfów, które narodziły się z innych istot, niż ludzie czy psy (krowy).

11.09.2020 15:05
Pizystrat
Pizystrat
128
0.0

Artykuł słaby. Żarty, które w ogóle nie są śmieszne, to raz. A dwa - masa nieścisłości.

W jakich filmach wystąpiła: Godzilla (1954), Godzilla (1998), Godzilla (2014)

Nikt nie każe wymieniać wszystkich filmów, ale było ich trochę więcej, zatem można by dodać "np.", "m.in." albo "itd.".
Poza tym Godzilla w wielu filmach nie jest wrogiem ludzi, lecz właśnie ich obrońcą, jak i całej Ziemi i razem z ludźmi walczy z innymi potworami.

Wszyscy raczej kojarzycie tego wyrośniętego gada, który pomimo swojej smoczo-jaszczurzej postury przypominał raczej krzyżówkę goryla z wielorybem.

Krzyżówkę czego z czym? Eeee, nie mam pojęcia co miał autor na myśli i co pił lub wciągał przed oglądaniem Godzilli, ale mnie on zawsze przypominał wyrośniętego jaszczura i nigdy nie widziałem podobieństwa do goryla, a co dopiero wieloryba.

W jakich filmach wystąpił: Park Jurajski (1993), King Kong (1933), King Kong (2005)

Po pierwsze w King Kongu z 2005 roku wystąpił dinozaur, który wyewoluował z tyranozaura, był z nim spokrewniony, ale nim nie był. To Vastatosaurus Rex. Owszem, należał do rodziny tyranozaurów, ale nie był T-Rexem, tak samo jak nie były nim żyjące kiedyś naprawdę tarbozaury czy daspletozaury (także rodzina tyranozaurów). Dlatego też dużo lepszą opcją byłoby wymienienie The Lost World z serii JP, aniżeli wspominanie o King Kongu z 2005.

I wiadomo, że wielki szacunek należy się brontozaurowi, bo to taki trochę przodek żyrafy – długa szyja, spokój, miłość do liści. Sporą popularnością cieszy się także triceratops i pterodaktyl ze względu na swoje charakterystyczne cechy zewnętrzne.

Ja wiem, że nie jest to artykuł naukowy. Uważam jednak, że to trochę ryzykowne pisać o brontozaurze, że to "trochę" przodek żyrafy, bo ktoś pomyśli, że to na serio. I mam nadzieję, że autor wie, że pterodaktyl to nie to samo, co pteranodon, który występował często w JP, a także, że te stworzenia nie były dinozaurami, tylko pterozaurami.

T. rex nie miał zaszczytu otrzymania solowego filmu, który cieszyłby się powszechnym uznaniem. Osobnik ten występuje raczej gdzieś z boku

To jest już taka bzdura, że aż się w głowie nie mieści. Autor w ogóle ma pojęcia czym jest tyranozaur w kulturze masowej i co oznacza dla całej marki Jurassic Park. Czy wie, że tyranozaur jest wręcz symbolem tych filmów, największą ich gwiazdą
i widnieje na logo? A na co mu solowy film, skoro na stałe zapisał się w historii kinematografii i kultury masowej dzięki serii Park Jurajski, w której był jednym z głównych "atrakcji". Występuje z boku?? Proponuję obejrzeć 10 lub 20 razy wszystkie filmy, w szczególności pierwsze dwa. I ponownie zastanowić się nad tym, co się napisało. Bo jeśli w tych filmach według autora tyranozaur był na uboczu, no to... nie wiem jak to określić, może się powstrzymam.
Jego szarże często kończą się porażką? Faktycznie, przecież tak mało ludzi zjadł, tak mało walczył z innymi dinozaurami.
Autor nie ma zielonego, absolutnie żadnego pojęcia o czym pisze.

W jakich filmach wystąpił: Obcy – 8. pasażer „Nostromo” (1979), Obcy kontra Predator (2004), Prometeusz (2012)

Czy autor w ogóle jest poważny? Pisać o filmach, w których wystąpił Obcy i wymienić kiczowate AvP oraz Prometeusza, gdzie Ksenomorf w ogóle nie wystąpił. Po raz kolejny upewniam się w przekonaniu, że autor nie ma absolutnie żadnego pojęcia o czym pisze, artykuł pisany na kolanie, bardzo niechlujnie i chyba nie oglądał żadnego z filmów. Po co wymieniać świetne "Decydujące Starcie" czy ciekawą "Trójkę", skoro można wymienić film, w którym Obcy w ogóle nie wystąpił :D Żenada, doprawdy.

oraz zdolnością wydzielania szkodliwych toksyn.

Hahaha, toksyn. Jakich toksyn? Autor ma na myśli wydzielany przez Obcego kwas, który płynie mu w żyłach zamiast normalnej krwi? Teraz jestem przekonany, że nie oglądał filmów i nie ma bladego pojęcia o czym pisze.

Do Gry-Online. Poziom waszych artykułów ostatnio robi się żenująco słaby. Ten to już istne nieporozumienie. Pomijając masę błędów i nieścisłości zalatuje straszliwą amatorszczyzną jeśli chodzi o styl i język. Przeczytałem tylko o trzech potworach, bo dalej nie dałem rady. Ok, jasne, można nie interesować się tematem lub nie obejrzeć filmów, nie powinno się wtedy jednak podejmować próby pisania na ten temat artykułu na bardzo popularnej stronie, pewnie jednej z najpopularniejszych w Polsce. A nawet jeśli już, to przynajmniej zapoznać się z poruszaną tematyką. Google naprawdę nie gryzie i ktoś kto smaruje te artykuł potrafi chyba korzystać z Internetu i wyszukać potrzebne informacje. A tych na temat tyranozaura czy Obcego jest w Internecie miliony.

Beznadziejny artykuł. Żadnej wartości. Tak, jakby na odwal napisał go styrany TikTokiem stażysta z podstawówki przed kolejnym seansem pomysłowych filmów Friza (z całym szacunkiem dla niego, bo szanuję pomysł na życie, niekoniecznie treść jego filmików).

Jak ktoś ich pokochał to ma nie równo pod sufitem .

Za to ty masz równo, nie rozumiejąc kontekstu "kochania" takich postaci. Ja "kocham" Ksenomorfa czy T-Rexa, bo wychowałem się na filmach z nimi i pasjonuję się nimi, genezą ich powstania i wszystkimi innymi ciekawostkami.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-09-11 15:12:25
01.09.2020 14:16
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Mapa ładnie wykonana, ale bez jaj - jest wręcz żałośnie mała. Nie wierzę, że Rockstar wypuszczając GTA 6 po tylu latach zrobi tak niewielką mapę, nawet jeśli będzie ona zapełniona różnorakimi aktywnościami z wnętrzami budynków włącznie. Wystarczy spojrzeć na jej skalę. Przecież ta mapa jest chyba mniejsza niż z piątki, co w ogóle jest nie do pomyślenia i wręcz niemożliwe, by Rockstar kiedykolwiek zrobił tak małą mapę. Od jej dołu do samej góry mapa ma 10-11 km. Przecież to żałosne :D

Dlatego też nie rozumiem dlaczego pojawił się tutaj taki news.

Mapa w GTA 6 powinna być ogromna, robić wrażenie swoim rozmachem, dużą liczbą lokacji i różnorodnością terenu. Mamy prawo tego oczekiwać z racji postępującej technologii i możliwości komputerowych. Uważam Rockstar za ambitne studio, nawet pomimo tego, że bardzo nie podoba mi się ciągłe wspieranie GTA Online i zapowiedź GTA 5 na nowe konsole. GTA 6 na pewno jest w trakcie przygotowywania i wierzę, że szykują po cichu coś ogromnego.

Moja mapa marzeń w nowym GTA? Na pewno kilka wielkich miast. Los Santos, Las Venturas, San Fierro i Liberty City lub któreś z nich + jakieś duże, zupełnie nowe miasto, które nie pojawiło się w serii. Do tego mniejsze miasteczka, wioski, pustkowia, góry i lasy. A jeśli będzie jedno wielkie miasto - spoko. Ale skala mapa musi być bardzo duża, a nie tak żałośnie mała jak na tej fanowskiej mapie.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-09-01 14:23:37
01.09.2020 14:06
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Nie mam dzieci, ale pozwolę grać swoim dzieciom w gry z PEGI 18, oczywiście monitorując to co robią i jak się zachowują. Uważam jednak, że gry nie mają takiego wpływu na psychikę dzieci przy odpowiednim wychowaniu i dbaniu o to, by dzieci rozróżniały co jest rzeczywiste, a co jest tylko fikcją i rozrywką.

Mnie w zasadzie nikt nie pilnował nigdy, a w podstawówce przeszedłem Mafię i do dzisiaj pamiętam praktycznie całą grę i to jak się wczuwałem przechodząc misje. Grałem w GTA 3, Vice City i San Andreas, także w podstawówce i zabijałem przechodniów na każdy z możliwych sposobów. Grałem w Aliens vs Predator 2 i rozrywałem Obcym lub Predatorem ludzi na kawałki. I jakoś nie jestem psychopatą, mordercą czy innym przestępcą. Nic mi się nie stało, a wszystkie te gry kojarzą mi się z beztroskimi czasami dzieciństwa i mam do nich ogromny sentyment (oczywiście obok wychodzenia na dwór, grania w piłkę czy ganiania się po osiedlu, bo ja jeszcze z tego pokolenia). Tak więc nie będę hipokrytą i nie zabronię tego swoim dzieciom, aczkolwiek na pewno ich świat dzieciństwa nie może zamknąć się jedynie w graniu na komputerze. To wykluczone.

28.08.2020 08:17
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

To niska stawka, bo przyjmując, że pracowałbyś po 8h od poniedziałku do piątku wyciągnąłbyś sporo poniżej minimalnej krajowej (tzn. w każdym przypadku to stawka poniżej minimalnej, ale porównałem to do mojej pracy biurowej). Więc bardzo kiepsko. Aczkolwiek jeśli to Twoja pierwsza praca, w firmie są cięcia w związku z wirusem, nie masz doświadczenia (jak mniemam) i pewnie jesteś bardzo młody - cóż, nie ma co się dziwić trochę.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-08-28 08:18:03
21.08.2020 13:02
Pizystrat
😁
Pizystrat
128

Zgadza się. Brzydki zapach często wynika z nieświeżych ubrań. Mnie osobiście zdarzyło się kilka razy niestety tak ubrać. Raz śpieszyłem się rano do pracy i w pośpiechu założyłem t-shirt, w którym byłem w robocie dzień wcześniej, a było gorąco. Co z tego, że rano wziąłem prysznic, wypsiukałem się dezodorantem i perfumami, skoro t-shirt nie był świeży. Byłem umyty, ale sam siebie czułem i było to bardzo krępujące, bo inni też mogli to czuć. Pierwsza myśl takiej osoby wiadomo jaka - pewnie się nie mył brudas i tak chodzi syfiarz i smród roznosi.

Podobnie miałem, gdy koszulka nie wyschła po praniu, a to już kilka razy się zdarzało. Niedoschnięta koszulka generuje niestety dość przykry zapach i także na nic twoje mycie i psiukanie się, bo koszulka nieźle daje... Wtedy też wydaje się, że taka osoba nie dba o higienę.

To, że ktoś śmierdzi nie musi oznaczać, że się nie myje czy nie umył. Często jest przecież tak, że rano się umyjesz, jesteś świeży, idziesz do roboty na 8-12 godzin albo dłużej i jak wracasz, no ciężko być świeżym, szczególnie w lecie jak jest upał. Dotyczy to m.in. pracowników fizycznych, ale nie tylko, bo ja będąc pracownikiem biurowym także często muszę coś przenieść, gdzieś w czymś pomóc i moment - jesteś zalany potem. Nie śmierdzisz od razu, to jasne. Ale po paru godzinach, jak koszulka przesiąknie, no to coś tam może być czuć. Wracasz po robocie, wsiadasz np. do busa czy autobusu i ktoś też może pomyśleć - "ale świnia, nie umył się i j*bie". No niestety, tak to jest.

edit:

Odpowiedź miała być na komentarz Września, sorry.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-08-21 13:04:53
30.07.2020 09:50
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Nie jest tobą zainteresowana i tyle, to najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie.

Przerabiałem to z jedną dziewczyną. Spodobała mi się i trochę się napaliłem, pisaliśmy trochę na Badoo i tam ta rozmowa się "w miarę" kleiła, chociaż w końcu zaczęła odpisywać co raz rzadziej. Spotkałem się z nią chyba dwa razy na żywo, to jednak widać było, że to nie to, oczywiście bardziej z jej strony, bo spotkania były krótkie i w zasadzie trochę sztywne. Na Facebooku praktycznie w ogóle nie odpisywała, od święta, raz na kilka dni, a może i rzadziej. Zawsze powtarzała, że nie ma czasu. Ale ja wiedziałem, że po prostu ma na mnie wywalone. W końcu zapytałem wprost czy w ogóle chce się jeszcze spotykać i ciągnąć znajomość. Odparła, że przykro jej, ale nie. Gdybym nie zapytał, to pewnie by to mogło ciągnąć się jeszcze długo, ale co tu się czarować, nie przypadłem jej do gustu z jakiegoś powodu i tyle.

Z kilka miesięcy później poznałem swoją teraźniejszą narzeczoną i jesteśmy od ponad 3 lat razem. Tak więc trzeba szukać, a swój na swego trafi.

Pisałem z wieloma dziewczynami na portalu Badoo, a potem na Facebooku i z każdą kobietą z którą spotkałem się na żywo wiele razy pisało się bardzo dobrze i dużo. Z tymi, z którymi kontakt od początku był ograniczony, albo nie było spotkań wcale, ale były jednorazowe i krótkie. Tak więc to żaden trend, tylko ta dziewczyna ma cię w dupie. Zapomnij o niej i szukaj dalej.

24.07.2020 12:05
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ten zwiastun to po prostu wow. Klimat wycieka z ekranu, graficznie świetnie. Zapowiada się epicka gra.

24.07.2020 07:40
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

5 minut w Paint... Włącznie ze znalezieniem i wybraniem zdjęć.

21.07.2020 08:05
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

To takie wróżenie z fusów. Jeszcze chyba nie ma oficjalnych wymagań, to po pierwsze. A po drugie nie wiadomo jak ta gra będzie zoptymalizowana. Wszystko wyjdzie w praniu.

20.07.2020 14:53
Pizystrat
14
odpowiedz
7 odpowiedzi
Pizystrat
128

nikt was nie nawraca, chcecie jesc wolowine - ok, no problem, ale nie zachowujcie sie jak mala dziewczynka jak wam ktos pokaze w jaki sposob ona powstaje

No ja właśnie odnoszę wrażenie, że kolega Amadeusz także popisał się pisząc: żryj sobie hamburgery, niech Ci dupa i cholesterol rośnie. Takie agresywne komentarze są żałosne, nieważne która ze stron je pisze. Niczyją sprawa jest to, czy ktoś nie chce jeść mięsa, podobnie jak niczyją sprawą jest to, czy ktoś je mięso i ma przez to chorować (co jest jakąś totalną bzdurą wyssaną nie powiem skąd, ponieważ w umiarze mięso nie powinno szkodzić). Oczywiście jak ktoś ma inne zdanie, to od razu atak i stosowanie bzdurnych i głupich argumentów o chorobach jakie wywołuje jedzenie mięsa, czyli generalizowanie i wrzucanie do jednego wora wszystkich którzy mięso lubią, jako że są obżartuchami, może od razu spoconymi grubasami?? Proponuję trochę rozwagi w osądach. Można nie jeść mięsa, a codziennie żreć suche bułki i chleb i się utuczyć jak świnia. Tak więc argument totalnie z czapy.

Ludzie są okrutni dla ludzi i nie mają dla siebie żadnej litości. Odkąd pojawiła się ludzkość nasz gatunek walczy ze sobą, prowadzi bezsensowne i krwawe wojny, na których tracą głównie niewinni. Jesteśmy bezwzględnym i bezlitosnym gatunkiem - w szczególności dla samych siebie. Zadajemy sobie ból, cierpienie, zabijamy się. O władzę, o pieniądze, o dominację, o terytoria, o chwałę, o jedzenie, o surowce, z powodu kompleksów i nienawiści i mógłbym tak wymieniać i wymieniać. I czy kogoś w ogóle dziwi, że ludzie zabijają zwierzęta, często w okrutnych warunkach, naprawdę? Skoro my sami siebie niszczymy, to nie będziemy niszczyć zwierząt? (mówię za nasz cały gatunek). Takie myślenie to mrzonki.

Kocham zwierzęta, ale lubię jeść mięso, bo mi to smakuje i mam do tego pełne prawo i nie czuję się winny temu, że gdzieś w jakiejś rzeźni jakiś inny człowiek bestialsko traktuje to zwierzę, które zjadłem. Nie mam na to wpływu, nie muszę tego chcieć. Nie rozumiem w jaki sposób to, że np. zrezygnowałbym z jedzenia mięsa mogłoby wpłynąć na ludzi, którzy źle traktują zwierzęta i je zabijają w mało humanitarny sposób. To trochę tak jakbym powiedział, że nie będę jadł obfitych posiłków lub pił dużo wody, bo dzieci w Afryce umierają z głodu i pragnienia. No super, można zrobić taką akcję, ale co ona da? To moja wina, że ja mam dostęp do wody i jedzenia w nadmiarze, a tamci biedni ludzie nie? Mam czuć się winny jak się przejem? Tak samo mam czuć się winny jak zjem hamburgera czy schabowego, bo gdzieś tam ktoś zabił zwierzę? No przepraszam, ale to jakiś absurd.

Oczywiście, jeśli ktoś z tego powodu nie chce jeść mięsa, to jego prawo, zupełnie takie samo jak moim jest jedzenie mięsa, bo mi to po prostu smakuje, lubię to i będę jadł. Grunt to nikomu nic nie narzucać i robić to według własnych przekonań. Według mnie to nie ma sensu, no ale jeśli ktoś tak chce i widzi w tym logikę - no to proszę bardzo. Tylko błagam - niech nie atakuje mnie, że jem mięso i przeze mnie cierpią zwierzęta - bo to jakaś bzdura.

Może gdyby wszyscy ludzie na świecie przestali jeść mięso jak taki jegomość, to by coś pomogło. Ale równie dobrze wszyscy ludzie z rozwiniętych krajów mogą wysyłać wodę i jedzenie do Afryki - to także by pomogło. No ale tak nie jest i nigdy nie będzie, bo każdy ma swoje życie, swoje problemy i swój mały świat.

Oczywiście przykro mi, że zwierzęta przed zabiciem są źle traktowane. Uważam, że powinny być utrzymywane w lepszych warunkach, wygodnie i żeby nie cierpiały przed śmiercią. Zdaję sobie sprawę, że mnóstwo firm zabijających zwierzęta traktuje je jak śmieci, bo przecież i tak do uboju, więc po co dbać o takie zwierzę. I akurat tego nie popieram bo jestem zdania, że zwierzę powinno mieć zapewnione dobre warunki, a potem szybka i możliwie jak najmniej bolesna śmierć. A że jest inaczej, no to przecież nie moja wina i nie uważam, że to, że uwielbiam jeść mięso przyczynia się do tak podłego traktowania zwierząt przed śmiercią. Właśnie takie obwinianie osób które lubią mięso jest według mnie podłe i żałosne, bardzo egoistyczne. Ok, można mieć swoje zdanie, możemy zgodzić się, że zwierzęta nie są traktowane odpowiednio - ale gdzie tu do jasnej moja wina? Mam prawo jeść mięso i tyle - a nie uważam się za człowieka mającego gdzieś los zwierząt. Nie mam tego gdzieś, ale też nie uważam, że zrezygnowanie przeze mnie z tego co lubię spowoduje, że mniej zwierząt umrze. Bo to musiałby być światowy ruch liczony w miliardach ludzi. A tego nigdy nie będzie, umówmy się - nigdy. Moje "poświęcenie" dla sprawy po prostu nic nie da, bo firmy nie przestaną źle traktować zwierząt przez to, że zamiast hamburgera w maku zamówię sałatkę. No bo jak dzisiaj wypiję o butelkę wody mniej, to dzięki temu dziecko w Afryce będzie miało więcej? No nie. Niestety - nie.

Problem leży gdzie indziej, ale na pewno nie w samym jedzeniu mięsa przez ludzi. Bo zwierzęta można by zabijać humanitarnie i bezboleśnie, a wcześniej traktować je z odpowiednią godnością i szacunkiem - nawet pomimo przeznaczenia ich na ubój. A człowiek jadł mięso od zawsze i jest to naturalne. Człowiek jest przystosowany do takiego pokarmu, bo jest wszystkożercą. W samym jedzeniu mięsa nie ma nic złego. Jesteśmy gatunkiem obdarzonym świadomością i inteligencją i właśnie dlatego moglibyśmy zabijać zwierzęta w sposób dla nich "łagodniejszy" i bez zadawania cierpienia. To nas odróżnia od innych zwierząt, no bo sami jesteśmy przecież zwierzętami. Właśnie ta świadomość i inteligencja, chociaż doskonale sobie zdaję sprawę, że pies, kot czy krowa także są istotami, które czują, boją się i rozumieją pewne rzeczy - ja uważam, że mają nawet uczucia. No ale takie jest życie i tak zaprojektowana jest cała przyroda. Wszystko je wszystko, silniejszy pokonuje słabszego, słabszy jest eliminowany. W ludzkim świecie słaby zazwyczaj jest wspierany i czujemy współczucie. Zwierzęcy świat jest dużo bardziej brutalny i słabszy jest tam "zerem", jest wyrzutkiem skazanym na śmierć. Takie są prawa natury i próba zmieniania tego przez niektórych ludzi jest dla mnie bezsensowna. Oczywiście w naszym, ludzkim świecie powinno mieć zastosowanie pomoc słabszym - bo mamy wyższe uczucia i świadomość. Ale w świecie zwierząt nie ma na to miejsca. Dlatego też właśnie jedzenie zwierzęcego mięsa przez ludzi nie jestem czymś złym czy niewłaściwym, bo w naturze jest to całkowicie normalne, że jedno zwierzę pożera drugie.

Mało tego. Wystarczy trochę zainteresować się tematem jak bestialskie potrafią być zwierzęta względem siebie. Jak nasz kochany kotek, który co wieczór śpi z nami na kołderce i słodko mruczy bawi się z myszką lub ptaszkiem, to jest to przecież całkowicie normalne, bo jest. Kot często nie zabija od razu - bawi się i znęca nad ofiarą, zabijając ją dopiero na końcu.

W świecie zwierząt drapieżniki bestialsko zabijają swoje ofiary dla mięsa. Widział ktoś polowanie hien, lwów czy likaonów? Jak wyrywają żywcem flaki z antylopy, wyrywają odbyt lub jądra z miotającej się z bólu ofiary? Natura to brutalność. Oczywiście wiem, co zaraz napiszą wegetarianie. Że te zwierzęta nie mają takiego rozumu jak my, a poza tym one muszą zabijać, by przeżyć, natomiast ludzie nie muszą jeść mięsa, by przeżyć. Oczywiście, to prawda. Tyle tylko, że człowiek ma wolną wolę i może jeść mięso i nie jest to nic złego, bo jest to zgodne z naturą. Jedyne co można by zmienić u człowieka to zabijać te zwierzęta bezboleśnie i hodować je w dobrych warunkach, bo na to pozwala nam rozum, technologia i wyższe uczucia. Powtarzam się zresztą.

Samo zabijanie zwierząt dla mięsa nie jest niczym złym, bo człowiek ma pełne prawo je jeść. Problemem jest samo traktowanie zwierząt, a nie zabijanie dla mięsa. Dlatego ja mięso jadłem, jem i będę jadł - nie popierając jednocześnie sposobu, w jaki traktują te zwierzęta niektórzy ludzie.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-07-20 14:59:19
13.07.2020 09:29
Pizystrat
2
odpowiedz
Pizystrat
128

Mam bardzo neutralne podejście do Far Cry 6. Nie grałem w żadną część od czwórki, którą uważam za naprawdę dobrą grę i w ogóle nie śledziłem informacji na temat nowych części. Jednak "6" zwróciła moją uwagę. Pierwsza rzecz to Gus Fring, tzn. Giancarlo Esposito. Uwielbiam grę aktorską tego gościa i był świetnym "złym" w Breaking Bad i Better Call Saul, dlatego też może być ciekawym villainem w grze.

Kolejna rzecz to miasta. To całkowita nowość w serii i uważam, że jest to bardzo potrzebne, by nieco odświeżyć formułę, nawet jeśli rozgrywka będzie zbliżona (a wiadomo, że będzie) do poprzednich części. Generalnie jednak jeśli to ma wyglądać jak np. w trójce czy czwórce, no to jestem za, bo to były przecież dobre gry. Brakowało w nich jednak pewnej różnorodności. Bo tylko dżungla, dżungla, dżungla, wioska, dżungla, dżungla, dżungla i wioska. O ile jeszcze można było na to przymknąć oko w trójce, no bo egzotyczna wyspa na końcu świata, o tyle Kyrat w czwórce, mimo iż piękny i malowniczy - no to jednak całe państwo. I nie ma żadnego miasta tylko sama dżungla i kilka wiosek na krzyż? No trochę słabo. Mimo to grało się przyjemnie. Przy zachowaniu tego poziomu grywalności co w trójce i czwórce i dodaniu do tego miast - może być ciekawie.

W pełni rozumiem jednak wszystkie narzekania, no bo nie ma co ukrywać, że gameplay i fabuła Far Cry to po prostu kopiuj wklej, zmieniają się tylko imiona i wygląd postaci.

No i zasadnicza kwestia jak będą wyglądały te miasta. Czy będą one żywe i przepełnione aktywnościami czy też będą stanowiły martwą, betonową pustynię gdzie nie ma kompletnie nic do robienia - czyli nuda, tak jak było chociażby w Just Cause 2, gdzie miasto było, ogromne wieżowce, pięknie oświetlone ale... takie martwe, nijakie, jak makieta.

08.07.2020 11:47
Pizystrat
2
Pizystrat
128

Nie mogliby zrobić test drive'a takiego, jak 4-6 ? Po co kolejny unlimited z open worldem i klonem .... Simsów?

No jak widać nie mogliby. I może po to, bo mało jest dobrych wyścigówek z otwartym światem, a tych co jeździ się po zamkniętych torach jest od zaje...a?
Przyda się dobra konkurencja Forzy Horizon. TDU 1 było grą rewelacyjną i wyznaczyła standardy dobrej gry wyścigowej osadzonej w otwartym świecie na długo zanim do tego poziomu zbliżyła się seria Forza ze swoim Horizon.

Nie podoba ci się taka formuła wyścigów to przecież masz masę gier z zamkniętymi trasami, więc w czym problem?

Jeżdżenie po wiernie odwzorowanej hawajskiej wyspie Oahu sprawiało masę frajdy, podobnie jak zarabianie pieniędzy i wydawanie ich na nowe fury w salonach. Było gdzie jeździć i musiało minąć sporo czasu zanim dobrze poznaliśmy wszystkie drogi. Gry wyścigowej z takim rozmachem w tamtych latach jeszcze nie było.

Kupowanie ubrań i mieszkań były tylko niewielkimi dodatkami, które poprawiły immersję i na pewno nie wpłynęły w żaden sposób negatywnie na odbiór gry. Faktycznie, niezłe Simsy, dobra brednia :)

06.07.2020 10:23
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Według mnie w tym przypadku jest to mała kwota.

Ja jestem świeżo po remoncie łazienki w swoim mieszkaniu, a jest to małe pomieszczenie. Nie wiem ile może mieć, 5? 6m2? To max. Ja zrobiłem po taniości, bo robił mi to młody chłopak i wziął razem z materiałami 3500 zł, a sama robocizna 2000 zł. Płytki, kabinę prysznicową miałem od rodziców, więc to za free. Jednak umywalka, szafka, kaloryfer to już kupiłem sam. Gdybym musiał robić wszystko od absolutnego zera, kupować kabinę, brodzik, baterie, płytki, to nawet z tak tanią robocizną i materiałami wykończeniowymi wyszłoby na pewno około 10 000 zł. A mówimy o małej łazience.

A gdyby nie robił mi ten chłopak tylko skorzystałbym z usług firmy remontowej, to taka firma za samą robociznę wzięłaby 5000-7000 zł. + Materiały. Czyli jak teraz dałem 3500 zł, tak tutaj zapłaciłbym za samą robociznę z materiałami około 10 000. Plus całe wyposażenie i płytki - myślę, że z 15 000.

Tak więc 42 000 zł za remont 90 m2 to jest naprawdę niewiele.

02.07.2020 10:08
Pizystrat
2
Pizystrat
128

Jesli Trzaskowski jako indywidualny czlowiek majacy swoje poglady i przekonania jest zlym kandydatem i ludzie glosujana na niego tylko ze wzgledy na przeor PiS to szczerze mowiac, szkoda mi slow.

Czyli jeśli ktoś nie cierpi PiS i nie lubi Dudy, ale też nie darzy szczególną sympatią PO i Trzaskowskiego nie może pójść na wybory, by zagłosować na kogoś, kogo woli od Dudy? Po prostu, woli? Czy powód dla którego ktoś WOLI jednego kandydata od drugiego jest aż tak istotny? Jeden zagłosuje, bo zgadza się z poglądami Trzaskowskiego, a drugi zagłosuje, bo woli go od Dudy i chce po prostu zmiany na polskiej scenie politycznej. Więc o jakim braku słów mówisz w ogóle. Każdy ma prawo zagłosować według własnego sumienia i przekonań, a do tego zalicza się także głosowanie na kandydata, którego po prostu woli się bardziej od drugiego. Nie trzeba podzielać jego poglądów i go ubóstwiać. Wystarczy woleć.

02.07.2020 08:33
Pizystrat
4
odpowiedz
Pizystrat
128

Oczywiście w drugiej turze trzeba będzie wybrać "mniejsze zło". I dla mnie to jest Trzaskowski. Nie lubię PO ponieważ uważam, że aż tak bardzo nie różnią się od PiS, ogólnie wszyscy to jedna wielka banda złodziei, kłamców i karierowiczów. Jednak PiS przez te lata rządów tak potwornie mi zbrzydł, że jest to niepojęte. I zagłosuję na Trzaskowskiego głównie z powodu swojej ogromnej niechęci do PiS, a nie dlatego, że zgadzam się z jego poglądami i uwielbiam PO. Nie. Absolutnie nie. Nie podzielam wielu poglądów Trzaskowskiego i zapewne po jakimś czasie także mi zbrzydnie, ale czy w takim stopniu jak PiS i Duda? Nie sądzę. Na obecnego prezydenta po prostu nie mogę już patrzeć i na tą całą pisowską szopkę.

Poza czystą niechęcią do PiS uważam, że władzy przyda się po prostu solidna konkurencja w końcu. Do tej pory opozycja była bardzo żałosna i na każdym kroku się ośmieszała. Teraz jest szansa w końcu poważnie odgryźć się władzy, która zaczyna mocno odczuwać konkurencję, co widać, słychać i czuć. Dla polskiej polityki w moim odczuciu będzie to zdrowe, by PiS miał w końcu swoisty kaganiec w postaci Trzaskowskiego, zresztą to może być początek końca ich rządów i oni doskonale zdają sobie sprawę z tego jakie zagrożenie niesie ze sobą ewentualna wygrana rywala.

Inny powód jest bardziej przyziemny, aczkolwiek także w moim odczuciu istotne jako że mówimy o osobie, która będzie "wizytówką" naszego kraju. Trzaskowski co by nie mówić, jest dobrze wyglądającym facetem, a na pewno dużo lepiej prezentuje się wizualnie niż spuchnięty Duda. A prezencja jest istotna. Owszem, absolutnie nie najważniejsza, bo dobry polityk wcale nie musi być modelem, ale z pewnością wygląd jest atutem Trzaskowskiego.

Kolejna rzecz. Języki. A to już jest mega istotne w kontekście osoby, która będzie podróżowała po całym świecie reprezentując nasz kraj czy też przyjmowała licznych gości zza granicy. Co by nie mówić o Trzaskowskim - jest poliglotą i znajomość tylu popularnych języków jest bardzo, bardzo ważnym atutem, bo gość czysto technicznie wstydu nie powinien przynieść.

