Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
16 lutego 2004, 15:43

autor: Shuck

Earth 2160 - zapowiedź

Kolejna, oznaczona datą 2160, strategia czasu rzeczywistego ze znanej serii Earth, którą już od roku 1998 tworzy znane krakowskie studio developerskie Reality Pump. Akcja tej części stanowi kontynuację wydarzeń, w których uczestniczyliśmy poprzednio...

Przeczytaj recenzję Earth 2160 - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Historia „Eartha”, jednej z najlepszych powstałych strategii czasu rzeczywistego, a przy tym rodzimej, liczy sobie już 6 lat. Uwzględniwszy okres produkcji pierwszej jej części – „Eartha 2140” – można jej liczyć tych lat osiem. Wiele w tym czasie zdążyło się różnorodnych technologii przewinąć przez nasze komputery. Dość wspomnieć, że „Earth 2140” dawał się uruchomić jeszcze pod DOS’em. Jednak same tytuły najznamienitszych przedstawicieli gatunku pozostały z grubsza te same – „Command & Conquer”, „Warcraft”, „Age of Empires” – i jedynie pojawiają się przy nich kolejne numerki i nowe podtytuły. Poczesne miejsce pośród nich zajmuje również „Earth”, lecz – jak to nader często się u nas zdarza – zdecydowanie większą popularnością cieszy się pośród graczy za granicą niźli w kraju.

O najnowszej, znajdującej się jeszcze w powijakach części „Earth 2160” miałem sposobność porozmawiać z szefem projektu Mirosławem Dymkiem, dzięki uprzejmości jego samego oraz zespołu Reality Pump in toto. Na pożywce pokazanej mi grafiki oraz słów Mirka wykiełkował w mojej wyobraźni obraz nieszablonowej strategii niosącej ze sobą kilka nowych, dobrych pomysłów oraz czerpiącej garściami z kosza wartości wypracowanych latami przez krakowskie studio.

Różnorodność przede wszystkim

Do walczących, poznanych we wcześniejszych odsłonach gry – Dynastii Euroazjatyckiej (ED), Zjednoczenia Cywilizowanych Stanów (UCS) oraz Korporacji Księżycowej (LC) – dołącza czwarty pretendent do przejęcia władzy w Układzie Słonecznym: obcy. Bowiem w „Earth 2160” walka toczyć się będzie o wszystkie planety naszego systemu. Każda z czterech organizacji-ras dysponuje odmienną techniką, a co za tym idzie różnią się ich drzewa wynalazków i technologii, w inny sposób pozyskuje ona teren i rozbudowuje swoje zaplecze gospodarcze; wreszcie: inne jednostki jest w stanie zbudować i wyszkolić, a więc stosowane na polu walki taktyki mogą się znacznie od siebie różnić. Z pewnością nie lada wyzwaniem będzie zbalansowanie możliwości i sił walczących tak, by żadna ze stron nie została przez graczy odrzucona jako mało przydatna.

Ich zróżnicowanie daje o sobie znać począwszy od wydobywania surowców, których przewidzianych są trzy klasy (w ich ramach 18 zależnych od planety źródeł), a każda z organizacji znajduje zastosowanie jedynie dla dwóch. Konstruowane przez walczących bazy dadzą się odróżnić od siebie na pierwszy rzut oka, gdyż domeną UCS są kompleksy składające się z kilku dobudowywanych do siebie modułów, ED preferuje spuszczanie z orbity lądowniki i dostawianie doń kolejnych elementów rozrastających się w potencjalnie nieskończoną sieć o wspólnym zasilaniu i polu siłowym będącym wypadkową wszystkich uruchomionych generatorów. Korporacja Księżycowa ma zaś zaiste z Księżyca wzięty pomysł na rozwój, jako że upodobała sobie smukłe wieże układane z modułów opuszczanych z orbity jeden na drugim. Marsjańskiego pochodzenia obcy w ogóle nie mają pomysłu na osiedlanie się, albowiem cały swój dobytek wożą ze sobą w postaci rozrastającej się floty, a w niej klasycznych statków-matek.

Age of Darkness to strategia, którą kocham i nienawidzę
Age of Darkness to strategia, którą kocham i nienawidzę

Przed premierą

Na rynku pojawił się Dark Souls gier RTS – mowa o Age of Darkness: Final Stand. Produkcja ta sprawiła, że popadłem w otchłań szaleństwa i rozpaczy. Zapraszam do lektury, jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego.

Disciples: Liberation to nie jest gra dla fanów serii, ale...
Disciples: Liberation to nie jest gra dla fanów serii, ale...

Przed premierą

Disciples: Liberation jawi mi się jako przyzwoita propozycja na długie jesienne wieczory. Nie jest to gra idealna, a z kultową „dwójką” ma ona jeszcze mniej wspólnego niż część trzecia. Stosunek ceny do zawartości wypada jednak na jej korzyść.

Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest

Przed premierą

W niszy, która powstała po porzuceniu przez Ubisoft serii Heroes of Might and Magic sukcesy odnosić mogą mniejsi twórcy, tacy jak Lavapotion. Ich Songs of Conquest może być najlepszą grą w stylu „hirołsów” od czasów kultowej trójki.