Na pewno można było zrobić lepszy scenariusz i dialogi, ale nie wiadomo czy przełożyłoby się to na zyski. Dla mnie to akurat nie miało znaczenia przy decyzji kupna.
Day1 gamepass, ogłoszenie ceny na poziomie 80 dolarów przed premierą (potem skorygowali na 70$, ale mleko się rozlało), denuvo, płyta na konsolach w zasadzie pusta i w sumie brak porządnego marketingu. id software też może nieco przestrzeliło z koncepcją gry oraz wystraszyło część ludzi obowiązkowym RT. Znaczna większość ludzi, która jednak się skusiła na nowego Dooma, była zadowolona. Sam przeszedłem 2 razy zaraz po premierze i bawiłem się naprawdę dobrze. Z całej nowej trójcy jest to najsłabsza cześć, ale nadal bardzo dobra gra.
Do mnie osobiście te Doomy nie trafiły. Przeszedłem Dooma z 2016r, ale już przy Eternalu odpadłem. Nie twierdzę, że to złe gry, bo są naprawdę dobre, ale osobiście wolałem formułę Dooma 3. Co do studia ID, szkoda, legenda gamingu 3D odchodzi w taki sposób.. zniszczeni przez żądzę pieniądza i korpo, któremu się słupki nie spinają. Ciekawe jak by dziś wyglądały gry, gdyby nad studiami nie stało korpo z batem i stoperem.
Niby był bystry, bo dał nam perełki i wyznaczył trend dla gier FPS...
ale nie był na tyle bystry, żeby wiedzieć, że wszystko co microslop dotknie kończy się tragicznie.
To jest uniwersalna prawda. Moment w którym microslop coś kupuje można uznać za koniec tego czegoś.
Trzeci doom to porażka, ale nie na tyle mocna, żeby zabijać studio. Liczyłem na to, że w czwórce wrócą do korzeni.
I tu Carmack trafia w samo sedno. Nie wystarczy, że gra jest dobra, ona musi zarabiać, przynosić odpowiedni zysk. Jeżeli gra jest słaba, wtedy margines możliwych elementów do poprawy jest szeroki i można wierzyć, że wyeliminowanie określonych bolączek poprawi sprzedaż kolejnego tytułu. Ale co w sytuacji, gdy gra już jest bardzo dobra, a jednak nie spełnia oczekiwań finansowych? Może po prostu osiągnęła limit tego, co da się wykrzesać z danego gatunku i w dłuższej perspektywie jest on po prostu nierentowny? Można to sobie oczywiście racjonalizować "korporacyjną chciwością", ale trzeba mieć świadomość, że koszty tworzenia gier STALE idą w górę, bo koszty życia też stale idą w górę (zwłaszcza w dużych miastach USA), a koszty pracy odpowiadają za większość budżetu przeznaczonego na development. To niestety wymusza coraz większe nakłady, zamrożone na coraz dłuższy czas (bo tworzenie gier zajmuje coraz dłużej), więc i stopa zwrotu musi rosnąć, żeby inwestycja w ogóle miała sens.
Gdybyście wy zainwestowali z własnej kieszeni np. 200 milionów, ze świadomością, że przyniesie ona zysk najwcześniej za 5 lat (jeżeli w ogóle, bo gra może nie wyjść dobra... albo wcale), to jaka stopa zwrotu by was zadowoliła? Bo w branży AAA standardem jest 300-400%. Czyli inwestując 200 na 5 lat, inwestor spodziewa się dostać z powrotem 600-800 milionów! Czemu tak dużo? Bo tylko taka stopa zwrotu jest warta tak ogromnego ryzyka. Jeżeli interesuje cię mniejszy zysk (np. na poziomie 100-200%), to masz inne, o wiele mnie ryzykowne sposoby inwestowania (np. fundusze inwestycyjne, oferujące zysk na poziomie 10% rocznie). W rynek gier wchodzisz tylko wtedy, gdy nie boisz się ryzyka i oczekujesz dużego zysku. Mniejsze kwoty można zarobić na setki innych sposobów (oczywiście mając odpowiednio duży kapitał). Czy wam się to podoba, czy nie, gry robi się dla pieniędzy, a nie dla "uśmiechów dzieci"... i graczy, bo to jest biznes jak każdy inny. Albo gra / seria przynosi określone zyski, albo trafia pod topór i nie ma w tym absolutnie niczego zaskakującego.
To że gra zarabiać musi wie każdy, ale cała reszta wypowiedzi to jakieś kocopoły. Tabelki w excelu zabiło wrzucanie gry do abonamentu i niszczenie takiego studia przez osobę która nie wie czym jest id jest naprawdę słabe.
Natomiast problemem Dooma może być też zbyt mała różnorodność, zrobili powrót do korzeni po Trójce i był wielki sukces. Natomiast kolejna część powinna pozostać podobna, ale zamiast akrobacji rozwinąć ją bardziej fabularnie plus zagadki jak w D3. Potem znowu sieczka z jakimiś nowymi patentami, tak byłoby według mnie ciekawiej.
Natomiast zachwyty Carmacka na temat Microsoftu już wtedy były zabawne, ale nie tylko on widział w nim mesjasza rynku gier bo nawet forumowi bywalcy w to uwierzyli. Gaben jest najmądrzejszy, bo tam pracował i doskonale wie jakim szambem jest ta firma przez co robi dużo dla graczy aby mieli sensowną alternatywę do Windowsa.