Jak mówię, nie popieram wielu poglądów Trzaskowskiego i naprawdę - nie lubię PO. Ale jeszcze bardziej nie lubię PiS. I to właśnie to jest decydujące. Trochę to smutne - ale takie są fakty. I jeśli mam iść na II turę wyborów - mogę zagłosować tylko na Trzaskowskiego.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-07-02 08:34:11
23.06.2020 08:53
Pizystrat
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Kompletnie nie zgadzam się z kilkoma wyborami oraz z opisami postaci. Ostrzegam też, że mogą być spoilery.

Walter White z BB w kategorii najbardziej wkurzająca postać to wybór wręcz absurdalny i jak dla mnie trudno w ogóle to uzasadnić. Nie znam żadnej osoby, która oglądała Breaking Bad i wkurzałby ją Walter. Nie spotkałem się także z takimi komentarzami w Internecie. Nigdzie. Postać Walter'a jest bardzo, bardzo złożona. Początkowo dobra motywacja przerodziła się w pasję i "zawód" przez co posuwał się często do złych rzeczy. Nie każda z jego decyzji była słuszna, nie każdy z jego wyborów był etyczny czy moralny - to oczywiste. Absolutnie jednak nie był postacią irytującą. Napisać o nim, że był postacią pozbawioną emocji jest tak wierutną bzdurą krzywdzącą tego bohatera, że zaczynam zastanawiać czy autor felietonu w ogóle ten serial oglądał. Walter do końca kochał swoją rodzinę i zależało mu na niej. Jasna sprawa, zatracił się w kryminalnej działalności i posunął się za daleko, był bezwzględny dla swoich wrogów, ale nigdy nie był bez uczuć wobec swojej rodziny. Darzył uczuciem Skyler i swoje dzieci do samego końca, sympatia do Hanka nie ustała. To jak chciał, by Jack oszczędził Hanka i jego rozpacz gdy ten go zastrzelił jasno pokazuje, że nie był bez uczuć. Późniejsza zemsta to też dowód braku uczuć?

Napisać, że Walt chciał zabić Hanka to jest tak ogromne wyolbrzymienie, że nie wiem nawet jak to skomentować. Tak. Tak bardzo chciał go zabić, że gdy ten zginął, padł na ziemię z rozpaczy, a potem wybił cały gang w akcie zemsty. Poza tym niby jak miał powstrzymać Jacka, rasowego przestępcę, mordercę i gangstera, od zabicia agenta, który był świadkiem zabójstwa jego partnera przez gang? Tutaj geniusz Walt'a kompletnie nie miał żadnego znaczenia. Nie można było zrobić nic. Walt nie chciał zabić Hank'a, a ten pojawił się na pustyni trochę z przypadku, dlatego przecież Walt chciał odwołać przyjazd gangu, żeby nie doprowadzić do ich konfrontacji.

Porwanie dziecka? Litości. Kochał swoje dziecko. Tracił nad wszystkim kontrolę, tracił rodzinę, to był spontaniczny odruch. Nie mówię, że dobry. Ale co w tym wkurzającego niby, że zabrał swoją córkę w akcie desperacji?

Najbardziej wkurzającą postacią z BB była zdecydowanie Skyler. Nie mogłem patrzeć na jej twarz, na ten jej wytrzeszcz i wiecznie pretensjonalne miny. Była okropna, beznadziejna i wstrętna. Strasznie odpychająca kobieta i bardzo mnie dziwi, że Walt tyle z nią wytrzymywał i właściwie nigdy nie przestał jej kochać. Odstawiała takie numery, że na miejscu Walt'a dawno dałbym sobie z nią spokój. Jednak miłość do niej i dzieci zwyciężała. Każde jej działanie powodowało, że otwierał mi się nóż w kieszeni. Jak tylko otwierała usta i zaczęła coś mamrotać i rzucać wieczne pretensje do świata, otwierał mi się nóż w kieszeni. Jest zdecydowanie jedną z najbardziej denerwujących postaci w historii seriali. Nie mam pojęcia jakim cudem można było w takim "rankingu" wskazać Walt'a, a nie wskazać Skyler - nawet jej nie wyróżnić pod spodem. To jakaś abstrakcja, no ale autor pewnie chciał być wyjątkowy i sprowokować dyskusję, tak więc zabieg udany.

Wybór Berlina z Domu z Papieru jako najbardziej wkurzającą postać także jest kontrowersyjny. Z całym szacunkiem, ale już dużo bardziej denerwująca była Tokyo. Berlin był jaki był, ale ja tam nawet przez chwilę nie czułem się zirytowany jego postępowaniem. Chciał zabić Monicę, ale co w tym było wkurzającego? Miał swoje zasady, których się trzymał. Był oschły, ale jednocześnie opanowany. Tokyo która 15000 razy zmieniała nastroje i stroiła fochy - to było coś, co wkurzało. Rio był bardziej wkurzający od Berlina, np. to jak zerwał nagle z Tokyo. Sierra była wkurzająca, ten cholerny lizak w tej parszywej gębie i to zadufanie w sobie. Jaki tam Berlin.

W Grze o Tron także wskazałbym postaci irytujące dużo bardziej niż Daenerys. Danka dopiero na końcu stała się okrutna, ale przez większość serialu raczej wzbudzała sympatię i była lubiana. Nie sądzę, by to co zrobiła z miastem w ostatnim sezonie mogło rzutować na całokształt jej występu w serialu, kiedy to przez 95% była dobrą dziewczynką walczącą o sprawiedliwość i wolność kierując się dobrymi motywami. Jasne, niesmak ogromny to jak potraktowali jej postać w ostatnim sezonie, przemiana beznadziejna, ale w życiu nie wskazałbym jej jako postaci najbardziej irytującej w serialu jedynie przez pryzmat ostatnich kilku odcinków, nieudanego zresztą według wielu, sezonu. Prym przez kilka sezonów w "prime" GoT wiódł Joffrey, a potem Ramsay. I to oni zdecydowanie zostali zapamiętani jako najbardziej wkurzające i znienawidzone postaci w historii serialów w ogóle. Bo grali wkurzające postaci zdecydowanie dłużej niż Daenerys, bo grali w czasie, gdy GoT była po prostu lepsza. I fakt, że Daenerys na samym końcu zrobiła więcej złego, niż wszyscy źli z serialu razem wzięci, cóż. No trudno, ale ja bym nie dał Daenerys na pierwszym miejscu. W zasadzie Sansa też był wkurzająca, w szczególności jak podważała to co mówi Jon.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-06-23 08:55:33
19.06.2020 10:37
Pizystrat
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby ktokolwiek zabraniał mi grać w gry.

Tak czytam komentarze powyżej i śmieję się sam do siebie, a zarazem współczuję tym, którzy cieszą się, że nie mają dziewczyny, bo "dzięki" temu mogą sobie grać, jak i tym, którzy mają kobiety i nie mogą grać. Prawdziwe życiowe problemy macie co niektórzy, masakra.

Oczywiście rozumiałbym dziewczynę i jej pretensje gdybym 90% czasu wolnego naparzał w pada lub klawiaturę. We wszystkim trzeba mieć umiar i zachowywać zdrowy rozsądek. W drugą stronę rzecz jasna też to działa i jakieś represje ze strony drugiej połówki przy każdym podejściu do komputera lub konsoli byłoby nieporozumieniem.

Jeśli z kimś mieszka się codziennie, widzi się dzień po dniu, je razem, śpi razem, to na wszystko znajdzie się czas. Ludzie też mogą być zwyczajnie sobą zmęczeni i potrzebują odrobiny swojej przestrzeni i prywatności. Zawsze wszystko trzeba robić w jednej chwili razem? No jasne, że nie.

Moja dziewczyna nie jest zapalonym graczem, ale ma PS4 i przeszła Wiedźmina 3 (sama sobie kupiła), GTA V (prezent ode mnie), grała w RDR 2 (moja gra) , a przed nią też Uncharted 4 (prezent od niej dla mnie, ale ja już przeszedłem). Rzadko gra, ale gra. Razem przeszliśmy też The Last of Us, tzn. ja grałem, ona patrzyła. Teraz czekamy na The Last of Us 2 i nie ma nic przeciwko, bym kupił gierkę, bo podobała jej się historia z jedynki.

Tak samo uwielbiała patrzyć jak gram w Obcy Izolacja, bardzo ją to wciągnęło i bała się razem ze mną.

Wkrótce zamieszkamy razem i oczywistością jest, że nie będę ciągle grał, zresztą i tak nie mam czasu non stop grać, bo mam też masę innych czynności, które lubię wykonywać. Tak samo co oczywiste nie będzie robiła żadnych problemów jak będę chciał sobie w coś pograć. Ona w tym czasie może czytać książkę, bo uwielbia czytać książki i zawsze coś ma do czytania. Kwestia dogadania i nie ma żadnego problemu. Doskonale wie, że lubię grać i czekam na Death Stranding na PC czy Cyberpunk i sama chętnie pewnie popatrzy jak gram. Może mam farta, że na taką trafiłem, ale i tak jestem zdania, że wszystko można załatwić polubownie.

Dziewczyna która ma jakiś problem z grywaniem w gry partnera normalna raczej nie jest. Uzasadnione byłoby tylko wtedy, gdyby gość był uzależniony od komputera/konsoli i grał po prostu non stop nie mając nawet 5 minut dla partnerki.

16.06.2020 10:25
Pizystrat
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Chłopczyku, zajmij się dzieciństwem, bo to bardzo szybko przemija i będziesz mógł to tylko wspominać. Pomyślisz o zarabianiu za kilka lat w wieku 15-16 lat jak już będziesz podrostkiem i nadal będziesz chciał zaczynać pracę tak wcześnie. Do tego czasu nie ma to raczej większego sensu. Zresztą najlepiej zacząć pracę i tak jakoś w wieku 18 lat, wtedy jednak traktują Cię już nieco poważniej jako "dorosłego" człowieka, pełnoletniego. A potem to już przepracujesz prawie całe życie. Teraz Ci się wydaje, że świat dorosłych jest taki świetny i wow, też byś tak chciał. I że jak ktoś zarabia 2500 miesięcznie, to kalkulator podpowiada Ci, że w rok ma 30 000 zł, niesamowite bogactwo. Niestety nie. Uwierz mi, że byś nie chciał gdybyś miał pełną świadomość, ale to Cię nie ominie i jeszcze się napracujesz. I dlatego ciesz się beztroską póki możesz.

16.06.2020 08:50
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128
Image

A to jego typowa mina... Weź człowieku daj mi już spokój.

16.06.2020 08:49
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Patrzy jakiego ptaka by tu dzisiaj zjeść.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-06-16 08:50:54
16.06.2020 08:48
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Kilka zdjęć, przepraszam za niezbyt dobrą jakość, robione na szybko i ostatnio coś mi ostrość nawala w telefonie :D

Już kiedyś wstawiałem foty, ale co jakiś czas chyba nie zaszkodzi pokazać kotki w innych ujęciach :) Brakuje tylko jednego tym razem, bo ogólnie są cztery kociaki.

16.06.2020 08:30
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Ja gram na telewizorze 32", ma on rozdzielczość 1080p i pod tym kątem kupowałem sprzęt jak w sygnaturce. 4K mnie nie interesuje póki co, może za kilka lat. Póki co nie widzę sensu kupowania sprzętu, by grać w takiej rozdzielczości. Oczywiście głównie ze względów finansowych, bo sprzęt który zapewniłby granie w 60 klatkach w 4K przez kilka najbliższych lat to naprawdę bardzo duży wydatek, podobnie zresztą jak sam monitor, który musi być odpowiednio dobry. A tak za około 5500 zł mam sprzęt, który pozwoli mi na kilka lat gry w 1080p w minimum 60 klatkach na wysokich lub najwyższych detalach. Więcej nie potrzebuję, bo jak dla mnie 1920x1080 to nadal świetna rozdzielczość do gry i myślę, że będzie tak jeszcze w najbliższych latach.

15.06.2020 09:42
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Każde z wymienionych przez Ciebie miast warto odwiedzić. Oczywiście musisz liczyć się z tym, że weekend w takim Kazimierzu przy ładnej pogodzie będzie oznaczał mnóstwo, mnóstwo ludzi. Miasteczko wtedy sporo traci na swoim uroku, ale niektórym to nie przeszkadza. Osobiście nie uważam, by było ono przereklamowane. Jest ono malowniczo położone, ma piękny rynek, spacer wałem wiślanym wzdłuż Wisły także należy do przyjemności. Dla mnie to już mała atrakcja, ale na kimś kto przyjedzie pierwszy raz na pewno zrobi dobre wrażenie.

Z niedużych miast warto rozważyć Nałęczów. Bardzo urocze i spokojne miasteczko. Słynne uzdrowisko uzdrowiskiem, ale generalnie jest to świetne miejsce do spacerów. Polecam.

W Sandomierzu byłem tylko z dwa razy i to dość krótko, więc dużo się nie wypowiem. Jednak każdy mój znajomy który był poleca to miasto do zwiedzania.

Zamość warto odwiedzić dla rynku, ale i okolice tego miasta są bardzo atrakcyjne. Właściwie to co napisał kong123. Roztocze jest pięknym i malowniczym miejscem z wieloma ciekawymi atrakcjami. Z samego Zamościa polecam także zoo. Nie jest duże, ale jest tam ładnie.

O Lublinie nie mam dobrego zdania, zawsze jak mogę omijam szerokim łukiem ;) Ale jeśli już to na pewno warto odwiedzić tradycyjnie starówkę, Lublin ostatnio jest strasznie rozkopany i zakorkowany

Lublin jest ostatnio rozkopany, jest także często zakorkowany i to niezależnie od rozkopania. Jednak ja jako Lublinianin mogę w całego serca polecić wizytę w tym mieście. Przyjechać na Lubelszczyznę i nie odwiedzić jej stolicy - to trochę dziwne i jednak strata ;)

W Lublinie każdy po prostu musi zobaczyć Stare Miasto i Zamek Lubelski. Oczywiście w weekend należy spodziewać się sporej liczby ludzi, no ale to chyba oczywiste i normalne. Nie znam osoby która przyjechałaby do Lublina z innego województwa i nie podobałaby się jej lubelska starówka, każdy chwali bo i jest co chwalić. Jest tam po prostu bardzo ładnie i klimatycznie.

Co roku odbywa się Carnaval Sztukmistrzów, w tym roku jak wiadomo wszystko przesunięte i odbędzie się najprawdopodobniej na jesieni. Występują wtedy wszelkiej maści artyści, akrobaci itd - naprawdę warto być wtedy w Lublinie. Atrakcją może być tez spacer po Placu Litewskim i Krakowskim Przedmieściu. Niektórzy narzekają, że obecnie mało tam zieleni, a sam beton. Częściowo to prawda, z drugiej strony jest tam nowocześnie i schludnie. Co jakiś czas są pokazy przy Fontannie Multimedialnej na Litewskim. Polecam gorąco. W zasadzie trasa od Placu Litewskiego przez Krakowskie Przedmieście, przejście obok Ratusza, wejście Bramą Krakowską do Starego Miasta i spacer wzdłuż uliczek do samego Zamku Lubelskiego to jest dla przyjezdnego atrakcja, bo jest tu po prostu ładnie.

Jeśli chodzi o restauracje i bary to panie, o czym mowa w ogóle. Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto jest wprost wypchane wszelkiego rodzaju lokalami, każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście polecam Ostro, Pelier, Sexy Duck, Lodziarnię Bosko, Studnię, Czarną Owcę, Bar a Boo, Podwórko, Chiszę, Anabilis, Browar Lublin, Stół i Wół, Atrium, Trybunalską, Św. Michała, U Szewca. Właściwie to mógłbym wymienić i drugie tyle lokali, bo w żadnym w którym byłem nie spotkało mnie jakieś rozczarowanie. Masz ochotę na coś prostszego i szybszego? Masz McDonald's, Burger King czy kebaby. Spacerując w tym rejonie wierz mi - nie będziesz głodny i spragniony. Trzeźwy raczej też nie. Co prawda w weekend wieczorami może być problem ze znalezieniem miejsc w ogródkach, ale jest tam tyle lokalów i barów, że na pewno coś się znajdzie.

Z Lublina mogę polecić jeszcze Ogród Botaniczny - urokliwe miejsce oraz Muzeum Wsi Lubelskiej. Polecam także Zalew Zemborzycki. Sama woda to nie jest delikatnie mówiąc najczystsze miejsce, ale okolice tego zbiornika w moim odczuciu są urocze i mając ochotę na spędzenie odrobiny czasu wśród natury - warto. Polecam wypożyczyć rower i wybrać się w przejażdżkę wokół Zalewu i przy tamtejszym lesie.

Tak trochę żartem wspomnę o trajtkach, czyli trolejbusach. Dla niektórych to atrakcja i przyjeżdżając do Lublina widzą takie pojazdy po raz pierwszy w życiu :D Ale w zasadzie nie ma co się dziwić. Lublin to bodajże jedno z trzech miast w Polsce, które mają aktywną linię trolejbusową.

Lublin posiada także dość rozwinięty clubbing, więc każdy kto wbija tutaj na weekend w poszukiwaniu zabawy i tańców na pewno coś znajdzie. W obecnej sytuacji jednak wiadomo, że dyskotek i tańców nie ma - chociaż kluby powoli się otwierają, co oczywiste bez możliwości tańca na parkiecie. Więc w zasadzie funkcjonują jako zwykłe bary. Polecam Rivierę Klub Plażowy. Lokal znajduje się na dachu 3-piętrowego budynku. Przy ładnej pogodzie przyjemnie sączyć tam piwo pod gołym niebem.

Więc jak widzisz warto odwiedzić Lublin - tutaj jest co robić i nie warto omijać tego miasta szerokim łukiem. Oczywistym jest, że lepiej omijać niektóre dzielnice, blokowiska i osiedla starych kamienic. Słynna Lubartowska, Tatary czy Bronowice nie cieszą się dobrą opinią, ale tam zapuszczał się raczej nie będziesz. Słabo wygląda Dworzec PKS, który pamięta czasy sprzed 50 lat i sporo tam żuli, na pewno niezbyt atrakcyjnie wygląda też okolica Dworca PKP, chociaż sam budynek dworca jest dość majestatyczny. Każde miasto ma swoje mroczniejsze zakamarki, ale co oczywiste nie ma reguły. Ja sam mieszkam na Bronowicach i nigdy nic przykrego mnie tam nie spotkało. A jak ma się dostać w łeb to można w zasadzie dostać wszędzie, w centrum miasta w biały dzień, tak samo jak zginąć na pasach czy potykając się o krawężnik i uderzając głową w chodnik. Nie ma co przesadnie przejmować się takimi rzeczami jak coś.

Wiele osób, które odwiedzają Lubelszczyznę pomija Puławy i traktują je jako bazę wypadową na Kazimierz i Nałęczów olewając je same w sobie. Moim zdaniem niesłusznie. Jako, że jestem także Puławianinem mogę gorąco polecić to miasto, które nazywane jest "Zielonym Miastem" lub nawet "Rowerową stolicą Polski". Zielone miasto, bo nie da się ukryć, że jest tu sporo zieleni i drzew wzdłuż ulic. Rowerowa stolica, ponieważ Puławy mają nieźle rozwiniętą infrastrukturę rowerową w postaci ścieżek rowerowych, a także ciekawe okolice gdzie można wybrać się na wycieczkę rowerem, np. przez lasy, wzdłuż wału wiślanego itd. Nic tylko wypożyczyć rower i wybrać się na rekreacyjną przejażdżkę.
Warto odwiedzić puławski Park Czartoryskich. Jest to zacisze gdzie można odpocząć od miejskiego szumu i o to chodzi, że rzadko są tam tłumy, a właściwie, to nigdy. Można spacerować wzdłuż parkowych alejek pośród dziesiątków, często egzotycznych gatunków drzew, a także zobaczyć kilka zabytków, takich jak Pałac Czartoryskich, Dom Gotycki, Świątynia Sybilli (pierwsze muzeum narodowe w Polsce) czy Domek Chiński. Coś zjeść także jest gdzie. Polecam El Tiempo, Hanoi, Sushi Studio, Central Park Bistro, Pierogarnia u Kucharek, Sushi Garden czy The Local. O pizzeriach nawet nie wspominam, bo jest ich od za... Po prostu dużo.

Ogólnie Puławy-Kazimierz-Nałęczów i Lublin to promień około 50 km. Przyjeżdżając tutaj na np. na tydzień można obskoczyć wszystkie te miasta. Zamość jest już trochę dalej, ale też warto. Sandomierz to inne województwo.

09.06.2020 12:51
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Bardzo dobrze, że Scott mimo wieku nadal myśli o tworzeniu filmów w tym uniwersum, bo cały czas ma ono ogromny potencjał. Niezależnie od tego czy zostanie on wykorzystany w kolejnych filmach czy nie - ciesze się, że mogą one powstać. Naiwnie jednak wierzę, że coś może z tego wyjść. Uniwersum jest bardzo bogate i w filmach można pokazać mnóstwo nowych rzeczy, których dotąd na ekranie nie mieliśmy okazji zobaczyć. Zresztą za robotę mogą się wziąć także inni reżyserzy, nie musi to być przecież Scott. Szkoda, że projekt Blomkampa nie wypalił, może jeszcze kiedyś do tego wróci? Kto wie. Być może spojrzenie reżysera z młodszego pokolenia byłoby czymś dobrym dla uniwersum. Ogólnie jestem zdania, że zasługuje ono na wiele filmów, a pomysły na fabułę i historię można mnożyć - nie ma tu mowy o wyczerpaniu materiału.

Co uważam o częściach , które już powstały z tym uniwersum?

Obcy - Klasyka gatunku i kina w ogóle, idealne połączenie horroru z sci-fi. Ksenomorf nie ukazuje się zbyt często, ale jego obecność czuć cały czas. Nieprawdopodobny klimat co czyni ten film absolutnie wyjątkowym. 10/10.

Obcy 2 - Podobnie jak poprzednik - klasyk. Jak dla mnie idealne połączenie tak popularnego w latach 80-tych kina akcji z sci-fi i nutką horroru. Hordy Ksenomorfów, Królowa, dużo strzelania i nieustanne napięcie - 10/10.

Obcy 3 - Część w moim odczuciu niedoceniona, a trochę niesłusznie. Sam pomysł umieszczenia miejsca akcji w opustoszałej kolonii karnej/hucie na niezbyt gościnnej planecie w czeluściach kosmosu był świetny. Buduje to mroczny i dość ciężki klimat co na pewno jest pożądane przy filmie z Ksenomorfem w roli głównej. Dodatkowo nowy rodzaj Ksenomorfa, inny niż ukazane wcześniej. 8/10.

Obcy 4 - najbardziej niedoceniona część z klasycznej tetralogii filmów i w zasadzie tutaj się nie dziwię, bo jest to obiektywnie najsłabszy film z pierwotnej serii. Ale czy oznacza to, że jest słaby? Według mnie nie. Mam do niego duży sentyment przez oglądanie go w dzieciństwie, ale nawet po latach uważam, że jest to niezły film. Oczywiście fabularnie wypada słabiej niż poprzednie filmy, jest więcej nieścisłości, ale do przełknięcia. Klon Ripley, eksperymenty genetyczne, parszywa twarz Johnera i w moim odczuciu także Newborn, postać tak groteskowa, że aż intrygująca. 7/10.

Aliens vs Predator - film do którego mam sentyment, bo także oglądałem go w podstawówce. Wtedy bardzo mi się podobał. Po latach to już nie to samo, aczkolwiek nie uważam, by był to film bezczeszczący uniwersum. Nieco kiczowaty, aktorstwo nie porywa, fabuła też, ale dla mnie film przyjemny do obejrzenia. Walki Ksenomorfów i Yautja robią wrażenie. Sojusz człowieka z wojownikiem Yautja nie był w filmie czymś nowym w uniwersum - tak, oczywiście komiksy ;) Zresztą jak same walki Predatorów z Obcymi. 7/10.

Aliens vs Predator: Requiem - badziew straszny i tutaj akurat nie ma co do tego wątpliwości. Wieje kiczem i tandetą na kilometr, aktorstwo słabiutkie i można by tak wymieniać. Plus taki, że po raz pierwszy pojawiła się postać Predaliena. I to by było na tyle z plusów chyba. Swoją drogą ten rodzaj Ksenomorfa mógłby zostać ukazany w lepszym filmie, bo sama postać bardzo ciekawa. 4/10.

Predator - klasyk, Arnie w świetnej formie, komandosi, dzika dżungla i prawdziwa rzeź z Yautja w roli głównej. Oglądałem za dzieciaka i podobnie jak filmów z Obcym cholernie bałem się i tego dzieła. 9/10.

Predator 2 - niedoceniony sequel, a moim zdaniem trzymał nadal naprawdę dobry poziom. Świetna rola Glover'a w przerwie od gry w Zabójczej Broni. Drugi człowiek, który w filmie postawił się przedstawicielowi Yautja. 8/10.

Predators - nie porwał mnie ten film, chociaż pojawienie się nowej odmiany Yautja na plus. 6/10.

Predator (2018) - kiczowaty i bardzo, bardzo średni film. Nie chce mi się nawet więcej pisać. 4/10.

Prometeusz - film fajny, ale z bardzo niewykorzystanym potencjałem i bardzo okrojony w finalnej wersji w stosunku do pierwotnej wersji scenariusza, która zakładała pokazanie widzom znacznie, znacznie więcej. I naprawdę szkoda, bo film i sama tematyka Inżynierów, ich eksperymentów, planów wobec Ziemi i ludzi i motywy którymi się kierowali warte były ukazania szerokiej publiczności. Mimo niedosytu film dobry z ciekawym klimatem. Polecam zobaczyć usunięte sceny. Są świetne, m.in. znacznie dłuższa rozmowa z wybudzonym ze snu Inżynierem, dłuższa scena z pościgiem Inżyniera za Shaw i zupełnie inny zmutowany Fifield, który moim zdaniem wyglądał dużo lepiej w usuniętej scenie, zdecydowanie bardziej "ksenomorfowato", a nie jak zombie w finalnej wersji. Usunięto także ciekawą koncepcję istoty ksenomorfopodobnej, która pierwotnie miała pojawić się w filmie i stanowić istotną postać (prawdopodobnie wzorowany na tej istocie był Neomorf z Przymierza). Epizodu Diakona w końcówce filmu nie liczę. 7/10.

Obcy: Przymierze - kolejny film z ogromnym, acz nie do końca wykorzystanym potencjałem. Sama historia Davida bardzo ciekawa i mogliby to dalej rozwijać, podobnie jak całą historię Inżynierów. Pomysł z zarodnikami oraz Neomorfami moim zdaniem ciekawy, same istoty intrygujące i przerażające, mnie się akurat spodobały. Specyficzny rodzaj Ksenomorfa również warty uwagi. Mnie w kinie dobrze się to oglądało, chociaż nie ma podjazdu do starszych części - to oczywiste.
I nie, David nie stworzył Ksenomorfów, jak czytałem na wielu forach. Kompletna bzdura. Statek Inżynierów z jajami, który odkryła w 2122 roku ekipa Nostromo znajdował się na LV-426 od setek lub nawet od tysięcy lat. Akcja Przymierza była gdzieś w okolicach 2104 roku. Ksenomorfy istniały dużo wcześniej. Dla mnie to oczywiste, ale dla niektórych nie. 7/10.

Ogólnie na filmach o Obcych się wychowałem. Widziałem jako dzieciak jakieś fragmenty w TV i do dzisiaj pamiętam jaki obsrany byłem gdy pierwsza część leciała na Polsacie po 22 z czerwonym kwadracikiem. Ponadto w podstawówce wujek zgrał mi na płytki wszystkie części od 2 do 4 i obejrzałem je wiele razy jako dziecko. Koszmary w nocy były, ale złapałem niesamowitego bakcyla na całe uniwersum. W podstawówce namiętnie ogrywałem AvP 2, która jest jedną z moich ulubionych gier do tej pory - na równi z Mafią, GTA 3, Vice City, Call of Duty 1 i 2, SimCity 3000 i 4, The Sims czy Underground 2. Tak cholernie przydałby się remake pierwszej i drugiej części Aliens vs Predator. Dlatego też do każdego filmu z klasycznej serii (1-4) mam ogromny sentyment.

Ukazanie historii rozbitego okrętu Inżynierów, tego dlaczego przewozili tysiące jaj Ksenomorfów na pokładzie statku, dlaczego się rozbili, czy oni stoją za ich stworzeniem - to fantastyczny materiał na film z ogromnym potencjałem. Znając upodobania tej rasy do zabawy z genetyką i eksperymentowaniem z Czarną Mazią bardzo możliwe, że to oni stoją za stworzeniem Ksenomorfów, które stworzyli jako broń biologiczną. Jednak po drodze coś poszło nie tak... Można by ukazać całą historię wraz z nowymi rodzajami Ksenomorfów, których nigdy na ekranie nie mieliśmy okazji oglądać, np. tego osobnika, który wydostał się z ciała martwego Inżyniera we wraku na LV-426. Jak wyglądał, co stało się z resztą załogi okrętu? Dlaczego coś poszło nie tak? Pytań multum, aż prosi się, by na nie odpowiedzieć w wysokobudżetowym filmie.

Zresztą uniwersum to nie tylko kwestia Inżynierów i ich eksperymentów biologicznych co ma właściwie nieograniczony potencjał czy też historia rozwoju ludzkiej technologii i androidów jak David (co swoją drogą także zasługuje na osobny film). Można by tworzyć filmy z historią alternatywną w tym uniwersum lub ukazywać wydarzenia na innych ciałach niebieskich, w innych częściach kosmosu. Nigdy w filmach nie mieliśmy okazji widzieć Pretorianów, Palatynów, Cesarzowej Ksenomorfów, Królowy Matki czy wielu innych rodzajów Ksenomorfów, które przewijały się w grach i komiksach. W pierwotnym scenariuszu Prometeusza miała pojawić się istota zwana Beluga-Xenomorph. Istota niezwykle ciekawa zważywszy na jej budowę i fizjonomię, otóż nie miała kości i mogła przeciskać się przez szczeliny. Dokonała rzezi załogi. Niestety pomysł ten porzucono, a postawiono jedynie na ukazanie Diakona na samym końcu filmu. Ciekawe czy w ogóle kiedykolwiek dowiemy się co stało się z istotą narodzoną w tak złożony sposób jak Diakon z Prometeusza.

Sama geneza tej istoty robi wrażenie. Czarna Maź z obiektu Inżynierów --> David zakaża Hollowaya tym patogenem --> Holloway uprawia seks z Shaw ---> Holloway umiera z powodu infekcji ---> Pomimo bycia niepłodną Shaw zachodzi w ciążę ---> Shaw rodzi obcą istotę podobną do ośmiornicy, która rośnie potem do niebotycznych rozmiarów i przypomina "Twarzołapa" ---> Istota ta zapładnia Inżyniera ---> Powstaje Diakon. I pomimo takiej złożoności powstania tej istoty nic o niej praktycznie nie wiemy. Przydałoby się rozwinąć ten temat.

Ogólnie Prometeusz został strasznie okrojony względem pierwotnej wersji scenariusza i gdyby pozostawiono to tak jak było - film odpowiedziałby na dużo więcej pytań. No ale to też zostawia furtkę na kolejne części i historie.

Jestem również zdania, że mogliby stworzyć film opowiadający nieco więcej o kulturze Yautja.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-06-09 13:00:53
08.06.2020 07:59
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Mafia -ogólnie całe zakończenie, ostatnie słowa Sama przed tym jak Tommy go zastrzelił, ostatnie chwile Tommy'ego i jego śmierć z narracją bohatera o tym jak skończył, o zasadach i o tym czego chce się od życia.

Mass Effect 1/2/3 - było wiele scen, które mnie wzruszyły. Śmierć naszych towarzyszy, świetny, klimatyczny soundtrack.

Red Dead Redemption 2 - ostatnie słowa Arthura do Abigail o Johnie, ostatnia jazda na koniu Arthurem przy klimatycznej piosence, śmierć Arthura, porzucenie Johna przez Abigail (list), powrót Abigail i cały etap z oświadczynami. Było kilka momentów, trzeba przyznać.

To tak na szybko.

