Recenzja Gothic Remake. To kapitalny, nostalgiczny powrót do Kolonii. Tylko błędy nie pozwalają w pełni świętować
Nawet w najśmielszych marzeniach nie liczyłem, że Gothic Remake będzie tak dobry, jaki się okazał. Jednocześnie dużo więcej spodziewałem się po jego stanie technicznym.
Tworząc remake Gothica, Alkimia Interactive stanęła przed trzema egzaminami. Jeden zdała śpiewająco, drugi zawaliła, a w przypadku trzeciego... na razie uchyliła się od odpowiedzi. Efekt? Kapitalna gra RPG, spinająca nasze wspomnienia sprzed lat w nowe nostalgiczne doświadczenie. A przecież niewiele wskazywało na to, że ten projekt w ogóle ma szansę się udać.
Lubię wracać tam, gdzie byłem już
Myślę, że nie doceniamy tego, przed jak dużym wyzwaniem stanęli twórcy – wziąć absolutną klasykę gatunku, ubrać ją w nowe szaty i nie narazić się ortodoksyjnym fanom. I zrobili to, zachowali ducha oryginału, tu wszystko się zgadza. Lądujemy w Górniczej Dolinie Khorinis, by na starcie dostać oklep i zaczynać od zera – jako chłopiec na posyłki, który ma wyskakiwać z rudy albo zbierze kolejny łomot tuż za rogiem.
Gothic Remake, podobnie jak pierwowzór, nie cacka się z graczem. Szybko uczy twardych zasad obowiązujących w tutejszej społeczności. To szczególny wyróżnik tej gry, że trafiamy do kolonii skazańców, gdzie prym wiedzie prawo pięści i cwaniactwo – albo okażesz się na tyle silny i sprytny, by piąć się w hierarchii, albo zostajesz jednym ze sługusów i nie masz nic do gadania. Mało jest tak brutalnych doświadczeń w światach fantasy, choć przecież i tu nadal pojawiają się elementy charakterystyczne dla heroicznych opowieści, od uśpionego zła po magiczny miecz.
Rdzeń Gothica został zachowany w remake’u – to nieprzyjazne środowisko nie tylko wiąże się z typami zadań, jakie otrzymujemy, lecz także z niebezpieczeństwami, które czyhają na bohatera podczas eksploracji. Na początku fauna Górniczej Doliny to śmiertelne zagrożenie, nieuważnego gracza zabije nawet ścierwojad. To wzmacnia późniejsze poczucie sprawczości, gdy na dalszym etapie gry ten sam przeciwnik ginie od dwóch ciosów, mogąc nas co najwyżej drasnąć. Jeśli jednak myślimy, że jesteśmy niepokonani – nic bardziej mylnego, bo zaraz trafiamy do nowego obszaru, gdzie znów trzeba mieć się na baczności, a o porażce może przesądzić jeden niewłaściwy ruch.
Ile zajęło przejście Gothic Remake?
Przejście gry zajęło mi według ostatniego zapisu 36 godzin. W ten wynik nie wliczają się jednak różne trudności, gdy jakiś przeciwnik wymagał więcej czasu albo męczyłem się z otwieraniem skrzyni pod wodą (wtedy trzeba się pospieszyć z rozbrojeniem zamka – ponad godzinę nad tym siedziałem, dokonując kolejnych prób).
Nie robiłem z przechodzenia Gothica wyścigów. Sumiennie wykonywałem zadania poboczne, grałem na poziomie trudności Gothic, a gdy było trzeba – błądziłem, szukając czy to ukrytej świątyni, czy przedmiotów, które kazał mi znaleźć zleceniodawca.
Szukaj wiatru w polu albo tundrze
Gry studia Piranha Bytes pokochałem z jednego powodu – konstrukcji questów. Nie ma podążania za znacznikami, nie ma prowadzenia za rączkę. Zadania otrzymujemy i realizujemy organicznie, poprzez rozmowy z postaciami i poszukiwanie naszych celów. Główny bohater jest tutaj bardzo świadomy i w ironiczny sposób komentuje kolejne zlecenia, których szczegóły ograniczają się do wielce pomocnego „gdzieś w tundrze” albo „na dnach jezior”.

Kto się tu nigdy nie zgubił, niech pierwszy rzuci kamieniem.Gothic Remake, Alkimia Interactive / THQ Nordic, 2026.
