Widziałem latające fortece, lądowy okręt wojenny i powrót skrzydłowych. Ace Combat 8 wie, czego chcą fani

Ace Combat 8 nie rewolucjonizuje formuły serii, dopracowując to, co zachwycało ostatnim razem i przywracając funkcje ze starszych odsłon. Ale na szczęście rewolucjonizować wcale nie musi, by zachwycać.

Rzadko kiedy zdarza się, by praktycznie cały gatunek gier wideo był oparty w całości o jedną serię, ale w przypadku zręcznościowych gier lotniczych ciężko zaprzeczyć takiej tezie. Odkąd Ubisoft kilkanaście lat temu zrezygnował z rozwijania marki HAWX, Ace Combat rządzi niepodzielnie całym niebem. Poza cyklem od Project Aces z godnych uwagi gier tego typu mieliśmy tylko bardzo udanego, ale póki co jednorazowego Project Wingmana i… tyle.

Tym większą radość wzbudza we mnie to, że po sukcesie powstającego w bólach Ace Combat 7: Skies Unknown Namco Bandai zdaje się mocno wierzyć w kolejną odsłonę cyklu. Ace Combat 8: Wings of Theve wygląda w pełni next-genowo, premiera gry bez żadnych kompleksów zaplanowana została na najbardziej gorące okno wydawnicze roku, a po kilku godzinach spędzonych z tytułem i ograniu w sumie siedmiu misji przekonałem się, że zamiast wymyślać formułę na nowo, twórcy przede wszystkim zamierzają sięgnąć do przeszłości cyklu i wyciągnąć z niej to, co najlepsze.

Chmury i efekty pogodowe są zjawiskowe.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Top Gun anime do sześcianu

Serię „od zawsze” najprościej można było określić mianem „anime Top Guna”. Zastąpcie Toma Cruise’a i ekipę amerykańskich pilotów mającymi skłonności do dramatyzmu postaciami rodem z japońskich animacji, radosne „Danger Zone” wymieńcie na przepełnione patosem łacińskie chóry mieszane z latynoskim rockiem i orkiestrą, a do quasi realistycznych pojedynków i misji dorzućcie driftowanie w powietrzu i zestrzeliwanie z nieba latających fortec wielkości małych miasteczek, a powinno dać Wam to przybliżone wyobrażenie tego, czym jest ta seria, nawet jeśli jej na oczy nie widzieliście. Macie już te obrazy w głowie? Okej, to teraz podkręćcie sobie te wszystkie cechy do sześcianu, bo Ace Combat nigdy nie bawi się w subtelności i jeśli coś robi, to robi to z siłą tysiąca wybuchających słońc. Witajcie w Strangereal.

Zazwyczaj fabuła poszczególnych odsłon prezentowała jakąś wariację na temat drogi od zera do legendarnego bohatera. Wings of Theve po tych fragmentach, które widziałem, zdaje się również trzymać tych założeń, ale ze świeżym twistem. Otóż tym razem już na początku rozgrywki dowództwo decyduje, że mamy odgrywać rolę tytułowych Skrzydeł Theve – legendarnego pilota, bohatera toczącej się właśnie (i przegrywanej przez „naszych”) wojny oraz ostatniego symbolu nadziei. Rzecz w tym, że to wszystko zagrywka propagandowa. Podczas gdy cały naród uważa nas za bohaterów, wierchuszka oczekuje jedynie tego, że po każdym locie wrócimy w jednym kawałku do bazy, wtajemniczeni w sekret członkowie naszej eskadry nie mają do nas za grosz zaufania, a nadmiernie ambitni piloci przeciwnej frakcji wymyślili sobie, że zestrzelenie właśnie Skrzydeł Theve będzie najlepszym sposobem na wieczną chwałę. Tym razem więc nasza droga obejmuje nie tyle stanie się legendą, co udowodnienie, że dorównujemy tejże.