03.06.2020 09:00
Pizystrat
2
odpowiedz
12 odpowiedzi
Pizystrat
128

To co się teraz dzieje tylko pokazuje jaki ten świat jest chory i przepełniony absurdem, podwójnymi standardami i niesprawiedliwością.

Biały policjant w czasie bardzo niefortunnej i brutalnej interwencji zabija czarnoskórego mężczyznę. Czy ten człowiek zasłużył na takie potraktowanie? Nie sądzę, przynajmniej z dostępnych nagrań i relacji świadków gość nie stawiał znaczącego oporu przy zatrzymaniu, nie był też typem groźnego bandziora. Czy zasłużył na śmierć? Absolutnie nie. To co się z nim stało zasługuje na potępienie, a policjant na zasłużoną karę. Będzie sądzony jako morderca, został wydalony ze służby, zostawi go żona. Jego świat w jednej chwili się zawalił przez to co zrobił i to jest dla niego kara.

Natomiast to co dzieje się na świecie w związku z tą sytuacją jest dla mnie kompletnym szaleństwem i absurdem, chyba wszystkie lewaki świata wylazły ze swoich nor wykorzystując śmierć tego biednego człowieka do prawienia swoich bzdur.
No i oczywiście najwięcej do gadania mają nieroby żyjące z socjalu. Śmierć czarnoskórego z rąk białego to zawsze dobry pretekst do ataków.

W ogóle nie potrafię zrozumieć na jakiej podstawie ktokolwiek może stwierdzić, że to jak ten policjant potraktował tego człowieka miało podtekst rasistowski i zrobił to z pełną celowością, bo był czarny. No jak? W jaki sposób? Równie dobrze ten sam policjant mógł w identyczny sposób potraktować Chińczyka, Polaka, Niemca, Meksykanina czy Rosjanina za to samo przewinienie. Bo po prostu może jest takim typem człowieka, jest bydlakiem i chamem i zwyczajnie tak traktuje ludzi. Padło na czarnoskórego, ale to mógł być każdy. I już wielka mowa o rasizmie, bo zginął czarny. Gdyby ten sam policjant w taki sam sposób zabił białego, to czy ktokolwiek robiłby jakieś akcje? Jeśli już, to tylko lokalnie. A tu świat na głowie stanął.
Gdyby to był czarny policjant, jakich dużo przecież i gdyby on w taki sam sposób zabił białego zatrzymanego, to czy biali wyszliby na ulice w ramach protestów i rozwalali by wszystko na swojej drodze, a cały świat ogarnęłaby akcja "white lifes matter"? No oczywiście, że nie. Zamiotłoby się to pod dywan, niefortunna interwencja, czarny policjant prawdopodobnie zostałby zwolniony z pracy, osądzony i tyle w temacie.

Chodzi o paranoję, która w tym momencie się rozgrywa. Nie rozumiem tego. Nigdy nic nie miałem do czarnych ludzi. To są ludzie jak każdy inny. Uwielbiam czarnoskórych aktorów jak Smith, Freeman, Murphy, Glover. Uwielbiam czarnoskórych sportowców, w tym dziesiątki piłkarzy. Uwielbiam czarnoskórych muzyków. Wiem, że wśród czarnoskórych jest mnóstwo ludzi wykształconych i służących społeczeństwu- lekarzy, prawników, strażaków, policjantów, ratowników, urzędników. Tak samo jak wiem jak dużo jest wśród nich ludzi żyjących na socjalu, na ulicy, większych i mniejszych rzezimieszków oraz osób bawiących się w gangsterkę. Biały może być zły, tak samo jak czarny może być zły. I w drugą stronę. Jednak nie trzeba raczej żyć w USA czy Francji by wiedzieć, że powszechna opinia przedstawiająca czarnych jako nierobów i niebezpiecznych ludzi nie wzięła się znikąd. Te wszystkie getta, dzielnice murzyńskie - mało kto chciałby tamtędy iść wieczorową porą, prawda? Najgorsze dla mnie jest to, że jak biały zabije czarnego, to jest wielka afera, często na cały świat. Ale gdy czarny zabije białego - cisza, nic się nie stało. Chore i nienormalne.

Ja rozumiem, że niestety w dużej mierze czarni są bardzo wyczuleni na punkcie krzywd ze strony białych ludzi. Znam historię i wiem, że taka mentalność nie wzięła się z kosmosu. Latami byli upokarzani na każdym kroku, byli niewolnikami i ludźmi bardzo nisko w hierarchii społecznej. Stąd to przewrażliwienie i bardzo głęboko zakorzenione kompleksy. Ja to wszystko rozumiem, naprawdę. Ale czy z powodu śmierci czarnego człowieka z rąk białego policjanta należy robić takie manifestacje siejące totalny chaos i zniszczenie w miastach? Co do jasnej cholery da czarnym niszczenie i okradanie sklepów? A może to tylko wykorzystywanie śmierci ich "brata" do tego, by móc bezkarnie kraść, niszczyć i krzywdzić niewinnych białych ludzi? Czy śmierć czarnego to powód, by napadać i niszczyć sklep białej starszej kobiety, która broniąc swojego życiowego dobytku zostaje brutalnie pobita wielką, grubą deską i skopana na ziemi przez trzech czarnych bydlaków? Świat jest popieprzony.

Dla mnie ten policjant zabił CZŁOWIEKA, a nie murzyna. CZŁOWIEKA. I szkoda mi go tak samo jakby zginął ktokolwiek inny. Ale oczywiście cały świat HURRR DURRR, bo zginął murzyn zabity przez białego. Tak jakby właśnie ten czarnoskóry facet był jakiś inny, a nie zwykłym człowiekiem jak każdy z nas. Wchodzę na Facebooka i na tablicy większość polubionych przeze mnie stron dotyczących konkretnego filmu, oficjalne konta aktorów, sportowców a nawet klubów jak Arsenal - wszystko czarne lub z postem dotyczącym wielkiej solidarności z wielce pokrzywdzonymi czarnymi ludźmi. Filmiki jak biali idioci klękają przed czarnymi (z jakiego powodu do cholery??). Paranoja i absurd. Gdyby wszyscy biali ludzie zmówili się i zorganizowali czarnym ludobójstwo, wymordowali całą dzielnicę czarnych, to jeszcze bym mógł zrozumieć takie poruszenie. Ale w takim wypadku? Za cholerę.

Zawsze przed ocenianiem innych trzeba zacząć od siebie i zastanowić się, co można poprawić. Hipokryzja która ogarnia teraz świat jest niepojęta, to zatrważające. Czy kogokolwiek obchodzi, że czarny pobije czy zabije białego? Czy kogokolwiek obchodzi, że czarni prawie zatłukli białą staruszkę pod jej domem/sklepem? Kogoś obchodzi, że niszczą miasta? Nie. Oni mogą, są usprawiedliwieni, bo biały policjant zabił jednego czarnego podczas interwencji. Więc czarnoskóre gangi mogłyby urządzić rzeź białych i rozstrzelać w środku miasta białych ludzi, a i tak byłoby to pewnie usprawiedliwione. No bo przecież biały zabił czarnego.

Nie. Nie ma żadnego usprawiedliwienia takich zachowań. Absolutnie żadnego.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-06-03 09:04:09
03.06.2020 07:42
Pizystrat
Pizystrat
128

Drackula
Pizystrat, jelsi lubisz sie bawic w projekty to bym polecal raczej Jaguary z lat 90tych. Znajomy z poprzedniej pracy sie w to bawi i mowi ze jest calkiem niezle pod wzgledem finansowym, bo istnieje dosc duzy rynek nieoficjaklnych czesci do tych maszyn.

Jaguary są świetne pod względem wizualnym i podobają mi się, szczególnie te z lat 90 (np. piękny XJ albo XK). Jednak ja właśnie słyszałem, że bezawaryjność nie jest ich mocną stroną. Słyszałem, bo sam osobiście nie jeździłem Jaguarem, ale czytałem trochę opinii użytkowników. Nie wątpię, że te auta nadają się do takiego porządnego tuningu (nie mylić z wieś-tuningiem). Jednak samochody japońskich marek jak Nissan, Toyota, Lexus, Mitsubishi, Subaru czy Honda wręcz kojarzą się z tuningiem i środowiskiem pasjonatów projektów wizualno-mechanicznych - i chyba nie bez powodu. Jaguar w zasadzie bardziej kojarzy mi się z klasyczną arystokratyczną elegancją, przynajmniej te z lat 90.

01.06.2020 10:12
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Punto to na pewno sympatyczne auto, ale nie sądzę by kiedykolwiek stało się klasykiem. To samochody, które produkowano masowo. Może, może... jeśli miałbyś to auto i niezwykle o nie dbał przez jakieś 15-20 lat, to byłaby taka szansa. Ale czy jest sens bawić się tyle z takim autem tylko po to, by coś udowadniać jakiemuś gościowi? No nie wiem. A niech sobie gada co chce. Grunt, że Tobie to auto się podoba, lubisz je i spełnia Twoje oczekiwania. W pełni rozumiem także przywiązywanie się do rzeczy, bo ja mam trochę podobnie. Uważam jednak, że na siłę nie ma co komuś udowadniać i jak przyjdzie na to czas, to po prostu kupić nowe auto. Oczywiście zrobisz jak uważasz :)

Mam dobrego kumpla, który ma Punto II przed liftingiem. Ten samochód to jego oczko w głowie i świata poza nim nie widzi. Zapiera się, że nigdy go nie sprzeda, że zawsze będzie jego i takie tam. Mówi wręcz o miłości do tego auta. Chwali się co rusz, że na ekspresowej 160 km/h wycisnął z niego i że wyprzedza nowe BMW. Auto bez jakiejkolwiek elektroniki, a psuje się niemiłosiernie. Co chwila ma jakiś problem z nim i jeździ po mechanikach, ale on nic sobie z tego nie zrobi. Póki da się naprawić- naprawia i jeździ dalej. Podchodzi to już pod fanatyzm, co raczej jest niezdrowe. To kawał rzęcha, ale no przywiązał się do tego samochody na tyle, że nie wyobraża sobie sprzedaży tego samochodu i kupna czegoś lepszego. A naprawdę, ja sam mógłbym napisać solidne wypracowanie na temat tego co działo i dzieje się w tym aucie, oczywiście na podstawie jego opowieści. I czy jest w tym sens? Nie ma żadnego, ale to jego życie i jego prawo, tak więc robi jak mu się podoba.

Co chyba najśmieszniejsze, zaoferował mi, zupełnie serio, na 100% poważnie, że chętnie zawiezie mnie tym jego Punto na ślub, jak w przyszłości będę się żenił. Po co będę wynajmował jakieś limuzyny, jak on może mnie rozpadającym się trzydrzwiowym Punto zawieźć pod kościół, (to jego słowa, oprócz "rozpadający się") pomijając już nawet fakt, że ja sam mam sporego sedana Lexusa i bez wstydu można by nim jechać nawet na ślub. Ale nie. Jego Punto najlepszy samochód świata, jedyny, niepowtarzalny, najszybszy i najpiękniejszy. Chłopak oderwany od rzeczywistości - całkowicie. Nadmienił tylko, że specjalnie na taką okazję odrestaurowałby go, odpicował tak, że wszystkim by gacie opadły z wrażenia, tylko musi trochę zarobić, by było go stać na taką "renowację". Szczerze, to wolałbym już pojechać starym Ursusem na ślub. Przynajmniej oryginalnie. To taka tam anegdota. Nie idź tą drogą, bo wszystko powinno mieć swoje racjonalne granice ;)

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-06-01 10:12:59
01.06.2020 09:14
Pizystrat
Pizystrat
128

No, jak kogoś nie stać na lepsze to wiadomo, że takie jest najlepsze. Lepszy tani gruchot bez elektroniki, niż tani gruchot z elektroniką, która faktycznie może wtedy sprawiać problemy, bo zawsze to więcej rzeczy do popsucia się. Jakbym miał do wydania np. 4000 zł na samochód to jasna sprawa, że wolałbym w takim budżecie kupić auto z jak najmniejszą ilością elektroniki. Ale generalizowanie, że w każdym przypadku lepsze jest auto bez elektroniki to dla mnie absurd i bzdura, co słyszę u ludzi, którzy jeżdżą starymi rzęchami, które to ani nie są klasykami, ani youngtimerami, tylko po prostu kupą złomu. I właśnie w ten sposób usprawiedliwiają sobie jazdę takimi samochodami, że takie najlepsze, bo bez elektroniki i nic się nie psuje. Oczywiście to, że kogoś nie stać na lepsze auto to żaden wstyd. Nie stygmatyzuje takich osób, samochód to samochód i jaki by nie był, to ma po prostu jeździć i każdy kupuje auto we własnym budżecie. Chodzi tylko o bzdurne argumentowanie jeśli kogoś nie stać na coś lepszego. Od razu na myśl przychodzi mi somsiad janusz ze swoim tanim gruchotem, który zazdrości drugiemu somsiadowi nowej fury, żal mu dupsko ściska i najlepsza maść na ból dupy nie pomaga, ale za to najczęściej powtarzanym argumentem przez niego jest to, że i tak ma lepsze auto od somsiada, bo nie ma elektroniki i się nie psuje. Sam w to nie wierzy, ale przecież nie może być gorszy od somsiada.

I nie mówię akurat o Tobie, bo skoro miałeś do wydania 100 000 zł na auto, to znaczy, że Cię stać na dobre auto. Kompletnie nie rozumiem tego strachu przed elektroniką w nowych samochodach. Żyjemy chyba w 2020 roku, więc normalne, że technologia jest wszędzie. A pierdzielnie o tym, że to co elektroniczne to się psuje jest bzdurą i wrzucaniem wszystkich samochodów do jednego wora . A jest pierdyliard samochodów z duża ilością elektroniki, w których elektronika jest ostatnią rzeczą, jaka może się popsuć. W szkodliwość 5G też wierzysz i palisz wieże?

29.05.2020 12:13
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Niestety nowa aktualizacja która pobrała się wczoraj zepsuła mi grę. Pomimo podjęcia kilkunastu prób nie udało mi się gry uruchomić. Wyskakuje ciągle błąd 16007. Szkoda, bo akurat wczoraj miałem mnóstwo czasu na rozgrywkę... Nie znalazłem też rozwiązania tego problemu, a sporo osób to ma.

29.05.2020 08:52
Pizystrat
Pizystrat
128

218 koni z napędem na tył wydawało mi się naprawdę niebiezpiecznym połączeniem do którego trzeba podchodzić z respektem. Teraz, gdy mam takie auto okazuje się że lekko ponad dwieście koni nie jest wcale takie potężne. Owszem, przy niskich prędkościach po wciśnięciu gazu w podłogę samochód jest narowisty, ale przy 90 km/h gdy chce się kogoś wyprzedzić (nie, nie na trzeciego i nie na zakazach) to auto po prostu przyspiesza a chciałoby się żeby też tak wyrywało. Chyba zgodzisz się że im krócej trwa manewr wyprzedzania tym lepiej, bezpieczniej.

Ja w swoim Lexie mam 227 kuni i uważam, że trzeba mieć respekt do tył napędu. Zresztą, nawet jakby był o połowę słabszy, to nadal bym tak uważał. Do takiego auta trzeba się przyzwyczaić, bo samochód zachowuje się inaczej, niż z napędem FWD. Moc nie jest potężna, to jasne, ale przy idiocie za kierownicą nie ma aż takiego znaczenia, bo rozpierniczy się prędzej czy później niezależnie od mocy silnika, w szczególności jak przyjdzie mu do głowy latać bokiem na każdym skrzyżowaniu po deszczu. Jeśli chodzi o zbieranie się z tą mocą to spod świateł jest bardzo dobrze, natomiast przy wyprzedzaniu przy prędkości 90-120 km/h jest u mnie duży zapas mocy i przy bucie w podłogę to naprawdę bardzo sprawnie i szybko wyprzedzam inne auta. Zresztą jak na esce jadę np. 150 czy 160, gaz w podłogę, to idzie jak burza ładnie dalej. Dużo zależy od momentu obrotowego i wagi auta, wiadomo.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-29 09:31:28
29.05.2020 08:18
Pizystrat
odpowiedz
4 odpowiedzi
Pizystrat
128

@holmes27
Cudo. I do tego 1jz. Zazdroszczę

Dzięki. Tylko w GS 300 drugiej generacji montowali 2JZ-GE ;)

@NewGravedigger
No tak, ciekawy jestem czy zachowuje to płynność i czy dałoby się np. wepchnąć androida ;)
I nic więcej? Skrzynia? Przekładnie? Amortyzatory?

Tak jak napisałem, jest bardzo płynne. Panel klimy, radia, komputera pokładowego i nawigacji reaguje niemal wzorowo na dotknięcie palcem, nie ma opóźnień i przycięć. Jakość wyświetlanego obrazu także jest bardzo dobra, nie ma wyraźnych pikseli, tylko z takiej odległości jak się siedzi to żyleta. Wiadomo, że tło jest takie staromodne, ale nie przeszkadza mi to. Wiadomo, że można byłoby to wyjąć i wsadzić jakiś tablet, ale ja nie czuję takiej potrzeby. Przeprogramować to nie wiem, bo jak mówiłem już wcześniej, nie zagłębiałem się w ten temat. Dobrze to wygląda tak jak jest.
Skrzynia sprawuje się dobrze, przekładnie także. Amortyzatory - sprawdzałem je w kilku różnych miejscach od momentu zakupu (często po prostu przy okazji) i szczerze - jak na 20-letnie auto - wzór, bez żadnych uwag. Nic nie wymieniałem w tych elementach i oby tak pozostało jak najdłużej. Chociaż ja jeżdżę po Lublinie bardzo dużo, a Lublin to dziura na dziurze, studzienka na studzience, niestety.

A, przypomniało mi się, że odpadła mi plastikowa osłona pod skrzynią biegów i spaliła się żarówka w reflektorze :) No ale to szybko zostało ogarnięte.

@bisfhcrew
Ja bym radia nie wymieniał. Przy niemal 20 letnim aucie w dobrym stanie, taki oryginał dodaje jedynie klasy.

Dokładnie, mam takie samo zdanie.

cswthomas93pl @bisfhcrew
Ja też nie - skoro wystarcza i gra należycie.
No i lepiej żeby Ci skrzynia nie odmówiła posłuszeństwa, bo zaboli (odpukać:)

E tam, nie wiem dlaczego ludzie mają takie spojrzenie na automaty. Czy może w tym Lexusie skrzynia jest jakoś specjalnie awaryjna?
Automat zanim "odmówi posłuszeństwa" to da jakiś objaw, że coś jest nie tak. Wtedy naprawy są jeszcze w miarę tanie. Najczęściej komputer i tak poinformuje nas o tym że coś się dzieje.

Tak, wiele osób uważa, że automat spoko spoko, wygoda, ale jak się zepsuje, to finansowa kaplica i skarbonka bez dna. No ale to nie do końca prawda. Akurat w tym Lexusie automat to obok silnika jedna z ostatnich rzeczy, która może się zepsuć. Te modele nie miały problemów ze skrzyniami, zresztą produkowano je tylko i wyłącznie z automatem. Oczywiście nie ma reguły i o skrzynię trzeba dbać, tak samo jak o stan płynów w aucie. Bez tego nawet najtrwalszą skrzynię i silnik się zajeździ i potem czekają spore koszty. Póki co - u mnie wszystko gra. I mam nadzieję, że tak będzie jeszcze przez długi czas. W lipcu jadę na kontrolę, wymienię wszystkie płyny + ogólnie sprawdzą mi stan auta. Profilaktyka jest wskazana.

@NewGravedigger
ach, dopiero teraz zobaczyłem, że tam jest 57000 km

Dla ścisłości, tam jest 5640,9 km, tryb TRIP. Moje auto ma ogólnie około 270 000 km przebiegu.

Ogólnie w przyszłości może uturbię sobie to autko, jak będzie mnie stać. Auto nadaje się do ciekawych projektów, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-29 08:40:16
27.05.2020 12:41
Pizystrat
odpowiedz
5 odpowiedzi
Pizystrat
128

Chodzi Ci o wyświetlacz radia? Wyświetlacz jak wyświetlacz, to 2001 rok. Jaki ma być? Nie orientowałem się, czy da się przeprogramować, bo ten mi póki co odpowiada. Jak mi się znudzi to może coś bym kombinował w tym temacie. I tak jak na 2001 rok to nie ma pikselozy, wyświetlanie liter i cyfr jest ostre, ekran jest dotykowy i działa bardzo, bardzo płynnie, nie zacina się. Na fotografii tego nie widać.

Ile w niego włożyłem, można zapytać. Kilka uszczelniaczy puszczało, gdzieś pod silnikiem i przy wale korbowy + wymienili mi pasek rozrządu i wymieniłem chłodnicę. Myślę, że całość w około 2500 zł się zmieściłem. No więc poza takim standardem to tylko ta chłodnica, była nieszczelna, więc ją wymieniłem.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-27 12:46:16
27.05.2020 10:45
Pizystrat
2
Pizystrat
128
Image

2...

27.05.2020 10:45
Pizystrat
3
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128
Image

Moje autko, Lexus GS 300 MK2, 2001. Kupiłem go za 25 000 zł blisko rok temu od prywatnego właściciela. Były w nim pewne rzeczy do zrobienia z racji wieku i zużycia eksploatacyjnego, ale generalnie są to raczej mało awaryjne auta z bardzo dobrymi silnikami. Mój egzemplarz jest w bardzo dobrym stanie, każdy kto miał okazję ze mną jechać chwali, że bardzo dobrze utrzymane wnętrze i kompletnie nie widać, że to auto ma blisko 20 lat. Jak mówię jaki to rocznik, to się dziwią.

Silnik to benzynowa (bez LPG) 3-litrowa R6-stka o mocy około 227 KM (167 kW) w moim przypadku. Zapewnia to przyśpieszenie w około 8 sekund do setki. Auto ogólnie żwawe i zrywne, dodatkowo napęd na tył, więc też trzeba jednak mieć do tego pewien respekt. Dźwięk silnika i wydechu przy przyśpieszaniu to jak wiadomo ciekawa sprawa, w końcu R6, a wydech nie jest fabryczny, bo został wymieniony przez poprzedniego właściciela. Autko nieco obniżone, felgi 18 cali, przyciemnione tylne szyby i według mnie fajny kolor, akurat pod mój gust to wszystko, więc raczej dobrze trafiłem, jeśli chodzi o ten model. Oczywiście auto jest w automacie. Trochę szkoda, że to nie jest GS 430, no ale nie narzekam.

Wyposażenie jak na auto z 2001 roku dobre. Jasna skóra do dzisiaj w bardzo dobrym stanie, drewno, wysokiej jakości miękkie plastiki, podgrzewane fotele, bardzo wydajna klima, nawigacja (muszę tylko wgrać nowsze mapki), świetne udźwiękowienie, poduszki, kurtyny, wszelkie esp, asr i inne szmery bajery, nie ma na co narzekać i nie odstaje to bardzo od wielu nowych aut.

Spalanie w takim aucie ogólnie jest dość zauważalne, nie mam gazu, no ale dużo zależy od nogi. W mieście to jest 13-15 litrów, w trasie potrafię zejść do 8-9 litrów, więc już przyzwoicie. Mieszany, no to tak wyjdzie koło 11-12. Nie jest to ekonomiczne auto, ale nie jest też jakoś bardzo tragicznie.

Na razie, odpukać, nic się nie dzieje z autem pod względem mechanicznym i oby tak było jak najdłużej. Jedyne co jest do robienia teraz to niewielkie ognisko korozji na prawym tylnym nadkolu, no ale do przełknięcia. Tak poza tym wszystko cacy.

Dorzucam foty z wnętrza i mojego starego auta, Rovera 75 1.8 120 KM, którego sprzedałem 1,5 roku temu.

https://scontent.fwaw6-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/100478286_1129251557432096_6158244402448826368_n.jpg?_nc_cat=107&_nc_sid=b96e70&_nc_ohc=Rc0GGYSH8lsAX-sh9Te&_nc_ht=scontent.fwaw6-1.fna&oh=500e2e1dfce936277a19306f5b4a9ca2&oe=5EF5257C

https://scontent.fwaw6-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/100367198_853375241827407_6994892229139496960_n.jpg?_nc_cat=101&_nc_sid=b96e70&_nc_ohc=F42BBoI1qoUAX-f9Kbm&_nc_ht=scontent.fwaw6-1.fna&oh=97ea522464caeb360c776c3c35f116d7&oe=5EF26A38

https://scontent.fwaw6-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/100050982_566375907386019_4618913331695058944_n.jpg?_nc_cat=108&_nc_sid=b96e70&_nc_ohc=BxmNMQFyn9MAX9VUPXp&_nc_ht=scontent.fwaw6-1.fna&oh=d739f6b9d9c2870062825b7db8b09f1f&oe=5EF5AB12

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-27 11:00:38
26.05.2020 14:16
Pizystrat
Pizystrat
128

radas_b

Dzięki za cenne rady. Teraz już przynajmniej będę wiedział jak skutecznie dotrzeć do celu. Na pomoc nie byłoby mnie w żaden sposób stać, ponieważ miałem tylko około 300 kredytów, bo, być może głupio lub nie, postanowiłem kupić sobie giwerę w sklepie na Area 18. A pukawka konkretna i trochę kosztowała. Mam nadzieję, że się przyda. O ile oczywiście stan gry z wczoraj nadal będzie "zapisany".

Z wczorajszych błędów to w czasie rozgrywki miałem glitche kamery, np. kamera zewnętrzna blokowała się i nie można było zmienić jej ustawienia i jak zablokowała się z widokiem na bok statku, tak nic nie dało się już zrobić, nie reagowało nic. Tzn. przy ruszaniu myszka zmieniałem tor lotu statku, a kamera ani rusz. W widoku z kokpitu było normalnie.

26.05.2020 08:18
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Wczoraj nastąpił cud, ponieważ grałem w Star Citizena przez jakieś 6-7 godzin i ani razu nie wywaliło mi błędu, gra się nie zawiesiła ani nic z tych rzeczy. Kilka razy go sam wyłączałem ale było to zamierzone. Tego się nie spodziewałem.

Udało mi się dotrzeć do statku, ale ogarnięcie sterowania trochę mi zajęło. Poleciałem myśliwcem wykonać jakąś misję oddaloną o jakieś 65 000 000 km i był to kiepski pomysł, niestety jak zostało jakieś 12 000 000 km do celu, zabrakło mi paliwa. I tyle było z gry :) Nie wiem czy da się wtedy wezwać jakąś pomoc, ja tam nie umiałem i nie wiedziałem, więc cóż, wyłączyłem, no bo tak to leciałbym chyba 5 lat.

Generalnie jeśli gra zachowywałaby się tak jak wczoraj, to naprawdę da się w to grać. Pierwszej podejście było bardzo słabe, ale za drugim razem gra współpracowała bardzo dobrze. Ciekawe jak będzie w kolejnych dniach.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-26 08:19:31
25.05.2020 11:23
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Obcy. Widziałem kilka razy na Polsacie pierwszą część. Pozostałe części dostałem od wujka na płytach CD, czyli Decydujące Starcie, Trójkę i Przebudzenie. Za dzieciaka, czyli w wieku tak 7-11 lat robiło to na mnie ogromne wrażenie, bałem się niesamowicie, miewałem koszmary i bałem się ciemności, ale jednocześnie pokochałem uniwersum Obcego i jest to do dzisiaj jedna z moich ulubionych filmowych serii, a fascynacja tym światem nieprzerwanie trwa od małego i wiem praktycznie wszystko na temat tego uniwersum. Można powiedzieć, że wychowałem się na Obcym. W podstawówce ogrywałem też Aliens vs Predator 2, na które zwróciłem uwagę dzięki filmom. Oczywiście gra była piracka, od kolegi, który zgrał mi gierkę na płytę i przyniósł do szkoły. Do dzisiaj filmy te wzbudzają we mnie spore emocje, bardzo dobrze się starzeją, szczególnie jedynka i dwójka.

Predator. W TV oglądałem także Predatora, jedynkę i dwójkę. Cholera jasna, ale się tego bałem. No ale jako, że to to samo uniwersum co Obcy (dowiedziałem się o tym dopiero później), to do dzisiaj kocham te filmy i o Yautja wiem prawie wszystko :D No i oczywiście już tak nie straszy, ale nadal budzi respekt i podziw.

Szczęki 1, 2 i 3. Kolejna seria filmów, którą oglądałem za dzieciaka i do dzisiaj został do nich ogromny sentyment. Ja pierniczę, ile to razy śniło mi się, jak uciekam przed rekinem. Ile to razy wyobrażałem sobie, że łóżko to łódka, a poza nim jest woda i bałem się nogę czy rękę wystawić poza nie, bo bałem się, że rekin mnie złapie. Ile to razy gdy tylko w zapowiedzi filmu podczas bloku reklamowego usłyszałem tą przerażającą "szczękową" muzyczkę, od razu w panice wskakiwałem na łóżko. Koszmar dzieciństwa, ale jednocześnie kochałem i kocham te filmy, szczególnie pierwszą część, chociaż i druga była w porządku. Trzecia już słaba, ale jak byłem dzieckiem to także okrutnie bałem się tamtego rekina i tej muzyki, w głowie mam kilka scen z trzeciej części, które tkwią jak drzazga w mózgu :) I generalnie po dziś dzień gdy odpalę muzykę ze Szczęk na YouTube, mam ciary i automatycznie odczuwam dość spory lęk i niepokój i mam odruch odwracania głowy za siebie, by upewnić się, że nic tam nie ma :D

Langoliery. Nie wiem czy ten film/miniserial był dla dorosłych, ale w dzieciństwie robił ogromne wrażenie i bałem się tytułowych stworów pożerających... czas i materię, a także naszych bohaterów. Ogólnie bardzo ciekawy motyw stworzony przez Kinga w jego noweli, na podstawie której został stworzona ta produkcja. Leciało dawno temu na RTL 7 :)

Jest jeszcze jeden film, ale tytułu niestety nie pamiętam. Były tam jakieś stwory, które polowały na ludzi, łapiąc ich w jakieś jakby pajęcze sieci czy coś takiego, jednemu złapanemu wiercili czymś w głowie, taki obraz mi w głowie został. Było ich przynajmniej kilku, prawdopodobnie byli to jacyś kosmici. Pamiętam też scenę na łodzi, gdzie to coś grasowało i atakowało ludzi. Latami próbuję odnaleźć tytuł tego filmu, ale nieskutecznie. Gdybym odkrył i ponownie zobaczył ten film zapewne byłaby to niezła komedia :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-25 11:26:10
25.05.2020 10:02
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Star Citizen zainteresował mnie już kilka lat temu, chyba w 2015. Miałem wtedy laptopa gamingowego z GTX 870m na pokładzie. Każdy straszył tymi wymaganiami, że kosmiczne jak sama tematyka gry, a u mnie w 1600x900 śmigało to na wysokich w około 35-40 klatkach, więc naprawdę nieźle. Oczywiście gra była w bardzo wczesnym etapie rozwoju i tak naprawdę nie wiem czy dało się wtedy wylądować na jakiejkolwiek planecie, ale ja tego nie zrobiłem, tylko latałem po kosmosie statkiem. I właściwie nic więcej nie pamiętam, więc nie była to jakoś długa przygoda z tą grą. Nie pamiętam czemu przestałem grać.

Oczywiście sama tematyka i projekt gry bardzo działa na moją wyobraźnię i przez te wszystkie lata nie grałem, ale śledziłem rozwój gry i prawie każdą informację na jej temat. Trzymałem kciuki i w zasadzie nadal trzymam za tę produkcję, by w końcu została udostępniona graczom jako pełnoprawny produkt. Bo ambicje twórców z pewnością są duże, a sama gra w teorii ma być przepotężna i być czymś, czego gamingowy świat jeszcze nie widział. Zadanie arcytrudne, ale przy takich funduszach powinno być do zrealizowania. Pytanie tylko jak długo przyjdzie nam jeszcze czekać i czy w ogóle się doczekamy.

