Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Lost Ark

4 listopada 2021, 17:00

autor: Hubert Sosnowski

Szop w przebraniu. Łowca ciastek. Pisuje o grach, filmach i serialach, a zdarza się, że i prozę.

Lost Ark może dokopać Diablo 4, ale nie wiem, czy nie zjawiło się za późno

Różne gry wskazywano jako pogromców Diablo. Obecnie mamy remis z Path of Exile. Tyle, że na ring wszedł nowy (a zarazem nienowy) zawodnik, Lost Ark. Gra, która nie jest do końca hack'n'slashem, może zdewastować obu konkurentów.

Zapowiadana premiera gry: 2022.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Nie wiem, czy pamiętacie, ale pierwszymi zapowiedziami Lost Ark zrobiło małą furorę. Wyglądało na ogromną, piękną grę, która mogła zagrozić Diablo 4 i Path of Exile 2. Łączyło rozgrywkę MMO i rąbaninę niczym z „Diablosa”, tylko na azjatyckich sterydach. W dodatku z trailerów emanował baśniowo-epicki klimat rodem z Final Fantasy VI. No nic, tylko czekać, aż gra przyjdzie i pozamiata. Czekaliśmy zatem. Czekaliśmy. I tak naprawdę wciąż czekamy, nie wiem, czy już nie za długo. Szkoda, bo pierwszy kontakt z rozgrywką sugeruje kapitalną produkcję odwołującą się do klasyki fantasy i klimatu wielkiej przygody. Obawiam się tylko, czy to wystarczy w sytuacji, kiedy Blizzard może się naprawdę sprężyć, a dzieło Grinding Gear Games idzie po tytuł króla gatunku jak po swoje. Sam jednak zaczynam w tym wyścigu kibicować Lost Ark...

LOST ARK W SKRÓCIE

  1. Gra łączy strukturę typowego koreańskiego MMO z toną questów, wyzwań i ogromnym światem – oraz intensywną walką rodem z hack’n’slashy w stylu Diablo.
  2. Akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym, a za grafikę odpowiada Unreal Engine 4.
  3. Do wyboru mamy kilkanaście klas postaci z unikalnymi zestawami umiejętności.
  4. Grę będzie dostępna w modelu free-to-play z opcjonalnymi mikropłatnościami, które jednak nie wpłyną przesadnie na rozgrywkę (kosmetyka i być może szybszy progres – ale progres nie liczy się w PvP).
  5. Otrzymamy długą, obszerną kampanię fabularną, w której poszukamy pewnego starożytnego artefaktu…
  6. ...by w końcu sięgnąć po wyzwania endgame’owe (rozbudowa domku, żyłowanie postaci podczas małych i dużych rajdów).
  7. Oprócz kampanii i lochów czy zawodów w grze obecne jest też PvP, w którym występujemy jako wymaksowane wersje naszych bohaterów, ale nasz ekwipunek nie ma wpływu na mecz – liczy się tylko umiejętne wykorzystanie zdolności postaci (niestety, nie miałem okazji przetestować tego trybu).

Epic NPC Man i Poszukiwacze zaginionej Arki

Na pierwszy rzut oka Lost Ark jest sztampą, ale taką... niezwykle uroczą sztampą. Samouczek, który miałem okazję zaliczyć, wyglądał jak bardziej dopakowana, heroiczna wariacja na temat wstępu do Poszukiwaczy zaginionej Arki. Przemierzamy świątynię, w której szukamy artefaktu, a kolejni członkowie naszej ekspedycji padają trupem przy kontakcie z potworami i pułapkami. Możemy poczuć trochę łobuzersko-pirackiego klimatu, a potem jeden z towarzyszy okazuje się kimś innym niż osoba, za którą się podawał. Takie idealne rozbujanie przygody.

Na YouTubie można obejrzeć skecze z cyklu Epic NPC Man grupy Viva La Dirt League (niektóre są bezbłędne, polecam!). Aktorzy wprawdzie z miłością i zrozumieniem, ale jednak nabijają się ze schematów rządzących komputerowymi RPG i MMORPG fantasy. I Lost Ark od samego wstępu odhacza wszystkie te schematy, łącznie ze zwrotem „Hello, Adventurer!” i poklepywaniem nas po pleckach za każde machnięcie mieczem. Miłośnicy retrogamingu poczują się jak w domu.