Może jestem masochistą, ale jak inne jest to doznanie, gdy dodatkowy wysiłek włożony w misję to właśnie umiejętna eksploracja i orientacja w przestrzeni! To dużo bardziej immersyjne od zaliczania pytajników na mapie, nawet jeśli człowiek musi się nalatać, naszukać i chwilami nieźle poirytować. Jednak znów wynagradza to wszystko satysfakcja, zwłaszcza że świat w Gothiku jest pełen sekretów.
Z jednej strony – twórcy remake’u nie próbowali wynajdywać koła na nowo. Jeśli dobrze pamiętasz położenie różnych rzeczy i postaci, to znajdziesz je mniej więcej tam, gdzie były w oryginale. Z drugiej – to mimo wszystko wciąż coś nowego. Świat ewidentnie został trochę poszerzony i można natknąć się w nim na odkrycia, które potrafią sprawić dużo frajdy (jak jazda na ścierwojadzie!). To bardzo dobry kompromis, gwarantujący zróżnicowanie, ale i przywołujący dawne wspomnienia, chociażby związane z regularnym gubieniem się w Obozie Bractwa.
Gothic jak malowany
Alkimia Interactive pokazała, że rozumie fenomen Gothica, rekonstruując znajome lokacje pod względem wizualnym. One w swojej nowej wersji wyglądają obłędnie. Trudno nie mieć opadu szczęki, widząc Nowy Obóz rozświetlony w ciemnościach granatowym odblaskiem stosu rudy. Obóz Bractwa to istna dżungla świrów, z mostkami wiszącymi między drzewami, a Stary Obóz wciąż ma swoją surowość i już z oddali, gdy dopiero do niego zmierzamy, prezentuje się majestatycznie.

Nigdy nie pomyślałbym, że Gothic Remake może wyglądać tak pięknie.Gothic Remake, Alkimia Interactive / THQ Nordic, 2026.
Sądziłem, że Gothic może istnieć tylko w starej, kanciastej, brunatnej grafice z 2001 roku. Tymczasem jeszcze lepsze wrażenie robi w nowoczesnej oprawie, szczególnie w trzecim i piątym rozdziale. Wtedy gra najmocniej oddziałuje na wyobraźnię, budując niepokojącą atmosferę tajemnicy. Można poczuć się jak śmiertelnik zgłębiający mroczne, starożytne sekrety czy zwiedzający ruiny zamku, gdzie kiedyś było życie – czyje i jakie? Pozostaje zgadywać po jego pozostałościach: obrazach, szkieletach, piwnicy ze szczątkami potworów, drogocennej zastawie – to prawdziwe opowiadanie środowiskiem. Swoje trzy grosze dorzuca w przytoczonym momencie melancholijna, przeszywająca muzyka.
Kai Rosenkranz wykonał znakomitą robotę, nie tylko odświeżając kultowe utwory, lecz także dorzucając nowe, zawsze pasujące do okoliczności – raz budujące jeszcze większy rozmach i mrok, kiedy indziej melancholijne jak z Wiedźmina, w jeszcze innym momencie mieszające lekko westernowy sznyt z egzotyką (na polach ryżowych). Jestem oczarowany.
Niedostatek nowości
Wiem, że Alkimia umie odtworzyć Gothica, ale nie wiem, czy umie stworzyć nowe treści w tym uniwersum. Remake na tę kwestię w ogóle nie odpowiada, bo zmiany fabularne są raczej kosmetyczne. Mają na celu sprawić, by wydarzenia były trochę płynniejsze i spójne również w perspektywie kolejnych odsłon. To też istotna kreatywna praca, ale inna niż wprowadzenie do gry autorskich wątków.

Wątek Syry daje nam trochę szersze tło na temat tego, co się dzieje w Górniczej Dolinie.Gothic Remake, Alkimia Interactive / THQ Nordic, 2026.
Fakt – pojawiają się nowe questy, jednak jest ich niewiele i do tego są bardzo zachowawcze. Jakby twórcy bali się przesadzić, bo kilka małych zadań nie zaburzy gothicowego doświadczenia, jednak dodanie całej serii questów to już ryzykowne przedsięwzięcie. Przez to nie jestem w stanie określić, na ile stać deweloperów. W przypadku remake’u Gothica podobne podejście też ma swoje konsekwencje, bo niektóre nowości, choć niezbyt rozbudowane, jeszcze wpasowują się w bezlitosną rzeczywistość (wątek kobiet), lecz inne urywają się bez słowa wyjaśnienia, nie spełniając swojego potencjału i sprawiając wrażenie niedokończonych albo dodanych trochę od czapy.
