Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Painkiller Hell & Damnation Recenzja gry

Recenzja gry 4 listopada 2012, 14:20

autor: Michał "Benek" Długosz

Recenzja gry Painkiller: Hell & Damnation - remake na poziomie

Remake pierwszej gry z serii Painkiller miał być ostatnią deską ratunku dla tej podupadającej przez lata marki. Czy Polakom ze studia The Farm 51 udało się sprostać zadaniu?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • różnorodność lokacji;
  • bogaty arsenał;
  • bestiariusz oraz walki z bossami;
  • tryb multiplayer;
  • klimat.
MINUSY:
  • mała liczba poziomów;
  • słabiutka sztuczna inteligencja przeciwników;
  • słaba animacja postaci;
  • na dłuższą metę może nudzić.

W czasach, kiedy w gatunku FPS-ów prym wiodą marki pokroju Call of Duty oraz Battlefielda, zdecydowanie brakuje na rynku produkcji będących pełnokrwistymi strzelankami, czerpiącymi garściami z rozwiązań proponowanych przez takie tytuły jak Quake, Doom czy Wolfenstein 3D. Dlatego też Painkiller: Hell & Damnation, czyli odświeżona wersja pierwowzoru, wydaje się idealną odskocznią od współczesnych gier akcji wypełnionych po brzegi skryptami mającymi gwarantować jak największą widowiskowość. Bo czy może być coś lepszego po ciężkim, stresującym dniu niż usadowienie się wygodnie przed ekranem monitora i oddanie eksterminacji setek przeciwników?

Już na wstępie śmiało mogę stwierdzić, że remake zrobiony przez pracowników polskiego studia The Farm 51 jest najlepszym Painkillerem od czasu wydania dodatku Batlle Out of Hell w 2004 roku. To, co cieszy najbardziej, to solidne podejście do tworzenia odświeżonej wersji – producenci postanowili nie iść na łatwiznę i opracowali Painkiller Hell & Damnation od podstaw, rezygnując z wysłużonego już silnika PAIN na rzecz nie mniej wyeksploatowanego, ale zdecydowanie lepszego Unreal Engine 3.0. Dodać jeszcze należy, że nie mamy do czynienia tylko i wyłącznie z kalką pierwowzoru, ponieważ kilka elementów doczekało się mniejszych bądź większych zmian.

Na pierwszy ogień poszła rzecz najmniej istotna w tego typu grach, czyli fabuła. Oczywiście ponownie wcielamy się w Daniela Garnera, który wraz z żoną zginął w wypadku samochodowym. Niestety za życia był on człowiekiem zdecydowanie złym, wskutek czego po śmierci nie trafił za swą połowicą do nieba, choć ominęło go też wieczne potępienie w piekle. Błąkając się jako zagubiona dusza gdzieś w zaświatach, odarty ze wszelkiej nadziei na ponowne spotkanie z miłością swego życia, w końcu zostaje odnaleziony przez samą Śmierć, która zleca mu zadanie najwyższej rangi – zebranie siedmiu legionów dusz demonów, w zamian za co Daniel zyska odkupienie i możliwość wstąpienia do raju.

Grę podobnie jak pierwowzór zaczynamy na cmentarzu. Jednak wraz z postępami w fabule zauważamy coraz większe zmiany w lokacjach. Przede wszystkim Painkiller: Hell & Damnation łączy w tej kwestii pierwowzór oraz wspominany wcześniej dodatku Batlle Out of Hell. Odwiedzamy różnorodne miejsca, a są to m.in. smutne miasteczko czy sierociniec, a także nieco zmodyfikowana stacja kolejowa i katedra. Niestety w nowej wersji zabrakło kilku ciekawych poziomów z „jedynki”, a mianowicie bazy wojskowej, miasta na wodzie czy mojego osobistego numeru jeden, czyli Piekła. Mimo to nie można dostępnym terenom odmówić klimatu i muszę przyznać, że będąc w sierocińcu, czułem się bardzo nieswojo, a wrażenie to nie opuszczało mnie nawet wtedy, kiedy skupiałem się głównie na eksterminowaniu hord demonów. Największa bolączką odświeżonego Painkillera jest jednak mała ilość etapów – na każdy z czterech rozdziałów przypada ich po trzy lub cztery, co przekłada się na krótki czas zabawy. Na średnim poziomie trudności ukończenie przygody Daniela Garnera zajęło mi cztery godziny. Przynajmniej pod tym względem remake jest zgodny z trendami wytyczonymi przez współczesne FPS-y.

Na naszej drodze ku odkupieniu eliminujemy ogromne ilości wszelkiej maści demonicznego plugastwa. Poczynając od zwykłych szkieletów, poprzez wiedźmy, potępione dzieci, a kończąc na bestiach przypominających wyposażone w wielki tasak, olbrzymie, spasione i łyse cherubiny. Trzeba przyznać, że bestiariusz w Painkillerze zawsze robił wrażenie i tak samo jest i tym razem. Swoistą wisienką na torcie, a zarazem jedną z najbardziej charakterystycznych cech serii były i są starcia z ogromnymi bossami na koniec każdego z rozdziałów. Tych do ubicia mamy czterech, z czego trzech jest dobrze znanych z pierwowzoru. Potyczki z nimi nie należą do najłatwiejszych i nie ograniczają się wyłącznie do bezmyślnego ładowania w nich ton amunicji do momentu, w którym ich poziom życia spadnie do zera. Często jesteśmy zmuszeni chwilę się zastanowić i poszukać sposobu na pokonanie tych olbrzymów. Niby drobnostka, ale satysfakcja gwarantowana.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

sekret_mnicha Ekspert 20 lipca 2013

(PC) Hell & Damnation to solidny średniak, który nie wykorzystał potencjału drzemiącego w oryginalnym Painkillerze. Ani to remake, ani sequel, ani bardzo dobra gra.

5.5
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.