Mimo sztampy i nieco nudnego projektu pierwszego miasteczka (pod koniec prologu zaczyna się dziać) – nie mogłem oderwać się od ekranu. Po pierwsze, cały czas towarzyszy nam atmosfera wielkiej przygody jak z filmów o piratach z Karaibów czy Indianie Jonesie (tylko dialogi mogłyby być trochę lepsze, ale czego ja oczekuję od MMO, poza tym i tak w pewnym momencie się rozkręcają). Przemierzamy krainę utrzymaną w ciepłej kolorystyce, choć potem bywa różnie. Naszym najwierniejszym towarzyszem jest muzyka skomponowana m.in. przez Briana Tylera. Jego nutki przywodzą na myśl utwory autorstwa Johna Williamsa (Star Wars, Indiana Jones) czy Nobuo Uematsu (Final Fantasy VI) – są jak fanfary na cześć rozpoczynającej się przygody. Zapraszają do udziału w wielkiej awanturze i wprowadzają aurę niezwykłości, dają poczucie, że obcujemy z czymś cudownym i niesamowitym.

I wtóruje temu grafika. Pewnie, dziś już liczba wielokątów nie robi takiej roboty jak w dniu premiery w Korei, ale projekty i efekty wciąż cieszą oko. Graficznie Lost Ark daje radę. Kiedy przychodzi do pokazywania filmowych scen, bitew i wielkich potworów – wciąż powala. A skoro o powalaniu mowa...

Berserker

…Nie sposób nie wspomnieć, że danie główne Lost Ark stanowi kapitalna walka. Wyobraźcie sobie Diablo 3 czy Path of Exile podkręcone do maksymalnych obrotów. Jest szybko, intensywnie i – zwłaszcza jak na te kolorki – niezwykle brutalnie. Pewnie, przeciwnicy bywają „gąbkami na pociski” (czy raczej ciosy, choć to zależy od klasy), ale bardzo szybko zyskujemy cały wachlarz ataków specjalnych. W ogóle pod względem ich ciężaru i zamaszystości – może to zresztą kwestia profesji, którą wybrałem, czyli brutalnego berserkera – gra przypomina też Wolcena, który celował w mariaż ze slasherami.

Oznacza to, że po pierwsze, ciosy wymierzone podczas rzezi mają swój ciężar i mimo rzutu izometrycznego naprawdę możemy je odczuć – gra robi bowiem wszystko, by pokazać siłę postaci. Po drugie, całość ma bardzo zręcznościowy i dość precyzyjny charakter. Nie tylko musimy uważać na cooldowny umiejętności, ale też odskakiwać w odpowiednim momencie (gdy boss zamierza wykonać atak obszarowy), by potem dopaść gada i zakończyć sprawę. Już na pierwszych, niepozornych etapach, gdy walczymy z przerośniętymi kurakami, owadami i bandytami, potyczki sprawiają autentyczną frajdę. Są powodem, dla którego wracałem do gry, mimo że sielskie pierwsze miasto wynudziło mnie swoimi zadaniami typu „przynieś-podaj-pozamiataj”.

Kiedy jednak przychodzi do rzezi i zbierania łupów – bardziej w stylu MMO niż hack’n’slasha, bo różnią się one cyferkami i rzadkością, ale nie specjalnymi właściwościami; przynajmniej nie na poziomach, po których ja się poruszałem – Lost Ark lśni krwawym, brutalnym pięknem. Bardziej niż Diablo 3, Path of Exile, Wolcen czy Last Epoch. Walka wymaga odrobiny precyzji i skilla, trochę jak w grach typu MOBA, ale trafienie umiejętnością sprawia mnóstwo satysfakcji i podbudowuje nas efektami strzelającymi z ekranów. Krew, fruwające kończyny i zero litości. A niby taka słodka baśń...

Dobre MMO i spóźniona krucjata

Pod każdym innym względem Lost Ark zapowiada się na bardzo dobre azjatyckie MMO z interesującym systemem craftingu (opartym na dodatkowych profesjach, tzw. life skills, które sobie wybieramy – możemy być np. górnikiem, rybakiem, łowcą, archeologiem czy zielarzem), mnóstwem ciekawych aktywności, miejscówek do zwiedzenia, znajdziek do zebrania i tajemnic do odkrycia. Cholera, nawet ganianie za zadaniami „społecznymi”, budującymi relacje z NPC, bywa zabawne i urocze, jeśli ktoś lubi azjatycki humor. Do tego na późniejszym etapie – czego nie sprawdziłem – będziemy mogli urządzać swoją małą wysepkę, niczym szef szefów, oraz okręt, którym podbijemy morza tej krainy.

Całkiem możliwe, że Lost Ark będzie pierwszym MMO, w którym zatonę na dłużej (próbowałem m.in. ze Star Wars: The Old Republic i Elder Scrolls Online, nie wyszło nam) niż kilka tygodni. Po prostu w tej grze jest co robić, a aktywności przeplatane są walką, która przemawia do mnie jako chyba jedyna ze wszystkich MMO, w jakie grałem. Wiecie, to wielki świat, w którym mój berserker może wbić statkiem na srogie „rejwy” – tak, jest taka wyspa – a zaraz potem wskoczyć z powrotem w wir walki i spuścić łomot demonom, jak twórcy Diablo przykazali. Spójne? No nie, witamy w koreańskim, arcanepunkowym MMO. Zabawne? Jak diabli.

