Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 11 maja 2022, 15:55

Fallout: New Vegas przechodzę już czwarty raz. Ta gra ciągle mnie czymś zaskakuje

Fallout: New Vegas to produkcja pełna błędów i problemów, a mimo to jest niemal idealnym RPG. Mógłbym przechodzić ją raz do roku i pewnie nadal by mi się nie znudziła. Wiem, o czym mówię, właśnie trwa moja czwarta przygoda z tym tytułem.

Jakiś czas temu wywołałem niemałe kontrowersje tezą, że Wiedźmin 3 jest kiepską grą do powtarzania. Niektórzy bronili polskiego dobra narodowego stwierdzeniami, iż to przecież RPG, czyli gatunek gier nienadający się do regularnego przechodzenia ponownie. Nie będę owijał w bawełnę – kompletnie się z tym nie zgadzam. Istnieje wiele „rolplejów”, które można powtarzać raz po raz, a i tak się nie nudzą. Jednym z idealnych przykładów tego typu pozycji jest Fallout: New Vegas – przechodzę go już po raz czwarty.

Viva New Vegas

Dzieło studia Obsidian Entertainment to bez wątpienia moja ulubiona odsłona cyklu Fallout. Nie przeszkadza w tym nawet odsunięcie kwestii krypt oraz najbardziej znanych frakcji na dalszy plan. Problemem nie są również wszechobecne bugi, których twórcy nigdy nie naprawili. New Vegas zdobyło moje serce czymś o wiele ważniejszym – mowa bowiem o „erpegu” absolutnym.

Niewiele gier jest w stanie pochwalić się tak bogatym światem. Każdy nasz krok może tu zadecydować o losach większej lub mniejszej społeczności. Deweloperzy dali nam możliwość sprzymierzenia się nie tylko z jedną z trzech głównych frakcji. Na postapokaliptycznym Mojave znaleźć można całą masę mniejszych grup, które mogą stać się zaciekłymi wrogami Kuriera lub jego sojusznikami. Albo nigdy nie dowiedzieć się o jego istnieniu.

W New Vegas nawet brak działania ma wpływ na otoczenie. Jakim zaskoczeniem było dla mnie pierwsze ukończenie gry, podczas którego skupiałem się tylko na głównym wątku opowieści. Slajdy przedstawiające dalsze losy Mojave pełne były nazw, z jakimi nigdy się nie zetknąłem. Jak to Jacobstown upadło? Ja nawet nie wiem, co to za miejsce. Społeczności występujące w New Vegas zdają się żyć własnym życiem. Jeśli nie wejdziemy w nie z buciorami, będą robić swoje i osiągną wyznaczone cele lub przepadną w pomroce dziejów.

Fallout: New Vegas przechodzę już czwarty raz. Ta gra ciągle mnie czymś zaskakuje - ilustracja #1
Postapokaliptyczne Vegas jest pełne ciekawych społeczności.

Te małe zmiany na politycznej arenie Mojave to chyba najciekawszy element gry. Wędrując przez pustynię, możemy zadecydować o tym, czy dana osada rozkwitnie, czy upadnie. Możemy kierować poszczególne grupy na tory sojuszy z innymi siłami bądź zmieść je z powierzchni ziemi. Wybory te nie są przy tym oczywiste. Niejednokrotnie szlachetne z mojego punktu widzenia czyny doprowadzały do tragedii lokalnej społeczności. Konsekwencje moich decyzji czasami widoczne były od razu, a kiedy indziej ujawniały się dopiero po zakończeniu rozgrywki.

Nie za często gra daje sygnał: „to jest ten moment, dokonaj wyboru, który zadecyduje o losach Mojave”. Na wirtualny świat niejednokrotnie wpływałem zupełnie przez przypadek. Dobrym przykładem może być jedna z moich wycieczek krajoznawczych po opuszczonych kryptach Vault-Tec. Eksploracja podziemnego schronu skończyła się wielką strzelaniną, która doprowadziła do wyeliminowania jednego z najgroźniejszych gangów przemierzających pustynię. To zaś sprawiło, że po zakończeniu rozgrywki gra poinformowała mnie, iż handlarze nie boją się już przemierzać niegościnnych okolic New Vegas.

Postapokaliptyczna Gra o tron

Główny wątek Fallouta: New Vegas skupia się oczywiście na rywalizacji trzech wielkich stronnictw: NCR, Legionu Cezara oraz Pana House’a. W tym aspekcie gra oferuje równie wiele możliwości, co w przypadku relacji z mniejszymi społecznościami. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy oszukiwali, działali na własną korzyść lub wspaniałomyślnie pomagali kilku stronom. Możemy również postępować jak niebezpieczny szaleniec, który nie boi się stawić czoła najważniejszym graczom na arenie Mojave.

Moim ulubionym sposobem zamknięcia wątku Legionu jest zwyczajne zamordowanie Cezara przy pierwszym spotkaniu z nim twarzą w twarz. Gra pozwala przemycić uzbrojenie do obozu wodza, po czym po prostu zabić go podczas audiencji. Nie jest to łatwe, ale możliwe, a przecież mówimy o jednym z głównych bohaterów tej produkcji. Na dodatek New Vegas nie sygnalizuje tego żadnym questem. Ewentualne zabójstwo Cezara to w pełni nasza decyzja.