To nie Arsenal Bird, ale zestrzelenie tego ptaka z nieba również zapada w pamięć.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Zmienił się też sposób prezentacji fabuły. Pomiędzy zadaniami trafiamy na lotniskowiec Endurance, gdzie wydarzenia obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby, bratając się z członkami naszej eskadry oraz innymi osobami przebywającymi na okręcie. Cutscenki, przynajmniej w pierwszych etapach kampanii, są całkiem rozbudowane i nastawione na pogłębione przedstawienie kluczowych postaci oraz tła konfliktu, pojawiały się także co każdą misję. To miła odmiana po Ace Combat 7, gdzie cięcia wymusiły spore skróty fabularne. Po staremu pozostało natomiast to, że nasz bohater jest kompletnie niemy, co z każdą kolejną częścią ma coraz mniej sensu i naprawdę nie rozumiem, czemu Project Aces trzymają się tego archaizmu. Nie pokuszono się także o umożliwienie swobodnego zwiedzania Endurance’a między misjami, co mnie trochę zaskoczyło, bo pierwszoosobowa perspektywa oraz stosunkowo niewielki rozmiar lokacji aż się prosiły o danie graczom pewnej swobody. Zamiast tego kampania trzyma się klasycznej pętli: przygotowania -> misja -> cutscenka -> przygotowania do kolejnej misji itd.

Po staremu pozostało też, co akurat jest dużym plusem, podejście do budowania w kampanii poczucia, że naprawdę jesteśmy asami przestworzy. Podczas zadań cały czas towarzyszą nam radiowe rozmowy towarzyszy oraz wrogów, którzy reagują na nasze działania. W pierwszych zadaniach jest to głównie nieufność i zaskoczenie, że w ogóle podejmujemy rękawicę i walczymy oraz osiągamy jakieś sukcesy. Chociaż w ferworze walki niełatwo jest równolegle śledzić rozmowy, to naprawdę dobrze budują one klimat i zaangażowanie w historię. Wzorem Ace Combat 5 możemy też w tych rozmowach w bardzo ograniczonym stopniu uczestniczyć – czasem postacie zwracają się bezpośrednio do nas i możemy odpowiedzieć „tak” lub „nie”.

Po tym, co widziałem, jestem dość optymistycznie nastawiony do warstwy fabularnej. Klimat w tych pierwszych misjach wydawał mi się trochę cięższy niż zazwyczaj, sytuacja naszej strony konfliktu i silniejszy nacisk na budowanie relacji czyniły grozę przegrywanej wojny bardziej namacalną niż zazwyczaj, ale poza tym historia dalej ma bardzo „ace’owy” klimat i za cel nadrzędny stawia efekciarstwo, patos oraz budowanie w nas poczucia bycia niepokonanymi.

Popisowe latanie między wieżowcami przy równoczesnym toczeniu walki na śmierć i życie to jedna z bardziej ace combatowych przyjemności.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Czy Ace Combat 8 będzie miało polską wersję?

Udostępniona mi podczas pokazu wersja testowa nie oferowała polskiej wersji językowej, ale zostałem zapewniony, że taka pojawi się w finalnej wersji gry. Trzymamy Bandai Namco za słowo!

Demony Razgriz

Twórcy nie zdecydowali się na drastyczne zmiany w lataniu i jeśli graliście w którąś z poprzednich odsłon, powinniście gładko odnaleźć się również w Wings of Theve. Do wyboru mamy dwa schematy sterowania. Standardowy cechuje się większą filmowością i łatwiejszą kontrolą nad samolotem kosztem ograniczonych możliwości wykonywania manewrów. Dość szybko porzuciłem go na rzecz dającego pełną kontrolę nad maszyną trybu eksperckiego, który działał w zasadzie identycznie jak jego odpowiednik z AC7. Na pokazie miałem dostęp do w sumie siedmiu misji (pierwszych pięciu oraz dwóch z późniejszych etapów kampanii) na normalnym poziomie trudności, który wydawał mi się porównywalny do „normalnego” z Ace Combat 7: Skies Unknown. Finalna wersja oferować ma jeszcze dwa niższe i jeden wyższy poziom trudności.

Misje głównie polegają na pojedynkowaniu się z wrogimi samolotami albo ostrzeliwaniu celów naziemnych z różnymi urozmaiceniami w międzyczasie. Zdecydowanie najciekawsze z zadań to charakterystyczne dla cyklu walki z gigantycznymi machinami wojennymi. Miałem okazję wziąć udział w dwóch tego typu starciach. Pierwsze polegało na lokalizowaniu gigantycznych samolotów transportowych ukrytych pośród chmur – choć wielkie, przypominające Arsenal Birda ze Skies Unknown bestie same w sobie nie stanowiły dużego zagrożenia, to posiadały silną obstawę, w połączeniu z trudnymi warunkami pogodowymi czyniącymi starcia bardzo emocjonującymi.