Podoba mi się natomiast przebudowany finał. Dostrzegam w nim inspiracje starciami ze Żniwiarzami w serii Mass Effect, ale to dobrze. Sekciarska, makabryczna atmosfera, oddziaływanie na umysły i szczególnie jedna – nieco fanserwisowa – niespodzianka wywołują dodatkowe emocje.
Na PS5 Gothic wciąż działa źle
Ocenia Jacek „Stranger” Hałas

Nigdy nie byłem fanem oryginalnego Gothica i remake nic w tej kwestii nie zmienił. System walki czy to, w jaki sposób skonstruowano sam początek przygody potrafią odrzucić tak samo, jak robił to oryginał. Nie wiem, czy to był mądry krok przy projektowaniu remake’u, bo jeśli odjąć usprawnienia audiowizualne (nie licząc odklejonego od reszty dubbingu, fatalnego głosu Bezimiennego) w dalszym ciągu jest to mniej więcej ten sam produkt. Serc nowych graczy sobie nie zaskarbi, a starzy wyjadacze i tak pewnie pozostaną przy (zmodowanym) oryginale. Osobiście bardzo wolałbym kierunek w stylu remake’u Dead Space, w którym tylko na pierwszy rzut oka wydawało się, że to ta sama gra z lepszą grafiką. Po zagraniu okazywało się natomiast, że nie tylko pozbyto się mnóstwa archaizmów, ale też mocno zmieniono fundamenty, dzięki którym grało się po prostu znacznie przyjemniej i to nawet jeśli ktoś doskonale pamiętał oryginał.
Co do kwestii technicznych, moja negatywna ocena wersji na konsolę PS5 niestety nie zmieniła się od czasu pierwszych wrażeń, które opublikowaliśmy tydzień temu na premierę. Gra doczekała się od tego czasu kilku łatek (w tym co najmniej jednej tylko dla konsolowców), ale dużego postępu nie odnotowałem. Na mojej konsoli dalej tak samo źle działa i nie radzi sobie z dłuższymi sesjami ani z zabawą w częsty save/load (co skutecznie zniechęca np. do kradzieży ;)). Kompletnie bezsensownie dodano też wariant odblokowania klatek, podczas gdy tu potrzeba raczej optymalnych ustawień graficznych dla w miarę stabilnych 30 i 60 fps. Jedynym pocieszeniem jest to, że nie doświadczyłem poważnych błędów ze skryptami i jak dotąd w żadnym momencie nie zablokowałem się na tyle, by konieczne było cofnięcie do jednego z wcześniejszych zapisów. Autorzy remake’u muszą jednak ewidentnie popracować nad poprawą wydajności konsolowej wersji, bo jest to poziom dla mnie nieakceptowalny.
Drewno, które wciąż ma urok
W rozgrywce to także stary, dobry Gothic. Oczywiście część mechanizmów tutaj zmieniono – walka stała się trochę płynniejsza, otwieranie zamków weszło na niesamowicie trudny poziom skomplikowania, a do tego pojawiła się umiejętność wspinaczki. Jednak to głównie urozmaicenia i usprawnienia, nie żadna rewolucja, stawiająca wszystko na głowie.
Jednym zdaniem – „drewno” pozostało „drewnem” i bardzo dobrze! Pewna ociężałość w walce daje więcej realizmu, zwłaszcza na początku, gdy bohater nie posiada rozwiniętych umiejętności posługiwania się broniami. Nadal opłaca się również na wszelki sposób kombinować – bo przeciwnicy zablokują się gdzieś w przejściu, znamy już ich ruchy albo użyjemy potężnego zaklęcia ze zwoju, które zupełnie upraszcza starcie. Magia jest bardzo efektywna, nawet w finale gry posłużyłem się trzema czarami i główny boss padł jak długi. To też charakterystyczna cecha Gothica – że to i owo można sobie „legalnie” ułatwić.
