Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 24 sierpnia 2022, 20:30

Pentiment pokazał mi, że wciąż da się robić gry z pasją

Twórcy Pillars of Eternity ze studia Obsidian Entertainment wracają z zupełnie odmienną od swoich RPG produkcją. Pentiment to projekt zrodzony z pasji, który może być ciekawszy, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Pent... Pentium? Procesor Intela znowu powraca? Pent... co? Podobnie jak wielu z Was nie miałem pojęcia, co to właściwie jest ów Pentiment i o czym może być tak zatytułowana gra. Zaintrygował mnie jednak fakt, że za tym projektem stoi Josh Sawyer z Obsidian Entertainment, którego poznałem przy okazji wywiadu dotyczącego Pillars of Eternity. I choć nowa produkcja jest raczej niszowa, a sama jej koncepcja zbytnio mnie nie porwała, tak już otoczka wokół tej gry i powody jej stworzenia mocno mnie ujęły.

Pentiment udowadnia bowiem, że w branży skupionej na mikrotransakcjach i sezonach oraz pełnej zabugowanych wersji beta, wydawanych jako gotowe gry pod szyldem nośnej marki, wciąż jest miejsce na dzieła robione z pasją i będące realizacją czyichś marzeń. Te wszystkie smaczki i detale, o jakich usłyszeliśmy od Josha podczas prezentacji, dostrzeże zapewne niewielu, a więc dobrze będzie choćby w tym miejscu je opisać. Być może skłoni to niektórych do sprawdzenia owej pozycji po premierze.

Średniowieczny kryminał

No dobrze, ale o czym w ogóle będzie Pentiment? Od razu wyjaśnijmy sam tytuł, kojarzący mi się początkowo ze słynną linią procesorów. „Pentiment” albo raczej „pentimento” to termin oznaczający ślady oryginalnego pomysłu po poprawkach lub dużych zmianach przy zamalowywaniu obrazu olejnego. Ujawniają się one zwykle po wielu latach, gdy pigment wierzchniej farby staje się coraz bardziej przezroczysty, albo są zostawiane celowo. Najsłynniejsze dziś przykłady pentimento widać na siedemnastowiecznych dziełach, choćby u Rembrandta.

Gra Pentiment będzie natomiast dwuwymiarową przygodówką nastawioną głównie na narrację, z małymi elementami RPG, jak na specjalność Obsidianu przystało, jednak nie będą one grać żadnej istotnej roli. Akcja ma miejsce w szesnastowiecznych Niemczech w okolicach Bawarii. To czasy reformacji, antyfeudalnej wojny chłopskiej i rewelacji Mikołaja Kopernika na temat Układu Słonecznego. My wcielimy się w młodego artystę – Andreasa Malera, który wikła się w sprawę tajemniczych morderstw popełnianych od 25 lat w pobliżu pewnego opactwa.

Rozgrywka będzie polegać głównie na rozmowach z NPC, nawiązywaniu z nimi różnych więzi na podstawie naszych wyborów i konkretnych odpowiedzi. Decyzje te mają mieć wpływ na kształtowanie się relacji i fabułę. Jej poznanie nie będzie zresztą żadnym wyzwaniem. Nawet sporadyczne minigry mają jedynie pogłębiać immersję, a nie stanowić jakąkolwiek trudność. Ta może się pojawić tylko w postaci jakichś szczególnie kontrowersyjnych decyzji do podjęcia. Pewnym kłopotem może być także rozeznanie się wśród licznych bohaterów pobocznych, z którymi przyjdzie nam się spotkać, ale tutaj z pomocą przyjdzie miniencyklopedia dostępna kontekstowo w każdym momencie.

Ale to nie tematyka, gatunek czy rys fabularny najbardziej zaintrygowały mnie w Pentimencie, tylko tło powstawania całej gry – gry „z duszą”, projektu czysto pasjonackiego.