Zestrzelone wraki mogą zderzyć się z innymi obiektami na niebie - również z nami, trzeba uważać.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Jeszcze ciekawsze było starcie z „lądowym okrętem wojennym”, potężnym pojazdem rozbijającym się po dużym mieście. Lawirowanie między wieżowcami i szukanie odpowiedniego kąta by trafić w słabe punkty superbroni, przy jednoczesnej konieczności unikania strzałów z potężnego railguna to jedna z lepszych misji, z jakimi miałem do czynienia w całej serii. I trudniejszych, nawet mimo tego, że w tej części złagodzono trochę uszkodzenia od zderzenia z ziemią i pierwsze zetknięcie z powierzchnią nie jest już śmiertelne (purystów uspokajam, można to ułatwienie wyłączyć). Te specjalne wyzwania to najbardziej zapadające w pamięć momenty Ace Combat 8, ale nawet zwykłe zadania, stawiające na arcade’ową dynamikę, efektowne starcia i zachęcające do popisów, dają potężne zastrzyki adrenaliny i zawsze kończą się poczuciem satysfakcji.

Odczucia z zabawy są niemal identyczne jak w Ace Combat 7, ale gra przywróciła też kilka funkcji nieobecnych w poprzedniczce. Nowicjuszy na pewno ucieszy tutorial z prawdziwego zdarzenia. Podstaw rozgrywki uczymy się na początku kampanii, a oprócz tego przygotowano garść opcjonalnych szkoleń zaawansowanych. Mnie natomiast dużo bardziej ucieszył powrót mechaniki zarządzania eskadrą znany z Ace Combat 5: Squadron Leader i ostatni raz widziany w cyklu w uproszczonej formie w Ace Combat 6: Fires of Liberation. Podobnie jak w „piątce”, pod naszą komendą znajduje się trzech skrzydłowych i możemy im w locie wydawać kilka prostych rozkazów – atak na cel znajdujący się przed nami, rozproszenie w celu atakowania różnych celów i osłanianie nas. Możemy też decydować, kiedy towarzysze mają używać broni specjalnych, a kiedy je oszczędzać na czarną godzinę. Przed każdą misją sami wskazujemy, jakimi samolotami i z jakim uzbrojeniem nasi kamraci wylecą w bój. Zarządzanie skrzydłowymi było tą jedną funkcją, której mocno brakowało fanom w „siódemce”, jej powrót jest więc bardzo miłym akcentem. Nawet jeśli nasi towarzysze wciąż są raczej umiarkowanie skuteczni i większość pracy na polu bitwy musimy wykonywać sami.

Z „piątki” powraca też specjalna klasa samolotów nastawionych na elektroniczne wsparcie. To dość unikalne maszyny, skupiające się nie tyle na ofensywie czy defensywie, co na wspieraniu pozostałych jednostek na polu bitwy. Używając ich, możemy np. tymczasowo zwiększyć precyzję pocisków wystrzeliwanych przez oddziały sojusznicze albo zakłócić systemy namierzania wroga. Po teście takiej maszyny w jednej z misji wiem, że to zdecydowanie nie dla mnie i traktuję to głównie jako ciekawostkę, ale być może znajdą się amatorzy takich zabawek.

Powierzchnia ziemi nie wygląda szałowo, ale i tak widać poprawę względem "siódemki".Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Dużą i bardzo „Ace Combatową” nowością są reakcje łańcuchowe. Jeśli zestrzelimy wrogą machinę, istnieje szansa, że jej wrak wpadnie w inny cel, podwajając nasz wynik. Niestety, podczas pokazu nie udało mi się tej funkcji w pełni wypróbować, i to z bardzo głupiego powodu. Przy małych samolotach wykonanie combosa okazało się zbyt skomplikowane, a zanim dotarłem do wspomnianej wcześniej misji z gigantycznymi transportowcami, które wydają się wprost idealne do stworzenia kaskady, w ferworze dość dramatycznego starcia najzwyczajniej w świecie zdążyłem… zapomnieć o istnieniu takiej nowinki. Cóż, obiecuję poprawę przy ogrywaniu pełnej wersji gry.

Czy w AC8 będzie multiplayer?

