- Zapomniani mistrzowie Sith, przy których Vader to płotka
- Lomi Plo
- Revan
- Młod(sz)y hrabia Dooku
- Darth Krayt i Darth Talon
- Darth Bane
- Darth Zannah
- Darth Traya
- Najskuteczniejsza zabójczyni Jedi, która nie była Sithem – Aurra Sing
- Darth Plagueis
Darth Plagueis

- Rasa: Muun
- Lata życia: ok. 140–32 (?) BBY
- Obecny status: bohater kanoniczny
Mistrz Palpatine’a wkroczył do kanonu już w czasie trylogii prequeli w chwili, gdy Palpatine, chcąc zwieść młodego Anakina, opowiedział historię Dartha Plagueisa, który wprawdzie potrafił uratować od śmierci innych, lecz nie był w stanie sam się przed nią uchronić. Imperator zasugerował w ten sposób przyszłemu Darthowi Vaderowi, że on sam jest w stanie tego dokonać. I że własnoręcznie zamordował Dartha Plagueisa.
Opowieść Palpatine’a była prawdą jedynie połowicznie – wprawdzie zabił swojego mistrza w czasie, gdy ten spał, nie udało mu się jednak opanować sztuki ożywiania innych. Choć siebie już tak, przynajmniej według nowego kanonu (wybaczcie mi tę uszczypliwość, ale wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego zdecydowano się na reanimację podgniłego już cokolwiek trupa Imperatora, zamiast wykorzystać potencjał jednego z wielu innych potężnych Sithów obecnych w uniwersum, ech).
Wracając jednak do samego Darth Plagueisa: swego czasu wydawało się, że to on może się kryć za postacią Snooke’a. Wskazywać miałoby na to uderzające podobieństwo utworu muzycznego użytego jako ilustracja opowieści Palpatine’a z trylogii prequeli i motywu lidera Najwyższego Porządku, a także sam wygląd antagonisty. Byłoby to całkiem zgrabnym spięciem całego wątku wybrańca – zgodnie z jedną z teorii fanowskich to Darth Plagueis stworzył z midichlorianów Dartha Vadera, a potem oszukał śmierć, przez lata pozwalając wierzyć Palpatine’owi w swoje odejście i wyczekując dogodnego momentu na ujawnienie się. Niestety, Disney zdecydował, że Snooke okaże się jedynie nic nieznaczącą marionetką, klonem Imperatora. Niestety przynajmniej dla mnie. A Wam jak się wydaje, wykorzystanie wątku Darth Plagueisa w nowej trylogii byłoby lepszym rozwiązaniem?
OD AUTORA
Zawsze intrygowali mnie starwarsowi przedstawiciele Ciemnej Strony Mocy; wydawali się jacyś tacy mniej jednowymiarowi, bardziej tragiczni niż mistrzowie Jedi – zawsze bohaterscy, szlachetni i… nudni. Oczywiście to spore uproszczenie, bo w uniwersum nie brak zarówno schematycznych do bólu Sithów, jak i świetnie rozpisanych użytkowników Jasnej Strony Mocy. Ci pierwsi mieli jednak o tyle trudniej, że prawie zawsze musieli być Darthami z czerwonym mieczem świetlnym. A mimo to biografie przynajmniej kilkunastu z nich to gotowy materiał na film. Albo serial. Zresztą oceńcie to sami.
