Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 25 maja 2022, 15:13

Ja, Inkwizytor wygląda beznadziejnie, ale taki jest materiał źródłowy

Zwiastun Ja, Inkwizytor, gry na bazie książek Jacka Piekary, nie pozostawia wątpliwości. Na powtórkę sukcesu Wiedźmina, Dead Island czy Painkillera nie liczcie. To bieda z nędzą. Nie ma zresztą co się dziwić – jakie źródło, taka adaptacja.

Z cyklem inkwizytorskim Jacka Piekary jest tak. Najpierw się nim zachwycasz, a potem kończysz szesnaście lat. Po drodze możesz przyszpanować na religii, że czytasz edgy, obrazoburcze fantasy, ale na tym wartość merytoryczna tych książek się kończy. Dziwi mnie więc, jakim cudem Dust zdecydowało się na adaptację akurat tej pozycji, skoro w polskiej fantastyce można znaleźć mnóstwo fajnych i nośnych rozrywkowych historii z ostatnich dwudziestu paru lat. Nie chciałem jednak wyrokować przed zwiastunem. Trailer się pojawił i na pierwszy rzut oka raczej nie będzie po co grać. Fani twarzy z premierowej edycji Mass Effecta: Andromedy już pewnie wypuścili swoje memy. I okej, nie tak brzydkie gry zawojowały świat, ale tutaj scenarzyści muszą dokonać cudu, by wykrzesać coś z materiału źródłowego. Zwłaszcza jeśli zamierzają wiernie trzymać się założeń.

I nie chodzi tu o osobę autora (tak, Piekara to kontrowersyjna postać). O wycieczki osobiste pod adresem pisarzy poproście jakieś influencerki lub influencerów, na pewno chętnie zasugerują, co myśleć o danym człowieku.

Nie, nie chodzi o samego twórcę. Ten cykl jest po prostu słaby. Ma tylko dwa czy trzy mocne akcenty. Trzeba przyznać, że Piekara umie zręcznie składać zdania i zaangażować stylem. Przez tę serię i inne dzieła z ojcem Mordimerem po prostu szybko się płynie. Dwa, pomysł na inkwizytora przykuwa uwagę. Oto alternatywna historia, w której Chrystus w dniu kaźni zszedł z krzyża, zamiast przyjąć los, jaki go czekał (o tym miała opowiadać zresztą szykowana od wieków powieść Rzeźnik z Nazaretu). Akcja opowiadań o inkwizytorze Madderdinie rozgrywa się tysiąc pięćset lat później. Oczami funkcjonariusza Świętego Oficjum obserwujemy świat, który nie różni się aż tak bardzo od naszego średniowiecza i początków renesansu.

Ja, Inkwizytor wygląda beznadziejnie, ale taki jest materiał źródłowy - ilustracja #1

Po efektownym pomyśle wyjściowym kreatywna para poszła w gwizdek. Ludzie żyją w biedzie, ciemnocie i znoju, a jedyna różnica jest taka, że inkwizytorzy przypominają tu skorumpowanych detektywów. A, i niektóre sprawy załatwiają za pomocą modlitwy działającej jak magia. A to pozwala im wejść w sferę astralną, a to przywołać na pomoc kapryśnego Anioła Stróża (to ostatnie, jeśli są tak wyjątkowi jak Mordimer Madderdin).

Te historyjki potrafią wciągnąć, ale są jednostajne. To właściwie jeden, dwa schematy fabularne wałkowane w kółko. Inkwizytor nie chce brać udziału w śledztwie. Inkwizytor zostaje podstępnie namówiony lub zachęcony do roboty (albo zmuszony przez upierdliwego przełożonego biskupa). Inkwizytor jedzie na miejsce, rozwiązuje sprawę, a na koniec winowajcą okazuje się ktoś pokroju kamerdynera albo i sam zleceniodawca (nie licząc biskupa).

Do przepisu dorzućmy trochę okropieństw wyczynianych przez wszystkich, łącznie z głównym bohaterem i jego przydupasami, parę powtarzanych fizjologicznych żartów i pojedyncze przebłyski ciekawego światotwórstwa. I tak w koło Macieju. Przez kilkadziesiąt opowiadań, owszem, poznajemy parę tajemnic i ciekawostek, które zebrane w kilka powieści stanowiłyby coś porywającego, ale rozrzucone po kilkunastu rozwodnionych tomach nie robią takiego wrażenia. Takie kawałki czekolady w przypalonym cieście pozbawionym smaku.

Toną w powtarzalności i miałkości. Bo ta proza jest o niczym. Z szokującego, ciekawego pomysłu nie wynika nic. Ta literatura nic nie przekazuje, nie zmusza do zastanowienia się nad czymkolwiek (a tak, proza rozrywkowa może i powinna robić takie rzeczy – Sapkowski niejako przy okazji sprzedawał sporo refleksji w przygodach wiedźmina i innych dziełach, to samo Feliks W. Kres, Robert M. Wegner, Jarosław Grzędowicz, śp. Maja Lidia Kossakowska, Rafał Dębski, Romuald Pawlak i wielu innych polskich autorów).