Udostępniony na pokazie build gry oferował tylko misje dla pojedynczego gracza, ale twórcy podzielili się kilkoma informacjami o multiplayerze, który ma być „największy w historii serii”. Najciekawsza z nich jest taka, że tym razem nacisk nie będzie położony na deathmatch, ale kooperację – ramię w ramię z innymi graczami wykonamy konkretne zadania na zaprojektowanych pod nowy moduł misjach. Ponadto, twórcy deklarują crossplay, nic nie stanie więc na przeszkodzie wspólnej zabawie między graczami pecetowymi i konsolowymi.

Strzaskane niebo

Build, który mi udostępniono, wydawał się bardzo dopracowany. Podczas zabawy nic nie crashowało, nie natrafiłem na żadne błędy, gdyby nie niekompletna zawartość to spokojnie mógłby on uchodzić za finalny. To dobry prognostyk dla jesiennej premiery – jest duża szansa, że Ace Combat 8: Wings of Theve zadebiutuje w terminie i bez problemów technicznych.

Pod kątem wizualnym gra prezentuje się bardzo dobrze. Chmury i efekty pogodowe są jeszcze ładniejsze niż w „siódemce”, która do dziś pozostaje w tym temacie niepokonana, a modele samolotów zyskały kolejną warstwę szczegółowości. Czar pryska, gdy zniżymy się do poziomu ziemi – choć poziom szczegółowości budynków w miastach czy lasów jest wyższy niż w poprzedniczce, to kompromisy w tym aspekcie nadal są wyraźnie widoczne. Śpieszę też donieść, że w jednej z cutscenek pojawił się pies i tym razem jest on w pełni animowany. PDK.

Kawałki muzyczne, które miałem okazję usłyszeć, nie odstawały od stylu i poziomu, do jakiego przyzwyczaiła nas seria – zatem najprawdopodobniej wraz z grą dostaniemy najlepszą ścieżkę dźwiękową tego roku. Postęp natomiast dało się usłyszeć w dialogach, które wydały mi się bardziej naturalne i mniej w stylu anime, jakby tym razem były pisane od razu z myślą o Zachodzie, a nie tłumaczone wiernie z wersji japońskiej.

Scenek przerywnikowych jest dużo i dostajemy sporo okazji, by lepiej poznać załogę Endurance oraz naszych skrzydłowych.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces / Bandai Namco, 2026.

Odległy grzmot

Zmiany wprowadzone w Ace Combat 8 są mocno ewolucyjne a nie rewolucyjne. Po kilku godzinach spędzonych w przestworzach Strangereal powróciłem na twardy grunt z poczuciem, że twórcy nie próbowali szukać żadnego nowego pomysłu na serię. Po prostu wzięli to, co działało w części siódmej, przywrócili z poprzednich odsłon rzeczy, o które prosili fani i skupili się na tym, żeby nie zepsuć niczego, co działa jak należy. Wings of Theve zapowiada się więc na stosunkowo bezpieczną kontynuację. Ale w przypadku tej serii, gdy na powrót w chmury czekamy już siedem długich lat, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek miał mieć to grze za złe. Ja na pewno nie mam i tak jak Ace Combat 7 było dla mnie jedną z najlepszych gier ostatniej dekady, tak to co zobaczyłem podtrzymało moje nadzieje, że „ósemka” również nią będzie. I że to nie GTA6 będzie tytułem, który będę wskazywać jako najlepszą produkcję 2026 roku.

Ace Combat 8: Wings of Theve

Ace Combat 8: Wings of Theve

PC PlayStation Xbox
Data wydania: 2 października 2026
Ace Combat 8: Wings of Theve - Encyklopedia Gier
Chcę zagrać

2

Michał Grygorcewicz

Autor: Michał Grygorcewicz

Tworzy artykuły o grach od ponad dwudziestu lat. Zaczynał od amatorskich serwisów internetowych, które sam sobie kodował w HTML-u, potem trafiał do coraz większych portali. Z wykształcenia inżynier informatyk, ale zawsze bardziej go ciągnęło do pisania niż programowania i to z tym pierwszym postanowił związać swoją przyszłość. W grach przede wszystkim szuka opowieści, emocji i immersji, jakich nie jest w stanie dać inne medium – stąd wśród jego ulubionych tytułów dominują produkcje stawiające na narrację. Uważa, że NieR: Automata to najlepsza gra, jaka kiedykolwiek powstała.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl