Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 września 2013, 19:00

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Recenzja gry Alien Rage - CI Games śladami starej szkoły strzelanek

Alien Rage to pomysł CI Games, mający udowodnić, że firma potrafi robić dobre gry. Czy połączenie elementów z Bulletstorm i Unreal Tournament to przepis na sukces?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • bardzo przyjemna mechanika strzelania;
  • porządnie zaprojektowane postacie przeciwników i typy broni;
  • wysoki poziom trudności.
MINUSY:
  • głupota sztucznej inteligencji;
  • mało zróżnicowane lokacje;
  • zmarnowany potencjał skillshotów;
  • na dłuższą metę – monotonia.

Alien Rage autorstwa CI Games częściowo przywraca wiarę w umiejętności tego dewelopera, ale jednocześnie utrwala świadomość, że firma chyba sama nie wie, w którym pójść kierunku. Po słabym Sniperze 2, grze wymagającej cierpliwości i planowego podejścia do misji, otrzymujemy maksymalne stężenie akcji w pozycji będącej czymś na kształt mieszanki Bulletstorma i Unreal Tournament. Nie wiem, czy to ma być jakiś złoty środek, którego celem jest chęć przypodobania się różnorodnej klienteli, czego CI Games jak najbardziej życzę, czy też zwyczajne miotanie się od ściany do ściany. Takie też jest samo Alien Rage. Gra sprawia wrażenie, jakby projektanci nie bardzo wiedzieli, co chcą stworzyć.

W grze wcielamy się w mięśniaka wysłanego przez UE, którego zadaniem jest rozwianie marzeń wrogiej kosmicznej rasy o posiadaniu substancji będącej niemal niewyczerpalnym i potężnym źródłem energii, znajdującej się na jednej z asteroid. Wcześniejsza pokojowa koegzystencja Ziemian i Obcych poszła w niepamięć, a skoro współpraca nie przynosi obopólnych korzyści, to nie będzie ich przynosiła nikomu. Prosta historyjka, ale całkowicie wystarczająca, aby dać graczowi pretekst do rozwałkowywania po ścianach hord paskudnych kreatur. Wszystko to dzieje się w XXIII wieku, a więc w jakiejś zmierzalnej przyszłości.

Narracja przebiega w miarę gładko. Bohater dość często otrzymuje informacje od osób nadzorujących operację, od czasu do czasu sam rzuci jakimś sucharem. O tym, co wydarzyło się na asteroidzie dowiadujemy się z porozrzucanych notatek audio nagranych przez jedną z pań naukowców. Nagrania pełnią rolę znajdziek, podobnie jak kolorowe piramidki będące bonusem punktowym. Każdy z leveli kryje po trzy znajdźki obu typów, co trochę kłóci się z założeniami o produkcji nastawionej na szybką rozwałkę.O ile notatki zwykle leżą na widoku, to już za resztą trzeba się trochę porozglądać.

Akcja gry ma miejsce w bazie znajdującej się asteroidzie, w znakomitej większości składającej się z jednakowo wyglądających korytarzy i sporadycznie nieco większych przestrzeni, na których jednak żadnej swobody sie nie uświadczy, bo i tak zbudowane są one z wąskich przejść i kładek. Korytarze są do siebie niemal bliźniaczo podobne, recykling obiektów osiągnął masę krytyczną. Po kilkudziesięciu minutach przestaje się w ogóle rozglądać po lokacjach, bo i nie ma po co. Gra działa na przestarzałym już dzisiaj silniku Unreal Engine 3 i to niestety widać. Włącznie z doczytującymi się przez krótką chwilę teksturami po załadowaniu poziomu czy punktu zapisu. Sprawę ratują tony flar, głębia ostrości i inne efektów postprocesowe, jednak wydaje mi się, że trochę z ich ilością przesadzono. Kiedy czegoś jest w nadmiarze, zaczynasz podejrzewać, że nie bez powodu. Bardzo ładnie za to prezentują się duże eksplozje oraz projekty kosmicznych przeciwników, które na dodatek są jeszcze w większości świetnie animowane.

Pan w celowniku przypomina trochę Helghasta z serii Killzone. - 2013-09-25
Pan w celowniku przypomina trochę Helghasta z serii Killzone.

No ale w końcu sedno gry stanowi rozwałka czyniona za pomocą futurystycznych narzędzi przemocy. Pukawek mamy wystarczającą ilość. Jest typowy wymiatający karabin szturmowy z celownikiem kolimatorowym, dość powolny pistolet z niekończącą się amunicją, strzelba, wzorowana chyba trochę na Halo snajperka, wyrzutnia rakiet plus kilka różnych typów broni zdobytych na obcych. Większość wyposażona w alternatywny tryb strzału. Z przyjemnością stwierdzam, że użycie tych środków zagłady sprawia naprawdę ogromną frajdę. Mechanika odpowiedzialna za strzelanie okazuje się wyjątkowo dobrze zaimplementowana i chyba nie przesadzę, pisząc, że tę broń po prostu się „czuje”. Niezależnie, czy strzelamy z biodra, czy mierzymy przez celownik, wypluwanie pocisków jest arcyprzyjemne. Za owo „czucie” i projekty samej broni należy się autorom duży plus.

Efekty postprocesowe wygładzają trochę zmarszczki dziadkowi Unrealowi. - 2013-09-25
Efekty postprocesowe wygładzają trochę zmarszczki dziadkowi Unrealowi.

W wąskich korytarzach bazy natykamy się na dziesiątki obcych. Nie chodzi jednak tylko o to, by ich wszystkich pozabijać. Trzeba to jeszcze zrobić w miarę widowiskowo. W lewym górnym rogu wyświetlane są punkty przyznawane za dokonywaną masakrę. Inspiracja Bulletstormem jest aż nadto widoczna. Strzał w eksplodujący pojemnik zgarnia krwawe żniwo. Kolesi z wyrzutniami rakiet dobrze jest trafić w plecak. Eksplozja zmiata wszystkich stojących obok. Efektownej akcji towarzyszą okrzyki z „offu” w rodzaju „Podwójne zabójstwo!”, „Detonator!” czy „Seria eksplozji!", toteż można poczuć się jak podczas meczu w Unreal Tournament. Alien Rage próbuje wzorować się na wymienionych grach, ale niestety w każdym aspekcie wypada gorzej niż oryginały.

Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście
Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście

Recenzja gry

Mimo piętnastu lat na karku, Stranger's Wrath wciąż trzyma się nieźle, głównie dzięki nietuzinkowym mechanikom strzelania i ciekawie wykreowanemu światu. Ale port na Switcha mógł być lepszy.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.