Bo samo założenie i projekt gry jest niebywały. To spełnienie marzeń wielu graczy, w tym moich. Bo zanim jeszcze w ogóle usłyszałem o Star Citizenie, marzyłem o grze, w której będzie można latać po kosmosie bez żadnych ograniczeń, lądować na każdej planecie, wykonywać jakieś misje, eksplorować, eksplorować i jeszcze raz eksplorować, a sama gra praktycznie nie miałaby końca i nigdy by się nie mogła znudzić, bo ciągle byłoby coś do odkrycia. I w teorii ta gra ma to właśnie oferować. Myślę, że głównie dlatego wzbudza tak ogromne zainteresowanie rzeszy graczy, którzy wierzą w ten projekt i wpłacają twórcom pieniądze, bo pragną takiej gry i by te wszystkie obietnice zostały spełnione.

Ja przez ten czas tylko obserwowałem. Kilka razy miałem ochotę kupić, ale zawsze powstrzymywały mnie opinie o tej grze i nie chciałem wyrzucać pieniędzy w błoto. No ale skoro teraz gra dostępna jest za darmo przez tydzień, no to skusiłem się i ją ściągnąłem. Oto moje wrażenia po ledwie godzinie gry, bo dłużej postaram się zagrać dzisiaj.

1. Gra jest nadal w wersji Alpha, co w zasadzie przy tak ogromnych funduszach jakie dostali i dostają od graczy twórcy i jednak kilku latach pracy jest trochę dziwne.

2. Zaczynamy od menu, które wita nas całkiem przyjemną muzyką. Mamy do wyboru kilka trybów. Ja wybrałem to ze swobodną eksploracją.

3. Pojawia się całkiem rozbudowany kreator postaci w którym możemy stworzyć naszego avatara. Niestety z nieznanych przyczyn kilka razy przy wyborze płci kreator... zawiesza się. Gra nie jest całkowicie zawieszona, bo można ruszać kursorem i podświetla się "przycisk" wyboru płci, ale to by było na tyle. Nie można cofnąć, nie da się zrobić nic. Alt + F4 lub Menedżer zadań i włączenie gry od nowa. Niestety przy kilku powtórzeniach działo się to samo. Dopiero co 3-4 raz udało się przejść dalej. Przyznam szczerze, trochę to niepoważne, by gra wieszała się już na poziomie tworzenia postaci.

4. Po stworzeniu postaci możemy wybrać sobie miejsce, w którym chcemy zacząć rozgrywkę. Mój pierwszy wybór padł na Area 18. Budzimy się w mieszkaniu, wstajemy i możemy rozpocząć eksplorację okolicy. Area 18 to zdaje się ogromne miasto na jakiejś planecie. W okolicy mamy tam sporo pomieszczeń, do których możemy wejść. Jest sklep z bronią i pancerzami, jest sporo budek z jedzeniem, pomieszczenie ze statkiem kosmicznym, wystawa/sklep z działkami do statków, są jacyś NPC, chociaż zauważyłem, że ich twarze dość często się powtarzają i są trochę jak manekiny. W zasadzie to całe miasto z poziomu platformy na której się znajdujemy robi naprawdę bardzo dobre wrażenie. Wszechobecne neony, bardzo wysokie wieżowce, latające transportery, a w dole widać coś na podobieństwo autostrad, po których śmigają "latające samochody". Towarzyszy nam też dość ciekawy soundtrack który buduje klimat tego miejsca. Całe miejsce ma takie cyberpunkowe klimaty, co jest jak najbardziej na plus i po prostu czuć, że jest się w odległej przyszłości. Nie będę kłamał - bardzo spodobało mi się to miejsce i przez jakiś czas napawałem się widokami i wsiąkałem w klimat świata przyszłości. Jednocześnie przy wszechobecnej futurystyce dzięki dziesiątkom rozwieszonych reklam wielu produktów wiemy, że w 2950 roku ludzie nadal piją piwo, napoje gazowane z automatów, jedzą burgery, korzystają ze zwykłych restauracji (jest nawet menu w dobrej jakości przed lokalem, gdzie można dokładnie wyczytać jakie napoje serwują), rozwieszają na ścianach zwykłe plakaty i malują po nich sprayem. To też mimo wszystko drobne, acz ciekawe smaczki. Ludzie ubrani są... dość zwyczajnie. Nie żadne tam kombinezony czy wymyślne stroje przyszłości rodem z filmów z lat 80. Zwyczajne spodnie, buty, koszula lub bluza. Mówię oczywiście o zwykłych NPC których mijałem.

5. I niestety po około 40 minutach eksploracji tego miejsca, gra się zawiesiła i nic nie można było zrobić. Alt + F4 i musiałem ją włączyć ponownie...

6. ... I ku mojemu zdziwieniu pojawił się ekran oczekiwania na swoją kolej, by wejść na serwer, ponieważ było przeciążenie. Trwało to dobre 5 minut, aż w końcu ponownie wszedłem do menu i zaczynałem wszystko od nowa, czyli kreacja postaci. Tym razem wybrałem "odrodzenie się" w hangarze. Gra szybko się załadowała, przebiegłem w nim może z 20 metrów i gra wywaliła mnie z crashem do pulpitu. Ok...

7. Włączam ponownie i znowu kolejka do gry. Kolejne 5 minut muszę czekać, by w ogóle wejść do menu. To trochę nieporozumienie. Ja rozumiem, że teraz gra w to pewnie dużo więcej graczy, ale bez przesady, żeby za każdym razem czekać w jakiejś kolejce. Udaje mi się dostać do menu, po czym gra zaczyna wieszać się na poziomie kreatora postaci. Znowu Alt+F4.

8. Włączam ponownie i... tak jest, kolejka do gry. Czekam tym razem nieco krócej, bo z 2 minuty. Ok, jest menu, kreator postaci i... znowu się zawiesza, nie da się nic zrobić. Podjąłem jeszcze dwie próby i działo się dokładnie to samo. Czyli Alt+F4, ponowne uruchomienie i kolejka do rozgrywki, wieszanie się na kreatorze i od nowa cały proces. W końcu dałem sobie spokój.

Dzisiaj podejmę kolejne próby gry, chciałbym wylecieć w kosmos i wylądować na jakiejś planecie, ale czy będzie mi to dane, nie mam zielonego pojęcia. Gra jest straszliwie niestabilna, crashuje się, wiesza bez powodu, ewidentnie są problemy z serwerami. 6 lat od wydania Alphy, a mam wrażenie, że w 2015 kiedy grałem w grę po raz pierwszy nie było pod względem technicznym tak źle. Optymalizacja jest niestety dość słaba. W Hangarze było przez chwilę bardzo płynnie, niestety w Area 18 z racji dużej przestrzeni i wielu detali było już gorzej. Da się grać, to jak najbardziej, jednak gra nie chodziła tak płynnie, a przy tym co jakiś czas lekko się przycinała. A sprzęt jak w sygnaturce - mam jednak co by tu nie mówić całkiem mocny. Ustawienia na jakich grałem to początkowo Very High w 1080p (automatycznie ustawiła to gra), ja jednak zmniejszyłem na High. Różnicy w wydajności nie uświadczyłem. Zresztą, ja mam RTX 2070S, a podobno na 2080 nie ma rewelacji jeśli chodzi o wydajność. Jest to trochę przegięcie. Ok, gra wygląda ładnie, jest już bardzo duża, ale pod tym względem powinno być jednak dużo lepiej.

Alpha Alphą, wiem, że mogą jeszcze to zoptymalizować i usunąć błędy/crashe, ale to już jednak 6 lat, a gra ciągle jest na etapie takim, że w pewnych chwilach jest po prostu niegrywalna. I nawet jakbym chciał zostać z tą grą po upływie tygodnia i dalej grać - nie zapłacę za coś, co będzie mnie wywalało do pulpitu co pół godziny lub wieszało się w menu. Bo niezbyt dobrą płynność w stosunku do mojego sprzętu to jeszcze mógłbym przełknąć, ale problemów czysto technicznych - już nie. Jestem zły, bo widać, słychać i czuć, że gra ma OGROMNY potencjał. Naprawdę, ogromny. I pytanie czy ten ogrom nie przytłoczy, jeśli już nie przytłoczył, twórców. Budują tak ogromny świat wypełniony wszelkimi zadaniami, planetami i detalami, jednak technicznie ta gra mocno kuleje, przynajmniej w moim przypadku. Czy można zjeść ciastko i mieć ciastko? No właśnie... Mimo to ja tam naiwnie wierzę w ten projekt, bo takiej gry rynek potrzebuje. Jednak nie dołożę do tego swojego grosza, przykro mi. A przynajmniej póki będą takie kwiatki techniczne. I to wszystko w przeciągu zaledwie GODZINY "gry".

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-05-25 10:14:13
30.04.2020 11:59
Pizystrat
Pizystrat
128

Artykuł raczej z gatunku tych z tyłka.Za 1000 złotych to niedługo nie kupi się nawet chłodzenia do procesora a co dopiero cały komputer.Po pierwsze to nie jest żaden gamingowy komputer.To że on z trudem coś tam uciągnie to nie znaczy automatycznie że to komputer gamingowy.

Procesor dwurdzeniowy to już zamierzchła przeszłość a tym bardziej w czasach gdzie nawet procesory smartfonów mają po 8 rdzeni a średniej klasy pecet do gier ma tych rdzeni 6 a wątków 12.Grafika budżetowa z zaledwie 2 GB ram to standard z roku 2012-go.I ogólnie ta karta nie była polecana od momentu samej premiery bo to bubel.Napęd w takim komputerze,po co? I dysk o małej pojemności.

Autorze powyższego artykułu-ważnego maila to można z powodzeniem wysłać ze smartfona lub laptopa a nie zastawiać się złomstwem i udawać że ma się komputer "gamingowy".Gamingowy tak-do pasjansa i sapera.

A Ty i reszta "krzykaczy" pomyśleliście może o graczach lubujących się w starszych tytułach oraz dzieciach, którym często do szczęścia wystarczy pierwsza, lepsza gra, a nie najnowszy tytuł AAA na najwyższych detalach? Wbrew pozorom takich graczy jest bardzo dużo. Komputer za 1000 zł będzie dobrym prezentem dla dziecka. Myślisz, że każdy 10-latek gra na komputerze za 3000 zł w górę? Nie, nie każdy, bo nie każdego rodzica stać na kupno takiego sprzętu. Wiem ile radości dzieciakom wciąż daje choćby taki Xbox 360 nawet teraz, bo mam kilku kuzynów i zagrywają się w gierki na tym, mimo iż wygląda to już źle, a dodatkowo płynność spada często poniżej 30 klatek. Nie interesuje ich żadna tam grafika, tylko czysty fun. Jest ogromna ilość starszych gier, które spokojnie pójdą na komputerze za 1000 zł i będą mogły sprawiać radość najmłodszym, ale także starszym graczom. Wszystko zależy od finansów i upodobań.

Przyjęło się, że "gamingowy" sprzęt to taki, który jest w stanie uciągnąć w dobrej płynności przynajmniej na średnich lub najlepiej na wysokich ustawieniach każdą gierkę, głównie nowości. Jednak według mnie jeśli ktoś kupuje sprzęt za 1000 zł głównie po to, by grać w starsze gry, to także spokojnie można nazywać taki komputer gamingowym, bo z punktu widzenia grającej na nim osoby i ogólnie z jego przeznaczenia taki właśnie jest.

27.04.2020 14:49
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Wielka szkoda. Mam całą stertę magazynów z lat 2005-2012, dobre kilkadziesiąt kg może tego być. Lubiłem CD-Action za fajne zapowiedzi, ciekawe recenzje, felietony, pełne wersje gier. Swego czasu sporo stron i dobra jakość papieru. Tak ich zapamiętam. Oby jakoś sobie poradzili ludzie pracujący przy tworzeniu tego czasopisma.

27.04.2020 13:40
Pizystrat
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Nie widzi postaci chowającej się pod stołem (tak, tak), boi się pierdnięcia z miotacza ognia, a co najgorsze ma niewidzialną smycz, która nie pozwoli mu szukać gracza dalej niż pozwolą twórcy.

Stanę w obronie gry. To, że Obcy nie widzi postaci chowającej się pod stołem nie jest wadą gry samą w sobie, tylko zabiegiem koniecznym, by w ogóle dało się w tą grę w miarę komfortowo grać. W innym przypadku gracz nawet na łatwym poziomie ginąłby po prostu za często, ponieważ w wielu miejscach nie ma innych możliwości ukrycia się. Oczywistym jest, że Ksenomorf w prawdziwym życiu odnalazłby każdego pod stołem, ale to jest gra, a gra musi mieć jakieś ograniczenia czy ułatwienia, bo to nie jest symulacja prawdziwego życia. Inaczej byłaby niegrywalna. Zresztą, mnie akurat pod stołem znajdował dość często, szczególnie na wyższych poziomach trudności.

Boi się "pierdnięcia" z miotacza ognia? A o jakim pierdnięciu mówisz, bo jeśli o takim "prr", to... gówno prawda. Ile to razy miałem miotacz, Obcy mnie namierzył i biegł sprintem w moją stronę, odpaliłem miotacz, pierdnąłem nim "prr..." i Obcy mnie dopadał mimo to. Jeśli chodzi o dłuższe i głośniejsze pierdnięcia miotaczem, to chyba oczywiste, że Obcy musiał się tego bać, bo to była właściwie jedna z nielicznych skutecznych broni przeciwko niemu w tej grze. Przypominam, że podczas rozgrywki nie dało się go zabić żadną bronią, a miotacz ognia miał go jedynie wystraszyć i dać nam kilka/kilkanaście sekund na znalezienie kryjówki, bo przecież Obcy po chwili zawsze wracał w to samo miejsce. Gdyby nie bał się miotacza, jaki sens w ogóle miałaby gra, w której wroga nie da się w żaden sposób pokonać czy wystraszyć? Nonsens i brak logiki. Polecam także zapoznać się z uniwersum i charakterystyką Ksenomorfów. Jedną z niewielu rzeczy której się bały, był właśnie ogień. Tak zostały wymyślone.

A gdzie Obcy ma szukać gracza dalej, niż jest to przedstawione w grze? Gra musi troszkę ułatwiać życie graczowi, nie popadajmy w jakieś absurdy.

Ja uważam, że gra jest trudna. Nawet na niskim poziomie trudności zdarzyło mi się, że Obcy non stop krążył wokół mojej kryjówki i bardzo ciężko było go obejść, ponieważ wyskakiwał co chwila z szybu i patrolował okolicę. Na wyższych poziomach trudności ileż to razy wyciągał mnie z szafki, ileż to razy wyciągał spod stołu. Ponadto jest dużo czujniejszy i byle szmer może przyciągnąć jego uwagę. Gra staje się nudna? Chyba tylko wtedy, gdy są etapy bez Obcego. Nie cierpiałem misji z samymi androidami, to było nudne i irytujące. Natomiast z siedzącym na ogonie Obcym nie można się nudzić, wręcz momentami gra jest bardzo straszna, w szczególności gdy idziesz, jest cisza i nagle znienacka wyskakuje z szybu. Obcy może wyskoczyć w każdej chwili i nie ma na to reguły. Raz pojawia się częściej i jest upierdliwy, a raz rzadziej, ale wyskakuje nagle. Ile razy przegrałem, to za każdym wczytaniem save było nieco inaczej, atakował z inną częstotliwością, pojawiał się w innych momentach, w różnych miejscach. Idąc korytarzem nie mogłeś mieć żadnej pewności, że nagle skądś nie wyskoczy zza rogu. Moment w który czujnik ruchu zaczyna pikać i kropka na ekranie jest bliżej i bliżej... Wzbuda to niepokój. Jeśli serio kogoś to nie straszy, to podziwiam jego układ nerwowy. Moim zdaniem od czasów Aliens vs Predator 2 najlepsza gra w tym uniwersum i wielka szkoda, że nie zanosi się na kontynuację lub zrobienie gry w podobnych klimatach.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-04-27 14:00:27
31.03.2020 17:12
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Sorry za podwójny post...

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-03-31 17:13:04
31.03.2020 17:12
Pizystrat
4
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Aktualnie zaliczam drugie podejście do tej gry i ponownie chyba nie dam rady tego przejść. Naprawdę jako wielki fan trylogii i osoba, która uznaje tamte gry, w szczególności ME2 za jedną z najlepszych w historii, próbuję dać szansę Andromedzie, ale co tylko najdzie mnie ochota na granie, włączam i po chwili mam dość, bo jestem straszliwie znudzony lub zirytowany.

Pierwsze podejście miałem z 3 lata temu, w końcu jednak gra mnie znudziła i ją porzuciłem. Potem laptop mi się zepsuł i w ogóle nie było mowy o grze, bo kupiłem w zamian zwykłego biurowca. Przez ten czas grałem w bardzo niewiele rzeczy i tak w sumie nabrałem ochoty na tą Andromedę, zwiedzanie planet i kosmiczny klimat. Mając nowego kompa przeniosłem cały dysk z laptopa tutaj wraz ze wszystkimi save i odpalam podjarany, głodny kosmicznej przygody z myślą, że teraz to już na bank przejdę. I dupa.

Dzisiaj odpalam i przypomniało mi się czemu od 2 miesięcy nie grałem w tą grę. Więc właściwie to podejście nr 3.
Voeld, mroźna, zasypana śniegiem planeta, na której nie ma KOMPLETNIE nic. Nic, poza śniegiem, wzgórzami, pagórkami i monolitami. Raz na jakiś czas trafi się wyglądający tak samo posterunek wrogich kosmitów który możesz, ale nie musisz likwidować. Jeździsz w kółko, a wokół nie dzieje się nic. Nie ma nic. Śnieżna pustynia. Nuda i monotonia wylewająca się z ekranu odbiera ci smak życia już po paru minutach gry. Tylko jedziesz, jedziesz i jedziesz. A że Nomad to pierniczony w żyć grat, w kilka miejsc musisz dostać się pieszo, podskakując jak ten debil z pseudo jet-packiem. To już CJ w San Andreas w latach 90-tych XX wieku miał nowocześniejszy sprzęt, niż ten podskakujący badziew z przyszłości. Nomad? Matko Boska... To gówno imitujące pojazd terenowy jest w stanie jechać właściwie tylko po powierzchniach płaskich. Wystarczy byle górka i już nie podjedzie, nawet z gówno wartymi dopalaczami. Musisz iść pieszo. Podejrzewam, że gdyby na Voeld wysłać zakonserwowaną Ładę Niva made in Russia, nie poradziłaby sobie gorzej niż ultranowoczesny złom Nomad.
Otwarty świat w tej grze jest całkowicie bezsensowny, bo po prostu niegrywalny. Tutaj nie ma co robić, kompletnie nic. Duży teren, na którym nie ma nic ciekawego. Gra zyskałaby, gdyby było jak w trylogii, czyli zamknięte lokacje w których faktycznie coś się działo i mieliśmy coś do zrobienia. Tutaj - całkowity bezsens i nuda. Albo, żeby świat był zaprojektowany tak jak ten z Wiedźmina, że praktycznie za każdym rogiem jest coś do odkrycia nawet po kilkuset godzinach gry. A tu? Nie ma nic. Pustka.

I tak... Jeżdżę sobie, jeżdżę, dojeżdżam do pierwszego monolitu. Oczywiście, po 5 minutach długiej i cholernie nudnej jazdy, podczas której minąłem... no właśnie, co? Nic. Śnieg. O, śnieg minąłem. Arcyciekawa podróż. No mniejsza. Wychodzę z Nomada, idę do jaskini, jest konsola. Ale nie da jej się uruchomić, no oczywiście, że nie. To byłoby za proste. Twórcy naprawdę starają się, by jak najbardziej opóźnić wydostanie się z tej gównianej planety graczowi, w końcu niech trochę sobie pozwiedza starannie zaprojektowanego świata, policzy płatki śniegu, naliczy sople itd. Bardzo ciekawe zajęcie.

No dobra, więc co mam robić? Muszę szukać glifów. To takie symbole, które trzeba poukładać, by uruchomić konsolę. Ale żeby je poukładać, najpierw musisz je znaleźć. A żeby je znaleźć, musisz łazić po całej okolicy i skanować kamienie i wystające z ziemi inne badziewia. Musimy zebrać trzy, więc musisz się pokręcić w kółko, skanować wszystko co się da i jak już to zrobisz, wracasz do konsoli. O nie nie, jeśli myślisz, że to koniec, to się grubo pomyliłeś. Konsolę uruchomisz, ale zapomnij o szybkim uruchomieniu monolitu. Teraz musisz poukładać wszystkie symbole tak, by w kwadracie 5 pól na 5 pól nie powtarzał się ten sam symbol w żadnej kolumnie, wierszu i podświetlonym polu. Symboli jest 5, niby się różnią, ale gdy są tak blisko siebie, szybko zlewają się i można dostać oczopląsu. Istnieje chyba możliwość automatycznego uporządkowania pól, ale dla mnie niedostępna, bo czegoś tam nie mam. Muszę to robić ręcznie, wytężać wzrok i umysł, żeby poukładać te gówna. A spróbuj się pomylić w jednym miejscu... Konsola się dezaktywuje, wyskakuje 10 robotów które chcą cię zabić i dopiero po ich ubiciu możesz próbować dalej, oczywiście od zera. Frustracja narasta z każdą minutą, bo masz już dość tej pieprzonej konsoli i układania puzzli.

Kiedy już ułożyłem te glify w odpowiednich miejscach odetchnąłem, ale na krótko. Okazało się, że mam uruchomić w taki sam sposób jeszcze 2(!!) takie same monolity. Zwątpiłem... Jak pomyślałem sobie, że teraz czeka mnie tak samo nudna podróż do każdego z nich, wspinaczka, skanowanie całego terenu żeby znaleźć glify, zabawa z układaniem glifów... Naprawdę, odechciało mi się grać, ale myślę, że dobra, może pójdzie szybciej. Wsiadam do Nomada. I jadę, i jadę i jadę przez śnieżną pustynię. Aha, jeszcze bez amunicji dodatkowo, bo mi się skończyła, a sonda z zapasami z jakiegoś powodu nie chciała wylądować. I tak jadę i jadę i jadę i próbuję podjechać Nomadem pod górę, bo dokładnie na wprost jest monolit. Rozpędzam się, używam dopalaczy i nic. Nie da rady, nie podjedzie, ześlizguje się. Robię kolejne i kolejne podejście, podjeżdżam od naprawdę mało stromej strony tej górki - nie da rady, Nomad się ześlizguje. Szlag mnie trafił, krew mnie zalała. Wysiadam z tego gówna i idę pieszo, pokonując bez żadnego problemu wzniesienie. Patrzę, a monolit jest przede mną, ale tak daleko, że zwątpiłem w pieszą podróż do niego. A Nomadem musiałbym jechać naokoło. Pierniczę to, wracam do pojazdu i jadę do drugiego monolitu. Po chwili dojeżdżam, jestem tuż pod nim, ale tutaj wzniesienie było dużo bardziej strome niż poprzednio. Nawet nie próbuje wjeżdżać złomem, to strata czasu. Wysiadam, podchodzę do konsoli, oczywiście - nie ma glifów. Idź, skanuj całą okolicę by znaleźć 3 glify. Wróć - poukładaj wszystkie w taki sam sposób jak poprzednio. Pomyl się, musisz walczyć z robotami i robisz potem od nowa. I ta myśl z tyłu, że jak to zrobisz, to będziesz musiał dojechać i robić znowu to samo z jeszcze jednym monolitem. To jest zgroza. Alt+F4, do widzenia, bo po prostu nie dałem już rady.

I te układanki naprawdę nie są takie łatwe. To nie 2+2, tylko serio trzeba wytężyć wzrok i zajmuje to dobre 5-10 minut, zależy. Może dla niektórych to proste, bo to taka łamigłówka na spostrzegawczość, ale do cholery jasnej, to miała być kosmiczna przygoda dla relaksu, a nie durne łamigłówki i robienie w kółko tego samego w bardzo, bardzo, ale to bardzo cholernie nudnej lokacji. A pamiętam, że przecież na każdej planecie do tej pory było to samo. Skanowanie, jeżdżenie w kółko, wykonywanie do porzygu tych samych czynności, a w zamian nie otrzymujesz praktycznie nic. Ta gra nijak nie motywuje i nie wynagradza wysiłku gracza. Nie chce ci się tego robić, bo wiesz, że to bezcelowe. Ok, popchnie fabułę do przodu, ale tobie po prostu nie chce się w to grać, bo jest to cholernie nudne i monotonne. Po 30 minutach gry byłem już zmęczony tym łażeniem, jazdą, skanowaniem i układaniem układanek, że dałem sobie spokój.

Ta gra nawet nie stała obok trylogii, jest w porównaniu do tamtych gier beznadziejna. I jedyne co w miarę cieszy oko to oprawa graficzna, bo owszem, jest ładna. Ale wszystko inne, lokacje i misje - jak dla mnie słabizna.

Grę pewnie przejdę, ale jak pomyślę, że gdy tylko ją włączę czeka mnie skanowanie wszystkiego w okolicy i zabawa z tymi glifami - szybko odechciewa mi się jej włączania.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-03-31 17:19:27
31.03.2020 15:54
Pizystrat
4
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Prawdziwi gracze to ci, co siedzą w drogim fotelu przed olbrzymim komputerem z trzema monitorami i myszką składającą się z tysięcy elementów lub niemal leżą rozłożeni na popękanej ze starości kanapie dzierżąc w dłoni drżący pad swojej konsoli, reszta to jakieś popierdółki, które chcą ogrzewać się w blasku prawilnego gamingu...

Naprawdę istnieją tacy debile, dla których ten stereotyp jest prawdziwy? Bo idąc tokiem rozumowania takich ameb umysłowych 95% graczy nie jest graczami. Ilu graczy ma 3 monitory do grania? Drogi fotel? Serio? No faktycznie jest to absurdalnie głupie.

czy ten korzystający z przenośnego sprzętu do realizacji swej pasji również w czasie podróży lub posiedzenia w kawiarni?

Ja naprawdę nie rozumiem jak można grać w cokolwiek na laptopie będąc w podróży, np. w pociągu, bo już o autobusie czy samolocie tanich linii nic nie powiem, bo byłoby to po prostu niemożliwe z racji małej ilości miejsca w pojeździe. Tak samo zastanawiają mnie ludzie, którzy stojąc w zatłoczonym, śmierdzącym spoconymi ludźmi autobusie czytają książkę... no właśnie - stojąc w tłumie. Jaką psychikę trzeba mieć, by skupić się na czytaniu książki w takim miejscu i w tak niewygodnej pozycji? Aż nierealne, ale tacy ludzie są. Podejrzewam, że są osoby, które z graniem w grę nie mieliby problemu w zatłoczonym miejscu, słuchawki na uszy i tyle. No ale myślę, że BARDZO MAŁO ludzi kupuje laptopa gamingowego po to, by grać w pociągu. Lub w kawiarni, co jest dla mnie jakimś totalnym absurdem. Kto normalny idzie do kawiarni by grać w gry? No ludzie, zejdźmy na ziemię.

Ktoś, kto kupuje laptopa mogącego obsłużyć nowe gry kupuje go do wszystkiego. Do pracy, do przeglądania Internetu, do oglądania Pornhuba, do oglądania filmów oraz do grania. ORAZ do grania. ORAZ. Jestem zdania, że nikt, a przynajmniej zdecydowana większość nabywców laptopów gamingowych nie kupuje laptopa po to, by grać w kawiarni lub podróży. Owszem, jest to zawsze dodatkowa możliwość, taki bonus dla posiadacza laptopa. Ale nie cel sam w sobie, że jest sobie człowieczek, nie ma co zrobić z 5000 zł, idzie do kawiarni i duma sobie w stylu "ooosz kurna, ale bym sobie pograł w Wiedźmina 3 do kawki, muszę kupić laptopa, bo nie wytrzymam bez gry w Wiedźmina w kawiarni, w której spędzam raptem max. 30 minut". Nie ma to najmniejszego sensu. Tak samo jak w podróży. Ok, jeśli ktoś codziennie napiernicza po kilka godzin w jedną stronę, to miałoby to jakiś sens. No ale... ile jest tak naprawdę takich osób?? Które po pierwsze są graczami i lubią grać gry na tyle, by robić to w takich warunkach, mają psychikę pozwalającą na skupienie się w takich warunkach oraz którzy faktycznie muszą grać w takich miejscach?? Mało. Bardzo mało.

Ja na własnym przykładzie jako byłego posiadacza laptopa gamingowego mogę powiedzieć co mną kierowało kupując taki sprzęt.

Chęć gry w kawiarni lub restauracji - absolutnie nie, to absurd. Nie mógłbym się skupić, poza tym mam dom do grania.
Chęć gry w podróży - absolutnie nie, nie podróżowałem.

Dlaczego więc mając wolne 5000 zł kupiłem sobie gamingowego Asusa? Z prostej przyczyny. Na studiach zamieszkiwałem w dwóch miejscach, w dwóch miastach, oddalonych od siebie o 50 km. Raz byłem kilka dni tu, raz kilka dni tu. Jeździłem autem lub pociągiem. A lubiłem i lubię grać. Stacjonarka? Odpadała z tego względu, że mógłbym ją mieć tylko w jednym miejscu, przecież nie przewoziłbym za każdym razem całego sprzętu. A laptop? Cyk do plecaka i jest. I dzięki temu mogłem grać przez kilka dni w jednym domu, by potem przez kilka dni móc grać w drugim. Potrzebowałem tego typu mobilności. Nie dla grania w kawiarni co jest absurdem. I uważam, że większość ludzi którzy decydują się na taki sprzęt do gier mają podobnie jak ja. Są raz w jednym, a raz w drugim miejscu, ale zatrzymują się tam na jakiś czas, stąd mogą w obu miejscach, w domu czy służbowym mieszkaniu czy u wujka Tadzia - obojętnie- grać do woli. A nie w kawiarni przez pół godziny.

W takich sytuacjach laptop gamingowy jest bardzo użyteczny i osobiście byłem bardzo zadowolony z jego posiadania, bo mogłem grać w obu miejscach. Gdybym wtedy zdecydował się na PC, to mógłbym grać tylko w jednym miejscu, a resztę dni w ogóle bym nie grał. A tak... problem rozwiązany. Oczywiście przy okazji potrzebowałem sprzętu nie tylko do gier, ale także do Internetu i pracy, bo w ogóle nie miałem komputera. Więc dlatego też nie mogła to być konsola, tylko komputer. Przy okazji do pracy, do neta i do gier. Wszystkie te warunki spełniał gamingowy laptop, stąd taki wybór. Ot, cała filozofia.

Jeśli ktoś prowadzi osiadły tryb życia i większość czasu spędza w jednym miejscu, a bardzo lubi grać, to zdecydowanie konsola lub PC, bo gamingowy laptop wówczas mija się z celem. Natomiast jeśli przemieszcza się między kilkoma miejscami i raz przebywa tu, raz tu, laptop ma sens.
Laptop też ma sens wtedy, gdy ktoś nie lubi grać i nie gra, ale wtedy kupuje się laptopa za 2500 zł i służy tylko do Internetu czy Excela. I oczywiście ma się poręczny i zajmujący bardzo mało miejsca sprzęt, który spełnia wszystkie swoje zadania.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-03-31 15:55:39
12.03.2020 07:49
Pizystrat
Pizystrat
128

Tylko czy to w ogole prawda, we Wloszech zima jest po prostu cieplo.

Na północy Włoch, gdzie jest najwięcej zakażeń? Bez przesady. U nas w Polsce zima nie była dużo chłodniejsza. Na południu Włoch temperatury są rzędu 5-15 stopni.

12.03.2020 07:46
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Tak, ale nasi ludzie powinni zrozumieć, że dla dobra swoich bliskich powinni zostać i przeczekać tam gdzie są. Cała ta kwarantanna to pic no wode bo ludziom brak dyscypliny.

Ale zrozum człowieku, że to są ogromne koszty finansowe dla niektórych. Gdzie ci ludzie mają się podziać? Na lotnisku? Czy hotel wynajmować, wydając resztę oszczędności? Masa ludzi podróżuje budżetowo. Niewpuszczanie ich do Polski to absurd. Obowiązkowa przebadanie i kwarantanna na TERENIE KRAJU - TAK. Ale bez jaj, by nie wpuszczać własnych rodaków. Co innego, jeśli już za granicą okaże się, że mają podejrzenie zarażenia, to chyba oczywiste, że powinni zostać tam.

