Diablo 4 wymaga połączenia z Internetem, ale – zdaniem fanów serii – nie ułatwia spotykania innych graczy w Sanktuarium.
Diablo 4 wypadło znacznie lepiej, niż mogli sądzić najwięksi sceptycy. Niestety, po hurraoptymistycznym przyjęciu na premierę gracze szybko dostrzegli zgrzyty. Czwarte Diablo jest krytykowane głównie za aspekt sieciowy, z jednej strony wymagany, ale chyba nieco niedopieszczony przez twórców.

Konieczność stałego połączenia z Internetem w Diablo 4 – nawet w trybie single player – nie była zaskoczeniem dla graczy. Twórcy zapowiadali to od dawna, zresztą już w Diablo 3 obowiązywało to na pecetach i konsolach.
Oczywiście narzekania nasiliły się po niedawnych atakach na serwery nowego Diablo, ale nie tylko to wzbudza niechęć graczy. Problemem jest też końcowy etap gry, zwłaszcza że D4 nie posiada wbudowanej funkcji wyszukiwania drużyny (czyli party findera).
Brak tego elementu był krytykowany jeszcze przed premierą, ale narzekania przybrały na sile, gdy więcej graczy dotarło do tzw. „endgame’u”. Dość rzucić okiem na podforum gry w serwisie Reddit, na przykład na wątek użytkownika craz93, według którego Diablo 4 to gra sieciowa pseudo-MMO, w której gracz często czuje się bardziej samotny niż w tytułach single player.
Internaucie wtórowali inni użytkownicy Reddita. Tak jak w ostatnich tygodniach, tak i teraz gracze dziwili się, że twórcy nie zdecydowali się na dodanie „party findera” już na premierę Diablo 4. Zwłaszcza że takie rozwiązano pojawiło się w Diablo Immortal, co – jak zwykle – stało się pożywką dla teorii spiskowych (choć trzeba przyznać, że nieco uzasadnionych), jak to twórcy dodadzą tego typu „usprawnienia” później, by pokazać, że dbają o rozwój gry.
Tego typu oskarżenia, choćby i mijały się z prawdą, są o tyle zasadne, że „party finder” rzeczywiście może trafić do Diablo 4. Joe Shelly, reżyser gry, stwierdził (via GamesRadar+), że choć tytuł oferuje już „całkiem niezłe opcje zespołowe”, to Blizzard rozważy dodatkowe opcje matchmakingu. Nie jest to zobowiązująca obietnica, ale zawsze to jakaś nadzieja dla graczy.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
1

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).