Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM
Publicystyka 21 kwietnia 2011, 11:17

autor: Adrian Werner

Poprzednio w Portal

Ukochany przez graczy Portal wreszcie doczekał się kontynuacji. Przed rozpoczęciem drugiego starcia z GLaDOS warto jednak przypomnieć sobie wydarzenia z pierwszej części.

Spis treści

Od redakcji: Poniższy tekst powstał w oparciu o materiały wypuszczone przed premierą drugiej części. Portal 2 przedstawia wizję historii firmy Aperture znacząco różniącą się od tego, co wiedzieliśmy do tej pory. Opisywanie nowej wersji nie miałoby jednak sensu, ponieważ pozbawiłoby graczy przyjemności odkrywania jej samemu podczas zabawy.

Już jutro do polskich sklepów trafi kontynuacja kultowej (nie bójmy się tego słowa, w tym wypadku jest ono jak najbardziej na miejscu) gry Portal. Twórcy obiecują oczywiście sporo ulepszeń, w tym mocno rozbudowaną warstwę fabularną. Dlatego warto przypomnieć sobie wydarzenia z części pierwszej, zwłaszcza że historia tam opowiedziana, choć prosta, była jednym z głównych powodów sukcesu tej produkcji. Cały artykuł jest oczywiście jednym wielkim spoilerem, więc jeśli ktoś nie miał jeszcze do tej pory przyjemności zagrania w pierwszą odsłonę, to radzimy zakończenie lektury w tym właśnie miejscu. Zwłaszcza że omówiona zostanie nie tylko fabuła gry, ale również informacje pochodzące z innych źródeł, takich jak komiksy czy będące częścią wirusowej kampanii reklamowej strony internetowe.

Chell - główna bohaterka gry

Główną bohaterką i tym samym osobą, w którą wcielali się gracze, była Chell. Tak naprawdę niewiele wiemy o tej kobiecie. Jedyne informacje na jej temat przedstawione w samej grze pochodziły od sztucznej inteligencji GLaDOS, a ta raczej nie należała do najbardziej wiarygodnych źródeł. Opowieść zaczynała się wraz z przebudzeniem dziewczyny w komorze relaksacyjnej umieszczonej w ośrodku badawczym firmy Aperture Science. Korporacja ta specjalizowała się w opracowywaniu rewolucyjnych technologii i jej ostatnim dziełem było urządzenie potrafiące tworzyć portale, pomiędzy którymi mogły przemieszczać się dowolne obiekty.


Wizjoner branży łazienkowej

Aperture Science założył w 1953 roku marzący o zostaniu potentatem na rynku zasłon prysznicowych Cave Johnson. Tę konkretną nazwę wybrał, by sugerowała, że opatrzone nią produkty są bardziej higieniczne. Trzy lata później firma Johnsona podpisała z administracją prezydenta Eisenhowera kontrakt, w ramach którego została wyłącznym dostawcą kurtyn prysznicowych dla całego amerykańskiego wojska. Przez następne kilkanaście lat Aperture Science rozwijało się doskonale, czyniąc ze swojego założyciela miliardera. Wszystko to uległo jednak zmianie w 1974 roku. Wtedy to marynarka Stanów Zjednoczonych na mocy decyzji specjalnej komisji zdecydowała się poszukać innego dostawcy. Pałający żądzą zemsty Johnson postanowił opracować nasączone rtęcią zasłony i sprezentować je członkom wspomnianej komisji. Niestety, jego szatański plan nie wypalił i w trakcie jego realizacji sam zatruł się tą substancją.

W ciągu następnych dwóch lat jego ciało zostało kompletnie wyniszczone, a mózg doznał poważnych uszkodzeń. Cave był przekonany, że czas zaczął płynąć wstecz i dlatego nieświadomy nadchodzącej śmierci opracował dalekosiężną strategię rozwoju firmy, mającą według jego własnych słów „zapewnić nieprzerwany dobrobyt Aperture Science w obliczu szybko zbliżającej się odległej przeszłości”. Plan zakładał realizację trzech zadań. Po pierwsze – znalezienie skutecznej kontry dla ratującego życie chwytu Heimlicha, tak aby zagwarantować zgon krztuszącej się ofiary. Celem numer dwa było ustanowienie fundacji charytatywnej. Miała ona wykupywać „ostatnie życzenia” od rodziców śmiertelnie chorych dzieci, a następie przekazywać je zdrowym dorosłym, którzy sami nie dysponowali żadnymi konkretnymi marzeniami. Natomiast trzecim i ostatnim zadaniem było opracowanie technologii umożliwiającej tworzenie dziur w rzeczywistości, czyli portali. Johnson nie wiedział co prawda dokładnie, do czego miałyby one służyć, ale był przekonany, że wynalazek na pewno znajdzie zastosowanie w branży zasłon prysznicowych.


Adrian Werner

Adrian Werner

Prawdziwy weteran newsroomu GRYOnline.pl, piszący nieprzerwanie od 2009 roku i wciąż niemający dosyć. Złapał bakcyla gier dzięki zabawie na ZX Spectrum kolegi. Potem przesiadł się na własne Commodore 64, a po krótkiej przygodzie z 16-bitowymi konsolami powierzył na zawsze swoje serce grom pecetowym. Wielbiciel niszowych produkcji, w tym zwłaszcza przygodówek, RPG-ów oraz gier z gatunku immersive sim, jak również pasjonat modów. Poza grami pożeracz fabuł w każdej postaci – książek, seriali, filmów i komiksów.

więcej