Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
29 listopada 2006, 17:29

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Infernal - testujemy przed premierą

Nie widzę aktualnie strzelaniny na PC, która zapowiadałaby się równie dobrze. Dodatkowego smaczku całości dodaje fakt, że Infernal jest produktem polskim.

Przeczytaj recenzję Infernal - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Przyznam się bez bicia: jeszcze dwa tygodnie temu nie miałem zielonego pojęcia, że powstaje polska strzelanina, która ma szansę dostarczyć graczowi tak ogromną dawkę emocji, jak Infernal. Owszem, tytuł ten obił mi się o uszy, ale wykazywałem zupełną obojętność wobec gry firmy Metropolis. Z tego właśnie powodu jest mi teraz po prostu głupio, że przez blisko dwa lata żyłem w błogiej nieświadomości, iż w Warszawie tworzony jest program, który pod wieloma względami nie odbiega poziomem od produkcji zachodnich.

Wersja demonstracyjna programu, którą otrzymaliśmy od firmy Playlogic – europejskiego wydawcy Infernala – zawiera dwa grywalne etapy: jeden pełniący funkcję samouczka i drugi, bardziej rozbudowany, w którym autorzy zmuszają nas do batalii z przeważającymi siłami wroga. Mimo że rozgrywka do najdłuższych nie należy, mogę z czystym sumieniem dokonać wstępnej oceny dwuletnich prac nad tym tytułem – członkowie studia Metropolis pokazali bowiem sporo ciekawych rzeczy, które z pewnością będą szeroko eksploatowane w pełnej wersji gry.

Gramy!

Pierwszy z zawartych w demie poziomów rozpoczyna się w piwnicach starego klasztoru. Biorąc pod uwagę wypowiedzi krzątających się po najbliższej okolicy mnichów, można dojść do wniosku, że akcja tego etapu rozgrywa się w Niemczech. Epizod nie jest specjalnie skomplikowany. Tworząc go, autorzy chcieli przede wszystkim zapoznać użytkownika z noszonymi przez Ryana gadżetami (np. goglami pozwalającymi znaleźć źródła zdrowia i energii magicznej), a także nauczyć gracza prawidłowego posługiwania się nadnaturalnymi zdolnościami głównego bohatera – chodzi tutaj głównie o umiejętność teleportacji – temu aspektowi poświęcę nieco więcej miejsca w dalszej części artykułu.

Skrzynia może Ci zapewnić chwilową osłonę.

Od samego początku zmagań, gra zaskakuje swoją oprawą wizualną. Uruchomienie programu z wszystkimi wodotryskami sprawia, że grafika prezentuje się wręcz imponująco. Bardzo dobrze opracowana postać głównego bohatera (akcję obserwujemy zza jego pleców), niezłe sylwetki przeciwników oraz obfitujące w szczegóły i ładne efekty świetlne otoczenie sprawia, że Infernal nie ustępuje w niczym zachodnim produkcjom. Można mieć co prawda małe zastrzeżenia do animacji oraz niezbyt przekonującego ognia, ale i tak jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co udało się w tej kwestii stworzyć autorom gry.

Krzątając się po piwnicach klasztoru, często napotkamy różne pudła oraz drewniane beczki. Niemal wszystkie elementy otoczenia można zniszczyć przy pomocy broni. Istnieje też możliwość chowania się za bardzo dużymi skrzyniami i prowadzenia ognia z wykorzystaniem osłony, ale trzeba pamiętać, że po kilkunastu sekundach mogą z niej zostać tylko drzazgi. Największe spustoszenie dokonuje się oczywiście wskutek rozmaitych wybuchów, wówczas po planszy latają oderwane kawałki desek oraz innych materiałów. Również i ten aspekt oprawy wizualnej zasługuje na duże uznanie. Wprawione w ruch przedmioty zachowują się bardzo realistycznie, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że za oddziaływania fizyczne odpowiada tu technologia PhysX. Niestety, z racji tego, że nie dysponuję specjalistyczną kartą z procesorem firmy AGEIA, nie jestem w stanie stwierdzić, czy Infernal zaoferuje w tej kwestii więcej fajerwerków, tak jak to było w przypadku gry Tom Clancy’s Ghost Recon: Advanced Warfighter.

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Valheim to jeden z najlepszych survivali, w jaki kiedykolwiek grałem!
Valheim to jeden z najlepszych survivali, w jaki kiedykolwiek grałem!

Przed premierą

Na rynku jest już mnóstwo gier tego gatunku, ale mało która startując z pułapu Early Access szturmem podbiła serca graczy, uzyskując 96% pozytywnych opinii spośród niemal 17 tysięcy wystawionych recenzji. Czy Valheim zasłużył na ten zachwyt?