Jedyne, czego się obawiam, tak szczerze, to tego, że nie wiem, czy będę miał z kim grać. Pewnie, nasi bracia Koreańczycy cieszą się tą produkcją już od dłuższego czasu, Rosjanie też, ale Lost Ark mogło zwyczajnie przegapić swój moment dziejowy na Zachodzie. Czekaliśmy bardzo długo, być może ZA długo. Zapowiedzi zwalały z nóg w 2015 czy 2016, dziś pozycja ta wygląda po prostu dobrze, czaruje momentami. Od tego czasu potencjalni gracze mogli o produkcji Smilegate zwyczajnie zapomnieć. Wiele się wydarzyło, Blizzard okazał się bandą drani, wyszedł Cyberpunk 2077, Trump został prezydentem, pogrzebano i wskrzeszono Gwiezdne wojny, mieliśmy też (mamy) mały epizod z pandemią. Jesteśmy już innymi ludźmi niż tamci, którym zabłysły oczy na widok pierwszych, koreańskich trailerów Lost Ark.

Do niedawna byliśmy też głodni MMO. World of Warcraft zawiodło tak jak Blizzard, nie każdy chce się wgryzać w uniwersum Final Fantasy, a produkcje sieciowe Bethesdy, choć przyciągają mnóstwo graczy, to jednak budzą lekką nieufność. Amazon, wydawca Lost Ark, wstrzelił się w tę niszę, ale za pomocą New Worlda, którego przygotowywano pod jego skrzydłami, a nie zaimportowano ze Wschodu. W dodatku mówimy o koreańskim MMO, a to bardzo specyficzny segment.

Cała moja nadzieja w dwóch czynnikach. Po pierwsze, Lost Ark to już teraz zdecydowanie bardziej rozbudowana, dopieszczona i stabilna produkcja niż New World. Po drugie, pomiędzy aktywnościami MMO kryje się rzeź, która może nasycić oczekujących na Diablo 4 i Path of Exile 2. Sam sięgnąłem po tę grę głównie z uwagi na ów ostatni czynnik oraz dlatego, że byłem spragniony wielkiej przygody, podczas której czasem będę mógł połączyć siły z innymi – i zawsze cieszyć się diablopodobną rozpierduchą. Zobaczymy, ilu takich maniaków jak ja znajdzie się na Zachodzie. Oby było komu szukać zaginionej Arki, bo choć pewien legendarny archeolog zapowiadał swój powrót, to ten pan nie jest już przecież najmłodszy. Musimy go trochę odciążyć. Pomożecie?

OD AUTORA

Gdyby nie Lost Ark, to by mnie tu prawdopodobnie nie było. Moim zadaniem testowym podczas rekrutacji do redakcji GRYOnline.pl było napisać zapowiedź tej gry i wkręciłem się w szukanie informacji, zafascynował mnie model rozgrywki, chciałem poczuć ten klimat baśniowo-awanturniczego fantasy i ruszyć do boju w spektakularnej, hack’n’slashowej walce. Niestety, od tego czasu mój entuzjazm trochę oklapł, bo to było już lata temu. Ale wciąż daję tej grze szansę – i to większą niż New Worldowi czy jakiemukolwiek innemu MMO (od sporej ich części odbiłem się po maksymalnie kilku tygodniach rozgrywki, a tu czuję wolę dalszej walki).

ZASTRZEŻENIE

Dostęp do zamkniętych tekstów gry Lost Ark otrzymaliśmy od firmy Amazon.

Hubert Sosnowski | GRYOnline.pl

E3 2021
TWOIM ZDANIEM

Grasz jeszcze w MMORPG?

Nie, nie grałem od lat
41,6%
Czasem mi się zdarza
26,8%
Gram regularnie
21,1%
Nigdy nie grałem w MMORPG
10,5%
Zobacz inne ankiety
Analizujemy grę Lost Ark – pogromcę Diablo III z gwintem na pokładzie
Analizujemy grę Lost Ark – pogromcę Diablo III z gwintem na pokładzie

Przed premierą

Gdy Blizzard zasypia i spowalnia rozwój Diablo III, hack’n’slashowa konkurencja podnosi głowę. Przed Wami Lost Ark – najbardziej efektowna gra typu „siecz i rąb”, jaką widział świat.

Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania
Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania

Przed premierą

Kiedy zaoferowano mi dostęp do wersji testowej Elden Ringa, oczywiście zgodziłem się od razu, spodziewając się przyjemnego dema na kilka godzin. Tymczasem spędziłem w tej grze 18 godzin rozłożonych na jakieś 3 dni życia.

Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian
Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian

Przed premierą

Nadciąga drugi Elex, czyli kolejne dzieło kultowych twórców kultowego Gothica. Jak bardzo Elex 2 różni się od pierwszej części? Mieliśmy okazję się przekonać.