Ja, Inkwizytor wygląda beznadziejnie, ale taki jest materiał źródłowy - ilustracja #2

I ja nawet rozumiem, czemu to się sprzedaje. Ja, inkwizytor jest trochę jak klasyczny, tasiemcowy serial z lat 80. lub 90. Jak Scooby Doo. Dekoracje się zmieniają, ale wiadomo, czego spodziewać się w większości odcinków. To daje pewną wygodną przyjemność, poczucie stabilności. Lata lecą, a inkwizytor pozostaje taki sam. Ja też się na to łapałem, gdy jeszcze mieściłem się w grupie odbiorców.

Żeby było zabawniej, w pewnym momencie cykl miał szansę na ewolucję. Czwarty tom „właściwej” serii o inkwizytorze, Łowcy dusz, zapowiadał nieco dojrzalszą prozę. Coś tam się w tej zakutej inkwizytorskiej łepetynie zaczynało dziać, wydarzenia zmusiły bohatera, żeby skonfrontował się z naprawdę intrygującym faktem uderzającym w podstawy świata – oraz z własnymi słabościami. A w dodatku Piekara wreszcie odważył się zburzyć status quo i wysłał Madderdina w prawdziwą podróż. Konsekwencje tego kipiszu mieliśmy poznać w kontynuacji, pierwszej powieści z cyklu zatytułowanej Czarna śmierć i... minęło już piętnaście lat, a książki dalej nie widać (choć podobno ma się niedługo ukazać).

Żeby nie było – Jacek Piekara to zdolny autor. Talentu mu odmówić nie można, w paru przypadkach to pokazywał, miewał całkiem pomysłowe opowiadania, potrafił rozbawić w przygodach Arivalda z Wybrzeża (mag ten przedostał się nawet do gry Książę i Tchórz, całkiem sympatycznej przygodówki, w której Piekara maczał palce), nieźle wyszła mu Alicja. Rycerz kielichów był fajną odskocznią, a swego czasu opinia publiczna zawyła po lekturze Przenajświętszej Rzeczpospolitej, książki tak wulgarnej i wrednej, że aż spodobała się Maćkowi Maleńczukowi.

Autor skręcił w stronę niezliczonych prequeli i najwyraźniej mu się to opłaca, bo powstało ich tyle, że straciłem rachubę. Szkoda, że to tylko kolejne przygody tego samego „złego detektywa”, jedynie bardziej nieopierzonego niż w opowiadaniach, w których debiutował. Nihil novi.

Ja, Inkwizytor wygląda beznadziejnie, ale taki jest materiał źródłowy - ilustracja #3

I z takiej samopowtarzalnej fabułki ktoś postanowił utkać grę, detektywistyczne action adventure z walką na miecze w stylu Arkham. Gdybym nie wiedział, jaka to proza, uznałbym, że jest to niezły pomysł. W idei wyjściowej opowiadań tkwił potencjał. W wierze i magii działającej bardziej jak w horrorze – też. Przemierzanie plugawego świata w roli zblazowanego, zepsutego do szpiku kości detektywa-inkwizytora, który rozwiązuje zagadki i jednocześnie broni wiary dominującej w opresyjnym społeczeństwie – no przyznacie, wygląda to jak szansa na niezłą petardę, która może zostawić nas z paroma niewygodnymi, uwierającymi pytaniami o naturę ludzką. Nie tym razem.

Zwiastun wzbudził jednak radosny rechot oraz politowanie, także tą przerażającą twarzą Mordimera, ale już pal sześć siermiężność. Każde graficzne drewno znajdzie swojego amatora, sam kiedyś czekałem na premierowe wydanie Gothica 2 w wielkim posrebrzanym pudle jak na zbawienie. Nawet z takiej kłody jak na trailerze da się wykrzesać sensowną rozgrywkę, jeśli studio przyjmie krytykę na klatę i celuje w segment średniobudżetowy. Piekara może wreszcie wydać Czarną śmierć i pójść do przodu ze swoją flagową opowieścią (podobno to ma się niedługo wydarzyć – jeśli tak się stanie, to, cholera, nawet ja przeczytam). Pytanie tylko, czy obydwa te podmioty zdobędą się na odwagę i wprowadzą niezbędne zmiany. W innym przypadku zarówno dzieło literackie, jak i growe zawali się pod ciężarem schematyczności i zachowawczości.

OD AUTORA

Tak, w gimnazjum miałem epizod fascynacji prozą Piekary, wsparty zaczytywaniem się „Clickiem!”. Kiedy jednak autor po Łowcach dusz postanowił trzaskać prequele – mój entuzjazm zmalał niemal do zera. W międzyczasie zacząłem sięgać po twórczość innych pisarzy, otworzyłem się na trochę mniej schematyczną literaturę, także w obrębie polskiej fantastyki, i powrót do któregoś z tomów prequeli okazał się bolesnym starciem z przeszłością. To podejście do pisania źle się zestarzało. Przynajmniej dla mnie – jeśli ta proza Was cieszy, to na zdrowie. Ale Czarną śmierć bym sprawdził. By zobaczyć, czy autor pozwolił sobie na odrobinę dojrzałości, czy Łowcy to była tylko taka zmyłka.

Chcesz ze mną pogadać na ten temat lub o innych kwestiach związanych z grami czy książkami? Zapraszam na Instagrama lub fanpage.