Zarazem przeciwnicy są dobrze zróżnicowani – na kolejnych etapach trafiamy na nowych, silniejszych rywali, dzięki czemu walka przez długi czas pozostaje angażująca. Nigdy nie odczułem tutaj nudy, choć nie jest to najważniejszy ani najbardziej rozwinięty element gry. Dość szybko można zauważyć powtarzające się zachowania przeciwników, a reakcje na ciosy nie wypadają realistycznie, w czym najbardziej widać ograniczenia systemu. Mimo to mechanika walki w większości sytuacji działa poprawnie i pozostaje czytelna. Uniki i turlanie się we właściwych momentach przynoszą oczekiwane rezultaty, a starcia potrafią być wymagające i dostarczać adrenaliny, szczególnie gdy przeciwnik potrzebuje zaledwie kilku trafień, by wygrać pojedynek. Wyzwaniem są również użytkownicy magii, których zaklęcia mogą stwarzać dodatkową trudność.
Gothic Remake promuje przebiegłość niemal w każdym elemencie – i ja to lubię. Lubię, że warto zbierać z ziemi wszystkie rzeczy i potem opychać je handlarzom, którzy (to nowość) mają dynamiczne cenniki. Że nieustannie szuka się opcji, by zarobić i zaoszczędzić, nawet kosztem chwilowo gorszego wyposażenia. Cierpliwość i wytrwałość są tutaj wynagradzane, może tylko wyposażenie w skrzyniach mogłoby być bardziej wartościowe, skoro otwieranie zamków stało się tak trudne. Sam mechanizm oceniam jednak pozytywnie, bo przecież hołduje zasadzie Gothica, by gracz miał jak najbardziej pod górkę. Zresztą pogłówkować trzeba także przy różnych zagadkach środowiskowych – niczym w przygodach Indiany Jonesa.
Nawet po rozwinięciu postaci ten system walki jest okropny
Ocenia Filip „Drepag” Melzacki

Po kilku dodatkowych dniach spędzonych z Gothic Remake moje odczucia nie zmieniły się przesadnie. To nadal gra z iskrą, otoczona przy tym frustracją, drewnem i trocinami.
Od czasu pisania moich pierwszych odczuć dokonałem postępów w fabule i osiągnąłem mistrostwo w walce wręcz bronią jednoręczną. Ponieważ mam już do dyspozycji pełny moveset oraz porządny pancerz, mogę bez poczucia winy i definitywnie stwierdzić już, że system walki jest okropny. Przeciwnicy mają po dwa-trzy ataki na krzyż, animacje ataków są nagłe i gwałtowne, nie sposób wiedzieć, kiedy Wasz cios przerwie animację wroga, a kiedy nie, zaś otrzymywane obrażenia w porównaniu z animacjami są komiczne. Trafienie małym kamykiem rzuconym przez goblina może odebrać Wam połowę zdrowia, czego nie sposób brać na poważnie. Największym problemem w midgame okazał się jednak system leczenia. Lecznicze zioła stanowiące pomost między jedzeniem a miksturami nie są na tyle powszechne, by korzystać z nich często, więc w praktyce dalej leczymy się jedzeniem. Ponieważ mamy jednak znacznie więcej zdrowia, oznacza to, że wyleczenie się z ran to niemal minuta ciągłego wciskania przycisku leczenia i czekania, aż Bezi skończy ładować w siebie tuzin smażonych kotletów. Jest to tym bardziej frustrujące zważywszy na to, że często ilość obrażeń otrzymanych przez nas w walce wydaje się loterią.
Wspomnieć muszę także o otwieraniu zamków, którego upierdliwość dodatkowo potęguje fakt, że za tymi zamkami często nie ma nic wartościowego. Oraz o systemie magii, której nie mogłem się nauczyć, ponieważ NPC udzielający moim kolegom lekcji magii zepsuł się i nie chce uczyć mnie magii. Latanie z jednego obozu do drugiego frustrowało aż do chwili zdobycia wierzchowca-ścierwojada - jego zdobycie to praktycznie mus i nie wyobrażam sobie gry bez niego.
Wszystkie wcześniej wspomniane przeze mnie lepsze elementy – klimat, poczucie progresji – nadal są zasadne, a Gothic dalej pozostaje dziwnie uzależniający, choć doprowadzający przy tym do szewskiej pasji. To dziwaczna gra, tworząca lepszą całość niż sugerowałyby to jej pojedyncze elementy.
