Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Battlefield 1

28 sierpnia 2016, 15:00

autor: Michał Mańka

Najczęściej mainstream, od święta dobre indie. PC-towy beton z dodatkiem konsoli.

Graliśmy w Battlefield 1 – koń, jaki jest, każdy widzi

Udało mi się spędzić ponad dwie godziny z buildem Battlefielda 1, który każdy z was będzie mógł sprawdzić w otwartej becie. Czas pokusić się o pierwsze wnioski, czy na taką pierwszą wojnę światową czekaliśmy.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Battlefield 1 – najlepszy Battlefield od czasów Bad Company 2

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Wskakujesz do samolotu, lecisz do punktu Butter (nie Bravo), wyskakujesz, zostajesz zwyzywany od noobów za bezsensowne używanie pojazdu, opadasz na spadochronie ładując wrogowi serię w plecy, a potem obrywasz w głowę od jakiegoś campera na wzgórzach. Brzmi znajomo? Oczywiście! Powiedzmy więc to sobie już na samym wstępie i zapamiętajmy – Battlefield 1 jest umiejscowiony w realiach pierwszej wojny światowej, ale to wciąż gra z serii Battlefield i chwała deweloperom za to. Mamy pierwszowojenne uzbrojenie, pojazdy, czujemy klimat pola walki z początku XX wieku, ale jednocześnie dostajemy dynamizm rozgrywki i nie do końca realistyczne wyczyny żołnierzy. Jeśli szukacie co do joty zgodnej z historią gry przedstawiającej ten właśnie konflikt, to trafiliście pod zły adres. Nie poddawajcie się jednak tak szybko, bo Battlefield 1 ma całkiem sporo do zaoferowania.

Graliśmy w Battlefield 1 – koń, jaki jest, każdy widzi - ilustracja #1
Koniem na czołg – ok. Ale na samolot?!

Electronic Arts postawiło sobie za cel zrobienie dużego zamieszania wśród współczesnych FPS-ów, czyniąc dość odważny krok, jakim było cofnięcie się w przeszłość. Wielu graczy zainteresowało się sztandardowym tytułem DICE właśnie przez realia, które można uznać za dość niecodzienne wśród obecnych tytułów AAA, i jednocześnie wymagające dla dewelopera. Jak przedstawić historyczny konflikt w sposób przystępny dla graczy, którzy chcą sobie trzasnąć partyjkę w multi i mieć przy tym frajdę? No cóż, mniej więcej tak, jak robi to Battlefield 1.

Patataj, patataj

Do tej pory ujawniono dwie mapy: w zamkniętej alfie była to St Quentin Scar, a teraz dochodzi do tego Sinai Desert, która będzie dostępna w otwartej becie startującej już 31 sierpnia. Grając kilka godzin na St Quentin dość szybko odnalazłem się w rozgrywce, choć przeszła ona pewne zauważalne zmiany. Pustynna mapa (która budzi dość mocne skojarzenia z Silk Road), wciąż ma w sobie mnóstwo z klasycznego Battlefielda, choć dostosowana jest do pewnych ograniczeń, które zaszły w uzbrojeniu klas. Na pustyni mamy więc czołgi w trzech wersjach, samoloty, pojazdy mniej lub bardziej opancerzone, oraz… konie.

Graliśmy w Battlefield 1 – koń, jaki jest, każdy widzi - ilustracja #2
Dalej, Płotka!

Właśnie przy koniach chciałbym się na moment zatrzymać. Na pierwszy rzut oka wierzchowce zachwycają przede wszystkim dbałością o szczegóły, jaką wykazali się deweloperzy przy tworzeniu modelu. Jestem pod wrażeniem animacji konia w galopie i nie raz zdarzyło mi się zagapić, bo chciałem spojrzeć jak całość prezentuje się z różnych stron. Koń porusza się całkiem płynnie, choć nie obyło się bez pewnych błędów z kolizją i sytuacji, kiedy moja szkapa nie chciała przeskoczyć przeszkody, która nie powinna stanowić żadnego problemu, a za to z łatwością pokonywała ogromny mur.

Battlefield 2042 to powrót starego, dobrego BF-a!
Battlefield 2042 to powrót starego, dobrego BF-a!

Przed premierą

Klimat współczesnego pola walki był chyba tym, czego seria Battlefield potrzebowała najbardziej. Pierwsze godziny z wersją beta Batlefield 2042 udowadniają, że klimaty z „trójki” i „czwórki” powróciły z pełną mocą!

Ghost Recon: Frontline - Ubisoft chce mieć swoje Warzone
Ghost Recon: Frontline - Ubisoft chce mieć swoje Warzone

Przed premierą

Ghost Recon: Frontline to nowa, bardziej „taktyczna” wersja battle royale od Ubisoftu. Zapowiada się równie interesująco, co odtwórczo. Czy więc na rynku jest jeszcze miejsce na kolejną darmową strzelankę PvP dla 100 graczy?

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.