05.02.2020 08:32
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Powtarzam się, ale RAM nie ma tutaj nic do rzeczy. 8 GB jest ilością w zupełności wystarczającą do tej gry. Wiem, bo grałem na laptopie z 8 GB RAM i nie miałem żadnych problemów z płynnością. Tzn. było 45-60 klatek w zależności od miejsca, ale nie były to spadki gwałtowne i drastyczne, raczej mało odczuwalne. Różnica u mnie polegała jednak na tym, że miałem dużo lepszy procesor, niż autor tematu.

03.02.2020 07:36
Pizystrat
Pizystrat
128

8 GB RAM w GTA 5 to absolutnie najmniejszy problem, gdyby był lepszy procek, to nie miałoby to większego znaczenia, śmigałoby elegancko.

03.02.2020 07:34
Pizystrat
2
odpowiedz
Pizystrat
128

Ziomkiem z którym najchętniej poszedłbym na piwo i pogadał to Hed. Ja też mam specyficzne poczucie humoru i na pewno byśmy się dogadali. Gambri jest w porządku. Zupełnie inny niż Hed, ale jego spokojny i poważniejszy ton wcale nie jest taki zły.

24.01.2020 09:49
Pizystrat
Pizystrat
128

Nie chcę być złośliwy, ale musisz mieć jakieś zaburzenia pamięci, jeśli nie potrafisz określić czy gra w którą grałeś jest z 1998 czy z 2005 roku. To cała epoka w gamingu. EPOKA. Z całym szacunkiem, ale nie rozumiem jak można pamiętać, że się grało w taką grę, ale jednocześnie nie potrafić określić czy ta gra mogła być z 1998 czy może z 2004. Przecież masz w głowie obraz tej gry, musisz mieć, więc chyba łatwo jest określić, czy ta gra wyglądała jak z lat 90-tych czy z 2005, no ludzie kochani. 7 lat rozstrzału? Bez jaj.

23.01.2020 08:40
Pizystrat
Pizystrat
128

Jak mnie drażnią tacy jak ty, internetowi mędrcy, najmądrzejsi w kwestiach tego, co kto powinien jeść, w jakich ilościach, co jest smaczne, a co niesmaczne. A co cię obchodzi co kto je? Jak ktoś ma ochotę i mu smakuje, to idzie do maka. Jest wiele śmieciowego pożywienia, np. chipsy, ale ja je uwielbiam, będę jadł i nie zamierzam rezygnować, bo to moja sprawa co jem i mój wybór. Tak samo bardzo lubię maka, bo mi smakuje. Nie wnikam z czego robią mięso, bo mnie to guzik obchodzi. Smakuje mi, nigdy się nie zatrułem, to tam chodzę, nie twój interes. Tak samo lubię kanapki z maka, jak warzywną sałatkę, pierożki babci czy jogurt naturalny z musli. Jak masz problem ze zrozumieniem takich rzeczy to naprawdę współczuję.

Wystarczy nawet te 13 zł przeznaczyć np. na pierogi albo placki ziemniaczane, które są o niebo lepsze niż mięsnopodobny wyrób w Maku.

Chłopie, powtarzam się, nie mów innym co mają jeść i robić. Nikogo to nie interesuje co według ciebie jest lepsze. Każdy je to, na co ma w danej chwili ochotę i to co lubi. Jednego dnia może sobie ktoś zjeść placki ziemniaczane, drugiego chleb ze smalcem, trzeciego pójdzie do maka na drwala, a czwartego pójdzie do restauracji i zje obiad za 150 zł. Żenujący jesteś. Jak ktoś lubi maka to oznacza, że już nic więcej nie je, tylko maka? Masz bardzo, bardzo wąskie horyzonty chyba i płyciutką wyobraźnię. No pewnie, bo przecież nie można lubić wielu rzeczy i mieć różnorodnego gustu, tylko skrajności.

O borze!

Chodziło ci o bór - las iglasty? Mam nadzieję, że tak.

Przecież te ich kotlety to poziom kotleta psa

Widzę, że masz duże doświadczenie w kwestii jedzenia kotletów z psów. Dobrze, że nie napisałeś, że jedzenie z maka smakuje jak gówno, bo miałbym obawy skąd to możesz wiedzieć, smakoszu.

22.01.2020 10:43
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
8.0

No i bardzo dobrze, bo nieźle wróży to na przyszłość temu serialowi. Pierwszy sezon był dobry. Na pewno nie wybitny, ale mnie i mojej dziewczynie podobało się. A ja ograłem gierki i nadal ogrywam, a dziewczyna i Wieśka 3 przeszła i wszystkie książki przeczytała. Owszem, są niedociągnięcia i niektóre rzeczy drażniły, ale generalnie w moim przekonaniu świat Wiedźmina został przedstawiony w tej produkcji w sposób należyty. Oczywiście liczę, że drugi sezon będzie jeszcze lepszy, a sukces serialu zmotywuje twórców i aktorów do wzmożonej pracy i poprawienia tego, co kulało w pierwszej serii. Ja książek nie czytałem, ale w chronologii połapałem się dość szybko i wcale nie przeszkadzało mi to mieszanie scen i wydarzeń, nadążałem.

Najbardziej urzekł mnie oczywiście Geralt. Cavill spisał się znakomicie i widać, że to fan tego uniwersum i czuje się w tej roli świetnie, rozumie to, kogo gra. Wygląda, mówi i porusza się jak wykapany Geralt, rewelacyjna charakteryzacja i bardzo dobrze zagrana postać. Co tu dużo mówić, chcę więcej! Póki co zdecydowanie rola jego życia. Już jego Superman nie był taki zły i mnie się podobał (w przeciwieństwie do wielu głosów krytyki za te role), ale tutaj wzniósł się na wyższy level aktorstwa. Nic, tylko się cieszyć.

Yennefer także bardzo mi się podoba, zarówno aktorka sama w sobie, jak i odgrywana przez nią postać, daje radę. Dla mnie jest ona pociągająca, ma to coś, co miała z gry Yen, seksapil, nutkę sukowatości itd.

Jaskier - akurat na jego relację z Geraltem również zwróciłem uwagę i fakt, jest dość specyficzna. Aczkolwiek sama postać znakomita i mam tutaj podobne zdanie jak co do Geralta odgrywanego przez Cavilla, Batey po prostu jest Jaskrem, to widać, słychać i czuć. A teraz wszyscy, "Grooosza daaaj Wiedźminoooowi" czy "Toss a coin to your Witcher", jak kto woli ;)

Ciri także nie najgorsza, chociaż opierając się tylko na grach jak ja troszeczkę się zawiodłem, no bo Ciri w grze była dla mnie bogini, och i ach, piękna kobieta. Serialowa nie jest zła, ale to nie to samo :) No ale może podrasują ją w kolejnych sezonach, trochę makijażu i powinno być fajnie.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-22 10:43:35
22.01.2020 07:49
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

"Ja staram się stawać w miejscach gdzie parkuje się równolegle. Jak muszę prostopadle, to staram się nie parkować obok aut 3-drzwiowych (maja dłuższe przednie drzwi). Jak parkuje prostopadle, to staram się też wjechać jak najgłębiej, żeby baran obok nie zahaczył mnie przy wyjeżdżaniu. Staram się też zaparkować na moim ulubionym miejscu które widać z mojego okna. Jak parkujesz tylko prostopadle, to zawsze można też kupić 2 kolejne auta i postawić jedno po lewej stronie auta, jedno po prawej i wjeżdżać w środek."

Gdyby stosować się do Twojego sposobu, to praktycznie nigdzie nie dałoby się zaparkować :) Nie wiem jak u Ciebie w mieście, ale w Lublinie na zdecydowanej większości osiedlowych parkingów jest parkowanie prostopadłe, tak samo pod galeriami. A żeby wygodnie zaparkować, to czasami trzeba cudu, w szczególności wieczorem, jak ludzie z pracy już powracają. Parkuje się tam, gdzie jest miejsce i nie patrzy na takie pierdoły jak ilość drzwi w autach, bo człowiek nigdy by nie zaparkował. Parkowanie najgłębiej też nie zawsze jest możliwe, bo to zależy od wysokości krawężnika na końcu stanowiska i wysokości samochodu. Niestety parkowanie to zawsze jest ryzyko, że trafi się na osobę nieuważną, nieudacznika czy chama. Nie masz własnego garażu lub posesji, to licz się z tym ryzykiem, że ktoś może uszkodzić auto. Równie dobrze będzie szedł pijany idiota i dla jaj zarysuje auto lub wybije szybę, nieważne jak zaparkujesz - życie. I z tego powodu nie ma co utrudniać sobie na siłę życia moim zdaniem, chyba, że stać kogoś na wynajmowanie garażu albo mieszka w domku jednorodzinnym, no to spoko. Takie sposoby i wybiórczość przy parkowaniu możliwa jest pewnie w jakichś małych miasteczkach, w każdym razie zazdroszczę Ci, że możesz tak kalkulować sobie ryzyko uszkodzenia auta przez innego kierowcę przed każdym parkowaniem i wybierać koło jakiego auta stawać, ba, nawet ulubione miejsce które prawie zawsze zajmujesz - musi to być ogromne osiedle z setkami aut, hehe. Ja za każdym razem zajmuję inne i każde jest moim ulubionym, jeśli w ogóle uda się zaparkować pod blokiem...

Niestety czasami tego miejsca nie ma i jestem zmuszony parkować też pod blokiem, ale po drugiej stronie ulicy na chodniku. Nie ma tam zakazu i ludzie normalnie parkują jak nie ma miejscu na parkingu, no bo gdzieś muszą stać mieszkańcy. Parkuje się oczywiście równolegle i ryzyko, że ktoś innym samochodem zarysuje drzwiami lub zahaczy wyjeżdżając jest absolutnie minimalne. Mimo wszystko nie lubię tam stać bo zawsze się boję, że jakiemuś pieszemu idiocie auto będzie przeszkadzało i porysuje albo coś innego uszkodzi. Chodnik szeroki, no ale różnie bywa, dlatego bardzo cieszę się, gdy jest możliwość zaparkowania pod samym blokiem prostopadle na parkingu.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-22 07:53:31
21.01.2020 09:14
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Co ty gadasz mody były do GTA SA, od GTA 4 nie ma modow.

Ty się dobrze czujesz kolego, a może chciałeś zażartować, ale ci coś nie wyszło? Przestań bredzić i polecam doinformować się w tym temacie, bo to aż nie do wiary, że można napisać coś tak głupiego. Twierdzisz więc, że jak wymieniłem 50 samochodów w GTA 5 lub w GTA 4, to mi się przyśniło albo miałem zwidy? Mody traktuję jako wszystko co można podmienić za oryginał z gry.

https://pl.gta5-mods.com/

Wszystko w temacie, skompromitowałeś się.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-21 09:15:52
21.01.2020 07:51
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Wyżej już napisano czemu jest jak jest i całkowicie się pod tym podpisuję. GTA poszło w taką, a nie inną stronę i to jest cały urok tej serii. Nie widzę żadnego sensu, by to zmieniać, bo gdyby postanowili pójść w rzeczywiste nazwy miast, firm, lokacji, samochodów, to straciłby na tym bardzo klimat i tożsamość GTA. Ta gra to prawdziwy świat w krzywym zwierciadle i fikcyjne nazwy w tym bardzo pomagają. Można też przy okazji porobić sobie jaja i wyśmiewać rzeczywistość bez ryzyka, że wkurzy tą jedną czy drugą firmę, która mogłaby Rockstar pozwać. A kto jest przynajmniej średnio kumaty będzie wiedział co wyśmiewa czy z przymrużeniem oka traktuje GTA.

Co do samochodów. Jest pierdyliard modów na PC. Znudziły się komuś "oryginalne" auta z GTA, nic nie stoi na przeszkodzie, by zainstalować prawdziwe samochody. Środowisko modów do GTA jest bardzo bogate i prężnie się rozwija. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są nawet mody z prawdziwymi firmami, więc jak ktoś chce mieć Coca-Colę czy Sprite, może to zmienić.

21.01.2020 07:36
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Jeśli nie ingeruje to w żaden sposób w moje życie niech sobie ludzie zbierają co chcą, to czyjeś życie i czyjaś sprawa.

Dużo zależy też co się zbiera, bo właściwie to co znaczy "dużo rzeczy"? To tak szerokie pojęcie, że można pod to podpiąć absolutnie wszystko. Jest zbieractwo pożyteczne, mniej pożyteczne, neutralne i szkodliwe. Można zbierać szeroko pojęte "militaria", antyki czy inne starocia i mieć tym zastawiony cały dom, ale jest to pożyteczne w tym sensie, że zbiera się coś wartościowego, zarówno pod względem historycznym, a często także finansowym.

Ktoś inny, np. jakaś kobieta może składać ubrania czy buty. Może i jest to mniej pożyteczne czy wręcz neutralne, a domowników może to irytować (i tu się kłania ingerowanie w czyjeś życie), ale w zasadzie kogo z zewnątrz to obchodzi? Nikogo nie powinno.

Ktoś inny może zbierać sobie graty i złom i składować na ogródku. Może to wpływać źle na wygląd otoczenia, ale póki to jest za płotem, na jego posesji, w teorii może zbierać tam co chce. Inny może zbierać bezużyteczne śmieci, może to generować smród, brud i robactwo, wylęgarnie szczurów, myszy, karaluchów i czego tam popadnie. I to jest szkodliwe i takiego czegoś nie popieram.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-21 07:37:59
20.01.2020 13:02
Pizystrat
Pizystrat
128

Życzę Liverpoolowi mistrzostwa w tym sezonie i myślę, że już nic nie stanie na przeszkodzie, by po prawie 30 latach zdobyć upragniony puchar. Jedyne czego nie życzę to wyrównania czy wręcz pobicia rekordu Arsenalu z 2004 ;) No ale na razie jesteście na dobrej drodze.

20.01.2020 07:45
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

No i to jest pomoc, dzięki czapla43 :)

19.01.2020 12:51
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

No ciekawe tylko, że wszystkie inne gry działają, tylko nie GTA. Dlatego pytam.

Ja to się dziwie że co niektórzy jak kupują nowego PC to bez napędu, a potem zdziwko że nie ma gdzie płyty włożyć.

A co ty taki jakiś nieprzyjemny, okres ci się zbliża? Zapytałem tylko, daruj sobie te złośliwe komentarze, nawet jeśli jest w nich trochę racji. Kupiłem taki komputer jaki chciałem i wcale nie musisz mi się dziwić. Skoro kupiłem taki, a nie inny, to chyba nie jestem zdziwiony, że nie ma napędu, fucking logic?

19.01.2020 11:22
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Może ktoś z was spotkał się z podobnym problemem, dlatego piszę.

Sprawiłem sobie nowy komputer, a do niego podłączyłem stary dysk HDD z zepsutego laptopa, bo miałem tam zainstalowane m.in. GTA V. Mam oryginalne GTA na bodaj 7 płytach i nawet jakbym chciał, to nie zainstaluję, ponieważ nie mam napędu. Przy próbie odpalenia gry normalnie wyskakuje logo, ładuje się, po czym pokazuje się okienko Social Club i ściąga się jakiś ważący 81 MB patch, po czym okienko znika... i nic. Nic się nie dzieje. Gry nie odpalałem 2,5 roku, no ale dziwna sprawa. \

Wcześniej wyskakiwały braki w plikach "dll", ale ogarnąłem to i powinno śmigać, a jednak coś blokuje gierkę. Szczerze powiem, że średnio widzi mi się ponowna instalacja/legalne ściąganie gry od nowa.

Swoją drogą czy Social Club w ogóle oferuje legalne ściąganie gry jeśli ma się oryginalną kopię na płytach, ale ma się nowy komputer bez napędu?

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-19 11:23:04
17.01.2020 07:44
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Mam wrażenie, że niektóre osoby które tak marudzą na przesunięcie tej premiery naprawdę nie mają co zrobić z własnym życiem. Rozumiem, że to najbardziej oczekiwana gra w tym roku przez polskich graczy, ja też jestem dość napalony na tą gierkę, ale przesunęli premierę to przesunęli, to tylko kilka miesięcy. Nie mam do CD Projekt żadnych pretensji i przyjmuję taką decyzję ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że gra będzie dopracowana w każdym calu i we wrześniu, 10 dni po moich urodzinach, dostanę grę wybitną.

16.01.2020 13:46
Pizystrat
Pizystrat
128

Wiadomo, że im wyższa rozdzielczość, tym bardziej szczegółowy obraz, ostrzejszy, bardziej wyrazisty.. Żeby dostrzec różnicę pomiędzy FHD, a przykładowo 1440p musiałbyś jednak siedzieć dość blisko ekranu (wtedy jest to na korzyść wyższej rozdzielczości). Ludzkie oko to ludzkie oko, nie wychwytuje wszystkiego. Dużo zależy też przecież od monitora/TV, na którym grasz. To znaczy ja z własnego doświadczenia to piszę. Widziałem grę na Ultra w 1080p oraz w 1440p. Szczerze? Wielkich różnic nie widziałem. Były, ale w moim odczuciu obie rozdzielczości drastycznie się nie różnią, a na pewno po przesiadce z 1080p na 1440p u mnie nie będzie efektu "wow", a 1080p nie stanie się 640x480. Ale oczywiście, to są tylko moje odczucia. Każdy ma prawo mieć inne. Ja uważam, że wolę zagrać na Ultra w 1080p i mieć płynniejszą rozgrywkę, niż grać w 1440p kosztem tej płynności. Różnice w obrazie nie są na tyle wielkie, bym w tym wypadku wybrzydzał. 1080p jest nadal dobrą rozdziałką, chociaż w przyszłości zdecydowanie trzeba będzie przesiąść się na wyższe rozdziałki, taka jest kolej rzeczy i bieg elektronicznej historii ;) Póki co, 1080p jest ok.

16.01.2020 10:11
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Jeśli chodzi o RTX 2080S, to taka karta od zaufanych producentów to od około 3500 zł w górę. To bardzo mocna karta, tylko zależy jaki masz budżet na komputer, ale raczej za drogo to wyjdzie w Twoim przypadku, bo skoro nie chcesz wykładać 7000 zł na laptopa gamingowego, to rozumiem, że ogólnie nie chcesz przekraczać tej kwoty. Do grania w FHD zresztą w 100% wystarczy Ci 2060 lub 2070, nie ma co przepłacać i brać się za 2080-tkę w Twojej sytuacji.

Chłodzenie. Polecam Grandis 1436 SilentiumPC. Jest solidne.

Zasilacz. Do RTX 2070S to na luziku da radę SilentiumPC Supremo FM2 Gold z 650 W.

Obudowa. Obudowy są różne, musiałbyś dobrać już wedle własnego gustu i preferencji. W sklepie powinni Ci dobrać do określonych podzespołów i zaproponować kilka opcji, a wybierzesz sam. Mnie np. podobają się Eclipse P350x i właśnie pod takie podzespoły jak omawiane wyżej jest raczej spoko.

Monitory? Cóż, tutaj nie za bardzo polecę konkretny model, bo sam gram na TV 32". Zresztą rozstrzał cenowy w ich przypadku jest ogromny. Możesz kupić duży i solidny monitor za 700 zł, ale równie dobrze kupić za 1500-2000 zł full wypas. Wszystko zależy od Twojego budżetu, preferencji, oczekiwań itd. A, mówiłeś, że chcesz grać w 1080p. No to myślę, że na luzie kupisz dobry monitor do 1000 zł. Iiyama, Asus, LG, Samsung, AOC, Terra... No sporo tego jest. Ja nie korzystam póki co, więc nie polecę konkretnego.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-16 10:17:51
16.01.2020 09:48
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

U mnie w mieszkaniu przy wyłączonych grzejnikach to jest tak około 20 stopni. Da radę siedzieć w t-shircie i krótkich spodenkach, ale jednak czasami jest troszkę chłodno. Przy włączonym grzejniku może być około 22. Podczas dużych mrozów bez ogrzewania jest jednak sporo chłodniej i trzeba cieplej się ubrać. Dużo daje to, że moje mieszkanie jest w środku pomiędzy dwoma innymi po obu stronach, więc jak sąsiedzi grzeją, to też jest trochę cieplej zawsze mimo wszystko.
Z ciekawostek powiem, że kilka lat temu jak miałem jeszcze stare drewniane i nieszczelne okna, to w kuchni zostawiając w zimie piwo, wino czy wodę na noc na parapecie, rano było zamarznięte na kamień. A butelka wódki porządnie oszroniona i wódeczka gęsta, jak sok z pi... po prostu gęsta. Zamrażarka niepotrzebna :D

W domu rodziców jest prawdziwa chłodnia. Spory dom jednorodzinny z lat 50-60, grzejniki od lat są wyłączone z uwagi na horrendalne ceny centralnego ogrzewania liczone w kilku tysiącach miesięcznie, by ogrzać taki dom. Ogrzewane są jedynie pomieszczenia, w których najczęściej się przebywa, w pokojach gdzie się śpi są małe kominki na drewno lub korzysta się z gazowych. I gdy się napali, to jest ciepło. Bez ogrzewania w takich pokojach jest tak około 10-15 stopni. W dużym salonie podczas mrozów spadało nawet poniżej 10. Para z ust w każdym razie, zimny chów.

Niby jest duży piec w piwnicy, ale stary, mało wydajny i komin też okopcony, więc niebezpiecznie odpalać.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-16 09:49:05
16.01.2020 09:26
Pizystrat
1
Pizystrat
128

Czemu? Mnie ten kraj akurat fascynuje. Ciekawi ludzie, ciekawa kultura, ciekawe obyczaje. I wcale tak nie uważam przez oglądanie raz na jakiś czas vlogów Gonciarza :D Chociaż fakt, z tymi obyczajami jest różnie, to specyficzni ludzie.
Jedyne co by mi tam nie odpowiadało to chyba aktywność sejsmiczna, która jest tam dość spora.

16.01.2020 09:21
Pizystrat
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Myślę, że przedział cenowy to tak od 4500-5500, jaki powinieneś wydać na taki komputer. Cena w dużej mierze zależy od karty, jaką wybierzesz, bo jest najdroższą częścią. Osobiście najbardziej polecałbym Ci RTX 2070S, aczkolwiek zwykła 2070-tka i 2060S i 2060-tka też dadzą radę. Oczywiście 2070-tki są najdroższe w tym przypadku, ale myślę, że taka karta starczy Ci na kilka lat grania na wysokich-ultra w FHD w bardzo przyzwoitej płynności.

Konfiguracja przedstawiona przez MałegoOgra jest bardzo dobra. Taki sprzęt W FHD łyknie wszystko jak leci, a warto zauważyć, że wystarczy także do grania w 1440p na luzie, a także w wielu przypadkach 4K.

14.01.2020 08:52
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Powinienem zamieszkać we Francji. Jakoś mało egzotycznie ;)

14.01.2020 08:33
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Za 6-7 lat taki komputer nadal może być przyzwoity (do codziennej pracy) ale wątpię, by ciągnął najnowsze gierki za 6 lat w ultra, nawet w 1080p. Jednak jedną z największych zalet PC jest to, że można je właściwie dowolnie ulepszać, więc co 2-3 lub 4 lata zmieniać jakieś podzespoły, np. grafikę i będziesz w stanie utrzymać growy potencjał maszyny. Kupno takiego sprzętu jest jak najbardziej opłacalne, jeśli potrzebujesz komputera na już i chcesz, by był znakomity do gier. Wiadomo, że pod koniec roku premiera konsol, a także za kilka miesięcy producenci wypuszczają nowe serie kart i procesorów. Ale tak jest zawsze, to normalna sprawa. Wiele aktualnych części stanieje, no ale idąc tym tropem nigdy nic by się nie kupiło, tylko wiecznie czekało na okazję. Potrzebujesz na teraz? Kupuj to, co możesz kupić najlepszego w tym budżecie, a na pewno będziesz zadowolony.

Ja na Twoim miejscu wybrałbym RTX 2070 Super, to znakomite karty, nadają się do gry w 4K, a już o 1080p nie wspominając. Myślę, że taka karta będzie w FHD na ultra lub wysokich ustawieniach radziła sobie z grami jeszcze przez kilka lat. No ale za np. 3 lata warto rozważyć zmianę na nowszy model, to już zależy od przyszłych preferencji.

Sądzę, że takie podejście jest bez sensu. Lepiej kupić dzisiaj za 3000 zł i za 3 lata zrobić upgrade za 3000.
A tak to utopione w kompa, który się będzie tylko starzał.

Komputer za 3000 zł nie będzie miał wydajnościowo startu do sprzętu zaproponowanego przez macko. Sorry, jeśli ma się budżet na 6000 zł, to jaki sens jest kupować komputer za 3000 zł? Moim zdaniem powinno kupować się jak najlepszy sprzęt w posiadanym budżecie. Kupi sobie komputer za 6k teraz, a za 3 lata coś wymieni, np. grafikę, ale niekoniecznie wszystkie podzespoły.
A tak to utopione w kompa, który się będzie tylko starzał. Bardziej bezsensownego zdania dawno nie czytałem. Komputer za 6000 zł będzie się starzał i mając 6000 zł to utopienie kasy, ale ten za 3000 zł z gorszymi i mniej wydajnymi elementami jest już cudownie chroniony przed starzeniem się? A mnie się wydawało, że wszystko się starzeje, niezależnie od ceny, w szczególności, jeśli poruszamy się w szeroko rozumianej elektronice. Komputer za 3000 zł zestarzeje się jeszcze mocniej, bo szybciej nie będzie dawał rady z najnowszymi grami na wysokich ustawieniach. Masz budżet 6000 - proste, kupujesz w tej cenie coś możliwie najlepszego, nie powinno się mieć żadnych wątpliwości.

Poszedłbym w monitor 1440p 144Hz bo FHD już odchodzi w historię. Nie ma senu budować nowego kompa pod FHD.

Oj, FHD wcale nie odchodzi w historię. Jest to nadal najczęściej wybierana rozdzielczość przez graczy, co potwierdza wiele statystyk i badań, wystarczy poczytać. Owszem, 1440p jest coraz popularniejsze i popularność będzie stale rosła, aczkolwiek ja uważam, że 1080p tak szybko nie odejdzie. Zresztą to nadal dobra rozdzielczość, która zapewnia wysoką jakość obrazu przy zachowaniu korzystnej liczby klatek. Wszystko zależy od preferencji, ale nie odsyłajmy FHD do grobu, bo to na dzień dzisiejszy przesada. Wiele osób woli jednak mieć stałe 100 klatek w 1080p na Ultra, aniżeli 50 FPS w 1440p lub 4K. I to jest wybór dość prosty, ja też bym tak wolał, jak mówię - preferencje. Wybór 1080p do grania nie może dziwić i dziwi mnie, że kogokolwiek może to dziwić.

14.01.2020 07:34
Pizystrat
😂
odpowiedz
Pizystrat
128

<--- Ja jak słyszę o zainteresowaniu Arsenalu Calhanoglu... Nic nie grający gość w nic nie grającym Milanie średnio widzi mi się jako potencjalne wzmocnienie.

O, widzę cierpliwość do Valverde się skończyła. I tak długo wysiedział.

10.01.2020 14:29
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Piątek Piątkiem, a mnie to zastanawia Teodorczyk. Facet od dłuższego czasu tylko grzeje ławę w przeciętnym Udinese, w Anderlechcie po jednym świetnym sezonie drugi już słabszy i oddali go w zasadzie bez większego żalu. Chłop nie gra nic, a ponadto ma dość słabą reputację, a mimo to od paru dni przewija się temat Besiktasu, a cóż, "to nie są leszcze Stefan".

Już prędzej widziałbym pomimo 31 lat poczciwego Wilczka w jakimś dobrym tureckim klubie, który ładuje jak szalony w Danii i jest żywą legendą Brondby. Ale nie grający w piłkę od dawna Teodorczyk? No nie wiem.

Piątek i Tottenham... No spora rozbieżność w tych klubach z Premier League, do których jest przymierzany Krzysiek. Wczoraj broniąca się przed spadkiem Aston Villa, a dzisiaj walczący o TOP 4 finalista LM. Transfer do tego, ekhm, jakby nie patrzeć (palce bolą jak to piszę) niezłego klubu z jednej strony może cieszyć, ale z drugiej pozostawia sporo wątpliwości. Kane ma tam niepodważalną pozycję. Ok, będzie jeszcze przez kilka miesięcy kontuzjowany i to będzie wielka szansa dla Piątka, ale co jak Anglik wróci? Znowu ławka? Bo ciężko mi uwierzyć, że wygryzie Kane'a. No ale na dzień dzisiejszy raczej by grał, a pomoc i skrzydła w Tottenhamie to są jednak z dwie klasy wyżej, niż w Milanie. Piątek powinien tam mieć sytuacje do zdobywania goli, będzie miał mu kto dogrywać, w przeciwieństwie do partaczy w Mediolanie. Tak czy inaczej, robi się ciekawie.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-10 14:31:14
10.01.2020 14:18
Pizystrat
😢
1
odpowiedz
Pizystrat
128

Kurczę, nie wiedziałem, że z CD-A jest aż tak źle. Ostatni numer kupiłem dobrych kilka lat temu. Nigdy nie kupowałem tego miesiąc w miesiąc, chociaż kilkadziesiąt kg tego magazynu to się nazbierało i gdzieś kurzy się w rodzinnym domu w czeluściach mojego pokoju. Przykro czyta się takie informacje, zawsze będę darzył dużym sentymentem CD-Action. To była przyjemność czytać ten magazyn, ale niestety wszystko przemija i zbliża się czas na CD-A. Szkoda, ale takie jest życie.

10.01.2020 12:17
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

W razie wojny sam, z własnej woli, na pewno nie zaciągnąłbym się do armii. Pierwszy odruch to po prostu spakowanie tyle ile się da i wyjazd jak najdalej od działań wojennych wraz z najbliższą rodziną i osobą mi aktualnie najbliższą - dziewczyną (i jej bliską rodziną też, wiadomo). Po prostu przeżyć i mieć dla kogo żyć. Jest zawodowa armia, są jacy by nie byli terytorialsi, ale są. Broń w ręku może i trzymałem, ale na froncie byłbym tylko do odstrzału, jeśli w ogóle dożyłbym jakiejkolwiek bitwy, nie rozerwany wcześniej na strzępy przez jakiś atak rakietowy czy cokolwiek innego. Nie jestem żołnierzem, a Polska to jednak nie jest ZSRR, gdzie dawali kilka nabojów, karabin i do boju, hurra na wroga, kij z tobą i twoim życiem.

W ogóle dla mnie to jest niepojęte, że ta banda polityków, ułamek ułamku ułamka ludzkości może decydować o życiu miliardów. Wystarczy, że jednej z tej wysokich głów coś odwali, naciśnie guzik i gotowe, życie zwykłych, niewinnych ludzi zamieni się w piekło, a pan w garniturze w obstawie najwyższych wojskowych, ochroniarzy i doradców czmycha sobie gdzieś i siedzi w bezpiecznym miejscu mając pod dostatkiem wszystko, obserwując zagładę i zniszczenie. Wojny wywołują najczęściej politycy, a potem cierpi na tym tylko i wyłącznie zwykły, szary obywatel ze swoimi najbliższymi, często tracąc wszystko, cały dorobek, lub nawet życie. Wojna to dla mnie coś przerażającego i ciężko sobie wyobrazić, że nagle Polska staje się terenem bitew, całe życie zostaje wywrócone do góry nogami. Może i trudne do wyobrażenia dla dzisiejszego pokolenia, ale za to niestety mniej lub bardziej realne. I to jest tym straszniejsze.

I ci żołnierze zabijający się wzajemnie, dziurawiący kulami, rozrywający się na strzępy bombami, rakietami, granatami. Czy to w ich interesie? Czy walczą o swój interes czy też interes polityków i zabijają się w ich imieniu?

Czasami gdy myślę lub czytam o wojnie wyobrażam sobie jakiegoś młodego chłopaka, Rosjanina, takiego 20- letniego Michaiła, który prowadzi teraz, w czasie pokoju, normalne życie, jest zwykłym chłopakiem, gra sobie w gry popołudniami, spotyka się z dziewczyną Nadią, ma dobrą rodzinę, pomaga innym w swoim otoczeniu, jest uczciwy i na pewno dogadałby się z każdym, np. z Polakiem w swoim wieku, a pewnie i bardzo chętnie napił się wódki. Nic nie ma do Polski i Polaków, jest całkowicie neutralny, w jego interesie nie leży zabijanie, nawet mu to do głowy nie przychodzi, to nie jest jego interes.

