Wykorzystując obudowę policyjnego radaru i system chłodzenia z komputera, młody amerykański majsterkowicz stworzył laser, który mógłby trafić do księgi rekordów.
Spis treści:
Ręczne bronie laserowe, które znamy z filmów science fiction, powoli przestają być jedynie fantazją. Amerykański hobbysta i youtuber o pseudonimie Styropyro udowodnił, że granice możliwości technologicznych można przesuwać nawet w domowym warsztacie. Zbudował on ręczny laser o mocy 250 watów – urządzenie 250 000 razy silniejsze niż standardowy wskaźnik laserowy dopuszczony do sprzedaży w Polsce i Europie.
Styropyro, który od prawie dwóch dekad dzieli się w sieci swoimi niezwykłymi projektami, postanowił pobić swój własny, nieoficjalny rekord. Jego poprzednia konstrukcja, choć w swoim czasie również rekordowa, miała o ponad połowę mniejszą moc i, jak sam przyznaje, była nękana przez błędy projektowe.
Mój poprzedni laser był okropnie zaprojektowany i nękany przez problemy. Chciałem, żeby jego następca był nie tylko mocniejszy, ale po prostu dobry i naszpikowany fajnymi funkcjami.
Sercem nowego urządzenia jest potężny moduł diod laserowych, który – jak twierdzi twórca – pochodzi z „chińskiego czarnego rynku”. Aby wycisnąć z niego maksimum mocy, Styropyro:
Dzięki zestawowi baterii, laser jest w pełni mobilny i nie wymaga podłączenia do zewnętrznego źródła zasilania.
Należy jednak podkreślić, że budowa i eksperymentowanie z tak potężnymi laserami jest ekstremalnie niebezpieczne. Grozi to nieodwracalnym uszkodzeniem wzroku, pożarem i poważnymi konsekwencjami prawnymi. Konstruktor jest świadomy przepisów – w USA, gdzie mieszka, prawo reguluje głównie sprzedaż i import gotowych urządzeń powyżej 5 miliwatów, a nie ich amatorską budowę na własny użytek.
Możliwości tej konstrukcji są zdumiewające. Skoncentrowana wiązka światła bez najmniejszego problemu zapala drewno i papier, topi plastikowe kubki oraz przecina taśmę izolacyjną z szybkością machnięcia ręki. A to jednak dopiero początek. Po zamontowaniu specjalnej soczewki skupiającej, laser pokazuje swoją prawdziwą, niszczycielską siłę.
Wśród jego „ofiar” znalazły się:
Mimo ogromnej mocy, laser napotykał na nieoczekiwane trudności. Jedną z nich był śnieg. Jego biała powierzchnia odbija większość światła (ma wysokie albedo), a do stopienia lodu potrzeba gigantycznych ilości energii. W efekcie laser radzi sobie ze stalą lepiej niż z lodem.
Kolejnym zaskoczeniem jest niemożność bezpośredniego podpalenia przezroczystych, łatwopalnych cieczy, jak benzyna. Youtuber wyjaśnia, że dzieje się tak, ponieważ ich opary nie absorbują światła, które jest niezbędne do wygenerowania ciepła. Styropyro znalazł na to sposób – kieruje wiązkę na powierzchnię pod cieczą, która nagrzewa się błyskawicznie i dopiero wtedy zapala paliwo.
Co ciekawe, czasami mniejsza moc działa skuteczniej. Przy próbie przepalenia plastikowego pudełka po płycie CD, pełna moc wytworzyła obłok dymu, który zdaniem youtubera chronił materiał przed dalszym działaniem wiązki. Dopiero po zmniejszeniu mocy laser przebił się przez plastik niemal natychmiast.
Choć Styropyro jest przekonany, że jego dzieło to najpotężniejszy ręczny laser na świecie, oficjalny wpis do Księgi Rekordów Guinnessa pozostaje poza jego zasięgiem. Powód jest prozaiczny – biurokracja i logistyka.
Wymagałoby to zweryfikowania mocy przez dwa niezależne źródła... Mogę sobie tylko wyobrazić, jakich tętniaków dostałaby OSHA [Administracja Bezpieczeństwa i Higieny Pracy] i osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w laboratorium na widok tych urządzeń.
Zorganizowanie takich testów byłoby zatem niezwykle trudne. Profesjonalne laboratoria niechętnie podjęłyby się analizy amatorskiej i potencjalnie niestabilnej konstrukcji, a transportowanie takiego urządzenia jest logistycznym i prawnym koszmarem.
Podczas gdy projekt Styropyro stanowi przykład ekstremalnego hobby, technologia laserowa rozwija się w znacznie bardziej praktycznych kierunkach. Naukowcy z Wuhan opracowali laser femtosekundowy, który potrafi „pisać” w powietrzu, jonizując gaz, tworząc świetlne wzory bez potrzeby użycia ekranu czy dymu. Z kolei badacze z Edynburga stworzyli system oparty na sztucznej inteligencji, który wykorzystuje laser do precyzyjnego namierzania i neutralizowania insektów, takich jak karaluchy, oferując ekologiczną alternatywę dla pestycydów. Te przykłady pokazują, że skoncentrowana wiązka światła ma potencjał, który wykracza daleko poza topienie monet i wzbudzanie sensacji w Internecie.

Autor: Krystian Łukasik
Zawodowo skupia się na pisaniu wiadomości ze świata elektroniki oraz tłumaczeń opisów i instrukcji produktów specjalistycznych. Pasja do nowoczesnych technologii komputerowych oraz gamingu pozwala mu być ciągle na bieżąco z ewoluującymi trendami w tych dziedzinach. Jego zamiłowanie do języka angielskiego stało się fundamentem decyzji o podjęciu i ukończeniu studiów z filologii angielskiej.