Tim Sweeney uważa, że darmowe gry pomagają całej branży gier na PC, ale gracze nie są przekonani, czy wzrost sprzedaży poza EGS-em dobrze świadczy o tym sklepie.
Tim Sweeney próbował pokazać Epic Games Store jako dobroczyńcę napędzającego popularność „darmowych” gier, ale z jakiegoś powodu gracze nie uważają tego za powód do dumy.
Sklep firmy Epic Games ma już ponad 7 lat i dał się już dobrze poznać graczom. Tyle że głównie jako źródło darmowych gier, a i to najwyraźniej zachęcało jego użytkowników do zakupu oferowanych tytułów… na innych platformach. Co poniekąd przyznawał sam prezes spółki w serii wpisów, które były odpowiedzią na doniesienia o sukcesach strasznego polskiego westernu.
Więcej światła na tę sprawę rzucił nowy raport fiskalny Epic Games, który pod lupę wziął youtuber Immature. Jak już pisaliśmy, EGS ma za sobą rekordowy rok, ale sama spółka dała do zrozumienia, że platformie daleko do gigantycznej popularności Steama.
W udostępnionym dokumencie potwierdzono pozytywny wpływ programu darmowych gier – nie tylko dla Epic Game Store („ponad 77% z darmowych gier wypracowało nowy rekord liczby jednoczesnych graczy w EGS”), ale również dla rozdawanych tytułów poza EGS-em. Jak czytamy, w czasie gdy gra była dostępna bezpłatnie w sklepie Epica, „peak” użytkowników Steama wzrastał w jej przypadku średnio o 40%. Tym samym inicjatywa ma korzystny wpływ dla całego rynku gier na pecetach.
Tim Sweeney nie omieszkał wskazać na to „odkrycie” youtubera i raz jeszcze potwierdził podobny przyrost aktywności i sprzedaży na konsolach. Jak to ujął, „misją Epica jest pomaganie deweloperom w osiąganiu sukcesów”, niezależnie od platformy, na której zyskują ci twórcy.
Jednakże gracze dalecy są od wyrażania słów uznania pod adresem platformy Sweeneya. Niektórzy złośliwie komentują, że to raczej dowód na problemy sklepu Epic Games – fani gier wolą wydać pieniądze na oferowany tytuł, niż dostać go za darmo po zainstalowaniu EGS-a (na co firma wydała pieniądze). Część internautów wskazuje też, że firma nieprzesadnie kwapi się z podaniem faktycznych statystyk. Tyle że Steam w swoim podsumowaniu również tego nie zrobił.
Nieliczni internauci zauważają też, że może tu działać podobny schemat, co w przypadku wersji demonstracyjnych i subskrypcji pokroju Xbox Game Passa. Te rzekomo mają zachęcać graczy do kupowania gier, które sprawdzili w ramach tych opcji i które naprawdę przypadły tym użytkownikom do gustu. Podobnie: ktoś, kto pobrał Blood West w Epic Games Store, mógł później zakupić tytuł na Steamie, choćby i w przecenie, która w takich przypadkach często ma jednocześnie miejsce na platformie Valve (bo, rzecz jasna, nie mogli kupić już posiadanego tytułu w EGS). Nie mówiąc o tym, że nagłośnienie rozdawnictwa faktycznie można uznać za swego rodzaju promocję.
Niemniej dla wielu graczy to tylko kolejny dowód na to, że EGS musi się poważnie zmienić, by dogonić Steama. Platforma EG wciąż bowiem nie ma wielu funkcji dostępnych w „parowym” sklepie Valve, a spółka Gabe’a Newella bynajmniej nie spoczywa na laurach i wprowadza dalsze usprawnienia.
Do tego Steve Allison, główny menedżer Epic Games Store, przyznał w rozmowie z serwisem Games Radar, że stopień „konwersji” osób pobierających darmowe gry na płacących użytkowników to jakieś „16-18%”. Co Amerykanin uznaje za dobry wynik w kontekście liczby takich „bezpłatnych” kont.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:7. gra za darmo w 2026 roku w Epic Games Store

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).