Z drugiej strony jest sobie Polak, 20-letni Adam, taki jak my, tylko np. w terytorialsach. No bo lubi mundur, ciekawi go to, zaciągnął się, trochę poprzez jakiś tam patriotyzm, trochę z ciekawości, trochę dlatego, bo odczuwa dumę nosząc ten mundur i trzymając broń. No i jego przyjaciel Tomasz się zaciągnął, to on będzie gorszy? Prowadzi jednak w czasie pokoju normalne życie, jest zwykłym chłopakiem, gra sobie w gry popołudniami, spotyka się z dziewczyną Karoliną, ma dobrą rodzinę, pomaga innym w swoim otoczeniu, jest uczciwy i na pewno dogadałby się z każdym, np, z Rosjaninem w swoim wieku, a pewnie i bardzo chętnie napił się wódki. Nic nie ma do Rosji i Rosjan, jest całkowicie neutralny, w jego interesie nie leży zabijanie, nawet mu to do głowy nie przychodzi, to nie jego interes.

Politycy jednak nie próżnują. Wybucha wojna. Rosja atakuje Polskę. Wszystko się zmienia. Młodego Rosjanina powołują do armii, nie ma nic do gadania, krótkie przeszkolenie, dają mu do ręki broń, po czym wysyłają na front z tysiącami innych jemu podobnych. Ma atakować Polskę. Ma zabijać żołnierzy wroga. Bo tak. Bo Rosja. Bo Rosja atakuje. Zostawia rodzinę, która już go opłakuje. Zostawia ukochaną, która marzy, by wrócił. Zostawia całe swoje życie, ryzykując wszystko.

W Polsce pełna mobilizacja. Dochodzi do pierwszych starć, do walki staje armia zawodowa, ale zaraz potem ma ją wesprzeć Wojsko Obrony Terytorialnej. W tym oddział naszych młodych Polaków. Mają strzelać do Rosjan. Mają zabijać. Bo to wróg, bo nas atakują. Bo muszą bronić własne życie. Polak zostawia rodzinę, która już go opłakuje. Zostawia ukochaną, która marzy, by wrócił. Zostawia całe swoje życie, ryzykując wszystko.

Oddział WOT i wojsko rosyjskie spotyka się pod jakąś polską wsią. Są nasi Polacy, jest nasz Rosjanin. Dochodzi do starcia i potężnej wymiany ognia. Chaos, niewyobrażalny huk, okrzyki dowódców, krzyki rannych i jęki umierających. Wielu strzela na oślep, nie mając pojęcia o taktyce, strategii, nigdy nie strzelali do ludzi, niektórych ogarnia panika, nie wiedzą co robić. Dowódcy WOT nie panują nad sytuacją, Polacy uginają się pod naporem mających przewagę liczebną Rosjan, wycofują się. Nasz Rosjanin żyje i wraz z resztą oddziału idzie na przód. Jego kolega z koszarów, 19-letni Wasilij, nie miał tyle szczęścia, został trafiony w brzuch i wykrwawia się gdzieś na polskiej łące w męczarniach. Nagle wraz z kilkoma kompanami zauważa dwóch nieprzyjacielskich żołnierzy. To nasz Adam i Tomasz. Przeżyli, ale nie nadążają za wycofującą się resztą. Michaił odruchowo podnosi swoje AK-74, celuje i oddaje serię w stronę Polaków. Nie trafia, Polacy w porę schowali się za pozostałościami domu trafionego moździerzem na początku bitwy. Rosjanie mają przewagę, Polaków jest tylko dwóch. Wahają się co robić, poddawać się czy walczyć, a co jeśli poddadzą się i ich zabiją? Lepiej walczyć! Odpowiadają ogniem ze swoich Beryli zza osłony, Rosjanie nie pozostają dłużni, trwa wymiana ognia. W końcu Michaił przypomina sobie, że ma ręczny granat. Nigdy wcześniej nie rzucał granatem w warunkach wojennych. W ogóle w nikogo nie rzucał. Jednak odbezpiecza i rzuca. Szczęśliwym w jego przypadku trafem granat ląduje bardzo blisko Polaków, którzy mają zaledwie kilka sekund na reakcję. Adam krzyczy "Granat!!" i odruchowo odskakuje dalej i kładzie się na ziemi. Tomasz... Tomasz nie zdążył, nim się ruszył granat wybucha. Jego noga jest prawie urwana, zwisa na kilku ścięgnach, a korpus i twarz jest podziurawiona odłamkami. Adam nie może zrobić nic, może tylko przyglądać się, jak jego kumpel kona. W jakimś akcie desperacji, wściekłości, zwątpienia i rozpaczy wystawia się i strzela na oślep w stronę Rosjan. Michaił to wykorzystuje, oddaje krótką serię, trafia Adama w głowę, rozrywając mu czaszkę. Polak ginie na miejscu. Następuje cisza, Rosjanie podchodzą do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą opór stawiało dwóch młodych Polaków. Michaił zatrzymuje się przy leżących w kałuży krwi zwłokach swoich "wrogów". Patrzy na Adama, nie ma twarzy, a jego mózg... a właściwie jego resztki, wylały się z głowy. Patrzy na Tomasza, który wykrwawił się już 5 minut temu. Wyczerpany walką siada opierając się o ścianę. Myśli "Boże... Zabiłem ich. Zabiłem tych ludzi. Mogli być w moim wieku. Zabiłem ich... Boże, jak marzę o tym, by być w domu, tęsknię za tobą mamo, tęsknię za tobą Nadio... po co ja tu jestem, po co, nie ma to sensu...". Jeden z jego towarzyszy przeszukuje trupy, w kieszeni Adama odkrywa zdjęcie jakiejś ładnej dziewczyny, to Karolina. Widzący to Michaił myśli tylko "Przepraszam...". Jednak za chwilę musi ruszyć dalej. Kilka dni później Michaił zostaje zastrzelony, podobnie jak Adam. Nie wróci do mamy i do ukochanej Nadii żywy.

Rodziny i ukochani Tomasza i Adama jeszcze nie wiedzą, że nie mają już na kogo czekać. Dowiadują się po paru dniach, że oddział ich chłopców został zdziesiątkowany przez Rosjan, a ich nazwiska nie figurują wśród ocalałych. Wątpliwe także, by mogli godnie pochować swoich zmarłych synów, braci, wnuków i ukochanych. Zniknęli, nie ma ich, tak po prostu. Bo jest wojna. Bo poszli walczyć. Bo zginęli. Ich ciała będą gniły na polu bitwy, a może jednak Rosjanie zlitują się i pochowają ciała poległych, nawet wrogów, w prowizorycznych grobach. Nie wiadomo. A jeśli już, to gdzie? Jak? Rodzina prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Rodzina Michaiła ma o tyle lepiej, że Rosjanie wygrywają. Ciała poległych mogą spokojnie odesłać do kraju. Przynajmniej go pochowają.

Wojna jest przerażająca i niepotrzebna. Przeraża mnie fakt, że zabijają się tam w dużej mierze ludzie, którzy nic do siebie w gruncie rzeczy nie mają. Absolutnie nic. Są dla siebie obcy, ale jednocześnie nie różni ich nic oprócz munduru i strony, po której walczą. Po prostu zabijają się, bo tak, a śmierć zadana przez jednostkę jednostce jest niczym zawiniona. I właśnie dlatego na wojnie najwięcej tracą zwykli obywatele i ich rodziny. Politycy mogą stracić tylko władzę, ale to ludzie, szarzy ludzie, tracą najwięcej. I często dobrzy ludzie. Powyższy scenariusz jest przecież dość realny w razie wojny. I to naprawdę przykre, że będą się tam zabijali młodzi ludzie, przed którymi całe życie, którzy wzajemnie sobie nie zawinili niczym, ale strzelają do siebie, rozrywają ciała, w imię czego? Dlatego ja nie chciałbym walczyć. Wojna to horror i ogólnie wzajemnie zabijanie się niewinnych ludzi to dla mnie straszna rzecz.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-10 12:28:33
10.01.2020 10:25
Pizystrat
odpowiedz
7 odpowiedzi
Pizystrat
128

Niestety w Polsce wygląda to bardzo blado, jeśli chodzi o wynagrodzenia. 3000 zł? To już naprawdę nie jest najgorzej (na nasze realia), ja sam chciałbym tyle zarabiać, naprawdę, a zarabiam wyraźnie mniej. Mieszkam sam, ale w wielu kwestiach nadal pomagają mi rodzice. Bez ich pomocy nie miałbym najmniejszych szans utrzymać się za tak śmieciową pensję. Rachunki (woda, prąd, ogrzewanie, internet, ubezpieczenie auta, kredyt, raty, telefon) + oczywiście wydatki na codzienne życie, czyli jedzenie, picie, tankowanie samochodu czy jakieś rozrywki typu wyjście do kina, piwo z kumplami czy wino i pizza z dziewczyną. Już nie wspomnę o podróżach. A dołóżmy do tego wydatki nieprzewidziane, typu naprawa auta gdy coś się nagle zepsuje, lekarz prywatnie, leki itd itp. I utrzymaj się samemu za mniej niż 3000 zł, albo za mniej niż 2000 zł. A dołóż dziecko do tego.

Bez pomocy i wsparcia rodziców nie miałbym szans na cokolwiek, więc mnie się poszczęściło, że jakoś łączę koniec z końcem i daję radę za tak niskie wynagrodzenie. Wiem jednak, że wiele osób wegetuje i żyje z miesiąca na miesiąc, bo pod koniec miesiąca konto jest puste i tylko wypłata ratuje życie, by zaraz znowu pozbyć się jej na comiesięczne wydatki.

Najgorsze jest to, że człowiek ma często wykształcenie, pracuje uczciwie, a ma całe gówno.

U nas w firmie (budżetówka) jest zgroza pod względem wynagrodzeń. Teraz wezmą kogoś z ulicy, kogokolwiek, i na start ma niewiele mniej od kierownika pracującego tutaj od 15 lat. Sprzątaczki tutaj zarabiają minimalnie mniej lub tyle samo, co pracownicy umysłowi i merytoryczni z wyższym, którzy ponoszą wielką odpowiedzialność i pracują z roszczeniowymi petentami. Niewspółmierne stanowiska, obowiązki i odpowiedzialność, a poziom zarobków bardzo zbliżony. To jest zgroza, ale związki zawodowe nic nie robią. Można powiedzieć, że co cię tam trzyma. No trzyma umowa o pracę na czas nieokreślony. Wysyłam CV do innych pracodawców regularnie, ale przecież to nie takie hop siup, nie każdy się odezwie, trzeba czekać. Póki jest pewna praca i pewna wypłata, to jaka by ona nie była trzeba siedzieć tutaj, póki nie będzie się miało nic pewnego, przecież się nie zwolnię bez pewności, że zaraz będę miał inną robotę. Póki co to jest jawne plucie w twarz pracownikowi, który zapiernicza na firmę, a ma z tego ochłapy. A tego betonu wyżej (aż do ministerstwa) nie da się rozbić.

W tym roku planuję z partnerką zamieszkać wspólnie i połączyć co nieco finanse, więc mnóstwo rzeczy po prostu się rozłoży, będę mógł nieco odetchnąć i też odrobinę odciążyć rodziców pewnie. No i może znajdę inną pracę, lepiej płatną.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-10 10:26:57
10.01.2020 07:26
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

1. Czy przespałbyś się z gejem za 10 milionów dolarów. Powiedzmy, że jest przystojny, poziom Brada Pitta i Leonardo Di Caprio.
2. Czy przespałbyś się z bardzo brzydką kobietą za 10 milionów dolarów?
3. Czy przespałbyś się z bardzo ładną kobietą za 10 milionów dolarów?

1. Naprawdę nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś mi zaoferował 10 milionów. Myśląc trzeźwo i racjonalnie, nigdy w życiu na to bym się nie zgodził. Ale pieniądze, a w szczególności tak ogromne, mogą nie jednemu zawrócić w głowie i przysłonić pewne sprawy. Jestem 100% hetero i mógłbym zarzekać się, że nigdy w życiu nie przyjąłbym takiej oferty, bo godność, bo honor, bo wartości... Ale po prostu nie wiem. Biedy nie klepię, ale pieniędzy mocno brakuje na wiele rzeczy. Miałbym świadomość, że coś takiego może odmienić życie moje i mojej rodziny na wiele pokoleń.

2. Gdybym był wolny, oczywiście, że bym się przespał. Bez większego zawahania, czy gruba, czy szpetna, czy to i to. To kobieta, więc luz, dla takiej kasy mógłbym to zrobić. Będąc zajętym spytałbym się dziewczyny o zgodę po przedstawieniu sytuacji :D

3. Oczywiście, że tak, bez żadnego wahania, gdybym był wolny. Będąc zajętym powiedziałbym o tym dziewczynie.

W każdym razie będąc zajętym nie mógłbym tego zrobić za plecami, ani bez akceptacji swojej partnerki. Musiałbym to przedyskutować, inaczej nie ma tematu. Czyli może jakiś zalążek honoru czy wartości się we mnie tli :D

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-10 07:44:39
09.01.2020 11:44
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ja ważę 86kg przy 184cm i raczej nie mam problemu ze spodniami - prawie wszystkie mi wchodzą na nogi, gdy je przymierzam.

Waga wadze nierówna. Możesz ważyć tyle samo, ale mieć inną budowę ciała, ot, cała tajemnica.

09.01.2020 11:22
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

dla których każda luka fabularna i niedorzeczność to pole do snucia niesamowitych teorii i twierdzenia, że to oznaka geniuszu twórców

Ja myślę, że to nie o to chodzi. Po prostu niektóre gry z artykułu są jakby wciśnięte na siłę.

Nie twierdzę, że taka czy inna gra w której fabuła -faktycznie- nie jest jej najmocniejszą stroną, to jakiś celowy zabieg twórców i oznaka ich geniuszu. Ten felieton to subiektywna ocena autora, aczkolwiek mam odczucie, że nie miał już co wymyślić, o czym napisać i do czego się przyczepić, to zebrał kilka naprawdę dobrych i bardzo dobrych gier, w których fabuła była na drugim planie i mógł spuścić z siebie wywołaną czymś frustracją, mogąc skupić się na wytykaniu debilizmów i niedorzeczności, które w tych grach nie miały w ogóle, lub miały, ale bardzo małe znaczenie. W niektórych produkcjach, które na siłę starają się być ambitne, a im to nie wychodzi, faktycznie, można by zarzucić braki w logice i inne głupoty. Wtedy jest to poważny minus produkcji i sprawia to, że w grę się nie chce grać, w szczególności gdy inne jej elementy kuleją. Natomiast w większości wymienionych gier prosta i "głupia" fabuła nie była czymś, co mogłoby od gry odrzucić, a wręcz przeciwnie, gry sprawiały jeszcze większą frajdę.

Taki Far Cry. No ok, fabuła prosta jak budowa cepa. No i co z tego? Była wystarczająca i akceptowalna. Nikt nie przejmował się tym, kim jest jakaś laska i dlaczego, czemu mutanty wyglądały jak wyglądały oraz czemu laboratorium było w wulkanie. Było bo było. W tej grze brak ambitnej i dobrze przemyślanej fabuły nie byłą żadną wadą, ponieważ dostaliśmy rewelacyjną grę akcji, świat, w który człowiek wsiąkał na długie godziny wybijając kolejnych wrogów, dodając do tego naprawdę dużą swobodę w podejmowaniu działań i sporą mapę jak na FPS w tamtych czasach, przyzwoity poziom trudności oraz przede wszystkim kosmiczną oprawę graficzną, gdzie człowiek potrafił zatrzymać się i podziwiać wodę, roślinność czy podziurawionych serią z automatu przeciwników, przyczepianie się do fabuły to już lekka przesada. Nikt po tej grze nie oczekiwał świetnie opowiedzianej historii i nie zastanawiał się nad sensem wybudowania laboratorium w czynnym wulkanie, nikt w 2004 roku nie zwracał uwagi na takie pierdoły, tylko miał szczenę na podłodze i liczył na zabawę na najwyższym poziomie w cudownej oprawie graficznej, a to gra zapewniała i nawet dzisiaj można przy niej dobrze się bawić, grafika nie straszy.

O Assassin's Creed: Black Flag już nawet nie chce mi się wypowiadać, bo gra jest rewelacyjna pod praktycznie każdym względem i moim zdaniem jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą częścią serii.

Nie łudźcie się jednak: to nie pirackie dzieło pokroju Wyspy skarbów, tylko dziki miszmasz pomysłów, z których żaden nie wydaje się odpowiednio rozwinięty.

Miszmasz to chyba miał w głowie autor pisząc ten artykuł. Z całym szacunkiem i bez urazy, ale ta gra jest znakomicie rozwinięta, w szczególności jeśli chodzi o aspekty pirackie. Ta gra zapewnia masę frajdy, pływanie statkiem z własną załogą, bitwy morskie, piękna grafika, efekty pogodowe, to oczywiste zalety. Ale fabuła również trzyma bardzo solidny poziom i podczas gry nie zauważyłem, by było coś nie tak, by cokolwiek mi przeszkadzało. Jak dla mnie historia opowiedziana w sposób przystępny i ciekawy.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-09 11:26:08
09.01.2020 10:38
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Jak dla mnie Piątek jest ofiarą fatalnej postawy Milanu. Jakiś kozioł ofiarny musi być, więc najlepiej przyczepić się do strzelającego mało bramek napastnika. Tylko ciekawe jaki napastnik w obecnym Milanie strzelałby dużo bramek i ciągnął zespół za uszy? Ten zespół gra taką padlinę, że to aż boli nawet mnie, człowieka, który na Serie A i Milan ma normalnie całkowicie wywalone. To jednak gdzie te czasy z Kaką, Szewą czy Seedorfem...

Ibrahimovic to piłkarz wyjątkowy, znakomity. Tylko jeśli włodarze Milanu uważają, że rozwiązali problem, bo przyszedł do tej drużyny 38-letni emeryt i postawią na niego kosztem jeszcze młodego Piątka, to jest to trochę naiwne myślenie. Wątpię, by jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Milan z Ibrą w składzie zaczął grać lepiej. Wiadomo, Ibra może mieć wpływ na szatnię, może coś mu tam wpadnie do siatki, ale nie sądzę, by pozbycie się Piątka kosztem 38-letniego napastnika, który dopiero co wrócił z wczasów w USA było dla tej drużyny zbawienne, raczej nie tędy droga. Ibra też tych wszystkich swoich pięknych bramek nie zdobył sam, ktoś mu dogrywał, żeby mógł walnąć z woleja, półwoleja, półobrotu czy piętką. Czy nagle wszyscy będą grali na niego, a on będzie ładował bramkę za bramką? No nie wiem, okaże się, ale wątpię.

Dla Piątka jednak najlepiej będzie zmienić otoczenie. Obecny Milan to jedno wielkie nieporozumienie i najgorsze miejsce dla napastnika. Tylko, że do Premier League także miałbym wątpliwości i to jeszcze do Aston Villi. Co prawda od zawsze pragnąłem w tej lidze zobaczyć ofensywnego Polaka (epizodu Grosickiego nawet nie liczę), ale nie jestem pewien, czy przejście do zespołu grającego co mecz o życie i utrzymanie w tak trudnej i fizycznej lidze będzie dla Krzyśka szansą, by wrócić do regularnego strzelania. Piątek przyjdzie do drużyny jako wybawiciel za 30 mln, a drużyna spadnie z ligi. Czyja wina? No kozła ofiarnego po raz kolejny będzie bardzo łatwo zrobić i ja już wiem, kto by nim był. Jest to spore ryzyko, no ale może się opłaci, zobaczymy. Życzę mu wszystkiego dobrego i chciałbym, by Piątek wrócił na dobre tory.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-09 10:41:45
09.01.2020 10:23
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Mnie nie podobają się rurki, nie chcę nosić takich spodni i ich nie noszę, proste. Natomiast jeśli ktoś lubi, wygodnie mu w takich i pasuje do jego osoby taki styl, no to w czym problem? Jego prywatna sprawa. Nie można nikogo oceniać poprzez ubiór. Owszem, czasami ubranie wyrażą osobowość czy upodobania, ale nie zamierzam kogoś skreślać z miejsca, bo nosi rurki, a ja rurek nie lubię. Może i nosić sobie spodnie z krokiem w kolanach, może nosić rurki, a może jest fajnym gościem, z którym bym się normalnie dogadał? Jasna sprawa, że mam prawo mieć swoje zdanie na ten temat i w myślach sobie zadać pytanie "Co on nosi"? Ale na dłuższą metę w żaden sposób to we mnie nie uderza, nie znam człowieka, nie wiem jaki jest i ma prawo ubrać się jak tylko zapragnie.

Zauważyłem ogólnie jednak, że teraz wiele spodni jest dość ciasnych. Pójść do sklepu i znaleźć pasujący rozmiar to dla mnie udręka. Nie jestem gruby, ważę nieco ponad 80 kg przy 180 cm, ale nogi mam dość okazałe. Krew mnie zalewa jak muszę chodzić po 10 sklepach, zdejmować spodnie które mam na sobie, zakładać te do przymierzenia i tak przez bite 2 godziny minimum, a większość albo nie wchodzi na łydkę, albo na udo, a są za... długie. Udręka.

Tym, którym przeszkadzają tak rurki polecam zapoznać się z historią ubioru mężczyzn na przestrzeni ostatnich kilkuset lat chociażby. Moda się zmienia cały czas, ale obcisłe rajtuzy, spodnie czy inne elementy ubioru były bardzo częste w modzie męskiej. Mężczyźni ubierający dzisiaj obcisłe spodnie nie powinni budzić jakiegokolwiek zgorszenia. Chodzi o to, że obcisłe spodnie to nie jest wymysł XXI wieku i kwestia "spedalenia" społeczeństwa.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-09 10:27:07
08.01.2020 09:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

troche sam jest sobie winien, kibicuje arsenalowi

Możemy sobie pożartować z wielu rzeczy, możemy sobie dogryzać jak kiedyś w wątku o piłce, ale ten temat to raczej słabe pole do żartów. Chociaż faktycznie gra Arsenalu w ostatnich 2-3 latach może dołować. I naprawdę mocne słowa jak na kogoś, kto ogląda Milan. To też może doprowadzić do problemów psychicznych. Jeśli już nie doprowadziło. No ale możemy sobie tylko współczuć w takim razie, piona!

Bull wyjaśniłeś dobrze.

No właśnie. Dobrze, że wyjaśnił, bo byś nie ogarniał nic. Już serio byście darowali sobie jeden z drugim w takim wątku. Jest czas na żarty, jest czas na trochę powagi. A nikt z was nawet nie pomyśli, że może kiedyś, na starych kontach i początkach tego byłem agresywny słownie i dawałem się łatwo prowokować, bo wyładowywałem frustrację nagromadzoną w szkole na forum i tylko się tutaj ośmieszałem? Pamiętam jaki byłem, co wypisywałem i wcale nie napawa mnie to dumą. Trochę ogłady złapałem jednak wraz z wiekiem.

A teraz na poważnie. Ja też mam różne nastroję, gorsze dni, ostatnio problemy z oddychaniem i wyczytałem że to może być nerwica

A ja słyszałem, że podobno kibice Barcelony, obywatele Katalonii i redaktor Stanowski tak mają, gdy przy piłce jest Messi. Gorsze dni jak ktoś odbierze mu piłkę, problemy z oddychaniem, gdy kogoś okiwa. Spokojnie, to nie nerwica, wyjaśniłem dobrze? Wiem, że bardzo zabawne... niestety bywam też złośliwy.

A teraz na poważnie. Też mam czasami problemy z oddychaniem, mam kłopot ze złapaniem głębokiego, pełnego wdechu. Kilka razy miałem tak, że drętwiały mi ręce i twarz, a ja miałem wrażenie, że zaraz zejdę. Nie zwalałbym winy tylko na nerwy, bo też czasami lubię zapalić i ogólnie od dłuższego czasu mało się ruszam i kondycja jest u mnie słaba, ale na pewno mają one jakiś wpływ na to wszystko.

Ogólnie jednak każdy ma gorsze dni i nie ma wyjątków. Inaczej jednak, kiedy ktoś ma tak raz na jakiś czas i nie przybiera patologicznych form - jest to całkowicie normalne, bo przecież każdy może mieć słabszy dzień czy okres w życiu. A inaczej, gdy ktoś przewlekle jest w dołku lub doskwierają mu inne problemy natury psychicznej, nawet bez racjonalnych powodów. Wtedy powinna zapalić się już lampka.

Co do podanych przykładów cudownych ozdrowień, że ktoś tak po prostu wyszedł na prostą, cóż... Myślę, że jest to możliwe, ale to pewnie rzadkie przypadki. Zresztą każdy jest indywidualny, bo ludzie są różni. Zależy to pewnie od bardzo wielu czynników. Jeden poradzi sobie z problemami przez jakiś wspomniany przez Ciebie bodziec, a kilku kolejnych nigdy z tego nie wyjdzie bez fachowej pomocy lekarskiej. Przykład Twojego znajomego również na podobnej zasadzie. On wyszedł z alkoholizmu, bo został ojcem. Jest to bardzo silny bodziec, faktycznie. No ale jestem przekonany, że wielu alkoholików nie miałoby szans na wyjście z choroby bez pomocy lekarskiej, niezależnie od tego co działoby się wokół nich. Ile to jest patologicznych rodzin? Jednego dziecko (bodziec) zmieni, drugiego nie. Ludzka psychika jest tak skomplikowana, że wszyscy psycholodzy i psychiatrzy świata bazując na swojej wiedzy i doświadczeniu mogliby napisać wspólne dzieło na miliony stron, a i tak nie wyjaśniłoby to bardzo wielu zawiłości ludzkiego umysłu.

Jakbym siebie czytał z tym, że ty masz szczęście. Ja się nie lecze boję się iść do lekarza a po drugie moja mnie przez takie akcje rzuciła, nie wiem czy kiedykolwiek sobie jeszcze kogoś znajdę

Owszem, mam niesamowite szczęście, że kogoś takiego mam (i to jeszcze jest osoba poznana przez Badoo. To tak, jakbym w totka wygrał, a dziewczyna nie tylko dobra, ciepła i wyrozumiała, ale też inteligentna, finansistka. I w mój gust, ładna i szczupła). Tylko, że właśnie przez problemy psychiczne nie doceniam tego co mam i nie obdarzam należytym szacunkiem. Ja cierpię, a ona wraz ze mną i przeze mnie. Nie wiem skąd ma tyle cierpliwości i wiary we mnie. Miłość zaślepia? Pewnie tak, ale przynajmniej wiem, że to miłość. Bo bogaty nie jestem ;) Wystarczy wspomnieć, że moje poczucie bycia gorszym i kompleksy objawiają się praktycznie w każdym przypadku, nawet podczas "zabawy". Rywalizuję z nią we wszystkim podświadomie. W co bym nie grał z nią, w bilard, karty, rzutki, jakiś quiz czy dowolna inna gra. Gdy przegram, odczuwam wściekłość, dostaję białej gorączki, potem narasta zazdrość i pojawia się dół, że jestem beznadziejny i do niczego. Obrażam się na nią. Każda gra z nią mnie stresuje bo automatycznie rywalizuję i zazdroszczę. To samo zresztą w kwestiach zawodowych. Jak lepiej zarobi, to olaboga, drzazga w... wiadomo w czym. Kompleksy, brak wiary w siebie, niedowartościowanie napędzają chorą rywalizację. Po co, z kim, dlaczego? Samo to, że mam taką wspaniałą kobietę powinno mnie wartościować. Niestety, to nie jest takie proste. Tak samo chora zazdrość i obsesyjne myśli na temat jej przeszłości, zanim mnie w ogóle poznała i idealizowanie wszystkich tamtych wydarzeń, bo przecież ze mną jest już gorzej... Wszystko to powoduje, że jestem porywczy i łatwo wybucham. Co ciekawe, głównie przy niej i na nią. Ze znajomymi i przyjaciółmi nie spotykam się na tyle często, by oberwało się im, chociaż widzieli moje chamstwo wobec dziewczyny kilka razy i zwracali mi uwagę, że nie powinienem był tak czy tak się zachować. Przykre to wszystko.

To bardzo przykre co Cię spotkało z dziewczyną. Jak widać nie była właściwą osobą, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że być z osobą, która ma takie problemy, jest bardzo trudne. Być może czasami nawet miłość nie wystarczy, by taki związek przetrwał, bo każdy ma inne granice wytrzymałości, tacy już jesteśmy. Nie ma co tego roztrząsać. Nie możesz mówić, że już nikogo nie znajdziesz. Nie twierdzę, że będzie łatwo, ale na pewno ktoś może docenić Twoje zalety czy wartości i spojrzeć na Twoją prawdziwą twarz i oblicze, a w problemach czy chorobie, jakie by one nie były, wspomóc. Nie możesz się poddawać i mówić, że zawsze będziesz sam. Nie będziesz.

Ja też boję się lekarzy i wizyt u nich. Dziewczyna mnie namawia na wizytę, nawet wyszukała najbardziej polecanych psychiatrów, no ale nie mogę się przełamać jak do tej pory. Myślę, że najtrudniej zrobić pierwszy krok, ale potem pewnie jest już z górki. Boję się też z tego względu, bo obawiam się, że nie będę potrafił się w pełni otworzyć i o wszystkim opowiedzieć. No ale może tylko tak mi się wydaje. Wiem jednak, że sam z tego raczej nie wyjdę, po prostu w to wątpię. I prędzej czy później będę musiał zasięgnąć pomocy specjalisty. Ogarnąć się jest bardzo trudno, kiedy Twoim przeciwnikiem jesteś Ty sam i Twój umysł. Myślę, że też będziesz musiał się przełamać i z kimś porozmawiać. Wyjście na prostą zawsze jest możliwe i trzeba w to wierzyć i do tego dążyć. Pamiętajmy, że są ludzie, którzy mają od nas dużo gorzej i muszą radzić sobie z większymi przeciwnościami, a dają radę. Tego się trzymajmy.

Pizystrat: słyszałeś o czymś takim jak zaburzenia osobowości?

Słyszałem i zapewne jest to jedna z moich dolegliwości, bo pewnie nie jedyna.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-08 09:51:28
07.01.2020 14:34
Pizystrat
2
odpowiedz
4 odpowiedzi
Pizystrat
128

Ja w życiu codziennym funkcjonuję normalnie, ale zmagam się z poważnymi problemami psychicznymi (kompleksy, ogromna chorobliwa zazdrość, najczęściej o coś związanego z ukochaną, np. jej jakiś sukces, ale także jej przeszłość zanim mnie poznała, bardzo chwiejne nastroje, stany depresyjne, myśli samobójcze, obsesyjne myśli itd). Utrudnia to życie, naprawdę, a przede wszystkim życie w związku. Kochamy się wzajemnie bardzo, planujemy wspólną przyszłość, ale to co ona ze mną ma, to jest... no wystarczy powiedzieć, ile razy przeze mnie płakała. A mimo to wytrzymuje i mnie wspiera, bo wie, że moje zachowanie wynika z choroby, a nie dlatego, że taki naprawdę jestem. Kuracja u psychiatry bardzo wskazana w moim przypadku. Wszystko to wynika z tego, jak pomiatano mną w czasach licealnych, no ale to już mniejsza z tym.

A mówię to po to, byś wiedział, że nie jesteś sam z problemami psychicznymi. Niestety, to też poniekąd trochę choroba cywilizacyjna (depresja), ale oczywiście może mieć różne przyczyny i podłoże, zależy od środowiska, okoliczności, człowieka. Nie można się poddawać, nigdy. Trzeba próbować. Depresja to suka, wredna i zawzięta suka, ale jest do pokonania, trzeba chcieć podjąć walkę. I dobrze, gdy ma się wsparcie przyjaciół, rodziny czy drugiej połówki. Ja może nie mam depresji (chociaż pojawiają się stany depresyjne, kiedy mam dużego doła i nie chce mi się żyć), ale mam wsparcie ukochanej, to ważne. No ale trzeba samemu zacząć też coś robić, bo nikt za Ciebie nie pójdzie do psychiatry i nie zacznie leczenia (dotyczy to także i mnie). Choroby psychiczne mogą dotknąć absolutnie każdego, bez wyjątku, zresztą, jak każda choroba. I potrafią bardzo, bardzo uprzykrzać życie. A mnóstwo ludzie nie ma bladego pojęcia, że np. ze mną jest coś nie tak. Jestem miłym, kulturalnym młodym facetem, który ma cudowną, kochającą dziewczynę, wspólne plany z nią, mam przyjaciół, rodzinę, auto, mieszkanie. Ale tego co się dzieje w mojej głowie nie wie prawie nikt. To trudna walka. Walka z samym sobą też, ale na pewno można to wygrać.

