Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 2 marca 2010, 09:55

autor: Vercetti

Metro 2033 - test przed premierą

Czy nowa gra twórców pierwszej części S.T.A.L.K.E.R.-a spełni pokładane w niej nadzieje? Sprawdziliśmy to, testując przedpremierową wersję Metro 2033.

Przeczytaj recenzję Metro 2033 - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

O Metro 2033 pisaliśmy już w grudniu, gdy kijowskie studio 4A Games po raz pierwszy zaprezentowało dziennikarzom fragmenty swego postnuklearnego projektu. Od tej pory strzelanina autorów S.T.A.L.K.E.R.-a zdążyła przejść mnóstwo szlifów, natomiast jej obecny i niemalże ostateczny kształt udało nam się uchwycić w siedzibie dystrybutora na dwa tygodnie przed planowaną premierą.

Naszemu spotkaniu z grą towarzyszyła rozmowa z pisarzem Dmitrijem Głuchowskim, bez którego Metro 2033 z pewnością by nie powstało. To właśnie ten 30-letni Rosjanin stworzył powieść, na kanwie której opiera się omawiany FPS. Z kolei wizyta twórcy w Warszawie – poza promocją książki – stała się również pretekstem do powiedzenia kilku słów o tytule ukraińskiego zespołu.

Rozmawiamy z Dmitrijem Głuchowskim, autorem książki Metro 2033

GRY-OnLine: Kto zainicjował stworzenie gry na podstawie Metro 2033?

Dmitrij Głuchowski: Zaczęło się od kontaktu z przedstawicielami 4A Games. Szukając fabuły do kolejnej gry, Ukraińcy natrafili na moją powieść. Stało się tak, ponieważ zanim książka ukazała się na papierze, publikowałem jej fragmenty w Internecie. Fabuła oraz oryginalna sceneria przypadły producentom do gustu i zaproponowali mi współpracę.

GOL: Jaka jest dokładnie Twoja rola w procesie dewelopingu? Ogranicza się wyłącznie do współtworzenia warstwy fabularnej?

DG: Wychodzę z założenia, że wszyscy są tutaj profesjonalistami, więc niczego nie forsuję. Jako pisarz odpowiadam za fabułę i pomagam deweloperom praktycznie tylko wówczas, gdy pojawiają się niejasności co do dalszego przebiegu historii. Nie są oni przy tym zobowiązani odtwarzać literka po literce treść książki – niech wprowadzają własne lokacje czy potwory, bo gry to w końcu inny gatunek niż literatura. Uważam, że jeżeli dysponuje się grupą utalentowanych osób, to trzeba dać im wolność i zapewnić przestrzeń do wprowadzania twórczych rozwiązań. To znacznie bardziej efektywne niż ścisłe pilnowanie ludzi, którzy pozwalają się wprawdzie kontrolować, ale pozostają przy tym idiotami.

GOL: Nad grą pracują autorzy pierwszego S.T.A.L.K.E.R.-a. Czy nie zdarzy się tak, że Metro 2033 będzie momentami zbyt podobne do Cienia Czarnobyla?

DG: Oba tytuły łączy specyficzny klimat, wręcz swego rodzaju uduchowienie, jednak Metro to oryginalna, całkowicie odrębna historia. Tutaj większy nacisk położony jest na spójną fabułę i zobrazowanie problemów ludzi, którzy mimo tragicznego położenia wciąż mają nadzieję na lepszą przyszłość i za wszelką cenę starają się przetrwać. Tym razem autorzy mają też większą niż w przypadku S.T.A.L.K.E.R.-a swobodę we wprowadzaniu własnych rozwiązań, bo teraz to oni, a nie wydawca, sprawują pełną kontrolę nad koncepcją gry.

GOL: Podobno od dziecka jesteś zapalonym graczem – ukończyłeś Fallouta, Civilization, a nawet pierwsze Prince of Persia. Na jaki tytuł czekasz obecnie?

DG: Metro 2033.

GOL: A poza tym?

DG: Metro 2033... i... no, dobra, czekam na StarCrafta II.

Mieszkańcy stacji trudnią się najróżniejszymi zajęciami.

Metro 2033 jest po części wirtualną adaptacją powieści, a po części jej uzupełnieniem. Fabuła gry pozostaje wierna oryginałowi głównie w początkowej fazie i zakończeniu, natomiast przedstawiony na ekranie świat stanowi dość dokładne odzwierciedlenie otoczki opisanej na kartach książki. Mamy oto do czynienia z Ziemią po przejściu nuklearnej katastrofy, która poza wielkimi zniszczeniami zostawiła po sobie również szkodliwe promieniowanie. Apokalipsę udało się przeżyć jedynie tym, którzy znaleźli schronienie w tunelach moskiewskiego metra. Po ustąpieniu kataklizmu ludzie zaczęli osiedlać się bezpośrednio na podziemnych stacjach – wyjście na powierzchnię wiązałoby się bowiem ze spotkaniem oko w oko z napromieniowanymi mutantami, a na takie ryzyko mogli odważyć się tylko najbardziej zahartowani stalkerzy – samozwańczy żołnierze, zaopatrujący ludność w paliwo, amunicję czy niezbędny sprzęt.

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Graliśmy w Rainbow Six Extraction - Ubisoft pozazdrościł CoD-owi trybu zombie
Graliśmy w Rainbow Six Extraction - Ubisoft pozazdrościł CoD-owi trybu zombie

Przed premierą

Seria Rainbow Six od lat nastawiona była przede wszystkim na taktyczną rozgrywkę sił specjalnych. Tym razem gra zabiera naszych Operatorów do świata żywcem wyjętego ze Stranger Things i mówi, że to wcale nie tryb Zombie z Call of Duty.