Nie obyło się bez drzazg
Niestety Alkimia położyła temat przygotowania technicznego. Gothic Remake jest pełen różnorakich błędów i chociaż żaden nie stanął mi na przeszkodzie, by ukończyć grę, to nie tak powinien wyglądać gotowy produkt. W moim przypadku postacie NPC potrafiły znikać po podejściu do nich – nikt ważny, ale słabo to się prezentuje. Zadanie związane z walką na arenie okazało się zbyt zabugowane, by je zrealizować, a w głównym queście Milten parę razy lądował w ścianie, skutkiem czego musiałem wczytywać poprzedni zapis gry. Na koniec miałem jeszcze problem z automatycznymi save’ami – te z finałowej konfrontacji okazały się wadliwe.
Wpadki dotyczą także zachowania sztucznej inteligencji. Postacie potrafią bez powodu potraktować nas jak agresora i nie pozostaje wtedy nic innego, jak wczytać starszy zapis gry. Do tego w przypadku questów, gdy jesteśmy prowadzeni przez NPC, ten potrafi nagle zboczyć z trasy i gdzieś się zagubić. To małe rzeczy, ale rażą.
Pomyłek nie ustrzegła się również polska wersja językowa. Ze dwa razy trafiłem na nieprzetłumaczone teksty, a słowa na ekranie czasem nie pokrywają się z tym, co mówią postacie. Problemem jest też brak spójności w nazewnictwie. Przykładowo – jedna roślina ma inną nazwę w dzienniku i dialogach, a inną w świecie gry. W konsekwencji nie wiemy do końca, czego szukamy, i nie jest to zamierzona trudność, tylko nieścisłość w lokalizacji. Do tego głos głównego bohatera chwilami wydaje się przytłumiony, jakby dochodził z oddali. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie Gothika bez rodzimego dubbingu, wyróżniającego się pewną teatralną manierą i swojskością.

Aż przypomina mi się Dead Space i zwiedzanie statku USG Ishimura.Gothic Remake, Alkimia Interactive / THQ Nordic, 2026.
TA 25-LETNIA SERIA WCIĄŻ SERWUJE GAMING W STARYM STYLU
Ocenia Adam „Demerel” Celarek

W młodości miałem dość przelotny kontakt z serią Gothic. Na moim komputerze częściej gościł Morrowind. Z serią mam jednak dość ciepłe wspomnienia wynikające z tego, że część moich przyjaciół to tradycyjni, gothikowi fanatycy. Niejedną imprezę czy discordowe posiedzenie miło spędziłem, śledząc ich nierówne zmagania z modem Mroczne Tajemnice lub popijając piwo przy wspólnym seansie wczesnojutubowych machinim. Do remake'u podchodziłem zatem z lekkim zaciekawieniem, ale raczej bez specjalnych oczekiwań.
Pierwsze kilka godzin było... frustrujące. Nie polubiliśmy się z drewnianym systemem walki, a wysoki poziom trudności i brak jakichkolwiek samouczków był dość szokujący w dobie gamingu otwierającego się na coraz szerszą publikę i dążącego raczej do zwiększania przystępności. Z czasem jednak coś zażarło. Mój Bezi stał się nieco silniejszy, a ja przestałem ginąć od przypadkowych ścierwojadów czy innych przerośniętych komarów. I to chyba wtedy poczułem, w czym tkwi siła omawianej produkcji.
Gothic Remake to oldscholowe doświadczenie, które wali Cię z pięści w twarz, po czym „grzecznie” sugeruje, żebyś nieco porozmyślał nad swoim miejscem w łańcuchu pokarmowym. Widać to zarówno w kontekście rozgrywki (nierozwinięty Bezimienny to papier padający od byle kichnięcia), jak i fabuły. Nie pamiętam kiedy ostatni raz growa historia tak dobrze budowała poczucie zaszczucia w nieprzyjaznym świecie. Schowaj swoje power fantasy, synku. W tym świecie sam z siebie nic nie osiągniesz.
Wciąż czuć tutaj ograniczenia budżetu i skali. Niejednokrotnie zgrzeszyłem słowem, gdy Bezi przyblokował się na jakimś kamyczku lub mój przeciwnik z pikselem życia trafił mnie swoim czarodziejskim, niewidzialnym hitboxem. A mimo to chce mi się wracać, żeby poczuć ten unikalny klimat minionej epoki, której ze świecą szukać w obecnych czasach. Z pewnością nie jest to doświadczenie dla każdego, ale jeżeli macie wysoką tolerancję na „humorzastość” gry, to wydaje mi się, że warto dać odświeżonemu Gothikowi szansę.