Fallout: New Vegas przechodzę już czwarty raz. Ta gra ciągle mnie czymś zaskakuje - ilustracja #2
Cezar zaraz przekona się, że nie jest głównym bohaterem mojej opowieści.

Wyobraźcie sobie analogiczną sytuację w Dzikim Gonie. Geralt wchodzi do pokoju cesarza Emhyra, skręca mu kark, po czym ucieka przez okno, a akcja gry toczy się dalej, tyle że innym torem. Brzmi absurdalnie, ale tak właśnie działa Fallout Obsidianu. Wyeliminowanie nawet tak ważnej postaci nie psuje gry. Opowieść rozwija się dalej, NPC zwracają uwagę na fakt, że dany bohater nie żyje, a my możemy siać chaos w innych miejscach.

New Vegas na każdym kroku daje do zrozumienia, że tylko od nas zależy, co zrobimy. Questy, owszem, nadają pewien kierunek naszym działaniom, ale to, jak je zakończymy, to wyłącznie nasza decyzja. Wojskowi z NCR chcą, byśmy zniszczyli Bractwo Stali? Nie, nie podoba mi się ten pomysł. Zamiast tego wynegocjuję pokój w imieniu o wiele bardziej przyjaźnie nastawionego ambasadora. Czy gra dała mi do zrozumienia, że taka opcja istnieje? Nie, musiałem sam na to wpaść.

A może w ogóle nie zachwyca Was perspektywa oddawania władzy nad Mojave którejś z frakcji? W takim razie weźcie sprawy w swoje ręce, przejmijcie armię robotów i New Vegas będzie Wasze. To, co zrobicie z tą władzą, również zależy od Was. Chcecie pokojowej koegzystencji z innymi stronnictwami? Nie ma sprawy. A może wolicie wyeliminować je z gry, ponieważ uważacie, że stanowią zbyt wielkie zagrożenie? Da się zrobić.

Pustynia pełna niespodzianek

Olbrzymie możliwości wpływania na fabułę New Vegas to jednak niejedyny element, dzięki któremu tak lubię wracać do tej gry. Ważną funkcję pełni tutaj też wyjątkowo ciekawy i pełen niespodzianek świat. Mojave jest bowiem naprawdę sporym obszarem wirtualnej piaskownicy, która obfituje zarówno w widoczne gołym okiem, jak i sprytnie ukryte lokacje. Większość z nich ma zaś do zaoferowania coś więcej niż parę nabojów czy stimpaków.

Fallout: New Vegas przechodzę już czwarty raz. Ta gra ciągle mnie czymś zaskakuje - ilustracja #3
Przemierzanie przedwojennych krypt to zawsze wyjątkowe doświadczenie.

Przemierzając Mojave, natykamy się na liczne ruiny, schrony, jaskinie, obozy oraz wielkie budowle. Wchodząc do nich, możemy zaś być pewni, że czeka na nas jakaś ciekawa historia. W New Vegas niemal brakuje generycznych „skarbów” lub „obozów bandytów”. Zamiast tego mamy do czynienia chociażby z wiekowymi budynkami, które pozwalają poznać dzieje przedwojennej Ameryki. Rozsypujące się biurowce pełne są terminali będących oknem na świat sprzed nuklearnej apokalipsy.

Liczne krypty natomiast stanowią lokacje wyjęte wprost z horrorów. Ich eksploracja zawsze wiąże się z jakąś makabryczną tajemnicą, którą możemy stopniowo odsłaniać dzięki znalezionym skrawkom informacji. W powstałych po wojnie obozach oraz osadach poznamy z kolei wiele historii zwykłych ludzi starających się poukładać sobie życie w tym bezlitosnym uniwersum.

Nawet niepozorne jaskinie na krańcu świata wiążą się z interesującymi odkryciami. W jednej z nich czekało na mnie ciekawe znalezisko. W tunelu natrafiłem na bramę zabezpieczoną wyjątkowo skomplikowanym zamkiem. Po uporaniu się z nim znalazłem walizkę z olbrzymią liczbą przedwojennych banknotów, a także szkielet z leżącym obok pistoletem. Co właściwie się tam wydarzyło? Czemu człowiek ten zamknął się w tak odludnym miejscu ze swoim bogactwem? I skąd wziął te wszystkie pieniądze? Niestety, gra nie dała mi żadnych odpowiedzi, ale atmosfera tej lokacji była wystarczającą nagrodą.

Jeszcze się zobaczymy

To wszystko składa się na dzieło, którego można doświadczać raz po raz i przy każdym podejściu będzie nas w stanie czymś zaskoczyć. Zawartości w New Vegas jest po prostu zbyt wiele, by móc się nią znudzić. Za każdym razem, gdy wyruszałem w podróż przez Mojave, natykałem się na jakieś nieznane mi wcześniej elementy. Czasami były to ukryte miejscówki, a kiedy indziej całkowicie nowe dla mnie wątki fabularne.

W gruncie rzeczy przejście New Vegas dwa razy w ten sam sposób byłoby naprawdę dużym wyzwaniem. Zmiennych jest tu po prostu zbyt wiele. Wystarczy, że na chwilę zejdziecie ze znanego szlaku, a otworzą się przed Wami kompletnie nowe możliwości. Do dzieła Obsidianu wrócę więc jeszcze wielokrotnie. Kto wie, gdzie tym razem mnie nogi poniosą.