Z pewnością dasz radę i wyjdziesz na prostą. Trzymam kciuki.

07.01.2020 13:31
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Oj, wiele takich aut było lub jest.

Dodge Charger i Challenger - miazga, każda generacja mi się mega podoba, rocznik nieważny, przytuliłbym każdy --->

BMW M6 2019

Mercedes CLS AMG 2019

Gdybym tylko miał takie hajsy... Może w innym życiu.

07.01.2020 12:33
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Pizystrat nieustraszony.

Niestety zdjęć Lulki nie mam na obecnym telefonie. Jeśli kiedyś znajdę, zamieszczę. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za mój spam i dodanie tylu komentarzy z rzędu.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-07 12:34:38
07.01.2020 12:32
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

A tutaj ateński tyran Pizystrat, władca tego miasta.

07.01.2020 12:31
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Na dokładkę koty z moich wojaży, tutaj ateńskie okazy.

Zmęczony życiem Sokrates --->

07.01.2020 12:29
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Misia 4

07.01.2020 12:26
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Misia 3

07.01.2020 12:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Misia 2

07.01.2020 12:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

No i w końcu Misia. Kotka ma około 7 lat. W 2013 roku potrzebowałem trochę zarobić, więc udałem się na wieś na zbiór wiśni. Idąc piechotą w stronę sadu na środku ulicy leżał malutki, maleńki kotek. Szedłem wtedy z ówczesną dziewczyną i jej siostrzenicą. Kotek był słodki, biegł za nami, taki malutki. Jednak nie przyszłoby mi do głowy, by go brać, tym bardziej, że idę zbierać wiśnie. Wzięła go na ręce ta siostrzenica i zabrała ze sobą do sadu. Była jeszcze wtedy dzieciakiem, więc szybko straciła zainteresowanie zwierzęciem. No a kotek... cały czas chodził za nami, od drzewa do drzewa, nie odstępował na krok, dawał się głaskać, chciał się bawić. Gdy nadszedł fajrant nie mogłem, po prostu nie mogłem go tam zostawić. Mieliśmy wtedy już 2 koty ( Lulka i zmarłą już Lulcię), ale pomyślałem, że zrobię mamie niespodziankę. Wziąłem kotka na ręce i tak niosłem wracając na powrotny autobus komunikacji podmiejskiej. Od razu też wiedziałem, że to kotka i sprawdziło się. Początkowo spała u mnie w pokoju i była milusińska, ale gdy podrosła, zaczęła co raz bardziej pokazywać pazur. Ma najwredniejszy charakter ze wszystkich naszych kotów. Jest bardzo obrażalska i pamiętliwa, złośliwie sika, bardzo rzadko daje się brać na ręce, jest niecierpliwa i łatwo się denerwuje. I jako jedyny kot potrafi mocno ugryźć i udrapać. Uwielbia delikatnie smyranie po głowie, pod brodą i na szyi, wtedy jest łagodna, ale spróbuj zjechać niżej lub dotknąć łapy czy brzucha albo grzbietu, od razu dostaniesz łapą lub podejmie próbę ugryzienia. Raz było tak, że nasikała na dywan, mama na nią nakrzyczała. Uciekła z domu i nie wracała przez wiele dni. Ma charakterek, arystokratka.

Jednak nie sposób było się jej oprzeć i zostawić ją w tamtym sadzie na pastwę losu --->

07.01.2020 12:11
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Wszystkie trzy kotki, przed Bunią.

07.01.2020 12:10
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Drapek 2

07.01.2020 12:09
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128
Image

Drapek - kot, który ma dość ciężki charakter. To znaczy, uwielbiał przychodzić do mnie do pokoju spać na kanapie naprzeciwko mojego łóżka. Teraz już nie mieszkam z rodzicami i w ogóle nie przychodzi do mojego pokoju, ale kiedy tylko przyjeżdżam, od razu melduje się na noc i śpi razem ze mną. Z drugiej jednak strony to kot, który lubi być głaskany, lecz nienawidzi trzymania na rękach. Bardzo szybko się denerwuje, gdy się go weźmie, jęczy, stęka, prycha, a przy puszczaniu go odpycha się mocno tylnymi łapami z pazurami, więc trzeba uważać. No cóż, każdy kot jest inny. Ma też tendencję do złośliwego sikania poza kuwetę. Jako jedyny nie potrafi otwierać drzwi, tylko stoi pod nimi i żałośnie miauczy. Jest oczkiem w głowie wspomnianego Putina, który uwielbia go lizać... no, wiecie w jakich miejscach. Ale nie tylko ;)

Również otrzymaliśmy go kilka lat temu od rodziny (tej samej).

07.01.2020 12:02
Pizystrat
😍
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Bunia i Lulek - love story better than Twilight

07.01.2020 11:57
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Lulek i Bunia x2

A, i pies Putin. Ten to jest dopiero wariat. Bardzo dobrze dogaduje się z kotami, lubi się z nimi bawić, czasami drażnić i je ganiać, ale wszystko w zabawie. Zwierzęta znakomicie się tolerują. A sam pies... no cóż, szalony. Z nami też lubi się drażnić, np. jak ma wsypaną karmę do miski to zbiera ją w pysk, odchodzi od miski, rzuca na podłogę i czeka aż ktoś się spojrzy na niego i zacznie podchodzić, wtedy warczy i szczeka i dopiero wtedy je karmę. Potem idzie po kolejną porcję i ta sama zabawa. Podobnie jest z wszelakimi piłeczkami, pluszakami itd. Podchodzi i chce, by się z nim drażnić. Śmieszny pies.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-07 12:01:34
07.01.2020 11:56
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Dogaduje się z Bunią :) Bardzo częsty obrazek.

07.01.2020 11:55
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Lulek - to pierwszy kot w domu. W ogóle ciekawa to historia jest, bowiem moja mama nigdy za kotami nie przepadała, zawsze mieliśmy psy i woleliśmy psy. Coś jednak pękło, przyszło to nagle. Mama robiąc zakupy na hali targowej minęła panią, która coś tam sprzedawała, a przy okazji miała do oddania koty i liczyła, że je rozda. To był jakiś odruch, spontan, nie wiem jak to nazwać. Po prostu wzięła kotka ze sobą. I od tego się zaczęło, teraz ciężko sobie wyobrazić dom bez kotów. Było to 9 lat temu. Lulek to dorodny, duży kot, ma puszyste, mięciutki futro. Z charakteru jest dobrym kotem, jest dość cierpliwy, bardzo lubi być głaskany praktycznie po całym ciele i ze wszystkich kotów które mamy wydaje się być najbardziej spokojny. Taka przytulanka. Podobnie jak Bunia bez problemu radzi sobie z otwieraniem drzwi.

07.01.2020 11:49
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Bunia 3

07.01.2020 11:49
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Bunia 2

07.01.2020 11:48
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Ja mam dość poważny problem, ponieważ moi rodzice mają cztery koty i żeby zamieścić tutaj te fajniejsze/słodsze zdjęcia, musiałbym chyba dodać kilkanaście komentarzy z rzędu. Ale w sumie czemu nie, przecież ten wątek od tego jest, by się chwalić swoimi zwierzakami. Może wybaczycie mi taki spam, tym bardziej, że jeszcze w kocim wątku się nie wypowiadałem :)

Mamy dwóch facetów i dwie kobitki: Lulek - 9 lat, Drapek - 6 lat, Misia - 7 lat, Bunia - nieco ponad rok.

Kilka lat temu mieliśmy również kotkę Lulcię, niestety nieszczęśliwie zginęła potrącona przez samochód na naszej mało ruchliwej ulicy, zginęła na miejscu. Pochowaliśmy ją.

Kiedyś część naszych kotów miała dzwoneczki, ale uznałem, że może to kotom przeszkadzać mając na uwadze ich dobry słuch, więc poleciłem mamie, by je zdjęła i od paru lat żaden kot nie ma dzwonka. Informuję, bo na niektórych starszych zdjęciach mogą być jeszcze z dzwoneczkami, więc żeby nie było jakiejś tam krytyki :)

Zacznijmy od Buni. Mamy ją nieco ponad rok, dostaliśmy kotkę od rodziny ze wsi, bo urodziło się kilka kotów jak to na wsi i nie mieli co z nimi zrobić, więc po prostu rozdawali. Na uwagę zasługuje jej ciekawe umaszczenie. Kotka jest piękna i urocza, prawdziwa damulka, ale przy tym nie jest zbytnio złośliwa. Daje się głaskać praktycznie wszędzie, jest przyjacielska i skora do zabawy. Oczywiście czasami "ugryzie", chociaż ciężko to nazwać ugryzieniem, raczej delikatnym uszczypnięciem ząbkami. "Bije" też raczej bez pazurów. Jak była młodsza mogła bawić się non stop, w szczególności uwielbiała jak machałem drewnianym wężem, te jej akrobacje, skoki. Jest też jedynym kotem z czterech, która wyjątkowo reaguje na kontakt wzrokowy. Otóż gdy jest obecna np. w pokoju i wtedy się na nią spojrzę, łapiemy kontakt, ona wydaje takie ciche pomruki i ledwo słyszalne miauki. Bardzo szybko również nauczyła się otwierać wszystkie drzwi klamką.

07.01.2020 10:34
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Ja jak to porządny facet mam jedną patelnię do wszystkiego. Jest duża, więc wszystko się tam zmieści :) Ale to wszystko do czasu, aż dziewczyna się do mnie wprowadzi, bo pewnie zostaną wprowadzone zmiany.

07.01.2020 10:31
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Cóż, to zależy. Są tygodnie gdy jem więcej, a są, gdy mniej. Uśredniając nie wychodzi jednak nawet pół kromki na tydzień. Czasami gdy w pracy idę zjeść zupę, no to zjem kilka kromek lub gdy jem jajecznicę/omlet, również przegryzę z max. dwie kromki. Był okres, gdy prawie codziennie jadłem chleb tostowy, robiąc sobie tosty. Jeszcze do tego polewałem to majonezem. Niestety w dość niepokojącym tempie zaczął rosnąć mi podwójny podbródek i inne rzeczy, więc dałem na wstrzymanie :D

07.01.2020 10:25
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

A kto by to spamiętał. Miałem tutaj trochę kont: HenryPL, TPC_Clan czy VanPersie. Nie jest to powód do chwalenia się, ale chyba na każdym miałem bana. Cóż, kiedyś byłem dość wylewnym szczekaczem, więc regularnie wdawałem się w słowne utarczki z innymi i nie kończyło się to najlepiej ;)

Aktualne konto mam od 2008 roku i jakoś udało się wytrwać bez bana :D

07.01.2020 10:12
Pizystrat
odpowiedz
6 odpowiedzi
Pizystrat
128

Szkoda, że polecając ten samochód nie powiedziałeś nic o prawie całkowitym braku zamienników

Nie zgadzam się. W tym modelu i konstrukcji można pozwolić sobie na wiele zamienników. Brak części zamiennych do tego auta to nie jest prawda. Poruszasz się w ogóle w tematyce Lexusów? Bo ja i tysiące użytkowników aut tej marki (kilka grup na Facebooku i forów) nie narzekamy na trudno dostępne części. Oczywiście, że niektóre elementy wymagają większego zachodu, ale absolutnie nie ma tragedii. Autor tematu zresztą nie napisał nic, że chce mieć wszystkie części dostępne od zaraz, od ręki, dlatego pozwoliłem sobie na taki przykład. Całkowity brak zamienników to wyssana z palca bzdura.

niezawodnosc niezawodnoscia, ale na Boga, kupowac 16 letnie auto?
Takie auto moze wygladac jak spod igly, ale rownie dobrze po przejechaniu 10 km bedziesz mial wydatek w cenia tego auta.

No i co z tego, że 16-letnie? A drugie zdanie można przypasować do absolutnie każdego używanego samochodu. Nigdy nie ma pewności co i kiedy się zepsuje. Nawet kupując nowe auto z salonu jest ryzyko, że coś się wkrótce posypie. Oczywiście, że w teorii im starsze auto, tym większe ryzyko, ale nie ma na to żadnej reguły. Możesz kupić auto z 2010 roku, nabrać się na zapewnienia sprzedawcy, a potem cierpieć niemiłosiernie. Możesz kupić auto starsze i nie mieć żadnych problemów. Jednak takie wrzucanie do jednego wora aut starszych i pisanie, że przecież zaraz może się zepsuć, to trochę słabe jest. Napisałem tylko, że w kwocie około 25 000 zł można kupić zadbany egzemplarz, który nie powinien przysparzać dużych problemów i to jest fakt, a nie wyssany z palca farmazon.

Tym bardziej, że o kosztach eksploatacji autor w ogóle nie napisał. Jasna sprawa, że będą większe niż w Fordzie, no ludzie, to Lexus. Nie rozumiem jednak co złego w takiej propozycji. To bardzo dobre, długowieczne samochody. Autor tematu nie będzie chciał podejmować takiego ryzyka, to jego prawo, jego święte prawo i decyzja. Może również nie chcieć wydawać na auto, paliwo czy te "części zamienne". Jasne. Tylko nic o tym nie napisał, dlatego wskazałem Lexusa, bo jestem jego użytkownikiem i wiem z czym to się je, mam jakieś pojęcie. A jak będzie wolał kupić Forda, no to kupi Forda, to też przyzwoite autka.

Gdyby Kaladin na wstępie zaznaczył, że interesuje go bardzo łatwa dostępność części, możliwie jak najniższe spalanie i koszty utrzymania, w ogóle bym się tutaj nie wypowiadał. No ale chyba nie zaznaczył... A że Lexus produkował i produkuje dobre samochody, no to inna sprawa.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-07 10:16:54
07.01.2020 09:42
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Mnie nie robi absolutniej żadnej różnicy czy jeżdżę autem z manualem czy z automatem. Moje pierwsze auto - Rover 75 - był z manualem. W pracy każdy służbowy samochód, Skody Rapidy, Octavie, Fabie, Fiaty Doblo, Ople Vivaro, Dacie Dustery, mają manualne skrzynie. Uwielbiam jeździć samochodami i przyjemność sprawia mi zarówno zmienianie biegów, jak i jazda w automacie. Wygoda? W teorii wiadomo, że automat wygodniejszy, nie zgaśnie, lewa noga wolna itd. Ale jak ja jadę z manualem, to nie myślę o zmianie biegów, robię to... z automatu, jakbym był zaprogramowany. Więc de facto nie odczuwam różnicy, po prostu jadę do przodu, do tyłu, skręcam, a czy to manual czy automat, bez znaczenia dla mnie.

Aktualnie mam GS 300 mk2 w automacie i jest zajebiście. Nie brakuje mi manuala, a przesiadka z mojego auta do np. służbowego z manualem nie sprawia żadnego kłopotu. Przyjemność z jazdy bardzo duża. Nie jest to sportowe auto, ale blisko 230 KM w automacie zapewnia dobre osiągi, spod świateł bardzo dobrze rusza i wcale nie trzeba gazu do podłogi wciskać ;)

Zawsze dyskusje automat vs manual kojarzą mi się z xbox vs playstation, konsola vs pc, kawa czy herbata, ogórkowa czy pomidorowa, białe czy czarne. Wszystko jest dla wszystkich i tyle w temacie.

07.01.2020 09:16
Pizystrat
odpowiedz
6 odpowiedzi
Pizystrat
128

Jeśli jesteś w stanie zaakceptować starszy rocznik, niż 2006, a także nieco większe spalanie, to może coś z Lexusów?

Lexus GS 300 mk2, spokojnie do znalezienia w podanym budżecie i to w bardzo dobrym stanie. Produkowany był bodajże do 2004 roku. Całkiem duży sedan, bardzo duży komfort, świetne wyposażenie jak na tamte lata i samochód z niezawodnym silnikiem 2JZ, nie bez powodu mają one opinie pancernych. Sam jestem użytkownikiem tego auta i właśnie dlatego mogę polecić. Automatyczna skrzynia biegów, nie mam w gazie, ale z tego co wiem nie ma większych problemów z instalacją gazu.
Spalanie na trasie to spokojnie można zmieścić w 9-10 litrach, co jak na taki silnik nie jest złym wynikiem. W mieście więcej, bo i do 15, a tryb mieszany no to 10-12. Wszystko zależy od tego gdzie się jeździ, jak często i jaką ma się nogę, no bo jest czym jechać i kusi, by przycisnąć gaz spod świateł. Mój to rocznik 2001, a każdy kto go widzi mówi, że wygląda na sporo nowszy.

W tym budżecie możesz również spokojnie znaleźć Lexusa IS I generacji. Jest to także bardzo dobre auto.

Na rocznik nie ma co się aż tak patrzeć w przypadku podanych przeze mnie aut (chociaż oczywiście najlepiej brać takie, które są po lifcie).

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-07 09:17:23
07.01.2020 08:22
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128
Image

Motorola C550.

03.01.2020 11:49
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

a Arsenal zmienił trenera na amatora

No chyba Ty. Widać jaki amator z niego. Ljungberg to profesjonalista, a Arteta to geniusz. W przeciągu 3 lat Arsenal zdobędzie mistrzostwo i wygra LM :)

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-03 11:50:49
03.01.2020 11:44
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Oczywiście, że to wina gier. Ktokolwiek w ogóle ma wątpliwości? Gry to wymysł Szatana.

03.01.2020 11:36
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Orlen w 95% przypadków. Czasami zajadę na taką małą, lokalną stację, mają tam dobre paliwo. Ale najczęściej jednak właśnie ten Orlen.

03.01.2020 11:31
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

Tylko i wyłącznie nago - nie ma innej opcji. Mam za wielkie jaja i za dużego penisa, by spać w gaciach. Po prostu uwiera i jest dość niewygodnie. Za dnia jakoś to jeszcze znoszę, bo skupiam się na czym innym, ale w nocy, gdy udaję się na zasłużony odpoczynek po ciężkim dniu, przyrodzenie musi być wolne. Ponadto przydaje się to w łóżkowych igraszkach, muszę być przygotowany na wszystko, a zdejmować gaciochy to strata czasu gdy przyjdzie co do czego. Prawdziwy samiec alfa śpi nago.

post wyedytowany przez Pizystrat 2020-01-03 11:33:14
24.12.2019 11:45
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

Chłopak pisze wyraźnie, że interesuje go laptop. Ba, ceni sobie mobilność i zamiast mu doradzić w tej sprawie, to zlatują się osoby, które próbują go od tego pomysłu odwodzić, bo przecież stacjonarny PC lepszy, bla bla bla. Po co komentować, jeśli ma się zupełnie inne zdanie? Ja wiem, że to forum dyskusyjne, no ale gość nie pyta się czy kupić PC, konsolę czy laptopa i raczej nie oczekuje rady w tej kwestii, tylko zadaje konkretne pytanie. Czyli przemyślał swój wybór, ma spory budżet i chce laptopa, bo tak i już, koniec. Może potrzebuje laptopa? Może nie chce stacjonarki? Bo ma taki kaprys? Nie, lepiej rozpisywać się nad wyższością stacjonarnego.

Stacjonarny PC w tej samej cenie co dany laptop oferuje lepszą wydajność. Można go także rozbudować w przyszłości. To oczywiste zalety. No ale laptop w cenie 7000 zł spokojnie pociągnie wszystko w najbliższych latach i to nawet po premierze PS5. Nie każdy celuje w 120 klatek w 4k na ultra z AA, naprawdę.

Laptop to bardzo dobry wybór jeśli istotna dla użytkownika jest mobilność. I nie mówię tutaj o graniu w podróży nawet, ale jeśli ktoś najpierw jest w punkcie A, a potem jedzie do punktu B i może grać i tu i tu. Stacjonarki ze sobą przecież woził nie będzie.

Dzisiaj kupisz tego laptopa za 7 tyś zł, za rok będziesz go sprzedawał za max 3 tyś zł, bo już połowy gier nie uruchomisz na tych wysokich detalach do których przyzwyczaisz już swoje oko i wymagania. Za 7 tyś brał bym PC, a jak chcesz mobilność to PS4 i przenośny monitor 15,6 cala, mi ps4 slim z takim monitorem wchodziło do każdej torby od laptopa.

Nie zgodzę się. Gamingowe laptopy przyzwoicie trzymają cenę. Wartość każdego elektronicznego urządzenia spada z biegiem czasu, ale to co napisałeś to jakaś abstrakcja. Przez rok żaden sprzęt o wartości 7000 nie straci na wartości 4000 zł. Z tą połową gier to także ostro poleciałeś, nie róbmy sobie jaj z ludzi, bo to zakrawa o jakąś kpinę już. Nie masz bladego pojęcia o gamingowych laptopach. To, że takie sprzęty zyskują na popularności to zasługa tego, że obecna technologia potrafi pogodzić mobilność i wydajność. Nikt nie kupuje sprzętu w cenie 4000+ po to, by po roku go zmieniać, bądźmy poważni i zejdźmy na ziemię, nie wypisujmy takich głupot.

Premiera PS5 będzie istotna na rynku gier i nie zamierzam z tym dyskutować, ale nie wierzę w to, że dojdzie do na tyle drastycznych zmian, że dzisiejszy laptop gamingowy który ciągnie 100% gier na ultra w 60+ klatkach za rok będzie na poziomie biurowego rzęcha, bo to w ogóle jakaś niedorzeczność i absurd.

Mobilność i PS4 + wożenie z sobą monitorów. Można i tak, ale po co? Tak samo można mieć tego laptopa i wszystko w jednym.

Ja jakiś czas temu miałem Asusa G750JS, z GTX 870M. Laptop z przedziału cenowego 4000-5000. I przez 3 lata (dopóki nie obsikał mi go kot) większość gier spokojnie chodziła na wysokich ustawieniach graficznych w FHD w płynności zadowalającej, czyli 40+ klatek. Nie było problemu, by odpalać najnowsze tytuły. A w momencie gdy go kupowałem to już było trochę po premierze tego sprzętu. Far Cry 4, Wiedźmin 3, a nawet owiany złą sławą Star Citizen i jego wersja alpha - wszystko to śmigało na wysokich lub ultra - PŁYNNIE.

Są różne sytuacje i okoliczności. Czasami laptop to właśnie najlepsze rozwiązanie i pójście na kompromis. Chłopak pyta się o laptopa, to powinny być same rady dotyczące laptopa, a nie pierdzielenie kup PC, kup konsolę, kup 10 monitorów, no bo gdzie tu sens? Zadał konkretne pytanie, powinna być konkretna odpowiedź, a nie odbieganie od tematu i zasypywanie go radami dotyczącymi innych sprzętów, w dodatku wypisywanie wyssanych z palca bzdur, że laptop za 7000 za rok będzie do dupy i żadna gra nie odpali na wysokich, co to brzmi jak żart. I to naprawdę - mało śmieszny.

I dlatego ja np. nie zakładam tutaj wątku o tym jakiego laptopa wybrać do 5000 zł, bo wiem, że zaraz zleci się masa fanbojów PC lub konsoli, którzy to będą próbowali wybić mi z głowy taki zakup, bo przecież za 5000 zł to ja złożę lepszą stacjonarkę. A najlepiej to kurna poczekać rok do premiery PS5, a przez ten czas nie mieć komputera. Tylko ja mam w dupie stacjonarkę i jestem na tyle inteligentny, że wiem czego chcę i gdybym chciał i była mi potrzebna, to bym zainwestował w nią, a nie w laptopa.

Prosta kalkulacja, naprawdę. Po tym jak gamingowego Asusa obszczał mi kot nie miałem chwilowo pracy i musiałem kupić sobie biurowego zamuła, bo musiałem przecież mieć komputer na co dzień. Ze stacjonarki nie korzystam od dobrych 10 lat. Miałem Xboxa 360, mam teraz PS4 i jakiś czas po premierze mam w planach zainteresować się PS5, czyli może za jakieś 2 lata.

2 tygodnie temu padł mi kolejny Asus, ten biurowy, zwarcie w procku, miesiąc po upływie gwarancji. Komputer do wyrzucenia, bo nie zamierzam naprawiać rzęcha. Jestem teraz bez komputera, więc muszę kupić. I musi to być laptop, bo raz, że już się przyzwyczaiłem, a dwa, że po prostu jest to dla mnie najwygodniejsza opcja - zwyczajnie, po prostu tak mi wygodnie i chcę laptopa, jak do tej pory. Taki sprzęt jest dla mnie przydatniejszy. Głównie siedzę w jednym miejscu, ale czasami wracam do rodziców czy coś i laptop jest dobrym rozwiązaniem. Stacjonarki nie przewiozę, konsola odpada, bo rodzice często TV oglądają, więc i tak u nich nie pogram. A na stacjonarkę do gier i lapka do neta (i do wożenia ze sobą) mnie nie stać, bo nie kupię dwóch sprzętów na raz.

Rozwiązanie? Banalnie proste. Pracuję, mogę sobie więc pozwolić akurat na lepszego laptopa, który pociągnie aktualnie wszystkie gry na wysokich lub ultra w FHD w +40 klatkach i więcej. Tyle wystarczy do szczęścia, bo mogę pogodzić mobilność z dobrym sprawowaniem się w grach. Sztuka kompromisów. Wydałbym 5000 na stacjonarkę, super, ale nie miałbym laptopa, a potrzebuję laptopa. Wydałbym 3000 na stacjonarkę i 2000 na laptopa, super, tylko to byłyby półśrodki, laptop zaraz zacząłby mulić jak dotychczasowy biurowy Asus za 2500, a w stacjonarkę wypadałoby wyłożyć więcej, na co mnie nie bardzo stać.

Sprawa jest prosta. Mam PS4, ogrywam exclusivy. Kupuję laptopa za 5000 zł, bo w mojej sytuacji to najwygodniejszy wybór - potrzebuję komputera w trybie pilnym, a przy okazji wszystkie gry śmigają aż miło, mogę go zawsze przewieźć, nie muszę bawić się w kupowanie monitorów, klawiatur, myszek, głośników i składać pudła, bo nie mam na to czasu, ani nawet miejsca w pokoju prawdę mówiąc. Mam za to fajny sprzęt na co dzień oraz do gierek, bo wszystko "pójdzie", jeśli nie na ultra, to na wysokich. I to nie przez rok, tylko jestem przekonany, że najbliższe 2- 3 lata, to spokojnie pociągnie gry przynajmniej w med-high w fhd w dobrej płynności (no ale to moje wymagania, każdy może mieć inne). Nadrobię wiele zaległości growych przez ten czas (gierki 2016-2019), nie muszę we wszystko grać na konsoli, ale zawsze w obwodzie mam PS4, a za 2 lata być może PS5. A laptop będzie nadal świetnym sprzętem do codziennego użytku. Jeśli chodzi o tu i teraz, a mnie jest potrzebny sprzęt na tu i teraz, wybór laptopa pozwalającego na granie w gry jest najlepszym rozwiązaniem - mając jeszcze w obwodzie PS4 i myśli o PS5.

Oczywiście forumowi mędrcy gdybym założył taki wątek pukaliby się w głowę, że na cholerę mi laptop, kupuj stacjonarkę, no ale właśnie... Na kij mi stacjonarka?

Buval - nie przejmuj się i kupuj sprzęt za 7000. Jestem przekonany, że będzie Ci służył latami, a przez najbliższy czas spokojnie do gier w 100% będzie wystarczający.

16.12.2019 09:03
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Nie słuchaj tych "znawców" motoryzacji, bo takie farmazony wypisują co niektórzy, że to aż strach. Za 20 000 zł można kupić naprawdę bardzo dobre auto używane, które będzie w dobrym stanie technicznym i zadbane.

Oczywistym jest, że samochód to skarbonka i nieważne czy na auto wydasz 10, 20, 50, 150 czy 500 000, to zawsze może coś się w nim zepsuć i będzie trzeba naprawiać, co będzie niosło za sobą mniejsze lub większe wydatki. Nie ma złotej rady, nie ma złotego środka. Nikt Ci nie powie tutaj, ani nawet żaden mechanik, choćby był najlepszym fachowcem na świecie, co i kiedy się zepsuje. Możesz kupić nówkę sztukę z salonu za 100 000 i zaraz będziesz miał wizytę w ASO. Możesz kupić auto za 10 000 i będzie służyło bez problemu przez długi czas. Nie ma reguły.

Grunt, by ograniczyć ryzyko kupienia złomu. Pewności 100% nigdy mieć nie będziesz, bo to praktycznie niemożliwe, ale niwelować ryzyko nieudanego zakupu możesz zawsze. VIN to chyba oczywistość, warto sprawdzić, bo czasami wychodzą kwiatki. Rzecz jasna nie sprawdzisz tam wszystkiego, a czasami wręcz jest mało informacji, ale od tego powinno się zacząć kupując używane auto. Ja przed zakupem sprawdziłem kilka aut i dzięki VIN-owi dowiedziałem się o kraksach i przekręconym liczniku w kilku egzemplarzach, którymi byłem zainteresowany (a sprzedawane były z niższym przebiegiem i jako bezwypadkowe).

Wiadomo też, że bardziej wiarygodne będzie auto, które było użytkowane w Polsce, aniżeli bezpośrednio sprowadzone zza granicy, ale to zależy. To nie tak, że każdy handlarz jest nieuczciwy. Owszem, są cwaniaki i oszuści i trzeba bardzo uważać, ale są też i uczciwi ludzie.

Generalnie przed zakupem upatrzonego egzemplarza powinieneś auto sprawdzić. Przejechać się, ale w taki sposób, by sprawdzić przyśpieszenie, hamowanie, prowadzenie, stuki, pracę silnika itd. Jeśli nie ogarniasz takich rzeczy, weź ze sobą w miarę możliwości kogoś, kto się zna na samochodach. Obejrzeć blachy, czy gdzieś nie jest już przeżarte. Miernik lakieru - także przydatna rzecz. No i generalnie zajrzeć pod maskę, można podjechać na kanał, by diagności przejrzeli (u mnie sprzedający auto zgodził się na to wszystko). Wszystkiego nie wykryjesz, ale na pewno zminimalizujesz ryzyko zakupu rzęcha, który do niczego się nie nadaje.

20 000 zł to dobry budżet na używane auto i naprawdę można w tej kwocie znaleźć dobre sztuki. Trzeba wytrwałości i cierpliwości, ale spokojnie. Pośpiech przy zakupie auta to najgorszy doradca.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-12-16 09:04:40
04.12.2019 12:11
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Przychodzę do Was z takim problemem.

Wczoraj korzystałem z laptopa (Asus x541uj) jak co dzień. Obejrzałem serial i komputer działał jak zawsze, czyli normalnie. Nagle pyk - wyłączył się. Patrzę, przecież jest podłączony do zasilacza, a zasilacz do gniazdka, nie mógł się rozładować.Próbuje uruchomić ponownie, nic. Żadna kontrolka również nie świeciła się. W tej chwili dopiero usłyszałem charakterystyczny dźwięk. Nachyliłem się, by ogarnąć źródło i to był zasilacz. Cicho piszczał/trzeszczał gdy był podłączony do gniazdka i laptopa. Gdy odłączyłem go od laptopa dźwięk ustał, natomiast przy próbie podłączenia do lapka ponownie ten dźwięk się pojawiał, a żadna kontrolka nie zapalała się. Na baterii komputer również nie działa, tak jakby kompletnie się rozładował (możliwe, skoro zasilacz przestał działać).

To mój pierwszy problem z tym lapkiem odkąd go mam, czyli od 2 lat.
Czy ktoś może wie co mogło się stać?

Jeśli to zasilacz, to muszę kupować 100% oryginalny Asusa czy są jakieś tańsze zamienniki, które będą pasowały do tego lapka. W sumie sprzęt jest przeciętny, więc tutaj nie muszę mieć nie wiadomo czego, byle ładowało baterię.