Żeby nie przedłużać wspomnę jeszcze o jednym pozytywnym zaskoczeniu. Ta gra naprawdę potrafi być ładna. Jasne, nie jest to graficzny wodotrysk znany z wielu tytułów AAA, ale skromny Goticzek świetnie buduje atmosferę brudnego, niegościnnego, ale w swojej surowości pięknego świata. Trzymam kciuki za kontynuację, bo wydaje mi się, że potencjalny remake „dwójki” mógłby wypolerować nieco ten niedoskonały beton.
Znów żyjemy życiem zastępczym
Na pewnym etapie Gothic Remake wydawał mi się projektem, który nie może skończyć się sukcesem. Tak już bywa z kultowymi produkcjami, że czasem zachowują one czar tylko w swojej oryginalnej wersji, nawet jeśli jest ona wizualnie i mechanicznie przestarzała. Alkimia jednak podołała – dostarczyła dzieło odświeżające nasze wspomnienia sprzed lat i przypominające atuty gier od studia Piranha Bytes, na czele z kapitalnie skonstruowanym światem i surowością życia w Górniczej Dolinie.
Wspaniale jest wrócić do tego świata, który działa nie tylko za sprawą nostalgii. Współczesne gry potrafią być w niektórych kwestiach bardzo nieimmersyjne, zwłaszcza siatka pytajników na mapie to jedna z największych tandet, jakie spotykam w gatunku RPG – tu z kolei mamy klasyczną organiczną eksplorację, dającą mnóstwo radości. Zupełnie nie dziwi mnie, dlaczego w takiej sytuacji przymykamy jako gracze oko na stronę techniczną – która jest zdecydowanie do poprawy – i ponownie Gothic Remake staje się naszym życiem zastępczym, dla mnie samego kiedyś od obowiązków szkolnych, a dziś od dorosłych spraw.
Długo biłem się z myślami, jak ocenić ten remake. Gdyby stan techniczny był lepszy, spokojnie byłbym w stanie dać mu 8,5. W końcu otrzymałem produkcję, która wygląda fenomenalnie – od malowniczej karczmy na jeziorze po ostatnie sceny, gdy groza wjeżdża na całego niczym z przerażającego horroru. Co więcej więcej, w organicznej eksploracji Gothic Remake zostawia w tyle nawet takie tytuły jak Wiedźmin 3 (pamiętacie zapchane pytajnikami Skellige?), a progres w rozgrywce zapewnia dużo więcej euforii. Niestety muszę uwzględnić, że dostaliśmy niedopracowany technicznie produkt – stąd tylko 7,5.
- duch Gothica zachowany – bije z każdego elementu gry;
- Górnicza Dolina przepiękna w nowej odsłonie;
- usprawniona, a jednak nadal odpowiednio „surowa” rozgrywka;
- gra (przeważnie) satysfakcjonująco nagradzająca naukę, cwaniactwo i cierpliwość;
- muzyczny majstersztyk – odświeżający klasyki i dodający nowe utwory;
- wciągająca, w pełni organiczna eksploracja;
- wciąż mroczna, bezkompromisowa fabuła;
- polski dubbing, w którym powraca stara obsada aktorska ze swoją teatralną manierą.
- kiepski stan techniczny – masa błędów, które mogą psuć zabawę (od postaci blokujących się w ścianach po nieuzasadnione reakcje NPC);
- potknięcia w polskiej lokalizacji – nieprzetłumaczone kwestie, brak spójności w nazewnictwie, rozbieżności między napisami a dubbingiem;
- niedosyt nowości – nowych zadań jest mało, a niektóre wydają się niedokończone i słabo rozwinięte.
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Plaion. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
5
Gothic Remake
Alkimia dostarczyła dzieło nostalgiczne i przypominające atuty gier studia Piranha Bytes, na czele z kapitalnie skonstruowanym światem i brutalną surowością życia w Górniczej Dolinie. Gothic Remake, idąc na przekór współczesnym trendom, nie trzyma gracza za rękę i daje masę satysfakcji z dokonywania progresu. Szkoda tylko, że dostaliśmy grę zmagającą się z tyloma błędami.