Fonty dialogów jako kluczowa cecha gry

Josh Sawyer już na początku pokazu zaznaczył, że z wykształcenia jest historykiem i Pentiment to projekt kiełkujący w jego głowie od lat. Fascynował go ten okres, chciał zrobić grę ze średniowieczem w tle, choć długo nawet nie wiedział, za jaki gatunek powinien się zabrać. Jego dzieło wyróżnia się przede wszystkim oryginalnym stylem artystycznym, przypominającym średniowieczne ilustracje książek i drzeworyty z tamtego okresu. Do obrazów starannie dopasowano fonty pojawiające się w komiksowych dymkach w trakcie dialogów.

Nie dość, że napisy wyświetlają się w sposób, w jaki kiedyś pisano – jednym pociągnięciem pióra – to jeszcze tekst na początku błyszczy jak mokry atrament, a po chwili wysycha i staje się matowy. Fonty są różne przy różnych osobach, zależnie od ich pochodzenia i wykształcenia. Inaczej będzie do nas „pisać” osoba duchowna, inaczej młody student czy miejscowy drukarz, wypowiedzi tego ostatniego wyróżnią się znacznie bardziej nowoczesnym krojem liter, które – jak to w ówczesnym druku – pojawią się od razu. Wisienką na torcie będą błędy w tekstach następujące w czasie rzeczywistym i od razu poprawiane – zupełnie jak w przypadku piszących osób.

W parze z tymi detalami idzie oczywiście dbałość o realia historyczne i autentyczną otoczkę. W tworzeniu gry i zbieraniu materiałów pomagało Obsidianowi kilku doktorów historii. A jeśli dla kogoś te wszystkie wymyślne szczegóły, w tym niezbyt wygodne do czytania fonty, okażą się męczące, w opcjach będzie można owe efekty wyłączyć, unowocześniając trochę doświadczenie z grą.

Niby „indyk”, ale jednak nie

Josh wspomniał, że kiedyś stworzenie tak niszowej gry byłoby praktycznie niemożliwe. Nie zdołałby nikogo przekonać do sfinansowania takiego projektu i wydania go. Punktem zwrotnym okazało się postawienie na platformę Xbox Game Pass, gdzie Pentiment pojawi się w dniu premiery. „Zielony” abonament wydaje się idealnym miejscem na tego typu produkcje, a szefowie w Microsofcie okazali twórcom dużo wsparcia podczas całego przedsięwzięcia. To gra robiona z potrzeby serca, przez niewielkie grono oddanych pasjonatów, liczące w szczytowym momencie trzynaście osób.

Oczywiście można się z tymi informacjami trochę podroczyć i założyć, że tak uznany twórca pewnie zdołałby zebrać środki na tego typu produkcję choćby na Kickstarterze i wydać ją jako kolejnego „indyka”. Microsoft wcale nie jest też takim „dobrym wujkiem” dla projektów marzeń, tylko po prostu stać go na to, a poza tym zależy mu, by w Game Passie pojawiały się różnego rodzaju pozycje. Ale trudno już zaprzeczyć temu, że najbardziej na tym zyskujemy my – gracze.

Bo gdyby Pentiment ukazał się dzięki crowdfundingowi jedynie na Steamie, ilu z nas zakupiłoby grę i rzuciło na nią okiem? Strzelam, że niewielu. Za pośrednictwem Game Passa natomiast wypróbuje ją znacznie więcej osób. Być może znudzą się po paru minutach, a być może przejdą ją kilkakrotnie i jeszcze zainteresują się tym okresem historycznym? Warto pamiętać, że nie tylko tytuły AAA, ale i mniejsze pozycje często też są warte naszej uwagi. Poza tym to dzieło uznanego studia i wielkiego wydawcy, tyle że w „indyczym” rozmiarze, co przypomina mi takie Valiant Hearts i przywołuje dobre wspomnienia. Pentiment zapowiada się na jedną z tych gier, które będzie warto sprawdzić w przerwach między większymi hitami. Choćby tylko po to, by przekonać się, jak czyta się średniowieczne fonty!

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Autor tekstów. Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Gracz od czasów świetności Amigi. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu recenzji i publicystki GOL-a. Czasem pisze też o filmach i technologii. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Czy tworzenie gier przygodowych ma dziś dalej sens?

Tak.
90,5%
Nie.
6,8%
Nie mam zdania.
2,7%
Zobacz inne ankiety