10.07.2019 13:15
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

A no popatrz, jakiś ty mądry i oświecony. W końcu masz dwie gwiazdki, to chyba twoja jedyna duma chłopie w twoim życiu. Masz gwiazdki na forum, to jesteś kimś. Szkoda, że pewnie tylko tutaj.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 13:15:36
10.07.2019 13:09
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

Dobra, zamykam ten wątek, bo widzę, że dyskusja nie ma najmniejszego sensu.

Nawet jeśli ta zbiórka jest głupia, to patrz post nr 14.

Nie robię nic złego, a czuję się jakbym chciał coś ukraść lub co gorsza już to zrobił. A no tak, zapomniałem, że w tym kraju dorobić się można m.in. poprzez nieuczciwe praktyki, przekręty, "znajomości" oraz złodziejstwo. Jak ktoś o coś prosi publicznie mając co włożyć do gara i sprawne ręce, to jest bez honoru i bez wartości, szybkie zaszufladkowanie, dziękuję.

I usuwam link, żebyście nie musieli patrzeć i przypadkiem ktoś mi nie wpłacił.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 13:13:42
10.07.2019 13:05
Pizystrat
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128

To aż niewiarygodne. Ludzie, nie będziecie mi mówili co mam robić ze swoim życiem.

Nie podoba się zbiórka? Ok, napisaliście, że się nie podoba i wystarczająco daliście mi to do zrozumienia. Ale nie będziesz mi jeden z drugim mówił, co mam sprzedać, gdzie mam iść do pracy, czy mam wziąć kredyt czy nie wziąć kredytu.

"Jak cię nie stać na utrzymanie samochodu, bo dużo pali, to go sprzedaj i za pieniądze z samochodu zrób remont. Jak będzie Cię stać na samochód, to go w przyszłości kupisz."

Człowieku, puknij się, bo to już się robi niesmaczne. Gdzie napisałem, że nie stać mnie na utrzymanie samochodu? Poza tym to taka trochę ironia, szerloku.

10.07.2019 12:58
Pizystrat
odpowiedz
4 odpowiedzi
Pizystrat
128

Aha. Wesela nie planuję póki co, a samochód mam. Wiecie, dużo pali. Dlatego nie stać mnie na remont.

@buk2017

Jedyny, który rozumie...

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 12:58:35
10.07.2019 12:51
Pizystrat
odpowiedz
1 odpowiedź
Pizystrat
128

A co mam mieć sobie do zarzucenia?

Czy zrobiłem coś nielegalnego? Nie.
Czy kradnę? Nie.
Czy przez to ktoś potrzebujący nie otrzyma pomocy? Nie.
Czy kogoś zmuszam do wpłat? Nie.
Czy nachalnie proszę? Nie.
Czy cierpią na tym osoby 3-cie? Nie.
Czy cierpi na tym duma? Według Was tak. Ale to chyba mój problem, nie Wasz.
Czy to głupie? Być może. Już to skomentowaliście i chyba wystarczy.

Czuję się jak jakiś przestępca, osaczony przez krzykaczy. Każdy wie najlepiej co robić.

Wstydzić się powinien ten, co kradnie. Mógłbym zrobić zrzutkę i na wycieczkę dookoła świata, bo i takie są, albo na naprawę samochodu no i co z tego, też musiałbym nie mieć dumy? Cieszę się, że wy jesteście dumni i macie honor, dobrze mi z tą świadomością.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 12:54:26
10.07.2019 12:44
Pizystrat
odpowiedz
5 odpowiedzi
Pizystrat
128

No właśnie, wspominacie o jakichś madkach czy nie wiadomo kim, a sami zachowujecie się jak typowi Polacy, czyli krytykujecie.

Gdybym ja zobaczył takie ogłoszenie i by mi się nie spodobało lub mnie zażenowało, po prostu bym to zlał i poszedł dalej, nawet nie chciałoby mi się tego komentować i tracić na to czas. Ale oczywiście zgnoić kogoś w Internecie dla niektórych to ogromna przyjemność, pokaz męskości i dumy.

Trudno, według kilku osób tutaj nie mam dumy, może i nie mam. To wasze zdanie i wasza opinia i faktycznie macie takie prawo. Jednak nie kradnę i nie mam sobie nic do zarzucenia.

uczciwie ogarnąć chatę

Na litość boską, a co jest nieuczciwego w tej zrzutce?

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 12:48:06
10.07.2019 12:26
Pizystrat
odpowiedz
3 odpowiedzi
Pizystrat
128

A co, już cię tyłek piecze? Nie interesuje cię to, nie chcesz pomóc, nie podoba ci się, ale skomentować musisz. Tak, na serio i nie widzę w tym nic złego. Myślisz, że można zbierać tylko na leczenie raka? Ludzie zbierają na samochody, na sprzęt komputerowy, a ja na remont mieszkania, bo tak postanowiłem i mam takie prawo, tak samo jak każdy ma wolną wolę i wybiera czy coś dać, czy nie. Idź sącz jad gdzie indziej.

Spodziewałem się, że będą negatywne komentarze. Jest to jednak przykre, bo nic złego nie robię. Jak nie chcesz, to nie wpłacaj, ale nie musisz mi prawić morałów kiedy powinienem, a kiedy nie powinienem zakładać zbiórki. Jak zwykle najwięcej do gadania mają ci, co nie chcą pomóc, najlepiej człowieka obsmarować, bo jak śmie będąc zdrowym założyć zrzutkę na mieszkanie. Pewnie, mają do tego prawo tylko ci, którym spalił się dom lub są chorzy na białaczkę. Ja nie mam takiego prawa. Można zakładać zbiórki niezależnie od sytuacji materialnej i losowej i nic w tym złego, bo nikogo do niczego nie zmuszam ani nie nalegam.

Nikt ci nie broni wpłacać dla naprawdę potrzebujących, ja regularnie komuś wpłacam na siepomaga, ale czy to oznacza, że ja nie mogę nie będąc chorym lub bezdomnym założyć własnej? Nie kłamię, nie oszukuję, uczciwie piszę. Kto chce da, kto nie, nie da, no chyba proste.

I daj Bóg bym nie musiał zakładać zbiórki gdy ja lub ktoś z bliskich poważnie zachoruje lub straci wszystko.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 12:35:32
10.07.2019 11:57
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Cześć.

Oczytałem się o tym jak to można założyć własną zbiórkę na całkowicie dowolny cel i uznałem, że skoro nic to nie kosztuje, to nie zaszkodzi spróbować. Z kasą u mnie ostatnio średnio, a przydałoby się zrobić remont i przemeblowanie lokum. Trochę tak z przymrużeniem oka cała ta opisana historia, ale jest w tym też i sporo prawdy. Nie ma co się dziwić, że mieszkam ciągle sam... ;)

Udostępniam dla zwiększenia zasięgów, w końcu jedno z większych forów w Polsce, nic mi to nie zaszkodzi, nic mnie to nie kosztuje.

Dziękuję.

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-07-10 13:14:00
14.05.2019 13:59
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

spoiler start

Uwaga, wypracowanie roku. Nie pisałem tutaj od miesięcy, więc czas się rozpisać. Pizystrat do boju.

Ja mam to szczęście (tak mi się wydaje), że przymykam oko na błędy logiczne i tego typu głupotki w tym serialu. Traktuję to i tak jako coś nierealnego i czystą rozrywkę, gdzie nie muszę wytężać swojego umysłu. Wiadomo, że pewne rzeczy są denerwujące, nawet bardzo, no ale po prostu jakoś nie przeszkadza mi to w ogólnym odbiorze serialu i 8. sezonu, który jest przez wielu dość mocno krytykowany. Zawiodłem się odcinkiem 3. gdzie w sumie w dość łatwy sposób zabito Nocnego Króla i jego armię, byłem tym rozczarowany. W najnowszym odcinku od razu zauważyłem komiczność tego w jaki sposób Danka zniszczyła flotę Eurona oraz balisty na murach. W 4. odcinku leciała sobie i pach pach, nie ma jednego smoka, ot tak zestrzelony, po prostu, a sama ledwo uszła z życiem, by na końcu wycofać się ze zwierzęciem przed statkami szalonego Greyjoy'a. Łatwizna, Euron i jego flota to kawał skurczybyków i badassy, z jednym smokiem będzie teraz o wiele trudniej...

I nic bardziej mylnego... W 5. odcinku Danka i Smok to istny Terminator. Nie. To nawet nie jest Terminator. Nie wiem jak to nazwać, to Thanos, Terminator, Robocop, Superman i Neo w jednym. Nagle wszystkie strzały z kilkudziesięciu balist cudownie omijają smoka, a ten błyskawicznie, w pojedynkę rozwala całą flotę i wszystkie maszyny na murach wychodząc z tego bez najmniejszego szwanku. Nielogiczność tego wydarzenia zauważyła i skomentowała nawet moja dziewczyna, która jest ogromną fanką tego serialu i jest w nim zakochana (nie tak jak we mnie oczywiście) i zawsze broni produkcji HBO jak komuś się nie podoba i krytykuje. W każdym razie no to akurat było trochę niejasne. Dlaczego tak łatwo poszło z zaledwie jednym smokiem? Dance niepotrzebna była żadna armia. Niepotrzebne były trzy smoki. Wystarczył jeden, by rozwalić Królewską Przystań i pokonać wroga. Czemu więc przez tyle lat zbierała cała armię, tyle zachodu ją to kosztowało, by na końcu wszystko spalić jednym smokiem? Od razu mogła siąść na smoka, przylecieć do Westeros, zrobić co trzeba i nara. Tak wiem, ona przeszła przemianę, kiedyś nie była taka i takie tam...

Pomijając te i inne nielogiczności czy błędy fabularne mnie ten odcinek wbił w fotel. Pod względem wizualnym - dla mnie majstersztyk. Niesamowita jatka i destrukcja miasta i poza może jakimiś niewielkimi wpadkami technicznymi chyba nikt nie może mieć czegokolwiek do zarzucenia pod tym względem temu odcinkowi. Świetna realizacja, krew, ogień, gruzy i popiół. Poezja dla oczu.

Pod względem emocji dla mnie bardzo mocny odcinek. Lubiłem Daenerys i kibicowałem jej, by zdobyła Żelazny Tron. Wierzyłem, że nie będzie jak jej okrutny i bezwzględny ojciec tylko, że naprawdę chce dobrze i ocalić świat od tyranii ludzkich potworów jak Cersei. Z czasem jednak zaczęła mnie irytować coraz bardziej. Stała się w moich oczach zwykłą, zadufaną i zapatrzoną w siebie sfochaną księżniczką, która nie akceptuje żadnego głosu sprzeciw, która tak naprawdę nie liczy się z niczyim zdaniem. To już wskazywało, że ma zadatki na siejącego strach tyrana, było to jednak bardziej skrywane i nadal można było mieć jakąś tam nadzieję, że jak już dojdzie do władzy, to będzie dobra i sprawiedliwa. Pozostawało pytanie w jaki sposób dojdzie do tej władzy. Co się stało wszyscy widzieliśmy. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tego, co zrobi. To znaczy, brałem pod uwagę, że może zaatakować miasto, ale tak? W taki sposób? Paląc je całkowicie po poddaniu się armii Lannisterów? Zabijając absolutnie wszystkich cywili włącznie z kobietami i dziećmi? Takiej skali destrukcji i szału z jej strony się nie spodziewałem. Mina Tyriona i Jona gdy mimo poddania się miasta zaczęła nalot paląc wszystko i wszystkich zrobiła swoje. Zrozumieli, że popełnili ogromny, ogromny błąd ufając Daenerys. Cały odcinek obejrzałem z wielkimi emocjami i jakbym na szpilkach siedział, zrobiło to na mnie bardzo duże wrażenie.

Jeszcze dwa odcinki temu życzyłem wszystkiego najgorszego Cersei i marzyłem o tym, by Danka/Arya/Jon czy ktokolwiek ubił ją w cierpieniach. Nikt mnie tak nie irytował jak ta baba. No ale Danka ją jednak przebiła, nawet ją. A w tym odcinku autentycznie było mi jej szkoda. Wiadomo, że Cersei to wredna sucz, która również zrobiła wiele, wiele złego, byle tylko utrzymać i umocnić władzę. No ale tutaj... Chyba nawet ona nie spodziewała się tego do czego posunie się Daenerys, nawet ją to zszokowało. Nawet ona moim zdaniem nie posunęłaby się do takiego okrucieństwa, jakim popisała się Matka Smoków. W jednej chwili moja chęć patrzenia jak umiera w męczarniach Cersei przeszła na Dankę, zacząłem marzyć o tym, by zginęła. I właśnie taka emocjonalna sinusoida bardzo mi się podoba, odbieram to jako duży plus tego odcinka.
A Cersei okazała ludzką twarz tuż przed śmiercią przy Jaimim, była zwykła kobietą, zwykłym człowiekiem ze swoimi słabościami skrywanymi za potęgą i bezwzględnością władzy. Spodziewałem się całkowicie innej śmierci tej postaci, ale czy się zawiodłem? Może odrobinę. Czy zasłużyła na taką śmierć? Nie wiem.

Daenerys dokonała nieprawdopodobnej zbrodni. Ja rozumiem, że nigdy nie miała łatwo. Miała okrutnego ojca, brata debila, potem oddała się silnemu dzikusowi, którego musiała okiełznać i to zrobiła, zebrała silną armię, zyskała wielu sprzymierzeńców, uwolniła niewolników. Przeżyła śmierć swojego pierwszego ukochanego, łączyła ją specyficzna więź z Mormontem, ruszyła z wielką armią na Westeros, zakochała się z w Snowie, który okazał się być jej rodziną, zmierzyła z wielką armią umarłych, gdzie straciła Mormonta, a wcześniej smoka, potem zginęła jej przyjaciółka Missandei i kolejny smok, okazało się, że Jon ma prawo do tronu i wszyscy o tym wiedzą, jego uwielbiają, a jej niekoniecznie. Całkowicie straciła głowę, dostała paranoi i oszalała. To co zrobiła z poddanym miastem i cywilami, tego nie da się usprawiedliwić w żaden sposób. Za takie coś zasługuje tylko i wyłącznie na bolesną i długą śmierć. Rozumiem chęć zemsty, rozumiem strach, że jak siądzie na tronie, to będą chcieli ją z niego zrzucić, bo będą woleli Snowa... Ale żeby tak? Nawet Cersei nie dokonała takich zbrodni na taką skalę. Dodatkowo paląc miasto musiała się liczyć z tym, że wybije także swoich ludzi, którzy przecież "walczyli" z cywilami na ulicach miasta, w tym Snowa. Totalnie odleciała (na smoku).

Stała się niestabilną emocjonalnie psychopatką. Nie rozumiem jej motywacji, by doszczętnie zniszczyć całe miasto wraz z ludobójstwem. Ok, zniszczyła wszystko, zabiła wszystkich i co dalej? Czym i kim będzie władała, skoro miasta już nie ma i ludzi? Nawet Żelazny Tron na którym jej tak zależało mógł zostać zniszczony wraz z zamkiem. Czym się kierowała? Może dotarło do niej, że i tak nie będzie Królową Siedmiu Królestw, że ludzie jej nigdy nie zaakceptują, dlatego postanowiła, że skoro ona nie będzie królową, to nikt i spaliła miasto, spaliła wszystkich ludzi, całkowicie jej odbiło. No ale to nadal żadne wytłumaczenie. Ciekawi mnie ostatni odcinek. Wyląduje sobie tym smokiem, ochłonie i czego się spodziewa? Że Jon rzuci się w jej ramiona? Doskonale zdaje sobie sprawę, że w tej chwili straciła niemal wszystkich. Została sama ze smokiem, nie licząc jakichś niedobitków Dothraków i Nieskalanych. Naprawdę na tym jej zależało, gdy oswobodziła tysiące niewolników od ucisku panów? Chciała bronić świata przed tyranami, a sama stała się tyranem, mordującym niewinnych. Dostała paranoi jak Stalin, który mordował wyimaginowanych wrogów na zaś, na wszelki wypadek, gdy tylko sobie ubzdurał, że ktoś może przeciwko niemu wystąpić. Tylko Stalin nie mordował osobiście, a ona.... Bestia, mam nadzieję, że zginie i gorąco czekam na to w ostatnim odcinku. Tylko na to zasługuje, na nic innego.

Poruszę jeszcze inne kwestie.

Jon Snow - można go wyzywać od pantofli i głupców, że zaufał Daenerys i niemal do końca szedł za nią. Z drugiej jednak strony trochę go rozumiem. Facet się zakochał, stracił głowę dla kobiety. Niestety jest to typowe i możemy znaleźć przecież dużo lepszych lub gorszych przykładów nawet z realnego życia, gdy miłość wywraca do góry nogami trzeźwe spojrzenie na wszystko wokół. To co zrobiła Daenerys sprawiło jednak, że z pewnością zwróci się przeciwko niej, nie widzę innej możliwości. Miłość nie przezwycięży tego, co zrobiła na jego oczach, rzeź cywili i całych rodzin. Jestem bardzo ciekawy jak będzie wyglądało ewentualne spotkanie Snow'a i Daenerys w ostatnim odcinku. Na pewno zdaje sobie sprawę, że stanowi ona ogromne zagrożenie dla jego rodziny, bo nie cofnie się przed niczym, by zniszczyć wszelki opór (i brak oporu). Czy nie powinien mówić Sansie o swojej tajemnicy? Może wtedy Danka inaczej zachowałaby się wobec miasta... Gdybanie.

Jaimie i Cersei - poruszyłem ich wątek, może krótko i powinienem napisać więcej, bo to bohaterowie, którzy na to zasługują. To jak potraktował Brienne było przykre, no ale jak to się mówi, stara miłość nie rdzewieje i nie mógł ot tak odkochać się i zapomnieć o swojej siostrze. Ludzie czepiają się, że Cersei wysyła Bronna by zabił Jaimiego, a potem rzuca się bratu w ramiona jak gdyby nigdy nic. No dobra, ale w jakiej sytuacji spotkała Jaimiego? W sytuacji absolutnego zagrożenia życia, gdy wszystko obraca się w ruinę i nie ma szans na ratunek. Ciężko było oczekiwać po Cersei, że na widok Jaimiego będzie wściekła. Ona nadal go kochała i musiała docenić, że do niej dotarł, by ją uratować. Uczucia wyszyły na wierzch i przejęły kontrolę, ich śmierć dramatyczna i smutna, mimo całej nienawiści jaką człowiek darzył tego babsztyla przez wszystkie sezony. Danka przebiła ją w okrucieństwie i bezwzględności.

Tyrion - niby najinteligentniejszy ze wszystkich w tym serialu, a dał się dymać Daenerys równo. Za nic miała jego słowa i porady w większości przypadków, a on pomimo tego dalej ufał, że to ona jest odpowiednią osobą do władania Westeros. Nie chciał jej zdradzić do samego końca i ufał, że Daenerys nie zacznie niszczyć miasta, które się poddało. Mocno się przeliczył. Dodatkowo zdradził Varysa, który od początku miał rację co do Danki i Tyrion doskonale zdawał sobie z tego już sprawę, a mimo to wydał go na śmierć. No i to liczenie na to, że Cersei się podda ot tak po jego przemowach... Strasznie naiwny się zrobił, niepodobne do niego. Varys także zginął jakoś tak "bez wyrazu". Nie zasłużył na taką śmierć, tak po prostu.

Arya - moim zdaniem odegra znowu absolutnie kluczową rolę w ostatnim odcinku. Kto wie, może to ona zabije Dankę? Zapewne jest na to duża szansa. Zobaczyła bestialstwo Daenerys i myślę, że nie popuści tego. Miała zabić Cersei, a być może zabije innego potwora, jakim stała się blondyna.

Szary Robak - oczywiście należy go potępić za to, że zaatakował i poprowadził atak na bezbronnych żołnierzy, którzy poddali mu się rzucając pod jego nogi swoją broń. Z drugiej strony lojalność wobec Daenerys jest absolutnie uzasadniona. To ona wyzwoliła jego i innych wojowników, to ona uczyniła go wolnym i dowódcą Nieskalanych, który odpowiada tylko przed nią, to dla niej walczył i zabijał, by zdobyć cele założone przez Daenerys. W końcu prawdziwa miłość do przyjaciółki i doradczyni Daenerys, Missandei. Miłość prawdziwa bo wiadomo, że nie mógł zaoferować kobiecie tego, co mogą inni mężczyźni, a mimo to nie miała ona nic przeciwko i zakochała się w Robaku. Miał bardzo trudne życie, mnóstwo przecierpiał, szkolił się tylko do walki i na końcu jego jedyna miłość ginie na jego oczach zabita przez wrogów Daenerys. Chęć zemsty i lojalność wobec królowej zrozumiała, aczkolwiek pewnie zginie do końca broniąc blondi.

Kompletnie nie rozumiem za to tej całej rzezi na cywilach urządzonych na ziemi przez armię z Północy, którzy nie słuchali się nawet Snowa, a jeden chciał go zaatakować, gdy ten bronił gwałconej kobiety. Wszystko wymknęło mu się się spod kontroli, wszyscy wpadli w jakiś totalny szał zabijania wszystkiego co się rusza, nawet jego ludzie. Jeden, wielki chaos i żądza mordu.

No i pojedynek braci Clegane bardzo, bardzo dobry, świetna i emocjonująca walka, chociaż można było się spodziewać, że obaj zginą. I jak Sandor panicznie bał się ognia, tak zdecydował się na symboliczną śmierć w płomieniach (chociaż zginał zapewne od upadku z wysokości) wraz z bratem. Jeśli miał ginąć, to tylko po walce z Górą.

Ogólnie odcinek oceniam bardzo wysoko i nie zgadzam się z negatywnymi opiniami. Z niecierpliwością oczekuję finału.

Jak zginie Danka? Obstawiam, że Snow będzie sobie stał przy niej, wcześniej zabijając Robaka. Nadal ją kocha, więc ciężko mu będzie ją ot tak zabić. Będzie całkowicie rozwalony emocjonalnie, wściekły na Daenerys, zamroczony złością, ale jednocześnie w szoku po tym co zrobiła. Wtedy nadejdzie Arya... Snow stanie między kobietami. Między swoją ukochaną siostrą, a kobietą, którą kocha. I zejdzie z drogi Aryi, pozostawiając los Danki w jej rękach. Odwróci się, wiedząc co się stanie, a Arya dokona tego, czego musi ktoś dokonać. Snow zapłacze. I tyle.

spoiler stop

post wyedytowany przez Pizystrat 2019-05-14 14:19:19
07.11.2018 08:28
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Sposób jest prosty.

Jak ktoś ma wystarczająco szybkie łącze to wystarczy ze 144p zmienić na 720 lub 1080p na YouTube. Wtedy jakość będzie dobra lub bardzo dobra.

post wyedytowany przez Pizystrat 2018-11-07 08:29:18
30.10.2018 11:03
Pizystrat
odpowiedz
Pizystrat
128

Gra stawia na realizm, ale czy to wada? Już przed premierą było wiadomo, że koń w RDR 2 nie będzie Płotką z Wiedźmina, która respawnuje się w dowolnym miejscu znikąd, niezależnie od tego jak daleko byśmy jej nie zostawili. Ja byłem na to przygotowany i mnie to nie przeszkadza. Rozumiem, że może to być dla niektórych irytujące, no ale skoro była o tym mowa, to chyba powinniście się tego spodziewać, niezależnie czy to misja czy swobodna rozgrywka. Ja cieszę się, że postawiono na realizm i dla mnie nie jest on przesadzony, jest do zaakceptowania.

Jeśli chodzi o strzelanie, to do ideału brakuje, ale jest on dla mnie satysfakcjonujący. Grałem w wiele gier, gdzie mechanika strzelania była lepsza, ale i tak mnie ono daje sporo frajdy w RDR. Naczytałem się sporo opinii właśnie na ten temat, że jest słabe, toporne, za wolne itd. Ja jednak aż tak negatywnych odczuć nie mam, dziurawienie przeciwników, a potem oglądanie ich ran postrzałowych sprawia mi dużo radości, taki ze mnie sadysta.

Błędy są, to prawda. Trudno jednak, by w tak ogromnej i rozbudowanej produkcji ich nie było. Właśnie dlatego już na samym początku wyszła aktualizacja, a będą pewnie kolejne i kolejne. To było do przewidzenia. Grałem krótko, bo jedynie w weekend i kilka glitchów czy innych niedociągnięć zauważyłem, np. dziwne zachowanie niektórych NPC (chodzi o poruszanie się), albo dziwny chód kunia. Nie jest to jednak coś, co mogłoby jakkolwiek zaważyć na mojej ocenie gry. Spadki płynności- tutaj fakt, są obecne, ale przecież to także było do przewidzenia, to są jednak konsole, a gra jest ogromna. Mimo wszystko są one sporadyczne i nie przeszkodziły mi w rozgrywce. Pamiętam GTA IV, gra równie genialna, a działało mocno przeciętnie na 360-tce. Mimo to ta gra dawała mnóstwo frajdy. Pewnie z kolejnymi łatkami będzie tylko lepiej.

Jakie są dla mnie plusy tej gry?

1) Klimat, klimat, klimat. Wycieka z ekranu telewizora bez przerwy i można wsiąknąć w to na długie godziny. Rockstar jest według mnie mistrzem w tworzeniu gier z genialnym klimatem i nie inaczej jest w przypadku RDR 2. Ta produkcja ma swój własny, niepowtarzalny charakter, który podkreślany jest na każdym kroku. Pod tym względem mocne 10/10. Każdy ma inny gust i każdy lubi co innego, ale kupując taką grę chyba każdy wie, na co się decyduje.

2) Fabuła. Jak wspomniałem, grałem krótko i głównie skupiałem się na eksploracji, ale kilka misji przeszedłem i mnie to przekonuje. W każdej grze Rockstara fabuła była mocną stroną, przynajmniej dla mnie, więc tutaj się raczej na pewno nie rozczaruję.

3) Świat. Rockstarowi udało się stworzyć niezwykłe, tętniące życiem środowisko, które potrafi zaskakiwać na każdym kroku. Skrypty? Być może, ale grając tak krótko byłem świadkiem wielu zdarzeń losowych, których nie byłem w stanie przewidzieć i które mnie zaskoczyły, zarówno jeśli chodzi o napotkanych NPC, jak i dzikie zwierzęta. To świat pełen smaczków i detali, bardzo dopracowany i szczegółowy, gdzie dzieje się bardzo dużo, jeśli ten świat się eksploruje. Ja uwielbiam to robić w grach sandboxowych, zawsze poświęcam długie godziny na zwiedzanie i delektuję się najdrobniejszymi rzeczami. Taki styl grania nie jest dla wszystkich i dla jednego będzie to nudne, dla mnie jest to jednak fascynujące. Grałem w całe mnóstwo gier z otwartym światem: wszystkie GTA, RDR 1, Far Cry 1, 2, 3 i 4, Just Cause 1 i 2, kilka Asasynów, Wiedźmina 3, Saints Rowy, Fallouty, Stalkery i tak dalej, więc mam chyba dobre porównanie. Każda z tych gier ma swój niepowtarzalny klimat, ale ten świat w RDR 2 jest dla mnie czymś więcej i to mogę stwierdzić już na samym początku rozgrywki. To coś innego, to coś bardziej rozbudowanego, to widać, słychać i czuć na każdym wirtualnym kroku, jaki postawiłem do tej pory w tym świecie. Jak dla mnie nie było tak dopracowanego i dużego otwartego świata jeszcze, żyjącego własnym życiem i tak dla gracza nieprzewidywalnego. Na duży plus bardzo duże zróżnicowanie terenu, klimatu, dynamicznie zmieniające się warunki pogodowe. Takie są moje odczucia. 10/10.

"RDR 2 to sandbox jakich wiele."
Według mnie totalna bzdura. Zresztą, nie zgadzam się niemal z całą wypowiedzią @Likfidatora. To, co dla Ciebie jest minusem, dla mnie nie. Żadna gra nie miała tak pięknego, żywego świata. Gry od Ubi? Owszem, bardzo fajne, ale to nie to samo. 6.5/10? Przesada, nawet tak całkowicie obiektywnie patrząc. Oczywiście każdy ma prawo do swojej opinii, każdy ma inny gust i inne oczekiwania. Ja jednak się z tym nie zgadzam :)

4) Grafika. Jest bardzo dobrze pod tym względem. Gra na zwykłym PS4, a i tak nie ma na co narzekać. Na siłę można przyczepić się do jakości tekstur w różnych miejscach, ale jak na tak ogromny i szczegółowy świat, jest to do wybaczenia. Całokształt jednak jak najbardziej na plus. Wspaniałe widoki, świat pełen detali, to wszystko składa się na świetną całość.

5) Udźwiękowienie. Bardzo wysoki poziom, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i dźwięki otoczenia/środowiska. Gdy jest się w dziczy słychać, że wszystko wokół żyje.

Gra w 100% spełnia moje oczekiwania, zgadzam się z większością branżowych recenzji, w tym z tą GOL-a. Dla mnie jest to gra wybitna i jedna z najlepszych, w jakie grałem i jestem o tym przekonany już teraz, po stosunkowo krótkiej rozgrywce. Są błędy, ale nie rzutuje to na całokształt. Rockstar znowu to zrobił, nigdy mnie nie zawiedli i tak jest i tym razem.

post wyedytowany przez Pizystrat 2018-10-30 11:03:57
30.10.2018 08:00
Pizystrat
Pizystrat
128

No to chyba kupowałeś w ciemno i nie miałeś pojęcia nawet co. Przecież o wszystkich tych aktywnościach o których piszesz była wielokrotnie mowa przed premierą gry. Z choinki się gościu urwałeś?

29.10.2018 10:41
Pizystrat
Pizystrat
128

Nie wiem jak rozumieć Twoją wypowiedź. To, że Rockstar skorzystał z pomysłów innych twórców to według Ciebie plus czy minus? Bo według mnie plus. Warto korzystać z pomysłów innych, jeśli są dobre. Rockstar dodatkowo robi to przecież po swojemu, a gra jest wyjątkowa.

29.10.2018 08:24
Pizystrat
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Pizystrat
128
10
PS4

Gra jest rewelacyjna. Pomijając ciekawą i dobrze prowadzoną fabułę, klimatyczną muzykę i ciekawych bohaterów, gra urzeka mnie ogromem smaczków i detali, które łączą się w niezwykle zadowalającą całość. Nigdy nie byłem fanem zbierania "znajdziek" w grach, ale tutaj... Tutaj robię to z przyjemnością. Odkrywanie tych kart z różnych serii np. Fauna Ameryki czy Mistrzowie Świata jest bardzo przyjemne, zresztą samo wykonanie tych kart jest bardzo dobre, bo są to ładne obrazki. Przejeżdżając obok starej wieży naftowej postanowiłem się rozejrzeć. Przez przypadek odkryłem dziurę w ziemi, zszedłem po drabinie i także zupełnie przypadkowo odnalazłem... kość dinozaura. I mam ochotę na więcej.
Genialne jest to, że jest także mnóstwo przypadkowych akcji, całkowicie spontanicznych i nieprzewidywalnych. Świat jest ogromny i bardzo dobrze dopracowany, więc można w nim utonąć na długie godziny na samym jego zwiedzaniu i odkrywaniu, bo już o wykonywaniu misji fabularnych nie wspominam.

Na duże uznanie zasługuje także udźwiękowienie świata. Gdy jest się w dziczy, widać, SŁYCHAĆ i czuć, że ten świat tętni życiem. Graficznie jest bardzo, bardzo dobrze. Owszem, gdzieniegdzie tekstury nie są najlepsze, ale do jasnej ciasnej, kogo to interesuje w świecie tak wielkim,
tak dopracowanym i tak szczegółowym? Gra jest piękna, te widoki, te zmieniające się warunki pogodowe i różnorodność klimatyczna.

Gram na zwykłym PS4, ale to kompletnie nie zmienia faktu, że gra wygląda świetnie. Jak gra chodzi? Ogólnie dobrze/bardzo dobrze. Zdarzają się wyraźniejsze spadki FPS, kiedy płynność nie osiąga 30 klatek/s, ale bądźmy szczerzy, nie jest to coś, co przeszkadza w grze.

Na metacritic ocena graczy to jakiś żart. 7,5. Dla mnie nieporozumienie, bo gra jest jedną z najlepszych gier w jakie grałem, to moja subiektywna ocena, ale i obiektywnie trzeba stwierdzić, że takiej gry dawno, dawno nie było.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl